Dodaj do ulubionych

czy jest wsrod nas spec od Halkidiki?

06.09.08, 21:46
przejrzalam zarchiwizowane watki i przyznam ze niewiele sie dowiedzialam...
oprocz katastroficznych info o pozarach w 2006 na Kassandrze i ulewach na
przelomie sierpnia i wrzesnia 2007. Czy ktos z Was byl tam ostatnio? Kusi mnie
aby zdradzic Krete... w przyszlym tygodniusmile podzielcie sie parakalo tym co
wieciesmile jak wygladaja drogi, czy komunikacja z salonikami jest godna
zaufania, jak daleko jest do meteorow, no i czy rejs wokol gory Athos wart
jest swej cenywink
pozdrawiam
a.
Obserwuj wątek
    • yasmin_ch Re: czy jest wsrod nas spec od Halkidiki? 07.09.08, 02:24
      ja bylam dwa lata temu.
      mieszkalam w Nea Moudania, mielismy wynajety samochod wiec objechalismy cala
      Kassandre, Sithonie i Athos(oczywiscie tam tylko do Ouranopolis)
      poniewaz byl to listopad tlumow nigdzie nie bylo. Ouranopolis bylo wrecz puste,
      na zaden rejs juz sie nie zalapalismy, ale gdyby byla mozliwosc, to niezaleznie
      od ceny bym chciala poplynac/
      mielismy wypozyczonego fiata punto i spokojnie nim wszedzie dojechalismy, wg
      mnie drogi sa w porzadku.
      w Salonikach bylismy korzystajac z autobusów. powiem tak - bilety tanie,
      spoznien nie bylo. tyle, ze z Nea Moudania jechalismy z dworca autobusowego, a
      nie z innych blizszych przystankow. po prostu na tych przystankach nie bylo
      rozkladu jazdysmile
      kierowcy zatrzymywali sie przy hotelu (w drodze powrotnej) gdy sie ich o to
      poprosilo.
      autobusy calkiem porzadne, tyle, ze droga czasem sie dluzy, bo przystanki sa w
      kazdym miasteczku, wsi po drodze.
      Meteory sa dosc daleko, ale my wyjechalismy w miare wczesnie rano i bez problemu
      dalismy rady pozwiedzac. a jest to wycieczka naprawde jedna z tych ktore trzeba,
      po prostu trzeba odbyc.
      dodam, ze przed dwa tygodnie pobytu w listopadzie moze dwa dni byly deszczowe,
      reszta w granicach 17-21 stopni, w morzu w kazdym razie sie kapalismysmile
    • tomaszkozlowski1 Re: czy jest wsrod nas spec od Halkidiki? 07.09.08, 14:10
      Haniu, Chalkidiki to naprawdę fajna opcja. Minęło już dobrych kilka
      lat odkąd tam byłem ale myślę, że tak naprawdę niewiele się
      zmieniło, oprócz tego, że w górach Kasandry straszą spalone lasy.
      Jest tam spokojnie, bardzo tam odpocząłem, mimo że byłem wtedy w
      lipcu. Przejazd przez palec Sithonija dostarcza wielu wrażeń, to też
      jednak lepsze miejsce do mieszkania niż Kasandra, choć z drugiej
      strony gorzej skomunikowane z Salonikami.
      A Saloniki to miasto, do którego muszę wrócić. Elegantsze i bardziej
      poukładane niż Ateny (choć chaos Aten ma swój urok smile), z wieloma
      pamiątkami historii (z przełomu paru tysięcy lat życia tego miasta),
      ze znacznie "głębszą duszą" niż Ateny.
      Rejs wzdłuż brzegów Athos niezapomniany, warto to przeżyć.
      Północna Grecja jest mniej egzotyczna niż południowa, znacznie
      bardziej bałkańska (choć widoków oliwek itp.Ci nie zabraknie smile) ale
      bardzo bardzo ciekawa smile
      • hania_404 Re: czy jest wsrod nas spec od Halkidiki? 07.09.08, 14:27
        dzieki Wamwink wczoraj w nocy przekopalam rowniez forum panstwowe i jednak
        podjelam decyzje! a wiec jutro Salonikismile
        szukalam w Empiku ksiazki o ktorej Tomku pisales; Saloniki the city of ghosts
        ale niestetety.... za to znalazlam Karmel na DVD - dla tych ktorzy nie widzieli,
        i dla tych co chca zobaczyc po raz kolejny. Jedynie 70 PLN sad((
        Wiem Toku ze sie nie zawiode, bo to w koncu wakacje w raju, a odmiana chyba
        dobrze mi zrobi. No i chyba jezyk troche czystszy?smile
        usciski! trzymajcie kciuki bo lece na wpol w ciemnosmile
        opowiem po powrociesmile
        a.
        • tomaszkozlowski1 Re: czy jest wsrod nas spec od Halkidiki? 07.09.08, 14:39
          Haniu, tę książkę kupowałem w American Bookstore w Galerii Mokotów.
          Może jeszcze tam jest?
          A co do języka- faktycznie w północnej Grecji jest on staranniejszy
          (z Kretą to w ogóle trudno porównywać bo tam jest kreteńska gwara,
          bardzo specyficzna a czasem po wioskach nawet dość hermetyczna).
          Saloniczanie twierdzą, że nikt nie mówi tak czysto po grecku jak oni
          i mają w tym sporo racji smile
    • tomaszkozlowski1 Re: czy jest wsrod nas spec od Halkidiki? 07.09.08, 14:48
      A jeszcze Haniu Ci napiszę, że będziesz miała okazję podziwiać
      doroczne Międzynarodowe Targi Salonickie- największą na Bałkanach
      imprezę handlową, którą właśnie uroczyście otwarto.
      Dla Grecji salonickie targi to zawsze bardzo ważne wydarzenie także
      w wymiarze politycznym- co roku po okresie wakacyjnym premier
      przedstawia (na otwarciu imprezy) dalsze założenia gospodarcze,
      reformy itp.
      Miasteczko targowe zlokalizowane jest w centrum miasta.
      • hania_404 Re: czy jest wsrod nas spec od Halkidiki? 07.09.08, 14:56
        dzieki! w tym roku w maju wybierala sie na targi ksiazki w Salonikach, ale
        niestety nie wyszlosad
        czy to oznacza dodatkowe korki w miescie? ale i tak dam rade: na Saloniki
        zarezerwowalam sobie min 2 dnismile
        Meteorow sobie nie daruje chocbym musiala wstac o 4 rano, no i Athos obowiazkowo
        - rejs znaczysmile
        chce tez objechac Kassandre i Sithonie no i postaram sie tez dotrzec na wyspe
        Amouloianismile a reszta w rekach olimpijskich bogow na siedzibe ktorych mam
        nadzieje spojrzec z daleka o ile oni sami i pogoda pozwoląsmile
    • bah77 Re: czy jest wsrod nas spec od Halkidiki? 08.09.08, 07:24
      > przejrzalam zarchiwizowane watki i przyznam ze niewiele sie
      dowiedzialam...

      Polecam Ci zdecydowanie Sithonię, a tam przede wszystkim Vourvourou,
      o którym pisałem np. tu:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=203&w=20036256&v=2&s=0

      Nie wiem, czy to jest wiele, ale... 1 ciekawa fotka zastępuje
      1.000 słów. wink

      Pozdrawiam

      bah77
      • hania_404 Re: czy jest wsrod nas spec od Halkidiki? 08.09.08, 09:27
        tak bahu! znalazlam te zdjecia i one mnie ostatecznie przekonałysmile
        dziekismile
        • bah77 Re: czy jest wsrod nas spec od Halkidiki? 08.09.08, 10:02
          Haniu, czekam więc na Twoje fotki z Chalkidiki. smile

          fotoforum.gazeta.pl/5,4,18861.html

          Pozdrawiam

          bah77
    • ewamalgorzata Re: czy jest wsrod nas spec od Halkidiki? 08.09.08, 10:32
      Hejsmile Ja byłam, ale nie ostatnio - kilka ładnych lat temu.
      Objechałyśmy wtedy z koleżanką dość porządnie Grecję północną. Drogi
      spokosmile Z trzech palców mnie - tak jak chyba Bahowi - najbardziej
      podobała się Sithonia - wtedy najspokojniejsza. Wcale mi się nie
      podobał Athos jako taki - w tej częsci dostępnej ogólnie mam na
      myśli. Statkiem, niestety, nie popłynęłyśmy. O komunikacji też nie
      wiem nic, oprócz tego, że potwierdzam to co napisał Tomek - to chyba
      lokalny zwyczaj - na Sithoni, skąd chciałyśmy pojechać do Salonik
      autobusem, coby uniknąć kłopotów z parkowaniemsmile - też nie było
      rozkładów jazdy. Pytani autochtoni radzili zasiąść na przystanku i
      spokojnie czekać bo "na pewno przyjedzie"smile)
      • bachula_gr Re: czy jest wsrod nas spec od Halkidiki? 08.09.08, 11:17
        Dzis wrocilam z trzeciego "palca"- jak sie rozpakuje to ponawijam.
        Poznym wieczorem pewnie, jesli jeszcze masz czas na laketurke przed
        wyjazdem/wylotem. Pozdrawiam.
    • bachula_gr zdecydowanie najdalej czyli ATHOS 09.09.08, 10:25
      Powiem tak: drugi raz bylam i pojade jeszcze. Na trzeci, najbardziej
      oddalony od Salonik (120km prze gory) palec Chalkidiki.
      Jesli masz ochote na cos wiecej niz plazowanie i leniuchowanie i
      bedziesz "na kolkach" to koniecznie jedz najdalej jak sie da. Ludzi
      coraz mnie a widoki coraz lepsze.

      Na poczatek zajawka z fotoforum, moja i niemoja:
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,882,68423807,68423807,0,2.html?wv.x=1
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,882,81105322.html
      Jesli juz TAM dojedziesz to sugerowalam poruszanie sie po okolicy
      bez mega wypraw typu Meteory, Metsovo czy Ateny (do tego
      zdecydowanie lepsza baza wypadowa jest Kassandra czy Sithonia).

      A na Athosie....
      - OURANOUPOLI: rejsow wokol Republiki Mnichow do wyboru do koloru,
      krotsze, dluzsze, z posilkami i greck amuzyka lub solo
      - OURANOUPOLI: przeprawy malymi lodkami na malutkie wyspy Drenia
      - samo Ouranoupoli warte zwiedzenia i zjedzenia wink)) tawerny przy
      samej wiezy i porcie
      - z TRIPITI (kilka km od O.) plywaja promy na jedyna zamieszkala w
      tym terebnie wyspe Amouliani. Promy co pol godziny, plynie sie mniej
      wiecj tyle samo, 9.50euro za auto w jedna strone, 1.50 euro za
      doroslego. Mozna zostawic auto w porcie ale na najladniejsze
      piaszczyste plaze trzeba potem dralowac kilka km wiec ja zabieralam
      komplet: limuzyna + dzieci+ dziadki
      - NEA RODA (tez kilka km od O.)- piekne plaze, wielkie muszle,
      urokliwy kosciolek i mini marina, mnostwo kutrow rybackich
      - IERISSOS- stolica regionu, piekna marina, rybacy lowiacy na
      zamowienie rybki, mini stocznie z lodkami w budowie, ruiny

      Nieco dalej na polnoc piekna trasa wzdluz wybrzeza, bajeczne zatoki,
      piekne plaze, mniej lub bardziej dzikie, widoki......
      - STAGIRA- rodzinne strony Arystotelesa - Park Arystotelesa
      - OLYMPIADA i OLYMPIAS- urocze miasteczka, nieprzyzwoicie cieple
      morze, w Olimpias morze pozwala na piaszczyste spacery daleko od
      brzegu bo plytko i rowno wink
      - ARNEA- nie dotarlam bo mi towarzystwo nie chcialo wyjsc z plazy w
      Olimpiadzie, nie na wybrzezu ale jakies 30km wglab, ponoc Metsovo
      Chalkidiki czyli gorska kolorowa wioska.

      Tyle? Pozdrawiam i lece ladowac fotki.
      • bachula_gr Re: zdecydowanie najdalej czyli ATHOS- foto dowody 09.09.08, 11:21
        tutaj, jeszcze cieple, z ostatnich dni:

        Ouranoupoli:
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,882,68423807,84426963.html?wv.x=1
        Nea Roda:
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,882,68423807,84427362.html?wv.x=1
        Ierissos:
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,882,68423807,84428115.html?wv.x=1
        Olimpiada i Olimpias:
        fotoforum.gazeta.pl/72,2,882,68423807,84428851.html?wv.x=1
    • hania_404 wrazenia po powrocie... 18.09.08, 00:18
      Moje wrażenia z Halkidiki nie są z pewnościa ani odkrywcze, ani szczególnie
      oryginalne. Do Salonik poleciałam nagle, bez specjalnych przygotowań, choc
      oczywiście i o tym regionie Grecji troche czytałam i myślałam, że może kiedyś...
      No cóż, przy moim trybie życia oferty last minute to najsensowniejsze wyjście
      póki co, a ta doza spontaniczności to i tak pikus przy codzienności, więc
      kupiłam wycieczkę w niedzielę, a w poniedziałek o 22-iej byłam już w drodze do
      Macedonii. Noc przed podróżą spędziłam z nosem w książkach i internecie więc
      generalnie plan był. Przede wszystkim Athos, potem Sithonia, Kassandra, Meteory,
      no i oczywiście Saloniki. Miał być tez czas na plażę (choć jeszcze nigdy nie
      udało mi się wytrzymać w pełnym słońcu dłużej niż 2 godz), i poobiednie drzemki
      (ha ha! jeśli ktos zobaczy mnie spiącą w raju przed 2-ga w nocy stawiam tyle
      wina ile da radę wypićsmile)) Hotel – getto turystyczne, jak je nazywam, właściwie
      można z niego nie wychodzic przez 2 tyg więc moje poranne wyjście z tego cud
      kompleksu to specjalny performance dla rozleniwionych turystów i obsługi. No co
      ja poradze, że gubie sie w centrach handlowych i kompleksach turystycznych, że
      miotam sie jak opętana sądząc że im wieksze krzaczory tym wieksza pewność, że za
      nimi jest wolnośćsmile))) W końcu udało sie nie tylko znaleźć drogę, ale i
      sensowną cenowo wypożyczalnie samochodów. Pierwszy dzien to zupełny relaks bo
      zamówiony Athos (samochód nie półwysepwink)) miał byc dostepny dopiero na
      wieczór, więc nie pozostało mi nic innego jak obejrzenie po raz pierwszy i
      ostatni przesławnego Kriopigi, z jego knajpkami, sklepikami, chyba jednym
      supermarketem i niezwykle długą drogą w dół do plaży. Myslałam sobie, jak ja
      wrócę ale na szczęście nie musiałam tej trasy pokonywać z powrotem w górę. Droga
      plażą okazała się zdecydowanie przyjemniejsza, no i ciekawsza. Początek września
      na Halkidiki to juz naprawde schyłek sezonu. Ludzi na plaży tyle co krzesel i
      parasoli na zagospodarowanej części, przy polach namiotowych pustki, a dalej...
      no cóż to mi sie marzyło... gdzies na horyzoncie ludzie, a wokół mnie szumi
      Morze Egejskie i oślepia mnie blask słońca, tak z nieba, jak i ten odbity od
      złotego piasku. Jedno mnie niepokoi: brak ogłuszajacego wrzasku cykad, ale z
      moimi wątpliwościami postanawiam poczekac do wieczora: może grillosy dadzą znać
      po zmroku? Owszem dały, ale jakze niemrawo w porównaniu z Kretą... mozna tu
      słuchac muzyki przy otwartych oknach, a nawet zebrac mysli...
      Rano wyruszam w kierunku Sithonii, aby w porcie Ormos Panagias złapać statek
      płynący wzdłuz półwyspu Athos. Oczywiscie duży błąd bo jedyny kurs stąd zaczyna
      sie o 9.30 i to jest właśnie ten „piracki” statek ze zorganizowanymi grupami z
      gett turystycznych. Jakie szczęście że sie na niego spóźniłamsmile)) Dziewczę w
      greckim biurze turystycznym udziela mi informacji że prawdopodobnie o 13.30 z
      Ouranoupoli odpływa statek, który być może mnie zabierze więc mam chwile na
      frapke, zdjęcia, odpoczynek... Zachwyca mnie archtektura tego regionu. Schludne
      kamienne domy, z czerwono-pomarańczową dachówką, wokół niebywały porządek,
      mnóstwo zieleni i zapach... nie ziół jak na Krecie, ale zapach drzew piniowych,
      taki, jak kojarzy mi się z wypoczynkiem, relaksem, no może czasem z
      przeziębieniem i inhalacjamismile)) Przez Metangitsi, Pirgiatikie, Gomati,
      Ierissos (gdzie tuz przy drodze buduje sie łodzie), Trypiti, slady kanału
      Kserksesa (jakże podoba mi się powiedzenie o Kseksesie: chciał przerzucac wojska
      po morzu i przetaczac statki po lądzie), a w koncu miasto niebiańskiego spokoju
      czyli Ouranopouli. Owszem, jest takim miastem do czasu przypłyniecia pierwszego
      statku „pirackiego' z turystami, którzy w orientacyjnej liczbie ok. miliona
      zalewaja nagle urokliwe tawerny, kafejki i knajpki, które jeszcze przed chwila
      były mi ostoja spokoju i niebywałego lenistwa. W sklepikach Ouranopouli
      rozpoczynam moja kwerendę ortodoksyjno-bibliofilsko-muzealną. Nie wiem
      własciwie, jak ją nazwac: próbuje po prostu dowiedziec się o najsłynniejszą,
      najbardziej czczonaą ikone z góry Athos. Kazdy zapytany wskazuje inny wizerunek
      Panagii: ten z trzema rekami – Panagia Tricherusas, inny twierdzi z obrzydzeniem
      ze on jest serbski i wskazuje na Panagie na szczycie sw Góry, jeszcze inny na sw
      Panlelejmona a kolejny na Panagia Galaktotrofusis (karmiącej). Mnie najbardziej
      podoba sie Panagija Paramithija – to taki piekny wizerunek Matki Boskiej
      całujacej Dzieciatko w reke, ale moje historyczno-artystyczne studia musze
      odlożyc bo Kapitan Fotis, czyli mój stateczek wlasnie ma odpłynąc w kierunku sw
      Góry a ja nie chciałabym przegapic tej niebywałej okazji. Rejs niezwykle uroczy,
      spokojny – jakze spokojne i przyjazne jest Egeo w porównianiu do Morza
      Kretenskiego czy Libijskiego, jak spokojne i w jak wielu odcieniach błękitu,
      granatu, turkusu, nawet nie umiem ich nazwac... jakże tajemniczo wyglądaja
      ostatnie, ogólnodostepne zabudowania na Athos. Jak ogromny dreszcz emocji
      odczuwam, gdy widze pierwszy klasztor – Zografou, jakiez kolejne wzruszenia przy
      nastepnych, ileż mysli i refleksji kołacze mi sie w głowie gdy patrze na
      nieskażone lasy półwyspu Athos, z jaka zazdrościa po raz pierwszy w życiu myslę
      o bycu mężczyzna, który po mniejszych czy wiekszych trudach może jednak wejść do
      republiki mnichów i niemal bez ograniczen przez 4 dni wędrować po jej lasach,
      szlakach, górach... Wspiąc sie na św Górę, podziwiac skarby jej klasztorów... po
      raz pierwszy w zyciu żałowałam... Doczytałam sie dwóch teorii wyjaśniających
      dlczego kobietom wstep jest na Athos zabroniony: pierwsza jest dośc prozaiczna –
      aby braciszków nie kusic; druga zdecydowanie bogatsza: Matka Jezusa uciekając
      przed przesladowaniami z terenow obecnego Izraela własnie na Athos wysiadła ze
      statku; odtąd żadna mniej godna i świeta od niej kobieta nie powinna stanąć na
      tej ziemi aby jej nie skalać...
      Kolejne klasztory; Agios Panteleimonas, Xiropotamou, wreszcie port Dafni..
      wszystko z odległości 400 m od brzegu – tyle dobrze ze w idiotenkamera jest
      zoom, ale co z tego, na brzegu widze cieżarówki, ludzi krzatajacych sie przy
      wyladunku towarów, moze materiałów budowlanych do renowacji tych skarbów
      architektury, tych dziel rak ludzkich ku chwale czegos najwyzszego, bo czyz dla
      zysku i dóbr doczesnych mozna stworzyc tak niebywałe dzieła? Ta sama refleksja
      choc w zdecydowanie mocniejszej postaci wróci do mnie w Meteora. I pytanie: co
      powoduje ludzmi ze tworza tak niebywałe konstrukcje? Nie chęć zysku, wygody,
      sławy czy innych doczesnych dóbr. Jak wielka musi byc wiara tych ludzi, aby byli
      zdolni do takiego wysiłku i do kreatywności, którą współczesny świat tak ceni
      ale której nie potrafi dorównać... Ostanim klaszorem, który smiertelni i
      niegodni moga dojrzec jest leżący u stóp góry Athos klasztor Sw Pawła, bardzo
      tradycyjny, zbudowany w X wieku, w którym obecnie przebywa 70 mnichów. W jego
      tle śnieg utrzymuje sie podobno az do czerwca a w jego bibliotece znajduje sie
      387 rekopisów i 10 tys starodruków.
      Sama Góra Athos – rozpala moja wyobraźnie. Krzyża na jej szczycie nie widzę, ale
      wiem i wierza ze tam jest i mala swiatynia Przemienienia tuz poniżej, ona tam
      jest, wiem...
      Statek zawraca, widze scigające sie z nim mewy, lawice meduz wielkosci sredniego
      parasola i wyskakujace z morza delfiny. Choc te ostatnie znajduja sie w
      reklamowych sloganach biur sprzedajacych bilety na ten rejs, nie sądze aby były
      takim powszednim widokiem. Kiedy sie pojawiły cala załoga, łącznie z osobnikiem
      przy sterze wybiegła na zewnątrz aby je oglądać. Jednak to nie taki codzienny
      widok???smile))) Klasztory wschodnie strony półwyspu Athos są juz dla nas
      niedostepne, w tym m.in najwazniejszy jak pisze grecki autor przewodnika po
      Athos Anestis Vasilidis: klasztor św Lavrii, najstarszy, zalozony w 963 r na
      wysokości 160 m npm przy wydatnej pomocy finansowej Nikiforosa Fokasa (2 500
      rekopisów i
      • hania_404 Re: wrazenia po powrocie... 18.09.08, 00:22
        i 8 000 starodruków!)
        Wracam jakas niebywale wyciszona do Ouranopouli, ktore przez te 3 godz tez
        zdolało ochlonąć po najeździe turystów. Powoli ruszam przez Tripiti i przystan
        promów wiozących Saloniczan i ich auta na pobliska wysepke Amouliani, przez
        kanal Kserksesa i dalej do uroczego miasteczka Pirgadikia. Zapada zmierzch,
        zapalają sie światła, w radiu coraz bardziej nastrojowa muzyka. Mono laiko, więc
        jest i Haris i Dalaras i wielu mi nie znanych z imienia, jest i Dionisis
        Savvoupoulos i jego Zeibekiko tis kiriakis – rewelacja !!! szkoda ze tego nie ma
        w YouTubie, tak bardzo bym chciała abyscie ze mną tego posłuchali. A może to
        tylko ten idacy ku pelni księżyc, ta noc wokół, te wrażenia i duchowe i jakze
        romantyczne, i fizyczne zmeczenie... Kto wie, co tak naprawde dziala na nas w
        tym raju... a moze wszystko jest tylko w naszych głowach... bo przeciez to
        niemozliwe aby tylu z nas było wrazliwych tylko na te nieskończone ilości
        odcieni błękitu, prawda...? Docieram do hotelu, kalinichta, jutro koleny
        dzień... „...ksana sto paramithia..'
        cdn, o ile chceciesmile))) starsznie sie rozpisałam, a uczyli mne ze radakcja jest
        redukcją.... tak trudno w paru slowach zawrzec tyle wrażen, własnych odkryc,
        mniej lub bardziej znnych, impresji i skojarzeń... sama nie wiem czy chciałaby
        sama siebie czytac, ale może komus kiedys kto bedzie na Halkidiki sie wybieral
        ten tekst powie więcej niz mnie udało sie przed wyjazdem znaleźć. jeszcze raz
        Kalinichta! Onira glikasmile
        • bachula_gr Re: wrazenia po powrocie... 18.09.08, 08:39
          > > cdn, o ile chceciesmile)))

          owszem, chcemy!!!!
          • bebicka Re: wrazenia po powrocie... 18.09.08, 11:33
            chcemcy, chcemy...wrecz sie domagamysmile
            Maraska
            • bebiak Re: wrazenia po powrocie... 18.09.08, 16:42

              Jasne, że chcemy! Jasne, że tak!!! Theloume!!!

              Swego czasu bardzo ostrożnie podchodziłam do Halkidiki - chyba nawet
              wywnętrzyłam się na stronie, jaka to byłam w 1999 roku pełna obaw,
              że to taka Riwiera Olimpijska itp, a okazało się, że kiedy się
              ominie kilka miejsc (głównie na Kassandrze) to rejon ten jest nader
              klimatyczny, bo i te Saloniki, do których z zachwytem wróciłam dwa
              lata temu, bo wiele innych fajnych miejsc... O, Arnea (Hania nie
              była czy Basia nie była)- zdjęcie na pierwszej stronie mojej strony
              (ależ durnie zabrzmiało!) to popijanie kawy w strasznie ślicznej
              Arnei właśnie, gdzie wąziutkie uliczki i takie piękne balkony, że
              achhhhh smile
              • hania_404 Re: wrazenia po powrocie... 18.09.08, 17:50
                wybaczycie tę odrobine kokieterii???? skoro chcecie to pozniejszym wieczorem
                będzie Sithonia, bo teraz to młode musze nakarmic bo matki przez tydzien nie
                miały to i wygłodzone i stesknione trochesmile))
                a moze i Meteory uda się dzis wrzucic?smile
                buziaki
                a.
                • megalonissos Re: wrazenia po powrocie... 18.09.08, 19:05
                  Bardzo byłam ciekawa Twoich wrażeń z rejsu wokół świętej Góry Athos i wzruszyłaś
                  mnie. Czekam na dalsze wrażenia.
      • hania_404 wrazenia po powrocie...2... 18.09.08, 23:14
        Kolejny dzień, kalimera ilie, kalimera. Dziś Sithonia. Wczoraj bylo cudnie, ale
        dzis spodziewam sie mniej wzruszeń religijno-historycznych, wiecej zas zachwytów
        nad krajobrazem i natura jako taką. Po drodze niezbyt ciekawa Nea Fokea i Nea
        Podidea (wiecie ze Kassandra od starozytnych czasów jest wyspa, bo w najwęższym
        miejscu, wlasnie w Nea Potidea przekopali kanał ktory służy teraz jako port dla
        jachtów i łodzi. Nie porywa mnie to jednak. Jade dalej choć uczciwość „naukowca”
        nie pozwala mi mknąć wprost do Vourvourou, ale każe zatrzymac sie w Olinthos,
        mieście którego rozkwit przypadał na sam srodek klasycznej epoki, czylo V
        w.p.n.e. Zbudowane zostało według założeń urbanistycznych wielkiego architekta
        Ippodamosa, budowniczego m.in. Pireusu i Rodos. To nowatorstwo polegało na tym,
        że szerokie aleje poprzecinane sa pod katem prostym innymi troche węższymi. Ten
        wyjatkowo nowoczesny jak na owe czasy system pozwalał na wytyczenie dzielnic i
        swoistych kwartałów miasta służcych różnym potrzebom mieszkańców: to miasto
        miało kanalizacje, specjalne pomieszczenia dla mężczyzn oddajacych sie
        poobiedniemu odpoczynkowi, miejsca spotkań róznych grup społecznych, miejskie
        targowisko, zapewne i świątynie. Idąc ku płaskowyżowi, na którym odkryto w
        latach 1928-31 pozostałości tego miasta, myslę sobie jak starożytni pokonywali w
        tym upale drogę pod górę i dlaczego moje historyczne zapędy muszą iśc w parze z
        fizyczną kondycją. Czy nie mogłabym tak na plaży, bez wysiłku, przy drinku...?
        No, nie mogłabym bo wdrapanie się na płaskowyz i widok stamtąd to nagroda za
        wszelkie trudy... i zaliczka na kolejne zapierające dech wrażeniasmile Mieli
        starozytni gust co do lokalizacji swoich siedzib choc w tym przypadku zostali
        zmuszeni do przeniesienia się znad morza w głąb lądu aby uchronić się przed
        napaściami i zakusami i Persów i wojsk Filipa, któremu w końcu udało sie
        zniszczyć Olinthos i wymordowac całą jego ludność. Widok na same wykopaliska
        jest dość niezwykły, mury nie wystaja z ziemi wiecej niz na 20-30 cm a jednak
        wyraźnie widać plan ulic, domów, poszczególnych pomieszczeń w domach.
        szczególnie cenne i warte obejrzenia są mozaiki podłogowe – to wstęp dla mnie do
        poznania tej dziedziny sztuki użytkowej, której apogeum zobaczę w Muzeum Kultury
        Bizantyjskiej w Salonikach. Po sesji zdjeciowej, której efekty mam nadzieję Wam
        przedstawić na naszym fotoforum ruszam ku dzikiej i mam nadzieje spokojnej
        Sithonii, ku Vourvourous, którego zdjęciami Bah kusił mnie tuz przed
        wyjazdem...smile)))
        Wreszcie jest! zjazd do Vourvourou i wąskie ulice miedzy hotelami, apartamentami
        i posiadłościami Saloniczan nad urokliwą zatoką, którą od otwartego Egeo
        odgradza podobno 17 wysepek. Pierwszy widok to swoista zatoczka-parking dla
        łódek, jachtów, wiekszych i mniejszych łodzi. Po drodze niezwykła przeszkoda;
        hamuje dość ostro bo wydaje mi sie że droge przebiega spora jaszczurka. Nic
        bardziej mylnego! Toz to pan żółw we własnej osobie! Jednym słowem wakacje
        bardzo zwierzęce; i delfiny i żółw na wolności w ciagu 24 godzsmile))) Dalej
        kolejne apartamenty ale z z lewej strony niezwykły błękit morza wśród zieleni
        drzew piniowych, i złoty piasek i niebywałe kształty piaskowych tworów, skałek,
        języków wcinajacych sie w morze, wysepek, zakola plaż gdzieniegdzie slady
        ludzkiej bytności; porzucone reczniki plazowe, parasole, leżaki.. no tak. jest
        południe, o tej porze najlepiej w wodzie: czasem trudno odróznic ludzkie głowy
        od boi wyznaczających strefe bezpiecznej kąpieli. Na szczęście boi jest więcej
        niz ludzi. Z jednej plaży przechodzę na drugą, trzecią, czwartą, znajduję
        urokliwe miejsce i... no cóż – do lenistwa tez mam prawo, szczególnie w tak
        uroczo błękitno-zielono-złotym miejscu... Nie ma tu barów na plaży, parasoli,
        miejsce przypomina mi troche kreteńskie Elafonisi, troche Balos, a troche – nie
        obrażcie się – dzika plaże nad Bałtykiem sprzed 20 lat... Ale wiem, że jestem
        na Sithonii, na Halkidiki, w Macedonii, w Grecji – o tym nie da się zapomniec
        patrząc na kolor morza, wdychając zapach drzew i czując na skórzę cudowną
        pieszczotę wrzesniowego słońca... „oprócz błękitnego nieba...” itdsmile)))
        Jednak na Vourvourou ani Sithonia, ani swiat sie nie kończy. Doskonała droga
        prowadząca wzdłuz wybrzeża półwyspu prowadzi mnie wśród lasów i niewielkich
        wąwozów ku kolejnym urokliwym plażom: Zografou Akti, gdzie zjezdzając szutrowa
        drogą mam nadzieje na najpiekniejsze zdjęcia godne najwyższych nagród lub choćby
        zaszczytu zawiśnięcia w mojej sypialni, a do której droga kończy się zamkniętą
        na kłódkę bramą z napisem: Zamknięte. Zapraszamy w maju 2009; Armenitis Akti –
        jednej z wielu na Halkidiki plaz oznaczonych błękitną flagą (jako super czysta i
        bezpieczna) przy której widze rozbrajający napis: Plaża błękitną flage ma, ale
        że koniec sezonu to flaga została zdjętasmile)); przywodząca kreteńkie wspomnienia
        przez nazwę Paralia Achlada, znów złoto-błękitna. Wreszcie miasteczko Sarti,
        typowo turystyczne, ale popularne głównie wśród Węgrów, Czechów i Słowaków. W
        kafejce, do której wciaga mnie muzyka (Poso s'agapowink)), kelnerem jest Wegier z
        samego Budapesztu... Właśnie w Sarti udaje mi sie przy miejscowej psarotavernie
        zrobic moje pierwsze zdjecie osmiornic suszacych sie na sznurku...smile))
        Z daleka mijam Skalę i Sykias, może szkoda, ale spieszę do Kalamitsi. Po drodze
        dokonuję kolejnego muzycznego odkrycia. Generalnie z muzyka i moimi płytami mam
        problem – jakoś moje kopie nie do końca sa kompatybilne z greckimi odtwarzaczami
        w samochodach – nie pierwszy to raz wiec w ogole mnie to nie denerwuje. Dzięki
        temu co kilkanaście kilometrów poznaję coraz to inną stacje radiową. W jednej z
        nich słysze głos, który absolutnie mnie oczarowuje: Vasilis Karras, on niemal
        płacze, łka w kazdej piosence. Już po powrocie troche poszukałam info na jego
        temat i choc nie jest to mój Vasilis numer jeden, to przyznm, że wart grzechu, a
        przynajmniej przesłuchania kilku płyt. Na You Tubie jest kilkanaście jego
        piosenek, z róznych okresów, bo gośc zaczął spieawac pod koniec lat 70-tych, a
        te najnowsze sa juz bardzo komercyjne, ale laiko w pełnej krasie... jestem więc
        w Kalamitsi i waham sie czy dalej słuchać Karrasa, czy jednak wysiąśc i
        podziwiać oryginalna plażę ze skalista wysepką z krzyżem i świątynia na
        szczycie. A że instynkt podróżnika u mnie wiekszy niż melomana, wybieram to
        drugie. Znów złoty piasek, niewiele ludzi na plaży, błękit, wiatr, szum, mój
        wolny czas, mój szczęsliwy czas... Wiem, że wyżej w górach jest tawerna
        Panorama, której własciciel jest hodowca bydła i baranina i koźlina pochodzą z
        jego hodowli. Mnie bardziej od miesa interesuje jeden z najpiekniejszych w
        okolicy widoków na pobliskie zatoki. Jesli moje zdjecia choc w 10% oddadza
        uroki tego miejsca powinniście sie czuć jak w rajusmile)) Do tego napis przy
        tawernie: Oneiros pou to zeis (Sen, w ktorym mozesz zyc (?) Widok faktycznie
        oniryczny... No i znów moja mała osobista premiera: pierwszy w raju działajacy
        na wzgórzu wiatrak....smile))
        Kolejny cel to Porto Koufos, niewielka wioska leżca nad osłonięta dwoma
        wzgórzami laguną. Widok iście idylliczny, łodzie na waskiej plazy sasiadujacej
        wprost z droga dla samochodów, dalej uroczy port jachtowy a na nabrzeżu
        kilkanascie psarotavern, jedna mniejsza od drugiej, nad brzegiem niezwykle
        romantyczny i lekko zrujnowany dom; pobielone sciany, niebieskie okna, zielone
        gałęzie wciskajace sie w miejsca wybitych szyb.... atrakcja turystyczna czy
        niedopatrzenie wlodarzy?smile)) dalej dośc enigmatyczny dla mnie pomnik; pamieci
        kilku młodych Greków-pilotów śmigłowca, który uległ katastrofie w 2004 roku. Czy
        ktos z Was wie, pamieta o co chodziło? Śmigłowiec to Chinook, a katastrofa miala
        miejsce 11 września 2004 (w 4 rocznice tego wydarzenia jestem w tym miejscu!).
        Koło pomnika z nazwiskami poległych jest tez ów śmigłowiec, dość mocno
        zniszczony. Zdjęcie zamieszczę na forum,
        • hania_404 Re: wrazenia po powrocie...2... 18.09.08, 23:48
          Ostatni punkt na Sithonii to wioska Parthenonas, ma leżec troche powyżej Neos
          Marmaras, kurortu, do którego pewnie w życiu bym nie zajrzała, gdybym po drodze
          nie spotkała Robinsona Crusoe i Pietaszkawink)) Para Niemców, którzy piechota i
          czasem autobusami przemierzali Halkidiki. Wygladali na tak skrajnie wyczerpanych
          stojąc na skraju drogi i machając na auto-stop że choc nigdy tego nie robie –
          zatrzymałam się. On socjolog, ona stylistka z Freiburga. Od półtorej godziny
          próbowali złapac transport. Jechali do Nikitis, dla mnie troche za daleko więc
          chętnie przyjęli propozycje podrzucenia do Marmaras. To od nich dowiedziałam sie
          o Porto Carras leżacego w pobliżu Marmaras, turystycznego molochu zbudowanego
          przez multimilionera, armatora Ioannisa Carrasa. Zlecil on wybudowanie nad jedna
          z najpiekniejszych zatok Sithonii wielopiętrowych hoteli, prywatnych przystani,
          pól golfowych i innych obiektów sportowych. W 1965 r. tereny na pld od Porto
          Carras przekształcono w winnice (dzis w lokalnej wytwórni powstaje siedem (!)
          najlepszych greckich trunków – swoja drogą mnie nie bardzo smakowały wina tej
          marki, ale może sie nie znam...smile)). Ioannis wkrótce zmarł, a jego spdkobiercy
          nie byli zainteresowani olbrzymia inwestycją. Dopiero w ostatnich latach
          kompleks został wykupiony przez greckiego developera, który zainwestował w
          obiekty i teraz wstęp na teren słynnego Porto Carras to 3 EUR, nie mówiąc juz o
          innych atrakcjach.... szkoda Sithonii... zreszta całe przedsięwzięcie budzi
          mieszane uczucia nawet w Grecji...
          Parthenonas: specyficzne miejsce na Sithonii, wyludniona w latach 20-tych XX
          wieku wioska. Jej mieszkańcy za chlebem przeniesli sie do powstajacego nad
          brzegiem morza Neas Marmaras (proces odwrotny niz w przypadku Olinthos). Ostani
          mieszkańcy wyniesli się stąd w 1970 roku. Dzieki temu osada nie została
          zeszpecona betonowymi budowlami powstajacymi w latach 80-tych. Wtedy to do
          Parthenonas wrócili mieszkańcy, którzy postawili na tradycje i albo zaczeli w
          stylu remonyować opuszczone domostwa, albo obok nich budowac nowe tak aby
          wtopiły sie i w klimat i w charakter. Powstała w ten sposób specyficzna dla
          okolicy wioska, z której rozciaga sie uroczy widok na oddalone o 6 km i 350m
          wysokości Neas Marmaras, z której widok na zachód słońca jest niepowtarzalny, w
          której cykady słychac przed zmrokiem a grillosy zaraz po... Moze i skansen, ale
          urokliwy, waskie kamienne uliczki, ruiny, a obok odnowione domy, nowe budynki
          wręcz opierajace sie o ruiny starych, dzikie winogrona, zdziczałe granaty i
          figowce, porzucone meble i światynia tym razem w rusztowaniach, miejscowe
          muzeum, tradycyjnie zamknięte (godz otwarcia pozostaja tajemnica nawet dla
          miejscowychsmile)), wokół drzewa oliwne, cisza, jedna tawerna (wir sprechen
          Deutsch of coursesmile)).... i ciszaaaa...
          Tak idyllicznie zakończyła sie moja podróż po Sithonii. Powinnam co kilka zdan
          wtrącic cos o niekończących sie lasach, głębokim cieniu tak niezwykłym dla mnie
          po rozpalonej Krecie, o krajobrazie między Kalamitsi a Porto Koufas
          przypominajacym mi tereny na wschód od kreteńskiej Sitei, o rybakach w Porto
          Koufas, no i o tych odcieniach zieleni, turkusu, blękitu, granatu, morskiej
          zieleni, głebokiego lazuru, niebieskości, rozmytej niebiańskości... Morza
          Egejskiego, ale przeciez Wy to doskonale znacie....wink

          jutro Meteora... Kalinichtasmile a.
          • tomaszkozlowski1 Re: wrazenia po powrocie...2... 20.09.08, 20:23
            Haniu, przeczytałem z dużą radością smile Choć moje Chalkidiki było już
            7 lat temu, wspomnienia są bardzo żywe i piękne smile To Grecja
            spokojna, sielska, tak jak piszesz- pachnąca sosnami...Nawet na
            Kasandrze, uważanej za najmniej ciekawą, przeżyłem wiele fajnych
            chwil i odnalazłem ciekawe miejsca. Choć to była jeszcze piękna
            zielona Kasandra sprzed pożarów...
            Athos chciałbym odwiedzić i może kiedyś...Od kogoś kto tam był, wiem
            jednak, że mnisi nie są przyjaźnie nastawieni do nie-prawosławnych
            (mnisi z Athos to zresztą szczyt konserwatyzmu greckiej cerkwi).Ta
            sama osoba uważa jednak, że po wizycie na Świętej Górze nic już nie
            jest takie samo...
            Zazdroszczę Ci delfinów smile)) Ciągle nie mam do nich szczęścia.Wtedy
            płynąc stateczkiem z Uranupoli też ich wyglądałem.I nic.
            "Zeibekiko tis kiriakis"- przyznam, śliczne! Jutro niedziela, dobry
            dzień na tę piosenkę smile Napisał ją Thanasis Papakonstandinu -
            największy geniusz muzyki greckiej w tej chwili (ubóstwiam go po
            prostu)- pochodzi z najnowszej, wspólnej płyty Thanasisa i Dionisisa
            Savopulosa -"O Samanos" (Szaman)(charakterstyczny styl Thanasisa
            idzie w parze z charakterystycznymi wykonaniami Dionisisa- obaj są
            sobą a efekt wspaniały).
            Vasilis Karas to naprawdę dobry głos.Najbardziej popularny jest
            właśnie w pólnocnej Grecji(wszak to syn Macedonii-pochodzi z
            Kavali). Jego złota dekada to mniej więcej lata 1990-2000. Teraz
            popularność jego płyt znacznie spadła.Jego piosenki nie są może tym
            laiko, które przechodzi do historii,ale nie brakuje w jego
            repertuarze naprawdę ładnych zeibekika zwłaszcza. Mało która
            współczesna gwiazdka piosenki komercyjnej może się z nim równać.
            Karas to część także mojego klimatu Chalkidiki lata 2001 r.- do dziś
            pamiętam jak jeden z jego wielkich wtedy przebojów leci w barze w
            Uranupoli a krojący mięso do jirosa bracia podśpiewują sobie razem z
            Vasilisem smile
            • hania_404 Re: wrazenia po powrocie...2... 20.09.08, 21:03
              oto i rzeczone Zeibekiko tis kiriakis. Jak Tomku napisałes, piosenka na jutro....
              www.youtube.com/watch?v=6ZmAdSlfDtY
              wyobrazcie sobie moje wzruszenie kiedy uslyszalam ja na niemal pustej drodze,
              za oknem pełnia ksiezyca (niemal), w glowie wspomnienia cudnego Athos,
              przepieknej Macedonii, którą widze po raz pierwszy.... noc, Dionisis i...
              perspektywa pysznego wina...smile
              przy okazji przemyce inna "niedzielna' pieśń, która uwiebiam...:
              www.youtube.com/watch?v=zQ9tsFT7tD4&feature=related
              PS staram sie ogarnąć moje wrażenia z Meteora, ale myśli tak mi sie kłębią, że
              raz kasuje, raz wpisuje te moje najbardziej osobiste wrażenia... dziś będą i z
              pochylona głową przyjmę każdą waszą opinie....
              pozdr
              a.
    • hania_404 moje wrażenia cd - Meteora-1 21.09.08, 02:01
      Pobudka 4.30. Ciemno. Sniadanie niemal po omacku. Brak frappe, ale i cos chlodno
      na frappesmile Autokar biura podrozy bo samotna podroz ponad 250 km w jedna strone
      troche klocila sie z moja potrzebą spokojnych wakacji. W Salonikach wsiada
      przewodniczka –Olimpija, Greczynka mówiąca po polsku, od poczatku czuje do niej
      wyjątkowa sympatie i okazuje sie ze nie bez powodu. Wiekszośc informacji, które
      tu Wam przekażę pochodzi od niej, choc do odwiedzenia Meteora byłam wydaje mi
      sie przygotowanawink Autostrada do Katerini. Zaczyna sie park narodowy masywu
      Olimpu. Miasteczko Litochoro w oddali – stąd mozna udac sie na 2-dniowa wyprawe
      na najwyższy szczyt tego masywu olimpijskich Bogów – Mytikas (2917 m). Sam
      szczyt widziany z okien autokatu bardzo majestatyczny, dosc tajemniczy w nadal
      porannych mgłach, ma kształt litery M. Czy dane mi bedzie kiedys na niego
      dotrzec? Greckie szczyty robia na mnie bardzo dziwne wrazenie. Ida na Krecie,
      Athos na Halkidiki, teraz Mytikas w masywie Olimpu.... Taki rodzaj zawstydzenia
      własna słabością, niewiary we własne siły a zarazem trudne do zapomnienia
      uczucie ze moge, przede wszystkim bardzo chce. Boję sie greckich gór, boję sie
      nieoznakowanych szlaków, mylących map, nieznanych warunków pogodowych... i choc
      przez nasze polsko-slowackie Tatry wędrowałam bez większych oporów, to tu czuje,
      że jeszcze (albo jużsmile))) nie czas...
      Żegnam widok masywu Olimpu gdy wkrótce po lewej stronie dostrzegam zamek
      Platamonas, wyniosłe, ogromne sredniowieczne zamczysko, usytuowane w idealnym
      miejscu aby kontrolowac ruch między południowa a północną Grecja, między zatoka
      Termajską a szlakiem biegnacym ku zachodniej Europie. Wzniesiony w 1204 roku
      przez frankońskich rycerzy biorcych zapewne udzial w jednej z krucjat do dzis
      służy jako scena wielu wydarzen kulturalnych i artystycznych. Kiedys go obejrzę
      i sfotografuje kazdą flankę, mysle sobie...
      Wjeżdżamy w wąwóz Tempi, który jest umowna granica Tessalii. Skały, lasy,
      malownicza o szmaragdowym kolorze rzeka Pinios, nad nią mostek prowadzący do
      malenkiej światynii Agia Paraskevii. Św. Paraskewia najprawdopodobniej żyła w
      latach tureckiej okupacji, była mlodą, piekną chrzescijanka z bogatego domu. Na
      całe jej nieszczęście zapałał do niej uczuciem pewien turecki wielmoża i
      zapragnął pojąc ja za kolejna żone i umieścić w haremie. Młoda kobieta
      zagroziła, że jesli to sie stanie wykłuje sobie oczy, a że Turek nie uwierzyl
      dziewczyna oslepiła sie a w tradycji religii prawosławnej pozostała swiętą od
      chorób i dolegliwosci oczu. Kapliczek i zródełek sw. Paraskewii jest w calej
      Grecji mnóstwo, pielgrzymuja tam wszyscy potrzebujący. Na ikonach swieta
      przedstawiona jest jako śliczna młoda dziewczyna trzymajaca w reku wielkie...
      oczy. Przyznam, że na ten wizerunek ostatnio (znaczy swiadomie) nie udało mi sie
      trafic, zas w Muzeum Kultury Bizantyjskiej św Paraskewia na jednej z XVI czy
      XVII wiecznych ikon była owszem sliczna ale bez owych oczu w rekach...
      Mijamy Larisse, miasto nie wiem czemu przypominajace mi nowa część Heraklionu
      ale moze tak wsystko mi sie kojarzy...smile. Droga dalej prowadzi przez niemal
      bezkresną równinę, to słynna równina tesalska i zanim od przewodniczki dowiem
      sie że słynęła z hodowli koni, ja to sobie skąds przypominam. Skąd to wiem? Z
      historii wojny trojańskiej? czy z dziejów Grecji nowozytnej ktore zima czytałam?
      a może po prostu ten krajobraz tak bardzo przypomina mi równine Rohanu, kraj
      mistrzów koni, Rohirrimów i ubezwłasnowolnionego króla Theodena, mojego
      ulubionego bohatera 'Władcy Pierścieni”smile? Wybaczcie dygresję, ale takie mam
      skojarzenia bedąc w Grecji... nie tylko z mitologiąwink
      Mijam samotna skałę zwana Stopą Słonia (a może myle nazwę, niech mnie ktos
      poprawiwink i wkrótce autokar zaczyna wspinac sie dość szeroką asfaltowa droga
      pod górę. Okazuje sie że dopiero w tym roku mnisi z Meteora wyrazili zgode na
      poszerzenie drogi dojazdowej do ich samotni. Ilość turystów i ich
      bezpieczeństwo, no i profity płynace z tysięcy odwiedzających dziennnie
      klasztory przekonały tych najbardziej zatwardziałych. Nie ma w tej wypowiedzi
      ani sarkazmu ani ironii. Skarby zgromadzone w sześciu klasztorach Meteora,
      koniecznośc ich konserwacji, renowacji, koszty ich utrzymania to przykra
      doczesność. Czy klasztory byłyby takie same bez odwiedzających je turystów,
      gdyby żyły tylko z datków pielgrzymów wspinajacych sie tu na piechotę..? Nie
      wiem. Jestem natomiast przekonana, że te skarby wymagaja wsparcia i jeżeli
      pozwala sie nam maluczkim cieszyc nimi oczy i choc w namiastce przezywac bliski
      kontakt z dziełem rąk ich uduchowionych twórców to kazdy nasz wkład jest jako
      ta kropla wody, która....
      Zanim jednak ujrzałam te cuda wysłuchałam niezwykle interesującej, choc i
      wstrzasajacej dla mnie opowieści przewodniczki o zwyczajach pogrzebowych mnichów
      i tradycyjnych wiernych koscioła ortodoksyjnego. Pochówek mnicha czy mniszki
      jest niezmiernie skromny: ciało owiniete w całun sklada sie wprost do ziemi. Po
      8 latach wydobywa sie z ziemnego grobu kosci, obmywa czerwonym winem i sklada w
      miejscu zwanym ossuarium. Takie miejsce widzialam w Moni Arkadiou, ale były to
      kości poległych w wybuchu klasztoru. Ossuaria klasztorne nie sa oczywiscie
      dostepne dla publiczności. na dolnych półkach składuje sie kości, na wyzszych
      czaszki. Niezwykle poruszyła mnie informacja, że tak tez wyglada w Grecji
      trdycyjny ortodoksyjny pochówek. kosci wydobywa sie po 8-9 latach w obecnosci
      rodziny. miejsce na cmentarzu jest wiec dzirzawione a nie kupowane na wlasność.
      Kosci w urnie tez przechowuje ie w specjalnych ossuariach. Kościół w Grecji nie
      zaakceptował do tej pory kremacji więc Grecy, którzy w ten sposób chca pozegnać
      swych zmrłych wybieraja sie z tumna w podróż do najblizszej akurat stąd
      Bułgarii, gdzie dokonuja kremacji i z prochami wracaja do kraju.
      Zanim wybrałam sie w to miejsce przejrzałam właściwie wszystko co bylo dostepne
      w polskich i angielskich googlach, w moich przewodnikach i ksiązkach o Grecji.
      Obejrzałam setki zdjęć i przeczytałam relacje kilkunastu turystów, którzy
      odwiedzili to miejsce i zechcieli cos napisac. mowie zechcieli, ale teraz chyba
      wiem, że mieli śmiałość cos napisac. Ponieważ zawracałam wam troche glowe przed
      wyjazdem, czuje się niejako w obozwiązku opisac to co widziałam. gdyby nie to,
      na temat Meteora milczałabym jeszcze bardzo długo. Byłam merytorycznie
      przygotowana na to, co zobaczylam. Jednak emocje jakich doswiadczyłam, gdy po
      raz pierwszy ujrzalam te niezwykle skały nie dadzą sie z niczym porównać.
      Wszelkie mądre teorie w jaki sosób te skały powstały (czy to dno morza, czy
      delta rzeki, czy impet spadajacych wód, piaskowe ostance i inne profesjonalne
      określenia..) przestały byc istotne. To przedziwne miejsce chyba nie tylko u
      mnie wywołało mieszanke wrażeń trudnych do opisania: zachwyt, zdziwienie,
      strach, podziw, poczucie niezwykłej szczęśliwości i bliskości czegos waznego,
      zazdrość, pragnienie i pozostania i natychmiastowej ucieczki, bezradnośc w
      obliczu czegoś niepojetego i szacunek dla natury, ale i determinacji i wiary
      ludzkiej. Kilkuset metrowe skały wyrastające wprost z płaskiej ziemi Tessalii,
      na ich szczytach wielkie klasztory i maleńkie kapliczki, w zalomach i jaskiniach
      światynie, pustelnie i miejsca czci. Ruch na drodze i na parkingach nie dawał
      złudzenia co do atmosfery tam, na górze. Setki turystów komentujących,
      zachwycajacych sie, pstrykajacych zdjecia, ustawiających sie do najlepszych
      ujęć... - nie jest to atmosfera ani skupienia, ani kontemplacji. Próbowałam
      jednak wysilic moja wyobraźnie i jej oczami ujrzałam mnicha dzwoniacego
      trzykrotnie na poranne nabożeństwo, innego siedzącego przy balustradzie tuz nad
      przepaścia zatopionego w lekturze świętej księgi, mnichów zajętych dekorowaniem
      wnętrza swiatyni czy naprawiajacych ręczna „windę” służącą transportowaniu
      pielgrzymów. Oszołomiona i nie do konca wierząca że tu jestem weszłam długim
      • hania_404 moje wrażenia cd - Meteora-2 21.09.08, 02:06
        ... schodami do klasztoru Varlaam. Widok absolutnie zapierajacy dech, teraz
        zastanawiam sie czy sens bylo robic zdjęcia. Przeciez nawet te najlepsze,
        robione przez profesjonalistów nie oddaja nawet w polowie tego, co tu sie widzi
        i czuje. Wchodzę do świątyni. Narteks, tradycyjnie ozdobiony scenami meki
        pierwszych chrześcijan, męczenników. Tortury niezwykle wymyslne, majace
        niepismiennych wiernych przekonać, że wiara warta jest najwiekszych wyrzeczeń
        łącznie z poswieceniem własnego życia. Dość mroczny, choc szalenie nastrojowo
        oświetlony katholikon. Rzezbiony i złocony ikonostas. Po prawej stronie od niego
        grób zalożycieli tego klasztoru; Nektariosa i Teofanisa, a nad nim na scianie
        fresk przedstawiajacy ich w niezwykle ascetyczny sposób. To fresk w stylu
        kretenskim, i tak jak większość tutejszych malowideł ściennych – jest dziełem
        XVI-wiecznego mnicha-artysty Frangosa Katelanosa. reprezentuja styl kreteński w
        sztuce ikony: dość ciemne kolory, ascetyczne twarze śwetych, wyraxne bruzdy na
        czole, duze uszy, wychudzone, zwężajace sie ku brodzie twarze. Po środku
        ikonostasu przepiekne drzwi królewskie (lub carskie wrota), na wprost – ton
        biskupi bajecznie rzeźbiony i złocony. Przerażajace sceny Sądu Ostatecznego,
        uduchowione sylwetki św Jana, św Dimitriosa– patrona sSlonik, w wieku 17-lat
        zaklutego lancami, scena śmierci Matki Bożej (niezwykle częsty motyw ikon i
        fresków – w naszych swiatynia częstszy jest wizerunek wniebowzięcia Marii),
        scena ukrzyzowania (drabina oparta o krzyz symbolizuje jedna z różnic
        dogmatycznych między katolicyzmem a prawosławiem - w wierze Greków po tej
        drabinie Chrystus sam wszedł na krzyz aby go ukrzyzowano). Choc w tym scisku
        brakuje mi zapachu kadzidła a w uszach zamiast pieknego bizantyjskiego hymnu
        słysze glosy i komentarze turystów, to i tak dziekuje w myslach komu moge za to
        że moge tu byc. Pisząc te słowa dziwie się tylko czemu wtedy wszystko bylo dla
        mnie jasne i proste a teraz raptem po paru dniach, uczucia nazwane i opisane
        staja sie wstydliwe i egzaltowane. A może nie powinnam sie dziwic a po prostu
        uwierzyc...?
        Nie zatrzymuje sie zbyt długo na pełnym turystów punkcie widokowym. Odwiedzam
        niezwykle bogate muzeum przy klasztorze, gdzie m.in znajduja sie piekne ikony z
        XVII w: Matka Boska z Aniołami oraz Sw Dymitr i jego przyjaciel Nestor. Schodze
        w dół dość płaskimi schodami po drodze trafiajac na tablice z pieknym cytatem z
        Apokalipsy sw Jana – nie pamietam dokladnego tlumaczenia więc wybaczcie pomylki;
        Wielkie i wspaniałe sa dzieła Twoje, Panie! Któż widząc je nie strwoży i nie
        bedzie sławił imienia Twego? ......Dixit, jak mawiali Rzymianie! ......Schodze
        na sam dół, stamtąd widok na zawieszony miedzy niebem a ziemia klasztor jest
        niebywały, wokół imponujace skały, w kształtach rozpalajacych wyobraznie. Nie
        bez powodu kazda z nich ma swoje nazwy; spiacy mnich, noga słonia, itp Drugi i
        niestety ostatni tym razem klasztor o ktorego wchodze to maleńki Roussanou,
        klasztor żeński, dużą częścia tkwiący wewnątrz skały. Znów schody, maleńki
        mostek ponad przeslicznym ogrodem kwiatowo-ziolowym – to stad pochodzi cudownie
        pachnące oregano, którego zapach roznosi sie teraz w mojej kuchni - nawet
        szczelnie zamkniete jest wyczuwalne przy kazdym wejsciu do domuwink. Maleńki
        przedsionek klasztoru i schody w dół – wgłąb skały, tam niewielki narteks z
        freskami juz nieznanego malarza, ale wyraźnie ze szkoły macedonskiej – twarze
        męczenników (bo jestesmy w narteksie) sa pełniejsze, kolor zywsze, sporo
        czerwienie, błekit jest błekitem a nie słowiały gołebim. Maleńki katholikon,
        podobno miesci 40 osób. Niewielki ikonostas, ale na szczycie krzyz Meki Pańskiej
        i tradycyjnie u stóp czaszka jako symbol zwycięstwa nad śmiercią. Niwielkie
        carskie wrota do prezbiterium (to lacinska nazwa, greckiej niestety nie
        pamietam, moze ktoa podpowie) a zamiast dwojga rzwi po prawej i lewej tych
        głównych, tu są tylko jedne; i dla tych co niosa dary i dla tych co wnoszą szaty
        dla celebrujacego nabożeństwo. Nad wejściem znów fresk przedstawiajacy smierc
        Matki Bożej z postaciami Michała i Gabriela. Wychodze na zewnatrz i teraz
        rozumiem slowa które w nc przed wyjazdem gdzies przeczytałam: „Dżwięk
        drewnianych gongów, ćwierkanie ptaków i wiatr śpiewający wśród skał przenoszą
        nas w świat całkowicie odmienny od tego, który znamy na codzień; bardziej
        duchowy, ulotny, idealny...”

        Z sześciu istniejacych dzis klasztorów mnie udało sie zobaczyć dwa.
        Najpiękniejsze widoki , jakie w Grecji widziałam. Najklarowniejsze mysli, jakie
        spokojnie kroczyły w mojej głowie. Spokój serca, sumienia, duszy... To chyba
        wystarczajace powody, aby to miejsce odwiedzic raz jeszcze, a może nie raz? A
        może trzeba tu zagladać co jakiś czas, aby ten niezwykły spokój i pewność sensu
        życia odnawiac w sobie co jakis czas???? Jeszcze raz napisze cos, o czym
        wspomniałam przy okazji relacji z Athos: te budowle, ikony, dzieła sztuki,
        przedmioty codziennego uzytku nie mogły powstac z chęci zysku, sławy, powodzenia
        i wygody. Mnisi wzniesli te cuda rąk ludzkich jedynie ku chwale tego, w kogo
        wierzyli. Miejsce to rozsławia Grecje na cały świat i choć pełne jest turystów,
        turystycznego przemysłu, sklepików z pamiatkami myslę że zmienia sposób
        patrzenia na swiat chociaz części tych, którzy je odwiedzają. Mój zmieniło...smile)
        • megalonissos Re: moje wrażenia cd - Meteora-2 21.09.08, 16:40
          Haniu! ja polonija ortodoxija jak przedstawiam się w greckich świątyniach czytam
          Twoje wspomnienia z radością i cieszę się z doznań duchowych. Dwukrotnie
          opływałam świętą Górę Athos/ znam Ją też nieco z opowiadań mężczyzn, którzy byli
          w monastyrach Athosu/, dwukrotnie byłam w monastyrach Meteorów, w tym w 2002 r.
          z pielgrzymką i wtedy doznania były większe bo oglądaliśmy i modliliśmy się /
          samodzielnie pielgrzymujący docierają i do innych monastyrów /.
          Prezbiterium, które w świątyniach prawosławnych zawsze jest zwrócone na wschód /
          o ile pamięć mnie nie myli, w którymś z monastyrów Meteorów tak nie jest ze
          względów technicznych/ to w j.cerkiewno-słowiańskim Ałtar-Ołtarz. Śmierć Matki
          Bożej to Uspienije-Zaśnięcie/ w religii rzymsko-katolickiej Wniebowzięcie /.
          Paraskevi to z grecka przygotowanie i oczywiście piątek.
          Poprzeczka na krzyżu to podnóżek dla nóg Chrystusa. Na słowiańszczyźnie
          poprzeczka jest ukośna i wg podania wskazuje to, iż jeden z łotrów poszedł do
          raju a drugi do piekła.
          Jeszcze raz dziękuję za piękne wspomnienia i życzę by doznania duchowe jak
          najdłużej wzmacniały w codziennym życiu. Elwira
          • hania_404 Re: moje wrażenia cd - Meteora-2 22.09.08, 01:31
            dzięki Elwiro za wyjasnieniawink nadal wiele rzeczy nie jest dla mnie jasnych,
            ale to chyba nie sprawa wiedzy...

            zanim opowiem o Kassandrze i Salonikach, greckich autobusach, rewelacyjnych
            muzeach, cudownej tawernie To paramithia ...pozwalam sobie wrzucic troche zdjęć
            z podróży tu:
            fotoforum.gazeta.pl/72,2,882,84970017.html
            pozdrawiam juz poniedziałkowosmile
            a.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka