Dodaj do ulubionych

Czy tak w ogóle można żyć ?

30.03.09, 20:32
Powiedzcie proszę.. Czy tak w ogóle można żyć ?
Czy można żyć z borderline i codziennie nie pragnąć śmierci ?
Nie chce mi się wierzyć w to, że tak można po prostu z tym żyć..
To jest koszmar, nie życie..
Nie mając nikogo, będąc zostawionym przez jedyną, ukochaną osobę, nie mając nadziei już na nic..

Proszę odpowiedzcie mi.. Czy można żyć, po prostu żyć będąc BPD, a przy tym nie błagać codziennie jedynie o śmierć ?
Obserwuj wątek
    • cipiciunka Można żyć... 30.03.09, 20:56
      bo wiemy, że tak naprawdę my zostawiamy. Najczęściej nic nie robimy
      żeby temu przeciwdziałać, czyli walczyć z samym/samą sobą. Mi lżej
      zyje się z tą świadomością. Ja zaczęłam walczyć z samą sobą i może
      mi się nie udaje ale lepsze to niż w jakimś odrętwieniu myśleć, że i
      tak nic mi się nie uda. Bywam załamana, za chwilę cieszą mnie jakieś
      pierdoły a potem ... i znów tak w kółko. Wyciskajmy z tych chwil na
      górze ile się da, chociaż czasem - przynajmniej mi - głowa pęka od
      nadmiaru emocji i duszę się :) Do tego też można się przyzwyczaić.
      Ludzie jak szczury przystosowują się do życia, nawet w najmniej
      sprzyjających warunkach.
      Najlepsze co mi się w życiu przytrafiło to wypadek samochodowy.
      Gdy kiedyś chciałam to wszystko zakończyć z własnej woli nie bolała
      mnie tak myśl, że to jest nieodwracalne.
      Gdy traciłam przytomność połamana - nie z własnej woli - pomyślałam,
      że ktoś odbiera mi coś cennego. Nikt z Nas nie chce tak naprawdę
      odchodzić.
      I trzeba w o ł a ć!!! - tak aby ktoś mógł nas usłyszeć i mógł coś
      dla Nas zrobić. Nigdy nie jesteśmy sami. Zamykamy się w środku.
      Tylko tyle...
      • xnobodyx Re: Można żyć... 30.03.09, 21:39
        Problem w tym, że nie ma kogokolwiek do kogo można by "wołać", kto mógłby coś
        zrobić..
        Nie ma nikogo.. Nikogo.

        Walczyć ze sobą.. Ale jaki ta walka ma sens, kiedy nie ma nic, dla czego warto
        byłoby trwać..
        Tak, to prawda - Nikt z Nas nie chce odchodzić. Ja też nie.. Tylko, że życie
        jest i już zawsze będzie koszmarem..
        • cipiciunka Re: Można żyć... 30.03.09, 22:20
          Może za dużo o tym myślisz... albo masz doła. Rozpamiętujesz złe
          przeżycia lub coś w tym rodzaju? Wiesz ... niewiele o Tobie wiem i
          trudno dostrzec Twojego światełka w tunelu, jakiegoś punktu oparcia.
          Kogoś straciłeś?
          • xnobodyx Re: Można żyć... 31.03.09, 02:08
            Płci żeńskiej jestem :)

            Ukochany, jeden jedyny, z którym byłam zaręczona..
            Zostawił mnie, bo nie miał już siły na moje zachowania, ataki, wybuchy.. Nawet
            po rozstaniu zarzekał się, że kocha..
            Minął może miesiąc, a On ma już nową, normalną dziewczynę. Wszelkie nadzieje,
            jakikolwiek sens trwania na świecie i istnienia, całkowicie przepadły.. Mimo
            zapewnień, że jeśli nie ja, to nigdy z nikim nie będzie, to ma już po tak
            krótkim czasie nową wybrankę.

            Kiedyś widziałam sens w tym by walczyć ze sobą, walczyć każdego dnia, by dalej
            żyć.. Właśnie po to by być z Nim, bo kochałam, kocham nadal.

            A teraz ? Jaki sens ma walka ze sobą ? Jaki sens ma cokolwiek ?
            Po co to wszystko ? Jest jakiś sens w tym, by żyć, cierpieć i walczyć ze sobą,
            gdy nie ma się nikogo ani niczego, co byłoby czegoś warte ?
            • sysunia83 Re: Można żyć... 31.03.09, 03:43
              Musisz walczyc,zeby zapewnic sobie lepsze jutro.Mi sie rozpadly juz dwa zwiazki
              prawie 4 letnie,w tym drugim bylismy 3 miesiace przed slubem,on tez mial
              dosc,choc tez nie byl bez winy.Odszedl,zarzekal sie,ale znalazl inna i cieszyl
              sie szczesciem.Ja potem poznalam kolejnego partnera z ktorym jestesmy ponad 3 i
              pol roku,zareczeni od prawie 2 lat i to ja sie zastanawiam nad rozstaniem,bo
              widze,ze sie meczy.Choc zarzeka sie ,ze chce pomoc to ja mam watpliwosci,bo nie
              chcialabym aby byl nieszczesliwy.Jesli sie kogos kocha,a widzi sie ,ze jest nie
              szczesliwy to najlepsza rzecza jaka mozemy zrobic dla tej osoby jest pozwolic
              jej odejsc.Wiem,ze to nie latwe,ale w raz z kolejnymi doswiadczeniami czlowiek
              sie uczy.Mowie ci to jako doswiadczona juz osoba przez los i zycie.Walczylam po
              tamtych zwiazkach o swoje zycie,mysli,walczylam z moim najgorszym wrogiem,czyli
              ze soba...Musisz walczyc i masz o co,przytoczylam te przyklady zebys
              zobaczyla,ze nie jestes z tym sama,zebys zobaczyla,ze warto walczyc,bo napewno
              poznasz kogos w zyciu,moze sie zakochasz i co dalej?Teraz jest dobry moment w
              twoim zyciu,abys przemyslala pewne sprawy i zaczela patrzec z boku na swoje
              zachowanie i ocenila sie obiektywnie.Jak to zrobisz to zacznij cos zmieniac w
              swoim zyciu,bo znow kogos poznasz i moze sie okazac,ze nastepny tez nie da
              rady.Dlatego warto walczyc o siebie,swoje zycie,swoje lepsze jutro...Nie
              jestesmy ludzmi latwymi we wspolnym zyciu i nie mozna miec pretensji,do kogos,ze
              od nas odszedl,bo prawda jest taka,ze ciezko z nami czasem wytrzymac.To,ze mowil
              iz nie bedzie innej nie znaczy,ze klamal.Na dana chwile napewno tak myslal,ale
              zobaczyl ze w zyciu mozna miec normalny zwiazek,poznal kogos i takiego
              zapragnal.Wiem co czujesz,bo juz to przeszlam,wiem ze jest to bardzo przykre,ale
              tez nas czegos uczy-pracy nad soba.Od tego zalezy to czy bedziesz umiala w
              przyszlosci ulozyc sobie zycie,najwazniejsze jest jak to zrobisz.SENS jest
              jeden,dalsze zycie,bo napewno spotkasz w zyciu kogos kogo pokochasz(nie mow ze
              nie,bo to znam)i chyba nie chcesz sie wiecej bac,ze przez twoje zachowanie znow
              ktos odejdzie.Niech to bedzie najlepsza motywacja dla ciebie,chec stworzenia
              normalnego zwiazku od ktorego mezczyzna nie bedzie uciekal.Nie mowie,ze jestem
              idealna,ale juz to przeszlam dwukrotnie i pracuje nad soba kazdego dnia,chwytam
              sie kazdej mozliwosci zmiany zachowania i poprawy zdrowia,bo nie chce byc
              sama.Nasz syndrom nie jest latwy do ogarniecia,ale trzeba pracowac
              przedwszystkim nad soba i swoim zachowaniem.
              • xnobodyx Re: Można żyć... 31.03.09, 20:18
                Dzięki wielkie.. Chciałabym się zakochać w kimś, kto byłby ze mną na dobre i na
                złe, już na zawsze.. Prawda jest taka, że strasznie potrzebuję Miłości..
                Ale jak na razie nie jestem w stanie przestać Go kochać.. Kochać i nienawidzić..
                Chcę zapomnieć, chcę by dla mnie nie istniał, staram się.. Tylko nie wychodzi..
                Zastanawiam się tylko czy kiedyś będę w stanie wyrzucić Go z moich ciągłych
                myśli, zapomnieć.. Czy to w ogóle jest możliwe, żeby tak po prostu zacząć
                wszystko od nowa już bez Niego ?
                Zastanawiam się czy istnieje ktoś, kto kiedykolwiek byłby w stanie kochać mnie i
                pragnąć mimo tego wszystkiego co jest we mnie i co robię.. Teraz nie chce mi się
                wierzyć w to, że ktoś taki kiedyś się znajdzie.. Ale chciałabym, to prawda..
                • sysunia83 Re: Można żyć... 31.03.09, 22:16
                  Jest napewno ktos taki i napewno sie znajdzie,ale jak ty dojdziesz do siebie
                  emocjonalnie po tej stracie.Nikt nie kaze ci zapomniec,bo nawet sie tak nie
                  da,czas leczy rany i to prawda,botrzeby tylko jego by uczucia zaczely gasnac.Nic
                  nie ma od rzu,pewnie potrwa to troche,ale z kazdym dniem bedziesz uczyla sie zyc
                  bez niego,z kazdym dniem bedziesz stawala sie wolniejsza od przeszlosci i tego
                  co bylo.Z kazdym dniem bedziesz bardziej gotowa na to,co ma nadejsc jutro.I tego
                  ci zycze.Glowa do gory,kiedys przyjdzie sloneczko,zobaczysz,ale pracuj nad soba
                  i nie przestawaj-to podstawa,bo to zaprocentuje w przyszlosci tym,ze ktos bedzie
                  w stanie z toba byc i ,ze ty bedziesz umiala z kims byc:)Pozdrawiam.3maj cie
                  cieplutko i nie watp w to,ani w siebie:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka