Dodaj do ulubionych

rak płuca - do Eremka i Ajkaa2

20.06.07, 19:14
Doktor Lasota zostawił mojego tatę niestety, ale i na szczęście, na oddziale.
Tata miał dziś tomografię płuc przesuniętą z piątku, bo do piątku nie dałby
rady raczej czekać. Dusił się bardzo, ma mnóstwo wody w płucach. Rano ma mieć
zabieg nakłucia opłucnej i odbarczenia z części płynu, może zacznie troszkę
lepiej oddychać. A co u Was dziewczyny bo ja psychicznie padam.
Obserwuj wątek
    • ajkaa2 Re: rak płuca - do Eremka i Ajkaa2 22.06.07, 14:54
      Merosiu ,ja byłam 19.06 u doktora Lasoty w CO , wykorzystałam ,że taty lekarz
      poszedł na manifestację a doktor był. to prawda że jest on przemiłym
      człowiekiem , ,ale za wiele mi nie pomógł. Tato leży jeszcze na kardiologii po
      zawale, uczy się chodzić wolno,zaczyna jeść...schudł 6 kg.Może w przyszłym tyg.
      go wypuszczą ,ale czeka go jeszcze plastyka naczyń wieńcowym -zabieg na sercu ,
      który prawdopodobnie zostanie przeprowadzony po II chemii, którą może
      dostanie .moje zadanie jest takie żeby to wszystko połączyć ,biegam między
      jednym szpitalem a drugim . Czy tacie podadzą chemię tego jeszcze nie wiem,
      wiem że tato ma przerzuty do kości żebrowej i kręgosłupa ,jak wielkie lekarz
      nie umiał mi powiedzieć , byłam jeszcze 21.06 w CO ,a w ogóle to powiedział ,że
      to nie ważne gdzie są, jeżeli chemia zadziała to na przerzuty też .Tato
      jeszcze nie wie że ten ból w plecach to przerzut , kardiolog powiedział że oni
      tu leczą serce a nie mogą przepisać leków onkologicznych, pan doktor onkolog w
      CO powiedział że nie ma co podawać bifosonianów ...mmam już taki mętlik w
      głowie że wymiękamj i fizycznie i psychicznie.
      Merosiu może się spotkamy na oddziale w przyszłym tyg. , bo będziemy z tatą u
      lekarza prowadzącego w sprawie chemii.
      Moja mama jest załamana ,wszystko się toczy jakby obok niej. Nie jesteśmy z
      Wawy jak wiecie , staram sie być u taty co drugi dzień ,oprócz tego pracuje ,
      dobrze, że syn ma już 15 lat i mogę go trochę puścić na głęboka wodę.
      Napisz jak Twój tato ,czy jest lepiej po nakłuciu ?
      Eremka odezwij się .
      • merosia Re: rak płuca - do Eremka i Ajkaa2 22.06.07, 20:08
        U mnie bardzo źle. Tata dziś był drugi raz nakłuty i ściągnęli już w sumie 3
        litry płynu, ale za to z płynem traci białko, więc jest coraz słabszy. Prawie
        nie wstaje z łóżka. Oddycha dużo lepiej, ale płyn cały czas narasta więc jutro
        lub w poniedziałek prawdopodobnie założą dren do opłucnej. Oprócz tego tata
        dostaje dwa antybiotyki i naprawdę widzę jak słabnie w oczach. Pozytywne jest
        tylko to, że nic go nie boli, ma apetyt i dużo je, oddycha bez problemu, a
        chirurdzy naprawdę robią co mogą, doktor Lasota też. W poniedziałek tata
        jeszcze będzie na oddziale, ale nie wiem jak długo. Chętnie się spotkam, jeśli
        też będziesz w poniedziałek lub mój tata zostanie dłużej na oddziale. Ja też
        już wymiękam, a moja mama tak jak Twoja kompletnie rozsypana. Trzymam kciuki i
        za Was i za nas. Pozdrawiam ciepło.
        • b_a_l_b_i_n_k_a Re: rak płuca - do Eremka i Ajkaa2 22.06.07, 20:35
          Dziewczyny niewiele mogę pomóc, ale trzymajcie się dzielnie...
    • eremka Re: mialam zakonczenie roku... 22.06.07, 23:14
      ...mama czuje sie raz lepiej raz gorzej...wczoraj np. nikt nie powiedziałby, że
      mam jakies problemy z głową, a dzisiaj, jak byłam z Marcinem, żeby babcia
      ucieszyła sie z sukcesów wnuka - nie bylo juz tak rozowo

      bede w przyszlym tygodniu w CO, bo chce zalatwic mamie zasilek pielegnacyjny,
      ale nie wiem kiedy, najpierw musze pobrac formularz z ZUS...

      jestem troche podlamana, bo spotkalam sie dzisja ze znajoma ze Szczecina,
      ktorej mama odeszła 2 tyg temu, tez zaczeło sie od pluc... trwało rok...

      juz nie będe smucić, dla przeciwwagi wrzucam link do strony tyc, którym udało
      sie przeżyć

      dziewczyny, bądźmy dobrej mysli
      ściskam WAS
      • eremka Re: link ;-) 22.06.07, 23:16
        lungcancer.clinicahealth.com/index.pl
      • merosia Re: mialam zakonczenie roku... 24.06.07, 16:26
        U mnie dziś marnie. Tata prawie nie wstaje, za to je za dwóch. Zaczyna też
        mówić od rzeczy. Nie wiem czy w tej sytuacji chirurdzy zdecydują się na
        założenie drenu do opłucnej. Wszyscy tatę wspierają. Lekarze robią co mogą,
        żeby nie cierpiał i chyba się to udaje, bo nic tatę nie boli i już nie do
        końca zdaje sobie sprawę z sytuacji. Wymiękam psychicznie kochane. Jeżeli
        któraś z Was będzie w CO w najbliższych dniach i będzie się chciała spotkać, to
        dajcie znać:)
        • eremka Re: będziemy z mamą w środę lub czwartek... 24.06.07, 21:50
          ...bo wtedy są konsultacje neurochirurgiczne od 9.00 rano...

          nie trać nadziei, ważne, że tata pod dobrą opieką
          • ajkaa2 Re: będziemy z mamą w środę lub czwartek... 24.06.07, 22:43
            Merosiu kochana współczuję ci serdecznie i nie poddawaj się ,zobacz Twój tato
            nie czuje bólu ,a to gadanie od rzeczy może byc też od leków przeciwbólowych
            jakie dostaje. Trzymaj się -tylko tyle mogę powiedzieć..i nie trać nadziei,że
            będzie dobrze .
            Dzisiaj byłam w Wawie u taty na kardiologii i w CO po kartę od lekarza
            dokumentującą chorobę (chodzi o zasiłek), gdybym wiedziała że jesteŚ ....na
            oddziale było bardzo cicho, sympatyczna pielegniarka przekazała mi pozdrowienia
            dla taty , była wtedy na dyżurze gdy miał zawał.
            Przed szpitalem, gdzie teraz tato leży spotkałam męża pewnej pani, który
            codziennie (tak jak ja z mamą )stał pod erką , gdzie leżała jego żona. Znaliśmy
            się tylko zwidzenia ale spytałam sie o jego żonę jak się czuję , bo wtedy jej
            stan był bardzo ciężki :serce , rak kości i jeszcze zapalenie płuc. Powiedział
            mi że było już z nią bardzo żle lekarze rozłożyli ręce , kazali iść po
            księdza... a on razem z córkami nie tracili nadziei, stan jego żony nagle sie
            poprawił i wierzy że bedzie dobrze ...powiedział mi tylko tyle pamiętajcie
            wierzcie że będzie dobrze . Tak ,chyba to nam zostało wiara,że u naszych
            rodziców choroba się zatrzyma , że będą dni spokoju i radość z tego, że nie
            boli, nie ma nawrotu .
            Mój tato wraca do zdrowia po zawale , a ja w torebce trzymama kartę z
            onkologii ,gdzie cholera jak byk jest napisane zmiany meta na wątrobie i
            kościach , złe rokowania . To tylko zapisana kartka a ja mam przed sobą
            uśmiechniętego ojca , który cieszy się że nas widzi.
            Merosiu , Eremko pozdrawiam ...myślami jestem z Wami .
            • merosia Re: Dzięki za wsparcie dziewczyny 25.06.07, 00:44
              Byłam na oddziale do 16.00 więc szkoda, że nie wiedziałam, że jesteś:( Tata
              raczej nie bredzi od leków przeciwbólowych, bo niewiele ich dostaje a te na
              uspokojenie i sen ma odstawione, żeby do zabiegów chirurgicznych się nadawał.
              Doktor powiedział, że jest źle, a że do tej pory tego nie mówił to źle jest
              faktycznie, sama to widzę niestety. Cieszę się, że Twój tata wraca do zdrowia,
              a to co zwali Ci się na głowę później, to będzie później i nie myśl o tym
              teraz, bo ponoć z tą chorobą trzeba żyć z dnia na dzień i chyba do tego zdania
              lekarzy zaczynam się przychylać. Buziaki
          • merosia Re: będziemy z mamą w środę lub czwartek... 25.06.07, 00:47
            To jeśli będziemy z tatą na oddziale jeszcze wtedy, to dam znać i się spotkamy,
            bo ja zawsze od 9.00 do późnego popołudnia jestem:) Ściskam mocno.
            • ajkaa2 Re: będziemy z mamą w środę lub czwartek... 25.06.07, 09:12
              Nie wiem kiedy przejdziemy do CO , zależy od kardiologa , a potem od onkologa
              ale pewnie (mam nadzieję)że pod koniec tygodnia .Jeżeli bedę coś wiedziała to
              też , dam znać.Trzymajmy się , oby wszystko dobrze i pomyślnie się potoczyło.
              • merosia Re: będziemy z tatą do czwartku 26.06.07, 19:34
                W czwartek tata będzie wypisany, bez drenu, bo podobno lepiej płyn co jakiś
                czas z otrzewnej i opłucnej odciągać (bo będzie wciąż narastał) niż zakładać
                dren. Może być źródłem zakażenia i jest niewygodny, generalnie lepiej bez niego
                się obyć. Cieszę się, że zabiorę tatę do domu, ale trochę też boję, bo jednak
                komfort lekarza pod bokiem to dużo. Pozdrawiam cieplutko i czekam na wieści od
                Was kobitki kochane.
                • ajkaa2 Re: będziemy z tatą do czwartku 26.06.07, 22:33
                  Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie .
                  Wczoraj wieczorem tato zadzwonił ,że bedzie dziś wypis z kardiologii do domu .
                  No i w taki sposób dzisiaj znowu zawitałam do stolicy . kilka godziń najpierw
                  spędziłam w szpitalu u taty czatując na jego lekarkę, po 3 godz. ,potem
                  ursynów i łapałam lekarza prowadzacego tatę ale bez skutku. Byłam również w
                  CO po skierowanie na badania krwi,umówiłam się wcześniej z lekarzem i niestety
                  już go nie zastałam (chyba w ramach strajku), pani J-Ż(udzieliła mi krótkiej
                  informacji zamiast lekarza taty) mówiła ,że nie wiadomo czy tato dostanie w
                  ogóle chemię , gdy się zgłosimy na początku lipca bo po zawale to się chyba nie
                  podejmą a zresztą ta chemia to i tak paliatywna . Po leki przeciwbólowe to na
                  kardiologie niech coś tacie dadzą jak go boli kręgosłup albo do rodzinnego . Po
                  tej wyczerpujacej odpowiedzi, na kardiologii znowu próbowałam uchwycić
                  lekarkę ,żeby dała nam wypis . Poirytowana ,że w ogóle zawracamy jej głowę
                  powiedziała ,że ona strajkuje i żebyśmy jutro przyjechali bo dzisiaj nie ma
                  czasu ...było po 15-stej a my od 10:30, tato ubrany siedział na łóżku z
                  kwiatami i próbował się nie denerwować za to ja już pomału dostawałam szału .
                  Mąż urlop wziął z pracy 200 km. w tą i z powrotem co tam dla nas ,tato
                  nastawiony na wyjście ubrany, od miesiaca nie był w domu co to kogo;) ,ja
                  poprzestawiałam sobie zajęcia ,a pani doktor zresztą baardzo młoda mówi ,że
                  strajkuje i możemy tatę wziąć ale bez dokumentów , a pretensje mamy mieć do
                  rządu . No ręce mi opadły. Padły mocniejsze słowa , znalazł się jakiś
                  skrócony wypis ze szpitala. Kurczę no trzeba mieć zdrowie żeby chorować, trzeba
                  mieć czas i umiejętności żeby stać i prosić , uśmiechać się ... gdy wygonią
                  cię drzwiami wejść oknem ...
                  pozdrawiam .asia
                  • eremka Re: zdrowie to trzeba mieć, bo ... 27.06.07, 22:10
                    ...jak sie je straci, to tylko w Bogu nadzieja...

                    ja byłam dzisiaj z mamą na konsultacji neuro i czekalysmy 2 i pol godziny, wiec
                    już nie wchodzilam na IV pietro, bo musialam mamę zawieżć do domu i gnać do
                    roboty...
                    ...nie będą mamie wycinać tego guza w głowie, bo on powoli rosnie i mamy stan
                    ogólny jest dobry, a operacja może go pogorszyć...co jest prawdą
                    niewątpliwie...mogę się jeszcze starac, żeby wzieli matke na
                    radiochirurgię...chyba jutro już sama pojde do CO...

                    jesli będziecie do południa w szpitalu, to napiszcie w ktorej sali, to
                    podbiegne do Was...

                    nikt nie potrafi mnie tak zdołować jak lekarze z tego szpitala...ale niew chce
                    mi sie juz o tym gadać

                    sytuacje mojej mamy dobrze opisuje dowcip

                    Przychodzi stara baba do lekarza, a lekarz mówi: prosze pani, musi pani umrzec,
                    nic sie nie da zrobic
                    Baba na to: ale panie doktorze, może jeszcze cos się da zrobic?
                    Lekarz: no, dobrze, zapiszę pani kąpiele błotne
                    Baba: a to pomoże?
                    Lekarz: nie, ale sie pani przynajmniej do ziemi przyzwyczai

                    :-(((
                    • merosia Re: zdrowie to trzeba mieć, bo ... 27.06.07, 22:32
                      Będziemy jutro i jeszcze może nawet dłużej (oddział A sala 5). Taty stan bardzo
                      się pogorszył, więc do domu raczej nie wyjdziemy (chyba że hospicjum). Szczerze
                      powiedziawszy tata żyje już w swoim świecie, czasami tylko przytomnie rozmawia,
                      koszmar poprostu. Wy dziewczynki macie złe doświadczenie z lekarzami i
                      współczuję szczerze, ale w naszej sytuacji lekarze robią naprawdę więcej chyba
                      niż powinni, ciągle ktoś do taty zagląda (a może tlen, a może nakłucie, a może
                      steryd itp.) Wolałabym żeby tata został na tym oddziale jeśli nie da się go
                      zabrać do domu, bo ma naprawdę super opiekę. My z mamą odchodzimy wprawdzie od
                      zmysłów, ale przynajmniej nic odnośnie personelu lekarskiego, pielęgniarskiego
                      itd. nie mam nikomu do zarzucenia. Bez doktora naszego i tamtejszych chirurgów
                      już w wariatkowie chyba bym była. Będę u taty gdzieś do 17.00 jakby co, gdybym
                      na chwilkę wyszła to tylko do bufetu i zaraz wrócę:)
                      • merosia Re: Wyszliśmy dzisiaj. 28.06.07, 18:02
                        Jesteśmy już w domku, chociaż zgrozę wczoraj przeżywaliśmy z powodu stanu taty.
                        Dostaliśmy wypis dziś z możliwością zostania do jutra. Tak jak gwałtownie stan
                        taty się pogorszył wczoraj, tak po podaniu białka i sterydów dziś się poprawił.
                        Doktor mówi, że teraz to już taka huśtawka nas czeka niestety:( Mamy obiecaną
                        wszelką pomoc... ale ciężko będzie...
                        • ajkaa2 Bedziemy we wtorek 29.06.07, 08:18
                          Merosiu bardzo ci współczuje ,myśl ,że będzie jeszcze dobrze i miej
                          nadzieje .Ja próbuje sie nauczyć cieszyć dniem, godzina ,minutą i nie wybiegac
                          w przyszłość -choć to bardzo trudne.
                          My wyszliśmy z kardiologii we wtorek i we wtorek 3.07 mamy się pokazać w CO,
                          badanie krwi i ewentualnie podanie chemii(?). W poniedziałek będę sama w CO
                          chcę porozmawiać z lekarzem...może z ordynatorem gdy starczy mi sił. Tato jest
                          w domu , bardzo słabiutki po chemii a potem tym zawale ,ostatnie wyniki krwi z
                          kardiologii są złe ,ma wzsystko poniżej normy i skóra jego jest inna taka
                          papierowa .
                          Mam jeszcze inny problem nie długo lecę do Stanów na 10 dni, muszę ze względu
                          na mój rodzaj pracy,już wariuję co będzie gdy mnie zabraknie
                          • merosia Re: Mogę być też:) 29.06.07, 16:45
                            Ja będę po wyniki tomografii taty. Miałam być w poniedziałek, ale jak chcesz
                            mogę być we wtorek, to się spotkamy. Muszę być rano, bo dr Lasota mi potem
                            zwieje, więc wolę przed 10.00. Co do wyjazdów to mam to samo. Gdy wyjeżdżam na
                            działkę dostaję szajby poprostu. Ze względu na dzieci powinnam się wybrać na
                            dłużej, w końcu wakacje mają, a ja się migam od wyjazdów jak mogę ze względu na
                            tatę. Dziś była doktor z hospicjum domowego (bardzo ok). Powiedziała, że
                            pacjent jest zaopiekowany przez CO super, co ją zdziwiło nieprzeciętnie
                            (powiedziała że nie oszczędzali na lekach, zabiegach itp). Chyba więc rację ma
                            Eremka, że nie zawsze to tak miło wygląda. Nasz doktor powiedział, że nie umywa
                            rąk i jakby co, to mamy dzwonić mimo opieki hospicyjnej. Tata nie wie, że jest
                            pod opieką hospicjum domowego, myśli że to zwykły domowy lekarz. To sciemnianie
                            zabija mnie od środka, ale już nie mam wyjścia, bo on jest taki pełen nadziei,
                            pogodny, że nawet ta pani dr uznała, że tak będzie lepiej. Trzymaj się i Twój
                            tata niech się trzyma.
                            • eremka Re: nie "chyba" tylko ... 01.07.07, 16:08
                              ...NA PEWNO ma rację...
                              zresztą tutaj i w ogóle w necie jest więcej głosów na "nie", że wypychaja z CO
                              pacjentów jak moga najszybciej co by mogli sobie umrzec w spokoju albo szukac
                              pomocy gdzie indziej...

                              trzeba miec albo znajomości albo szczęście...nie ma trzeciej opcji...

                              pozdrawiam
                              • merosia Re: nie "chyba" tylko ... 01.07.07, 21:41
                                No dobra, masz rację niestety, bo nawet pani doktor z hospicjum domowego
                                powiedziała, że dziwne, bo nam "pępowiny nie odcięli wcześniej i pacjent
                                wyjątkowo starannie zaopiekowany jest". Nie mam żadnych koneksji, więc chyba
                                opcja "szczęście" przeważyła. A co tam u Ciebie kochana słychać?
                                • merosia Re: jednak po południu... 01.07.07, 22:01
                                  Asiu, jednak po południu muszę być u doktora, bo tak będą wyniki, więc przed
                                  16.00 na oddziale będę.
                                  • ajkaa2 Re: jednak po południu... 01.07.07, 22:39
                                    Kochana Merosiu , ja już sama nie wiem co mam robić , na prawdę nie wiem .
                                    Tatę wczoraj nad ranem zabrała erka , zaczął się dusić ..znowu trafił na OIOM
                                    tym razem u nas w mieście na kardiologię z obrzękim płuc.Od wczoraj stan jego
                                    się poprawił choć jest bardzo słaby, niewiadomo jeszcze czy nie doszło u taty
                                    do kolejnego zawału...a we wtorek miał mieć chemię, odczuwa bóle w plecach ,to
                                    już czwarty szpital od miesiąca ...Boże już nie wiem co mam robić,onkolog powie
                                    pewnie że już mu nic nie poda , czy jechać na Ursynów juz nawet nie wiem o co
                                    pytać... , czy iść gdzieś prywatnie ,do kogo?
                                    • merosia Re: jednak po południu... 02.07.07, 12:26
                                      Nawet nie wiem co Ci kochana poradzić. A od czego ten obrzęk? Może płyn w
                                      płucu, tak jak u mojego taty i wystarczy odbarczyć, z chemią faktycznie w
                                      takiej sytuacji będzie ciężko. Prywatnie to chyba nie ma sensu iść, bo oni i
                                      tak odsyłają do państwowych ośrodków, jeśli sprawa jest poważna. Może na
                                      spokojnie postaraj się z onkologiem na oddziale pogadać, a nie w przychodni.
                                      Bardzo Ci współczuję, mój tata dusił się 2 tyg. temu i nie wiedziałam co robić,
                                      bo do szpitala to pacjenta tzw. nierokującego dobrze, nie chcą przyjąć.
                                      Próbowałam na Szaserów, bo mam najbliżej domu, ale się nie udało. Zawiozłam go
                                      do CO, weszłam na górę i powiedziałam doktorowi, że tatę zostawiam pod
                                      gabinetem i niech z nim zrobi co chce. Uśmiechnął się tylko i przyjął tatę na
                                      oddział. Czasem faktycznie człowiek głupieje. Jeśli zdecydujesz się jednak na
                                      wizytę jutrzejszą w CO, to daj znać, może poryczymy sobie razem. Twojemu
                                      tatusiowi zdrówka życzę a Tobie siły, bo o nią coraz trudniej, chociaż się
                                      staramy.
                                      • ajkaa2 dziś mnie nie będzie w CO 03.07.07, 09:02
                                        Obrzeęk prawdopodobnie jest kardiogenny czyli znowu serce. Tato nadal jest taki
                                        słabiutki, patrzy na mnie gdy jestem przy nim a ja uciekam gdzieŚ wzrokiem żeby
                                        nie spotkać jego spojrzenia.Dzwoniłam do lekarza z CO/dr.Płużański/ ,na prawdę
                                        bardzo dobry i wyrozumiały lekarz a przede wszystkim nie zamknął nam jeszce
                                        drogi do CO, najpierw serce musi się ustabilizować.
                                        Merosiu u Twojego taty duszenie spowodowane było nagromadzeniem płynu w
                                        płucach,tak? Jak teraz się Twój tato czuję, Jeszcze jest na oddziale?
                                        Zajrzę tu jeszcze w nocy , data wyjazdu zbliża sie nie uchronnie... jedziemy
                                        tam z grupą na zawody, na które jedzie i mój syn (10 dni)!
                                        Trzymajcie się cieplutko- też zdrowia i wytrwałości życzę
                                        • merosia Re: dziś mnie nie będzie w CO 03.07.07, 22:46
                                          Mój tata jest od czwartku w domu (w sumie 9 dni na oddziale), chociaż w środę
                                          doktor przywitał mnie słowami "tata nam zaczyna ginąć chyba". Myślałam że z
                                          mety osiwieję, ale po podaniu sterydów, udrożnieniu oskrzeli, podaniu białka i
                                          jeszcze paru innych rzeczy w czwartek tata zebrał się w garść:) i zabrałam go
                                          wieczorem do domu. Miał zrobione trzy nakłucia odbarczające opłucną i jedno
                                          otrzewną. Płynu było b. dużo, ale teraz jest już w miarę ok. Byłam dziś u
                                          doktora, dostałam leki i dobre słowo jak zwykle i jakoś dajemy radę. Niech Twój
                                          tatuś się trzyma dzielnie i pisz jak dasz radę co u Was.
    • jmtor1 Re: rak płuca - do Eremka i Ajkaa2 03.07.07, 09:59
      Dziewczyny czytam Was i myśle że to wszystko jeszcze przede mną i boje się że
      nie znajde sił !! Mój tato ma raka płuc i narazie jestesmy w zawieszeniu.
      Leczymy sie w bydgoszczy dziś zaczyna trzeci kurs chemii i po tym mają robić
      badania szczegółowe
      Trzymam za Was kciuki, jesteście niesamowite i dzielne !!!!
      • merosia Re: Witamy! 03.07.07, 22:50
        A witamy, witamy! Pewnie że przed Tobą jeszcze wszystko. Obyście trafili na
        wspaniałą ekipę lekarzy, to najważniejsze, a siły się znajdą w miarę potrzeb.
        Nawet się nie wie ile mamy w sobie energii, jak zajdzie potrzeba. Pisz co u
        Was, bo razem może raźniej będzie:) Zdrówka życzę oczywiście Tatusiowi:)
        • ajkaa2 Re: Witamy! 03.07.07, 23:54
          Witamy oczywiście, tak tu wszyscy jesteśmy dzielni, dodajemy sobie siły gdy
          jednym brak inni krzyczą ,że damy radę..i tak dzień za dniem huśtawka trwa.
          U mnie dzisiaj ten lepszy dzień , bo lepiej się tata poczuł to i mi wszystko
          śpiewająco wychodziło .Jutro mamy dalsze badania, czyli echo serca i rtg.
          Acha , co się dowiedziałam , gdy znowu zadałam pytanie jak mogę pomóc tacie ,że
          suplementy witaminy nie powinno się podawać w chorobie nowotworowej przy
          drobnokomórkowym raku płuc ponieważ często poprostu dokarmia się przy okazji
          komórki nowotworowe.Może i tutaj jest jakaś racja.
          Pa !kochane dobrej nocy i dobrego jutra.
          • merosia Re: A u mnie dziś jakby lepiej troszkę:) 04.07.07, 17:47
            A u mnie tata po miesięcznym (łącznie z pobytem na oddziale) siedzeniu w domu
            wyruszył dziś do fryzjera. To niedaleko, ale paręnaście schodów i kilkadziesiąt
            metrów musiał pokonać. Zmęczył się okrutnie, ale był zadowolony. I my też:) Oby
            nie było gorzej, bo już tylko tego chyba mogę oczekiwać. No i gratulacje Asiu
            dla Twojego taty, że też się nie daje.
            • jmtor1 Re: A u mnie dziś jakby lepiej troszkę:) 06.07.07, 21:17
              Dzieki za miłe przyjecie i słowa otuchy, trzymajcie się

              U nas po pierwszej połowie III kursu tato czuje sie świetnie, 10 bedzie
              końcówka i jedziemy na wczasy, nad morze chyba nie ma żadnych przeciwskazań?

              24 lipca bedą badania i bedziemy wiedzieli co sie dzieje w płucach!! oby było
              ok
              • merosia Re: A u mnie dziś jakby lepiej troszkę:) 10.07.07, 19:52
                Ja z duszą na ramieniu, ale zdecydowałam się wyjechać pod koniec przyszłego
                tyg. z tatą na działkę (100 km od domu). Wszyscy oprócz lekarza z CO uważają,
                że zwariowałam, ale tata tak bardzo chce jechać, że nie mogę mu tego odmówić,
                tam też są szpitale i lekarze i nasz doktor pod telefonem, jakoś sobie poradzę
                mam nadzieję. Co tam dobrego dziewczyny kochane u Was?
                • ajkaa2 Merosiu co u Was słychać 25.07.07, 22:15
                  • jmtor1 po morzu 27.07.07, 08:41
                    wróciliśmy z nad morza super pomysł, tato troche podmeczony bo to już nie te
                    siły ale było warto !!!
                    teraz zaczął IV kurs chemii i czekamy we wtorek bedzie tomografia, narazie reka
                    po wkłuciu go boli cała opuchła - twardy powrót do szpiatlnej rzeczywistosci,
                    pozdrawiam ciepło
                    • ajkaa2 a ja na działkę zabiorę tatę 27.07.07, 11:02
                      No to Twój tatuś miał prawdziwe wakację . wspaniale !
                      U nas znowu szpital(drętwienie nóg, osłabienie , ból w okolicach serca) ale
                      dzisiaj może tato wyjdzie czekamy na scyntygrafię 30 stego na Ursynowie i na
                      naswietlania, chemia po zawale juz nie wchodzi w grę . Tato bardzo chudnie ,
                      spacer po korytarzu go meczy , ale są też iskierki nadziei dzisiaj sie już tak
                      nie pocił w nocy i go nie bolało.
                      Gdy tylko wyjdzie chcę go zabrać na działkę do lasu na jeden dzień , jedno
                      popołudnie zeby tam troche odpoczął . Czekam na cud bo nawet bifosfoniany sa
                      tez odstawione .
                      Z tatą leży człowiek który po raz 33 ma chemię!!!Ma się dobrze jeszcze go
                      czekaja 3 kursy , trochę patzrymy na niego zazdrością . Pozdrawiam
                      Merosiu co u Was?
                      • jmtor1 Pozytywna wiadomość 01.08.07, 15:46
                        Po czwartym kursie chemii zrobiona dla taty badania i okazało sie że guz
                        wielkosci 33x28 zmiejszył sie do 9 milimetrów i jest operacyjny 20 sierpnia do
                        szpitala i już sama nie wiem czy to dobrze Bo z jednej strony radosć że coś sie
                        udaje a jednocześnie strach czy jak się za to wezmą czy nie bedzie gorzej bo
                        tato ma niedoczynność płuc
                        zastanawiam sie nad konsultacja z jakimś innym lekarzem prywatnie może kogos
                        możecie polecić z Białegostoku lub warszawy - sama nie wiem
                        pozdrawiam serdecznie
                        • merosia Re: Pozytywna wiadomość 01.08.07, 21:47
                          To wspaniale, że chcą operować. Możesz oczywiście konsultować tatę, jeśli Cię
                          coś niepokoi, ale u kogoś do kogo masz pełne zaufanie, bo nie zawsze ta druga
                          porada musi być lepsza:) Wydaje mi się, że zanim zdecydowali, że guz jest
                          operacyjny, wzięli pod uwagę niedoczynność płuc. Gratuluję efektów:)

                          U mnie dla odmiany dno zupełne. Tata zaczyna gorzej oddychać. Lekarz z hosp. na
                          urlop poszła do końca sierpnia i są tylko dyżurni. Dobrze, że nasz doktor z CO
                          nas ratuje i w piątek znów odbarczą tacie opłucną. Zwykle po takim zabiegu jest
                          ok z oddychaniem przez 2,5 tygodnia, ale tata jest coraz słabszy. Cieszę się
                          tylko, że kiedy nie pójdę do CO, zawsze mi pomagają i jakoś udaje mi się zrobić
                          tak, że tata nie cierpi przynajmniej fizycznie.

                          A Wam życzę następnych sukcesów i dawaj optymistyczne wieści dalej, bo tu ich
                          wszystkim potrzeba. Pozdrawiam:)
                          • jmtor1 Re: Pozytywna wiadomość 13.08.07, 21:28
                            merosia trzymaj sie i bądz twarda!!!
                            u nas cisza 20.08 mamy do szpitala, zobaczymy co i jak bedzie
                            narazie czekamy w zawieszeniu
                            pozdrawiam i sciskam
                            • merosia Re: Kiepska wiadomość 13.08.07, 21:53
                              U nas marnie. Tata w śpiączkę wątrobową już wchodzi. Próbujemy być
                              twardzi, ale niezbyt nam wychodzi. Wszyscy pomagają tj. hospicjum
                              domowe, doktor z CO, za co jesteśmy bardzo wdzięczni, ale swoje
                              trzeba przeżyć, tylko że to takie trudne...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka