Dodaj do ulubionych

Ionian Tour 07

10.09.07, 20:35
W dniu wczorajszym zakończyłem najbardziej udany spośród moich dotychczasowych
wyjazdów do Grecji.
Ambitny plan nie został zrealizowany w 100% częściowo (w większości) z powodu
braku jakże cennego na takich eskapadach czasu, a częściowo (Itaka) z powodu
dezinformacji samych Greków (bo cóż za różnica czy coś jest w czwartek, czy w
poniedziałek wink) ).
Efekt 17-to (nawet 18-to) dniowego wyjazdu to prawie 5300km przejechane autem,
przeszło 500 zdjęć i wrażenia, które są bezcenne.
Wkrótce postaram się sklecić opis wyprawy (jeśli takowy chcecie), zdjęcia zaś
wrzucę do jakiejś galerii na www.
Obserwuj wątek
    • barbelek Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy 10.09.07, 21:21
      Już się nie mogę doczekać
      • tomaszkozlowski1 Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy 10.09.07, 22:16
        Popieram Barbelka- taka wyprawa to musiały być rewelacyjne
        wrażenia smile
        Czekamy smile
        • m.c.r Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy 10.09.07, 22:51
          Zabiorę się więc za pisanie i zdjęcia. Mam nadzieję, że do weekendu pojawi się
          pełen opis smile
          Szkoda, że czas tak szybko płynie i nie pozwala zrealizować wszystkiego, co się
          zaplanowało sad
          Pożary, o których tyle pisze Tomek, są przerażające. Peloponez wygląda w
          niektórych miejscach strasznie. Przejeżdżaliśmy przez pogorzeliska (ruchem tam
          steruje policja) na drodze Epidavros - Navplio. Ogień pojawił się też pod sam
          koniec naszego pobytu na Kefalonii - cały dzień gaszony był przez dwa samoloty.
          • bebiak Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy 10.09.07, 23:39
            m.c.r napisał:

            > Zabiorę się więc za pisanie i zdjęcia.

            Grigora, grigora smile))
            Ja już się duszę - szczególnie na Kefalonię i Ithakę czekam.
            I na dużo, dużo zdjęć, szczególnie z tych dwóch wysp, bo z jońskich
            mi najbliższe, bo byłam tam bardzo, bardzo szczęśliwa.
            Nie pozwól mi się udusićsmile
            Filia polla. B.
            • m.c.r Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy 10.09.07, 23:49
              Itaki niestety nie uraczysz u mnie sad strasznie mi jej szkoda. Wybraliśmy się we
              wtorek do Argostoli po zakup wycieczki na tę wyspę i niestety. Mimo wcześniejszy
              zapewnień, że jest ona w czwartek okazało się, że zmienili terminy na
              poniedziałek (a w piątek wyjeżdżaliśmy). W Fiskardo podobnie. Wszyscy organizują
              tam wycieczki w poniedziałki. Ponieważ nie znalazłem promu (albo raczej biletów
              na takowy) który mógłby przetransferować mnie wraz z autem na Itakę,
              odpuściliśmy ją (niestety) sobie. To jedno z trzech miejsc (obok Koryntu wraz z
              okolicami i Meteorów), których nie widzieliśmy, mimo planów ich odwiedzenia sad(((
              • bebiak Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy 11.09.07, 00:26
                m.c.r napisał:

                > Itaki niestety nie uraczysz u mnie sad strasznie mi jej szkoda.

                Ojjjj, jaki wielki ból - wszak tak pięknie jest realizować nasze
                marzenia a Ithaka naprawdę piękną wysepka jestsad((
                Za moich czasów codziennie z Sami pływały takie półotwarte i w
                sumie niewielkie prom - nimi można się było przemieszczać do woli
                pomiędzy tymi wyspami, z autkami również: z Sami do malutkiego na
                Ithace porciku Piso Aetos i z powrotem. Mnei z kolei w biurach
                promowych wszędzie wciskali kity, że na Ithakę pływa się tylko do
                Vathi (stolica) a to jakieś nieporozumienie, bo z Kefalonii trzeba
                mnóstwo Ithaki opłynąć decydując się na Vathi od razu, podczas gdy
                do Piso Aetos prosto i króciutko, na a potem autkiem wio...
                Echhh.... Grecy, Grecy..
                Pozdrawiam czekając na Kefalonię, szczególnie na moje Fiscardo smile)
                B.
              • bah77 Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy... 11.09.07, 08:52
                Mcr, czekam na Twoje fotki i praktyczne info, które zapewne pomogą
                mi lepiej przygotować kolejną objazdową wycieczkę do Grecji (już za
                2 lata!).
                Szczególnie interesuje mnie: Lefkada, północne wybrzeże Zatoki
                Korynckiej i wybrzeże Peloponezu na wschód od Nafplionu (np. okolice
                Methana).

                Czy zwiedzałeś coś na trasie poza Grecją?

                Pozdrawiam

                bah77
                • m.c.r Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy... 11.09.07, 23:00
                  Witaj bah.
                  Nie ukrywam, że tegoroczny wyjazd (samodzielny) do Grecji był zainspirowany
                  Twoimi podróżami.
                  Co do zwiedzania - niestety. Ponieważ z założenia miał być to wyjazd łączący
                  odpoczynek ze zwiedzaniem zabrakło po prostu czasu na zjechanie z głównych dróg.
                  A szkoda. Z ogromną chęcią poświęciłbym kilka dni na Macedonię, która z
                  nieznanego mi powodu czymś mnie urzekła.
                  W kwestii Lefkady - tylko ją przejechaliśmy. Nasz prom przybył do Vassiliki i
                  przejechaliśmy do Lefkas. Dodatkowo w tym dniu dość mocno padało, co skutecznie
                  zniechęciło mnie do zjeżdżania i robienia zdjęć .
                  Zatoka koryncka - tutaj zrobiliśmy pętle. Przejechaliśmy Korynt (nie miałem
                  żadnej sensownej dokładnej mapy tego rejonu, więc za diabła nie wiedziałem jak i
                  gdzie jechać, żeby zatrzymać się nad samym kanałem i porobić zdjęcia. Może ktoś
                  wie gdzie się udać??) pojechaliśmy w stronę Epidavros (bardzo dobra droga)
                  robiąc pętlę odwrotnie, niż planowałem smile
                  Droga z Epidavros do Navplio też była niezła, choć w jednym miejscu (pewnie
                  Tomek będzie wiedział lepiej) przejeżdżaliśmy przez pogorzeliska, które dopiero
                  co były ugaszone. Mnóstwo dymu, topiący się asfalt i policja sterująca ruchem i
                  poganiająca tych, którzy próbowali się zatrzymywać i robić zdjęcia. Zawiodę Cię
                  kolejny raz, ponieważ na tej trasie praktycznie się nie zatrzymywaliśmy (znów -
                  brak czasu, a trzeba było dojechać aż do Killini w tym samym dniu).
                  Na Peloponez trzeba będzie poświęcić ze dwa dwutygodniowe urlopy. Tam jest tyle
                  cudnych miejsc... Może za dwa lata, za rok planuję Cyklady, tym razem jakąś
                  łodzią...
                  • bah77 Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy... 12.09.07, 10:14
                    Witaj M.c.r!

                    > Nie ukrywam, że tegoroczny wyjazd (samodzielny) do Grecji był
                    > zainspirowany Twoimi podróżami.

                    Miło to czytać. smile

                    > Z ogromną chęcią poświęciłbym kilka dni na Macedonię, która z
                    > nieznanego mi powodu czymś mnie urzekła.

                    A ja planuję dojazd do GR m.in. wzdłuż wybrzeża MNE i AL, choć takie
                    widoki zapewne mnie nie urzekną: wink

                    fotoforum.gazeta.pl/3,0,849563,1,0,91.html

                    > Przejechaliśmy Korynt (nie miałem żadnej sensownej dokładnej mapy
                    > tego rejonu...

                    To duży błąd.
                    Do planowania i zrealizowania wycieczki objazdowej warto nabyć
                    dokładną mapę samochodową (min 1:300.000), która w przypadku GR
                    będzie co najmniej tak dokładna:

                    www.alpha-omegaonline.com/map_greece.htm

                    > Może ktoś wie gdzie się udać??

                    Sugeruję rozpoczęcie zwiedzania Kanału Korynckiego od zatapianego
                    mostu w Isthmii.

                    Pozdrawiam

                    bah77
                    • m.c.r Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy... 12.09.07, 20:06
                      bah77 napisał:


                      > > Przejechaliśmy Korynt (nie miałem żadnej sensownej dokładnej mapy
                      > > tego rejonu...
                      >
                      > To duży błąd.

                      Wiem. Zapomniałem po prostu o mapie Peloponezu smile Kupiłem mapy wysp Freytag &
                      Berndt (choć ponoć greckie Road są dokładniejsze) a o stałym lądzie nie
                      pomyślałem...


                      > > Może ktoś wie gdzie się udać??
                      >
                      > Sugeruję rozpoczęcie zwiedzania Kanału Korynckiego od zatapianego
                      > mostu w Isthmii.

                      A skąd są robione zdjęcia (najczęściej widziane w internecie) samego kanału?
                      Nadmienię, że na pewno jest to most samochodowy i jest on kawałek drogi od
                      kolejowego.
                      • bah77 Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy... 13.09.07, 09:59
                        > A skąd są robione zdjęcia (najczęściej widziane w internecie)
                        > samego kanału?

                        Zapewne chodzi o fotki z mostu drogowego w połowie długości Kanału.
                        Aby na niego trafić, trzeba zjechać przed Kanałem z autostrady na
                        drogę do miasta Korynt i zatrzymać się za mostem.

                        Oczywiście, Kanał można fotografować także z kilku innych miejsc.

                        bah77
                        • m.c.r Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy... 13.09.07, 22:37
                          Wielkie, wielkie dzięki! NA pewno ta informacja przyda się (ale raczej za dwa
                          lata niż za rok, w 2008 uderzamy w stronę Thassos - ponownie - oraz Lesbos).
                          • bah77 Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy... 14.09.07, 00:36
                            Za 2 lata też tam będę - brakuje mi do kompletu jeszcze fotki Kanału
                            od strony Zatoki Korynckiej... wink

                            fotoforum.gazeta.pl/5,6,2944,bah77.html

                            bah77
                            • m.c.r Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy... 14.09.07, 09:48
                              O widzisz, to może się gdzieś spotkamy po drodze smile)
                              A co do zdjęć kanału, to chodziło mi dokładnie o to miejsce:
                              fotoforum.gazeta.pl/3,0,194858,4,10,2944,bah77.html
                              Zdjęcie z wnętrza kanału też musi być interesujące smile
                              • bah77 Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy... 17.09.07, 08:59
                                Bardzo chętnie się spotkam na trasie.

                                Ale chyba o szczegółach tego spotkania pogadamy na wiosnę 2009? wink

                                bah77
                                • m.c.r Re: Opis i wrażenia koniecznie- na to czekamy... 17.09.07, 20:11
                                  Zdecydowanie jestem za wink
                                  Teraz planuję przyszłoroczny wypad na Eginę, Paros i Spetses.
    • m.c.r Dzień 1, 2, 3 i 4 11.09.07, 23:23
      Zdjęcia kończą się zmniejszać, do weekendu trafią więc do galerii.
      Zaczynam z opisem wyjazdu.

      Ionian Tour 2007

      Dzień 1:
      Z Wrocławia wyjechaliśmy dzień wcześniej niż planowałem. Po pracy, około 22
      wyruszyliśmy w stronę Kudowy Zdroju (bardzo lubię to przejście graniczne),
      mijając po 24 Nachod.
      Planowałem jakąś drzemkę w Czechach, biorąc jednak pod uwagę fakt, że
      znalezienie tam jakiegokolwiek Motelu przy drodze jest niemożliwe oraz to, że po
      10 Red Bullach i kilku
      Guaranach spać mnie się w ogóle nie chciało przejechaliśmy Czechy, Słowację,
      Węgry (powinny być wzorem dla wszystkich pod względem oznakowania dróg i ich
      jakości), Serbię
      (chyba lubią Polaków, bo przepuszczono nas jakimś specjalnym wjazdem przez
      granicę bez konieczności czekania w kolejce). W okolicach Vranje miałem dość.
      Ciemno, wszędzie góry,
      trzeba było gdzieś się zatrzymać. Niestety jedyny motel po drodze w miejscowości
      Dżep nie dysponował wolnymi pokojami, dojechaliśmy aż do Macedonii. Tutaj po
      przekroczeniu granicy
      znalazłem jakąś stację benzynową, na parkingu której postanowiłem przenocować.
      Rano ruszyliśmy w stronę Grecji.

      Dzień 3:
      Granicę grecką mineliśmy bardzo sprawnie. Grecy odprawili nas poza kolejką (też
      nas chyba lubią smile) ) i ruszyliśmy w stronę Thesalonik. Po 20 minutach szukania
      miejsca
      parkingowego udało mi się postawić auto w okolicach białej wieży. Godzinny
      spacer po mieście bardziej na celu miał rozprostowanie kości, niż jego dogłębne
      zwiedzanie (tym bardziej,
      że widziałem je 3 lata wcześniej). Wyjechaliśmy w stronę Delf, gdzie -
      początkowo - miałem nocować w namiocie na polu kempingowym. Przerażony
      pętelkami, które trzeba było
      pokonać jadąc do tej mieściny postanowiłem dojechać do samych Delf i tam czegoś
      poszukać. Nie trwało to dłużej niż 5 sekund; tuż po zaparkowaniu auta
      zaproponowano nam nocleg, z
      którego skorzystaliśmy (50 EUR za nocleg dla dwóch osób). Wieczorem krótki
      spacer po mieście i spanie. Rano wyjechaliśmy w stronę Aten.

      Dzień 4:
      Nie mogło oczywiście zabraknąć zwiedzania Delf. Zarówno ruin jak i muzeum. Po
      kilku godzinach, wycieńczeni słońcem, wróciliśmy do auta i wyjechaliśmy w
      kierunku Teb (Thiva).
      Mijaliśmy niestety jakieś pożary i wypalone połacie leśne. Przerażające
      widoki... Dojechaliśmy do Aten i po 20-30 minutowym błądzeniu po mieście
      osiągnęliśmy cel, jakim był nasz
      hotel obok stacji Larisa. Prysznic i pędem na Akropol.
      Nie ma możliwości aby tak wielkie miasto zobaczyć w jeden dzień. Ograniczeni
      czasowo zajęliśmy się więc tylko Akropolem, na który poświęciliśmy prawie cały
      dzień. Mimo upału
      słońca nie było widać. Zasłaniał je dym z lasów, które spłonęły...
      • tomaszkozlowski1 Re: Dzień 1, 2, 3 i 4 12.09.07, 21:42
        fajny nastrój podróży smile

        m.c.r napisał:

        Mimo upału
        > słońca nie było widać. Zasłaniał je dym z lasów, które spłonęły...

        Ateny miały dużego pecha.W kulminacyjnym momencie katastrofalnych
        pożarów na Eubei wiatr nawiewał dym wprost idealnie na stolicę.Widać
        to dobrze na zdjęciach satelitarnych z tamtych dni.
        • m.c.r Re: Dzień 1, 2, 3 i 4 12.09.07, 22:28
          Nastrój był bardzo optymistyczny smile Pomijając kierowcę autokaru, który przez
          jakieś 50km zamiast mnie wyprzedzić w tych górach (nie widziałem w nocy dobrze
          drogi, więc jechałem przepisowo 60km/h) trąbił i mrugał mi światłami. Oczywiście
          był to autokar z rejestracją z PL wink

          Co do Aten, to było niesamowite. Upał, słońce wręcz paliło a widać go nie było.
          Na jednym ze zdjęć widać dokładnie ile tam dymu. Będąc w Delfach też było widać
          dym nad lasami od strony Elefesiny.
    • m.c.r Dzień 5 12.09.07, 22:42
      Wyruszyliśmy, drugi raz mijając Elefsinę, w kierunku Peloponezu. Bardzo chciałem
      zrobić zdjęcia kanału korynckiego, niestety po jego przejechaniu nie znalazłem
      nigdzie miejsca
      gdzie można się zatrzymać i popstrykać. Jakby ktoś miał pomyśl - będę wdzięczny
      za wskazówki na przyszłość. Z tego całego podekscytowania zamiast pojechać na
      Mykeny i od tej
      strony robić pętlę, pojechaliśmy najpierw do Epidavros. Fanstastyczna droga,
      jakby ktoś chciał się przejechać - bardzo polecam. Tyle zieleni i pięknych
      miasteczek...
      Dojechaliśmy bez problemu do teatru w Epidavros, choć znaki drogowe wskazywały
      jeszcze coś na wzór "starożytnego Epidavros", zapewne chodziło o Palea. Ruiny
      częściowo są
      zamknięte - trwają tam jakieś prace remontowe, jednakże całość robi ogromne
      wrażenie. Jakież to musiało być niesamowite tysiące lat temu. A teatr? Akustyka
      lepsza, niż na niejednej
      profesjonalnie nagłośnionej scenie...
      Kolejny punkt programu - Navplio. Niesamowite miasteczko otoczone praktycznie z
      każdej strony jakąś twierdzą. Po drodze przejeżdżaliśmy przez pogorzeliska.
      Jeden pas ruchu był
      zamknięty - leżały na nim spalone drzewa, policja sprawnie sterowała ruchem nie
      pozwalając na to, aby ktokolwiek tam się zatrzymał. Pewnie chodziło o kwestie
      bezpieczeństwa.
      W Navplio zatrzymaliśmy się na obiad, jedliśmy przepyszną rybę (wyleciało mi z
      głowy jaka to była - jest na zdjęciach, ostatnia po prawej, taka czerwona)
      podaną na gotowanym w całości
      szpinaku z osobno podanym sosem oliwkowo-cytrynowym. Palce lizać. Jeszcze tylko
      dodatkowy spacer po tym uroczym mieście, delektowanie się limonkami, cytrynami i
      pomarańczami,
      które rosną dosłownie wszędzie i zmykamy do auta. Chciałoby się wspiąć na
      twierdzę, chciałoby się pochodzić tymi wąskimi uliczkami, tyle by się chciało,
      ale czasu mało wink
      Kolejny przystanek - słynne Mykeny. Po ruinach pochodziliśmy kilka godzin,
      zapoznany z przewodnikiem Pascala posiadałem dobrą, LEDową latarkę. Przydała się
      w grobowcu,
      przydała się również w studni na górze. Brakło mi jednak odwagi na zejście na
      jej dno (może ktoś z Was tam był i powie, co jest na dole?smile) ).
      W drodze do Patras zatrzymaliśmy się przy jednym z wielu przydrożnych
      "straganów", dokonując zakupu pysznego domowego winka. Białego oraz różowego.
      1.5EUR za 2 litry.
      Patras mijaliśmy wieczorem, było ciemno, więc odpadła wizyta w Achia i
      tamtejszej winiarni. Postanowiliśmy dojechać do Killini i tam przenocować, a
      rano wyruszyć na Zante. Ze
      znalezieniem hotelu problemu nie było, tuż przy porcie, za kolejne 50EUR
      przenocowaliśmy do rana. Pozwoliłem sobie tylko zatankować auto do pełna
      (nauczony tym, że na wyspach
      paliwo jest zawsze droższe). Na stacji Shell benzyna 95 kosztowała mnie 0.996
      EUR. Tanio jak nigdzie smile
      Jeszcze tylko buteleczka mojej ukochanej Verginy Red (albo Beptiny, jak mawiała
      Asia hehe) - na to piwo czekałem dwa lata - i nocleg. Rano musimy wstać i
      zapakować się wraz z
      autem na prom. Jeszcze tylko kilka godzin i będziemy mogli zanurzyć się we
      wspaniałym morzu jońskim...
      • matheos2 Re: Dzień 5 13.09.07, 00:52
        A gdzie te zdjęcia i ta ryba np???
        • gacek95 super, czekam na następne odcinki.. 13.09.07, 09:28
          i zdjęcia!
        • m.c.r Re: Dzień 5 13.09.07, 09:50
          Wszystko będzie smile)
          Zdjęcia umieszczone są częściowo na mcr.in5.pl/wakacje/ionian/index.html
          ale ze względu na pewien brak czasu skończę je uploadować dopiero w weekend.
          Ryba z Navplio już jest w każdym razie smile))
      • m.c.r Re: Dzień 5 - update 13.09.07, 21:29
        Minęło zaledwie kilka dni, a ja już zapomniałem o Diakofto smile)

        Zjechaliśmy po drodze do Diakofto, miejsce, w któym planowałem nocleg i poranny
        przejazd kolejką zębatą do Kalavrity. Niestety. Od kwietnia jest ona w remoncie
        (do odwołania, czyli pewnie kilka lat) i nici z tej bądź co bądź sporej atrakcji.
        Zrobiłem kilka zdjęć starym parowozom, obecnym wagonikom i czemuś, co je
        zastąpi a jest przykryte wielkimi białymi płachtami.
    • m.c.r Re: Ionian Tour 07 13.09.07, 21:35
      Dzień 6:
      Rano załadowaliśmy się z autem na spory prom - Ionian Star - i po 30 minutach
      ruszyliśmy w drogę do pierwszego głównego celu - Zakynthos. Prom płynął ponad
      godzinę i dotarł do portu miasta - stolicy - wyspy o tej samej nazwie. Mając w
      ręku instrukcję dojazdu do naszych apartamentów (Kavospsarou) udaliśmy się
      zgodnie z nią w kierunku Tsilivi.
      Zabłądziliśmy tylko dwa razy, ale dzięki dość dokładnej (ponoć tylko grecka Road
      jest dokładniejsza) mapie Freytag & Berndt dość szybko znajdowaliśmy prawidłową
      drogę. Około 12 byliśmy już w apartamentach, można było wziąć prysznic i pędzić
      na plażę smile
      Cóż, pierwszy dzień na wyspie to zdecydowanie był odpoczynek i wyprawa do
      pobliskich marketów celem zakupienia żywności, w tym kolacji. Ach te greckie
      oliwki, ta oliwa, pomidory wielkości dyń i cebula wielka jak melon smile))
      Dzień 7 upłynął również na plażowaniu i delektowaniu się greckim słońcem i
      prześlicznym, turkusowym morzem jońskim.
    • m.c.r Dzień 6 i 7 13.09.07, 21:35
      Dzień 6:
      Rano załadowaliśmy się z autem na spory prom - Ionian Star - i po 30 minutach
      ruszyliśmy w drogę do pierwszego głównego celu - Zakynthos. Prom płynął ponad
      godzinę i dotarł do portu miasta - stolicy - wyspy o tej samej nazwie. Mając w
      ręku instrukcję dojazdu do naszych apartamentów (Kavospsarou) udaliśmy się
      zgodnie z nią w kierunku Tsilivi.
      Zabłądziliśmy tylko dwa razy, ale dzięki dość dokładnej (ponoć tylko grecka Road
      jest dokładniejsza) mapie Freytag & Berndt dość szybko znajdowaliśmy prawidłową
      drogę. Około 12 byliśmy już w apartamentach, można było wziąć prysznic i pędzić
      na plażę smile
      Cóż, pierwszy dzień na wyspie to zdecydowanie był odpoczynek i wyprawa do
      pobliskich marketów celem zakupienia żywności, w tym kolacji. Ach te greckie
      oliwki, ta oliwa, pomidory wielkości dyń i cebula wielka jak melon smile))
      Dzień 7 upłynął również na plażowaniu i delektowaniu się greckim słońcem i
      prześlicznym, turkusowym morzem jońskim.
    • m.c.r Dzień 8 - zwiedzamy wyspę cz1. 14.09.07, 21:56
      30 sierpnia postanowiliśmy trochę pozwiedzać wyspę. Ponieważ zaplanowane było
      opłynięcie błękitnych grot oraz plażowanie w zatoce wraku od razu doszliśmy do
      wniosku, że całej w jeden dzień nie objedziemy.
      Na pierwszy "ogień" poszła więc wschodnio-północna jej część a cały zachód
      pozostawiliśmy na dzień następny.
      Pierwszym przystankiem było Alykes (Alikanas minęliśmy bokiem) - poza
      "solankami" nic tam ciekawego nie ma. Co godzinę wyruszają łodzie w "tour around
      island" ale nie pasowało nam ani to, ani godzina. Mimo usilnych chęci nie udało
      nam się odszukać
      słynnego starego mostu w środku morza. Nikt nie wiedział gdzie to cudo stoi (a
      ja nie pamiętałem, czy w Alykes, czy Alikanas, w każdym razie Grecy kręcili
      głowani). Jakby ktoś miał pomysł (może kiedyś się przyda) jak do niego trafić -
      będę wdzięczny.
      Z Alykes udaliśmy się w stronę Xingii (Xingia, Xinga). W/g przedownika są tam
      jakieś źródła siarkowe, stanowiące naturalne SPA wink faktycznie, plaża cudowna
      (zatoka w zasadzie). Wypiliśmy w kantynie Frapkę, zrobiliśmy zdjęcie gadającej
      po grecku papudze
      i poszedłem sobie zwiedzić plażę. Efekt niesamowity. Woda zamulona tymi
      siarczastymi wyziewami, ale ciepła jak nigdzie na wyspie. Fanstastyczna rzecz.
      Zaraz za plażą udało nam się kupić (20EUR/osoba) bilety na odpływającą za 2
      minuty motorówkę, która płynęła do Navagio i wracała przez Blue Caves. Jak
      zapewniał organizator (witający nas "dzien dobry, jak siemas, dobze? smile) ) łódź
      wpływa
      do grot. Oczywiście kolejnymi (co nie dziwi, spotykaliśmy się z tym na każdym
      kroku) elementami kojarzącymi się z Polską byli Krzysztof Warzycha z
      Panatinaikosu oraz Lech Wałęsa z Gdańśka. Fajna sprawa.
      Popłynęliśmy więc do zatoki wraku. To zdecydowanie najładniejsza plaża na tej
      wyspie (choć do kefalońskiego Myrthosa jej daleko smile) ). Ponieważ mieliśmy tylko
      godzinę na "leżakowanie" postanowiłem nie korzystać z uroków tamtejszego morza
      (trzeba było jeszcze wyschnąć i zapakować się do auta) i cały czas poświęciłem
      robieniu zdjęć i przyglądaniu się tej kupie blachy spoczywającej na rażąco
      białym żwirku.
      Po godzinie podpłynął Grek, zabrał nas na łódź i zmierzaliśmy już do grot.
      Wpłynęliśmy do dwóch (ciężko tam zdjęcia robić, jest ciemno, a łódka się kiwa,
      więc długi czas przysłony odpada). Bardzo ładnie wyglądają, choć takich skalnych
      dziwolągów
      wokół wyspy pełno smile
      Uparłem się, aby Navagio zobaczyć z góry. Czytałem, że jest tam droga i można to
      zrobić (a poza tym widać to na widokówkach). Na mapie ustaliliśmy, że jedziemy
      najpierw w kierunku zatoki Skinari, tam robimy zdjęcia, dalej Korithi - północny
      koniec Zante, a następnie szukamy
      tej nieszczęsnej, ponoć trudnej, drogi na górę Navagio. Do Skinari prowadzi dość
      przyjemna, choć serpentyniasta i stroma, droga. Mija Ag. Nikolas (port do
      Kefalonii) i zamieniając się w Korithi dość wąską dróżkę kieruje się do latarni
      morskiej (zamkniętej, można co najwyżej porobić zdjęcia z daleka), dość przeciętnej
      tawerny z przepiękną plażą i dwoma wiatrakami (w których można wykupić noclegi).
      Kolejna frapka (ach, przywiozłem całej jej opakowanie do Polski), kilka zdjęć i
      jedziemy do Navagio.
      Nie było tak łatwo, hehe. Znaki prowadzą do "shipwreck" ale to nie punkt
      widokowy (do którego jedzie się prosto, a nie w lewo, lecz pokrętniasta droga do
      Porto Vromi. Mimo błądzenia warto było. Ta zatoczka jest cudowna, a woda
      zielonkawa. Inna, niż na pozostałej części wyspy.
      Kilka zdjęc i znów wjeżdżamy serpentynami do góry. Wydałao mi się z opisu, że to
      znacznie trudniejsza droga (albo ja się na tej wyspie nauczyłem jeździć wink) ).
      Poszperaliśmy znów w mapie i Asia odnalazła drogę do NAvagio.
      Dojechaliśmy nad same klify (mieści się tam tawerno-kantyna), zrobiliśmy kilka
      zdjęć i wracamy. Po drodze kupiłem domowy miód i jakieś brzoskwinie. Wracaliśmy
      północną - górzystą - częśćią, przez Volimes, Exo Horę (niezbyt ciekawa),
      Kiliomeno, w której planowałem jakiś obiad - jest tam ponoć fantastyczna
      tawerno-winnica, niestety nie pamiętałem nazwy, a nie było żadnych znaków
      prowadzących na cokolwiek, więc nie trafiliśmy do niej, aż do Zante - stolicy
      wyspy. Z Zante do Psarou na kolację i spanie.
      Uff, ciężki to był dzień...
    • m.c.r Dzień 9 - zwiedzamy wyspę cz2. 15.09.07, 01:05
      Uparłem się, by zwiedzić wyspę do końca. Początkowo usłyszałem kilka pomruków
      "idziemy się opalać", ale na hasło "tam mogą być żółwie" (których i tak nikt
      pewnie nie widział wink ) otrzymałem zgodę na wyprawę "dziki zachód Zante".
      Jak zwykle zapoznaliśmy się z mapą i wiedzieliśmy, że dojeżdżając do Zakynthos
      musimy udać się w stroję portu, a następnie za mostem w lewo. Kierunek Gerakas -
      park narodowy wyspy.
      Sam dojazd był dość przyjemny. Wszędzie gaje oliwne, zero serpentyn, brak gór,
      lekko, łatwo i przyjemnie - chciałoby się napisać. Faktem jest, że ta część
      wyspy to głównie nizina.
      Dojechaliśmy do samej plaży (dalej się nie da), zostaliśmy "wprowadzeni w temat"
      przez przesympatyczne pracownice parku zante, poinformowani o tym, żena plaży
      przebywać można jedynie 3 godziny i uśmiechnięci poszliśmy zrobić kilka zdjęć.
      Sama plaża sympatyczna. Piaseczek, długie zejście do morza, leżaki (płatne) i
      parasole (pewnie też). Porobiliśmy kilka zdjęć, spotkaliśmy parę Polaków i
      poszliśmy w przeciwnym kierunku plaży do dziwnych tworów (nawet nie wiem, czy
      skalnych).
      Wyglądało to jak wapienne błoto lane z wysoka, tworzące przeróżne kształy i groty smile
      Wracając zachaczyliśmy o jedną z wielu reklamowanych plaż (oczywiście była przy
      niej tawerna i ta reklama bardziej odnosiła się do niej) i wjechaliśmy pod górę
      do drugiej części parku narodowego. Niestety przy pierwszym rozwidleniu dróg
      wolałem zawrócić, bo żaden ze znaków nie pokazywał jak daleko jest do
      czegokolwiek (wskazywały jedynie nazwę Dafni) ani z mapy nie wynikała jakość i
      szerokość drogi (a nie uśmiechało mi się wracać tyłem przez kilka km, tym bardziej,
      że auto nie ma napędu na 4 koła). Szkoda, bo bardzo chciałem zobaczyć jakąś
      dziką plażę.
      Skierowaliśmy się w stronę Keri. To był niezły ubaw. W/g mapy powinna tu być
      latarnia morska i punkt widokowy. Dojechaliśmy do skrzyżowania "Keri" i "Paralia
      Keriou", czyli plaża Kerii. Stwierdziłem, że jak plaża, to na pewno i latarnia
      morska smile
      Z błędu wyprowadziły mnie pierwsze widoki. Po pierwsze nie istnieje coś takiego,
      jak Keri Lake, na które kierują znaki. Owe jezioro to jakieś zarośnięte i
      śmierdzące bagno wink Po drugie z Limni Keriou rozciąga się niesamowity widok
      na Marathonisi, czyli wyspę żółwii. Chciałem tam popłynąć, ale statek - chyba
      jedyny z Limni - który pływał zarówno na wyspę jak i grot Kerii właśnie
      odpłynął. Następny za godzinę, więc odpuściliśmy sobie. Można było wprawdzie
      wynająć jakąś
      łódkę, ale nigdy tym nie pływałem, więc sensu to w ogóle nie miało. Chciałem
      jeszcze podjechać autem do Marathii, ale wybito mi to z głowy wink)
      Przeszliśmy spacerkiem plażą w lewą stronę pod górę (w kierunku tawerny)
      mijając po drodze coś, co kiedyś było drogą (jest to to na zdjęciu) a obecnie
      będąc zawaloną drogą. Przez chwilę odechciało mi się jeżdżenia po wyspie.
      Szukaliśmy latarni morskiej, ale nie było jej. Asia wpadła na pomysł, żeby
      sprawdzić na mapie gdzie jesteśmy. No tak. Limni Keriou (czy tam Paralia), to
      nie Keri! Jedziemy więc na zwiedzanie. Do samego Kerii oczywiście droga zawinięta
      jak ślimaczy domek. Ciężko się jeździ po Zante, dtogi tutaj wymagają ogromnego
      skupienia i ktoś, kto je projektował musiał wypić duuużo Ouzo (lub Tsipouro,
      które zdecydowanie wolę). Wszystko fajnie, dopóki nie dojechaliśmy do Keri i
      drogowskazów
      kierujących na latarnię. Dobrej jakości (w/g mapy) główna droga ma szerokość
      jednego auta. Nie chcę nawet myśleć jak tutaj można się mijać (miałem akurat
      szczęście i nikt nie jechał z naprzeciwka).
      Dojechaliśmy do naszej upragnionej latarni. Okazała się być tawerną, więc
      zrobiliśmy kilka zdjęć plaży (cuuuuuuuuuuuuuudny widok) i największej na świecie
      flagi greckiej (zdobywczyni rekordu guinessa). Ale to była tawerna!! Na górze
      musi być latarnia.
      I była. Należy jedynie uważać czym się w jej pobliże wjeżdża. Na pewno nie może
      to być coś innego niż auto z napędem 4x4 wink Mało kół nie urwałem wbijając się w
      ten krajobraz Marsa. Z przerażenia nie zrobiliśmy nawet zdjęć sad
      Zająłem się zawracaniem, ścierając pod z czoła. Koniec! Koniec tych gór smile Mamy
      całą wyspę za sobą, trzeba jedynie wrócić do apartamentów.
      Po drodze spodobał mi się znak kierujący na domową winiarnię. Po zdaje się 10km
      dotarliśmy do sympatycznej chatki greckiej, otoczonej z każdej strony winnicami.
      Za 1.5EUR kupiłem 2l wina białego, za drugie tyle czerwonego, dodatkowo
      (prezenty dla rodziny)
      przywiozłem to samo wino w korkowanych butelkach szklanych za 2eur 0.75l. 2l
      oliwy z oliwek (domowej, a jakże) to koszt 6EUR. Tanio, ale bałem się jej
      transportować (bo upał niesamowity).
      Powrót jak zwykle przez Zakynthos (z pominięciem takich paskudztw jak Laganas) ,
      Tsilivi, Gerakari i Kavos Psarou smile Uff, znów piękny widok na morze z naszego
      apartamentu (cudowny był), przygotowania do kolacji (oczywiście z winkiem,
      bo jakżeby inaczej) i spanie. Jeszcze tylko jeden dzień tutaj i ruszamy na
      Kefalonie!
      • stej4 Re: Dzień 9 - zwiedzamy wyspę cz2. 15.09.07, 13:30
        >Mimo usilnych chęci nie udało nam się odszukać
        > słynnego starego mostu w środku morza. Nikt nie wiedział gdzie to > cudo stoi (a ja nie pamiętałem, czy w Alykes, czy Alikanas,
        > w każdym razie Grecy kręcili głowani). Jakby ktoś miał pomysł
        > (może kiedyś się przyda) jak do niego trafić - będę wdzięczny..

        W Alykes. Az dziw, że jadąc przez Alykes, nie zauważyłeś go smile
        Wjeżdżając do Alykes mijałeś po prawej stronie niedużą wieże. On był zaraz za nią. (A może mówimy o czymś innym? wink) Czy jest w środku morza? O to bym się spierał wink Zwykły, niczym nie przykuwający uwagi kamienny most. Tak go odebrałem smile

        >Zaraz za plażą udało nam się kupić (20EUR/osoba) bilety na >odpływającą za 2 minuty motorówkę, która płynęła do Navagio i >wracała przez Blue Caves.

        Dość drogo. Z przylądka Skinami, tam gdzie dwa wiatraki i przeciętna tawerna, za 7Euro/osoba (my popłynęliśmy za 5E wink) płyną na 45minutową wycieczkę po samych Grotach smile Świetna sprawa smile Fakt, same Groty, ale warto.

        >Okazała się być tawerną, więc zrobiliśmy kilka zdjęć plaży >cryingcuuuuuuuuuuuuuudny widok) i największej na świecie flagi greckiej (zdobywczyni rekordu guinessa).
        Coś mnie ominęło? wink Faktycznie, mijaliśmy po drodze tawernę, ale flagę? Niech to! wink
        • m.c.r Re: Dzień 9 - zwiedzamy wyspę cz2. 15.09.07, 14:43
          stej4 napisał:

          > >Mimo usilnych chęci nie udało nam się odszukać
          > > słynnego starego mostu w środku morza. Nikt nie wiedział gdzie to > c
          > udo stoi (a ja nie pamiętałem, czy w Alykes, czy Alikanas,
          > > w każdym razie Grecy kręcili głowani). Jakby ktoś miał pomysł
          > > (może kiedyś się przyda) jak do niego trafić - będę wdzięczny..
          >
          > W Alykes. Az dziw, że jadąc przez Alykes, nie zauważyłeś go smile
          > Wjeżdżając do Alykes mijałeś po prawej stronie niedużą wieże. On był zaraz za n
          > ią. (A może mówimy o czymś innym? wink) Czy jest w środku morza? O to bym się sp
          > ierał wink Zwykły, niczym nie przykuwający uwagi kamienny most. Tak go odebrałem
          > smile

          Ależ ze mnie tyłek wołowy. Pomyliłem (teraz dopiero się zorientowałem) most z
          Alykes (który oczywiście nie był w morzu, lecz łączył brzegi śmierdzącej
          "rzeki") z "morskim" w Argasi. Tak to jest, jak się jedzie z mapą i bez
          przewodnika, ech sad

          > >Zaraz za plażą udało nam się kupić (20EUR/osoba) bilety na >odpływając
          > ą za 2 minuty motorówkę, która płynęła do Navagio i >wracała przez Blue Cav
          > es.
          >
          > Dość drogo. Z przylądka Skinami, tam gdzie dwa wiatraki i przeciętna tawerna, z
          > a 7Euro/osoba (my popłynęliśmy za 5E wink) płyną na 45minutową wycieczkę po samy
          > ch Grotach smile Świetna sprawa smile Fakt, same Groty, ale warto.

          Wiem smile Z Alykes wycieczka kosztowała 25EUR, myśmy kawałek dalej płacili 20, im
          bliżej tym taniej, ale diabli wiedzieli skąd jeszcze płyną łodzie, a ta za
          jedyne 2 minuty wyruszała w trasę smile

          > >Okazała się być tawerną, więc zrobiliśmy kilka zdjęć plaży >cryingcuuuuuuuu
          > uuuuuudny widok) i największej na świecie flagi greckiej (zdobywczyni rekordu g
          > uinessa).
          > Coś mnie ominęło? wink Faktycznie, mijaliśmy po drodze tawernę, ale flagę? Niech
          > to! wink

          Jeśli myślimy o tym samym, to była to tawerna z tarasem widokowym na dwie
          "głowy" skalne - jakoś tam one się nazywały, ale nie pamiętam, WIELKĄ flagą, a
          droga w górę prowadziła do latarni, nagle się kończyła na parkingu wyglądającym
          jak powierzchnia marsa...
          W każdym razie chodzi o nią:
          mcr.in5.pl/wakacje/ionian/27%20Zakynthos%20-%20Keri%2009-01/index.html
    • m.c.r Dzień 10, 11 i 12 - wyruszamy na Kefalonię! 15.09.07, 16:58
      Dzień 10:
      Nic ciekawego. Pojechaliśmy po leki do apteki w Zakynthos, trafiliśmy oczywiście
      na sjestę kończącą się za 2 godziny, więc poświęciliśmy ten czas na zwiedzanie
      miasteczka i obiad z owoców morza w jednej z tawern przy porcie.
      Dalsza część dnia to opalanie się i obijanie w Kavos wink

      Dzień 11:
      Wstaliśmy o 8, zapakowaliśmy bagaże to auta i ruszyliśmy w kierunku Ag.
      Nikolaos. W/g jednego z Greków prom do Kefalonii powinien odpłynąć o 10:30.
      Oczywiście o 10:30 go nie było i pojawił się o 10:45 (co wynikało z jakiegoś
      rozkładu),
      Zapakowaliśmy się na prom i już tylko półtorej godziny dzieliło nas do
      uprganionej Kefalonii. Wiał dość silny wiatr, w związku z czym prom płynął
      znacznie wolniej, dodatkowo wykonujać w porcie Pessada dziwne akrobatyczne
      manewry smile
      Na promie spotkaliśmy jakąś grupę z Polski uczestniczącą zdaje się w dwuwyspowej
      wyprawie (tak wynikało z rozmów z pewną sympatyczną panią).
      Z Pessady wyruszyliśmy w kierunku Spartii, gdzie - w/g mapy - powinny się
      mieścić nasze apartamenty - Vigla Village (na Kefalonii każde większe skupisko
      apartamentów ma w nazwie Village, heh wink ).
      Pomyliłem oczywiście drogi, bo nie domyśliłem się, że coś mające w przybliżeniu
      1.5m szerokości jest główną drogą do Spartii (choć tak wynikało z mapy).
      Dojechawszy jednak do Keramies zawróciłem w stronę portu i wjechałem w tą dróżkę.
      Była to prawdziwa, najprawdziwsza droga do Spartii. Zatrzymaliśmy się w
      "centrum" tej wioski, którego główną i jedyną atrakcją był kościół i dwa markety
      (super, a jakże!suspicious), z czego jeden nadawał się do zakupów, a w drugim znalazłem
      pomidory
      importowane z...Polski!suspicious Nie, nie kupiliśmy ich. Wróciliśmy do tego pierwszego,
      którego właścicielem był smutny Grek (w ogóle się nie uśmiechał i nie odzywał),
      zrobiliśmy zakupy (w tym nabyliśmy domowej roboty Fetę!! Najlepszą jaką jedliśmy
      na wyspach) i ruszyliśmy piechotą szukać Vigli. Jedynym znakiem na jaki
      pamiętałem aby się kierować były drogowskazy na plażę. Po minięciu kilku z nich
      postanowiłem jednak zadzwonić do Anny i zapytać jak tam dojechać.
      Wszystko było już jasne, wróciliśmy pod górę do auta i pojechaliśmy do naszych
      apartamentów. Kawałek drogi był smile Raz wyruszyłem na zakupy pod górę piechotą,
      co wzbudziło ogromne zdziwienie właścicielki apartamentów,
      życzącej mi powodzenia w mojej wyprawie.
      Szybki prysznic i jazda na plażę (tę "prywatną", była bliżej, choć zejście do
      niej długie, i przeurocza).
      Dzień 12 to opalanie się i ogólnie - nicnierobienie. Delektowałem się kupionym
      wcześniej Mythosem Red oraz Vergina Red (o których na wyspie nikt nie słyszał -
      jak się okazało można je było kupić koło Argostoli w markecie Champion)
      oraz doskonałym winem Robola, specjalnością Kefalonii z jej dzikich gór
      (mijaliśmy winnice roboli po drodze).
      Chciałem kupić ryby oraz owoce morza na grilla, zaplanowano nam wyprawę kutrem
      rybackim (albo raczej łódką) w morze, niestety silny wiatr popsuł zamiary.
      Zdecydowaliśmy więc - jedziemy do Argostoli!
    • m.c.r Zdjęcia z wyjazdu 15.09.07, 18:53
      Galeria ukończona - mcr.in5.pl/wakacje/ionian/index.html

      Opis w trakcie. Pozostało mi opisać zwiedzanie Kefalonii, zabawny przejazd przez
      Lefkadę i niesamowity przejazd w chmurach drogą Ioanina - Trikala i kawałkiem
      opóźnionej od zdaje się 6 lat Via Egnatia.
    • m.c.r Dzień 13, 14 i 15 15.09.07, 23:17
      Dzień 13:
      Pomysł był następujący. Jedziemy do Argostoli, w ichniejszym KTELu kupujemy
      bilety na wycieczkę pod tytułem "Itaka", wjeżdżamy do portu, kupujemy ryby i
      owoce morza i wracamy z tym do apartamentów.
      Ze znalezieniem drogi do Argostoli problemów nie mieliśmy, do stolicy prowadzi
      każdy drogowskaz na tej wyspie wink 12 km przebyliśmy w jakieś 30 minut.
      Znaleźliśmy dworzec autobusowy i...okazało się, że ot tak zmieniono terminy
      wyjazdów.
      Na Itakę wycieczek nie ma już w czwartki, lecz w poniedziałki. W poniedziałek,
      to ja musiałem być już w pracy sad Cóż. Wiele się nie zastanawiając po zapoznaniu
      się z mapą doszliśmy do wniosku, że jedynym miejscem z którego możemy
      wypłynąć w podróż na tę idyliczną wyspę jest Fiscardo. A że byliśmy już w
      Argostoli, to szkoda było wracać do Vigli (tym bardziej, że pojawiły się chmury
      i zaczęło kropić), lepiej więc objechać wyspę.
      Zanim to nastąpiło kupiłem kartki pocztowe w promenadzie przy porcie, wypełniłem
      i wysłałem je. Udało mi się też kupić kilo ryb (20EUR), greczynka mówiła, że to
      super extra i pierwszy sort i oni na nie wołają tsipurina czy jakoś tak.
      Nabyłem też piękny okaz ośmiornicy w cenie 9EUR wink ważyła kilo. Z tymi
      zdobyczami udaliśmy się w kierunku portu do Lixouri. Zdecydowałem, że jednak nie
      odwiedzimy tego miasta, które znajduje się na drugim brzegu Argostoli, tylko
      pojedziemy trasą
      Prokopata, Farsa, Petrikata, Drakata, zjedziemy serpentynami do Asos i wejdziemy
      do tamtejszego zamku-twierdzy, następnie Vasilikiades i Fiskardo. Tutaj kupimy
      bilety na Ithakę i wrócimy drugim brzegiem wyspy przez Pirgos, Neohori, Ag.
      Efimia, zatrzymamy się
      aby zobaczyć podziemne jezioro w Mellisani, następnie port w Sami, jaskinia w
      Drongarati i boczną drogą do ruin Katapodata, Argurata i Zervata (czymkolwiek to
      było wink) ) i jedyną drogą przez góry do Argostoli, a stamtąd do Spartii i naszej
      Vigli.
      Plan był dość ambitny, ale spokojnie do zrealizowania (pomimo ryb i ośmiornicy w
      schowku - na szczęście klimatyzowanym).
      Ruszyliśmy. Drogi na Kefalonii są o niebo lepsze niż na Zante. Nie błądzą
      bezsensownie po górach i pagórkach, tylko je omijają, a serpentyny są tylko tam,
      gdzie inaczej się nie da. Dodatkowo posiadają pobocza i pseudo "parkingi"
      przy punktach widokowych.
      Pierwszy przystanek - Farsa. Same miasteczko jakich wiele na wyspie, ale
      stanowiło fajny punkt widokowy na Argostoli i jego (jej?) zatokę. Kilka fotek i
      jedziemy dalej. Droga powoli wzbijała się coraz wyżej i wyżej, ale były to szerokie
      i łagodne wzniesienia. Następny stop był przy plaży Myrthos. Widok zapierający
      dech w piersiach. To najładniejsza plaża na wyspach jońskich. Błekit morza, biel
      piasku, cudo. Oczywiście nie obyło się bez zdjęć (w tym serpentyny, prowadzącej
      4km w dół). Nie skusiliśmy się na zjazd na parking Myrthosa. Po pierwsze nie
      byliśmy przygotowani na kąpiele, po drugie chcieliśmy w miare sensownie wrócić
      do Spartii i nie jeździć po górach po zmroku, a po trzecie mieliśmy ryby i
      ośmiornicę.
      Dojechaliśmy do Asos. Tutaj, skuszony dumnie brzmiącym znakiem "Castle of Asos"
      zjechałem w dół dość dobrą, ale strasznie krętą i stromą drogą do miasteczka.
      Zrobiliśmy zdjęcia jego samego, zatoki i ruszyliśmy piechotą pod górę (niektórzy
      wjeżdżali samochodami).
      Zdobyliśmy szczyt zamczyska (albo tego, co go przypominało) i nic. W prawo droga
      prowadzi do zrujnowanej baszty, a w lewo ciągnie się w nieskończoność. Nie
      posiadałem niestety mapy tego miejsca, więc nie chcąć łazić bezcelowo
      wróciliśmy do auta.
      Do Fiscardo trafiliśmy bezbłędnie. Zjechaliśmy w stronę portu (tam też znajduje
      się "centrum" miasta), pstryknąłem fotki kolorowym domkom i poszliśmy szukać
      wycieczek na Itakę. Jak pech to pech. Tutaj też wszystko było albo w
      poniedziałek, albo wtorek,
      który właśnie mijał. No nic. Itaka poczeka na nas, ale i tak tak pojedziemy...
      Wymęczeni podróżą udaliśmy się do najsympatyczniej wyglądającej tawerny, gdzie
      zachęceni przez właścicielkę zajeliśmy miejsca. Plater "owoców morza dla dwóch"
      kosztował nas 44 euro i dostaliśmy na nim dwie ryby, dwie wielkie krewetki i
      jednego grillowanego
      kalmara. Do tego oczywiście pyszne pieczywo i masełko. Obiad był "palce lizać"
      wink skusiłbym się na winko, domowej roboty - a jakże, ale robiłem za kierowce,
      więc niz tego.
      Pospacerowaliśmy jeszcze po okolicy i wróciliśmy do samochodu. Kierunek Sami
      przez Pirgos.
      Fajnie by było, jakby znaki drogowe kierowały na cokolwiek poza Argostoli wink No
      nic, zjazd na Pirgos minięty, ale jest jeszcze droga (mniej główna) na wysokości
      Asos, która prowadzi do Karya. Na mapie nie wyglądała groźnie, no i była "żółta"
      a nie "biała", więc w teorii dobrej jakości. No cóż, tę też minęliśmy, ale dość
      trudno na nią wjechać. Pojawiła się za zakrętem, zza którego nic nie widać, więc
      nie chciałem ryzykować przyjęciem jakiegoś innego auta w bok mojego smile Ostatni
      ratunek
      to "czerwona" z Drakata do Ag. Evfimia. Na nią trafiliśmy bezbłędnie. Ag. Efimia
      to urocza wioska rybacka. Fajny kościółek (w tradycyjnych jońskich - zółtych -
      barwach), port z kutrami rybackimi i, co jest normą, tawernami przy nabrzeżu.
      Obraliśmy kierunek na Sami. Po drodze zatrzymałem się przy jeziorze Mellisani,
      które ciężko ominąć - znaków kierujących na nie jest cała masa - a następnie
      przejeżdżając przez Sami skierowałem się w kierunku jaskini Drongarati, na którą
      też było sporo drogowskazów. Przy zejściu w dół pojawił nam się wielki znak
      zakazujący fotografowania. Wejść do jaskini bez zdjęć? Jaki w tym sens? Na
      szczęście nie było problemu z ich robieniem z zastrzeżeniem, że nie używamy flesza.
      Chciałem zobaczyć ruiny, które prezentowała mapa Freytag & Bernd, Katapodata,
      Argurata i Zervata, czymkolwiek one były, ale nie udało nam się odnaleźć drogi
      do nich. Jak na jeden dzień - sporo wrażeń. Wracamy więc do Argostoli.
      Droga przez góry jest dobra, choć zjazdów i stromych podjazdów jest sporo. Nie
      ma za to problemów z mijankami, bo jest szeroka i ma pobocze.
      Za Argostoli zatrzymaliśmy się w Championie i stał się cud. Udało nam się kupić
      świeżo mielone mięso. Nie mrożone, takie swieże. Dziwne, że nie było go nigdzie
      więcej.
      Dojechaliśmy do Spartii i tam jeszcze zakupy w "super markecie". Najważniejsza
      to feta, ta domowej roboty. Jej smak jest trudny do opisania, ale żadna z
      pakowanych nie dorównywała jej smakiem. Do tego pomidory (ale greckie, nie te
      importowane
      z Polski), czosnek, cebula i jakieś pieczywo (z czego oni je robią? Jest
      pyyyyyyyszne). Wieczorem zaplanowaliśmy grilla.
      Poprosiłem Anne (właścicielkę Vigli) o pomoc w czyszczeniu ośmiornicy.
      Oczywiście bardzo chętnie pomogła dodając, abym ją z 10 minut podgotował w
      wodzie z dodatkiem wina (dla zabicia zapachu) i że dobrze by ją ubić ostro (a
      tego to mi się nie chciało -
      co było błędem, bo była gumowata). Grill udał się wyśmienicie:
      tiny.pl/1x8d
      tiny.pl/1x8f
      tiny.pl/1x8j
      Dzień 14, 15 to opalanie i wylegiwanie się na plaży i basenie (jeden dzień,
      wiało dość mocno i morze było chłodnawe).
    • m.c.r Dzień 16, 17 i 18 16.09.07, 00:12
      Dzień 16:
      Ruszyliśmy po 8 w kierunku Fiscardo, skąd o 10:45 mieliśmy prom na Lefkadę do
      Vasiliki. Będąc tu 3 dni wcześniej dokonaliśmy rezerwacji biletów, co - jak się
      okazało - było dobrym pomysłem, bo prom odpłynął w pełni wyładowany samochodami.
      Dość mocno lało i wiało. W ten sposób Zeus i Posejdon opłakiwali nasz wyjazd wink
      Półtorej godziny później byliśmy już w Vasiliki i obraliśmy drogę do Lefkas. Po
      drodze, ze względu na deszcz, zdjęć raczej nie robiliśmy, ale ta "wyspa" była na
      tyle
      interesująca, że na pewno będę chciał poświęcić jej kilka dni (będzie to też
      okazja by wkońcu zdobyć Ithakę). Dojeżdżając do Nidri zauważyliśmy znak skrętu w
      lewo, z mapy wynikało, że to obwodnica. No nic, jedziemy za znakami.
      Grecy mają fantastyczne poczucie humoru. Droga ta kończy się znakiem zakazu
      wjazdu i jest po prostu obwodnicą w budowie wink po co kierują na nią znaki - nie
      wiem. Mijaliśmy po drodze kilka włoskich aut, które też zawracały i wspólnie
      przejechaliśmy przez samo centrum Nidri.
      Generalną zasadą panującą na wyspach jońskich jest "jeśli nie ma żadnego znaku
      kierującego na to, na co jedziesz, to jedź prosto". Sprawdziła się idealnie przy
      przejeździe przez Lefkas.
      Przejechaliśmy groblę i obraliśmy kierunek na Prevezę, gdzie - głównie z braku
      czasu - przejechaliśmy tunelem pod kanałem zamiast go objechać i zatrzymać się w
      Arcie. Cóż, nie można mieć wszystkiego w dwa tygodnie urlopu. Nie martwi mnie to
      bo na Peloponez przeznaczyć chcę ze 3 urlopy smile
      Droga do Ioaniny była dość prosta, bez żadnych większych wzniesień. Cały czas
      mieliśmy nadzieję, że Via Egnatia, która na jednej mapie widnieje z datą oddania
      2003, a na najnowszej, którą posiadałem, 2007r będzie otwarta. To by nam
      zaoszczędziło
      sporo czasu i pozwoliło dojechać do Meteorów. Niestety, "siga, siga" działa i
      tu. Oddany jest zaledwie kilkunasto kilometrowy odcinek (tunel), a końca (ba,
      nawet początku) budowy nie widać. Może za jakieś 10-15 lat autostrada zostanie
      oddana do
      użytku. Droga od Metsowa praktycznie do Kalambaki, to droga z prędkością max
      30km/h. Mgła i jazda w chmurach. Ponoć w kwietniu, a nawet w maju, leży tu
      śnieg. Widokowo cudowna, ale ręce mi się spociły na kierownicy wink
      Było już po 16, więc zdecydowaliśmy, że zatrzymamy się na 30 minut w Kalambace,
      porobimy zdjęcia i rozprostujemy kości spacerując po tym niezbyt ciekawym
      miejscu. Na Meteory brakło czasu.
      Po 17 ruszyliśmy ostro w kierunku Larisy, a następnie Katerini, gdzie zjechałem
      do Paralii (w której kiedyś byłem i znałem dość dobrze) aby znaleźć coś do
      spania i zjeść kolację. Pewniakiem był hotel Europa, gdzie za 50EUR dostaliśmy
      czyściutki pokój z prysznicem i gorącą wodą. Szybki spacer do centrum (czyli
      jednej z dwóch ulic wink ), zjedliśmy po pito-gyrosie i pizze, wypiliśmy po
      Mythosie i poszliśmy spać. Rano czeka nas długa droga do Polski...

      Dzień 17:
      Rano wyruszyliśmy z Paralii w kierunku Thesalonik, by następnie zjechać na
      Skopje. Granica Grecko-Macedońska znów minęta błyskawicznie. Grecy muszą mieć do
      nas jakieś wyjątkowe podejście, bo nikogo tak szybko nie odprawiali jak Polaków.
      Przejazd przez Macedonię to głównie autostrada, płatna za każdy odcinek 1EUR (a
      odcinki są dwa). Przejście Macedońsko-Serbskie też bez kolejek (tzn były, ale
      nie dla nas wink ). Serbowie skwitowali tylko "turistas polonija" i machneli ręką.
      Następny, prawie 600km, odcinek to monotonna, z wyjątkiem Nisu i Belgradu,
      jazda. Pola, lasy, lasy i pola, nuda. Przyjemność kosztuje 26EUR (13EUR, 5EUR,
      5EUR i 3EUR. Nie warto, wbrew radom z forum, wymieniać pieniędzy, lepiej płacić
      euro lub kartą). Dobrze, że w za Vranje jest autostrada i można nadrobić trochę
      czasu (uwaga na Policję. Stali wszędzie tam, gdzie były jakiekolwiek
      ograniczenia). Przed północą byliśmy już na granicy serbsko-węgierskiej. Po
      godzinie stania w kolejce wpuszczono nas do madziarskiej odprawy. Pierwszy raz
      zapytano nas o "alkohol i cigaretten". Widząc auto, które tuż przed nami powędrowało
      na podnośnik celem jego "przetrzepania" powiedziałem, że papierosów to my nie
      mamy, ale alkohol owszem. Pokazałem celnikowi pięciopak Mythosa i Metaxe,
      uśmiechnął się i machnął ręką. Jesteśmy w UE, więc więcej kontroli nie będzie.
      Jeszcze tylko
      kupno winietki (7EUR) i piękna autostrada.
      Nie chciałem jechać dalej, więc jakieś 60km przed Budapesztem zjechaliśmy na
      parking przed stacją benzynową i poszliśmy spać.

      Dzień 18:
      Wstaliśmy około 6, ruszyliśmy w kierunku Budapesztu. Następnie Słowacja i Czechy
      (z ich beznadziejnymi - płatnymi - autostradami).
      O 13:24 przekroczyliśmy granicę Nachod-Kudowa Zdrój. 18 dni, 5266km i
      niezliczona ilość wrażeń, które są bezcenne. To jest właśnie to, za co kocham
      Grecję, to jest powód dla którego odwiedzam ją od 4 lat i dla którego dałem
      sobie słowo,
      że zobaczę jej każdy, na ile to będzie możliwe, kawałek. Już za rok znów będę
      mógł po przebudzeniu się powiedzieć "kalimera" czego sobie i wszystkim Wam życzę.
      • m.c.r I to by było na tyle :) 16.09.07, 00:15
        Dziękuję wszystkim za uwagę. Wiem, że nie udało mi się w słowa ubrać tego co
        widzieliśmy i przeżyliśmy, ale jeśli choć jedną osobę zainteresowały moje
        wypociny to bardzo się cieszę.
        Na pewno kiedyś wrócę na wyspy jońskie. Tyle tam jeszcze zostało do zobaczenia...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka