Dodaj do ulubionych

Dlaczego ???

02.11.11, 01:17
Nie umiem żyć
Cieszyć się życiem
Szanować go
Szanować siebie
Mam skrzywiony umysł
Wszystko widzę po mojemu
Tak bardzo kocham (???) cierpieć
A moje cierpienia nie mają niemal nigdy sensu i uzasadnienia
Jestem tak bardzo samotna
Nie widzę ludzi wokół mnie
Nie zauważam troski, uczucia, przywiązania i szacunku wobec siebie
Widzę tylko to co może mnie ranić
Strasznie boję się ZWIĄZKU, bycia z kimś, odpowiedzialności, wierności, zobowiązania
Przyszłości
Czekających problemów, konfliktów, bólu
Siebie
A tak cholernie pragnę jedności.. zrozumienia, absolutnej akceptacji, MI ŁO ŚCI, czułości, opieki, ukojenia, bezpieczeństwa...
To takie dziecinne
Nie umiem patrzeć trzeźwo na życie
Uwielbiam odpływać w swoje chore stany i cierpieć
Nie potrafię doceniać tego co mam
Zawsze źle mi w dupie!!!
Zawsze za czymś tęsknię, czegoś pragnę, czegoś mam zajebiście ku.wa dość!!!
Najbardziej siebie
Popełniłam tyle blędów że powinnam już dawno... zniknąć
A wciąż zachowuję się jak królewna
Liczę się tylko ja i moje emocje, potrzeby, tęsknoty i ból
Odbijam całe dobro jakie płynie w moją stronę ;(
Jestem tak bardzo pojebana

Kurwa dlaczego ;( ;( ;( ?!?!?!?!!!
Obserwuj wątek
    • koleiny Re: Dlaczego ??? 02.11.11, 08:22
      Dołączam się do pytania. Moja terapeutka ma teorię, że musiałam doznać dużo cierpienia jako dzieciak, że odrzucenie, brak akceptacji i bezwględnej miłości ukształtowało taką niedojrzałą, smutną i wciąż taplającą się w nieszczęściu. Może coś w tym jest...
      • neon.ki Re: Dlaczego ??? 02.11.11, 13:26
        ja właśnie nie potrafię się pogodzić z tym, że było tak źle i nigdy już się nie odstanie i nie stanie to, czego bym sobie życzyła (bezwarunkowa miłość od rodziców) i przez to pogrążam się tylko głębiej i głębiej.
        • czipsia Re: Dlaczego ??? 02.11.11, 15:51
          to wszystko jest wina rodziców! Tym, którzy mają :normalne: rodziny, jakoś się w głowach nie pier**. Znam wiele osób zaburzonych i zawsze w domu było coś nie tak! nie wyłączając oczywiście mnie! ja mam ojca alko- i co dziwne, kiedy w domu były awantury, bijatyki itp to jeszcze w miarę funkcjonowałam, chciało mi się żyć, uczyć, robić cokolwiek, a dopiero teraz po latach, kiedy to już się zakończyło, zaczęły się moje problemy. To tak, jakbym tych silnych emocji szukała wokół mnie, a jeśli ich nie znajduję, to najzwyczajniej sama je tworzę! wtedy uderzam w osoby, na których najbardziej mi zależy, bo jeśli je ranię, to wtedy i mnie bardzo boli, no i dostaję to co chciałam.
          Poza tym, nic mi się ku*** nie chce! mam tyle nauki, terminy gonią a ja się nie zmobilizuję do ostatniej chwili. Dopiero gdy czuję nóż na gardle, dopiero wtedy się biorę za książki. Dziś jest tak samo...
          do tego jeszcze kompulsy, obżeranie się słodyczami (i nie tylko), przysięganie sobie, że to JUŻ OSTATNI RAZ, by6 za 5 minut polecieć do sklepu po nową dostawę żarcia! potem się tylko najeść i iść spać, bo energii już nie mam.
          borderline jest 100x bardziej przej*** niż jakiś ChAD, tam przynajmniej oprócz depresji masz niezłe maniakalne jazdy co jakiś czas, czujesz się ku*** Bogiem (którego nie ma). A w BPD co? zawsze źle, ewentualnie czasem jeszcze gorzej. Poza tym na choroby psychiczne można coś podziałać lekami a tu raczej leki szkodzą :/ i co będę sobie narzekać, bo tak się ku** czuję.
          A my przecież nie jesteśmy źli, ja bym nawet powiedziała, ze lepsi, bo zdolni do głębszych, intensywniejszych uczuć. Mimo tych wszystkich strasznych rzeczy, które robimy, jest też drugi biegun BPD, miłość taka, jakiej nie da chyba nikt "normalny". Bez obrazy. Napisałam "chyba". bo tylko moze mi się tak wydawać - w końcu normalna nie jestem!
          wszystko mnie nudzi i tylko relacje damsko-męskie wciąż w mojej głowie, Boże, jak to się leczy. Mam już dosyć patrzenia wykładowcom poniżej pasa, może by choć raz zainteresowały mnie oczy i to co dana osoba mówi?
          za chwilę lecę na historię farmacji, idiotyczny przedmiot z idiotycznym prowadzącym - nie jara mnie więc mam gdzieś to co mówi
          co ja piszę...
          ps. szkoda że to forum jest takie martwe. Piszcie Borderlinki, jestem ciekawa co u Was
          • the-crawl Re: Dlaczego ??? 02.11.11, 23:35
            hmm, ja właściwie jestem z tzn normalnego domu, zero nałogów, zero przemocy, u mnie przyczyna jest de fakto inna, ba z rodzicami mam właśnie z każdym rokiem coraz bliższy kontakt.
            a wracając do tematu, to chyba tak już jesteśmy skonstruowani, że nie umiemy funkcjonowac w świecie zasad, stabilizacji, rutyny, porządku, harmonii, ja tak przynajmniej mam od lat i prawda jest taka, że z każdym miesiącem jest mi coraz trudniej. gdyby nie mój synek jestem pewna,że już dawno nie byłabym z moim mężem tylko staczała się na całego chociaż periodycznie. kocham swoją rodzinę, ale jednocześnie coraz bardziej dusze sie w tym wszystkim, samotnieję, życie przemyka mi przez palce a ja nie umiem sobie z tym poradzić. chyba właśnie dlatego zamiast próbować radzić sobie z bulimią oddaję się jej kompletnie bez jakiejkolwiek próby walki i mam totalnie gdzieś, że mój mąż martwi się o mnie...pocieszam się tym, że jestem tego wszystkiego bardzo świadoma co sie obecnie ze mną dzieje więc grzecznie po raz enty postanowiłam spróbować dostać się na leczenie przez nfz i po kilku latach przerwy spotkać się z psychiatrą:/
            • czipsia Re: Dlaczego ??? 03.11.11, 11:26
              the-crawl próbuj, walcz, masz dla kogo żyć, jesteś komuś potrzebna. Trzeba wypróbować wszystkiego, musi być na to bpd jakieś "lekarstwo". Ja dziś umówiłam się z kolejnym psychologiem, tym razem na za tydzień.jest to mężczyzna, jakoś tak dziwnie chyba mi będzie mu się zwierzać. Znając życie to i ta stanie się obiektem moich seksualnych fantazji ;/ bo miał fajny głos przez telefon..

              i tylko nie daj sobie wcisnąć leków ://
              • aigala Re: Dlaczego ??? 03.11.11, 12:53
                może wtrącę swoje 3 grosze, bo aż mną trzęsie, gdy widzę "nie daj sobie leków wcisnąć".
                A przepraszam, jesteś lekarzem, masz kompetencje stwierdzania czy obca Ci osoba potrzebuje bądź nie leki?
                Po swoim przykładzie wiem, że gdyby nie leki, nie byłoby mnie tu dziś a przy okazji nie wiem czy kogoś jeszcze bym nie wykończyła. Przeszłam wiele jeśli chodzi o farmakoterapię, ale wiem, że zawdzieczam jej życie.
                A to, że czasem leki są potrzebne jeszcze przed podjęciem terapii ma swoje bardzo proste uzasadnienie, żeby skutecznie pracować trzeba sie jakoś czuć a nie myśleć tylko o tym jak się zakatrupić czy nie mieć siły z wyra wstać zeby dojechać na terapię.

                I nie wiesz rownież czy kolezanka nie ma manii, fobii, natrectw, depresji, psychozy czy czegokolwiek innego, przy czym leki moga sie okazać wstępem do leczenia bez którego mogłoby być tylko gorzej.

                Może czpisia miałaś jakies złe doświadczenia z lekami, może z lekarzami. Ale nie przekładaj swoich doświadczeń na innych, którym taka pomoc może być niezbędna. Choć wierzę, że nie chciałaś źle, bo wiem, że wielu ludziom leki psychotropowe kojarzą się z samym złem a nie jest to prawdą, jesli wypisuje je mądry i czuwający lekarz. Niektórym ludziom są bardzo potrzebne, wręcz niezbędne.

                W pażdzierniku minęła moja pierwsza rocznica bez leków:) Tak więc i odstawić się da, mimo, że brałam bardzo silne leki, z każdej istniejącej grupy...
                Żyję i to całkiem przyzwoicie ;)

                Powodzenia dziewczyny, dacie rade, tylko trzeba walczyć o siebie. Samo nic z nieba nie spadnie.
                • czipsia Re: Dlaczego ??? 03.11.11, 15:01
                  chodziło mi o to że jeśli nie ma choroby psychicznej a samo zaburzenie osobowości to leki niewiele dadzą. Lekarzem nie jestem ale farmaceutą tak :) jeśli się nie może wytrzymać no to zgoda, trzeba coś brać. Ja brałam dużo dużo i nie pomagały, było gorzej

                  chociaż z ChADem bez leków też się żyje, chyba że to pomyłka w diagnozie
                  • aigala Re: Dlaczego ??? 03.11.11, 15:31
                    "się zyje" tzn "Ty żyjesz";)
                    Nie musisz mieć pomyłki w diagnozie. Widocznie nie występują u Ciebie epizody manii, w których "normalne" funkcjonowanie bez leków jest niemożliwe. Albo tylko hipomania czy jak to się tam zwie, gdy jak tako da się żyć, ewentualnie czując jakiśtam dyskomfort, ale do zniesienia. Bo z tego co wiem to chad dzieli się na 2 czy 3 "poziomy"(?), może po prostu masz łagodniejsze objawy.

                    Oczywiście, że żadne leki nie wyleczą zaburzeń osobowości, absolutnie!
                    One mogą pomóc znieść np huśtawki nastrojów, dłuższe epizody depresyjne itp, gdy funkcjonowanie człowieka z bpd jest po protu dla niego trudne i bolesne.
                    Np ja, gdy wyszłam z depresji, przyjmowałam dość długo stabilizator. I chwalę go pod niebiosa. Przestałam mieć mega mega huśtawki nastrojów, które myślałam, że mnie rozsadzą i przy okazji moich bliskich. Z czasem zmniejszałam dawki aż w końcu zrezygnowałam z leku całkowicie.
                    Ale to że mi ten lek pomógł, nie świadczy o tym, że zadziała na kogoś innego.
                    Ale jest dowodem na to, że jest lek, dzięki któremu człowiek z bpd może poczuć się lepiej w pewnych aspektach które towarzyszą chorobie.

                    I oczywiście od lat równolegle chodzę na psychoterapię;)
                    • czipsia Re: Dlaczego ??? 03.11.11, 20:58
                      no właśnie, doły to miewam często a takie pozytywne skoki bardzo rzadko, niemniej jednak dziś się zdarzył i do tej pory euforia trwa (nie bez powodu), ale to chyba nie jest hipomania ;) w tamtym roku to nastrój zmieniał mi się ekstremalnie kilka razy dziennie - od dna rozpaczy bo "głupawkę" i ciągły śmiech. Brałam Depakine chrono, utyłam 20kg a psychiatra dalej twierdził, że to nie po tym, mimo iż wszyscy którzy to brali, tyli. dopiero jak powiedziałam, ze mi wypadają włosy, to mi zmieniła lek na Tegretol, którego działania w ogóle nie odczuwałam. Od maja nie biorę i nie byłam u psychiatry, ciekawe co mi powie ten nowy, do którego idę za 2 tyg. Poza tym brałam inne leki, które nasilały jakieś lęki, ze np przez pół roku nie spałam przy zgaszonym świetle ale i tak najlepsze było to, że SYLWESTRA i wcześniej Swięta spędziłam w zakładzie zamkniętym, na diagnostyce. Się działo... jeszcze mi to pogorszyło samopoczucie. Na jakims tam forum ktoś się wypowiadał o klinice psychiatrii UM w LBN, miał rację - tylko farmakologia się tam liczy, a pani psycholog chyba sama potrzebowała pomocy. Ale było minęło, jest o wiele lepiej
                    • auaa Re: Dlaczego ??? 29.03.12, 20:07
                      AIGALA, przeglądam posty, czytam to wszystko... oczywiście, że znam, ale zawsze większe wrażenie wychodzi przez natłok tych relacji... właśnie rozstałam się z moją dziewczyną po raz drugi. Ona - bpd, ja - wzór cierpliwości. Jestem skrzywdzona, jak każdy, kto tu zagląda. Ale radzę sobie. Uczę się i wiele nauczyć się jeszcze muszę. Martwię się bardziej o nią. Nie wiem, jak to jest w hetero-związkach. Mówi się, że lesbijki jako dwie kobiety zawsze są sobie bliższe. Z nami jest tak na pewno. Straciłam dziewczynę. tym razem udało nam się rozstać w zgodzie - co uważam za sukces. Nie chcę stracić najlepszej przyjaciółki. Odnoszę się do ciebie, bo po wszystkim, co przeczytałam zdajesz się tu być najbardziej świadomą, doświadczoną i dojrzałą osobą. Czy mogę skontaktować się z tobą prywatnie? Właściwie chciałabym skontaktować was dwie razem. Myślę, że mogłabyś jej pomóc. Wiele tych postów działa raczej demotywująco.
    • myntay Re: Dlaczego ??? 14.11.11, 07:01
      no właśnie dlaczego?
      • miskolaj Re: Dlaczego ??? 14.11.11, 15:12
        bo nikt nie obiecywal ze bedzie łatwo......moze mnie teraz pojedziecie, albo wysmiejecie, ale powiem Wam, ze inni ludzie tez maja straszne problemy, czasem nawet gorsze, traca dzieci, zapadaja na straszne choroby i takie tam...głodują umieraja z pragnienia, zyja w krajach gdzie jest wieczna wojna i takie tam....my mamy przesrane ale moze nie tak najgorzej:) jestem na etapie szukania pozytywow wiec moze plete bzdury i jesli tak przepraszam za to, ale to jedyna droga jaka wydaje mi sie miec sens na dluzsza mete
        pozdrawiam
    • tlustaklucha Re: Dlaczego ??? 29.03.12, 21:04
      Bo nie chcesz przejąć odpowiedzialności za swoje życie, też długo nie chciałam.
      Łatwiej jest być biednym, złym, pojebanym niż coś zmienić i zobaczyć, że się da niestety. Niestety, bo lepiej widzieć, że się nie da. Ale da się. Pojebanie, jakie by nie było, w cudowny sposób zdejmuje odpowiedzialność, więc dopóki się jest, cierpi się niemiłosiernie, ale w swoim pancerzyku.
      Jak ja przychodziłam do terapeuty, często słyszałam na moje jakieś tam żale: pani nie jest taka, pani chce się taką widzieć. I mnie to wkurzało potwornie. Jak to kurwa nieeee!!! To ja mu pokażę, jaka jestem i wszystkim też pokażę. I sobie.

      Dlaczego ty, Czita, się nie zgłosisz gdzieś?
      I spróbuj związku, bo w partnerze człowiek się naprawdę przegląda jak w zwierciadle.
      Ja powiedziałam mojemu facetowi od początku, że się leczę i jakos dobrnęliśmy do ósmej rocznicy, choć łatwo na początku nie było. ALe jak masz osobę, dla której chcesz się zmieniać i która obnaża do kości, jaka jesteś naprawdę, jest łatwiej.
      Spróbuj.
      • czita88 Re: Dlaczego ??? 29.03.12, 21:54
        Bo wszystko rozpierdalam i już nie wierzę, że dam radę. Widzę tylko trudności, ryzyko, przeszkody, negatywne scenariusze (bycia z kimś). Albo ktoś zobaczy jaka jestem beznadziejna albo ja stwierdzę, że nie dam rady z tym człowiekiem. Związki i uczucia to dla mnie cholerny ból w trakcie, a zajebiste wspomnienia po (gdy już rozjebało się wszystko co szło)..

        Dzisiaj sporo myślałam, i - to straszne - ale doszłam do wniosku, że moi byli prawie nigdy nie narzekali na MNIE. Na mój jebnięty charakterek, na jazdy, na ostre kłótnie. W każdym razie nigdy nie było to powodem do rozstania. Chodziło tylko o zdrady. Może ja to ku*wa robię dlatego właśnie, wtedy kiedy facet zdaje się być ślepy na moje wady??? A może dlatego, że kocha mimo wszystko, więc myślę, ze wszystko mi wolno? Kurwa ja nie wiem już o co mi chodzi, skąd to się wszytsko bierze.. Pierwsza zdrada w życiu nie była dla mnie zdradą. Zdradziłam faceta z którym byłam tylko dlatego, bo on tego chciał, z tym którego kochałam, ale miał mnie gdzieś (chyba). Nie liczyło się wcale to z kim jestem tylko to kogo kocham. Może to dlatego tak to lekceważę? A może po prostu nie potrafię być szczęśliwa i korzystam z coraz grubszego arsenału rozpieraldającego relacje. Robię wszystko co się da, do skutku. Tylko po co zaczynam?? Łatwiej zrozumieć mi mechanizmy kończenia niż to, dlaczego ja w ogóle zaczynam. To jest niepojęte.Tu jest właśnie ten egoizm. W wchodzeniu w relacje z góry skazane na niepowodzenie.

        A terapia, to jak pisałam, taka z nfz-u to gówno, więc nie chodzę. WIzyta 45 min raz w miesiącu to po prostu jest farsa jakaś. Leki biorę. Poza tym jestem niecierpliwa. I perspektywa paru ładnych lat chodzenia raz-dwa (?) razy w tygodniu do terapeuty, wydawania na to grubego siana przy niepewności rezultatu sprawia że... że odkładam to wciąż. Poza tym ja chyba nie wierzę, że mogłabym się zmienić. Nie na lepsze.

        A z odpowiedzialnością masz rację, nienawidzę jej, czy to w pracy czy w domu, czy gdziekolwiek. Dlatego przede wszystkim nie chcę nigdy żadnych dzieci. Być odpowiedzialnym za kogoś, za jego los, zdrowie, szczęście ?!!! To straszne. Najstrazniejszy koszmar. Tym bardziej, że nawet za siebie nie potrafię być odpowiedzialna. Studia, praca - si. Spoko. No problem. Ale życie? Przyszłość?? Ja??? Tu już nawalam na całego. Najbardziej wkurwia mnie świadomość tego, że jeśli tylko bym chciała naprawdę mogłabym być szczęśliwa. Tzn jeśli tego szczęścia naprawdę bym chciała. Nie wiem jjak to opisać. Chodzi o to że nie mam tak bardzo przerąbane (patrząc obiektywnie, nie zagłębiając się wgłąb mnie) i od paru lat marnuję sobie życie... I mam to gdzieś... Nie chcę być pozornie szczęśliwa na zewnątrz mając gigantyczną pustkę w środku.
        • ykrastek Re: Dlaczego ??? 30.03.12, 12:27
          Myślę, że zbytnio komplikujesz siebie samą. Twoje zdrady nie brały się sufitu - nagle i niespodziwanie. Musiałaś (będąc niby w związku) tego "potrzebowac", musiałaś chcieć zobaczyć w czyichś oczach fascynację Tobą, a na dodatek jarało cię to - bo zrobiłaś to nie w dowolnej, przypadkowej chwili - zrobiłaś to dopiero wtedy gdy byłaś już pewna tego, że facet, z którym jesteś w związku jest Twój. Wpadł w sidła fascynacji, zakochania a moze nawet uzależnienia. Byłaś jego pewna. Sama jednak doprowadziłaś swoimi słowami, zachowaniem i postępowaniem - że stał się Twój. A potem... Zdrada - co (nie ubarwiajac i komplikując stanów emocjonalnych) możemy określić jako : BRAK UMIEJETNOSCI I CHECI PONOSZENIA ODPOWIEDZIALNOSCI. Bez uśmieszków tym razem.
          • czita88 Re: Dlaczego ??? 30.03.12, 13:19
            Chyba komplikuję, ale ty też nie masz racji.
            Ja PO PROSTU miałam WSZYSTKO w dupie.
            Tych z którymi byłam.
            Ich uczucia.
            Siebie - nie szanuję i nigdy nie szanowałam swojego ciała niestety. Nie mówiąc o reszcie.
            Związek.
            Konsekwencje.
            Liczyła się chwila, wszystko inne schodziło na dalszy plan. Albo nie liczyło sie nic, bo byłam pijana itd. Gdy starałam się dla niego, wystarczał mi, było dobrze, było w miarę bezpiecznie. Ale wystarczył zawód, uraz, awantura. Coś było nie tak lub coś sobie ubzdurałam. Wtedy automatycznie wszelkie starania stają się nonsensowne, ja nie potrafię w tych chwilach myśleć inaczej. Nienawidzę, mam dość. Na złość i sobie i partnerowi poniżam się. Bo inaczej tego nazwać nie idzie. Na złość starym, na złość całemu światu. To w sumie tak jak z piciem. Najpierw jest podekscytowanie, pragnienie, błysk w oku. Ten smak, ten stan, to upojenie. Poczucie mocy. Lub poniżenia. I alko i seks można brać na smutno.. A potem wstyd. Żal. Złość na siebie. Często postanowienie, że już nigdy więcej. Gówniana samoocena. Dolina. Po wcale nie jest lepiej niż przed. Zawsze jest gorzej.

            "Musiałaś (będąc niby w związku) tego "potrzebowac", mu
            > siałaś chcieć zobaczyć w czyichś oczach fascynację Tobą, a na dodatek jarało ci
            > ę to - bo zrobiłaś to nie w dowolnej, przypadkowej chwili - zrobiłaś to dopiero
            > wtedy gdy byłaś już pewna tego, że facet, z którym jesteś w związku jest Twój."

            Nie pisz mi co JA czułam, co musiałam ani jak było. Czy co mnie jarało. Danie dupy to mnie "jarało" może 5 lat temu. Potem każdy taki epizod coraz bardziej obniżał mi samoocenę i zaufanie do siebie samej. Ja nie mogę na sobie polegać. Na nikim. Kurwa, Ty nawet nie przypuszczasz, zachowujesz się jakbyś wszystko wiedział. Właśnie, że najczęściej wszystko było spontaniczne, ja po prostu miałam wszystko gdzieś, to się samo działo. Nie wiem gdzie ja wtedy byłam, nie wiem kim byłam. Kim jestem. Czym. I jak mogłabym czuć się czymś więcej. Dłużej niż chwilę.
        • tlustaklucha Re: Dlaczego ??? 01.04.12, 18:32
          Czita, odpowiedzialnośc nie jest straszna, bo to właśnie ona czyni cie wolną i niezależną. Przejmujesz odpowiedzialność za własne życie, więc nie czynisz już za nie odpowiedzialnych innych. Sama kierujesz własnym losem, masz swoje życie w swoich rękach - czy to nie gra warta świeczki?
          Co do reszty, to każdy cżłwiek, nawet ten najbardziej zaburzony, ma swoją zdrową część. Każdy. Może wygodniej jest jej nie dostrzegać, bo wtedy można sobie wiele wybaczyć, ale to gra, w której się wiele nie wygrywa.
          Terapaia jest o tyle ważna, że doświadczony terapeuta pokazuje ci ta twoją zdrową stronę i do niej apeluje, ją wzmacnia. Możesz się zagłębiać w swoim szaleństwie i "pojebaniu", ale masz też dobrego, zdrowego obserwatora, który mów ci, że np. twoje zdrady to coś złego. Ten obserwator to jest ta zdrowa część ciebie. Masz ją, oddzielasz dobro od zła. Tak naprawdę, to ty sama stajesz sobie na przeszkodzie, żeby wybierać to drugie.
          Zdrowa storna jest za słaba, by kierować mrowiskiem popędów, człowiek się w tym gubi.
          Jednak można doprowadzić do tego, by włączając częściej głowę, racjonalne myślenie, którego ci nie brak, panować nad zachowaniami, których się u siebie nie chce. Im częsciej się to robi, tym mocniejsza jaest zdrowa część. Ona rośnie w siłe wraz z każdym zapanowaniem nad destrukcyjnym popędem.
          To nie jest tak, że dobroczynne działanie terapii wiedzi się po 10 latach. Wsparcie ma się od razu.
          To zaburznie ma to do siebie, że większość osób zachowuje jednak śiwaodmy ogląd rzeczywistości, ma śiwadomosć tego, co robi. Ty też.
          Tak więc ja bym zainwetsowała w dobrą terapię. Nic nie tracisz, a wygrywasz szczęśliwe życie.
          • czita88 Re: Dlaczego ??? 01.04.12, 20:29
            tlustaklucha napisała:

            > To nie jest tak, że dobroczynne działanie terapii wiedzi się po 10 latach. Wspa
            > rcie ma się od razu.


            Obawiam się też moralizatorskiego pierdolenia (terapeuty). Dotychczasowe doświadczenia z nfz-em to potwierdziły. Nacisk na to, bym myślała o tym co robię. A nie na moje uczucia, lęki itd. Najważniejsze było to bym nie wyprawiała głupot - nie brała niczego, nie piła alkoholu, nie seksila się bez związku, bez uczuć, nie kaleczyła. Bla bla bla. Wolałabym najpierw CHCIEĆ nie robić tego sobie (wiem, że zdrowi ludzie nie traktują się tak, przynajmnniej nie wszystko na raz) ! A nie MUSIEĆ się powstrzymywać. Mam takie okresy, miewalam przynajmniej, że tylko dzięki tym zachowaniom nie zwariowalam / tylko dzięki nim jakoś ciągnęłam do przodu (stanowily one jedyne co mnie pchało do życia). Były większą pomocą niż krzywdą.
            A kiedy jakiś obcy człowiek mi mówi, że takim zachowaniem sprawiam, że leczenie nie ma sensu, że leki nie działają, a moje "jazdy" się nasilają, to mam kurwa ochotę wykrzyczeć mu prosto w twarz: I MAM TO K*RWA W DUPIE !!!!! To moja sprawa, ch.. ci do tego !!! Pierdolę tę calą terapię !! , trzasnąć drzwiami i nigdy tam nie wrócić. Ale że ja krzyczeć na obcych nie umiem, to siedziałam cicho jak niegrzeczna dziewczynka, która nabroila i kiwałam głową, w duchu myśląc swoje.
            Mam tak, że nienawidzę ograniczeń, nakazów i zakazów. One mnie prowokują. Im bardziej mi czegoś nie wolno, nie wypada, im mniej się czegoś po mnie spodziewają, tym bardziej ja pragnę "im" pokazać ! Zwłaszcza takim lekarzynom. Takie gadanie mnie w ogóle nie motywuje (bardziej jakieś książki, teksty o rozsądnym podejściu do życia, do siebie), tylko irytuje. Przecież ta osoba na przeciwko mnie nie ma pojęcia jak to jest ;( !!! Nie ma kurwa zielonego pojęcia... Tak to niestety odbieram.
            Poza tym nie wyobrażam sobie leczyć się miesiącami, latami, i nie pić w tym czasie wcale alkoholu. Wiem, że na pewno robię to za często, ale oszalałabym nie mogąc robić czegoś wcale. Tym bardziej że, jak pisalam wyżej, to mi pomaga. Te wszystkie chore aktywności choć trochę wypełniają pustkę. Bez nich czułabym się goła, czułabym się dzieckiem, wystawiona na atak, na pożarcie swoim lękom, emocjom, myślom, tęsknotom. Co z tego, że wiem jak powinnam myśleć, skoro myślę inaczej :-(. Wiem co robić, robię inaczej. Nie wiem kto we mnie tyle tych chorych mechanizmów, tendencji, lęków naupychał, ani jak ktoś inny, zwykły człowiek, miałby je w pojedynkę wyciągnąć (czy też mnie do tego zmusić...).
            • tlustaklucha Re: Dlaczego ??? 01.04.12, 21:03
              Jak znajdziesz dobrego terapeutę, to nie będziesz miała moralizatorskiego pierdolenia, będziesz mogła i przklinać i się na niego wydrzeć i wyjść i trzasnąć drzwiami. Dobra terapią to wszystko może pomieścić. Ja sie tak też na początku terapii zachowywałam, potem mi przeszło. Tylko ważne jest znalezienie doświadczonego terapeuty, co nie jest łatwe, ale nie jest też niewykonalne. Poza tym można normalnie pić alkohol w czasie terapii, ja piłam normalnie. Nie można przyjśc nietrzeźwym oczywiście, bo to beż sensu.
              Jeśli masz problem alkoholowy, bo nie wiem, pierwsza w kolejności jest terapia uzależnień, potem zaburzeń osobowości. No i jeśli masz problem alkoholowy na prawdę, pić faktycznie nie będziesz mogła. Ja mówie o umiarkowanym piciu.
              Napisz, jak to u ciebie jest.

              A chesz to wszystko robić sobie?
              Odebrałam we wcześniejszych postach, że masz wyrzuty sumenia, więc chyba raczej się męczysz z tym, niż ci to pomaga? Te zachowania były może pomocą, bo się dopływa w to, zdejmuje napięcie emocjonalne, ale one nic nie rozwiązują. Można się upić, pociąć, wyrzygać itd. ale co z tego, skoor natępnego dnia będziesz miała to samo? To jest takie uzależnenie się od niszczenia, bo ono przynosi ulgę. Ale na chwilę tylko, bo nie czujesz się chyba szczęśliwą osobą? Więc to niejest dobra droga. Syoanie sobie potem popiołu na głowę też nic nie da, bo zamyka cię w takim zaklętym kręgu nienawiści do siebie.
              Przecież nie piszę ci ,żebyś chodziła do lekarzyny, tylko zaczęła szukać kogoś, kto to uniesie, czyli doświadczonego fachowca. Terapia bpd mieści wszystkie bunty, do jakich jesteśmy zdolni. To po prostu z czasem mija, ważne tylko, żeby nie przywać terapii.

              Napisałeś, że wiesz, co robić ,ale robisz inaczej. To nie czujesz jakiegoś dyskomfortu psychicznego z tego powodu? Bo ja czułam straszny i straszne napięcie. Potem to już się chce tylko niszczyć. A potem są wyrzuty sumienia i tak w kółko.
              Pytanie, czy chcesz w tym trwać?
              Na dobrej terapii naprawdę wolno wszystko, może poza rękoczynami i opuszczaniem terapii oczywiście. Znajdź osobę starszą, która ma duże doświadczenie życiowe. Zobaczysz, że taką nie jest tak łatwo wyprowadzić z równowagi.
              No i zastanów się, czy chcesz przeżyć resztę życia w taki sposób, bo to jest kluczowe.
              Jeśli 88 u ciebie w niku to data urodzenia, to jesteś jeszcze bardzo młoda, więc masz jeszcze kupę lat przed sobą.
              • tlustaklucha Re: Dlaczego ??? 01.04.12, 21:07
                Przepraszam za literówki, ale staram się szybko pisać i szybko wysłać, bo wczoraj chyba wysmażyłam ci takiego długiego posta i oczywiście musiałam się na nowo zalogować i mi zniknał, tak więc staram jak mogę :)
            • becooler Re: Dlaczego ??? 03.04.12, 11:38
              Jakoś niewiele rozumiem, bo logiki tu brak. Skoro Ci dobrze i "to pomaga", to po cóż się żalisz? Żyj sobie tak, tylko nie narzekaj, bo sama dokonałaś właśnie tego wyboru. Zalewaj, wypełniaj pustkę, krzywdź siebie, miej wszystko w d., nie szanuj się, nie akceptuj... Tylko jedna rzecz - NIE NARZEKAJ PÓŹNIEJ!!! Ale jak Ci jednak źle z tym, to przestań biadolić nad swoimi lękami i uczuciami, grać biedną i skrzywdoną dziewczynkę i właśnie NIE WYPRAWIAJ GŁUPOT, jak się musisz powstrzymywać - to się do cholery powstrzymuj, a buntuj przeciwko zakazom i pleć ciągle głupoty pt.: "dlaczego nie..." oszukując samą siebie. Bo to TY siebie krzywdzisz i tylko TY możesz przestać (nikt Cię nie "uratuje jako biedniuśkiej i taaaakieeej wrażliwej istotki"). I co Ty "im chcesz pokazać"? Że się sama karzesz? Myslisz, że to na złośc im, na złość światu? "Lekarzyny" Ci pokazują palcem idiotyzm takiego działania, a Ciebie to irytuje? A niby dlaczego? Mają Cię nagradzać, po głowie głaskać z robienie głupot i autodestrukcję? Wiesz jak powinnaś mysleć, postepować, to się obudź do cholery! "Wypełniacze" uwalniają od lęków, emocji, tęskonoty, odpowiedzialności? Kur _ a, życie na tym własnie polega, żeby się z tym mierzyć, brać za bary, a nie uciekać od tego, skrywać lub ignorować. Nie o to chodzi, żeby robić SOBIE dobrze albo źle - oby zawsze SOBIE jako pępkowi świata. Nie chcesz z tym (i ze sobą) nic zrobić - to toń na własne życzenie, ale nie narzekaj, nie miej do nikogo ani do świata pretensji i nie wypisuj tu głupot, że terapia, ani walka o siebie, o życie nie ma sensu - bo to tylko tupanie małej zbuntowanej dziewczynki, której się wydaje, że "to wszystko nie moja wina, jestem skrzywdzona i... zaopiekujcie się mną, niech ktoś mi pomoże". Najpierw sama sobie (chciej!) pomóż. Nie chcesz - to cierp (i nie lej łez).
              • czita88 Re: Dlaczego ??? 03.04.12, 13:33
                Jak Ci kolego nie pasują moje narzekania, żale, biadolenia i łzy, to nie czytaj (moich wątków, postów) !!! Myślisz że Twoja krytyka mnie obchodzi? A raczej, że obchodzi mnie Twoje zdanie, opinia? I po co niby, tak mi się wydaje, próbujesz mi doradzić coś mądrego, skoro tak Cię wkurwiam? To co Cię to obchodzi jak mi sie żyje? Prędzej posłucham, jak zamiast radzić, dokopiesz mi tak mocno i powiesz, że wszystkim na tym jebanym świecie ulży, jak wreszcie z niego zniknę.
                A takie polecenia "chciej" , "przestań", "cierp", "nie miej pretensji", "nie narzekaj" to mogą sobie wypisywać ignoranci nie mający pojęcia czym jest zaburzenie, czy psychika ludzka. Tak mnie właśnie "wychowywali".
                A jak mam cierpieć bez łez to mi wytłumacz, pewnie chodziło Ci o te na forum, ale te kwestię już poruszyłam wyżej - nie pasuje - nie czytaj.
                I jak wiesz na czym "polega życie" to żyj, a mi daj święty spokój, w ogóle nie mam pojęcia, co Cię tak poruszyło, w końcu to tylko forum, a ja jestem tylko obcą pojebaną laską, ch.. Ci do tego za przeproszeniem.
                A tak w ogóle, to żalić się już rzeczywiście (tutaj) nie będę, "kończę" już od dłuższego czasu (bardzo mi to pomagało, nie "żalenie się" ale ogółem pisanie tutaj), jednak z pewnych względów nie mogę już czuć się tu komfortowo, myślę, że w końcu się opanuję, możecie mnie w sumie zbanować, bardzo by mi to pomogło. Przepraszam za zalewanie forum morzem moich łez i żali, pełnym cuchnących śniętych ryb, jednym wielkim syfem mojego jebanego życia. Takie małe lamentowanie na koniec. Pa.
                • becooler Re: Dlaczego ??? 03.04.12, 16:03
                  Ależ czytać nie będę. Wpadłem tu przypadkowo. Na temat zaburzenia (albo i -eń) wiem akurat sporo, a o bpd chyba jeszcze więcej. Dokopać Ci nie chcę, chodzi bardziej o to, że przy Twoim poziomie samooszukiwania, "milcząca niezgoda" to jednak za mało. I tak (teraz, czy kiedyś) spojrzysz prawdzie w oczy i tak - w życiu nie ma L4. Jak Ci dobrze z tym wszystkim, to OK i temat sam się rozwiązuje. Ale Tobie wcale nie jest dobrze... I w tym kłopot. Z pozoru głupie pytanie: co zyskujesz dzięki swojemu bpd? Ano pewnie m.in. głównie zwolnienie z bycia odpowiedzialną! Jak miło być nieodpowiedzialną, beztroską, wolną-frywolną, pomanipulować, mieć w d., a do tego czasem (jak się opłaca) wzbudzać współczucie jako "cierpiąca ofiara"... Do tego jaka jestem wrażliwa, wyjątkowa, niezwyczajna (to akurat - bez urazy: określenia z portalu nastoletnich idiotek z subkultury emo...). Możesz się buntować, obrażać, ofukać - jak powyżej, ale czy chcesz być odpowiedzialną, czy nie chcesz (bo bpd/lub inne "wytłumaczenia") i tak będziesz ponosić konsekwencje swoich czynów i zachowań - bo tak wygląda życie ludzi na tym świecie. Tak więc nie uprawiaj "cierpiętnictwa", choćby nie wiem jak ciężko było, tylko stań przed lustrem i zamiast koncentrować sie na "dlaczego się nie da/nie można/ nic zrobić", zastanów się "co dalej ze mną". A lekko nie będzie. Nie było. I wcale nie miało być. Pokazowe odwracanie się na pięcie niczego tu nie zmieni. A teraz ofuknij się znowu w odpowiedzi, potup nogami ze złości, porzucaj mięsem i pisz dalej wywody "Dlaczego kocham swoje bagienko. Jak nikt mnie nie uratuje, to na złość światu będę robić sobie kuku. A jak nie będzie skutkowało, to będę robić kuku sobie i moim bliskim. K...a, dlaczego nikt mnie nie rozumie...?" BPD to niedokochane dzieci, a tego deficytu juz się nie da nadrobić, trzeba się nauczyć z tym żyć. Ale najpierw trzeba chcieć.
                • baabcia Re: Dlaczego ??? 03.04.12, 16:41
                  czita88 - chciałabyś mieć korzyści z bpd a nie mieć skutków bpd

                  dokładnie taki jak z ćpaniem - fruwanie bez spadania

                  Ty wybierasz drogę - reszta jest, czyta, odzywa się i czasem usuwa się, kiedy brniesz i kopiesz - tu nie zaglądają ludzie nie mający pojęcia, do upolowania na jazdę bez trzymanki; większość wie, że wychodzenie jest masakryczne - lepiej nie nurkować, czyli hamować na starcie

                  takie życie

                  niektórzy są naćpani na starcie, bez własnej winy - miewają cudownie ale płacą za to spadając

                  odzwyczajanie od zbyt wysokiego latania jest jak odwyk - czy warto i czy chcesz? Twoja sprawa
                  coś można uratować z cudownych emocji i inteligencji borda ale trzeba chcieć

                  podziwiam tych, którzy prowadzą terapię bordów - ryzykowna praca ale ze wspaniałymi ludźmi - zawsze coś za coś

                • tlustaklucha Re: Dlaczego ??? 03.04.12, 23:30
                  No, ja się akurat zgadzam z kolegą wyżej, tylko może delikatniej to ujęłam.
                  Odpowiadamy ci, bo założyłaś taki wątek na forum.
                  I powiem ci Czita, coś podobnego - chcesz się męczyć i kopać na wszystkie strony, proszę bardzo, to jest twoje życie.
                  Ale nie zakładaj wtedy wątków "dlaczego", bo wtedy ludzie może napiszą coś, co ci się nie spodoba.
    • brz_a_sk Re: Dlaczego ??? 30.03.12, 17:09
      a gdyby tak spojrzeć?
      leki nie ale znieczulanie tak - więc na pewno źle dobrane leki albo brak cierpliwości
      coś wiem o trudnych relacjach z psychiatrą - a bez tego nie ma mowy o farmakoterapii

      z drugiej strony znieczulanie nie jest 'wmagające' - nie ma służyć długoterminowo i pomagać wyłazić - ma pomóc odetchnąć i - ULGA

      BPD jest jak narkotyk jeśli poniesie raz drugim razem trzeba 'mocniej' i wciąga
      wszystko musi być ekstremalne bardziej, żeby działało

      BPD zachowuje się jak dobrze wytresowane dziecko - nie chcesz cierpieć z powodu odrzucenia? walcz - zdobywaj, sprawdzaj i torturuj - upewniaj się cały czas, że nie ważne jak zranisz masz kamienne serce i i ciebie nic nie ruszy nic nie zaskoczy

      nauczenie dziecka wyrywania nóg biedronce zostawia ślad; pozbawienie dziecka ukochanego psa też, odrzucenie przez rodzica, tresowanie w poniżaniu, uczenie nienawiści i walki ... im wrażliwsza dusza tym łatwiej ją porysować - polerowanie zostaje zadaniem dorosłego BPD do końca życia

      nie kochaj na prawdę, bo stracisz
      • czita88 Re: Dlaczego ??? 30.03.12, 17:56
        A Ty przepraszam masz BPD ??? Wydaje mi się że nie. Nic o sobie nie napisałaś, nie przedstawiłaś się, tylko wszędzie wypisujesz jakieś pseudopoetyckie posty, dla mnie o wszystkim i o niczym. Zero konkretów.

        brz_a_sk napisała:

        > a gdyby tak spojrzeć?
        > leki nie ale znieczulanie tak - więc na pewno źle dobrane leki albo brak cierpl
        > iwości

        Co "leki nie" ?? Mogłabyś pisac po polsku? Leki biorę, a z moją dr relacji nie ma ŻADNYCH - to 5 minutowa wizyta raz na 3-4 m-ce polegająca na wypisywaniu recepty i pytaniu czy wszystko dobrze. A raczej czy coś się zmieniło. Nawet nie pamiętam jej twarzy.
        "nie ma mowy o farmakoterapii" - skoro biorę leki, to chyba jest mowa ??? Sprawdź może najpierw czym określa się farmakoterapię, a nie szastasz na lewo i prawo takimi osądami.


        > BPD zachowuje się jak dobrze wytresowane dziecko - nie chcesz cierpieć z powodu
        > odrzucenia? walcz - zdobywaj, sprawdzaj i torturuj - upewniaj się cały czas, ż
        > e nie ważne jak zranisz masz kamienne serce i i ciebie nic nie ruszy nic nie za
        > skoczy

        Takie właśnie osądy mnie szalenie wkurwiają !!! Macie gówno pojęcie o bpd. My kurwa mać czujemy, cierpimy, boli nas samotność, niezrozumienie, mamy kurwa wyrzuty sumienia a zaskakuje nas mnóstwo rzeczy. Jesteście ............................................................. !!!!!!!!!!!! Ja pierdolę co za forum. Pełne przemądrzałych teoretyków.
        "Tresujesz" swoje dzieci?? Czy może Ciebie tresowano?? Po prostu CHORE określenie. I porównanie. Mnie nikt nie uczył być taką, mnie pozostawiono samej sobie, od zawsze nie było nikogo, zawsze czułam się jak obserwator życia nie jego uczestnik. Dopiero wraz z relacjami m-k zaczęły się jakieś więzi, które nie były fantazją.


        Chcę kochać naprawdę, chciałam, ale nie potrafię, to jest kurwa różnica. A te wszystkie nasze jebane cechy nie są wyborem. Ja pierdole. Czasem mi się wydaje, że wy nie macie wyobraźni za grosz. Samo drewno. Świat nie jest czarno-biały (czego podobno my nie dostrzegamy) a bpd nie produkują seryjnie, nie ma jednej formy. Nara.





      • czita88 Re: Dlaczego ??? 30.03.12, 18:54
        Przepraszam, może trochę przesadziłam, ale mnie poniosło.

        A poza tym....

        Jak mam "kochać naprawdę" kogoś, jeśli nie kocham siebie. Jak mam kochać siebie, skoro wiem, że wszystko, a przynajmniej to co najważniejsze (związki, relacje), robię źle ?? Tak ja o tym WIEM !!!!! Jak mam postępować dobrze, nie szanując i nie kochając siebie??? Mam próbować w nieskończoność?? Musiałabym równocześnie starać się postępować dobrze, szanować drugą osobę i myśleć o tym co ona czuje, i próbować pokochać siebie samą. Dotychczasowe próby to była jedna wielka porażka.

        Na tych terapiach uczą miłości do siebie? Akceptacji? Jak można takie coś zaakceptować? Najpierw musiałabym się zmienić. Całkowicie. Bo teraz to jestem do niczego. Nie zasługuję na nic dobrego.
        • brz_a_sk Re: Dlaczego ??? 30.03.12, 20:52
          możesz krzyczeć ale postaraj się nie krzyczeć na mnie

          osądzanie, oskarżanie ... wywalmy na bok
          włącznie z: no kto ty jesteś, że piszesz

          może kilka słów to nic dobrego - ale staram się
          nie dołożyć ale rozumieć, czuć - rozmawiać

          szanuję Cię

          wiem, że trudno dobrać leki i trudno siebie po lekach zaakceptować czasem

          ale bywa, że leki pozwalają zacząć terapię
          i bywa, że terapia pomaga

          również bywa inaczej

          zaakceptowanie siebie na pewno jest podstawą terapii
          i radzenie sobie z tym co rozsadza

          wściekłością

          pewnie wiesz to wszystko

          i chciałbyś być dla siebie dobra i dla innych dobra

          to jedno jest pewne

          czy szukałaś gdzieś terapii długoterminowej?
          nie namawiam tylko pytam

          nie wiem jak pisać ale próbuję
          • baabcia Re: Dlaczego ??? 30.03.12, 21:08
            spojrzałam jeszcze raz - sorry
            to Ty piszesz wyżej o terapii raz w miesiącu albo częściej za kasę

            spróbuj może uda Ci się znaleźć pomoc w ośrodku wczesnej interwencji kryzysowej

            pewnie trzeba mieć szczęście ale to jest za darmo i prowadzą trapie długoterminowe



    • maarteczkaa Re: Dlaczego ??? 13.04.12, 12:29
      Czita ja rozumiem Twoja niechęc do lekarzy, mam podobną ocenę. Nie wzięłam jej z sufitu, to lata doświadczeń.
      Jednak ja chce spróbować jeszcze raz, ale nie bardzo wiem jak szukać, a mam przejebane, bo na prywatnego mnie nie stać.

      Też mnie irytuje wmawianie nam braku uczuć. Że tacy jak my nic nie czuja, nie są zdolni do tego.
      Takie tezy przeczą logice. Gdybyśmy nie czuli nie musielibyśmy z tym walczyć, jedynie myślelibyśmy, dzięki temu bylibyśmy spokojni i poukładani, bez tych silnych wyniszczających uczuć, bez tego wszystkiego
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka