marini2
14.10.07, 21:14
dużo podróżuję , i mam to szczęście że ani moje nazwisko ani postura
nie zdradza skąd pochodzę i gdzie mieszkam. I strasznie się z tego
cieszę, a to z powodu zachowania, albo może z powodu braku tegoż, u
naszych "rodaków".
Przykład - lotnisko gdzieś w świecie. Do wejścia na pokład samolotu
szykują się francuzi, niemcy japończycy no i polacy. Oczywiście
każdy kto latał, od razu wie o co chodzi. Francuzi , niemcy,
japończycy stoją w ładnych tzw. "ogonkach", w takich odpstępach że z
powodzeniem mogłoby wejść ze dwie osoby. Jak stoją nasi rodacy - w
kupie, jedni na plecach drugich, oby tylko nikt przed nimi nie
wszedł pierwszy na pokład. Żenada.
Przykład drugi - lecę z rodziną z wakacji na Teneryfie. Ja, żona i
dwójka naszych maluszków. Jako że jest to pora ich spania (12 w
południe), są z lekka zmęczeni i marudni. Na szczęście samolot nie
jest opóźniony, i o czasie wchodzimy na pokład. Oczywiście obsługa
otwierając przejście do samolotu ogłasza że pierwszeństwo mają
rodziny z dziećmi (gdyż nie tylko my byliśmy z maluszkami), ale
dla "naszych" rodaków takie coś nie stanowi problemu i wchodzimy
prawie na samym końcu. Dla naszych maluszków , śpiących jest to
ponad wytrzymałość tak długo czekać, chcą spać. Więc zaczynają
płakać.
Z takim płaczem wchodzimy do samolotu. Żona z jednym dzieckiem siada
na samym końcu maszyny, ja z drugim w środku (wymogi bezpieczeństwa
linii lotniczych). Zaraz staramy się utulać pociechy żeby zasnęły,
mi się udaje, żonie niestety nie.Otóż od razu zaczynają się krzyki
współpasażerów siedzących z boku. Żona miała to nieszczęście usiąść
obok "turystów" wracających z GC - kamera video, łańcuchy złote na
rękach, sygnet na palcu, spodenki adidas, wypisz wymaluj badylarz.
Otóż oni najchętniej wysadziliby moją żonę razem z dzieckiem z
samolotu, powód - bo dziecko może płakać w czasie lotu, a lot to 5
godzin, a oni są na wakacjach! Oni chcą odpoczywać! Pan był na tyle
chamski, że gdyby nie moja interwencja słowna (myśleli że to samotna
matka z dzieckiem podróżuje), pewnie by ją wywalili jak nie z
samolotu, to przynajmniej z siedzenia na podłogę.
W sukurs przyszły nam dopiero hiszpańskie stuardesy, którym
wyjaśniłem sytuację i które przez cały lot były bardzo pomocne.
Nomen omen moje dzieci czy to w samochodzie czy samolocie od razu
jak maszyna rusza idą spać i śpią dopóki nie wylądują, więc z nimi
nie ma problemu. Są naprawdę grzeczne! I tak było tym razem. Trafiło
się kilka osób które wprost mówiło, że podziwia nas, że z dwójką
dzieci tak daleko itp. Ale większość pewnie czekała żeby nas
zlinczować, gdyby któreś z dzieci zaczęło płakać.
Autostrada w Niemchech, na tablicach ukazuje się info że za dwa
kilometry dojedziemy do miejsca kolizji, i że droga zwęża się i
będzie przejezdny jeden pas. dojeżdżamy, oczywiście korek. Jedziemy
jednak zdyscyplinowanie, zachowując odstępy i pozostawiając środkowy
pas ruchu dla przejazdu samochodów technicznych, ew. karetki.
Oczywiście jedzie samochód techniczny , za nim drugi, a za nim...
nasz "rodak", nawet nie z warszawskimi tablicami. Oczywiście
cwaniak, po co będzie stał w korku!
Wejście do jaskinie, grecja. Napisy w różnych językach że nie wolno
zbaczać ze szlaku. Nie ma napisu po polsku. Obok nas polska
wycieczka, przewodnik dwa razy powtarza, że nie można. Potem jeszcze
każdemu z osobna przy wejściu. I co! Za chwilę "nasi" robią sobie
zdjęcia na samym skraju urwiska, podeptawszy żadkie gatunki roślin.
Żenada .
Apel do "rodaków" - nie każę czytać poradników itp. ponieważ pewnie
nasi "bismesmeni" mają z tym problemy. Ale kurcze, wystarczy
podejrzeć jak zachowują się inni ludzie, i wziąć z nich przykład.
Przykładów można by mnożyć. Pewnie podacie tu jeszcze ciekawsze.
Piszcie, pokażmy tym burakom, że jak mają trochę forsy i chcą
podróżować, to niech się do cholery nauczą jakiejś ogłady najpierw!
Chajs to nie wszystko!