02.08.12, 00:38
Muszę to z siebie wylać, bo oszaleję :-( !!!

Od pewnego czasu skrupulatnie analizuję swoje dotychczasowe życie... W trybie przyspieszonym, ale nie pobieżnym. I wnioski do jakich doszłam są dla mnie tak straszne, szokujące i dołujące, że nie mogę tego przetrawić... Chyba jestem upośledzona ;(, a z pewnością mam upośledzone postrzeganie otaczającej mnie rzeczywistości i ludzi, no i oczywiście... siebie.

Nie mogę przestać myśleć, nie mogę jeść ani spać, a im dalej w to brnęłam, tym większa odrazę czułam do siebie samej ;(. Wstyd. Po prostu SZOK. Nie mogę ufać mojej pamięci, chore emocje i percepcja zakrzywiają wszystko.... Dotychczas, wspominając przeszłość, widziałam morze łez, pustkę, samotność, cierpienie, rozbite statki marzeń, jakieś wysepki pełne pięknych ulotnych chwil. A teraz ZOBACZYLAM jeden wielki gnój !!!!!!! Burdel. Zobaczyłam zadufaną w sobie hipokrytkę, pełną wygórowanych oczekiwań, bez żadnych zasad, żadnej moralności. Totalny egoizm i blokada na odbiór tego co dobre. Wybiórcza pamięć skasowała wszystko co dostałam od innych ;(. Zresztą już wtedy z ledwością to zauważałam, wciąż było mi mało, wciąż każdy pretekst był dobry by przekreślić WSZYSTKO i uciec tam, gdzie mogłam dostać więcej, gdzie akurat dawali. Czerpałam z innych, nie myśląc, nie widząc co oni czują, nie zastanawiając się co mogą poczuć i pomyśleć. Liczyło się tu i teraz, zaspokojenie mojej potrzeby uwagi i troski, zainteresowania, ch.. wie czego, a o to co będzie potem się nie martwiłam. Póki dostawałam było ok, gdy zabrakło szłam gdzie indziej. O każde niepowodzenie obwiniam innych, zwalam winę, nie widzę tego jak bardzo popierdolony mam sposób myslenia, jak wygórowane wymagania ;( i oczekiwania.

Nawet ta moja posrana niska samoocena jest gówno warta. Tylko: jestem taka beznadziejna, nikt mnie nie kocha, nie lubi, nie szanuje, jestem taka nieszczęśliwa, nie zasługuję na miłość, bla bla bla. A teego, że to jest ku*wa mać tylko i wyłącznie moja wina, że swoim zachowaniem i podejściem do innych ludzi do tego doprowadziłam i doprowadzałam to nie widzę !! Nie widzę jak cholerny mam na to wpływ. Nie widzę, że moje życie zależy ode mnie ;(. Nie biorę pod uwagę, że inni ludzie też mogą być wkurwieni, zranieni, że mogą źle o mnie myśleć. J a pierdole.... Że mają potrzeby i swoje życie. Oceniam ich tylko i wyłącznie przez to jakie mają podejście do mnie i czy jest ono takie, jakiego akurat oczekuję, spodziewam się, jakiego JA chcę. A jesli nie jest, to nie doszukuję się przyczyn w sobie, tylko ich skreślam/karzę.

Przeczytałam 8 zeszytów opisujących 2 lata, bardzo ważne lata (nie ostatnie dwa lata). I miałam trudności z czytaniem, szeroko otwarte oczy, to mnie poraziło ;((. Ale i w pewnym sensie sprawiło, że jest teraz inaczej. To nie był pech. To nie byli źli ludzie. To wszystko było konsekwencją mojego zachowania, słów, gierek. No właśnie. Ja grałam, żonglowałam, bawiłam się ludźmi. Uzależniałam od nich swoje szczęście, samopoczucie, samoocenę. Ale nie próbowałam zmienić ich stosunku do mnie, nie zastanawiałam się nad nim, nad tym wszystkim. Miałam kryzysy, bardzo częste i dotkliwe, ale obwiniałam tych "przez których" cierpiałam czy swoje ciało (zaburzenia odżywiania i natręctwa), a nie siebie samą. Czułam się gównem, ale nie widziałam tego, że to ja do tego doprowadziłam :(.

A współczucie dla innych? Ha, śmiechu warte. Chwilowe roztkwilenie się nad kimś, przyjemność poczucia się potrzebną i docenianą, troska, która kończyła się natychmiast w momencie, gdy stwierdzałam, że dana osoba ma się dobrze (że może się poczuć lepiej ode mnie ????). I kiedy cierpiała przeze mnie. Nie uznawałam tego, natychmiast wysuwałam cały arsenał argumentów obalających jej zarzuty i pociski obwiniające ją. Albo gdy ktoś mi bliski użalał się nad sobą. Wtedy był żałosny, słaby i nie zasługiwał na współczucie, nie mógł uwiesić się na mnie, wycofywałam się natychmiast, przynajmniej na ten czas. Boże, jakie to straszne.

Moja nauka na błędach polegala dotychczas na uznawaniu za błąd danej znajomości, decyzji. Nie mojego postępowania i podejścia. Nie chorych osądów. Nawet nie próbowałam patrzeć z innego punktu widzenia. Teraz gdy zobaczyłam to wszystko z bliska, ten cały gnój, może coś zrozumiem. Chciałabym. Teraz wstydzę się i najchętniej zakopałabym się pod ziemią. Nawet nie tyle tego całego syfu moich działań, decyzji, chorych akcji, poniżania się i innych, ale przede wszystkim moich MYŚLI. Boże, co ja miałam w głowie ;(( ;((, to jest nie do zniesienia!!!!!!!!!! ;( ;( ;( ;( ;( ;(


I nie wiem nawet, czy wolno mi było używać tu czasu przeszłego ;(( ..............
Obserwuj wątek
    • brz_a_sk Re: wstrząs 02.08.12, 18:19
      zrób jeden kroczek
      tip-topkę
      gest
      chęć

      w przód

      jedną myśl swoją wypuść
      uwolnij
      od ciężaru
      nie do zniesienia

      jedną
      • czita88 Re: wstrząs 02.08.12, 19:00
        Nie jest aż tak źle. Jestem strasznie zdołowana przeszłością, ale z nadzieją patrzę w przyszłość. Wiem, że jeśli naprawdę zechcę i się postaram, dam radę żyć względnie normalnie. Tylko ten ciężar... Muszę sobie wybaczyć? Zapomnieć ?!!! Odciąć przeszłość grubą kreską? Wnioski wyciągam, ale lżej nie jest. Nie wiem co z tym zrobić.
        Za to mniej już się boję tego co będzie. Wiem, że to w bardzo dużej mierze zależy ode mnie. Od tego czy się (nie) poddam. Czyli nie powinnam bać się przyszłości, tylko... siebie.
    • ykrastek Re: wstrząs 02.08.12, 19:43
      Doszłaś do fenomenalnych i mega prawdziwych wniosków, jak na borderkę to jest wręcz niesamowite. Nie będę Cię pocieszał - bo to jaką siebie zobaczyłaś jest niestety prawdziwe. Ale czy coś z tego wpłynie za zmianę Twoich zachowań i na naprawę samej siebie - tego nie wie nikt, nawet Ty... Ale wiesz co jest genialne (dla Ciebie chyba zbyt dołujące - bo masz słabe, nieodporne ego) : ŻE TY TO WSZYSTKO WIDZISZ, DOSTRZEGASZ TAK WYRAŹNIE JAK NIE-BORD. Chciałbym aby moja borderka kiedyś miała taką samą refleksję i aby pod tym wpływem zaczęła naprawiać to co spieprzyła w życiu najcenniejszego (mamy wspólne kilkuletnie dziecko, które teraz tłumi w sobie doznaną krzywdę gwałtownego oddzielania od ukochanego taty, w stanie furii w jaką wpadała mama). Do dziś panują nad nią prymitywne mechanizmy obronne, które "każą jej" widzieć "inną przeszłość" niż była naprawdę, nieustannie obwiniać i oskarżać mnie, alienować dziecko ode mnie i pomiatać mną przy córce, a nawet używać przemocy emocjonalnej czy fizycznej, o jakimkolwiek szacunku do mnie (ani o empatii do wzajemnych uczuć tato-córka) nie ma nawet mowy. Szykany nie maleją lecz wręcz rosną. Ona karze niby mnie - a tak naprawdę karze i krzywdzi nasze dziecko...! Niedotrzymane nigdy jej własne deklaracje (przywrócenia dziecku taty itp) to już wręcz legenda...;) Do dzisiaj nie chodzi na żadną terapię... Nawet dla własnego dziecka! Z tchórzostwa;) Bo wyszłoby na jaw jej zakłamanie, jej codziennie wkładana "maska" na potrzeby obrazu "świetnej", atrakcyjnej, bezproblemowej i rzekomo "wymagającej" dziewczyny. To byłaby dołująca rysa na tym narcystycznym obrazie. Sorry, że piszę o swojej borderce (niestety moja trauma trzyma się mocno, mimo że zniszczyła już moją miłość do niej - to nie potrafię przestać kochać swej córki, ani przestać o niej myśleć). Sprawa sądowa o dziecko nie wchodzi w grę - bo ona jest patologicznym aktorskim kłamcą w sytuacjach "zagrożenia", jest bezwzględna i nieobliczalna i niestety wiarygodna..(sic!). A córka ma co jeść, chodzi dobrze ubrana, wizualnie zadbana, zaś mama surowo egzekuje aby wypełniała swe obowiązki pierwszo a teraz już drugoklasisty... Każdy myśli, że ona jest... idealna;) A nie jest. Nie będę tu przytaczał szczegółów jej podejścia do dziecka (brak empatii aż kwiczy) oraz braku miłości bezwarunkowej, jakiej małe dziecko potrzebuje chyba najbardziej. Krzywda dziecka jest ewidentna lecz dla jej otoczenia kompletnie niedostrzegalna. Czasem chce to wszystko olać, ale nie potrafię... Moje poczucie wartości (mimo osiągnięć i wykształcenia) spadło do zera w wyniku jej nadużyć... Niestety mam empatię. Poczucie krzywdy własnej a zwłaszcza krzywdy dziecka wciąż mnie dopada. Ciężko z tym żyć, bardzo ciężko... Mój wpis nie pocieszy Cię na pewno, ale jakoś musiałem to napisać. Sam nie wiem czy warto liczyć na to aby borderka-mama mojej córki zdobyła się na podobną refleksję, a co ważniejsze aby poszły za tym konsekwentne czyny? Warto, czy nie ma to sensu...?
      • czita88 Re: wstrząs 02.08.12, 21:38
        Spoko, takie wyrzucenie z siebie pomaga... Ja np. mniej dziś myślałam dzięki temu i nawet poczulam głód :) (pożywienia).
        Niestyety nie jestem w stanie Ci powiedzieć jak to z nią będzie, jak może być. Ja lubię wierzyć (marzyć? ufać?), że będzie lepiej, inaczej już dawno bym się wykończyła. NAdzieję tracę, czesto, ale zawsze wraca. Bez marzeń życie nie ma sensu. To akurat dla mnie nie nowość :).
        Chciałam tylko jeszcze napisać, że żadna krytyka do mnie nie trafiała. Jak grochem o ścianę. Owszem, widziałam, że postępuję niewłasciwie i nienormalnie, ale nie czułam się winna ani odpowiedzialna za to wszystko. Trudno to wyjaśnić. Musiałam sama to zobaczyć. Zauważyć.
        Tylko o mojej matce chyba nigdy nie zmienię zdania. Nie czuję się winna temu jak mnie traktowala. A Twojej córce współczuję :(. MAsz z nią chociaż minimalny kontakt?
        • ykrastek Re: wstrząs 03.08.12, 09:39
          Tak, kontakt z córką mam. Jest to teoretycznie co drugi weekend, w praktyce w ramach "kary" bywa z tym czasem różnie. Stram się jak mogę dać córce poczucie tej bezwarunkowej miłości i budować jej poczucie wartości. Dać to czego nie otrzymuje na codzień. Nie wiem czy to wystarczy. Córka przeżyła wielką traumę i w momentach oddzielenia ode mnie - zwykle podczas gwałtownych furii w jakie wpadała jej mama. Jeszcze jako 4-letnie dziecko czuła się za nią niejako "odpowiedzialna", chciała zawsze aby się uspokoiła za wszelką cenę... To nie były i nie są normalne relacje matka-córka. Gdy jestem z córką udaję zadowolonego z życia, tak aby jej dodatkowo nie obciążać. Otwarcie jednak mówię co mi się obecnie podoba a co nie podoba w postępowaniu mamy, która ma wciąż wielkie problemy z szacunkiem do córki i do mnie. Nie uwzględnia w ogóle relacji uczuciowych córka-tato-córka. Dla niej takie uczucia i relacje nie mają znaczenia, tak jakby nie istniały (!), chyba dlatego że brak jej empatii... Liczą się tylko jej potrzeby i emocje, które często sama myli z uczuciami. To niełatwe. Pracuję nad tym aby być coraz silniejszym człowiekiem i znosić taką sytuację oraz jak najskuteczniej wspierać córkę...
    • 3bsp Re: wstrząs 02.08.12, 21:48
      No.. No.. Takie rzeczy....
      Mały kroczek a jaki duży i bez księcia z bajki.
      Pamiętasz tamten post?
      No to kciuki za Ciebie i cała naprzód
      • czita88 Re: wstrząs 02.08.12, 22:27
        Pamiętam.

        Nie chcę tkwić w miejscu, ale "cała naprzód" - to mnie przeraża... Powolutku, konsekwentnie. Bezpiecznie.
        A książę z bajki? Hmm. Nie wiem czy to ma sens, ale chcę spróbować naprawić swoje błędy sprzed paru lat. Przeprosić. A co będzie dalej, zobaczymy.

        To dziwne, bardzo dziwne, ale łatwiej mi myśleć źle o sobie, niż o innych. To sprawia, że czuję, że mam wpływ na to, jak jest.
        • 3bsp Re: wstrząs 03.08.12, 16:40
          Czita, fajnie
          I motto na dole też zmieniłaś.
          Widzę Ciebie.
          • czita88 Re: wstrząs 03.08.12, 16:59
            Bo to daje mi do myślenia, a tamto jedynie dołowało...
            Unikam ostatnio myśli, czynności i rozrywek (filmy, muzyka, picie), które mnie dołują. Niech sielanka trwa, bo mam przeczucie, dziwną pewność, że nie potrwa zbyt długo. Chwilami czuję się bdb, pewnie, chwilami nieswojo, jakby odurzona, zastanawiam się czy ja przypadkiem nie wmawiam sobie, że jest dobrze, że wszystko gra i będzie grało. To jak cisza przed burzą. Tylko nie wiem czy piękną czy tragiczną. A może jedna po drugiej.
    • 3bsp Re: wstrząs 04.08.12, 07:35
      Wiesz co czita? Ja Ciebie trochę znam.
      Naczytałem się Twoich postów.
      Widziałem poprzez nie trochę popieprzoną ale dobrą dziewczynę.
      Nie wiem czemu, ale czasem miałem wrażenie, że twoje BPD to postawa buntu połączonego z ucieczką od odpowiedzialności.
      Tak jakbyś chciała powiedzieć: na złość mamie odmrożę sobie uszy.
      Jedno co mi się rzuciło w oczy to twoja inteligencja i rodzaj szelmowskiego sprytu.
      No to zbierz to do kupy i wykorzystaj dla siebie, a życiu dotychczasowemu, które nie oszukujmy się; kreowałaś, pokaż gest Kozakiewicza.
      Poczytaj moich starych postów do Ciebie i nie daj się dołować – ludziom także (ty wiesz co to zawiść).
      Boisz się, że to co przeżywasz to przejściowe. Spoko, to normalna reakcja.
      Chwilowy zły nastrój który Cię dopadnie zaakceptuj i przeczekaj. To minie.
      Ty już czegoś dobrego w wychodzeniu doświadczyłaś i mówiąc trywialnie: dupa blada będziesz do tego tęskniła a mnie to pasi tak po przyjacielsku.


      I jeszcze coś: odstaw kawę, podłe żarcie jedzone za szybko i na razie wszelkie miłostki.
      Żyj tak, jakbys opiekowała się swoim małym dzieckiem.
      I nie żałuj sobie miłości bo twój dzieciak na nia zasługuje.

      Powodzenia
      • brz_a_sk Re: wstrząs 04.08.12, 08:28
        kiedy nie bord do borda tak pisze to niebo się uśmiecha
        i ziemia

      • czita88 Re: wstrząs 04.08.12, 11:13
        Dziękuję.

        > No to zbierz to do kupy i wykorzystaj dla siebie, a życiu dotychczasowemu, któr
        > e nie oszukujmy się; kreowałaś, pokaż gest Kozakiewicza.

        Hmm, chyba rzeczywiście kreowałam, ale dane chwile i relacje, nie ogarniając przy tym całości. Wszystko nie trzymało się kupy, kolidowało ze sobą, scenariusz często się sypał.... Bo rzeczywiście, czułam się często aktorką, czułam często, że robię z innymi to co chcę, pamiętam momenty, gdy zakładałam tak, a nie inaczej, i postępowałam wg tego założenia, choćby to było wbrew sobie, nieracjonalne czy okrutne. Takie rozgrywki.
        Wygrywałam/przegrywałam bitwy, ale zwycięstwa nie cieszyły, a porażki nie uczyły. Strategii na życie żadnej (oprócz uciekania / walki ze wszystkimi). Żadnego celu. Nie mówię, że teraz jest...

        Czyli mam się odciąć? To trudne, bo poza tą nienormalnością trudno mi się określić. Nie czuję siebie za dobrze. Dotychczas skupiałam się na innych (na ich zachowaniu, uczuciach, błędach; ich obarczałam odpowiedzialnością za wszystko) myśląc o sobie (egoizm). Teraz powinnam skupić się na sobie, myśląc równocześnie o innych (nie ignorując, nie zaprzeczając ich istnieniu, nie uciekając, nie mając w dupie) ??

        Nie boję się nawet tyle złego nastroju (pisałam nie raz, że czuję pewną przyjemność smucąc się i cierpiąc) tylko swojego pesymizmu i bezwzględności w ocenie innych (coś nie tak jak chciałam -> automatyczna zmiana nastawienia, uczuć, myśli o danej osobie + co najgorsze, robienie jej na złość). To jest bardzo trudne do opanowania. Trudno wierzyć w dobre intencje innych, nie doszukiwać się u każdego złych.

        Zdrowy tryb życia rozumiem, ale od kawy to ja jestem trochę uzależniona. Nawet poprawia mi samopoczucie (lub tak sobie wmawiam), poza tym mam bardzo niskie ciśnienie (może dlatego tak lubię mocne wrażenia, bo dają kopa :])... Co w niej złego?

        "Miłostki", przeskakiwanie z jednej do drugiej, czasem także wstecz lub w bok, to chyba też nic innego jak uciekanie od siebie przy jednoczesnym nie angażowaniu się na całego, bo to niebezpieczne. Ech.
        • brz_a_sk Re: wstrząs 04.08.12, 15:26
          czita - Ty wierz, że niesamowicie dużo napisałaś jak nie bord
          wracaj czasem do tego swojego tekstu
          jest bezcenny
          zatkało mnie

          • ykrastek Re: wstrząs 05.08.12, 00:12
            3bsp & brz_a_sk - od Was z daleka bija jakaś niesamowita fascynacja bordami - mimo, że tego nie piszecie nigdy wprost. Potraficie (zwłaszcza 3bsp) dołożyć solidnie nie-bordom... ale dla bordów macie jakiś taki słabo skrywany podziw w sobie... I nie chodzi tu wcale o czitę, która postami na tym forum pokazała już dosłownie wszystkie swoje stany świadomości i podświadomości mega-ciekawej a zarazem mega-nieobliczalnej dziewczyny-freak'a (co wzbudza naturalną sympatię) - chodzi o całość. Zastanawia mnie jednak to, czy taka "fascynacja" bordami pomaga czy przeszkadza Wam w życiu oraz czy można w ogóle być zafascynowanym bordami w normalnym codziennym życiu (czy to aby nie przeszkoda czy wręcz pułapka) czy też trzeba ograniczyć taką cichą fascynację jedynie na poziomie wirtualnym - takim jak to forum na przykład...;) Pozdrawiam Was.:)
            • ykrastek Re: wstrząs 05.08.12, 00:58
              A Tobie czita88 mogę szczerze podziękować za to, że dzięki Twoim wszystkim postom udało mi się najlepiej "zrozumieć" (na ile to w ogóle możliwe) bordy, a tym samym moją borderkę. Nikt inny nie pisał tu tak szczerze aby się aż tyle dowiedzieć. Niektóre zachowania i sposoby postrzegania Twoje i mojej borderki były wręcz identyczne... Mogę tylko podziękować. Ta wiedza niczego co prawda nie zmieniła ani nie naprawiła ale dała mi taką świadomość, że przestałem doszukiwać się przyczyn pewnych rzeczy, tam gdzie nie warto oraz pozwoliła usuwać stopniowo owo niepotrzebne, nabyte poczucie winy...
              • czita88 Re: wstrząs 05.08.12, 14:32
                Hmmm no miło mi :), ale i bardzo głupio, gdy czytam Wasze pochwały. Tym bardziej, że nie to miałam na celu pisząc, robiłam to przede wszystkim (a może wyłącznie) dla siebie, pomaga mi to (na pewno w danej chwili, a może i długofalowo...). Poza tym, hmmm, no Wy wiecie o co chodzi, przynajmniej próbujecie zrozumieć (jasne, że nie wszyscy, czego tu czasem też doświadczałam), a w życiu ciężko jest się zwierzać i poruszać tak intymne problemy, gdy ma się wrażenie, że odbiorca i tak z góry wie swoje (b. częste !!!) lub że odbierze nas jak kosmitę :-( ...
                No i anonimowość.
                • brz_a_sk Re: wstrząs 05.08.12, 21:32
                  to nie pochlebstwa,
                  dobrze jedziesz
                  trzymaj się mocno
                  wytrwaj jak najdłużej
                  a potem zawsze wracaj na tę drogę

                  masz po prostu trudniej niż inni

                  coś mi przyszło do głowy nie wiem czy zajarzycie dlaczego
                  kiedy ktoś mówi: o jaki grubas, mógłby się odchudzić
                  zwykłam mawiać: jak to łatwe to sam schudnij 2-3kg - masz łatwiej chyba

            • 3bsp Re: wstrząs 06.08.12, 11:12
              ykrastek napisał:

              > 3bsp & brz_a_sk - od Was z daleka bija jakaś niesamowita fascynacja bordami - m
              > imo, że tego nie piszecie nigdy wprost. Potraficie (zwłaszcza 3bsp) dołożyć sol
              > idnie nie-bordom... ale dla bordów macie jakiś taki słabo skrywany podziw w sob
              > ie...

              Nie wiem jak Brz_a_sk ale ja pisze za siebie.
              Pociągnąłeś mnie za jęzor, no to masz.
              Gdybyś wiedział co ja myślę o Tobie, spapranym i innych, to byś się zdziwił.
              Traktuje was jak starszy brat, ale nauczyłem się na sobie, że użalanie się nad wami, to pielęgnowanie w Was iluzji, dlatego jak na starszego brata przystało, czasem przywalę, ale tak serdecznie.
              Wy jesteście jak dzieciaki zagubione w lesie.
              Pewnego dnia z niego wyleziecie bogatsi o doświadczenie.
              Może któryś z was zatęskni za tym, by poznać topografię terenu na którym się poruszacie i staniecie się przewodnikami dla siebie i innych.
              Być może inny nie pomny doświadczeń w wirze życia znowu pobłądzi ( patrz autor), by znajdując drogę znaleźć w sobie również determinację tak wielką, by dążyć do mistrzostwa w wiedzy i świadomości tej topografii.

              Bord to zupełnie inny obszar ludzkiej egzystencji.
              Gdy poznasz go dobrze, nie sposób, aby serce nie pochyliło się nad takim człowiekiem.
              To ludzie KTÓRZY NIE Z WŁASNEJ WINY I WYBORU znaleźli się w czarnej dupie życia.
              Pragną tak jak Ty żyć normalnie, cieszyć się życiem, cieszyć się swym człowieczeństwem, być potrzebnym innym ludziom, dawać miłość i ją otrzymywać, wykorzystywać swoją nieprzeciętną inteligencję w dobrej sprawie.
              Gdyby zły los dał im niepoczytalność, byłoby im łatwiej, ale oni są poczytalni w codziennym życiu.
              Żeby było im trudniej są nadwrażliwi, jakby odarci ze skóry ze wszystkimi nerwami czucia na wierzchu.
              Rozumiesz dlaczego takich ludzi traktuje serdecznie.

              Ja nie znam czity jako osoby materialnej, ale chętnie bym potargował z Panem Bogiem o jej pełne zdrowie psychiczne dając w zamian to, co mogę dać – bo warto.

              Pozdrawiam Ciebie
      • czita88 Re: wstrząs 05.08.12, 15:06
        3bsp napisał:

        > Poczytaj moich starych postów do Ciebie (...)


        Fragment Twojego postu do mnie z 23.06 br:

        "Szkoda, że tak uciekasz przed sobą. Widać, że nie znasz siebie.
        Gdybym był perfidnym czarodziejem, zaczarował bym, abys poznała prawde o sobie na tle innych ludzi.
        Ale miałbym ubaw z twojej zdziwionej geby."

        No i proszę...
        • 3bsp Re: wstrząs 06.08.12, 12:03
          czita88 napisała:

          > 3bsp napisał:
          >
          > > Poczytaj moich starych postów do Ciebie (...)
          >
          >
          > Fragment Twojego postu do mnie z 23.06 br:
          >
          > "Szkoda, że tak uciekasz przed sobą. Widać, że nie znasz siebie.
          > Gdybym był perfidnym czarodziejem, zaczarował bym, abys poznała prawde o sobie
          > na tle innych ludzi.
          > Ale miałbym ubaw z twojej zdziwionej geby."
          >
          > No i proszę...
          >
          No proszę... Zrozumiała jak chciała.
          Czy ty zawsze musisz sie udupiać.

          A może przyszłoby Ci do głowy, że chciałem Ci pokazać coś, co nie przychodzi Ci do głowy
          Chciałem aby czarodziej zaczarował tak, abyś zobaczyła Twoje dobre cechy na tle innych.
          Aby do twej świadomości dotarły złe postawy ludzkie, znacznie gorsze od Twoich a ci ludzie mimo tego, uważają się za świętych.
          Ty jesteś prawdziwa oni fałszywi
          Wiesz, kiedyś pisałem, że w góry chętniej pójdę z bardem niż z niejednym.
          Ciebie bym wziął.

          Czita, po raz drugi kawa na ławę a za trzecim opieprzę.

          A za to co napisałaś to masz ode mnie:

          WAL SIĘ!!!

          Za całość, wdzięk i bezpretensjonalność:

          Trzymaj się i pozdrawiam
      • 3bsp Re: wstrząs 06.08.12, 20:58
        czita?

        chyba w dobrym miejscu umieściłem ten cytat pochodzący z wcześniejszego postu

        "Poczytaj moich starych postów do Ciebie i nie daj się dołować – ludziom także (ty wiesz co to zawiść)."
        A o "przekręconym" czarodzieju już ci zapomniałem.
        • czita88 Re: wstrząs 06.08.12, 21:54
          No jestem. Właśnie mialam odpisywać Ci, dopiero co przeczytałam to, że mam się walić, i chciałam napisać, że nie wiem już zupełnie o co Ci chodzi. Choć teraz przeczytawszy ponownie już wydaje się to jaśniejsze. A post z czarodziejem odebrałam zupełnie inaczej niż miałes na celu, przykro mi. Jacy ludzie są podli to ja wiem, tego nie trzeba mi mówić. Ale to nie pomaga, porównywanie się z nimi. To jak przy zaburzeniach odżywiania pocieszać zakompleksioną kobietę nienawidzącą swojego ciała przez ukazywanie jej chorobliwie otyłej kobiety. To nie działa.
          W to jak źli / samolubni są ludzie nie jest mi trudno uwierzyć (przecież wszystko widzę przejaskrawione), dużo trudniej uwierzyć, że z reguły są dobrzy, że opłaca się z nimi trzymać, a nie trzymać się od nich z dala.

          Sam zresztą widzisz, małą dwuznaczność odebrałam jednoznacznie na swoją i Twoją niekorzyść ("ja jestem zła, do niczego i inni też tak uważają"). Byłam pewna, że o to Ci chodziło, że chciałeś mi dosrać, sprawić, bym zeszła na ziemię.

          A ludzi, którzy mnie (zwłaszcza celowo) dołują staram się unikać, chociaż w sumie nie przypominam sobie wiele takich osób. Raczej trudno zdołować mnie swoją obecnością czy działaniem, łatwiej wkurwić czy doprowadzić do szału. Dołująca jest nieobecność (zainteresowania/uwagi/troski/osoby).

          Może piszę bez ładu i składu, ale jestem wykończona, i wyjątkowo nawet mi się pisac nie chce :)... Pozdrawiam.

          Do niunki 2828:
          To smutne co piszesz :( i najgorsze, że nie wiem co Ci napisac. W pocieszaniu i podtrzymywaniu na duchu jestem beznadziejna :( a do udzielania rad nie czuję się kompetentna, nie jestem właściwą osobą. Mi wciąż było źle i miałam siebie dość, serdecznie dość, teraz uczę się cieszyć z tego co mam, z tego co mnie spotyka i próbuję polubić samą siebie. Nie niszczyć się i nie rozwalać sobie życie. Bo tak naprawdę to sama je sobie rozwaliłam, zmarnowałam tyle szans, popełniłam tyle błędów, że glowa mała, i mam już po prostu kurwa dość :] ! Zrozumialam, że nikt inny mi nie pomoże. Trzymaj się ciepło. Trzymaj się !!!
    • brz_a_sk Re: wstrząs 05.08.12, 01:20
      jeśli z kimś można ciekawie pogadać to jest to fascynujące; na ogól ludzie ciekawi nie są łatwi w obcowaniu; trzeba chcieć; o bordzie można bardzo duzo się dowiedzieć i jest to pouczające, odkrywcze wręcz; ale najciekawsze jest uczenie się od borda - to ludzie często o nieprzeciętnej inteligencji; mnie sprawia przyjemność właśnie rozmowa;
    • hu.i Re: wstrząs 05.08.12, 22:09
      dobry..dołączam się do pochwał..spoko wnioski...Tobie powinny wyjść na dobre, reszta musi sama do nich dojść..chcesz możesz w tym pomóc.mogłabyś przybliżyć kulisy powstawania tych wniosków, analizowania przeszłości? czy przyszło to naturalnie? czy może miało miejsce w Twoim życiu jakieś gwałtowne wydarzenie, jak to bywa przy wstrząsach?w końcu wstrząs.
      • czita88 Re: wstrząs 05.08.12, 23:47
        Bry :).
        Tak wyszło. Przedtem osiągnęłam moralne dno, dostałam za swoje (za swoją bezmyślność, rozpustę, egoizm), przeżyłam kolejne straszne doświadczenie (ale to nie ono sprawiło, że zaczęłam widzieć inaczej). Po tym już nic nie miało sensu i znaczenia, i nie było takie jak przedtem, i nagle dostrzegłam małą malutką szansę, taki bodziec, ale nie chciałam znowu bezmyślnie się w coś rzucać, musiałam zbadać, chciałam przypomnieć sobie jak to było i dlaczego, jak to się wszystko zaczęło. Chciałam sobie przypomnieć, a zobaczyłam zaprzeczenie tego co pamiętałam. I to co opisałam. Nic gwałtownego się nie wydarzyło. Wstrząs miał m-ce w mojej głowie. Poza tym spokój.

        Btw polecam każdemu pisać pamiętnik. Kiedyś myślałam, że to taki mój odchył, skutek uboczny samotności, i strata czasu (czasem schodziły i ze 2-3 godziny na jeden wpis ;)). Ale okazało się zupełnie inaczej. W pamięci wszystko się zaciera i plącze, panuje chaos. W pamiętnikach jest chronologia, są szczegóły, emocje i fakty (choćby sobie przeczyły). Błędy, wady i mechanizmy wyraźne jak na dłoni, nie do usprawiedliwienia czy zbagatelizowania. Znowu piszę :P.
        • hu.i Re: wstrząs 06.08.12, 08:45
          no to tak wyszło czy przeżyłaś kolejne straszne doświadczenie?..aż tak są na porządku dziennym te straszne wydarzenia, że nie mają wpływu? pytam, bo moja dalsza znajoma doszła do takich samych wniosków (zbiegiem okoliczności też czyta teraz pamiętniki). tylko, że ona zaczęła to robić po tym jak dostała bolesną karę od losu za swoje postępowanie. też cały czas myślała, że jest na moralnym dnie..do póki nie upadła jeszcze niżej. takie informacje o konkretnym wydarzeniu mogłyby pomóc innym paniom bpd..wiedziałyby czego unikać albo jak nisko muszą upaść i się upodlić, żeby przejrzeć na oczy. samo "już wiem" nikomu nic nie daje. tym bardziej, że wcześniej już czytałem podobne deklaracje..a nawet szkodzi, bo można znowu obrosnąć w piórka od tych pochwał na wyrost.zobaczymy. kibicuję wam obu
    • niunka2828 Re: wstrząs 06.08.12, 19:42
      czita88--ja analizowalam wszystko, probowalam zmieniac zycie, zmieniac siebie... i doszlo do pierwszej proby samobojczej(planowanej, bo wczesniej tez chcialam umrzec ale np w czasie furii)oczywiscie braklo mi odwagi...
      jestem pare schematow dalej niz Ty, ale i tak uwazam że stoje caly czas w miejscu...albo inaczej - odpierdziela mi coraz bardziej. Zapewne jesli to sie nie zmieni to dojdzie do samobojstwa, ktorego boje sie....boje sie jak cholera, ale jestem tak nieszczesliwa...cigle mam poczucie upokorzenia, bezsilnosci...wobec zycia, ludzi, wobec samej siebie. Trace zycie uzalajac sie nad soba, nie zasluguje na nie, nie zasluguje na to co mam. Tak właśnie czuje. Jedyne co moge to zagluszac swoje mysli-alkoholem, tabletkami, praca, rozmowa.
    • brz_a_sk Re: wstrząs 23.11.13, 19:16
      czasem coś chcę tu wstawić - TU znaczy na forum

      to niech dziś będzie u czity

      www.youtube.com/watch?v=wO_lA6hV1Ag
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka