derka1
03.01.12, 21:07
W watku "wietrznym" zasygnalizowalam problem ale nie wiem ile z Was do niego zajrzalo wiec zakladam nowy - bo mnie desperacja goni i dusi.
Sasiadka ma dwa koguty, wyrosniete jak krowy i glosne jak jerychonskie traby. Niby szuka dla nich spokojnego azylu (jakby zwykly garnek nie wystarczal!) ale cos niemrawo. Podobno w kogucich "schroniskach" (nawet nie wiedzialam, ze takowe istnieja) miejsca nie ma. A ja spac nie moge! - bo koguty cwicza swoje piesni codziennie, bladym switem, w nieskonczonosc - i krew mnie zalewa. Wiec albo morderstwo sama popelnie albo doczekam sie naturalnego koguciego zejscia - tylko ile mam czekac, moze ktos wie?