Forum Sport Narty
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Opowieść narciarska

    20.12.06, 10:41
    tekst powstał kiedyś - chyba z górą 13 lat temu dla GW
    " Na nartach" "
    Jedziemy wzdloz doliny gornego Rodanu w Goms. Droga wije sie zakretami i stale wznosi do gory.
    Od wysokosci 1000 m npm. zbocza drogi sa juz biale. Strumyki i wodospady na skalnych urwiskach,
    w cieniu przy drodze, lsnia biela zamarznietych sopli. Przykuwa nasz wzrok olbrzymia biala sciana
    jak fantastyczna, zlodzona plaskorzezba. Przy pierwszej miejscowosci z kolejka wagonikowa
    wysadzamy corke. Czekaja juz na nia. Cala ekipa mlodziezy w duzo zaduzych spodniach i bluzach w
    krate, lustrzankowych okularach, oraz czapkach z daszkiem na karku. Kazdy z deska w reku .. Belalp
    jest ulubionym miejscem dla milosnikow deski sniegowej. Kilka plaskich tras, urwisk skalnych do
    skokow, duzo slonca no i turystow z ktorych moga sie nabijac. W tej miejscowowsci sprzedaja bilety
    od pierwszego wagonika za 100% ceny, ale co godzine bilet tanieje o 10%. Poza tym jeszcze tutaj na
    abonament nakleja sie fotografie z automatu, wiec mlodziez kombinuje. Jedziemy dalej, chcemy
    wynajac dla przyjaciol malenkie mieszkanko na okres wielkanocny. W czwartej kolejnej miejscowosci,
    z ktorej startuja wagonowe kolejki, skrecamy w mala dolinke, gdzie jest uroczo polozona mala
    osada. Odnajdujemy wlascicielke domku. Dzis sobota, turysci wyjechali, a nowi jeszcze nie
    przyjechali. Dlatego dzien to szczegolnie korzystny, nie tylko, ze mniej narciarzy na trasie, ale i
    mozemy zobaczyc jeszcze puste domki tzw. Chalet do wynajecia. Wybieramy malenkie mieszkanko,
    dwie sypialnie oraz pokoj z kominkiem i kuchenka z k_tem stolowym. Calosc wyposazona absolutnie
    we wszystko co potrzebne do mieszkania. Umawiamy sie na 70 Sfr za dzien, plus 50.- za
    posprzatanie po wyjezdzie uzytkownikow. Nie drogo, bo w Crans Montanie, lub Zermatt ceny sa
    nawet 10 krotne i wiecej. Teraz jedziemy na narty.
    Tuz obok, na polnocnym stoku poludniowych Alp sa dwa krzeselkowe i powyzej trzy orczykowe
    wyciagi. Najwazniejsze, ze snieg sie tu trzyma az do Wielkanocy, przynajmniej do tej pory tak bylo.
    Postanawiamy jednak pojechac vis a vis na poludniowy stok polnocnych Alp, gdzie cieplej i
    sloneczniej. Zaledwie 2 km dalej, do miejscowosci Fiesch. zatrzymujemy sie na ogromnym placu do
    parkowania, obok stoi gmach 3 pietrowego parkingu. Dzis, w sobote znajdujemy miejsce bez
    klopotu. Obok nas zaparkowala grupa mlodziezy z bardzo kolorowymi plecakami. To skrzydlo-
    spadochronarze. Fiesch jest ulubiona miejscowoscia tych sportowcow. Przy automacie do placenia za
    parking ( 8 Sfr za 6 godz.) stoi grupa (chyba) Japonczykow. Wszyscy spotykamy sie w kolejce do
    kasy. Przed nami stoi mezczyzna, na ktorego plecaku gumkami przyczepiona jest czarna kratkowana
    plytka z tworzywa. Mamo, zobacz, on ma ogniwo sloneczne. Mezczyzna odwraca sie, na
    entuzjastyczny okrzyk syna. Ma zdziwiona mine, bo takiego jezyka jeszcze nie slyszal. Okazuje sie,
    ze naprawde to jest ogniwo fotowoltaniczne. Polgodzinne wystawienie go na promienie sloneczne
    wystarczy do zasilenia radiotelefonu, wysokosciomierza, alarmu lawinowego i innych urzadzen, ktore
    sa wyposazeniem skrzydlo-spachroniarza. Najwazniejszy to sygnalizator, ulatwiajacy odnalezienie
    czlowieka, ktory gdzies przypadkowo ladowal, lub zmiotla go lawina. Chwilke rozmawiamy, gdy
    tymczasem kolejka topnieje. Przed nami kupuja kilkudniowe abonamenty. Do komputera biletowego
    przymocowana jest kamera wycelowana wprost na klijenta, po 30 sekundach komputer wypluwa bilet
    z wydrukowana na nim fotografia. Nie da sie kombinowac z przeklejaniem zdjec. Ze szwajcarska
    dokladnoscia, kwadrans po dwunastej rozpoczyna sie sprzedaz biletow tzw. "poldziennych". Teraz
    nasza kolej. Dorosly placi 28 Sfr , a dziecko 16. (Pol dnia) Otrzymujemy zakodowane w komputerze
    grube karty plastikowe. Placimy za nie 10 Sfr kaucji. Bilety nie sa tanie, trzeba zaplacic nie tylko ze te
    elektronike , ale za przygotowanie bezpiecznych tras i cala infrastrukture, no i niesmowite widoki.-
    Tam gdzie jezdzi corka wychodzi taniej. W ogole i tak taniej tutaj niz w modnych, okrzyczanych
    Obserwuj wątek
      • filomena1 Cd,, Opowieść narciarska 20.12.06, 10:43
        miejscowoscach. Np. wyprawa do Zermatt kosztuje dwa razy tyle, a parking 2 sfr za godzine.
        Dochodzimy do bramek. Nikt sie nie pcha, nie podchodzi. Nikt nie wyciaga plastikowych kart, tez nie
        wklada do czytnika, poprostu wystarczy je miec w kieszeni. Karty reaguja na sygnal magnetyczny. Bez
        niego bramka sie nie otworzy.
        Wagonik zabiera 100 osob co 12 min. Ladujemy sie do drugiego, trwa to trzy minuty. Startujemy z
        1050 m npm. W wagoniku nie jest ciasno, ale za to gwarno. Latwo slychac honlenderski, niemiecki,
        francuski, angielski, miejscowy dialekt, oraz cos jak japonski. Patrzymy przez okno. W dole mijamy las
        modrzewiowy. Szkoda, ze modrzew gubi igly na zime, las wyglada tak smutnie, Teraz znika kilka
        karlowatych sosen rosnacych na stromiznach i juz jak okiem siegnie, dalej, tylko olbrzymia przestrzen
        bieli sniegu i czarnych skal. Przed naszymi oczami panorama poludniowych Alp, az po Wlochy.(stoimy
        tylem do kierunku jazdy) Widok przycmiewa blask slonca. Bez okularow w ogole nie mozna patrzec.
        Wysiadamy na 2200m npm. Od listopada do maja nie mozna tu dojechac samochodem. Miejscowosc
        jest malenka, 5 hoteli i kilka domkow. Cala zabudowa utrzymana w jednym stylu architektonicznym,
        typowym alpejskim.Czesc osob odrazu zaklada narty i zjezdza do krzeselek czteroosobowych lub do
        orczykow. My patrzymy na mape. Tato, tu jest jeszcze 9 roznych wyciagow i 18 tras. Czy zdazymy
        zaliczyc dzisiaj wszystkie? Co robimy? Syn, chce koniecznie dalej jechac nastepnym wagonikiem na sam
        szczyt. Mniejszy wagonik, bo tylko na 45 osob, unosi nas w powietrze. Wysiadamy po 6 minutach na
        3000m npm. na szczycie Eggishorn. Dech zapiera wspanialy widok i wysokosc. Szybka zmiana
        poziomow daje sie odczuc nie tylko w glowie, ale w nogach, rekach i calym ciele. Musze usiasc na
        chwilke aklimatyzacji. Tuz obok mnie stoi malenki domek zbudowany z kamieni. Przed nim lawy i stoly.
        W okolo wspaniala panorama, 360° tylko biale skalne szczyty. Czuje, ze jestem w samym sercu Alp. U
        mych stop najdluzszy lodowiec w Europie. Na domku jest kolorowa mapa i z latwoscia odczytuje co
        mam przed soba. W glebi, patrzac na polnoc, na horyzoncie Jungfrau, a obok schrinisko pod
        Jungfaraujoch. Zamyslam sie, o tych gorach pisal Slowacki poematy. Tyle, ze od tamtej tj. bernenskiej
        strony. Widok jest wspanialy, dopiero kelner budzi mnie z zadumy. Zamawiam grzanca i dalej delektuje
        sie ogromem przestrzeni, groza skal i urwisk, niesamowitym blekitem nieba i jaskrzycym w sloncu
        sniegiem. W dole jak pomarszczony olbrzymi dywan rozciaga sie 23 kilometrowy lodowiec Wielki
        Aletschgletscher.
        Mamo, bo nie zdazymy zaliczyc nawet polowy tras. Ruszamy. Po obu stronach waskiej trasy (max.3 m )
        stoja wysokie mocne siatki. Spogladam na boki i serce mi zamiera. O rany, ostrozenie, zwolnijcie, 100
        metrowe przepascie po obu stronach. krzycze przerazona. Alez, mamo, najwyzej jakies 70 m. Patrze
        przed siebie. W lancuchu poludniowych Alp wyroznia sie swym piramidalnym ksztaltem Matternhorn,
        najaslawniejsza szwajcarska gora. Uspakaja mnie patrzenie na tak wspanialy horyzont, ale nie
        zapominam o koncentracji na jak najwezszych skretach. Wreszcie skret i jestesmy na stromym zboczu,
        na rozleglej przestrzeni. Mimo, ze slonko grzeje, bije w twarz ped lodowatego powietrza. Dobrze, ze
        mamy czapki na glowach. Trasy wyznaczone sa kolorowymi patykami-tyczkami, bardzo gesto
        ustawionymi. Tablica informuje, ze kazde opuszczenie oznakowanej trasy jest na wlasna
        odpowiedzialnosc i grozi niebezpieczenstwem lawiny. A jednak mimo ostrzezen, na stokach w
        puszystym sniegu widac slady odwaznych, znakomitych narciarzy. Im bardziej stromy stok tym wiecej
        sladow w sniegowym puchu. Dojezdzamy do skrzyzowania tras. Tu siedza na sniegu deskowicze i
        dyskutuja z platfusami. To sa skolei milosnicy malenkich nart Big Foot w ksztalcie wielkiej stopy,
        niewiele wiekszej od buta narciarskiego.
        Z gory lub z dolu mozna objac wzrokiem cala okolice i zobaczyc na ktorej trasie i przy ktorym wyciagu
        jest najmniej narciarzy. Stajemy w kolejce do wyciagu lawkowego( krzeslo czteroosobowe). Po chwili
        siedzimy. Mamo, zobacz tych wariatow. W dole w
        • filomena1 Cd,, Opowieść narciarska 20.12.06, 10:46
          przeolbrzymiej bluzie i spodniach wielkoluda jakby uslyszal i czekal na okrzyk syna i natychmiast
          ruszyl na skalne-urwisko. Prawie przed naszymi nosami wykonuje salto z pol obrotem, lewa reka
          trzyma deske i miekko laduje..
          Jest 16ta. Jeszcze powtarzamy ostatni wyjazd na sam szczyt Eggishorn. Postanawiamy zjechac az do
          parkingu. Okazuje sie, ze nie byl to najlepszy pomysl. Ostatni odcinek jest twardy i oblodzony. Od kilku
          ostatnich lat dobre warunki narciarskie sa tylko powyzej 1500 m npm. Madrzej zrobili ci co zjechali
          kolejka. Jescze tylko wrzucamy do automatu nasze karty plastikowe czyli bilety, za ktore otrzymujemy
          spowrotem banknoty (za kaucje).
          W powrotnej drodze zabieramy corke z kolezanka. Opowiadam, co slyszalam, ze zalicza sie do
          niebezpiecznej zarazy, do wariatow i szalencow, itp. To byli free-styl, a tamci to racerzy. Cala powrotna
          droge corka robi nam wyklad na temat trzech rodzajow deskowiczow. Z jej opowiesci wynika, ze dla
          snowboardzistow niebezpieczni sa zwyczajni narciarze. Jezdza szybko, albo kreca sie, spieci,
          skoncentrowani nad samokontrola jazdy i do tego tak machaja kijkami. Prawie przekonala nas, ze
          deska to bardzo sympatyczny sport zwiazany z pewna filozofia zycia, ubieraniem sie i stylem bycia.
          Gniewni i zbuntowani. Prowokujacy, ale bez agresji i przeszkadzania innym. Zaprzeczajacy
          wszystkiemu co skostniale. Liczy sie luz, swoboda i wesola zabawa. Zyj i daj zyc innym. Oj, nie dziwi
          mnie, ze to takie zarazliwe wsrod mlodziezy.
          Tato, zaczyna syn, pojedzmy jutro w Saastal (dolina), do Saas-Grund, albo Saas Fee, podobno tam na
          lodowcu jest bombowo i spadlo wiecej sniegu. No i tam na trasach bedzie wesolo, zawsze sa
          karnawalowi muzykanci Guggumüsik, smiesznie przebrani, ze swoja zabawna muzyka i wyglupami jak
          to w okreasie karnawalu kolednicy.
          Apetyt i glod przypomina, ze ostatnio jedlismy sniadanie i jakies jablko po drodze. Najlatwiej i
          najszybciej przygotowac, Fondue serowe z chlebem, popijane bialym winem Fendant. Szwajcarzy,
          uwazaja, ze przyrzadzenie tego dania jest meskim zajeciem. Bardzo mi to odpowiada i ciesze sie na
          taki kolacjo-obiad. Ale dzieci wola raclette bo nie zawiera alkoholu , czyli topinony na patelenkach
          (dawniej przy ognisku) ser ,polewany na kartofle w mundurkacha. Tez swietne , bo kazdy pracuje nad
          wlasnym jedzeniem,

          Stare ceny są niestety nieaktualne , a brak mi przed świetami czasu aby je wszystkie uaktualnić.
          Czekajaąc i wyglądajaąc na białe .wita
          Filomena
      • Gość: Jozzo Re: Opowieść narciarska IP: *.dsl.bell.ca 20.12.06, 16:56
        Dzieki,

        Bardzo ladny tekst i fajnie, dynamicznie napisany.
        Podobja mi sie okreslenia takie niepojete w otoczeniu
        moich tubylcow jak np.:
        " ... ze naprawde to jest ogniwo fotowoltaniczne."

        Tak czy inaczej good stuff gl;osuje za tym zeby to wlozyc do
        ABC Forum.

        Jozzo
        • Gość: Filomena1 Re: Opowieść świąteczna IP: *.107.76.83.cust.bluewin.ch 20.12.06, 20:58
          Gość portalu: Jozzo napisał(a):

          > Dzieki,

          Miło. słyszec, cała przyjemność po mojej stronie.. :*)))
          jakbys chcial troche atmosfery przed świątecznej i światecznej to wkleiłam opowadanko tutaj :

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23923&w=54236781&wv.x=1&v=2&s=0
          pozdrowka świąteczne.
          Od jutro już chyba mam szlaban na komp, a priorytet świeta.
          Filomena
          • Gość: Jozzo Re: Opowieść świąteczna IP: *.dsl.bell.ca 21.12.06, 04:08
            Wesolych Swiat
            a mowia ze baba rzadzi ?
            No i masz babo placek - szydlo wyszlo z worka i wyglada ze
            "chiba naie "

            Jozzo
      • Gość: o_andrzej Re: Opowieść narciarska IP: 83.175.180.* 20.12.06, 22:18
        Filomeno, zapachnialo sniegiem, gorami i... nostalgia.
      • Gość: paraglider Re: Opowieść narciarska IP: 195.94.220.* 21.12.06, 08:29
        najlepsze to określenie paralotniarzy,"skrzydło-spadochroniarz" spadłem z
        krzesła.
        • helvet Re: Opowieść narciarska 21.12.06, 08:51
          ,"skrzydło-spadochroniarz" spadłem z
          > krzesła.

          chyba o to wlasnie chodzilo......
          Oby bez szkod na rzeczy i ciele

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka