czajnik74
20.07.06, 16:55
Wczoraj odbył się królewski etap `turu`. 182 km pod górę. Ostatnie 30, 40 km
z nachyleniem 10,15 %. Wspaniały Rasmussen `wyciął` szpulę już od 2 km i
uciekł peletonowi - samotnie następnie zmierzając do mety. Wygrał płacząc i
chyba wiele osób wraz nim. Gdyż takich kolarzy dawno już nie było.
Wzruszające doprawdy...
Potem w pogoń za nim gdzieś na 15 km przed meta rzucił się niezmordowany
Castre z Hiszpani. Coś pięknego gdy wykonuje się odjazd najlepszej grupie
zawodowej obecnie T-Mobile. Chłopcy nawet nie ruszyli się bo taktykę mocno
zagmatwali.
Nie to jednak było szokujące - a niechęc do amerykanów. Tak - to między
innymi dzieki `wspaniałemu` rzekomo kolarzowi jak Lance A. Dlaczego? ano po
publikacji Le Quipe i przedruku w Dzienniku, chyba nikt nie ma wątpliwości że
koleś się koksował - żrąc EPO. Wielki - mały kolarz. Dzięki niemu i całej
ekipie Dicowery Channel (dawniej US Postal) kibice miejscowi `wybuczyli`
wczoraj upadającego lidera z tejże grupy Floyda Landisa. Landisa, który
stracił koszulkę lidera gdyż nie zależało mu na niej - a raczej farmakologom
chyba. A nie ma nic gorszego jak brak wiary czy brak tak dobrze znanego u nas
walki do upadłego.
Kolegom z USA już dziękujemy, mam nadzieję że więcej nie odegrają już żadnej
roli w tym wyścigu podobnie w następnych latach.
Polecam końcówkę `turu` - własnie się kończy - ja wypływam na dalekie wody
więc nie obejrzę tej wspaniałej walki i ducha ludzi...
A całość okraszona doskonałym komentarzem duetu Jaroński/Wyrzykowski.
www.letour.fr/