blizniak123
30.11.11, 23:56
Cześć Wszystkim.
Mam 23 lata,
po x próbach samobójczych trafiłem dwa lata temu do psychiatryka.
Zdiagnozowano mi zaburzenia adaptacyjne, chyba tak to brzmiało,
byłem bardzo i jestem nadal, choć już w mniejszym stopniu wycofany społecznie,
Po szpitalu trafiłem na terapię,
byłem maksymalnie zblokowany,
pancerz niewyobrażalny, dysocjacje itp.
i godziny, wiele godzin dobijania się terapeuty do środka,
był sukces mechanizmy wszystkie zaczęły puszczać,
i to był dobry okres życia,
jakiś czas później poznałem kobietę,
miłość wspaniała, raj,
brak zazdrości, pełna akceptacja, same pozytywne uczucia.
Niestety, minęły dwa miesiące,
i pojawiać zaczęły się nawet nie wiem jak to nazwać,
paranoje chyba
(w między czasie terapia)
nocą po przyjściu od dziewczyny,
zaczynało się,
początkowo było to do niesienia,
1000 myśli na sekundę,
rozrywało mi umysł,
wbijało to coś noże,
ból nie do wytrzymania,
mniej więcej polegało to na tym, ze np. zobaczyłem zdjęcia u dziewczyny jej byłego chłopaka,
zesztywniałem wtedy, jakbym w jakimś amoku był,
nieobecny w ogóle,
tylko łzy i ból,
i mniej więcej po takich sytuacjach
przychodząc do domu kładłem się i zaczynały się te paranoje,
twarz tego chłopaka przewijała się przez mózg
1000 razy na sekundę,
i ogromna chęć zniszczenia dziewczyny pojawiać się zaczęła wtedy właśnie :(
zero pozytywnych uczuć, zero miłości,
NIENAWIŚĆ, chęć zabicia tego chłopaka,
w myślach krojenie go nożem,
czułem krzywdę nie do opisania i chęć zniszczenia,
wtedy najczęściej zaczynałem pisać do dziewczyny i niszczyć ją psychicznie,
nawet nie umiem tego teraz opisać,
robiłem rzeczy, których w normalnych stanach myślę, że to jest absurd totalny,
któregoś razu w paranoi pojechałem na osiedle (masakra) gdzie mieszka jej były chłopak i porozwieszałem, plakaty z obelgami itp.
chęć zniszczenie nie do pojęcia,
paranoje nasilały się z czasem
rozstałem się z dziewczyną,
doprowadziłem ją do zniszczenia emocjonalnego
próbowała popełnić samobójstwo,
niszczyłem masakrycznie,
nie wybaczę sobie nigdy,
w między czasie terapeuta zdiagnozował BPD,
i proponuja mi skierowanie do Kobierzyna,
i spostrzegłem fakt,
że kiedy jestem sam, buduje swój świat idelany w samotności,
nie ma wtedy paranoi,
nie ma bólu,
ale chciałbym kiedyś związać się ponownie,
mieć dzieci,
ale mam świadomość, że te paranoje mogą mnie kiedyś doprowadzić do najgorszych zbrodni,
a pisząc o sobie,
swoim zyciu,
to sytuacja jest taka,
że w pracy wytrzymuje najwyżej miesiąc,
ojciec gwałcił matkę na moich oczach,
bił ją do nie przytomności
topił w wannie itp,
rodzina ojca to trzech braci i dwie siostry,
każdy z nich taki sam model funkcjonowania,
przemoc, rozwód, upadek, alkoholizm, więzienie,
i śmierć na wylew,
dużo by opisywać,
miałem na tyle też szczęscie,
że rodzina mojej mamy,
wspaniali ludzie, bez idealizacji,
dziadkowie po rozwodzie rodziców wychowywali mnie i brata bliźniaka,
pokazali świat wspaniałych wartości,
uczuć,
ale niestety po ojcu dostałem spadek w postaci paranoi,
i nie umiem panować nad nimi,
a że przegram zycie
i krzywdzić będę,
to boli mnie najbardziej,
kurcze dziwy ten swiat,
nie wiem czy składnie, ładnie, bez błędów napisałem moją historię,
i nie wiem czy ktoś przeczyta do końca,
w każdym bądź razie,
zastanawiam się czy w BPD występują paranoje....
Pozdrawiam, serdecznie,
i dodać jeszcze chciałbym,
że terapeuta powiedział mi,
że BPD nie było do wykrycia w szpitalu, ponieważ mam osobowość unikową która przykryła borderline, i że w fazach mam elementy psychopatii,
i ciekawi mnie jak to jest w Waszych fazach dewaluacji,
jak wtedy dokładnie czujecie,
co dokładnie...
smutno mi,
Dobrej Nocy.