Dodaj do ulubionych

pytanie do madrka 76

30.04.09, 23:46
Od listopada 2008 roku obsweruje to forum, chociaz nigdy sie nie wypowiadalam
a tylko czerpalam wstystkie wiadomosci. U mojej mamy poszlo bardzo szybko. W
listopadzie dowiedzelismy, ze mama ma raka zoladka, potem wszystko poszlo tak
szybko, operacja byla nie mozliwa ze wzgledu na wyczerpanie organizmu mamy i
w lutym mojej najukochanczej mamusi juz nie bylo. Do tej pory nie potrafie
tego wszyskigeo zroumiec. Mam do Ciebie tysiace pytan,bo wydaje mi sie, ze jak
sie wszystkiego nie dowiem nie potrafie sie z zym pogodzic. Tak bardo cierpie
i wiem, ze jesli ty po 6 miesicach smierci twojego taty tu ciagle jestes
aktywna odczuwasz to samo co ja.Pierwsze moje pytanie, czy przy krwotoku z
zoladka, naprawde nic juz nie mozna zrobic ? Tylko podac morfine, jakies
kroplowki i to wszystko?
Obserwuj wątek
    • madrek76 Re: pytanie do madrka 76 04.05.09, 11:56
      Witam serdecznie,przez ostatnie kilka dni postanowiłam odpocząć od
      codziennych spraw i spedzic blizej przyrody, stad nie zaladałam
      tutaj i pisze dopiero teraz. Wiem jak Ci cieżko pogodzić sie z
      odejściem Mamy, bo dokładnie to samo przezywam po śmierci Tatusia.
      Pamietam jak nie jeden elkarz słyszac "nieoperacyjny rak zoładka"
      mówil o to "bardzo źle rokuje"...ta wizję krwotoku poznałąm dosc
      szybko, bo lekarz operujacy tate jako pierwszy gdy uznał ze to
      przypadek nieresekcyjny poinformował mnie o tym co bedzie
      dalej...pomylił sie tylko w jednym - wg niego Tata miał zyc 3 m-ce,
      a zył od tamtych słów 20 m-cy!!! Natomiast wiem jak drecza pytania w
      stylu "czy nie dało sie nic wiecej zrobic"...wg mojej wiedzy a
      rozmawiałam z wieloma lekarzami, w tym takim serdecznym przyjacielem
      robiącym specjalizacje z onkologii w Londynie, ze niestety nie, ze
      gdy dochodzi do krwotoku z guza niestety to znak, ze organ jest juz
      calkowicie zajety i ze za przerzuty wielonarządowe, ze jedyne co
      wtedy moga robic to podawać leki usmierzajace ból, hamujace
      krwawienie, kroplówki nawadniajace i morfine jesli ta jest
      konieczna...u mojego Tatucia pierwsza morfine dostał rano w dniu
      śmierci, wczesniej na szczescie i za to dziekuje Boga nie miał jakis
      starsznych bóli i pomagał tramal czy ketonal dożylnie i to było
      jedyne pocieszenie, bo przez 20 m-cy wizyt na onkologii widziałam
      jak cierpia ludzie, widziałam jak dorośli mezczyzni płacza jak
      dziecko, słyszałam nie raz jak modlą sie o śmierć jako ukojenie bólu
      wiec za to dziekuje Bogu, ze Tacie to oszczedził. Wiem jak Ci cieżko
      było patrzeć ze swiadomościa że nic sie już nie da zrobić, widziałam
      jak ten krwotok sie nasilał..moja praca dała mi możliwość być przy
      Tacie non stop przez ostatnie 10 dni jego życia a jednoczesnie
      pobytu w szpitalu i widziałam jak z dnia na dzien staje sie słabszy,
      jak po odbarczeniu kolejne usg pokazuje ze zmiany sie powiekszaja a
      guz w zoładku rosnie w tempie ekspresowym, pamietam do dzis ostatnia
      niedziele przed Taty śmiercia, zjadł jeszcze spokojnie domowy lekki
      rosół,a 3h poźniej zaczeły się wymioty krwią...i przez kolejne dni
      2,5 dnia powtarzały sie z roznym nasileniem i lekarz, ostrzegał nas
      bysmy były przygotowane, ze którys z tych krowtoków moze zakończyć
      sie odejściem...notabene u Taty na 2h przed smiercia ten krwotok sie
      zupełnie zatrzymał, sonda była czysciutenka... ciagle słysze słowa
      Taty "co się ze mną dzieje" a ja nie umiałam powiedzieć "tatusiu Ty
      powoli od nas odchodzisz", do tego mikroprzerzuty do mózgu i
      chwilowe utraty swiadomosci kiedy mówił coś nielogicznego. Wiem
      jedno lekarz który Tate prowadził zrobił co sie da, reagował na
      kazda moga prośbe i sugestie ale z góry powiedział mi ze to
      łagodzenie bólu i walka o kazdy dzien a potem i godziny życia...stad
      nie miej wyrzutów sumienia, ze zrobiłaś cos za mało - my naprawde
      nie moglismy inaczej pomóc rodzicom, medycznie juz sie nie dało :-(
      choc to do dzis boli w sercu i pewnie nie raz bedzie krwawiło to
      takie sa fakty. Mój Ttaa gdy żył w kazdy wolny weekend (czasami w
      weekendy pracuje) wyciagał nas na wycieczki po blizszej i dalszej
      okolicy - wczoraj to ja zabrałam mame, siostre z jej chłopakiem ale
      i tak smutek pozostał, bo nie było obok Taty. Ostatnio codziennie
      bywam na cmentarzu bo daje to swego rodzaju poczucie ze jestesmy
      blisko siebie. Tata jutro miałby imieniny - miał na imię Waldemar -
      kupie jak zwykle jego ukochane bordowe róże, ale On ich już nie
      zobaczy,a zamiast prezentu mogłam tylko zamówić mszę św. w Jego
      intencji...czas płynie a boli jeszcze bardziej i tylko pozostaje
      nadzieja, ze kiedys jednak przyjdzie ukojenie! Jak cos pisz do mnie
      na e-mail: madrek@poczta.onet.pl a moze podaj gg jesli masz takowe
      to gdybys chciała pogadac odezwij się!!! Pozdrawiam cieplo! Magda

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka