Witam,
Pocieszenia szukam i dodania otuchy...
Corka ma prawie dwa lata. Jestem jedyna osoba ktora do niej mowi po polsku. Ja sama mowie po polsku praktycznie tylko z nia i przez telefon z rodzina w PL. W domu po niemiecku, sasiedzi Niemcy. Spotkania grupy polskiej sa u nas raz w miesiacu, ale dzieci sa sporo starsze od mojej.
Niestety polski jest zdecydowanie wycofany - zna kilka fraz, ale niemiecki rozwija sie w tempie bardzo szybkim, co dzien nowe slowa, krotkie zdania. Polski stoi. Nawijam, zaczelam puszczac filmy po polsku dla dzieci (ale tylko 10 minut dziennnie, bo ja w sumie nie lubie TV), czytam ksiazeczki. Ale po wielu godzinach w zlobku i ciaglym sluchaniu jak mama z tata po niemiecku to ja sie dziecku nie dziwie, ze niemiecki zecydowanie przewaza. Poza tym po niemiecku wymawia slowa bardzo dobrze, a po poslku to tak mniej wiecej, jakis belkot to jest...
Jade do PL na trzy tygodnie do dziadkow, potem w styczniu ze znajomymi z PL na tydzien i mam nadzieje, ze moze jakos damy rade...
Bardzo nie chce mowic kiedys z moja corka po niemiecku, bo po prostu sama slabo znam ten jezyk, nayczylam sie go juz po trzydzestce i nie czuje sie w nim pewnie.
Nasza lekarka dziecieca mi poradzila, zebym zaczela powoli udawac, ze nie rozumiem jak mala cos do mnie mowi po niemiecku. Nie wiem, jakos nie za bardzo potrafie... Na razie jak mowi np. Jacke anziehen to ja powtarzam: tak, chcesz kurtke zalozyc? No i zakladam te kurtke... Ostatnio prosze ja, zeby powtorzyla za mna to samo po polsku. Powtarza, ale czy ja jej w ten sposob nie zniechece do polskiego?
no nic, to sie wyzalilam...