fala9 08.01.08, 12:33 Czy medycyna zna odpowiedź na to pytanie? Dlaczego człowiek ktory ma gdzieś guza, dużego czy małego po jakimś czasie umiera? Jaki jest mechanizm "działania" raka? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
scept89 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 08.01.08, 13:43 Za: J Med. 1975;6(1):61-4. Causes of death in cancer patients. Ambrus et al infekcja 38% bezposrednia krwawienia i zatory: 18% bezposrednia zniszczenie niezbednego do zycia organu (np niewydolnosc watroby): 10% Caly abstract: Causes of death in the year 1970 were analyzed retrospectively on the basis of clinical and pathologic reports of 506 cases in the Roswell Park Memorial Institute and Hospital. The single major cause of death was infection (36%), which was also a contributory factor in an additional 68% of the cases. Other important causes of death were hemorrhagic and thromboembolic phenomena (18%), which also were contributory factors in an additional 43%. Organ invasion by neoplastic cells including hepatic failure was the major cause of death in 10% and was a contributory factor in 5%. Cachexia was reported as major cause of death in 1% and as contributory factor in 0.4%. Respiratory failure due to various causes (including aspiration) was the main mechanism of death in 19% and a contributory factor in 3%. Cardiovascular insufficiency was the major cause of death in 7% and a contributory factor in 3%. Odpowiedz Link
fala9 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 08.01.08, 14:46 Poniewaz bardzo mnie to interesuje bedę drążyc dalej :) > infekcja 38% bezposrednia Co to znaczy infekcja? Infekcje powoduja wirusy li bakterie. A rak w jaki sposób? > krwawienia i zatory: 18% bezposrednia Rozumiem ze te zatory i krwawienia powstają wtedy gdy guz uciska sąsiadujące tkanki. No, ale jesli go sie usunie to problem powinien wtedy zniknąc prawda? > zniszczenie niezbednego do zycia organu (np niewydolnosc watroby): 10% > A w jaki sposób dochodzi do tego zniszczenia? To ze np. jest guz na jelicie to nie znaczy ze ono nie pracuje prawidłowo prawda? Odpowiedz Link
jovita13 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 08.01.08, 15:10 Ja od dawna próbuję znaleźc na to odpowiedź. Jak przechytrzyc tą wstrętną chorobę. Moja mama chorowała na raka jajnika. Miała pousuwane jajniki i macicę. Po nawrocie choroby 1,5 roku później (na pęcherzu był guzek 1 cm) dostała chemię 9 kursów i rak porozsiewał się na otrzewnej. Po tych 9 chemiach w zasadzie zmiany były tylko na otrzewnej. Pęcherz,nerki, jelita były czyste-choc pewnie komórki nowotworowe też tam były, ale żadnych guzów które utrudniałyby funkcjonowanie a tym samym powodujac śmierc nie było. Więc zastanawiam się jak to się ma do niewydolności nerek-bo to była główna przyczyna smierci, no i oczywiście anemia. Dlaczego nerki przestaja pracowac? Wiem, że jak nerki szwankują to jest potem problem z krwią-erytrocyty nie są produkowane tak jak trzeba i dużo krócej żyją. I zaczyna się powoli anemia. Jeśli źle się wyrażam,to niech ktoś lepiej znający się poprawi. Skąd niewydolnośc nerek? Bo potem przy niewydolności to juz leci jak lawina - mocznik we krwi, ogólne zatrucie organizmu odpadami przemiany materii-brak apetytu, płytki oddech-zatrucie dwutlenkiem węgla,śpiaczka. Pytałam się lekarzy o to, ale - albo oni nie wiedzieli, albo nie chcieli mi pomóc.Było to przed śmiercią mamy - jakieś 3 tygodnie wcześniej. Gdybym wiedziała że przy niewydolności nie mozna jeśc białka- to moja mama na pewno duzo dłużej by zyła.Ale akurat w ostatnich tygodniach jadła 2-3 jajka dziennie, ser, mleko i inne. To wg mnie mogło przyspieszyc śmierc i to znacznie. Dla chorych którzy nie maja problemu z nerkami taka dieta nie zaszkodziłaby. Wątroba też była w porządku do samego konca - była bardzo powiekszona tylko wtedy,kiedy mama była faszerowana w szpitalu lekami, ale to juz inna historia. Odpowiedz Link
scept89 Re: rak a niewydolnosc nerek 08.01.08, 17:54 Zobacz: www.medscape.com/viewarticle/544348?rss BTW, Nie da sie powiedziec w jaki dokladnie sposob doszlo do niewydolnosci nerek po terapii u Twojej Mamy. Niewydolnosc/uposledzenie funkcji nerek w/g powyzszego linku jest czesta u pacjentow nowotworowych nawet przed terapia. Odpowiedz Link
jovita13 Re: rak a niewydolnosc nerek 08.01.08, 18:33 Niestety w szkole uczyłam się innego języka... Z nerkami u mamy było w porządku w trakcie chemii i po. Problem zrobił się ok 4 miesięcy przed smiercią.Podejrzewam,że miał wpływ na to rozsiew choroby po otrzewnej-bo tu było skupisko choroby.Może nastapiły jakies zaburzenia w związku z tym,że powstawało "dodatkowe" ukrwienie tych części jamy otrzewnej,gdzie postepowała choroba. Scept89 pisał też, że częśc guza bywa słabiej ukrwiona i ta częśc zamiera, może to powoduje powstawanie jakiś bakterii, które z kolei wpływają na złą pracę nerek, a potem zaczyna się niewydolnośc.... nie wiem.Ale byłabym szczęśliwa, gdybym znalazła na to odpowiedź. Z tymi infekcjami to też pewnie bywa różnie.Czytałam nie raz o goraczce w chorobie nowotworowej,a zwłaszcza w ostatnim stadium. U mojej mamy przez 2,5 miesiąca(kiedy ja się nią zajmowałam) nie było ani razu gorączki,nawet chyba temp. nie doszła do 37 st.C. Stan był poważny, ale jakos to mamę ominęło, podobnie jak bóle. Mama nie miała też bóli, przez 4 miesiące miała plaster Durogesic 25 i nic poza tym. Moze nasilenie bóli spowodowane jest jakąś infekcją i goraczką? Dużo przeczytałam o tym jak inni walczą z tą chorobą, jakie są objawy. U mojej mamy wszystko przebiegało inaczej. nawet płynów w otrzewnej nie miała.Lekarz kazał odstawic furosemid. Była osobą leżącą przez 4 miesiące(mogła tylko leżec na boku,bo na plecach i brzuchu jakoś nie mogła). Odleżyn i zapalenia płuc także nie miała - a przy leżeniu prawie zawsze przynajmniej jedna z tych rzeczy się pojawia. Więc skoro żadnej infekcji nie zauważyłam ja i lekarz, to nie wiem skąd problem z nerkami. Odpowiedz Link
scept89 Re: rak a niewydolnosc nerek 08.01.08, 22:10 w/w strona byla o poglebianiu niewydolnosci nerek przez nefrotoksyczne (== uszkadzajace nerki) chemioterapeutyki. Bez wynikow sekcji i badan to jest to kolejna gdybologia straszliwa. Mozna by myslec np o: * odmiedniczkowym zapaleniu nerek (zwykla wstepujaca infekcja drog moczowych) ale postac ostra bez bolu (byc moze maskowanego narkotykiem) i bez goraczki (tutaj jakis nefrolog/onkolog powinien sie wypowiedziec) nie pasuje do obrazu. * Podobnie kiedy spada odpornosc ujawniaja sie stare ogniska np. gruzlicze. Gruzlica nerek niszczy je dokladnie ale nie wmam zielonego pojecia o jakim czaso-okresie mowa. *Istnieje choroba zwana amyloidoza gdzie zlogi bialka odkladaja sie w tkankach, takze w czesci przypadkow w nerkach. Wtorna amyloidoza wystepuje w czesci pacjentow z neo. pl.wikipedia.org/wiki/Amyloidoza Amyloid A in Systemic Amyloidosis Associated with Cancer Husby et al [Cancer Research 42, 1600-1603, April 1, 1982] Znow nie wiem czy w 4msce zlogow w klebuszkach nagromadzi sie tyle aby spowodowac niewydolnosc. * Wreszcie wystepuje cos takiego jak zespol nefrotyczny w przebiegu ch. nowotworowej (5 opisanych przypadkow w raku jajnika, 10% wszystkich nowotworow) Two Paraneoplastic Syndromes in a Patient with Ovarian Cancer: Nephrotic Syndrome and Paraneoplastic Cerebellar Degeneration Forgy et al Gynecologic Oncology Volume 80, Issue 1, January 2001, Pages 96-98 Pozdrawiam i wspolczuje straty Odpowiedz Link
scept89 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 08.01.08, 15:34 fala9 napisała: > Poniewaz bardzo mnie to interesuje bedę drążyc dalej :) > > > infekcja 38% bezposrednia > > Co to znaczy infekcja? Infekcje powoduja wirusy li bakterie. A rak w jaki sposó > b? Przewskoczmy na chwile do 70-letniej staruszki co potknawszy sie zlamala sobie szyjke kosci udowej. Przyczyna zgonu: ZAPALENIE PLUC. Gdzie Rzym a gdzie Krym? Problem w tym ze zwykle pacjentka zostaje/zostawala(?) unieruchomiona w lozku na cale tygodnie -> zastoinowe zapalenie pluc -> zapewne nadkazenia -> zgon. Jaka jest dokladnie droga od rozsianego nowotworu do ciezkiej infekcji dokladnie nie wiem (unieruchomienie pacjentow tez nie jest bez winy zapewne -> patrz potencjalne wydluzenie okresu przezycia u chorych wykonujacych cwiczenia fizyczne) ale jest faktem ze chorzy w schylkowym okresie z neo maja obnizona odpornosc. > Rozumiem ze te zatory i krwawienia powstają wtedy gdy guz uciska >sąsiadujące tkanki. Niezupelnie. Kazdy guz aby przekroczyc rozmiar 2mm potrzebuje unaczynienia. Duze guzy o wysokiej przemianie metabolicznej maja swietne ukrwienie. Problem m.in. w tym ze ukrwienie nie jest proporcjonalne do tempa podzialow guza i np. spora czesc guzow ma obszary martwicy uruchamiajac kaskady krzepniecia krwi (zakrzepy i zatory) oraz rozpuszczania zakrzepow (fibrynolizy). > > zniszczenie niezbednego do zycia organu (np niewydolnosc >watroby): 10% > > > > A w jaki sposób dochodzi do tego zniszczenia? Przypadek szczegolny: Wystarczy ze ktos ma maly niezlosliwy guzek uciskajacy obszar pnia mozgu w ktorym znajduja sie osrodki kontrolujace cisnienie krwi, temp ciala etc. etc. Watroba: __spekulujac__: wystarczy ze guz czy guzy naciekaja przewody odprowadzajace zolc z dostatecznie duzych obszarow. Brak odprowadzania zolci -> zoltaczka zastoinowa -> martwica -> zapewne wstrzas. > To ze np. jest guz na jelicie to > nie znaczy ze ono nie pracuje prawidłowo prawda? Zalezy. Guzy moga doprowadzac do zamkniecia drogi przez jelita. Np dlugie nawet lagodne polipy na dlugiej szypule moga "wpasc" w fale ruchow perystaltycznych i doprowadzic do inwaginaci (cos jak bezstopowa "skarpetka" z pomponikiem w ktorej najpierw odwracasz ja na lewa strone [pomponik w srodku -> sytuacja w jelicie z polipem przed inwaginacja], nastepnie pociagasz za pomponik. Taka rurka wchodzaca w rurke. => niedokrwienie sciany skarpety-jelita ->zanik ruchow perystaltycznych -> niedroznosc przewodu pokarmowego + martwica, zapalanie otrzewnej (lokalne -> rozlane) -> wstrzas septyczny. Druga rzecz to czopowanie naczyn limfatycznych jelit, krezki (bloniasty twor na ktorym wisi jelito) i wezlow zaotrzewnowych przez przerzuty. Kwasy tluszczowe z pokarmow transportowane sa ta droga do przewodu piersiowego a nastepnie do krwi. Zaczopujesz owe drogi masz zaburzenia wchlaniania tluszczow, zapewne biegunki tluszczowe i niedobory witamin w tluszczach rozpuszczalnych. Wreszczie jak wyzej: guz na skutek swietnego ukrwienia 'kradnie' krew zdrowym czesciom jelita zaopatrywanym przez ta sama tetnice. kolejna spekucja: Spadek ukrwienia -> spadek np. wydzielania enzymow produkowanych przed kk sciany jelita -> spadek trawienia i wchlaniania pewnych skladnikow. Ogolnie to pewnie cale tomy patofizjologii nowotworow traktuja o 1001 sposobow jakimi drogami neo doprowadzaja do smierci a i kazdy sensowny podrecznik do onkologii rozdzial takowy miec powinien. Pozdr Odpowiedz Link
judyta1100 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 08.01.08, 22:38 Moja mama ma nowotwór piersi. Wiemy o przerzutach do płuc i kości. Mama choruje też na stwardnienie rozsiane, od około 3 lat jest zacewnikowana. Mniej więcej w okolicy świąt pojawiła się podwyzszona temperatura. Lekarz stwierdził, że to na pewno inekcja układu moczowego (ciało obce - cewnik). Przepisał antybiotyk i zlecił badanie ogólne moczu. Wyniki zatrważające: białko ponad 150 jednostek, krew dodatnia (cztery plusy). Konsultacja u innego lekarza - diagnoza przyczyna cewnik. Miał być szpital, żeby zrobić wszelkie badania, lekarze odchodzą jednak od tego (w zasadzie trochę za namową mojego taty). Badania ogólne moczu w zasadzie cały czas uwzględniają krew, wysokość białka się zmienia. Wiem, że bez szczegółowych badań zastanawianie się nie ma sensu, ale może z Waszego doświadczenia jesteście w stanie odpowiedzieć, czy: - rzeczywiście przyczyną ulatywania krwi i białka jest długotrwałe zacewnikowanie? - a może przyczyną jest zaczynająca się niewydolność nerek co w konsekwencji prowadzi do zatrucia organizmu (o którym ktoś powyżej pisał) i śmierci? Może są jakieś badania, które można wykonać w warunkach ambulatoryjnych, które zaspokoją moje pytania? Będę wdzięczna za wszelkie sugestie Pozdrawiam Odpowiedz Link
jovita13 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 08.01.08, 23:03 Dziękuję Scept89 za wyczerpującą odpowiedź. Do Judyty1100. Moja mama miała cewnik przez 4 miesiące.Zdarzyło się przez okres 2-3 tygodni że w moczu była ropa, w zasadzie nie dało się z tego worka spuścic moczu-takie było gęste.Lekarz(opieka paliatywna) nie widział w tym problemu-nie chciał wymienic cewnika(był juz ponad miesiąc niezmieniany-az sama wymieniłam)-bo nie było goraczki,nie było krwi w moczu, nie przepisał antybiotyku.Po wymianie cewnika stan zapalny przeszedł, poza tym mama piła zioła przeciwzapalne :szałwia, trochę nagietka. Nie umiem odpowiedzic jakie mogły byc wyniki badań-nie chcieli pobierac moczu do analizy. Wiem,że są zakładane cewniki,których nie zmienia się przez bardzo długi czas-one nie powinny powodowac stanu zapalnego, chociaż w chorobie nowotworowej nic nie jest tak pewne. Odpowiedz Link
tyrtum Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 09.01.08, 11:42 abstrakcyjny: Przyczyny śmierci w roku 1970 były analizowane z mocą wsteczną na podstawie klinicznych i patologcalyicznych sprawozdań 506 przypadków w Instytucie Pomnika Parku Roswell i Szpitalu. Pojedyncza główna przyczyna śmierci była infekcja (36%), który był również mający wkład czynnik w dodatkowy 68% z przypadków. Inne ważne przyczyny śmierci były krwotoczne i thromboembolic zjawiska (18%), który również był mający wkładami czynnikami w dodatkowy 43%. Organ najazd przez neoplastic komórki zawierające wątrobowe niepowodzenie był główną przyczyną śmierci w 10% i był mający wkładem czynnikiem w 5%. Charłactwo zostało doniesione jako główna przyczyna śmierci w 1% i jako mający wkład czynnik w 0.4 %. Oddechowe niepowodzenie z powodu różne przyczyny (zawierające aspiracje) było głównym mechanizmem śmierci w 19% i mający wkładzie czynniku w 3%. Sercowo-naczyniowy niedostatek był główną przyczyną śmierci w 7% i mający wkładzie czynniku w 3%. Odpowiedz Link
maria470 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 09.01.08, 21:05 Wlasiwie po co rozkladacie na czynniki pierwsze przyczyny zgonu na nowotwor?To jakby zastanawial sie nad przyczyna chorob wogole.Poznalam wiele osob z ta chorba i przewazajac wiekszosc to ludzie ,,jakby zdrowi"nie palacy, nie pijacy, nie zazywajacy narkotykow,zdrowo sie odzywiajacy a mimo to zachorowli i wielu juz odeszlo.I jak to jest jednym sie udaje a innym nie?Kiedy odchodzi nam ktos bliski jestesmy rozgoryczeni zli na los na Bog i zawsze jest jeszcze jakies ,,gdyby"a przeciez wszyscy kiedys musimy odejsc.Ja wiem ze nie ktorzy odchodza zdecydowanie za wczesni ale takie rozwazanie to takie rozdrapywanie ran i zazucanie sobie ze czegos nie zrobilismy cos zaniedbalismy i to poczesci nasza wina ze nasz bliski juz odszedl Odpowiedz Link
jovita13 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 09.01.08, 21:56 Droga Mario. To nie jest rozdrapywanie ran, chociaż każdy,kto stracił bliskiego w ten sposób moze miec poczucie, że coś przeoczył. Dla mnie jest to ważne aby zrozumiec mechanizm-jak to działa.Jakie sa poszczególe "etapy", objawy. Gdyby mi sie cos takiego przytrafiło- chciałabym wiedziec więcej aby pomóc sobie lub innym, bo niestety moje doswiadczenia z lekarzami są takie, że jak nie domagasz sie - to nie dostajesz. A żeby chciec czegos - to trzeba miec świadomośc .Dlatego wolę wiedziec co dzieje się z chorym, nie chcę czekac aż ktoś zauważy niepokojący objaw za póxno lub nie zobaczy wcale,bo zmeczony,zdenerwowany-każdy jest tylko człowiekiem. Ale jesli moje życie jest w czyiś rękach- to nie chciałabym któregoś dnia dowiedziec się, że niestety nic się nie da zrobic- bo sprawy posunęły się za daleko, nikt nie zauwazył problemu. Czułabym się o wiele spokojniejsza, gdybym wiedziala jak zapobiegac, kiedy reagowac. Takie są moje odczucia. Ale pewnie trochę też racji jest w tym, że to po części moja wina ze mama zmarła. Za mało wiedziałam, a nie miałam nikogo (poza tym forum) kto udzieliłby informacji. Odpowiedz Link
scept89 Re: zero winy 10.01.08, 14:48 Zgadzam sie z glownym punktem Marii: nie ma sensu rozdrapywanie mniej lub bardziej urojonych ran. Nowotwory w pewnym stadium zaawansowania maja fatalne rokowanie i najwspanialsza opieka + sztab swiatowych slaw onkologicznych jak doatad tego nie zmienia. Nikt nie zna i nie moze znac pelnej prawdy co dzialo sie z pacjentem przed postawieniem diagnozy i na kazdym z etapow po jej postawieniu, oraz co byloby gdyby w punkcie X chory trafil do lekarza Y wykonujacego zabieg Z. Swietnie jesli udaje sie nam przestrzegac najlepszych regul postepowania ale reguly owe winni znac w pierwszym rzedzie profesjonalisci. Nie mozesz winic siebie za to ze system opieki zdrowotnej jest taki jaki jest, no chyba ze jestes ministrem zdrowia. Moze sprobuj porozmawiac o tym z jakimc psychologiem czy sensownym ksiedzem (ateista Ci to radzi...) a nie dokonuj samobiczowania do konca dni swoich. Pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link
fala9 Re: zero winy 10.01.08, 20:00 Powoli powoli. Nie o to mi chodzilo kiedy zakładałam wątek. Mnie nie interesują przyczyny powstania nowotworu i zastanawianie sie co byłoby gdyby itp. Chodzi mi o to w jaki sposób istniejacy juz nowotwor czy tez rak prowadzi do śmierci. To musi byc dokładnie znany mechanizm, bo skoro tyle instytutów szuka lekarstwa na raka to musza wiedziec jak chcą "uderzyć" prawda? No chyba ze sie mylę i wszyscy działają na oślep. Ale nie wyobrazam sobie badan nad lekami przeciwnowotworowymi bez znajomości mechanizmu "działania" raka. Odpowiedz Link
scept89 Re: zero winy / kulo-odporne chelmy i TGF 10.01.08, 20:36 1 odpisywalem na poprzedni post ze zwrotem >Ale pewnie trochę też racji jest w tym, że to po części moja wina >ze mama zmarła. Za mało wiedziałam, a nie miałam nikogo (poza tym >forum) kto udzieliłby informacji. 2. Bezposrednia przyczyna smierci u czesci samobojcow jest np. kula w glowie. Zapewne nie zmniejszysz liczby samobojstw zakuwajac ludzi w kuloodporne chelmy. Podobnie nie wyleczysz raka antybiotyko-terapia przeciwbakteryjna choc oczywiscie sama opieka zapobiegajaca zakazeniom winna nieco wydluzac statystycznie zycie chorym. 3. Kiedys postulowano ze kacheksja (wyniszczenie) u chorych nowotworowych moze byc spowodowane nie proporcjonalna reakcjia kk ukladu immunologicznego pobudzanego np. martwica nowotworu (wzrost cytokin): The role of cytokines in cancer cachexia Argilés et al. Medicinal Research Reviews 1999 Volume 19, Issue 3 , Pages 223 - 248 Nie mam czasu aby doczytywac wiecej na ten temat w tym momencie ale nie jest to temat martwy i potencjalnie paradoksalnie zmniejszajac odpowiedz immunologiczna organizmu w specyficzny sposob _byc moze_ daloby sie spowolnic wyniszczenie organizmu pacjenta z neo. Pozdr. Odpowiedz Link
maretina Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 10.01.08, 19:56 wyniszcza organizm, nacieka wazne narzady uposledzajac ich prace itd. tak zabija ta swinia:( Odpowiedz Link
merosia Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 10.01.08, 22:05 Zadawałam to pytanie onkologowi prowadzącemu mojego tatę. Chciałam wiedzieć, jaka konkretnie będzie przyczyna zgonu taty. Jeszcze 2 tygodnie przed śmiercią taty (niedrobnokomórkowy rak płuca) nie potrafił odpowiedzieć. Powiedział, że opcje główne są 3: infekcja, która toczyła się już jakiś czas w płucu i usypiano ją na jakiś czas Biotraxonem, niewydolność wątroby (prawdopodobnie z przerzutem)a w rezultacie śpiączka lub zatrzymanie krążenia. Stwierdził, i tu po części się z nim zgadzam, że w końcowym okresie życia pacjenta z neo, lekarz nie jest już specjalistą, tylko człowiekiem z intuicją lub bez niej, bo przyczyn śmierci w tym wypadku może być wiele, a objawów konkretnych czasem brak, a zbadać wszystkiego u pacjenta w takim stanie się nie da. Bo po co robić wyniszczonemu pacjentowi biopsje wątroby, śledziony i jeszcze czegoś tam, żeby dowiedzieć się że jest meta. I co jeśli tak, lub co jeśli nie? Nie robia już raczej badań narażających takiego pacjenta na duże niedogodności i dlatego nawet jak pytasz lekarza prowadzącego o konkrety, to też mu ciężko odpowiedzieć. To tyle z życia wzięte, a teorii to można się naczytać w tomidłach medycznych, ale chyba lepiej czytać jak się z neo wychodzi niż w jaki sposób nas to zabije. Pozdrawiam cieplutko Odpowiedz Link
judyta1100 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 11.01.08, 19:08 Czy zadając pytanie to lekarzowi wiedzieliście, że koniec taty jest bliski? Jak rozpoznać to w chorobie nowotworowej? Nie mam na myśli posiadania wiedzy o przerzutach (można mieć przerzuty i żyć), ale to, czy będę w stanie wyczuć, że ta chwila jest bliska. Czy zdarzają się sytuacje, gdzie w chorobie nowotworowej występuje nagła, niczym nie zwiastująca swego nadejścia śmierć? Taka śmierć, której nawet lekarz nie był w stanie przewidzieć? Odpowiedz Link
merosia Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 11.01.08, 23:10 Wiedzieliśmy, tata słabł w oczach poprostu, miał coraz bardziej opuchnięte nogi i coraz szybciej narastał płyn w opłucnej i otrzewnej. Było widać, że gaśnie. Była jednak taka sytuacja 2,5 miesiąca przed śmiercią, że tata leżąc kilka dni na oddziale przestał jeść, kojarzyć, wstawać. Lekarz powiedział, że to najprawdopodobniej jeden z ostatnich jego dni. Podał mu jednak kolejny antybiotyk i przetoczył albuminy i następnego dnia tata wstał, jadł i pół oddziału przyszło zobaczyć, bo nikt nie wierzył. Zabrałam wtedy tatę do domu. Tak więc medycyna, to wielka tajemnica, a czasem to już nie medycyna, tylko tajemnica. Co do nagłej śmierci, to najczęściej nas lekarz ostrzegał, że jeśli dojdzie do zatorowości płucnej, to sprawa rozegra się bardzo szybko i niespodziewanie. Odpowiedz Link
agnesrym Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 13.01.08, 19:50 Mojemu tacie, na 2 miesiace przed śmiercia również zaczęły puchnąć nogi, od pasa w dół- calutkie.woda zatrzymywała sie w organiźnie, do tego stopnia, że mimo iż prawie nic nie jadł, ważył więcej o 10 kg. Zrobiliśmy wyniki i zadzwonili z laboratorium, by natychmiast przywieźć go do lekarza. Przetoczyli mu krew i również tata na drugi dzień poczuł się tak, jakby nic mu nie było, nie bolało go i wszystko zjadł co mu dali, nawet prosił o więcej!!! Wszyscy byli zaskoczeni. Zabraliśmy go do domu i za 2 tyg sytuacja sie powtórzyła. Nogi spuchły jeszcze bardziej, tak bardzo, że nie mógł wstać z łózka, nic nie mógł...Znów trafił do szpitala, lekarze podali mu tylko albuminy i niestety nic juz nie pomogło. Opuchlizna nóg- teraz juz wiem- to znak, którego nie należy lekceważyc i który oznacza, że jest już bardzo niedobrze!!! Odpowiedz Link
agnesrym Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 13.01.08, 19:56 Z doswiadczenia wiem, że mozna wyczuć, kiedy zbliża sie koniec...mój tata zmarł 22 grudnia.(rak jelita grubego z przerzutami do wątroby) z dnia na dzień czuł się coraz gorzej, słabł w oczach i chódł...sama skóra i kości, nic nie jadł (co najwyżej 2 łyżeczki zupy-"wody"). charakterystycznym znakiem jest wysoki poziom bilirubiny (w przypadku gdy choroba dotyczy wątroby, żółty koloryt skóry), a przede wszystkim straszna opuchlizna nóg-zatrzymanie wody w organiźmie, senność. aga Odpowiedz Link
ane15 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 14.01.08, 11:51 moja mama ma raka jelita grubego i zaczyna jej się podnisic bilirubina, proby watrobowe delikatnie Odpowiedz Link
agnesrym Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 15.01.08, 12:43 Musicie pilnie sledzić wyniki i zwracać szczególna uwagę na poziom biliruminy oraz patrzeć czy nogi nie puchną... Odpowiedz Link
kizi10 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 02.04.08, 23:53 dopiero znalazłam ten wątek, więc pozwolę sobie dodać coś od siebie mój tata chorował na raka, miał w momencie postawienia diagnozy przerzuty do mózgu i płuc, skąd rak wyszedł - nie udało się ustalić. operacyjnie usunięto przerzut do mózgu, potem radioterapia mózgowia. pierwszy rok choroby - mimo takiego zaawansowania choroby - spędził dosyć beztrosko, po operacji głowy cofnęły się wszystkie zmiany neurologiczne, po radio wyszłu mu tylko włosy. mimo, że w głowie pozostał drugi guz, zbyt mały i trudno dostępny do operacji, tata czuł się doskonale, pracował, jeździł samochodem, organizował imprezki. dlaczego to piszę ? bo do dziś czujemy się winne, że czegoś niedopatrzyłyśmy. ok 1 roku od diagnozy - zaczęły się problemy neurologiczne - brak nowych przerzutów, ten co siedział w ogóle się nie zmieniał, lekarze, badania, decyzja o usunięciu guza gamma knife, bo wzrastał obrzęk mózgu, w ostatniej chwili onkologia zmieniła decyzję i ponowna radio głowy, na badaniach prze radio - obszary zaniku w korze - efekt procesu meta czy może późne skutki radio ( sprzed roku), których nikt nie wziął pod uwagę, kierując tatę na następną - dylemat dziś - co by było, gdyby tata się nie zgodził ?, naświetlili go bez próby podleczenia obrzęku - efekt - na zabieg pojechał samochodem, po tygodniu dostaliśmy roślinkę - i znowu dylemat - efekt choroby, czy nieprzemyślanej radio ? w styczniu tata był w stanie krytycznym - ku zdumieniu lekarzy wyszedł z tego, al po dwóch miesiącach leżenia - zakrzepica - można było jej zapobiec ? - można było, ja mogłam nie wiedzieć, ale lekarze powinni - należało wprowadzić leki przeciwzakrzepowe profilaktycznie, jak się okazuje zakrzepica często towarzyszy chorobom nowotworowym, ale lekarze nie informją o tym, po tym przyszła grzybica - można było jej zapobiec ? a jakże, wszak wiadomo, że leczeniu onkologicznemu i samej chorobie często towarzyszą infekcje grzybicze, wystarczyło do chemii dołączyć zapobiegawczo coś przeciwgrzybiczego - naprawdę się nie czepiam, gdybym wiedziała o tym wcześniej..., pytałam lekarzy później o zapobieganie - przyznali, że można było. trochę z późno. tydzień przed śmiercią wdała się infekcja, czy bakteryjna, czy to grzyb atakował - nie wiem, ale w tym momencie antybiotyk jeszcze bardziej tatę osłabił. reasumując - mimo, że zdaję sobie sprawę, że tata raczej nie miał szans na wyleczenie, te swoje dwa lata chorowania też chyba dostał od Boga w prezencie - to tak naprawdę NIE WIEM CO GO ZABIŁO, i już zawsze będziemy się gryźć, że mogłyśmy zrobić więcej. gdybyśmy tylko wiedziały... Odpowiedz Link
jovita13 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 03.04.08, 09:16 Nie wiesz co go zabiło oprócz raka? Ja wiem-obojętnośc lekarzy.Może to kogoś urazi, ale jeśli lekarz robi wszystko aby pomóc choremu, to nie ma powodu byc urażonym.Ja także spotkałam lekarzy, którzy zamiast pomóc przyspieszyli śmierc mojej mamy- i niestety tylko takich lekarzy miałam możliwośc poznac. Ja wiem, jest kwestia: po co przedłużac cierpienia pacjenta? Ale jeśli pacjent nie cierpi,chce jak najdłużej byc z bliskimi, to dlaczego nie dają szansy tym ludzim aby pożyli jeszcze miesiąc czy dwa wśród rodziny? To się odbiera takim pacjentom- i jestem pewna że lekarze dobrze wiedzą co się dzieje, jak postepuje choroba, jaki organ za jakis czas gorzej zacznie funkcjonowac, ale milczą żeby pacjent szybciej zmarł, żeby się nie męczył. To Bóg decyduje kiedy umieramy, a każde niezareagowanie na problem z infekcją czy mozliwościa pojawienia się zakrzepicy, brak reakcji na pierwsze objawy niewydolności nerek(są leki opóźniające postęp niewydolności nerek) to dla mnie eutanazja, to skraca życie pacjenta pod czujnym okiem lekarza. Byc może oni mają takie wytyczne, żeby sobie opuścic, bo to kosztuje, a pacjent nierokujący, psuje statystyki, ale chyba nikt się nie przyzna... Jeśli chory zwija się z bólu, morfina nie pomaga, to jestem za tym, aby pacjent nie cierpiał i odszedł bez bólu, strachu. Ale kiedy pacjent nie ma bóli jak było w przypadku mojej mamy, to w jakim celu była podana morfina- chyba po to aby szybciej organy siadły i zmarła. Innego wytłumaczenia nie ma. Plaster Durogesic25 - to było jej jedyne zabezpieczenie przed bólem nowotworowym aż do dnia śmierci, a może i to nie byłoby nawet potrzebne, ale nie sprawdzałam.... I niech się wściekają lekarze na to co piszę-nie interesuje mnie to, ale każdy ,kto miał do czynienia z leczeniem paliatywnym może dodac od siebie jeden przykład, ze brak reakcji lekarza przyspieszył śmierc chorego. Po to zostali lekarzami, zeby ratowac życie a nie patrzec spokojnie jak pacjent umiera.Każdy pacjent jest taki sam, czy chory na raka, czy z wypadku, dlaczego nie przerywają ratowania życia kiedy w wypadku jest ciężko poszkodowany? Dlaczego nie popatrzą i nie odejdą jak to robią w przypadku pacjentów paliatywnych? Mam nadzieję,że to się zmieni kiedyś, a oni odpowiedzą tam na górze za to wszystko. Była dyskusja, aby nie męczyc pacjenta przeswietleniami, badaniami, ale jeśli to ma nas wyprzedzic o krok przed czymś co się pojawia i odpowiednio wcześniej zareagowac, to czy to jest złe? I jesli w dodatku pacjent także tego chce? Czy to jest takie nieetyczne, złe, że rodzina chce aby chory jeszcze nie umierał? Odpowiedz Link
jedruch Przyczyną umieralności z powodu nowotworów 03.04.08, 15:01 są przede wszystkim oczywiście onkolodzy. Jeszcze parę słów na temat poruszony w Twoim poście. Rozumiem rozgoryczenie, rozumiem żałobę, ale pisanie różnych bzdur, jakie napisałaś i wplątywanie w to "obojętności lekarzy" jest lekkim nieporozumieniem. Jeślibym miał włączyć u pacjenta z drobnokomórkowym rakiem płuca wszystkie leki zapobiegające problemom, które MOGĄ się przydarzyć, to po ich zażyciu pacjent by się jeszcze prędzej posypał: np. ketokonazol na grzybicę, cefalosporyny na zakażenie bakteryjne, heparynę na zakrzepicę, a to przecież nie jedyne MOŻLIWE problemy. Medycyna nie jest nauką ścisłą i w zasadzie nigdy 2+2 nie jest równe 4. Tutaj podejmując jakiekolwiek postępowanie powinno się wziąć pod uwagę BILANS korzyści i strat dla pacjenta. Profilaktyka jest dobra - ale wcześniej, nie w zaawansowanym stadium nowotworu. I nie myślę o lekach, ale stylu życia i unikaniu ryzykownych zachowań. Co do medycyny paliatywnej, to pracowałem w tej działce przez 3 lata, które zresztą procentują do tej chwili. 80% rodzin było zadowolonych i wdzięcznych za pomoc w trudnym czasie odchodzenia ich bliskich, ale 20% nie godziło się z faktem umierania - ci zwykle "wykańczali" bliskich niepotrzebną terapią dając w łapę ordynatorom chemioterapii COŚ, co pozwalało mieć wrażenie, że się walczy. Rozumiem bliskich, ale dywagacje, czy pacjentowi z zaawansowanym rakiem jelita grubego lepiej przedłużyć życie włączając antybiotyk zapobiegający zapaleniu płuc, żeby potem zmarł z powodu niedrożności wymiotując kałem, jest nie na miejscu. Idź na studia medyczne, nigdy nie jest za późno i wtedy dopiero osądzaj co jest etyczne, a co nie. Dla części moich pacjentów etyczne jest to, co jest dla nich korzystne - oni nie wahają się poradzić, żebym w kolejce przesunął kogoś starszego, komu już nie trzeba tyle życia... Odpowiedz Link
kizi10 Re: Przyczyną umieralności z powodu nowotworów 03.04.08, 20:00 proszę, niech Pan to przeczyta Panie Doktorze, z całym szacunkiem, nie znam Pana i nie oceniam, niestety, ja spotykałam się przez prawie cały okres taty choroby z lekarzami o których nawet nie chcę wspominać. prawie, bo wyjątkiem była bydgoszcz. od pierwszej chwili taty choroby - kiedy poszłyśmy dowiedzieć się co z tatą, bo wylądował w szpitalu z podejrzeniem lekkiego udaru, usłyszałyśmy na korytarzu od pani doktor mniej więcej : ma guzy w głowie w płucach i wątrobie, niech pozałatwia sprawy majątkowe bo to potrwa może tydzień - odwróciła się i poszła, zostawiła nas na tym korytarzu w kompletnym szoku. nie miałam nigdy do czynienia z chorobą nowotworową, więc nie miałam pojęcia co to oznacza, a na drugi dzień to nawet myślałam, że nie jest źle, bo guzy są malutkie, to dobrze że wcześniej znalezione, zanim urosły - zabawne prawda ? Czy ten lekarz Pana zdaniem zachował się etycznie ? a może widać było niezwykłą troskę o pacjenta tylko ja nie zauważyłam ? później onkologia - nie zrobiono tacie ŻADNYCH badań, dali nam natomiast wykaz badań które mamy wykonać PRYWATNIE, tak więc powtóne USG jamy b robiliśmy prywatnie, podobnie jak kolonoskopię, usg tarczycy i jąder, prześwietlenia płuc, i dopiero z tym kompletem tata stawił się na oddział, nie wiem czy szukanie ogniska pierwotnego było celowe - nasza onkologia twierdziła, że nie, ale bydgoszcz bez słowa zaprosiła tatę do siebie, porobili komplet badań z bronchoskopią, bac i PET włącznie - więc dobrze - słuchaj lekarzy - tylko których ? i dlaczego na dwóch końcach polski tak diametralnie różne podejście do pacjenta ? pisze Pan, że bezcelowe jest zapobieganie w stanie terminalnym niektórym powikłaniom, dobrze Panie doktorze, ale mój tato był leczony na zakrzepicę na osiem miesięcy przed śmiercią, a gdyby nie był leczony to mógłby odejść wcześniej ? a skoro był leczony przez tyle miesięcy, a raczej przyjmował leki, później już tylko dawki zapobiegające nawrotowi, to czy zaszkodziło by gdyby zaczął je przyjmować ZANIM pojawiła się zakrzepica ? biorąc pod uwagę, że miał od 20 lat cukrzycę, ważył w chwili śmierci 130 kg - po dwóch miesiącach leżenia to było do przewidzenia, dlaczego żaden lekarz nie powiedział co MOŻE się zdarzyć ? mój tata chciał być leczony, sam kazał się wozić po specjalistach, więc to nie nasza upierdliwość pchała nas do kolejnych drzwi, tylko jego strach - i miał do tego pełne prawo, gdyby nie ból nogi i ogromny obrzęk to miałby wtedy jeszcze siłę pochodzić. kiedy pytałyśmy onkologa o tą nogę usłyszałyśmy - no a czego się spodziewacie ? no właśnie - czego można się spodziewać, nie będąc lekarzem i nie wiedząc nic o raku ? bo jedyną odpowiedź jaką usłyszałam na pytanie co dalej,kiedy okazało się, że to rak, to było - no, damy chemię i będzie dobrze. siadam więc do internetu i szukam tej spuchniętej bolącej nogi i mi wychodzi, że zakrzepica, tata chce do lekarza, jedziemy,(oczywiście prywatnie) doppler no i faktycznie ! leczenie i po miesiącu jedziemy na ryby. Warto było ? warto. więc gdzie Pana zdaniem bzdura ? CZy naprawdę Pana zdaniem moje rozgoryczenie i frustracja są zupełnie nieuzasadnione ? Jak ma czuć się umierający człowiek, który u onkologa traktowany jest jak kolejny numerek w kolejce i jego rodzina, która zmuszona jest szukać informacji w internecie bo lekarz nie widzi potrzeby tłumaczenia czegokolwiek ? jak miałyśmy się czuć obserwując rozgrywkę między neurochirurgiem a onkologią ? - neur - jest drugi przerzut w mózgu - trzeba naświetlać, onkol - nasi radiolodzy nic nie widzą, nie potrzeba naświetlać(2004r.), neur - usuniemy guza gamma knife, bo następne naświetlanie może zaszkodzić, onkol - naświetlamy powtórnie (2005r)neur - naświetlali bez podleczenia obrzęku ???przecież to duży obrzęk spowodował niedowład a naświetlanie jeszcze go pogłębiło ! onkol - naświetlanie zmniejszy obrzęk, jak nie naświetlimy to już nie wstanie z wózka. proszę mi wybaczyć, ale KTÓRY Z LEKARZY MIAŁ RACJĘ I KTO MIAŁ O TYM ZDECYDOWAĆ - JA ? Panie Doktorze, ja wiem, że taty nie można było wyleczyć, ale po tym co przeszliśmy właśnie z lekarzami, do końca będziemy się gryźć których lekarzy należało posłuchać i czy może tato zostałby z nami dłużej gdybyśmy posłuchały tego drugiego. może u was jest inaczej, tak jak inaczej było w bydgoszczy, ale u nas Panie Doktorze jest właśnie tak jak opisałam, trudno w takiej sytuacji o zaufanie i szacunek dla lekarza, i trudno patrzeć bezczynnie na to z boku, więc człowiek siada i szuka wiedzy, A jeśli chodzi o bezsensowne badania czy terapie - to czy uważa Pan, że gdyby lekarz rzetelnie wytłumaczył jak sprawa wygląda, ludzie upieraliby się przy tym ? nie ! to my zdecydowałyśmy że nie zawieziemy ojca na kolejną chemię bo to bez sensu, po każdej było z nim coraz gorzej, a efektów żadnych, on bardzo chciał, bo dopóki miał leczenie - miał nadzieję - po konsultacji z lekarzem, który nie miał nic przeciwko, przez kolejne dwa miesiące tłumaczyłyśmy tacie, że musimy poczekać, bo słaby, bo płytki spadły, itp - dobrze zrobiłyśmy ? nie wiem i nikt nam na to nie odpowie a lekarz prowadzący poprostu zgodził się z nami, chociaż to on sam zadecydował o kolejnej chemii. Przepraszam, że tak dużo napisałam, ale czasami trzeba się trochę zastanowić, zanim urzyje się zbyt ostrych słów, nie znając sytuacji. pozdrawiam Odpowiedz Link
jedruch Re: Przyczyną umieralności z powodu nowotworów 03.04.08, 21:03 >pisze Pan, że bezcelowe jest zapobieganie w stanie terminalnym niektórym powikłaniom GDZIE ja to napisałem? Jestem gotów ufundować nagrodę za to znalezisko. Niektórym powikłaniom warto zapobiegać, a na niektóre się po prostu czeka, żeby dołączyć leczenie. Ja w swojej praktyce u pacjentów z guzami przerzutowymi mózgu zawsze dodaję przeciwobrzękowo sterydy w trakcie radioterapii - nie sądzę, żeby z Tatą było inaczej w 2005 roku. U niektórych pacjentów mimo tego dochodzi do powikłań. To co na pewno napisałem w moim poście do jovity, który wzięłaś za bardzo do siebie. Szukanie ogniska pierwotnego wbrew pozorom ma sens, bo jest różnica pomiędzy rozsianym rakiem jasnokomórkowym nerki, a rozsianym rakiem prostaty, czy też rozsianym nasieniakiem. Każdy z nich inaczej się leczy i zupełnie jest różna skuteczność tego leczenia. Mogę się pobawić w zgadywankę etyczną, który lekarz zachował się etycznie, ale po co? Co do badań na onkologii. Ja pracuję w Centrum Onkologii i np. terminy na KT mamy 2,5 miesiąca, USG 4 miesiące, MRI 1,5 miesiąca, scyntygrafię 3 tygodnie. Do czasu wykonania potrzebnych badań chory bez podjęcia leczenia pewnie by się tak pogorszył, że leczenie nie miałoby sensu. Dlatego lepiej jest powiedzieć pacjentowi, żeby sobie wykonał badania gdzieś na zewnątrz w ciągu kilkunastu dni, niż żeby czekał u nas na swoją kolejkę. Na razie nie odniosę się do reszty, bo nie bardzo mam czas, ale po weekendzie na pewno to zrobię. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
kizi10 dr Jedruch - cd 03.04.08, 23:22 jeśli się za bardzo uniosłam, to przepraszam, nie chciałam Pana urazić, wzięłam ten post do siebie, bo w zasadzie post jovity był odpowiedzią na mój, nie chcę zaczynać kolejnych przepychanek na tym forum. jestem sfrustrowana to fakt, może dlatego, że tata zgłosił się do swojej koleżanki - onkolog po pomoc i myśleliśmy, że ona pomoże nam jakoś po ludzku przez to przejść. Ja wiem, że na badania się czeka. Panie Doktorze, do Bydgoszczy zadzwoniłam osobiście, bo dowiedziałam się przez przypadek o PET-CT, zadzwoniłam, nie żeby wyżebrać tam leczenie, tylko zapytać się, czy w taty przypadku wykonanie tego badania było by zasadne. Tam skierowali mnie na stronę CO, przemiły Profesor wytłumaczył mi że badanie to jest w taty przypadku zasadne, podał adres www z którego mogłam pobrać gotowe skierowanie, zostało tylko zanieść do onkologa żeby podpisał, po czym miałam wysłać faxem, żeby zaklepać termin. i wie Pan co się stało ? onkolog zapytał - a po co szukać tego ogniska pierwotnego, no po co wam to wiedzieć ? i nie podpisał skierowania. zadzwoniłam jeszcze raz do Bydgoszczy, żeby powiedzieć, że nie przyjedziemy, i słyszę -to nie problem, przyjeżdżajcie, załatwimy to na miejscu- umówiliśmy się na termin przyjazdu, tata pojechał - z drugiego końca Polski na niepewne - i znowu szok - czekało na niego miejsce na chirurgii płuc, zarezerwowane przez Profesora z którym przypadkowo rozmawiałam, bo taki dostałam telefon w informacji onkologicznej CO w Bydgoszczy, a który nawet nie pracował na tym oddziale. Profesor CZEKAŁ na tatę o umówionej godz, przyjął go i zaprowadził do kolegi na chirurgię, wtedy przyjęli go nawet z pominięciem przychodni - prosto z "ulicy" poszedł na łóżko. w ciągu dwóch tygodni zrobili mu tam tomografię głowy, rezonans (u nas nie robili bo stwierdzili, że po operacji głowy nie można, bo to szkodzi - to słowa lekarza, nie domysły), bronchoskopię, BAC płuc, nawet "czepili się" brodawki na nodze, którą tata miał od zawsze. czy to pomogło ? nie Panie Doktorze, nie w sensie medycznym, to dało tacie nadzieję - wreszcie ktoś się nim zajął. A jak wieczorem ordynator przyszedł dowiedzieć się co u niego, bo przyjechał z daleka, więc ordynator wypytywał się czy tata dostał obiad, bo jak nie to zaraz coś przyniosą z kuchni, to tata zadzwonił do domu z płaczem, że tutaj są tacy lekarze, że ordynator na kolanach sprawdzał u pacjenta obok worek cewnikowy, bo coś mu tam się nie spodobało. Dla nas to był szok kulturowy. Mój tata był bardzo pogodny, nie wykłucał się o nic, znali go tam w Bydgoszczy, bo jako pierwszy pacjent zasnął w najlepsze w rezonansie, musieli zatrzymać maszynę, bo donośne chapanie wzięli za rzężenie, śmiechu było na rok, bo co tam zajeżdżał to mówili - a to ten beztroski, co chrapał głośniej od rezonansu, - to znaczy że można inaczej jak u nas ? dexaven tata dostawał, ale w bardzo małych dawkach, ze względu na cukrzycę, bo niby nie podwyższał cukru, a po zastrzyku cukier skakał do 350, więc na radio poszedł bez żadnej osłony, chociaż prof neurochirurg proponował najpierw zmniejszenie obrzęku - mannitol + dexawen + furosemid - bo obawiał się, że po radio obrzęk może wzrosnąć, bo tak się zdarza. później błagaliśmy wszystkich lekarzy o mannitol, bo tata bardzo dobrze na niego reagował i wciąż słyszeliśmy, że w warunkach domowych nie da się. w styczniu, kiedy tata był w bardzo ciężkim stanie z powodu obrzęku, w kolejnym szpitalu poprosiliśmy o pozostawienie wkłucia podobojczykowego, do kroplówek, po tym zgłosiliśmy się do hopicjum i kolejny szok - przemiła pani doktor pogadała sobie z tatą, pożartowała, po czym wyjęła z torby mannitol, nauczyła mamę jak podłączać - okazało się że można. dzięki temu tata przeżył jeszcze prawie osiem miesięcy, po leczeniu zakrzepicy, jeździł nawet jeszcze do roboty, na ryby, grał na gitarze i śpiewał. do końca nie przyjmował żadnych środków przecibólowych, nie miał duszności, okresowo pojawiały się zawroty głowy, ale szybko pomógł torekan. "Jeślibym miał włączyć u pacjenta z drobnokomórkowym rakiem płuca wszystkie leki zapobiegające problemom, które MOGĄ się przydarzyć, to po ich zażyciu pacjent by się jeszcze prędzej posypał: np. ketokonazol na grzybicę, cefalosporyny na zakażenie bakteryjne, heparynę na zakrzepicę," może i zbyt nerwowo do tego podeszłam, ale akurat u taty zakrzepica była bardzo prawdopodobna, tym bardziej, że jakieś 30 lat wcześniej chorował, i informowaliśmy o tym, przed operacjami, miał to odnotowane w kartach. znowu się rozpisałam, chciałam trochę załagodzić, Panie Doktorze, proszę nie brać tego do siebie, ale gdyby lekarze trochę bardziej przejmowali się pacjentami, jakby nie patrzeć w większości przerażonymi bliską śmiercią, czasem nawet chamskimi i agresywnymi, bo człowiek walczy o swoje życie desperacko, chwytając się wszystkiego, czasem nie patrząc na innych, którzy też walczą, nie było by tutaj pytań w stylu - guz w stanie rozpadu - a co to znaczy - i odpowiedzi osób, które nie są lekarzami, ale starają się pomóc, bo dobrze wiedzą co to znaczy kompletny brak informacji - co dalej ?, nie było by tylu pytań o paraleki, dziwne substancje, które dużo kosztują, a nic nie znaczą, nie było by tego forum, bo nie było by takiej potrzeby - tym idealistycznym akcentem zakończę, pozdrawiam naprawdę serdecznie, doceniam Pana pomoc tutaj, bo jest ona naprawdę niezbędna i życzę miłego weekendu Kaśka Odpowiedz Link
jedruch Re: dr Jedruch - cd 07.04.08, 11:23 Witam Nie zwykłem czuć się urażony, chociaż wielokrotnie mógłbym pracując i w hospicjum i w CO - tak więc proszę się bardzo nie przejmować. Jedyne czego nie lubię to wkładania mi w usta nie moich słów. Nieważne. Z mannitolem w warunkach domowych jest tak, że musi być z kim w tym domu współpracować - po pierwsze dlatego, że jak wiesz, trzeba lek odpowiedni przygotować przed podaniem, żeby nie krystalizował. Druga, może nawet bardziej istotna sprawa i problem to to, że jest to lek dostępny jedynie w warunkach szpitalnych. Nie da się go wypisać na receptę, nie da się go zdobyć w aptece. W naszym hospicjum domowym też kombinowaliśmy. Ostatnia sprawa, którą tu ruszę, to informowanie pacjenta. Ja lubię, kiedy pacjent wie, co go czeka w trakcie leczenia, na czym polega jego choroba, jakie niesie zagrożenia. Są tylko dwa 'ale'. Po pierwsze - lekarz musi mieć czas, żeby z pacjentem szczerze pogadać, po drugie - pacjent musi to wszystko zrozumieć. W ambulatorium nie ma jak spełnić pierwszego warunku, a "właściwości intelektualne" często nie pozwalają na spełnienie drugiego. W Zakładzie Radioterapii mogę sobie pozwolić na "urabianie świadomości" chorego, bo spotykam go codziennie, a pacjent może niemal codziennie przyjść z problemem. To tyle. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
kizi10 Re: dr Jedruch - cd 07.04.08, 12:56 ponieważ pracuje Pan również w hospicjum, to jeśli mogę coś podpowiedzieć odnośnie mannitolu - u nas akurat ze zdobyciem nie było problemu, tata miał założone wkłucie podobojczykowe (chociaż pierwszy mannitol podano przez normalny wenflon), radziłyśmy sobie z mamą same - pielęgniarka z hospicjum nie miała w zasadzie po co przychodzić, przychodził tylko raz w tygodniu lekarz, obie nie mamy wykształcenia medycznego, ale można się nauczyć obsługi - tata wkłucie miał przez 8 m-cy, w międzyczasie był pod kontrolą lekarza pod tym kontem, anestezjolog był w domu, do końca było w stanie idealnym, niezastąpione właśnie przy chociażby mannitolu, ale wracając do mannitolu, u nas lekarz z hospicjum wypisywał reseptę i zapotrzebowanie, sam mannitol kupowałam w zwykłej aptece osiedlowej, p mgr zamawiała na podstawie tego zapotrzebowania, z tym nie było żadnego problemu - podaję link do naszego hospicjum, może koledzy pomogą w sprawie mannitolu. www.hospicjum-samarytanin.pl/ Odpowiedz Link
jovita13 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 03.04.08, 09:23 Jeszcze jedna sprawa- to nie my powinniśmy pilnowac czy pojawiają się obrzęki czy inne objawy widoczne gołym okiem. To jest zadanie lekarza obejrzec pacjenta, a jak jest obrzęk czy wybroczyny na skórze itp. to zareagowac. A potem każdy z tych co został, tu na ziemi, ma wyrzuty sumienia, że czegoś nie dopilnował, że gdyby coś zrobił, to chory jeszcze by nie umarł. O wiele łatwiejszy byłby dla nas ten czas,po odejściu bliskich, gdybyśmy ciągle nie myśleli, że coś przeoczyliśmy. Ale my nie jesteśmy lekarzami-nie musimy się znac na tym, to nie my powinniśmy tego pilnowac. Lekarze chyba nie myslą w ten sposób o pacjentach. Jeden mniej czy więcej, co za róznica.... Odpowiedz Link
bas1213 Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 03.04.08, 09:26 Popieram Ciebie( jvita13) Lekarze są bezduszni i potrafie zbywać pacjenta! Zastanawiam się jak by to lekarz zachorował na raka! Odpowiedz Link
jedruch Re: W jaki sposób rak powoduje smierć? 03.04.08, 14:38 Mam niejednego pacjenta a zarazem lekarza. I znoszą chorobę, tak jak inni - są tacy, którzy się miotają i próbują po trupach załatwić sobie "lepszy start" leczenia, są też w większości lekarze pokorni spokojnie oczekujący na swój termin terapii. Miałem ostatnio pacjenta, który był chamski, arogancki i udawał, że wszystko wie lepiej ode mnie, słowa "pan nawet nie jest specjalistą" dają ogólny klimat sytuacji. Nie jestem zwolennikiem paternalistycznego modelu medycyny, ale takie wpieprzanie się (przepraszam za wyrażenie) w moje kompetencje uważam za zwykłe chamstwo, podobnie jak uderzanie gazetą pielęgniarki wyczytującej chorych, których kartoteki do mnie dotarły do gabinetu. Nie są to niestety rzadkie przypadki - jeśli bywaliście na korytarzach poradni onkologicznych to wiecie o czym mówię, bo to się zdarza codziennie po kilka - kilkanaście razy. Odpowiedz Link
fala9 A ja mam takie pytanie 05.04.08, 22:00 Juz dawno nie śledziłam tego watku ale teraz przyszlo mi na mysl jedno pytanie. Skoro najczesciej chorzy na raka umieraja z powodu infekcji to czy nie logicznym posunieciem byłoby maksymalnie wzmocnic ukad odpornosciowy? Czyli równoczesnie z terapia prowadzic odpowiednia diete, zioła (mam na mysli jerzówkę), wodolecznictwo (wiadomo ze wspomaga odpornosc swoistą), oczyszczanie, odkwaszanie i odtruwanie organizmu. Bo tylko to daje gwarancję ze układ immunologiczny pracuje na bardzo wysokich obrotach i jestesmy zabezpieczenie przed każda infekcją i przed rozwojem komorek rakowych. Podawanie antybiotyków profilaktycznie daje przeciez odwrotny efekt: zakwasza zatrowa organizm a przez co osłabia odpornosc. Prawda czy sie myle? Wydaje mi sie ze onkologia nie przywiazuje do tego zupełnie uwagi. Odpowiedz Link
jovita13 Re: A ja mam takie pytanie 06.04.08, 09:09 Niestety -chyba tylko nam, rodzinom chorych i samym chorym zależy na przedłużeniu życia. Właśnie o tym pisałam wcześniej, że gdyby obserwowano co się dzieje i zareagowano odpowiednio wczesnie(my,bez wykształcenia i doświadczenia medycznego możemy nie wiedziec,nie zauważyc że jest problem, ale lekarze-tak), to chorzy w wielu przypadkach mieliby jeszcze wiele tygodni przed sobą.I nie należy od razu całego zestawu leków pakowac w chorego. Ale po co zajmowac szpitalne łóżka, czas pielęgniarek, lekarzy, skoro nie ma ratunku... Ale nikt nie pomysli, że ci ludzie wcześniej pracowali na nas, płacili składki, w większości wypadków nawet emerytury nie doczekali. Zus dla mojej mamy nawet renty nie chciał przyznac-była całkowicie niezdolna do pracy, więc ją zwolniono z pracy, nigdzie pracy nie mogła podjąc-została bez środków do życia na rok, aż odwołała się dostała rentę w drodze wyjątkowej. Więc uważam, że w tym ostatnim momencie państwo powinno zadbac o tych chorych i nie rozróżniac czy są szanse na wyleczenie czy nie...Żyjemy w chorym kraju. Odpowiedz Link
gracjela4 Re: A ja mam takie pytanie 06.04.08, 11:01 na twarzy mojego taty pojawiły sie żółte placki,nogi tez puchną szczególnie w stawach-nie wiem co o tym myśleć:(( Odpowiedz Link
zuzaeb a nam obiecywano pół roku do roku 06.04.08, 22:00 a tata nawet drugiej chemii nie doczekał, miał zawał, i zanim go przyjęli na kardiologię to tzymali go tydzień na pulmunologii; po koronarografii nastąpił obrzęk płuc i mimo reanimacji na OIOKu nie udało się go uratować; paytanie: czy gdyby trafił od razu na kardiologię to miałby większe szanse? myślałam, że najpóźniej za kilka dni zabiorę go do domu, on czekał na to bardzo; nie wiem czy to lepiej, że już po wszystkim, czy można było zawalczyć, ale na chwilę obecną jestem chyba wdzieczna Bogu, że to JUŻ, Odpowiedz Link
gracjela4 Re: a nam obiecywano pół roku do roku 07.04.08, 12:02 mój tato już nie chce przyjmować posiłkow,dostał morfinę i jest zadowolony,ze otacza go kochająca rodzina.Czasami tylko ma takie lęki,kiedy chce trzymac mnie za rękę-nie chciałabym aby te dni spedzał w szpitalu:(( Odpowiedz Link
kizi10 Re: a nam obiecywano pół roku do roku 07.04.08, 13:55 no cóż, wszak mieszkamy obydwie w dużym, wojewódzkim mieście, z czterema szpitalami klinicznymi, nowoczesną ponoć onkologią i niezliczoną rzeszą specjalistów. tyle, że jakoś tego nie odczuwam Odpowiedz Link
grazyna.punia Re: A ja mam takie pytanie 13.04.08, 14:19 To co napiszę odbierz na spokojnie. Jeszcze coś można zrobić. Żółte plamy na twarzy to prawdopodobie jest niewydolność wątroby. Wzwiązku z tym nie podawaj potraw ciężko strawnych. Puchnięcia nóg spowodowane są słabym poruszniem się. Jeśli twój ojciec może siedzieć to zrób mu moczenie stóp w misce z wodą.Do wody wlej stężony roztwór ziół jakich masz w domu {około 3 łyżek}. Ojcu powiedz że to bardzo dobre zioła na obrzęki i że to napewno pomoże. Rób to jeśli możesz rano i wieczorem i oczywiście musisz gąbką przemywać nogi od kolan w dół. Do jedzenia polecam oliwe z oliwek z pierwszego tłoczenia na zimno w sałatce 3 razy dziennie + czosnek 3ząbki, ale trzeba wyciągnąć środek bo to on właśnie obciąża wątrobe. Interesuje mnie czy ma jakieś zęby zepsute,które należałoby leczyć.Odpisz. Twój ojciec napewno robi kródkie drzemni.Po przebudzeniu zapytaj nie co śnił tylko gdze był.Zapytaj ciepło i spokojnie by poczuł się bezpiecznie.Ważne by się otworzył.Dla męszczyzn to bardzo trudne. Powodzenia Odpowiedz Link
scept89 Re: ziola 'jakie masz' na obrzeki 13.04.08, 19:35 Wybacz, ale winnas pisac na forum 'Guslarze i Czarodzieje'. Przyczyn obrzekow nog jest wiele, od niewydolnosci krazenia poprzez niedobor albumin w niewydolnosci watroby, niewydolnosc nerek i pewnie ze 30 innych przyczyn ktor kazdy student medycyny musi wykuc na blache gdzies w okolicach 2-3 roku studiow. Moczenie stop, szczegolnie w misce z ciepla woda, obojetnie z ziolami czy bez powoduje zwiekszony przeplyw krwi -> obrzeki. Dzieki za dobre checi ale warto jednak cos wiedziec a nie jedynie pisac. Odpowiedz Link
er_ra Re: A ja mam takie pytanie 13.04.08, 19:36 >Twój ojciec napewno robi kródkie drzemni.Po przebudzeniu zapytaj >nie co śnił tylko gdze był.Zapytaj ciepło i spokojnie by poczuł się >bezpiecznie.Ważne by się otworzył.Dla męszczyzn to bardzo trudne. ??? jak to "gdzie był?" Odpowiedz Link
gracjela4 Re: A ja mam takie pytanie 18.04.08, 12:06 niestety,to juz były znaki,że zbliza sie koniec.....tatko zmarl ,te ostatnie chwile już na zawsze pozostaną w pamięci,pozostał ból ale i pewien spokój,że odszedł tak jak chcial Odpowiedz Link
grazyna.punia Re: A ja mam takie pytanie 19.04.08, 20:52 graciela4 przyjmij wyrazy współczucia to barzo smuntne że kolejny człowiek, który był koczhany odszedł jak będzie ci ciężko albo smutno to napisz. mój chłopak umarł 2 lata temu, a moja matka pisze w liście mi że zbiera się do umierania. Trzmaj się ciepło i pamiętaj o osobach których kochach tu na ziemi. Twój ojciec porzez cierpienie, które przeszedł napewno doznał szczęścia i jest w niebie. Tam napewno będzie czekał na kochającą go córeczkę. Powodzenia. Odpowiedz Link