jan.kran
17.03.06, 13:35
Ja moim dzieciom pomagałam w lekcjach przez szereg lat w wielu językach ,
robię to do dziś.
Podstawa to żeby dzieci miały ugruntowaną znajomość języków podstawowych.
W moim przypadku wyglądało to tak:
CLAIRE.
Poszła do niemieckiej szkoły w wieku lat sześciu. Mówiła dobrze w obu
językach. Pierwsze lata nie pomagałam Jej zbyt wiele. Raczej moim zadaniem
było dopilnowanie żeby odrobiła lekcje.
Kiedy Ją przepytywałam robiłam to po niemiecku korzystając z Jej ksiązek i
notatek.
Natomiast kiedy miała inne pytania odpowiadałam po polsku.
Gdy w wieku lat dziesięciu rozpoczęła gimnazjum i miała ogromne problemy z
angielskim odpytywałam słowka po angielsku - niemiecku.
Gramatykę tłumaczyłam raczej po polsku.
Tłumaczenia: niemiecki - angielski -niemiecki.
W Norwegii pomagałam Jej z francuskiego. Słówka norweski - francuski.
Gramatyka po polsku li tylko, tłumaczenia norweski-francuski- norweski (
myślałam że mi mózg odpadnie ).
Jak się zaczeła uczyć rosyjskiego to miała książkę po duńnsku. Więc leciałyśmy
słówka po rosyjaku - norwesku ( dunski jest bardzo podobny do norweskiego
więc jakoś szło ).
Gramatyka po polsku. Tłumaczen nie było bo Ona nic się nie ucząc i tak była
jedną z najlepszych w klasie po rosyjsku. Reszta to byli Norwedzy ,łacznie z
nauczycielem

))
Jakoś Jej ten misz masz nie zaszkodził , mówi pisze i czyta w kilku językach ,
dostała się z najlepszą oceną na monachijski uniwersytet.
Się nie chwalę tylko Wam otuchy dodaję.
O synku napisze kiedy indziej...
Kran