Forum Sport Rowery
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    [ot]Zadyma powstaje niczym feniks z popiołów...

    22.11.05, 22:10
    Właśnie dziś wziąłem się za składanie Zadymy. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie
    ofiarna i bezinteresowna pomoc Stegnexa, Elektrycznej Izy, Xun_Vixx'a,
    Yarosha, Chrzanka oraz jeszcze kilku innych, którzy udzielili mi wsparcia w
    postaci części. WIelkie dzięki należą się też licznym osobom, z których pomocy
    nie musiałem skorzystać. Że wymienię tylko Kładka, Evcika, Sebę, to fakt, że
    reszty (a było Was wielu) zwyczajnie nie jestem w stanie spamiętać.
    Podziękowania też dla mojego ulubionego serwisu za zniżkę (niewielką, ale
    zawsze!) na: noski (nie umiem już bez nich jeździć), nowy licznik (to taki
    foch), śruby do kół (nie miałem), ściągacz do korby, klucz do odkręcania
    blatów w kiernie, skuwacz do łańcucha, linki, blat do korby i kilka innych rzeczy.
    To dzięki tym osobom mam w końcu komplet części i dziś postawiłem już Zadymę
    na kołach. Skompletowany i zamontowany jest też napęd, przerzutki i manetki.
    Trzeba tylko naciągnąć linki i wyregulować. Montażu i regulacji wymagają też
    hamulce, choć klamki są już na swoich miejscach. Później zostaną się już tylko
    takie ważne detale jak: licznik, oświetlenie (jutro kupię masowe!) i hak do
    przyczepki. Trzeba też usunąć niewielki luz w tylnym kole.

    Do zobaczenia w piątek na Masie i codziennie później na ulicach miasta!
    Obserwuj wątek
      • roborobi Re: [ot]Zadyma powstaje niczym feniks z popiołów. 23.11.05, 08:30
        ;))))))).
        Gratulacje.
        P.S. Masa bez Ciebie to nie to samo!!!
        • roweroraffi Re: [ot]Zadyma powstaje niczym feniks z popiołów. 23.11.05, 15:50
          roborobi napisał:

          > P.S. Masa bez Ciebie to nie to samo!!!

          Na Masę beze mnie to nie licz... jeździłem z chorym sercem, złamanym
          obojczykiem, ręką, bolącymi kolanami, grypą, poranionymi nogami, zbitymi
          żebrami, to i z brakiem roweru bym sobie poradził. Grunt to nigdy się nie
          poddawać i mieć wspaniałych Przyjaciół.
          A Zadyma już jest w zasdzie gotowa... musze tylko przecentrować koła, zamontować
          oświetlenie, hak, licznik i w drogę... po raz pierwszy już jutro po południu :-)
          • roweroraffi Pierwsza jazda... 25.11.05, 00:24
            No i stało się... dziś o godzinie 15, nieco przed zadymką śniegową, na ulicach
            była Zadyma Zielona. Pierwsza jazda to zaledwie 20km do pracy i spowrotem, ale
            za to od razu w padającym śniegu i po śliskim.

            Generalnie rower sprawuje się nieźle, żeby nie powiedzieć, że lepiej niż się
            spodziewałem. Doskwierają nieco rozcentrowane koła, ale da się z tym przeżyć
            (przy okazji wycentruję). Większym problemem jest hałaśliwy chlapacz, który
            wyraźnie sygnalizuje, że lubi prędkości >20km/h, bo tylko wtedy jest cicho i nie
            trze o oponę. Nieco brakuje mi też przełożeń do szybszej jazdy, bowiem
            najmniejsza zębatka w wolnobiegu ma 14 zębów, a nie 11 do jakich przywykłem.
            Przez to zakres prędkości kończy się w okolicach 40km/h.
            Drugi problem z napędem to środkowy blat korby, który od dawna jest do wymiany,
            ale nie mieli części w serwisie, więc musi poczekać. Poza tym możnaby jeszcze
            ponarzekać na nieco nieprecyzyjne hamulce, ale to bardziej sprawa
            przyzwyczajenia niż samego sprzętu.

            To tyle narzekania... a teraz same wrażenia. Nie będę po raz kolejny pisał jak
            wspaniale mieć ludzi, dzięki którym w ogóle mogłem wyjechać rowerem na ulice
            miasta. Generalnie jednak sprawiło mi to ogromną frajdę i mimo, że rower nie
            staruje jak Biria spod świateł, to spokojnie daje się na nim utrzymać
            zadowalające mnie przyśpieszenia (z racji krótszych przełożeń na wolnobiegu).
            Straszną frajdą były też dla mnie opady śniegu po drodze. Bardzo ucieszyło mnie,
            że mogłem od razu wypróbować opony na mokrym, śliskim i białym, choć generalnie
            minie jeszcze nieco czasu zanim będę na nich jeździł tak pewnie jak na starych
            semi. Jednak zawsze zimę lubiłem, bo wymagała umiejętności nieco wyższych,
            pewnego przewidywania, wyczucia, delikatności w operowaniu kieronicą i
            hamowaniu... szkoda tylko, ze w takich warunkach muszę zaczynać doppiero wczuwać
            się w "nowy" rower, ale jakoś sobie poradzę. Na razie po prostu będę jeździł
            bardzo płynnie i delikatnie.

            Aha, zamontowałem hak od przyczepki do Zadymy, więc wracam do ciągania Kredensu
            na Masie. Oczywiście o ile wytrymam, bo od lipca tylko raz ciągałem Kredens i
            parę razy Velo, więc mogę nie byc w formie.

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka