Dodaj do ulubionych

Jak Grecy obchodza Pasche?????

27.02.08, 12:21
czy ktos moglby mi napisac jak i kiedy Grecy obchodza Pasche?
Obserwuj wątek
    • bebiak Re: Jak Grecy obchodza Pasche????? 27.02.08, 15:13
      Jak to Basia nasza z Metsova mówi: hucznie!
      Pascha to najważniejsze dla Greków święto w roku - w tym roku wypada
      27 kwietnia i tylko czasami (nader rzadko) zbiega się z naszą
      Wielkanocą.

      Ze trzy lata temu pisałam to na tym głównym "państwowym" forum. ROk
      tmeu odkopałam, skopiowałam i przytaszczyłam na zaprzyjaźnione forum
      Polek w Grecji. Dzisznowu skopiowałam i przyniosłam Ci tutaj -
      opowieści o moich Paschach w Grecji a w czasie Paschy byłam w Grecji
      spedzałam dwukrotnie:

      w następnym poście - o tej w Atenach w 2000 roku,
      a w jeszcze następnym - o tej w Meteorach w 2003 roku.

      Może i Ty znajdziesz coś dla siebie, poczujesz tamtejszy klimat?
      Tak zapamiętałam te swoje Paschy i tak jak zapamiętałam - opisałam.
      Pozdrawiam
      Kalo Paschasmile
      B.
    • bebiak Moja Pascha w Atenach w 2000 roku 27.02.08, 15:20
      Wielkanoc w Atenach w 2000 roku

      Wieczorem w domu Christina zaczęła gotować typową wielkanocną zupę –
      nazywała się magerica.
      Oczywiście musiałam się temu przyglądać.
      - Wiesz – mówiła do mnie – pierwszy raz ją gotuję i nie wiem czy
      będzie dobra. Dotąd zawsze jadaliśmy ją u Ioannisa matki ale w tym
      roku jest inaczej, bo przecież przyjechałaś do nas.
      - Mówiłam, że będę problemem
      Ioanni przerwał krojenie koperku i popatrzył na mnie.
      - Jeśli jeszcze raz coś takiego powiesz to po raz pierwszy w życiu
      po prostu się na ciebie obrażę.
      - Signomi Ioanni, naprawdę signomi.
      W kuchni wspaniale pachniało a w potężnym garnku gotowała się wielka
      głowa barana. Pod wpływem gotowania stawała się mniejsza i mniejsza.
      Christina zaczęła kroić w maleńkie kawałki ugotowaną wcześniej
      baranią wątrobę wrzucając je do wywaru - głowę barana wyrzuciła już
      wcześniej. Dodała jeszcze drobno pokrojoną cebulę, potem ryż, sok z
      cytryny, koperek, jakieś przyprawy.
      - Może nie będzie taka zła –zastanawiała się głośno.
      - Jestem pewna, że będzie doskonała – powiedziałam.
      Na kuchennym stole stały ciastka wielkanocne. Grecy nazywali je
      kurabiedes a ja oczywiście podjadałam.
      Christina nakryła stół w salonie – wyglądał pięknie.
      Dostrzegłam trzy duże ciasta ze znajdującą się w środku pisanką -
      przypominały mi rodzime chałki. Wszędzie wokół stały talerze z
      czerwonymi pisankami – to Maria tak je wszystkie pomalowała. Kilka
      pomalowała na żółto i niebiesko, ale nie podobało się to Ioannisowi
      i zwrócił jej uwagę: według niego do tradycji należały tylko
      czerwone pisanki.

      Przed północą wszyscy wyszliśmy do pobliskiego kościoła.
      Ioanni kupił pięć świec: chudych i wysokich.
      W kościele rozpoczęła się już ta najważniejsza w całym roku msza w
      Grecji: Anastasi. Wewnątrz kościoła jak i wokół niego zgromadziło
      się wiele osób. Na przykościelnym placu urządzono ołtarz, gdzie po
      północy przybyli wszyscy tamtejsi księża. Jeden z nich wyniósł z
      kościoła zapaloną świecę i wszyscy wierni w ten sposób, początkowo
      od jej światła, a potem od sąsiednich zaczęli zapalać swoje świece.
      Atmosfera była bardzo podniosła i wzrastała z każdą minutą. Kiedy
      główny ksiądz krzyknął „Christos Anesti” („Chrystus zmartwychwstał”wink
      czułam wyraźną radość wśród zebranych. Wywarło to na mnie
      niesamowite wrażenie a w głębi duszy cieszyłam się ze
      zmartwychwstania Chrystusa razem z Grekami. Ioannisowie stali gdzieś
      dalej, a ja tuż przy samym ołtarzu – przecież musiałam wszystko
      dokładnie obejrzeć. Dostrzegłam, że ludzie zaczęli się całować
      mówiąc sobie wzajemnie: „Christos Anesti” i odpowiadając: „Alithos
      Anesti” („Prawdziwie powstał”wink. Pojawiły się fajerwerki – na znak
      radości, a wszystko to tak bardzo mnie wzruszyło.
      Wróciłam do Ioannisów a oni wszyscy mnie pocałowali.
      - To „Pocałunek miłości”, tak się nazywa – wyjaśnił mi Ioanni.
      Zapaliłam swoją świecę od ich światła i poszliśmy do domu. Po drodze
      Ioanni wypytywał mnie o wszystko co czułam w czasie tej
      uroczystości. Dla niego i Christiny tak ważnym było, że nareszcie,
      po tylu latach, mogłam wziąć udział w tej wyjątkowej mszy.
      Cały czas nieśliśmy zapalone świece i nikomu żadna nie zgasła, a to
      dobry znak, także dla mnie. Przed domem Ioanni dymem ze swojej
      świeci narysował krzyż na framudze drzwi zewnętrznych.

      W domu Christina podgrzała obiad i zasiedliśmy do stołu.
      Jedliśmy magericę – tę zupę, którą wcześniej Christina gotowała.
      Musiałam przyznać, że była doskonała. Potem na stole pojawiły się
      pieczone ziemniaki w ziołach, kawałki owcy oraz sałata.
      Piliśmy białe wino „Santorini”, które kupiłam wracając z Plaki. Nie
      znałam greckich win ale to wszystkim smakowało, co mnie cieszyło.
      Ioanni zarządził tłuczenie jajek. Wygrała Christina – jej czerwona
      pisanka najdłużej pozostała niestłuczona, a to oznaczało, że właśnie
      jej będzie się szczęścić przez cały rok.
      - Czy wiecie jak olbrzymim przeżyciem jest dla mnie wszystko to w
      czym biorę udział? – zapytałam. – Tyle lat o tym czytałam a dziś
      właśnie mogę tego doświadczać. Efcharisto para poli – podziękowałam
      im z głębi serca.
      Byłam doprawdy bardzo wzruszona.
      Jedliśmy te ciastka – kurabiedes, długo w nocy słuchaliśmy pieśni
      wielkiej greckiej postaci Meliny Mercouri.
      - Wiecie, tak bardzo jestem wam wdzięczna, że mogę w tak ważnym dla
      was dniu być właśnie tutaj, z wami, w moich Atenach.

      smile
    • bebiak Moja Pascha w Meteorach w 2003 roku 27.02.08, 15:24
      Wielkanoc w Meteorach w 2003 roku

      Wjeżdżaliśmy samochodem na górę tą drogą, którą wcześniej
      oglądaliśmy, a która trochę mnie w dzień przerażała jeśli myśleć o
      jeździe nocą. Wszystkie te obawy okazały się zupełnie niepotrzebne:
      na górę sunął powoli sznur samochodów, światła samochodu
      poprzedzającego ciągnęły nas za sobą. Nikt nikogo nie
      wyprzedzał bo i niełatwo byłoby potem wepchnąć się pomiędzy
      samochody.
      Już na górze część samochodów skręcała w prawą stronę, tam gdzie
      cztery klasztory, a część – w lewo, tam gdzie dwa pozostałe, w tym
      Agios Stefanos, który matka Ioannisa wybrała dla mnie na tę
      szczególną w Grecji noc. Droga po obu stronach była zastawiona
      samochodami stąd Jerry podwiózł nas do klasztoru a sam zawrócił
      szukając miejsca do zaparkowania. Ależ tłumy ludzi się tutaj
      gromadziły! Większość trzymała w dłoniach świece i strasznie
      żałowałam, że wcześniej o tym nie pomyślałam. Zapomniałam, zupełnie
      zapomniałam o tej świecy i było mi przykro.
      Weszliśmy na teren klasztoru. W kościele trwało już nabożeństwo ale
      oczywiście nie sposób było tam wejść. Stanęliśmy na dziedzińcu, przy
      głównym ołtarzu, gdzie jeszcze takich tłumów jak w kościele i wokół
      niego - nie było.
      Podeszłam do balustrady i popatrzyłam na Kalambakę, którą już dziś z
      tego miejsca oglądałam ale jakże inną. Teraz zbliżała się północ,
      była ciemna noc a w dole można było dostrzec setki świateł – piękny
      to widok z tego miejsca.
      Ludzi przybywało a my zajęliśmy doskonałe miejsce: przecież musiałam
      wszystko dokładnie zobaczyć. O dźwięk się nie obawiałam – wszędzie
      były pozawieszane głośniki. Stałam wśród Greków i słuchałam
      przepięknych śpiewów mniszek. Mniszki śpiewały w kościele ale
      doskonale je było słychać przez głośniki.
      Pieśni, a może jakieś psalmy brzmiały wspaniale: bez muzyki i
      śpiewane na dwa głosy. Wkrótce Grecy zaczęli zapalać swoje świece –
      jedną od drugiej. Kiedy na to patrzyłam poczułam ukłucie w sercu:
      - Dlaczego zapomniałam? Dlaczego ja nie mam? – miałam do siebie
      straszny żal.
      Patrzyłam na to wszystko i zastanawiałam się czy naprawdę tu jestem.
      Jeden z klasztorów w Meteorach, dokoła ciemna noc, rozgwieżdżone
      niebo, w dole rozświetlona Kalambaka, wokół mnóstwo Greków ze
      świecami czekających na zmartwychwstanie Chrystusa, śpiewy mniszek,
      budynki klasztorne tylko lekko podświetlone małymi reflektorkami – i
      ja w tym wszystkim. Coś mnie chwytało za gardło ze wzruszenia a
      wewnątrz czułam przyjemne ciepło.
      Patrzyłam na to wszystko jak zaczarowana.

      Mniszki ustawione w dwóch rzędach wyszły z kościoła ze śpiewem na
      ustach, a pomiędzy nimi szedł stary pop ubrany bardzo uroczyście.
      Zmierzali do ołtarza, przy którym stałam i chłonęłam to wszystko
      całą swoją duszą. Pop zaczął coś czytać z wielkiej starej księgi a
      mniszki od czasu do czasu chórem mu odpowiadały. Nie rozumiałam, ale
      czułam. Znowu zaczęły śpiewać: raz jeden rząd, raz drugi.
      Pop znowu czytał a one odpowiadały. Światło świec wokół, wielkie
      skupienie, mniszki znowu śpiewają, ciemność wokół…
      - Christos Anesti! – krzyczy pop.
      Bicie dzwonów tuż nad moją głową, wielka radość, poruszenie.
      Dzwony biją, mniszki śpiewają…..
      - Boże drogi: Chrystus zmartwychwstał a ja w Meteorach! – przemknęło
      mi przez myśl.
      Dla mnie też zmartwychwstał, bo skoro tu jestem to też to czuję, też
      to wiem, choć u mnie w Polsce Chrystus zmartwychwstał tydzień
      wcześniej.
      Dziś jednak zmartwychwstał znowu i ja to czułam stojąc na dziedzińcu
      klasztoru Agios Stefanos w Meteorach.
      Wielkie to dla mnie przeżycie.
      Grecy zaczęli się całować – to pocałunek miłości.
      Mniszki z popem wróciły do kościoła.
      Powoli, bardzo powoli, opuszczaliśmy teren klasztoru, a z kościoła
      wciąż słychać było śpiew mniszek.
      - Dzięki ci losie, że mogłam tu być właśnie dziś, właśnie teraz –
      szepnęłam.
      Przypomniałam sobie co tutaj, w Meteorach, powiedziała do mnie
      Christina trzy lata wcześniej: „Wyobraź sobie jak tu musi być
      podczas Anastasi”.
      Potrafiłam sobie to wówczas wyobrazić, a dziś tego doświadczyłam.
      Jak pięknie jest realizować nasze marzenia!

      Śniadanie w hotelu mnie zaskoczyło: wśród talerzy z wędlinami i
      serami dostrzegłam misę pełną czerwonych jajek, co było dla mnie
      wielką niespodzianką.
      Po śniadaniu zaproponowałam Jerremu i Tygrysowi tłuczenie tych jajek:
      - W końcu jesteśmy w Grecji a dziś grecka Wielkanoc.
      Nie zauważyłam u nich wielkiego entuzjazmu, ale dostosowali się do
      greckiej tradycji.
      W tłuczeniu jajek odpadłam pierwsza, a wygrał Jerry i to jemu będzie
      się szczęścić przez cały rok.
      Weszłam do kuchni po sok i zobaczyłam leżącego na dużym stole całego
      barana przygotowanego do upieczenia na rożnie. Spojrzałam w jego
      oczy:
      - Do widoku tych oczu nigdy się nie przyzwyczaję – westchnęłam
      odwracając się w drugą stronę.
      Starsza Greczynka podała mi dzbanek z sokiem pomarańczowym:
      - Christos Anesti – pozdrowiłam ją.
      - Alithes Anesti – odpowiedziała zaskoczona ale z wielką radością.


      smile

    • bebiak I do kompletu Niedziela Wielkanocna w 2000 roku 27.02.08, 15:27
      Niedziela wielkanocna w Grecji w 2000 roku

      Znowu się stresowałam: niedziela wielkanocna a oni mi powiedzieli o
      dzisiejszym rodzinnym spotkaniu w większym gronie. Poczułam się
      bardzo niezręcznie.
      - Zostanę w domu, w Atenach, i doprawdy nie jest to dla mnie żadnym
      problemem – powiedziałam.
      - Posłuchaj mnie Betaki – zaczął Ioanni przy wspólnej porannej
      kawie - mam wrażenie, że ze szczęścia, iż znowu jesteś w Grecji
      zupełnie pomieszało ci się w głowie. Jedziemy wszyscy do letniego
      domu siostry Christiny, nad Zatokę Koryncką. Będzie tam mój
      przyjaciel ze studiów we Francji, który jest mężem siostry
      Christiny, ich dzieci oraz moja teściowa. Oni wszyscy od dawna tyle
      o tobie słyszeli, widzieli cię na zdjęciach, wiedzą, że miałaś
      przyjechać, żeby spędzić z nami Paschę, i cieszą się, że nareszcie
      cię poznają. Czy to rozumiesz?
      - Przepraszam ale nie chciałabym sprawiać kłopotów swoją osobą. Jak
      powinnam się ubrać?
      - Swobodnie, zupełnie swobodnie: to letni dom i bardzo luźna
      atmosfera.

      Wyjechaliśmy z Aten, w których dziś o tak wczesnej porze ruch na
      ulicach był niewielki. [......] okazała się być niedużą
      miejscowością na Peloponezie. Letni dom siostry
      Christiny – Marii, i jej męża, Nikosa, usytuowany był po lewej
      stronie szosy: główna część wioski znajdowała się po stronie prawej.
      Domem i jego położeniem byłam zachwycona: wzniesiono go na wzgórzu a
      po tej stronie nie było innych zabudowań. Z ogrodu roztaczał się
      piękny widok: na doliny pełne drzew i krzewów.
      Przyjęto mnie tu bardzo ciepło: wszyscy okazali się być
      przesympatycznymi ludźmi.
      Obok domu urządzono palenisko i już piekło się w nim kokoreci.
      - To jedno z typowych naszych dań wielkanocnych – wyjaśniła mi matka
      Christiny stojąca przy palenisku, ale to wyjaśnienie przetłumaczył
      Angelos: jego babcia nie mówiła po angielsku.
      Miałam wrażenie, że znam tych ludzi od dawna i czułam się tu
      zupełnie swobodnie.

      Zasiedliśmy przy wielkim stole, który postawiono na ogrodowym
      tarasie, tuż przy palenisku. Najpierw pojawiły się przystawki:
      ośmiornice, choriatiki, najprzeróżniejsze rodzaje oliwek i feta
      pokrojona w duże kawałki, polana oliwą. Do tego mnóstwo białego wina
      własnej roboty, którego spore ilości wypił Ioanni ale i Angelos.
      Doszło do zabawnych sytuacji: Christina się wściekła wykrzykując, że
      przez Ioannisa jej ukochany syn zostanie z pewnością alkoholikiem.
      Tłumiłam śmiech ale Ioanni wcale się z nim nie krył, podobnie
      zresztą jak Angelos: ten miał już 21 lat i nie był małym dzieckiem.
      Christina krzyczała a Ioanni z synem tak świetnie bawili się przy
      dźwiękach greckiej muzyki z wysp, że nawet zaczęli śpiewać, w czym
      dzielnie pomagali pozostali.
      - Ioanni, kiedy zaczniesz tańczyć? – podeszłam do Ioannisa i prawie
      szeptem go zapytałam nie chcąc aby Christina to słyszała.
      - Jeszcze parę szklanek tego wina i wejdę na stół!
      Po zjedzeniu przystawek zaczęliśmy jeść kokoreci. Ależ to było
      doskonałe! Wspaniała wątroba barania upieczona w jelitach – z
      pewnością z jakimiś przyprawami. Po kokoreci – czas na danie główne:
      niesamowita ilość baraniny, pieczonych ziemniaków i misy sałaty.
      Z przerażeniem patrzyłam na te ilości wspaniałego jedzenia: Grecy
      chwytali mięso w ręce i tak zajadali. I cały czas to pyszne wino…
      Tłukliśmy oczywiście czerwone pisanki – tym razem najdłużej cała
      pozostała pisanka syna gospodarzy i to jemu będzie się szczęściło
      przez cały rok. Małej Marii było przykro: ani w nocy w domu ani
      tutaj nie udało jej się wygrać.
      Doliną wędrowało niezliczone stado kóz: pobrzękiwały dzwoneczkami co
      świetnie było słychać w ogrodzie.
      Wszyscy mieli doskonałe nastroje – z wyjątkiem Christiny. Ta była
      oburzona na męża.

      Kiedy gospodyni zaczęła stawiać ciasta na stole zdecydowałam iść na
      spacer do wioski – nie byłam w stanie zjeść już czegokolwiek.
      Wcześniej uzgodniłam z Christiną, że pójście na spacer już po
      jedzeniu nie będzie niczym nietaktownym.
      Miałam ochotę wypić frappe, ale gospodarze jej nie pili stąd bardzo
      przepraszali za brak odpowiedniej kawy. Ioanni chciał wsiąść w
      samochód i pojechać do kafenionu po frappe.
      - Nie Ioanni, absolutnie nie. Naprawdę chętnie pospaceruję trochę.
      Poza wszystkim zbyt dużo wypił wina, żeby już teraz prowadzić
      samochód.

      smile)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka