Dodaj do ulubionych

Trudne pytanie

15.12.11, 05:25
Jakie zachowania, postawy i reakcje naszych partnerów najbardziej nas irytowały i jak chcieliśmy lub postąpiłyśmy (postąpiliśmy), bu uzyskać zadość uczynienie za ból, czy mówiąc prosto zemścić się.
Pytanie to kieruję nie tylko do BPD ale również do ich partnerów

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • czita88 Re: Trudne pytanie 15.12.11, 13:28
      1. kłamstwa / robienie ze mnie idiotki (ściemnianie żałosne) / kompromitowanie mnie i upokarzanie na oczach innych (drwiny, żarty, teksty o naszych sprawach) / niedotrzymywanie słowa / olewanie tego że się martwię o coś strasznie (olewanie swoich problemów) / ćpanie

      2. zdrada / przyznanie się potem do niej / flirt z jego kolegami na jego oczach / bunkier :) - wył. kom. na parę godzin czy dni + ucieczka = jego schiza - to było powszechnie stosowane...

      Wydaje mi się że już kilka/naście razy to pytanie padło na forum, na pewno dyskusje na ten temat były, ale dobra.. I u mnie to zazwyczaj nie byla zemsta, nie myślałam o konsekwencjach, o tym że go zaboli, no może czasami, ale zwykle robiłam bo tak chciałam, tak mi w duszy grało, i nienawidząc go wtedy nie myślałam za bardzo o nim a wydawało mi się że ja jestem szczęśliwa / mi ulży / nie dam rady inaczej. Hmmm..
    • hanging_garden Re: Trudne pytanie 16.12.11, 14:57
      ...nie wiem 3bsp, czy jesteś gotowy na taką "dawkę" informacji ale skoro pytasz - proszę bardzo:

      1) wszczynanie awantur przy dziecku bez żadnych "hamulców", robienie córce "wody z mózgu" - raz tatuś jest/raz go nie ma, kocham tatusia/nie kocham tatusia, podpuszczanie jej na mnie...

      2) texty, że "nie jestem ojcem naszego dziecka"...

      3) ubliżanie mojej starszej kilkuletniej córce (z pierwszego małżeństwa) od „ku**y”, pozostałym najbliższym (nawet zmarłym (!)...

      4) dyskryminowanie mojej starszej córki i ambiwalentny stosunek do niej - np. jednego dnia: planowanie wspólnego pokoiku dla obu dziewczynek, a następnego - texty: "nienawidzę jej!!!", "nie będę się z nią spotykać!!!", "wynoś się z nią do rodziców!!!", "nie pojadę z nią na żadne wakacje!!!", "nie będziesz mnie zmuszał do kontaktów z twoim dzieckiem!!!"…

      5) traktowanie instrumentalnie i przedmiotowo WŁASNEGO dziecka (i innych ludzi), wyłącznie dla osiągnięcia własnych korzyści lub aby ich zmanipulować i przerobić na swoich "popleczników" lub jako "narzędzie" zemsty lub szantażu…

      6) brak zachowań typowych dla kobiety: czułości, przytulenia, empatii, minimalnego docenienia moich starań, powiedzenia od czasu do czasu czegoś miłego, powiedzenia "przepraszam" po tym jak przegięła, o "reglamentowaniu" sexu nawet nie wspomnę...

      7) brak świadomości tego, co wyprawia, ZERO dystansu do siebie, brak wyciągania wniosków ze swoich paskudnych zachowań, permanenetna "recydywa" (coraz częstsze awantury O NIC z groźbami wyrzucenia z domu - ostatnio co 3-4 dni)...

      8) brak możliwości przeprowadzenia do końca JEKIEJKOLWIEK poważniejszej rozmowy - głównie o poważnych, trudnych lub spornych sprawach - 99,99% takich rozmów kończyło się wpadaniem przez moją ex w szał, w konsekwencji awanturą lub w najlepszym wypadku: unikaniem kontynuowania konwersacji (wychodzenie, trzaskanie drzwiami, zatykanie uszu, wykręcanie korków – żebym nie mógł oglądać TV - i uciekanie z domu - to tylko kilka "hitów" z przebogatej "oferty” jej możliwości)... i to wszystko tylko dlatego, że miałem czelność powiedzieć swoje zdanie, które akurat nie było zbieżne z jej stanowiskiem...

      9) ubliżanie mi BEZ ŻADNEGO POWODU - w tym organizowanie "3-dniówek" (awantury o nic na każdym kroku) z chamstwem i najgorszymi wulgaryzmami pod moim adresem …

      10) brak możliwości zaplanowania czegokolwiek (wyjścia do kina, wyjazdu, wakacji) - a jeśli już udało się zrealizować plan - psucie większości tego typu okazji "strzelaniem focha", awanturami o bzdury, wciąganie w ten "cyrk" osób postronnych… Do tego (wcześniej – przed wyjściem/wyjazdem) szantaże, że: "nigdzie nie pojadę, jak czegoś nie zrobię"…

      11) upokarzanie mnie, niszczenie z "metodyczną" regularnością, dewaluowanie mojej wartości jako człowieka, partnera, ojaca, wykorzystywanie w nikczemy sposób wszystkiego, co dla mnie ważne i co w życiu osiągnąłem (lub czego osiągnąć mi się nie udało) i to BEZ ŻADNEGO powodu a jedynie po to, żeby mi "dokopać" i dać upust sadystycznym zapędom podszytym zwykłą zawiścią... texty o tym, że "śmierdzę", wyzywanie od "spermodawców", "dyrektorków", leni, obiboków, oskarżanie o sknerstwo, o to że nie pracuję a siedzę całymi dniami w necie…

      12) zakładanie (wyłącznie w akcie zemsty) spraw w sądzie, pomawianie w ośrodku, na policji, staszenie dzielnicowym, prokuraturą, kuratorem,"zamnkięciem w pierdlu"...

      13) dwulicowość, obłudę, fałsz, zakłamanie, podłość, nikczemność...

      14) krytykowanie mojej "fizyczności", texty poniżej pasa... wykorzystywanie w awanturze moich słabości i spraw, z których zwierzyłem się jej w zaufaniu ...

      15) wyrzucanie mnie z domu BEZ POWODU + organizowanie "szopek" przy tej okazji... (najbardziej nikczemne było wyrzucenie mnie z domu a w związku z tym, że nie miałem czasu się spakować, moja ex przywiozła mi moje rzeczy pod pracę (biuro)... Aby popis był jeszcze bardziej "spektakularny", rzeczy zostały przywiezione LUZEM, żebym je przenosił na oczach całego biurowca z jej auta do mojego...)

      16) obrabianie mi tyłka u znajomych, odwracanie "kota ogonem" byle tylko oczyścić siebie z winy a wszystkim obciążyć mnie; robienie ze mnie "kata", "psychopaty", "alkoholika" i nie wiadomo kogo jeszcze...

      17) fundowanie huśtawek emocjonalnych: "dzisiaj mnie kochasz, jutro nienawiszisz"… Wyzwania mnie jednego dnia od najgorszych a już a już po kilku następnych, wysyłanie do mnie ckliwych wiadomości…

      18) materialne podejście do związku, eskalacja roszczeń a przy tym bezczelne oskarżanie MNIE, że to podobno przeze mnie straciła "emocjonalny i materialny majątek" (kasa, kasa, kasa...),

      19) texty jaki to jej ex partnerzy byli kochani, jakimi to jej nie obsypywali drogimi prezentami i jakimi to byli wspaniałymi partnerami... Do tego "wbijanie szpil" w postaci opowiastek, co to ona nie wyprawiała na siłowni, że "daje wszystkim facetom na prawo i lewo

      20) prezentowanie wyłącznie postawy "reaktywnej", "zaklinanie" rzeczywistości, kreowanie "samospełniających się proroctw"...

      * * *

      ...co do zemsty, to nigdy nie miałem ochoty się mścić na biednej istocie, która jest już wystarczająco skrzywdzona przez los... Mogę jej jedynie zadedykować słowa:

      " To co kochasz, często staje się tym, czego nienawidzisz...
      To czego nie możesz mieć, często jest tym, czego najbardziej pragniesz...
      To co porzuciłeś, kiedyś będzie tym, do czego zapragniesz wrócić...
      ...ale na wszystko będzie już za późno... "
      • czita88 Re: Trudne pytanie 17.12.11, 02:02
        Nie wydaje Ci się że miałeś cholernie ciężki przypadek ? Wg mnie masakra... Ja nie radziłam sobie i nie cierpię się za - skorzystam z Twoich punktów - 8 i 14... Niektóre z pozostałych pasują mi do mojej matki... Tworzenie w domu frontów, zimnej wojny, 5, 6, 8, 13... Często się zastanawiam jakim byłabym człowiekiem gdybym miała normalny dom........... :-(. Może mniej paskudnym.
        Słowa na końcu jak najbardziej dla nas (bpd), oczywiste. Największy problem mamy z docenianiem i szanowaniem tego co mamy..
      • qbel2 Re: Trudne pytanie 18.12.11, 14:56
        Sorki za OT.

        hanging_garden
        Nie wiem czy dobrze rozumiem Twój post - Ty znowu z nią jesteś?
        • hanging_garden Re: Trudne pytanie 19.12.11, 14:07
          qbel2 napisał:

          > Sorki za OT.
          >
          > hanging_garden
          > Nie wiem czy dobrze rozumiem Twój post - Ty znowu z nią jesteś?

          Dzięki dobrym ludziom (a właściwie jednemu człowiekowi, który mi pomaga, pionuje i potrafi "dać w łeb" + pomocy psychologa) i temu forum na szczęście JUŻ z nią nie jestem, a co więcej - nie mam zamiaru być :-) Byłbym jednak nieszczerym gdybym nie przyznał, że od czasu do czasu (ale coraz rzadziej) przeżywam oczywiście huśtawki i moje "wahadło emocjonalne" wychyla się to jedną to w drugą (niebezpieczną) stronę, jednak dziś jest mi naprawdę znacznie lżej zdystansować się do niej i do tego, co mi fundowała... Moje nastawienie do niej również ewoluuje w "zdrową" stronę... Wybaczałem jej zawsze wszystko, jednak mimo to dawałem się wciągać w jej "gierki"... Dziś naprawdę jej współczuję i po wielu wielu słowach, które przeczytałem na temat borderów, staram się zamieniać żal w empatię i współodczuwanie... Szkoda mi jej, bo to naprawdę fantastyczna kobieta, która wiele dla mnie znaczy(ła) w życiu i nie chcę jej dodatkowo krzywdzić... Czasem porozmawiamy przez telefon (w sprawie naszej córki), ale niestety przy tej okazji ją ponosi - nie może się uwolnić od przeszłości, nakręca się i sama z siebie przechodzi na tematy związane z tym całym "bagienkiem", o którym napisałem powyżej - oczywiście za WSZYSTKO obwinia mnie. Wyzwiska od "ch**ów", "skur***nów" stara się wpleść w rozmowę - NIESTETY: bez reakcji i rewanżu z mojej strony. "Siła spokoju" to dla mnie podstawa. Wiem, że to ją wytrąca z równowagi na max. Nie robię tego z zemsty lub żeby ją sprowokować. Staram się wpłynąć na nią przez moją pozytywną postawę, choć wiem, że to raczej na nią nie działa - trudno. Egoistycznie patrząc, nie chcę mieć "kaca moralnego", że odpowiedziałem jej w taki sam sposób i dałem się sprowokować Na wulgaryzmy odpowiadam jej więc najspokojniej w świecie - po imieniu. Do tego mówię jej: "skoro Ci tak wygodniej, biorę 100% odpowiedzialności i winy za całe zło w naszym związku na siebie" (poczucia winy niestety we mnie już nie wzbudzi, choć usilnie próbuje i stosuje różne zaczepki). Albo zrozumie, że nie ma co stosować swojej strategii albo wymyśli kolejną "atrakcję"... Stawiam raczej na to drugie mając nadzieję, że kiedyś się jej znudzi... Do póki nie ma jednak nowego obiektu pod ręką, wygodniej jej wyżywać się na mnie... Cóż... Traktuję to jako trening silnej woli i nic więcej...

          Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie

          h_g
      • 3bsp Re: Trudne pytanie 19.12.11, 16:18
        hanging_garden napisał:

        > ...nie wiem 3bsp, czy jesteś gotowy na taką "dawkę" informacji ale skoro pytasz
        > - proszę bardzo:

        Nie dopełniłem roli gospodarza wątku, nie zajmując odrębnego stanowiska ale kolega hanging_garden wykonał za mnie całą robotę w 90%. Te 10% to w sferze reglamentacji seksu, to tzw. sadyzm bierny. Smakowity kąsek dla BPD poprzez zakładanie postów seksualnych i pozbawianiu czerpania z seksu satysfakcji. Może Nikodem Dyzma by sobie to cenił, ale gdzie mi tam do Nikodema z moją wrażliwością. Nie będą mówił co na ten temat zechciała powiedzieć kiedyś moja bliska znajoma, ale słowo; „to jakieś wynaturzenie”, było jednym z najbardziej parlamentarnych słów w tym dialogu, natomiast moja wątpliwość w rodzaju; może ją zraniłem i dlatego tak się zachowywała, spotkała się z ripostą; „ty chyba nie wierzysz w to co mówisz”.
        Masz rację Aga, chyba nie wierzę.

        Co do zadośćuczynienia , to myślę, że kiedyś je znajdę, ale jak dotychczas chyba słabo się staram, a raczej jestem trochę przygłuchy na wyraźne sygnały z otoczenia. To chyba musi być ten właściwy sygnał, tak myślę.

        Nie ukrywam, że bardzo liczyłem i liczę na zabranie głosu przez koleżanki BPD, które były w bliskich związkach. Myślę, że obie strony zyskały by na zrozumieniu relacji i pisząc, zniwelowały by choć trochę poczucie winy, które przecież odczuwają obie strony relacji. Szkoda, bo wyparte poczucie winy rodzi lęk.

        Pozdrawiam
        • chemical_moon Re: Trudne pytanie 19.12.11, 22:32
          jestem borderką (???)

          ostatnio trochę mnie ponosi i w moim związku nie jest dobrze. Co mu zrobiłam?
          - wyrzuciłam prezent Mikołajkowy od niego przez okno - rzecz jasna na jego oczach
          - już 2 razy stał pod moim blokiem a ja go nie wpuściłam
          - kiedy mówi, że mnie kocha ja świadomie nie odpowiadam, żeby udać że mi nie zależy
          - cały czas mu mówię jaki to on nie jest zły (gorszy od innych) i że jestem z nim "bo jestem" ale jak go nie będzie, to nie zapłaczę

          wiem, ze to głupie. jest jakiś taki schemat z którego wyrwać się nie mogę ;/ nie chcę?? nie próbuję?? oczywiście miałam iść na psychoterapię ale "nie mam czasu". Ciągle nauka nauka nauka, oceny bardzo dobre ale mnie to nie cieszy, zero satysfakcji. Dalej uważam, że wegetuję. Dlaczego tak jest, ze dla "obcych" potrafię być miła a dla "swoich" jestem skur... rozmawiając z rodziną przez telefon (sama dzwonię pierwsza)ograniczam się do "tak" "nie" "nie wiem" "może", to wszystko jest takie płytkie. Ale to już nie w tym temacie

          po tym jak go ostatnio znowu rzuciłam powiedział, że poczuł ULGĘ.... ale za chwilę zaczął tęsknić.. najgorzej, ze ja też. 2 dni temu chciałam by to był koniec, mówiłam mu, że go nienawidzę a dziś już ze kocham. Tak naprawdę nic nie czuję. Ani do rodziny ani do niego ani do siebie. Tylko jakieś elementarne popędy, jak zwierzę - nażreć się i wykochać
        • perfekcjonizm Re: Trudne pytanie 20.12.11, 13:05
          3bsp napisał:

          > Nie ukrywam, że bardzo liczyłem i liczę na zabranie głosu przez koleżanki BPD,
          > które były w bliskich związkach. Myślę, że obie strony zyskały by na zrozumieni
          > u relacji i pisząc, zniwelowały by choć trochę poczucie winy, które przecież od
          > czuwają obie strony relacji. Szkoda, bo wyparte poczucie winy rodzi lęk.

          Jako koleżanka BPD :)***powiem tak:

          Zachowania u niego/ u nich jakie mnie irytowały wówczas (a wtedy byłam jeszcze przed terapią lub na początku) to: wchodzenie w tyłek, słabość, kiedy ich upokarzałam, ciepłe kluchy, brak charakteru, niepotrzebne kontynuowanie tematu, kiedy przecież łaskawie obwieściłam, że dość!!!, Niepotrzebne wchodzenie mi w zdanie, kiedy przecież JA mówiłam!!!
          To, że nie umieli mnie powstrzymać, że dawali się upokarzać. Byłam wściekła na nich i na siebie. Bo było we mnie coś co nakazywało mi ich niszczyć. Nienawidziłam ich, ich słabości do mnie. Brzydziłam się nimi.

          A karałam ich najgorszym wówczas, o czym po latach piszą mi i mówią, że było dla nich wybawieniem - odejściem.

          Po siedmiu latach terapii to co się zmieniło na pewno, to fakt, że panicznie boję się związku.
          Boję się kogoś skrzywdzić, nie chcę już czuć pogardy dla nikogo. Obawiam się, że gdybym się kimś związała, znów bym wróciła do siebie tamtej. Szalenie boję się bliskości. Brzydzę się jej.
          • czita88 Re: Trudne pytanie 20.12.11, 20:31
            Zachowania u niego/ u nich jakie mnie irytowały wówczas (a wtedy byłam jeszcze
            > przed terapią lub na początku) to: wchodzenie w tyłek, słabość, kiedy ich upoka
            > rzałam, ciepłe kluchy, brak charakteru, niepotrzebne kontynuowanie tematu, kied
            > y przecież łaskawie obwieściłam, że dość!!!, Niepotrzebne wchodzenie mi w zdani
            > e, kiedy przecież JA mówiłam!!!
            > To, że nie umieli mnie powstrzymać, że dawali się upokarzać. Byłam wściekła na
            > nich i na siebie. Bo było we mnie coś co nakazywało mi ich niszczyć. Nienawidzi
            > łam ich, ich słabości do mnie. Brzydziłam się nimi.

            Ech....
            Mam tak samo jak ty (miałaś)....
            Ale teraz jak myslę, to ja nie potrafię powiedzieć jak powinno być!!! Wszystko źle... Chociażby z Twojej wypowiedzi.. Gdy jestem wściekła, kłócę się , to złe:
            -słabość, umizgiwanie się, płaszczenie
            -przerywanie mi, wykłócanie się o swoje, kontynuowanie tematu
            - poddanie się, pozwalanie na upokarzanie się
            - słabość do mnie, kompletna ślepota że ranię i poniżam
            + zupełny debilizm !! = kompletne nierozumienie mnie
            + krzyczenie na mnie, obrażanie mnie
            + uogólnianie, upraszczanie mojego zdania/przeżyć, szufladkowanie !!!

            Czyli wszystko co możliwe niemal... Najlepiej byłoby gdyby zawsze mówili "tak, rozumiem cię", zgodzili się ze mną, dali dowód że rozumieją, i nie tracili przy tym godności... Ale bajka :/... I żeby jeszcze na koniec dziękowali że ich oświeciłam :P. Że pozwoliłam się zrozumieć, że odkryłam się. Ech...
            A tak z życia, to mój były pod koniec umiał mnie rozbrajać poczuciem humoru, czyt. żartem i czułością, siłą (holding ;)) gdy ja eksplodowałam wręcz albo zaczynałam się gotować... Po prostu mnie tym rozbrajał... Czułam się jak mała dziewczynka, złośnica, głupiutka i niepoważna. I problemy wydawały się bardziej infantylne... Po dłuższej chwili, nie od razu oczywiście...
      • fred2011 Re: Trudne pytanie 23.12.11, 05:58
        mniej więcej tak właśnie sie zachowywałam w moim związku. Niestety partner tak bardzo mnie zawiódł ze tak mna ogarneło szalenstwo.
        Nie jestem z nikim i chyba nie bedę bo boję sie ze to wróci.
        Nawet to ze śmierdzi tez mu krzyczalam - ale ja czesto czuje smród moze to objaw psychozy?
        • perfekcjonizm Re: Trudne pytanie 23.12.11, 09:22
          fred2011 napisała:


          > Nie jestem z nikim i chyba nie bedę bo boję sie ze to wróci.


          Fred ja też tak mam. Myślisz, że to można jakoś zmienić?
          Czasem tęsknie za związkiem, ale bardzo nieśmiało i w skrytości.
          Jednak koszmar z nim związany (z byciem w związku) mnie przerasta.

          Na terapii nie mogłam tego przepracować, bo tak silnie związałam się z moim terapeutą, że nie dopuszczałam myśli o innym mężczyźnie.

          Wydaje mi się, że ten "związek" z terapeutą był dla mnie bardzo bezpieczny. Taki na niby trochę. I taki nie do końca, co powodowało, że nie było niebezpiecznej codzienności. Zwykłości i banału, który niesie prawdziwy związek.
          • czita88 Re: Trudne pytanie 23.12.11, 13:05
            A ja to chyba jestem uzależniona od facetów :(... Nie od związków, ale od kontaktów z nimi, flirtów, rozmów, seksu... Najgorsza jest ta p.... nadzieja ;(, że może się udac, że już jestem inna, że czegoś tam się nauczyłam, wiele, i że może dam radę... Ch... prawda... Marzenia wypleniłam już do zera, te odnośnie przyszłości i miłości, co bardzo pomogło. Marzę tylko o tym żeby pokochać siebie i umieć żyć. Z obawy że mi odbije utrzymywałam znajomości z góry skazane na niepowodzenie, relacje z zajętymi itp. aby nie było szans na żaden związek, żadną miłość. A teraz znowu się władowałam, a raczej pozwoliłam na to ( nie było mojej inicjatywy na początku) i nie wiem co robić. Wszystkie schematy się powtarzają. Mniej nasilone i jakby łatwiejsze do opanowania, ale są - jest zauroczenie, bliskość, euforia, nienawiść, furia, lęk, samotność, obawy, wszysttko przeplatane obojętnością i pustką. Nie ma tej rozpaczy co zawsze, myśli destrukcyjnych, walenia głową w ścianę itp. bo ja już wszystko widzialam chyba i czułam, wiem jak to działa i już mnie to nie szokuje, nie przygniata mnie do ziemi... Lepiej przeczekać, olać, znieczulić się.. Najgorsze to że tym razem widzę jak ranię (oczywiście po czasie) ale widzę to wyraźniej, strasznie uderza mnie to jak jestem popierdolona. Nie mogę uciec od siebie samej ;(.

            Z tym "smrodem" to nie czułam nic takiego, ale gdy miałam k*rwicę i szalałam z nienawiści to bardzo często towarzyszyło temu obrzydzenie do gościa, widziałam patrząc na nich tylko ich wady, defekty, obrzydliwe zachowania (jak to u facetów, zwłaszcza tych udających twardzieli), brr po prostu to było straszne, ale patrzyłam na nich z tak ogromną nienawiścią i odrzucało mnie, widziałam jakieś wstrętne "coś" co zaburza mój spokój i co chcę żeby NATYCHMIAST zniknęło !!! Ale przecież patrząc na siebie mam tak samo... Zaleznie od dnia. Nie czujecie nigdy obrzydzenia (dosłownie) do siebie samych, nie wydajecie się sobie masakrycznie brzydkie, tłuste i wstrętne ? Jakby zdeformowane?
    • miron1982 Re: Trudne pytanie 12.03.12, 11:03
      Zarzucacie borderom wszystko to, co sami tutaj reprezentujecie, zwierzęce instynkty, brak odporności na krytykę itd. itp. Zastanówcie się nad sobą! Związaliście się z tymi Osobami, zaufały Wam, pokochały, odsłoniły się przed Wami a Wy poznając Ich odtrąciliście... Kto tu jest mega egoistą? Czy szczerość tak bardzo Was boli? Czy nie nauczono Was odpowiedzialności, miłości? Sami jesteście popaprani, niedopasowani i zapatrzeni w siebie. Usłyszeliście kilka słów prawdy o sobie, nie spodobały się Wam one więc zamiast się zmienić porzuciliście Osoby, które tak Was kochały i ufały Wam, że zdobyły się na szczerość.To co Was boli, to PRAWDA, niewygodna i trudna, ale prawda. Rozczulacie się nad sobą, nie mając pojęcia jakie piekło zgotowaliście Osobom, które podobno kochaliście. Nie jesteście zdolni ani do Miłości, ani do przyjęcia prawdy o sobie. I kto tu jest emocjonalnym niemowlakiem?!
      • energica Re: Trudne pytanie 12.03.12, 19:47
        oj Czita, ja tak samo czuję itd itd.....

        Ale mam spostrzeżenie!
        ...ja w moim długim już życiu bordera zrozumiałam, że to nie ja wybieram facetów tylko biorę każdego, który chce mnie ( czy to na związek , czy na seks) !!!
        Nie obserwuję , nie zastanawiam się , tylko LEEEEECĘ ......jak ćma, bo pragnę być kochana i się kłócić tak samo.
        I tak myślę jak tego znowu uniknąć, czy ja potrafię się zatrzymać, dać sobie czas i wreszcie powoli jakiegoś mężczyznę wybrać, sama wybrać, bo może wtedy będę go wreszcie dłużej szanowała.
        Może to będzie jakiś krok do polepszenia także dla WAS.
        • czita88 Re: Trudne pytanie 12.03.12, 20:44
          No dokładnie...... Im bardziej ktoś mnie nie chce, tzn bardziej olewa, tym bardziej ja go cenię.
          Ale jak tu być z kimś kto ma Cię w dupie?
          Zresztą ja nie mogę wybierać, nie mogę tworzyć związków i już. Nikt normalny nie chciałby ze mną być, a ja nie mam ochoty udawać innej, lepszej, normalniejszej i nie zeszmaconej, żeby tylko być z jakimś ciachem. Może za parę lat, jak będę zdesperowana, a moja macica będzie wołała, żeby wypełnić jej pustkę płodem/ co w tej chwili brzmi jak sf/ to dorwę jakiegoś biedaka i zabawię się w modliszkę, skonsumuję go powoli.
          Jak dotychczas to nie wybierałam, co najwyżej broniłam się przed niektórymi, nie miałam czasu na kolejne randki, unikałam. Zresztą co to znaczy wybrać? Przecież wybieramy (jako kobiety) i tak spośród tych, którzy są nami zainteresowani ? Ja przynajmniej nie wyobrażam sobie "wybrać" jakiegoś dupka, który nie wie o moim istnieniu. No dobra, może przesadzam, każdy/a bpd ma chyba zdolności do flirtowania i zauraczania, także zakres wyboru mamy duży. Tylko nie korzystamy. Nie korzystam. Nie korzystałam. Bo jestem do niczego. I ta idealizacja. Zamiast najpierw naprawdę poznać, zaprzyjaźnić się, mieć dystans, to jak piszesz "leeecimy", rzucamy się uczuciowo na głęboką wodę, a oni razem z nami. Tracimy grunt pod nogami. A potem jedno drugie ściąga na dno, okazuje się być ciężarem od którego nie można się uwolnić.
          W ogóle to nie wiem dlaczego idealizowałam osobniki trudne, z przeszłością, agresywne, z wyrokami, ćpające, nie szanujące mnie... Dlaczego mając w sobie tyle lęku sama ładuję się w kłopoty, non stop. Ja nie wiem chyba co to jest szacunek. W obie strony.
          • czita88 Re: Trudne pytanie 13.03.12, 00:00
            A w ogóle to jestem k*rwa pewna, że jakbyśmy nie mieli problemów sami ze sobą - gdybyśmy się kochali, akceptowali, szanowali, nie nienawidzili, czuli się potrzebni, wartościowi, mieli jakiś sens, cel i priorytety, dbali o siebie, swoje ciało i zdrowie, wierzyli w siebie!, byli gdzieś zakotwiczeni, a nie miotali się bez sensu jak dzikie zwierzę w klatce, gdybyśmy dali się oswoić jako dzieci, czuli dobrze w swojej skórze - to żadnego bpd by ku*wa nie było, ani problemów z wyborem, ze związkami, z szacunkiem, z lękami, z natręctwami. Żadnych leków nie trzeba by brać, wmawiając sobie, że pomogą ;(. To ja jestem moim największym problemem i mam go k*rwa dość ;( !!!! Świat zawsze był taki obcy, ludzie wydawali się kosmitami, wszystko takie sztuczne, puste, zagrażające, obce. Takie inne od tego co u mnie w środku. Od tego co sobie wyobrażałam. Za dużo sobie k*rwa wyobrażałam, za dużo oczekiwałam, odkąd pamiętam. Życie zawsze bolało, a to co wokół, nawet jeśli wzbudzało zachwyt, to ZAWSZE podszyty lękiem. Wolałam na to nie patrzeć, wycofywać się, wyobrażać sobie, jakby to było gdyby, inne życie, przyszłość... Często dziwiłam się, jak oni (inni ludzie, rodziny) mogą być szczęśliwi? Zazdrościłam im nie rozumiejąc i podziwiając równocześnie. Śmiałam się i wygłupiałam czując się bardzo dziwnie, niepewnie. Miałam wtedy wrażenie, że tracę kontrolę, że nie panuję nad sobą, że gubię swoje myśli, w które tak bardzo lubiłam odpływać.
            Tylko czysta nienawiść potrafiła wyprzeć lęk, zdominować moje myśli, ciało (zwykle cała drżę), skupić się. Dawała taką niezwykłą moc, energię, rozpierdala od środka. Gdy jej nie ma, to wszystko pływa w zwątpieniu, obawach, gdzieś tam zawsze dzwoni jebany lęk. Nawet jak jestem pijana albo chwilowo szczęśliwa, nawet w czasie seksu lub gdy ćpam. Nigdy nie jestem niczego pewna, a już zupełnie siebie. Tylko kiedy nienawidzę. Wtedy wszystko jest jasne, wyostrzone, poukładane, nawet wizja przyszłości. Może dlatego tak często to czuję? Skąd to się wzięło?

            ale już chyba bredzę ;((, przepraszam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka