myelegans
08.02.08, 17:22
Mam w domu 3.5-latka, ja Polka, tata Jankes, mieszkamy w US. Do tej
pory synek mial polsko-jezyczna nianie. Chociaz ma wieksza stycznosc
z polskim (ja, niania, szkola polska) synek wyraznie preferuje ang.
Ja do niego mowie po polsku, on 80% odpowiada mi po ang., do niani
mowi po polsku. Sprawa sie komplikuje, bo niania odchodzi, a malym
bedzie sie zajmowal tata, wiec odchodzi jedno stale zrodlo jezyka,
ja bede tylko po poludniu i wieczorami.
Szczerze powiem, to jestem troche sfrustrowana tym, ze maly nie jest
zupelnie dwujezyczny. Mowienie po polsku nie przychodzi mu z taka
latwoscia, chociaz ja caly czas mowie do niego po polsku.
Boje sie, ze tak zostanie i nie bedzie chcial mowic, bo jak nie mowi
dluzszy czas, to nie cwiczy aparatu mowy, to nie bedzie chcial. A co
bedzie jak od przyszlego roku pojdzie do ang. kindergarden?
Jak mi odpowiada po ang. to caly czas mowie, "powiedz mi to po
polsku" najczesciej mowi, chociaz widac,ze brakuje mu slow. Do
szkoly polskiej nadal chodzi i bedzie chodzil, wiec ma jaki taki
kontakt w polskojezycznymi rowiesnikami.
No i co ja mam robic? Czy na prawde stosowanie zasad OPOL sprawdza
sie w 100%, bo ja zaczynam miec watpliwosci. Prosze o opinie.