Dodaj do ulubionych

miłość na odleglość a bpd

03.04.09, 22:17
Zastanawiam się,jak myślicie czy to jacy jesteśmy, mam na myśli naszą
impulsywność i zmienność oraz wyjątkową wrażliwość na odrzucenie, uniemożliwia
miłość na odległość.
Wiadomo, że taka miłość jest trudniejsza niż inne i czy przypadkiem bpd jej w
jeszcze w jakiś sposób nie utrudnia.
Czy ktoś ma doświadczenia z taką miłością i może o niej opowiedzieć??
Obserwuj wątek
    • xnobodyx Re: miłość na odleglość a bpd 05.04.09, 03:23
      Doświadczenie.. Byłam ponad 19 miesięcy w związku Warszawa - Poznań.
      Dwa miesiące temu mój Ukochany mnie zostawił. Nie dał rady, nie miał siły dalej
      znosić tego co ja wyprawiałam.
      Wszyscy, którzy nas znali byli pewni, ze mimo odległości nasz związek jest już
      zawsze i na zawsze.. Bo tak miało być, miało !
      Przyjazdy do siebie nawzajem, setki godzin rozmów..
      Ale jednak..

      Miłość na odległość jest trudna dla normalnych związków.. Ale może przetrwać..
      Miłość z BPD jest trudna, ale też może przetrwać..

      Ale Miłość z BPD na odległość była zbyt trudna.. Przynajmniej dla mnie i dla
      Niego była zbyt trudna.
      Moim zdaniem to jest nie do przejścia, po tym jak przekonałam się na sobie.. On
      odszedł, nigdy nie wróci, nigdy nawet Go nie zobaczę już..
      • marciatko84 Re: miłość na odleglość a bpd 05.04.09, 10:26
        dzięki za odpowiedź:)
        Ja się łudzę, że może jednak się jakoś nam uda. Odległość też jest spora bo 400
        km, ale na szczęście mamy perspektywę, że za 11 miesięcy będziemy mogli mieszkać
        razem (jak tylko moje studia na to pozwolą).

        xnobodyx napisz jeśli możesz co wyprawiałaś i czego on nie wytrzymał, co
        stanowiło największy problem?

        U mnie na pewno jest taka niepewność czy on mnie nie odrzuci. ten lęk powoduje,
        że wszystko biorę do siebie. Mimo, że mój mężczyzna okazuje mi wiele miłości, mi
        jest trudno wierzyć, że mnie w ogóle można kochać. Problem jest we mnie wiem że
        muszę się hamować w takim myśleniu.
        • xnobodyx Re: miłość na odleglość a bpd 05.04.09, 17:32
          Odległość podobna, bo między nami było 350 km. Kiedy zaczęliśmy być razem to od razu było pewne, że On niedługo przeprowadzi się do Warszawy.. Miało to być najpierw za pół roku, a później tylko dochodziły kolejne miesiące, bo jeszcze trochę czasu potrzeba żeby się przeprowadzić.. I ja czekałam.. Czekałam aż w końcu wszystko się posypało i się nie przeprowadził..

          Co jest najgorsze ? U mnie przede wszystkim zazdrość o wszystko co robi. Niewiedza co dokładnie robi, gdzie, z kim.. Wtedy od razu czułam się odrzucona.. Mój straszny ból, łzy..

          Kiedy zaczynałam się wściekać albo robiłam mu awantury to nijak nie dało się tego załagodzić. Przez telefon czy na GG to było strasznie trudne (Chociaż On chyba tak naprawdę nie wiedział jak to załagodzić i chyba nawet nie chciał wiedzieć.. A ja nie potrafiłam w takim momencie sama przestać..)
          Na żywo jest zupełnie inaczej, zawsze możesz się przytulić, załagodzić wszystko jest łatwiej..
          Lęk przed opuszczeniem był potworny. Ze strachu przed tym, że mnie zostawi czasem w ogóle nie mogłam funkcjonować..

          Przez pierwsze pół roku było pięknie, mimo tej odległości. Zaręczyliśmy się.. Byłam z Nim szczęśliwa, mimo że często zupełnie nieświadomie mnie ranił i tak dalej.. Ale później już tylko było coraz gorzej ze mną, coraz gorzej ze wszystkim, aż w końcu nie wytrzymał. A ja będąc 350 km od Niego, już nic nie mogłam zrobić..


          Rozmawiajcie dużo. U mnie po pewnym czasie sporej ilości tych rozmów zabrakło, przez co On nie mógł kompletnie mnie zrozumieć, ja przestałam rozumieć Jego..


          Ale życzę Wam powodzenia i w żaden sposób nie odstawiajcie jak najszybszego zamieszkania w jednym mieście.
          • ninagarcia Re: miłość na odleglość a bpd 06.04.09, 00:44
            mi sie wydaje, ze dzis to tak w ogole nie ma juz kwestii milosc na
            odleglosc. i sama, i w moim otoczeniu jest sporo zwiazkow z
            odlegloscia w tle. moj facet z bpd tez mieszkal na poczatku bardzo
            daleko. ale tak naprawde to mi sie wydaje, ze najwiekszy problem z
            bpd jest nie odleglosc, a zwiazek w ogole. cecha wiodaca - zwiazki
            niestabilne. ze swojego doswiadczenia oraz z tego,co tutaj
            przeczytalam, - najwiekszy problem jest w momencie zamieszkania
            razem. a czy przyjechal z wroclawia czy z brazylii? jak kazdy
            czlowiek, bpd tez sie mobilizuje, stac nas na slodkie i cieple
            zachowania, przez godzine dziennie (np.w rozmowie telef.) albo 2 dni
            na tydzien (weekend). ta relacja chyba nigdy nie bedzie taka bliska,
            zeby pokazc swoje prawdziwe oblicze - nawet jesli sie mieszka ulice
            obok. dopiero po wspolnym zamieszkaniu poznajemy sie blizej i to
            chyba bpd przeraza, nie mozna juz zyc w mobilizacji 24/24. To brzmi
            mi troche przerazajaco, ale czy oby nie mam racji??
            z mojego doswiadczenia - poniewaz nie wiedzialam co mnie czeka -
            zignorowalam pewne sygnaly zapowiadajace trudne wspolne zycie i
            mocno sie przez to poturbowalam. np. moj eks postawil ultimatum -
            albo sie przeprowadzam do niego albo koniec. kiedy wyrazilam zgode i
            spodziewalam sie radosci - facet zamarl. nie pomogl mi w
            przeprowadzce, bo byl zajety, nie zatroszczyl sie o zadna z moich
            rzeczy, zadna trudnosc - z moim dojazdem do pracy, wjazdem na
            osiedle - nie kiwnal palcem. A ja w to wszystko brnelam. Czy
            dowiedzialabym sie jak trudne jest z nim zycie, dalej dojezdzajac do
            siebie nawzajem w roznych dzielnicach, choc w tym samym miescie? nie
            wiem. Wiem tez, ze zanim sie przeprowadzilam, moje mieszkanie bylo
            jedynym miejscem na swiecie ( a on wtedy w podrozach spedzal 3/4
            miesiaca) w ktorym nie mogl zasnac.. tez to zignorowalam. O tym, ze
            okresowo omijał jedzenie, ktore kupilam w lodowce/ugotowalam i
            stworzyl wlasna polke - tego tez nie dowiesz sie , mieszkajac
            osobno, chocby nawet w tym samym bloku..
            wiec mi sie wydaje, ze nie ma co glowic sie nad zwiazkiem na
            odleglosc, tylko na to jak razem zyc, pielegnowac zwiazek, szanowac;
            • czita88 Re: miłość na odleglość a bpd 09.06.09, 10:33
              "Wiem tez, ze zanim sie przeprowadzilam, moje mieszkanie bylo
              jedynym miejscem na swiecie ( a on wtedy w podrozach spedzal 3/4
              miesiaca) w ktorym nie mogl zasnac.. tez to zignorowalam. "

              A co to może znaczyć ? :( Mój też ma problemy ze snem, u mnie
              często zasypia, ale gdy z góry wiadomo było że miał u mnie nocować
              to wtedy jakoś nie mógł. Parę razy nocowaliśmy razem w hotelu i też
              nie mógł spac, oglądal tv, albo go "nosiło" (np. w środku nocy brał
              prysznic itd). Jak mam to interpretować ??

              Jeszcze jedno - czy dobrze zrozumiałam z Twojego postu że oboje
              mieliście bpd?
              • ninagarcia Re: miłość na odleglość a bpd 09.06.09, 12:27
                nie, ja nie mam. I tylko tyle to oznacza w kontekscie BPD, choc
                swoje korby z pewnoscia jakies mam... Nawiazuje tutaj do
                pojawiajacych sie podzialów BPD i normalni. To tak apropos.
                Wracajac do watku - Ja dzis to interpretuje w ten sposob, ze byl to
                paniczny lek przed bliskoscia. Albo utrata kontroli. Albo - jak
                niektorzy nazywaja - perfekcjonizm, czyli dazenie do idealnych =
                takich jak JA chce - warunkow. On z calej sily chcial byc ze mna i z
                taka sama sila sie tego obawial. Wprowadzal sie o 20ej, po to aby z
                obledem w oczach - martwe spojrzenie, rozszerzajaca i zwężające się
                żrenice - wychodzic w 1minutę o 5 ej nad ranem. Tego przerażonego
                spojrzenia nie zapomnę do końca życia.
          • marusynia Re: miłość na odleglość a bpd 22.08.09, 10:51
            Byłam w związku na odległość ponad trzy lata. Dystans między nami był NIECO
            większy niż z waszych opowieści...3500km!!! On nawet nie był Polakiem, poza tym
            był dużo starszy (mam skłonności do wybierania dużo starszych partnerów). Trudno
            mi jest określić czy faktycznie takie związki nie mają szansy przetrwać, napewno
            racja jest taka że są MEGA trudne zwłaszcza dla osób cięrpiących na borderline.
            Przecież najważniejsze jest zaufanie (zresztą jakby niewykonalna sprawa) a na
            odległość trudno poznać drugą osobe i czuć się bezpiecznie zwłaszcza kiedy od
            samego początku jest ta odległość. Ja bardzo wierzyłam ze przetrwamy MIMO
            WSZYSTKO co odwalałam a jednocześnie jakby sama dążyłam do tego żeby mnie
            zostawił testując jego wytrzymałość. Wszyscy sie dziwili ze tak długo
            wytrzymalismy a na koniec obwiniali mnie za to że sprawa została zakończona, nie
            dziwili mu sie...ja też sie nie dziwie. Lecze się od ponad pół roku, to moja
            druga terapia w życiu, piersza była pomyłką bo całą sama pokierowałam i
            zmanipulowana. Teraz wiem ze nie ma sposobu, musze się leczyc i musze się
            otworzyć CAŁKOWICIE przed moim psychoterapeutą mimo ze uważam to za absolutnie
            niewykonalne i przerażające! Wiem też ze dopóki sama nie stwierdze że jestem
            gotowa, nie chce się znów wiązać. Nikt nie zasługuje na takie traktowanie jakie
            potrafie zafundować. Ważna jest też jedna sprawa, partner musi wiedzieć o
            chorobie i bardzo ważne żeby przyjął do wiadomosci ze tak jest a nie tłumaczył
            że to bzura. Oczywiście osoby chorej nie może to usprawiedliwiać. Moi partnerzy
            uważali za wymyśliłam sobie chorobe i "przesadzam"...jejku, ile razy w zyciu
            słyszałam,że przesadzam. Rozpisałam się. Czego moge życzyc? Nadziei chyba.
            Zawsze musi być nadzieja.

            Pozdrawiam
    • marciatko84 Re: miłość na odleglość a bpd 08.06.09, 22:59
      BEZ SZANS!!!
    • adroma Re: miłość na odleglość a bpd 22.07.09, 18:43
      Pół roku temu poznałem przez internet dziewczyne z BPD. O tym że to
      ma wiem dopiero od kilku dni. Przez te pół roku przeszedłem gehennę.
      Nie wiedziałem czy jest obłąkana, opętana. Sam przyznam się byłem
      bliski obłędu . Mówi kocham, za 5 minut s.... - i te nieustające
      przekleństwa, a wie że tego nie znoszę. Na początku podejżewałem że
      jakis dowcipniś podpiął sie do sieci Gadu-Gadu i miesza. Ale okazało
      sie inaczej. Spotkałem się z nią kilka razy (intymnie też). W cztery
      oczy wiem że blokowała Swoje zapędy do ataku i było cudownie. Lecz
      na GG zrównała mnie z ziemią, a może i jeszcze bardziej. Kocham ją
      bardzo i chciałbym pomóc. Nie ukrywam, że boję się. Już kilka razy
      po jej listach włosy stanęły mi dęba i nie mogłem zasnąć przez
      tydzień. Mówcie co chcecie, nie jestem strasznie wierzący, ale
      KORONKA uratowała mnie psychicznie na jakiś czas. Teraz moja Miłość
      jest obrażona. Ubzdurała sobie że w nocy rozmawiam z kimś na GG, a
      Ją zaniedbuję kiedy wiem że w tym czasie śpię jak zabity. Plusem
      jest to że o mnie pamięta i nie skreśliła mnie całkowicie z listy,
      lecz niestety szuka następnego idola. W moim odczuciu BPD jest czymś
      niesamowitym (nie powiem że to cud). Jest to czyste oddzielenie
      DOBRA i ZŁA bez żadnego zakłamania. Fascynujące ale tak
      niebezpieczne że aż strach. jak do mnie czasami pisze ciarki mnie
      przechodzą. Kocham postaram się wytrzymać. Ile? nie wiem.
      A najgorsze w tym wszystkim jest to że Moja Miłość cytowała elementy
      strony o BPD jako Swój argument inteligencji (jest bystra)- czyli to
      czytała i zna problem. Zabija innych z premedytacją ?
      • vbs Re: miłość na odleglość a bpd 25.08.09, 21:23
        jest możliwa:)wiec próbujcie:)
        • marciatko84 Re: miłość na odleglość a bpd 27.08.09, 20:25
          chciałam się podzielić takim własnie pozytywnym doświadczeniem:)
          przeżywam taką miłość na odległość i chyba z dnia na dzień mniej się boję. Choć
          doskonale wiem jak funkcjonuje moja psychika i że czasem powracają demony, które
          "podpowiadają złe obrazy". Pół roku za mną, jeszcze pół i wreszcie będę razem z
          Nim. Wakacje, które spędziliśmy razem (2 miesiące) pozwoliły mi przekonać się,
          że nadal potrafię z kimś żyć. Nie opowiadam oczywiście o niesamowitej sielance,
          bo zdarzały się jakieś konflikty, udało się jednak jakoś przebrnąć zwycięsko.
          Wiem teraz doskonale, że w relacji z drugim człowiekiem mimo pewnych własnych
          zaburzeń można starać się nie ranić go.
          Teraz wróciłam do domu i trochę się boję tego oddzielenia, ale wiem, że
          prawdziwa miłość może przetrwać. Osobowość borderline nie jest w stanie jej
          zniszczyć, jeśli tylko staramy się nad sobą pracować:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka