matheos2
24.08.07, 19:05
No i po tygodniu od powrotu z raju, nadszedł czas, żeby się trochę
podzielić z Wami tym co widziałem, czułem, smakowałem... Nie
dorównam tu Barbelkowi, ale kapkę może wniosę.
W tym roku jak zwykle 2 tygodnie podzielone na plażowanie i
zwiedzanie. Trzeba trochę się pobyczyć i wyluzować po polskiej
gonitwie, żeby później brać garściami...
Pierwsze dni słońce leżaki, muzyka z pobliskiej taverny, lunch gdzis
ie da, najlepiej w nowym koilejnym miejscu. Wieczorami do Xanii na
kolację do Tamam i takiej kapitalnej knajpy w porcie ale za Meczetem
Janczarów, przy własnie świeżo otwartch targach kreteńskich. Miody,
sery, wina oliwa i tyle przepysznych rzeczy, pachnących słońcem.
Wizyty u naszego ulubionego jubilera, nowe komboloi z gałki
muszkatołowej tym razem. Sklep Giorgosa z płytami równiez
wielokrotnie odwiedzony, nowe płyty dvd, sprawdzane u Małgosi i
Bartka przy piwie (w tamtym roku kupiłem jedną i nie działała,
kompletnie była pusta, ale Giorgos wymienił i odesłał)
Pierwszy dzień zwiedzania rozpoczęliśmy od Falasarny (ruiny)
ciekawe, choć skalne twory ciekawsze. Jeszcze tego samego dnia po
zimnym Amstelu w Tavernie dostaliśmy się drogą lądową na Balos...oh
pieknie, bajkowo, kolorowo lagunowo, że dech zapierało. Zejść nie
tak trudno, widoki wynagrodzą wszystko, wejść dramat, niezliczone
ilości schodów na prawą nogę (zakwasy po tygodniu, że ho ho). Zimne
piwo po podejściu (prowadził mój przyjaciel, nie tak żebym spożywał
i prowadził...)
Drugi dzień Plakias (ryba w porcie doskonała), Moni Preveli Piso i
Kato. Nigdy tam nie byłem, ale warto... Jeszcze gdzieś pojawił się
Moni Profitis Ilias, zagubiony przy drodze, drzemiący wśród drzew,
skwierczący słońcem południa. Aby dostać się do Plakias przejeżdżamy
przez Kotsifou Gorge, ładny widok szczególnie z perspektywy drogi z
gór.
Podróż do Moni Katoliko i Gouverneto, przez piękne gaje oliwne z
pniami jak prawie nasz dąb "Bartek". Niestety zakaz fotografowania w
środku, całe szczęście, że byłem przed 12 bo w południe zamykają
(widziałem dużo turystów, którz zapukali do zamkniętych drzwi).
Wyskoczyłem tylko na chwilkę w Moni Agia Triada, żeby kupić oliwę
mnisią, będzie na długo u mnie w domu, strzeżona, jak jakaś
tajemnica, głeboko w szafce w kuchni.
Dostaliśmy się jeszcze tego dnia do Marathi, gdzie strzeliła nam
guma w naszym super PUNTO. Troche potu przy zmianie koła (chi chi
też prawie nie miało powietrza)i na cmentarz nad Sudę. Kurcze zginął
1 Hindus i o nim napisano, ale Polaka zakwalifikowano do innych.
Szybko wróciliśmy do domu i po oblucji itd wstrzeliliśmy sie w mega
korek do Xanii na koncert. Pełna widownia dreszcz emocji, chociaż
troszkę się rozczarowałem...Xaris chciała pokazć moc swojego głosu,
oj chciała... Druga część znacznie bardziej dla mnie, sala śpiewa,
klaszcze super, coś niesamowitego. Potem już tylko wydostać sie z
parkingu. Pali mi sie sprzęgło bo ktoś zaparkował w taki sposób, że
z chińskiego Boga nie można wyjechać. Ludzie klną samochd mądrego
delikwenta już maksymalnie pobijany na zderzaku (trzeba było mysleć)
W sumie po 1godz 20 min wyjechaliśmy na drogę uffffffffffff.
Następny dzień to Almirida, ruiny chrześcijańskiego kościoła z
mozaiką. Postój w pobliskiej miejscowości Kalives. Uroczy kościół i
stara wytwórnia oliwy w centrum. Siadamy w Kafeterii pod Platanem,
frape metrio me gala kie frape me paghato - boskie, starzy Grecy,
scisk na skrzyżowaniu, po przeciwnej stronie ulicy rzeźnik za ladą,
a tu spokój i chłód spływającej w przełyk kawowej masy...
CDN