Jestem na tym forum jedna z najstarszych , o ile nie najstarsza osoba i mam tez stare dzieci

PPP
Lata wlozylam w to zeby Mlodziez mowila po polsku i nie mieszala jezykow.
Moja corka od ponad miesiaca jest rok w Oslo , na rocznych studiach, zarazem konczy studia w Monachium.Nie mieszka nie ze mna i synem ale bardzo czesto sie spotykamy.
Z corka i polskim nie bylo problemow jak chodzi o chec i motywacje , raczej Jej dysleksja sprawiala klopoty. Zawsze chetnie mowila po polsku z malymi wyjatkami , do mnei zawsze po polsku.
Synowi natomiast jezyki przychodza tak jak oddychanie , zdolny jest ale za to smiertelnie leniwy i naprawde zszarpalam sobie nerwy i wyprulam zyly zeby mowil do mnie po polsku.
Generalnie sie udalo.
Dzieci miedzy soba po niemiecku.
Po wielu trudnych latach , bardzo konsekwentnego OPOL i dojscia do granicy rozstroju nerwowego

mma nagrode.
OPOL odpuscilam , powoli i stopniowo ale jak juz dzieci znaly polski.
Jestem zaskoczona ze moj syn , generalnie malo chetny do rozmow po polsku , mimo mojego pozwolenia na niemiecki czy ewentuaalnei norweski czy angielski mowi do mnie najczesciej po polsku ...
A corka zkolei aktualnie coraz czesciej po niemiecku ...
Ogolnie to jest taka frajda jak sie poruszamy w czterech jezykach na codzien , kazde z nas trojga ma slabsze i silniejsze.
Najwieksza nagroda jest to ze dzieci w niwielkim jezyku mieszaja jezyki.
Poza tym mozemy sobie kupowac DVD w najrozniejszych konstelacjach jezykowych , czytac literature swiatowa czesto w oryginale , zartowac , wyglupiac sie i cytowac rozne zdarzenia , przyslowia , historie w roznych jezykach.
Pisze to ku pokrzepieniu serc rodzicow na poczatku drogi do wielojezycznosci , tym watpiacym , zmeczonym zrezygnowanym...
Wielojezycznosc to niezwykla przygoda intelektualna , zabawa i satysfakcja

Pozdrawiam.
Ula