Gość: Nauczyciel Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.local2.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.04, 21:16 Bakałarzu - nie obrażaj złodziei, członków władz i polityków, a do swojej listy dodaj kilka innych profesji. A tak poważniej: jestem nauczycielem już 20 lat i jakoś nie mogę przypomnieć sobie ani jednego roku gdzie zarobiłbym średnią krajową, pracował 18 godzin w tygodniu i miał 100 dni urlopu płatnego. Twoje wyobrażenie o pracy nauczyciela wzięło się chyba z sufitu, albo miałeś pecha takich ludzi spotkać. Bo ci, o których Ty mówisz to nie są nauczyciele. Nauczyciel pracuje 40 godzin w tygodniu - to po pierwsze, po drugie w chwili obecnej trwają ferie - jakoś tego nie zauważyłem, bo codzień jestem w szkole i pracuję z dziećmi(pewnie w ramach tych 18 godzin tygodniowo i 100 dni urlopu), które w czasie ferii przychodzą do szkoły . Wieczorami prowadzę nieodpłatnie zajęcia z dziećmi, aby ich rodzice w tym czasie mogli dorobić sobie do pensji. Od kilkunastu lat nie bardzo wiem co to wolna sobota. Nauczyciele opisani przez Ciebie, drogi Bakałarzu, nie powinni uczyć w szkołach. Tylko,że nie pomoże tu pisanie bzdur. Trzeba się po prostu za nich wziąć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: też belfer Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:03 18 godzin tygodniowo to ja stoję przed młodzieżą przy tablicy i się gimnastykuję jak Ich nauczyć coś nowego (zrealizować temat). Ale aby móc coś zaprezentować sobą (być mądrzejszym i sprytniejszym od nich tak aby to Oni w czasie lekcji przyswoili sobie trochę nowej wiedzy) i nie popaść w konflikt z młodzieżą - to muszę przygotować się do lekcji. Te 18 godzin to mój WYSTĘP to moja "rola nauczyciela" którą gram przy tablicy. Muszę znać doskonale treść podręcznika do danego tematu (także tych "starych podręczników" z których korzystało starsze rodzeństwo) wiedzieć co pisze się na dany temat w czasopismach popularnonaukowych (bo młodzież ma dostęp do nich i chętnie "zagnie" nauczyciela) mieć czas na obejrzenie programów popularnonaukowych w telewizji bo część młodzieży zapyta o nie, muszę "posmerfować" w Internecie bo młodzież też tu zagląda (i to bardzo dużo). Nie muszę być najlepszy ale muszę mieć ogólną orientację o różnych źródłach wiedzy z mojego przedmiotu bo tylko wtedy będę miał autorytet u uczniów. Na to wszystko muszę znaleźć czas poza tymi 18-toma godzinami tygodniowo. Jestem nauczycielem w średniej szkole, uczę 18 klas po około 34 uczniów t.j około 600 uczniów muszę oprucz uczenia oceniać. 34 uczniów przepytać po około 2 razy w semestrze po około 4 minuty (czy nie za mało?) to około 272 minut zabranych z lekcji. Jeśli uczeń chce się poprawiać to też w czasie lekcji muszę znaleźć dla niego czas. Czas jakim dysponuję to: około 17 godzin w semestrze(1 godz tyg.) razy 45 minut = 765 minut. rozpoczęcie i zakończenie lekcji (lista obecności, spóźnialscy, podanie tematu, podanie pracy domowej to około 5 minut lekcji * 17 = 85 minut w semestrze zrobię ok 2 (20 minutowych) sprawdzianów - = 40 minut 765 - 272 - 85 - 40 = 368 minut 368 / 17 = ok 21 minut - tyle statystycznie mogę z godziny lekcyjnej (45 min) poświęcić na realizację nowego tematu. dwa sprawdziany * 600 uczniów to 1200 prac do sprawdzenia poza 18-toma godzinami. Ile to czasu? dodajcie też do tego rachunku przynajmniej 600 zeszytów do sprawdzenia (przynajmniej 1 raz w semestrze). O innych "imprezach" szkolnych nie będę się wypowiadał, zrobiła to "pani dyrektor". Ciekawe jak ktoś może policzyć mój czas pracy związany z "uczeniem młodzieży" kiedy ja sam nie potrafię tego zrobić a pracuję już 26 lat w tym zawodzie. Jeszcze jedna ciekawostka: wycieczka szkolna: jeżeli sprawuję opiekę na wycieczce szkolnej nad młodzieżą to liczy mi się praca do wypłaty za 1-ną dobę 18 / 5 = 3,6 godz. do wypłaty ale "odpowiedzialność przed prokuratorem" za bezpieczeństwo - 24 godz na dobę. tzn. płacą mi za niecałe 4 godziny ale mam odpowiedzialność 24 godziny na dobę. W którym jeszcze zawodzie są "takie przywileje"?. Bakałarzu dlaczego oceniasz to na czym nie znasz się? coś o czym masz tylko mgliste wyobrażenie? Czy ja po 26 latach pracy z pensją ok.1900 brutto przy średniej ok. 2300 brutto należę do najlepiej zarabiających w Polsce? Bakałarzu co chciałeś osiągnąć swoją wypowiedzią? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MP Może jesteś niedostosowany? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 02:43 Drogi "też belfrze"! Przyjąłeś dość skomplikowaną metodę liczenia. Spróbujmy trochę prościej. Na każde 45 minut przed tablicą masz teoretycznie opłacone 75 minut poza nią. Zmniejszmy to do 60 minut, uwzględniając czasochłonność zajęć dodatkowych nie opłacanych osobno. Przyjmijmy dalej, że na każde 20 lekcji powinieneś zrobić: a) dwa krótkie sprawdziany i dwie duże pracę kontrolne dla przedmiotu uczonego raz w tygodniu, b) 2 krótkie sprawdziany i jedną dużą pracę dla przedmiotu uczonego 2 razy w tygodniu lub częściej (to trochę zależy od przedmiotu, ale przyjęte przeze mnie założenie chyba nie powinno prowadzić do zbyt małej liczby prac; j. polski to osobna bajka). Po krótkich rachunkach otrzymujemy, że średnio na przygotowanie się do lekcji nieklasówkowej pozostaje Ci ok. 25 minut w przypadku a) i ponad 40 minut w przypadku b). Przyjmując, że w przypadku b) uczysz tylko w dwóch klasach równoległych, masz na przygotowania się do jednego tematu ponad 80 opłaconych minut. W przypadku a) jest jeszcze lepiej, bo w wymiarze 1 godziny tygodniowo nie uczy się żadnego przedmiotu na poziomie rozszerzonym, a więc wychodzi, że uczysz po 6 klas równoległych. Wówczas na jeden temat masz opłacone aż 3 godziny z dala od tablicy. Na mój gust - zakładając że masz odpowiednie dzienne uniwersyteckie przygotowanie merytoryczne, (a nie nibydyplom kupiony na nibystudiach podyplomowych lub wieczorowych, czy innych płatnych czy tzw. pedagogicznych), i że nie jesteś początkującym nauczycielem odkrywającym na nowo każdy przerabiany temat lekcji - w obu wypadkach powinno to starczyć z nawiązką, a nawet pozwolić na pewną indywidualizację klasową i uczniowską. Powinno też być jasne dla wszystkich - łącznie z powiatowymi decydentami - że dając Ci więcej uczniów lub godziny ponadwymiarowe, teoretycznie obniża się jakość Twojej pracy - to niestety ich wybór. Podobnie dla Twojego dyrektora powinno być jasne, że obarczając Cie jakimiś pozalekcyjnymi duperelami typu niezwiązane z dydaktyką imprezy, działania pozorne na pokaz (w rodzaju "Szkoły z klasą") czy inne udawactwo, kradnie Ci czas, obniżając jakość Twojej pracy. I to by była pierwsza część - idealistyczna czy jak kto słusznie woli utopijna. Spójrzmy na to jednak z innej, równie ekstremalnej strony: Kto Cię zmusi, byś do jakiejkolwiek lekcji (poza wizytowaną) przygotowywał się choćby minutę? Kto Cię zmusi, byś odpowiadał na głupie pytania uczniów, a nie zbywał ich, karcąc "wychowawczo" za odbieganie od tematu lekcji? (Czytałeś o pani Umbridge?) Kto Cię zmusi do zrobienia więcej niż jednej klasowki (najlepiej testowej z poradnika, bo jest klucz i sprawdza się w minutę na lekcji, a nie w 10 minut), a drugą ocenę cząstkową byś opędził jakimś glupim pytaniem o błąhostkę, zadanym z biegu? Kto Cię w ogóle zmusi do aktywnego prowadzenia jakiejkolwiek lekcji? A czy to od licealistów już nawet nie można wymagać, by umieli czytać i nie mogli się na lekcji sami pouczyć z ksiązki? Napiszesz, że tak nie robisz, że tak nie potrafisz? Twój problem! Rozejrzyj się dookoła. Może po prostu jesteś niedostosowany społecznie, nie pasujesz do systemu, do otoczenia? A jeśli nawet w Twoim otoczeniu tak jeszcze nie jest, bo tak się głupio dobraliście, że chcecie, lubicie, nie potraficie itp., to czy poza własną dobrą wolą widzisz jakiekolwiek mechanizmy w systemie, które by zabezpieczały przed dryfowaniem w wyżej opisanym kierunku? Czy ktoś Was docenia, zauważa, że nie dryfujecie? Problemem nie jest Twoja dobra praca i brak wdzięczności wrednych, odreagowujących rodziców. Problemem jest system, który nie potrafi w żaden sposób odróżnić Twojej dobrej pracy od totalnego olewactwa lub niekompetencji Twoich wielu koleżanek i kolegów. Czy rzeczywiście dobrze się czujesz w tym systemie, a do szczęścia brakuje Ci tylko kolejnej podwyżki? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: też belfer Re: Może jesteś niedostosowany? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 08:03 Szanowny MP. Przez 26 lat zajmowałem się uczeniem młodzieży. Starałem się robić to jak najlepiej. Mój cel w życiu to uczyć młodzież. Dlaczego każesz mi poprawiać system. Nigdy nie byłem politykiem i nie chcę nim być. Sądzę że to Ty dużo lepiej ode mnie poprawisz ten system. Przyznaję że bardzo często muszę borykać się z różnymi "pomysłami usprawniającymi oświatę" wymyślonymi chyba przez "nienauczycieli", mam za sobą okres kupowania za własne pieniądze kredy do szkoły, obecnie kupuję za własne pieniądze papier do ksero, także zmuszam do tego młodzież (czego wstydzę się ale bez czego nie mogę obejść się), poznaję nowe techniki uczenia (mam o większości "swoje" zdanie, "tracę na nie część czasu". Mam takie same zdanie o systemie jak Ty. Mój problem jest taki że uważam że za mało wiem aby wsadzać "swoje łapy" w regulacje systemu. Cieszy mnie bardzo że ktoś taki jak Ty uważa że może to poprawić. Nie wątpię że Twoja wiedza, doświadczenie i zaangażowanie mają szansę doprowadzić do pozytywnych zmian (bo przecież nie chcesz popsuć tego co i tak nie jest najlepsze). Proszę Cie bardzo abyś dzielił się z nami swoimi doświadczeniami, przemyśleniami,sukcesami i porażkami w tym temacie. Ja i my inni nauczyciele będziemy Ci w tym pomagać i wspierać w miarę swoich sił i możliwości. Pozdrowienia "też belfer" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MP Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 01:53 > Mój cel w życiu to uczyć młodzież. Dlaczego każesz mi > poprawiać system. To nie tak. Aby system został naprawiony potrzebne są czytelne sygnały o jego słabościach płynące od wszystkich zainteresowanych stron i potrzebna jest twórcza dyskusja pomiędzy stronami na temat tych słabości. System, to nie równanie matematyczne, które czeka na jednego mądrego, który je rozwiąże. Aby został naprawiony musi zrodzić się zbiorowa madrość ponad podziałami ról i interesów. Potrzebnej mądrości źle służy sytuacja, w której dominujacym sygnałem płynacym ze strony nauczycieli jest wołanie o więcej pieniędzy, mniej nadzoru i mniej rodziców w szkole, a więcej rodziców w domu (większość zresztą całkiem słuszna!). Źle też służy patologiczna solidarność zawodowa, w której zawsze znajdzie się wytłumaczenie dla zwykłego lenistwa, niekompetencji i innych dolegliwości. W najlepszym razie będzie to bezradne rozłożenie rąk lub odwrócenie głowy. Nie możesz w jednym poście krytykować jakiś głos pełen zarzutów (pewnie, że ekstremalny), a dwie linijki niżej utrzymywać, że Ty tu tylko uczysz. Skoro raz powiedziałeś "A", to ciągnij konsekwentnie z nami ten wózek. Nikt nie oczekuje, że sam naprawisz system (i Ty przewrotnie nie oczekuj tego od innych). Ale miło by było, gdybyś zechciał być obiektywnym świadkiem pomagającym nam zrozumieć, gdzie w nim tkwi błąd (a może żadnego błędu nie ma i chodzi tylko o te nieszczęsne 2,2%? ) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: belfer Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 22:07 > To nie tak. Aby system został naprawiony potrzebne są czytelne > sygnały o jego słabościach płynące od wszystkich zainteresowanych stron i > potrzebna jest twórcza dyskusja pomiędzy stronami na temat tych słabości > System, to nie równanie matematyczne, które czeka na jednego mądrego, > który je rozwiąże. Aby został naprawiony musi zrodzić się zbiorowa > madrość ponad podziałami ról i interesów Filozofujesz Problemem nie jest - co zrobić? (naprawić system) Problemem jest - jak to zrobić? ("musi zrodzić się zbiorowa madrość ponad podziałami ról i interesów"). Jak zauważysz że rodzi się ta zbiorowa odpowiedzialność to daj znać. "chodzi tylko o te nieszczęsne 2,2%?" - w moim przypadku to około 26 zł dziwi mnie, że ta kwota jest Ci solą w oku. Dla mnie nie ma ona żadnego znaczenia. Dowiedziałem się o niej z tego artykułu. wyrazy uszanowania - belfer Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MP Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 02:44 > Problemem nie jest - co zrobić? (naprawić system) > Problemem jest - jak to zrobić? Nie zgadzam się. Żeby zacząć naprawiać, trzeba się zgodzić co do tego, co tak na prawdę jest złego w systemie. Prosta odpowiedź brzmi: zbyt mało pieniędzy. Moim zdaniem to bardzo ważna, ale wcale nie bardzo wielka część prawdy. Co do reszty zgody nie ma. Na mój gust nie ma nawet poważnej dyskusji. Usiłuję ją prowokować. Skoro sprowadzasz sprawę do tego, czy Twoje 26 zł. leży mi solą w oku czy nie, to widać prowokacja jest nie udana :-( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: też Belfer Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 12:19 > "Na mój gust nie ma nawet poważnej dyskusji. Usiłuję ją prowokować." Jeżeli np. długo żyłeś uczciwie i mnie pouczasz że mam żyć uczciwie to każesz zastanowić mi się nad tym bo twoje słowa podparte są twoją pracą, twoim doświadczeniem - mają wartość. Jeżeli jesteś (cytuję Cię z innej Twojej wypowiedzi) "Ale jeśli nawet jestem pasożytem po sześciu klasach podstawówki kradnącym w marketach, zaczepiającym dziewczynki, bijącym po pijaku żonę i dzieci, a na dodatek rudy, garbaty i Cygan" i pouczasz mnie jak żyć uczciwie to najwyżej wzbudzisz pusty śmiech. Chcesz poprawiać system to na początek przedstaw jakie masz do tego kwalifikacje, zrób rachunek jakie masz szanse na to aby choć po części coś poprawić i przedstaw go. Jeśli chcesz tylko -bez urazy- "pogardłować na jakiś temat" to rób to sam, nie zawracaj głowy bo na to mało kto poza tzw. działaczami związkowymi ma czas i ochotę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MP Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 14:34 Zrozum, że nikogo tu nie pouczam, a już na pewno nie względem tego jak żyć uczciwie. Nie pouczam nawet tego wspominanego, modelowego nauczyciela, który po przedrzemaniu 18 godzin nad gazetą, odwraca się na pięcie twierdząc, że zrobił już to, za co mu płacą. Wielką naiwnością byłoby sądzić, że można ten stan rzeczy zmienić jakimiś pouczeniami. Ja stwierdzam jedynie, że jak długo system nie będzie miał w sobie wbudowanego mechanizmu wymuszającego 40 godzin uczciwej i fachowej pracy (jeśli trzeba, bo są oczywiście prawdziwi artyści, którzy z biegu poprowadzą tak każdą swoję lekcję, że można tylko skłonić im się do ziemi w zachwycie; ale ilu ich jest wśród tych 700 tysiecy?), tak długo wymieniony problem będzie istniał i żadne pouczanki niczego tu nie zmienią. Nie zmienią tego także i kolejne podwyżki, choć pierwszy jestem gotów podpisać się pod postulatem, by średnia pensja nauczyciela nie była niższa od średniej krajowej pracowników z wyższym wykształceniem pracujących w innych sektorach gospodarki. (Ale pod warunkiem znacznie lepszych zabezpieczeń systemowych dla jakości ich pracy.) I druga uwaga, choć na ten sam temat: nie usiłuję tu prowokować żadnej dyskusji moralnej czy etycznej, żadnej dyskusji o ocennych wartościach. Usiłuję prowokować dyskusję o konkretnych, funkcjonujących lub możliwych do pomyślenia rozwiazaniach i ich mierzalnych, obiektywnych konsekwencjach. W murach, w których pracuję, od lat panuje zasada, że w sprawach merytorycznych, w sprawach roztrzygalnych obiektywnie, głos/uwaga/spostrzerzenie/zastrzeżanie początkującego asystenta, studenta lub nawet przybyłego na seminarium wolnego słuchacza z ulicy, waży się dokładnie tą samą miarą co głos najbardziej doświadczonego profesora: miarą wagi samego argumentu, który zostaje podniesiony. (Tak się jakoś dziwnie składa, że zwykle ten "pomiar ważności" nie wypada szczególnie ciekawie dla głosów "z ulicy", ale nie zmienia to samej pryncypialnej zasady "ważenia".) I ostania uwaga: nie trwa tu żaden konkurs na naprawiacza świata, nie uczestniczymy tu w castingu na ministra. Jeśli do tego gdzieś dochodzi, to i pytania o kwalifikacje na pewno padają. Ale to nie tutaj! Tu toczy się jedynie jakaś namiastka publicznej dyskusji - dyskusji, która moim zdaniem jest potrzebna, choć powinna być przeprowadzona na poważnie, a nie tak jak tu, w sposób chwilami (to nie do nauczycieli!) przypominający anonimowe bazgranie palcem po ścianie szaletu. W takiej dyskusji - i tu muszę się dość nudnie powtórzyć - każdy głos, czy to ucznia, czy jego matki-pijaczki, czy ministra lub belwederskiego profesora, powinien być ważony wedle wspólnej, tej samej zasady: wagą argumentu, który ze sobą przynosi. Jeśli chcesz, możesz to nazwać "gardłowaniem na jakiś temat". Ja uważam, że zaczynem nowych rozwiązań powinno być właśnie takie gardłowanie. Jeśli Ty uważasz, że nie, że wystarczy by zaczynem była jakaś kawa wypita w profesorskim czy urzędniczym gabinecie, byle pijący tę kawę miał odpowiednio grubą teczkę zaświadczeń "o kompetencji", to ja nie zgadzam się z tym poglądem i będę starał się przekonać Cię, że w tej sprawie błądzisz. Pozdrawiam, Marek Pawłowski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: też belfer Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 20:28 Dziękuję za ostatnią wypowiedź. Teraz wiem że rozmawiam z człowiekiem który pracuje w tym samym "fachu" co i ja, a więc rozmawiamy o "tym samym" tym samym językiem niekoniecznie w ten sam sposób oceniając naszą pracę. ALE TĘ SAMĄ PRACĘ. Przepraszam że potraktowałem pana panie M zbyt obcesowo ale sądziłem że dyskutuję z człowiekiem który zna pracę nauczyciela widzianą tylko oczami ucznia. Przepraszam. - odnośnie ("Ty uważasz,..., że wystarczy by zaczynem była jakaś kawa wypita w profesorskim czy urzędniczym gabinecie, byle pijący tę kawę miał odpowiednio grubą teczkę zaświadczeń "o kompetencji"") Ja zdecydowanie tak nie uważam (znowu prowokujesz) Kiedy po 5 latach pracy w szkole podstawowej przeszedłem do pracy w "renomowanym" liceum to natrafiłem na kolegę który bardzo ładnie ze mną postąpił. Mianowicie pierwszy miesiąc nauki uczył swoje klasy i jednocześnie prowadził moje lekcje a ja początkowo siedziałem w ostatniej ławce i przyglądałem się jak pracować z młodzieżą starszą niż w szkole pods. Po lekcji jeśli tylko chciałem - tłumaczył mi dlaczego w konkretnych zaistniałych w danej klasie sytuacjach postąpił tak a nie inaczej. On uczył mnie "rozumieć" młodzież i uczył mnie jak z tą młodzieżą postępować jako nauczyciel. Kilka lat temu odeszedł na emeryturę, odchodząc był nauczycielem z najniższym (bez wyższego) przygotowaniem pedagogicznym w naszej szkole. Do dziś jestem mu wdzięczny i do dziś korzystam z jego niektórych doświadczeń. Oczywiście zdażało się że mieliśmy różne zdania ale rozmawialiśmy o ty samym. Gruba teczka zaświadczeń nie jest miernikiem wiedzy nauczyciela. Wręcz może sugerować że mamy do czynienia z nienajlepszym nauczycielem bo miernikiem wartości nauczyciela (moim zdaniem na pierwszym miejscu) jest opinia o nim uczniów i ich rodziców głoszona w jakiś czas po skończeniu tej szkoły (w której pracuje dany nauczyciel). Ci uczniowie i ci rodzice nie piszą zaświadczeń do "grubej teczki". Jeśli uczeń kontynuje naukę w szkole poziom wyższej i stwierdza że dany nauczyciel niewiele lub nic nie nauczył go to jest to opinia o złym nauczycielu. W naszej pracy na weryfikację tego co robimy trzeba długo czekać. Błąd kierowcy widać od razu - łomot, hałas krzyk. Błąd lekarza może wyjść w miarę szybko bo kilkadzesiąt godzin czy dni i pacjent traci zdrowie lub życie. Błąd lub zła wola nauczyciela może okazać się po kilku latach (kiedy uczeń ma kłopoty ze studiami) lub nie ukaże się - bo kto sam publicznie przyzna że jest niedouczony?. Weryfikacja naszej pracy jest bardzo trudna. > Sądzę że należało by upublicznić naszą pracę. Rozumiem to tak. Skończyć z lekcjami przygotowywanymi specjalnie tzn. z lekcjami pokazowymi. Co do hospitacji to dyrektor szkoły powinien mieć prawo w każdej chwili wejść do dowolnego nauczyciela na jego lekcję. Stwarzałoby to sytuację, że każdą lekcję nauczyciel musiałby traktować jako potencjalnie hospitowaną a nie tylko tę jedną czy dwie w roku odpowiednio wcześnie zapowiedziane i odpowiednio przygotowane. Podoba mi się jedna ze szkół w moim mieście gdzie w drzwiach wejściowych do sal lekcyjnych są umieszczone duże szyby (przeźroczyste). Opowiadał mi kolega tam pracujący że na początku jego pracy był to dla niego horror kiedy w najmniej spodziewanych momentach w czasie lekcji po drugiej stronie drzwi widział dyrektora obserwującego lekcję (bez wchodzenia do klasy). Dyrektor tej szkoły - wg. kolegi, potrafił często w czasie lekcji przejść się korytarzem i w ten sposób zajrzeć do kilku klas.Po paru miesiącach kolega przyzwyczaił się do tej sytuacji. Moim zdaniem w każdej klasie powinna być w czasie lekcji czynna kamera telewizyjna a w szkole powinien być pokój w którym rodzic na ekranie w obecności pedagoga szkolnego mógłby na bierząco obserwować lekcje swojego dziecka. Po kilku takich seansach (bez wiedzy ucznia i nauczyciela) łatwiej byłoby szukać rozwiązania problemów związanych z niepowodzeniami szkolnymi. Praca nauczyciela mogłaby być weryfikowana na bierząco co stawiałoby w nowym świetle ją. Tylko te pieniądze! (na system telewizji przemysłowej) Dzisiaj tak jak piszesz może być: mnie nie chce się nauczać, uczniowi nie chce uczyć się, więc za zamkniętymi drzwiami sali lekcyjnej mamy "wspólnotę interesów" nikt dzisiaj nic nie widzi o owoce tego postępowania widoczne dopiero po dłuższym czasie łatwo będzie zlekcewarzyć i "przeinaczyć". To jest mój malutki pomysł w proponowaną przez Ciebie pracę mającą na celu zmianę systemu. Pozdrowienia J.Z. jzniszcz@interia.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MP Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 03:07 Nie chciałbym tworzyć jakichś mitów :-) To prawda, że zdarzyło mi się stać przed uczniami - dużymi, mniejszymi, całkiem małymi, a nawet przedszkolakami, stawałem i bez wsparcia, i pod czujnym okiem dyrektorów, a nawet kamer (wcale nie przemysłowych :-)). Ale były to tylko epizody, bez zobowiązań, długofalowej odpowiedzialności, bez presji zarobienia w ten sposób na chleb. Daje mi to może wyobrażenie trochę większe niż typowemu posiadaczowi dzieci, ale świadom jestem wszelkich swych ograniczeń. Z zupełnie niezależnych powodów zdarzało mi się też układać jakieś zadania (zbierze się tego kilkaset), sprawdzać jakieś klasówki (też będzie tego sporo), współtworzyć scenariusze (także publikowane), współrozkładać materiał, porządkować wymagania itp. Gmerałem też trochę przy podręcznikach (choć nie jako autor) i pewnie nie uniknę w najbliższym czasie dłubania przy pewnym programie nauczania. Nie są to w żadnej mierze kwalifikacje pozwalające mi na to, by w dyskusji powoływać się na cokolwiek więcej, niż na gołe argumenty, które potrafię przytoczyć. Ale może dzięki nim tych argumentów (trafnych lub chybionych) i istotnych okoliczności potrafię teraz dostrzec na raz trochę więcej niż wtedy gdy sam chodziłem do szkoły. > odchodząc był nauczycielem z najniższym (bez wyższego) > przygotowaniem pedagogicznym w naszej szkole I dlatego jestem zdania, że kwalifikacje formalne, zdobyte tytuły, certyfikaty, zaświadczenia itp. powinny być jedynie kartą przetargową, przesłanką przy podejmowaniu decyzji o zatrudnianiu nauczycieli i kontynuowaniu tego zatrudnienia, ale nie powinny niczego gwarantować i (przynajmniej od pewnego minimalnego poziomu) nie powinny niczego z góry wykluczać. Nie powinny też decydować o poziomie wynagrodzenia. O tym musi decydować jakość bieżącej pracy, a nie grubość teczki wypełnionej pożółkłymi zaświadczeniami o potencji. > miernikiem > wartości nauczyciela (moim zdaniem na pierwszym miejscu) jest opinia o nim > uczniów i ich rodziców głoszona w jakiś czas po skończeniu tej szkoły > (w której pracuje dany nauczyciel). To często dobra miara, ale po pierwsze bardzo niepraktyczna, a po drugie spotkałem już w życiu kilka przykładów mistrozowskiej manipulacji rodzicami i uczniami. Ja bym stawiał na jasne i jednoznacznie sformułowanie standardów edukacyjnych (nasze podstawy programowe i standardy egzaminacyjne w porównaniu z np. brytyjskimi wyglądają jak spisana na kolanie lista zaklęć i życzeń do złotej rybki) a następnie na częste zewnętrzne mierzenie efektów i obserwowanie "wartości dodanej" dodawanej przez nauczyciela. Rodziców i uczniów nie pytałbym po latach, ale na bieżąco. I nie w ramach konkursu piękności czy popularności, ale w ramach przygotowanego przez fachowców wywiadu na temat szczegółów stosowanych metod i ich skuteczności. Co do szyb i kamer, to kiedyś to sondowałem w podobnym gronie. Opór przed metodami rodem z Big Brothera jest jednak wielki. Padają też argumenty, które trudno z góry odrzucić jako irracjonalne, choć ja ich nie podzielam. O innych własnych pomysłach (dotyczących nieusuwalności, roli dyrektora, organu, nadzoru, podmiotowego prawa ucznia do "świadczeń gwarantowanych" itp.) pisywałem tu już wielokrotnie, więc nie będę się powtarzał. Może będzie jeszcze jakiś pretekst. Pozdrawiam, marek@pawlowscy.w.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: też belfer Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 13:42 Mamy bardzo podobne doświadczenie pedagogiczne, może z tą różnicą że ja jeszcze nie pracowałem w przedszkolu. Pracowałem w: podstawówce, szk. zawodowych, szkole specjalnej (wytrzymałem tylko rok - zbyt duże obciążenie psychiczne pomimo że dodatek 20% i nie odpowiada się za wyniki nauczania (uczyłem fizyki)), technikach, liceum i szkole społecznej. Mam też publikacje.Mam trzy specjalności pedagogiczne (przygotowanie do uczenia trzech różnych przedmiotów), jestem nauczycielem dyplomowanym. Sądzę że dyskutując o specyfice naszego zawodu mam prawo o tym publicznie wypowiadać się. Podzielam Twoją opinię (".....że kwalifikacje formalne, zdobyte tytuły, certyfikaty, zaświadczenia itp. powinny być jedynie kartą przetargową, przesłanką przy podejmowaniu decyzji o zatrudnianiu nauczycieli i kontynuowaniu tego zatrudnienia, ale nie powinny niczego gwarantować"). Oczywiście popieram też ("Ja bym stawiał na jasne i jednoznacznie sformułowanie standardów edukacyjnych (nasze podstawy programowe i standardy egzaminacyjne w porównaniu z np. brytyjskimi wyglądają jak spisana na kolanie lista zaklęć i życzeń do złotej rybki) a następnie na częste zewnętrzne mierzenie efektów i obserwowanie "wartości dodanej" dodawanej przez nauczyciela."). Nadal jednak optuję za bieżącą kontrolą lekcji prowadzonych przez nauczyciela. Widziałem już "różne rzeczy" w szkole (mówię o dewiacjach)np: pierwsze 10 minut lekcji to sprawdzanie (bardzo ostre) pracy domowej i odpytywanie z ostatniego tematu, następnie zadanie nowego tematu i wskazanie materiału w podręczniku, uczniowie samodzielnie uczą się a nauczyciel siedzi na zapleczu pracowni i pijąc kawę z innymi koleżankami zajmuje się plotkami, na 5 minut przed dzwonkiem wchodzi do klasy, "łapie ucznia" który który akurat nie jest wpatrzony w podręcznik, odpytuje go z nowego tematu (zgadnij jaka ocena) i koniec lekcji. To wcale nie jest odosobniony przypadek jaki obserwowałem. Najlepsze że ta nauczycielka ma sukcesy bo pracuje w "renomowanej" szkole a więc tam gdzie w czasie naboru młodzież jest wyselekcjonowana (pozytywnie) i to czego ona nie nauczy to rodzice naprawią dając dziecku korepetycje. Stymulujemy ludzi do pracy metodą kija i marchewki. Marchewką jest to co Ty określiłeś ("I dlatego jestem zdania, że kwalifikacje formalne, zdobyte tytuły, certyfikaty, zaświadczenia itp. powinny być jedynie kartą przetargową, przesłanką przy podejmowaniu decyzji o zatrudnianiu nauczycieli ..."). Od zdobytych kwalifikacji powinna zależeć stawka godzinowa nauczyciela. Kijem powinna być świadomość nauczyciela że każda minuta jego pracy może być oceniana przez innego pedagoga, że nie ma możliwości zamknąć się w sali lekcyjnej z młodzieżą "oddzielając się w ten sposób od świata" i tam po zastraszeniu jej lub dogadaniu się z nią (w sprawie nic nie robienia na lekcji) przesiedzą lekcję. Dobry nauczyciel nie boi się w czasie lekcji obserwatorów, - mogą być na każdej lekcji. Problem w tym że "obce" osoby mogą rozpraszać uczniów w trakcie lekcji stąd pomysły z "szybą" lub "szkolną telewizją". Dzisiaj uczniowie dość często korzystają z dyktafonów w trakcie lekcji nagrywając je. "Dobrym" nauczycielom nie przeszkadza to, wyrażają na to zgodę. Nagrania te służą młodzieży w domu do przygotowywania się do kolejnych lekcji tak samo jak podręcznik czy zeszyt. (Zdażało mi się jako wychowawcy, że rodzice - bez złośliwości - mówili że mają już dosyć słuchania głosu "tego" nauczyciela kilkakrotnie w ciągu tygodnia w swoim domu). Nauczyciel źle uczący np. nieprzygotowany do lekcji nigdy nie zgodzi się na jakiekolwiek rejestrowanie przez kogokolwiek jego lekcji. Dyrektor lub metodyk dysponując nagraniem lekcji prowadzonej przez np. "młodego" nauczyciela mogliby spokojnie przeanalizować tok lekcji i wskazać nauczyciekowi na dobre i złe elementy tej lekcji. Jestem świadom że taki system poszerzałby możliwości także wypaczeń w szkole ale tych nie uniknie się do końca. Poprawę systemu moim zdaniem należy zacząć właśnie od tego miejsca by stworzyć sytuację aby nauczyciel musiał być z młodzieżą przez cały czas w czasie lekcji i aby realizował ją zgodnie z konspektem. Wiem że tylko młody nauczyciel musi pisać konspekt do każdej lekcji. Rozszerzyłbym ten obowiązek na każdego nauczyciela. Napisał kiedyś konspekt to dziś już go ma i niech według niego realizuje lekcję, ewentualnie niech użyje innego konspektu (obojętnie własnego czy gotowego) ale niech realizuje lekcję zgodnie z nim. Zauważyłem parę lat temu że starszy kolega cieszący się ogromnym autorytetem pedagogicznym nie tylko w szkole ale i w 400-tysięcznym mieście (do korepetycji ustawiały się kolejki młodzieży z innych szkół) w czasie przerw wyciągał jakiś stary kajet i go oglądał. Jeżeli ktoś pytał go co tam ma chował ten notatnik i zmieniał temat np. o pogodzie. Przyuważyłem kolegę jak byliśmy sami w pokoju nauczycielskim i uparcie dopytywałem się co robi. Pokazał mi stary zeszyt formatu akademickiego w którym miał napisane - konspekty kolejnych lekcji ze swojego przedmiotu. Zapytałem się jego po co mu to po przeszło 30-tu latach pracy w szkole. Kolega potrafił np. z marszu zrobić zadania olimpijskie (miał sporo olimpijczyków). Odpowiedział że przypomina sobie tok lekcji bo ostatni raz miał do czynienia z tym tematem przed rokiem. Zaśmiałem się i odpowiedziałem że po tylu latach pracy ma to wszystko w małym paluszku i nikt ani dyrektor (uczący tego samego przedmiotu) ani metodyk nie są w stanie nic mu zarzucić.Kolega odpowiedział że nie chodzi mu o "władze" szkolne ale o uczniów. Nie chce dać plamy przed nimi, pamięć potrafi być zawodna, a uczniowie są bystrzy i dociekliwi i dlatego przypomina sobie dokładnie tok lekcji. Tym mi kolega zaimponował. Dlatego dziś uważam że każdy nauczyciel powinien uczyć zgodnie z posiadanym konspektem. Wiele lat temu bardzo denerwowało mnie stawianie przez władze oświatowe problemu nauczania w ten sposób: zawód nauczyciela to powołanie a więc musisz nauczycielu sam opracować swój warsztat pracy. Zawsze irytowałem się tym że np. rzemieślnik dysponuje różnymi narzędziami w swojej pracy, może je wybierać tak aby swoją pracę wykonać jak najefektywniej, a ja nauczyciel mam być "artystą" tzn. wszystko przygotować sobie samodzielnie. Szczęśliwie dziś zaczynam czuć się jak rzemieślnik to znaczy mam do dyspozycji różne programy i podręczniki, łatwo znaleźć mi różne konspekty do lekcji tylko muszę się tym zainteresować, muszę jednak to wszystko poznać aby wybrać to co mi najbardziej pasuje do pracy, ewentualnie trochę zmienić aby dostosować do siebie. Nauczyciel aby efektywnie pracował musi mieć świadomość że w każdej chwili może być oceniony za to co robi - dziś a nie - kiedyś. Pozdrowienia JZ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MP Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.04, 14:32 No to klepiemy sobie trzy po trzy jak fizyk z fizykiem, wyraźnie zanudzając towarzystwo. Widać jest w tym fachu coś, co alienuje człowieka od społeczeństwa :-). > Nadal jednak optuję za bieżącą kontrolą lekcji prowadzonych przez nauczyciela. I mi także o nic innego nie chodzi. Tylko jakoś nie bardzo wierzę w jedno cudowne, uniwersalne rozwiązanie. A przynajmiej nie w to, że uda je się z góry wymyśleć. Jeśli dyrektor ma czas i zaparcie, to może odwiedzać każdego nauczyciela raz w tygodniu z zaskoku. Jeśli ma kasę, to może być Big Brother i taśmy prawdy. Inny sposób (od zaraz i bez wielkich kosztów) to krótkie, proste ankiety wyboru dawane losowo raz na tydzień lub dwa każdej z klas; ankiety, które ustalają strukturę i zawartość właśnie odbytej lekcji. (Warunek, to przerwy dłuższe niż 5 minut, by dało się to w 3 minuty przeprowadzić.) Gdyby uruchomić zbiorowe myślenie, to lista pomysłów pewnie by wzrosła. I nie chodzi o to by wskazać jeden najlepszy, ale by wskazać dyrektorowi listę możliwości i zobowiązać, by swój obowiązek nadzoru jednak sprawował czynnie z częstotliwością powiedzmy raz na 2 tygodnie u każdego nauczyciela, a akademiami i szkołami z klasą zajmował się dopiero w tedy, gdy starczy mu jeszcze czasu. Poza nadzorem bieżącym musi być jeszcze bieżący nadzór efektów (może nawet ważniejszy), a to jest nie do zrobienia przy ogólnikowości podstaw i standardów. Nadzór nie może być sztuką dla sztuki. Musi przekładać się na możliwość podejmowania decyzji (o nagrodzeniu, wysłaniu na szkolenie, wzmocnieniu konsultacją metodyczną na miejscu, zmniejszenia pensum - z odpowiednim skutkiem finansowym - aż do rozstania włącznie). Te decyzje powinien podejmować dyrektor w sposób nieskrępowany (np. mianowaniami czy duplomowaniami), a motywować go powinno do tego to, że jesli nie podejmie ich celnie, to kto inny w kazdej chwili i bez żadnych ograniczeń może je podjąć wobec niego. Ten kto inny, to właściciel, który musi mieć prawo kontroli merytorycznej w każdej chwili i na każdym poziomie (pod warunkiem wszak, że zrobi to za pośrednictwem uprawnionych sił własnych lub wynajętych, a nie np. pani Kasi - prywatnie woźnej, służbowo: radnej w gminie :-)). W tej chwili właściciel ma uprawnienia jedynie do kontroli rachunków i czystości. Inny "kto inny", to nadzór państwowy, stojący na straży jasno sprecyzowanych standardów i norm (jak nadzór sanitarny w handlu), działający wg. planu własnego oraz na wniosek odbiorców, mających konkretne prawa do edukacji zgodnie z minimalnym standardem (np. liczby i rodzaju zajęć w roku, a nie w obrachunkowym tygodniu, jakości i ilości informacji zwrotnej, liczebności klas itp.) - odbiorców występujących jako uprawniony podmiot, a nie co najwyżej jako donosiciel, jak to ma miejsce w obecnym stanie prawnym. Tyle z biegu i bez obietnicy, że długo wytrzymam to tempo :-) Pozdrawiam, M. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nauczyciel Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.04, 00:30 żal mi osobnika, który takie bzdury pisze,zastanawiam się dlaczego nie został nauczycielem? posłuchaj - jest godz.1.00 (noc)pisze rozkłady mareiału (wiem- nie wiesz co to jest, ale nie pierwszej rzeczy nie wiesz),pisze tak już 7 dzień z rzędu (średnio dziennie po6-7 godz),robię studia podyplomowe (nie pierwsze z własnej kieszeni i wykonuje jeszcze wiele rzeczy na rzecz dzieciaków)bywa że pracuję około 60 godzin,ale mam tylko UWAGA JEDEN ETAT Nie dobrze jest, bo Internet staje się miejscem,do którego ładuje się różne śmieci informacyjne. Najgorsze jest to,że często ludzie nie mogą odróżnić zwykłych plotek od prawdy. Jeśli jesteś mężczyzną GRATULUJE- PLOTY TO TWOJA SPECJALNOŚĆ, ale czas najwyższy przerobić program z gimnazjum, gdzie na wos- ie mozna nauczyć się odróżniania faktów od opinii, miłego dokształcania Uwaga prywatna- najprawdopodobniej lubisz widzieć to co wolisz Mam wrażenie, że masz problemy. A tak naprawdę skonfrontuj swopje poglądy Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MP Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 03:06 > jest godz.1.00 (noc)pisze rozkłady mareiału (wiem- nie wiesz co to > jest, ale nie pierwszej rzeczy nie wiesz),pisze tak już 7 dzień z rzędu > (średnio dziennie po6-7 godz), To albo uczysz jakiegoś niesłychanie egzotycznego przedmiotu, albo urwałeś się z choinki. Do większości programów jest poradnik za ca. 20 PLN, w którym znajdziesz rozkład materiału w dowolnej kombinacji i parę dodatkowych gotowców. A rozkład ostateczny (z liczbami) i tak rodzi się na bieżąco w zależności od lotności klasy. > robię studia podyplomowe (nie pierwsze z własnej kieszeni Za błędy młodości się płaci - widać źle wybrałeś zwykłe, dyplomowe. I co to za studia podyplomowe, na których wymagają czegokolwiek więcej niż przyniesienia ksera dowodu wpłaty? Napisz, bo to chyba rzeczywiście jakiś ogólnopolski ewenement. > bywa że pracuję > około 60 godzin,ale mam tylko UWAGA JEDEN ETAT Napisz jasno ile czasu poświęcasz w domu na konkretne przygotowanie się do każdego 45 minut przed tablicą. Jeśli mniej niż godzinę, to jakby trochę oszukujesz swoich uczniów. Twoje studia, pasje pisarskie i inne michałki niczego tu nie usprawiedliwiają. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nauczyciel Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.04, 14:08 Nie wszystkich wkłada się do jednego worka PRAWDA??? Nasz problem to ciągłe gotowce (możesz jesteś rodzicem i twoje dziecko uczy się na gotocwu, który został przygotowany na podsawie grupy uczniów, z którymi twórca mjał styczność?) W gotowcach obok podstaw programowych i standardów wymagań są własne wyobrazenia twórcy o tym jak ma wyglądać edukacja danego zespołu.Rozkład czyt. plan pracy nie może się rodzić na bieżąco bo to jest PLAN PRACY, owszem rzeczywistość zmusza do wprowadzania poprawek i to się czyni, ale to nie wpływa na całość Kierunek- pedagogika specjalna to bardzo ciekawy i nie należacy do najłtwiejszych, ale czy NALEZY DO BŁĘDÓW MŁODOŚCI??? Tak naprawdę, to zdanie jest pozbawione sensu. Do ciągłego dokształcania zmusiła reforma, ale nie dlatego, że brakuje kompetencji nauczycielom tylko dlatego, że w dzisiejszych czasach przecenia się papier (napewno miałeś styczność z tą tendencją) Biorąc pod uwagę,że niemam podręcznika,awiększości moich uczniów nie stać na taki podręcznik- to moim zadaniem jest stworzyć najodpowiedniejszą bazę To, że szukam funduszy na rzecz najuboższych dzieciaków, przygotowuje wycieczki, wyjścia, imprezy to SĄ to MICHAŁKI??? POKRÓTCE: nauczyciel przygotowuje się do lekcji ok. 25 min, stażysta więcej za 700zł, bo pisze konspekty (jeden srednio 35 min.),prowadzenie dzienników, sprawdzanie prac przygotowywanie chociażby kart pract, testó,sprawdzianó, wykonywanieprac na rzec szkłoły(plany wychowawcze, statusy, prace w zespołach przedmiotowych(materialy + czas), miesięczna opieka nad stażystą za 30 zł brutto, dyskoteki szkolne, wycieczki- i nim to siie zrobi i to o czym zapomniałam należy szczegółowo przedstawić na papierze NA KONIEC- MOJE 5-LETNIE DZIECKO WIĘCEJ ROZUMIE I WIE NA CZYM POLEGA PRACA NAUCZYCIELA, A JEST TO NAUCZANIE + ROZBUDOWANA BIUROKRACJA ciekawekim ty jesteś z zawodu i jakie maszźródło informacji na temat pracy w szkole WAŻNE!!! każdy kto chce naprawdę wiedziec po co są tak długie wakacje (oprócz tego co napisałam powyzej), proszę aby przez jeden tydzień siedział non stop w szkole łącznie z przerwami...czy nie zechce ucieknąć- mówie o ludziach, którzy wypowiadają się na tematy,w których nie posiadają wiedzy. Lubię pracę w szkole ale jestem również zmęczona psychicznia- to jest praca intensywna z żywym organizmem, nie możesz zrobić sobie przerwy kiedy chcesz( na większości przerw stoję i pilnuję), nie możesz mieć lekkiej niedyspozycji i spowolnić- to się nazywa eksploatacja pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MP Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 01:21 Najpierw przyjmij przeprosiny, za pomylenie płci (tak wynikło z podpisu). > W gotowcach obok podstaw programowych i standardów wymagań są własne > wyobrazenia twórcy o tym jak ma wyglądać edukacja danego zespołu. A to wyobrażenie, przełożone na papier, nazywa się programem nauczania. Możesz tworzyć swój własny program, ale nikt tego od Ciebie nie oczekuje. Wiąże się to ze sporym wysiłkiem i koniecznością uzyskania akceptacji przełożonych. Raczej nie jest to zadanie dla stażysty. Jest też problem podręcznika, materiałów dodatkowych (zgoda, że zwykle zbędnych) i przynajmniej przykładów wystandaryzowanych sprawdzianów. Czasem rzeczywiście trzeba coś takiego stworzyć, bo rzeczywistość nijak nie przystaje do dostępnych propozycji, ale jest to raczej sytuacja bardzo szczególna. Rozkład materiału, to rozpisanie uporządkowanego już programu na jednostki lekcyjne. Zwykle tu (formalnie lub na żywioł) gmera nauczyciel i słusznie. Ale na pewno nie jest to robota na kilkadziesiąt godzin, jak sugerowałaś. > Kierunek- pedagogika specjalna to bardzo ciekawy i nie należacy do > najłtwiejszych, ale czy NALEZY DO BŁĘDÓW MŁODOŚCI??? Skoro nie przygotował Cie do zawodu, który chcesz wykonywać (uczyć, a nie tylko wychowywać) to w jakimś sensie tak. > Do ciągłego dokształcania zmusiła reforma, ale nie dlatego, że brakuje > kompetencji nauczycielom tylko dlatego, że w dzisiejszych czasach przecenia się > > papier (napewno miałeś styczność z tą tendencją) I tak i nie. Nie wiem czego uczysz, ale czegokolwiek byś nie uczyła, to ja jednak bym wolał byś miała wiedzę merytoryczną z zakresu tego przedmiotu zdobytą na dziennych studiach uniwersyteckich, a nie jakieś resztki zapisów w pamięci po maturze. Natomiast zgadzam się, że system jest toczony przez gangrenę nic nie dających kursów i studiów podyplomowych, polegających wyłącznie na tym, że jedni (namaszczeni) sprzedają innym (przymuszonym biurokratycznie) za grube pieniądze swoje podpisy na papierach, które nie świadczą o niczym poza faktem wniesienia stosownej opłaty przez kursanta. > Biorąc pod uwagę,że niemam podręcznika,awiększości moich uczniów nie stać na > taki podręcznik- to moim zadaniem jest stworzyć najodpowiedniejszą bazę Z tego może wynikać, że chyba jednak wykonujesz jakąś bardzo szczególną pracę, trochę inną niż 700 tys. Twoich koleżanek i kolegów. W tym sensie zgłosiłaś się z opinią pewnie ważną, ale nie reprezentatywną. > To, że szukam funduszy na rzecz najuboższych dzieciaków, przygotowuje > wycieczki, wyjścia, imprezy to SĄ to MICHAŁKI??? NIE, gdy szukasz pieniędzy na ważne, pozaszkolne działania dydaktyczno- wychowawcze. Tak, gdy organizujesz "imprezy" na pokaz lub dla wypełnienia rubryk w sprawozdawczości. Nie wiem jak tam jest u Ciebie. Wiem, że w różnych miejscach bywa różnie. Sprawozdania "Szkół z klasą" zawierają na to tysiące dowodów. > POKRÓTCE: nauczyciel przygotowuje się do lekcji ok. 25 min, stażysta > więcej za 700zł, Trochę się w tym pogubiłem, bo jeśli stażysta, to nie ma chyba tych dodatków za opiekę nad stażystą, o czym piszesz dalej. Ale domyślam się, że to jakiś skrót. Nie ważne. Ważne jest to 700 zł stażysty, o którym wspomniałaś. Otóż uważam, że tu jest jakaś patologia. Moim zdaniem każda rzetelnie przygotowana i przeprowadzona lekcja powinna być wynagrodzona podobnie, niezależnie od tego, kto ją przeprowadził. Lekcji źle przygotowanych i źle przeprowadzonych nie powinno być wcale. Różnica pomiędzy stażystą, a starym wygą (załóżmy, że nie zdemoralizowanym przez lata pracy) polega na tym, że ten pierwszy na przygotowanie dobrej, wartościowej lekcji potrzebuje znacznie więcej czasu. Dlatego moim zdaniem różnica w uposażeniu stażysty i doświadczonego nauczyciela nie powinna wynikać z różnych stawek za godzinę przed tablicą, ale z różnej wielkości pensum. Sądzę, że pensum rozpoczynającego pracę nauczyciela powinno być po prostu nizsze, a w miarę nabywania doświadczenia, powinno dopiero wzrastać do wymiaru nauczyciela "pełnowartościowego". Powinno być tak także z zupełnie innego powodu: ze względu na ciążącą nad "organami" pokusę, by eliminować nauczycieli droższych w przeliczeniu na godzinę pracy wyłącznie ze względu na oszczędności. Sądzę, że w systemie nie powinno być po prostu takich rozwiazań, które czynią taki zabieg opłacalnym. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: TT Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.gorzow.mm.pl 27.02.04, 22:50 Swoją drogą MP masz tupet!!! Rozliczasz nauczycieli z każdej minuty ich pracy, z każdej zarobionej złotówki. Kim Ty jesteś, że śmiesz pouczać, negować i strofować??? Dziwię się nauczycielom, że tak bardzo starają Ci się wytłumaczyć i przekonać Cię o racjach, których, TY najmądrzejszy i najbardziej zorientowany, nie przyjmujesz do wiadomości.Może powinieneś rozliczyć najpierw siebie??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MP Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 02:35 > Rozliczasz nauczycieli z każdej minuty ich pracy, > z każdej zarobionej złotówki. Nikogo nie rozliczam. Przedstawiam argumenty przeciwko tezie, iż nauczyciel pracy musi mieć tyle, że na przygotowanie się do lekcji i rzetelna kontrolę wyników już mu czasu nie starczy. > Kim Ty jesteś, że śmiesz pouczać, negować i > strofować??? Nikogo personalnie nie strofuję i nie pouczam. Ludzi nie znam i nie wiem nawet, czy przywołują realne przykłady, czy fantazjują. Jeśli nawet dyskuskja przebiega w drugiej osobie, to jest to wyłącznie konwencja polemiczna, bo nie chodzi o osobę, ale o myśli, które ona napisała. Przedstawiam tezy i argumenty i zbijam tezy i argumenty, które postrzegam jako błędne. A kim jestem? Piszę nie od dziś, więc nie trudno to ustalić. Ale jeśli nawet jestem pasożytem po sześciu klasach podstawówki kradnącym w marketach, zaczepiającym dziewczynki, bijącym po pijaku żonę i dzieci, a na dodatek rudy, garbaty i Cygan - to czy przez to którykolwiek z przytoczonych przeze mnie argumentów zyskuje lub traci na wartości? Czy traci lub zyskuje na wartości którykolwiek z argumentów polemistów? Życie to nie szkoła, w której o tym kto ma rację rozstrzyga się patrząc czy siedzi przodem czy tyłem do tablicy. Pora wydorośleć i to zrozumieć (I to jedyne moje personalne pouczenie w tym wątku.) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: TT Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.gorzow.mm.pl 28.02.04, 22:29 Panie MP - jak zwykle dużo słów mało treści!!!Jakie może mieć argumenty ktoś, kto nie zna specyfiki pracy? Znowu objawiasz się jako jedyny zorientowany w sprawie, mający odpowiedź na wszystko!Tak ciężko przyznać się do swojej profesjii??? Czyżbyś wstydził się tego, co robisz? Każdy nauczyciel biorący udział w tej dyskusji nie kryje, że jest nauczycielem, a Ty panie MP? Czyżyś wstydził się swojego zawodu??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: TT Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.gorzow.mm.pl 28.02.04, 22:36 a tak swoją drogą: czy rudy znaczy gorszy? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MP Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 03:20 > a tak swoją drogą: czy rudy znaczy gorszy? :-) Nie, podobnie jak Cygan czy ktoś bez doktoratu. Pamiętam jednak z dzieciństwa jak wiele musiał cierpieć mój "ubarwiony inaczej" kolega. Odwołałem się tylko do upiorów pewnych stereotypów. A jeśli uraziłem kogoś garbatego, to wyjaśniam, że nie o to mi chodziło. Co do mego wykształcenia, to pisałem, gdy miało to coś do rzeczy. Tu nie ma i pozostanę konsekwentny, by nie sprowadzać wymiany na boczne tory. Musisz to zcierpieć, albo przeprowadzić śledztwo w archiwum :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosia Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.04.04, 16:57 Całkowicie się z Tobą zgadzam !dwa dni temu złożyłam rezygnację z pracy w szkole (po 14 latach ).Ostatnie trzy lata w gimnazjum i "rewelacyjna" reforma oświaty sprawiły, że radość i chęć do pracy zabiły u mnie tony papierzysk i łączenie funkcji nauczyciela , pedagoga , psychiatry i strażnika jednocześnie .Nie wiem co będę robić dalej ale proponuję temu kto to wymyślił albo sądzi , że nasza praca to sam miód spędzenie miesiąca w szkole.Założę się okażdy pieniądz że nie dotrzyma do 30-tegodnia.Gocha. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gajga Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.icpnet.pl 27.02.04, 22:33 hola, hola! Nie siej mi tu destrukcji. Nie daj Boże, żeby moi nauczyciele przeczytali, że ktoś daje dyraktorowi gotowce, zamiast własnych planów dydaktycznych. Po co mi książka z rozkładami? Ja potrzebuje od nauczycieli planów dydaktycznych dla swojej, konkretnej klasy, ze swoimi, konkretnymi dziećmi, ze swoimi, konkretnymi przemyśleniami. Gotowiec może pomóc, ale i tak plan wymaga przemyślenia, ułożenia wg własnych potrzeb. Nauczyciel korzystający "żywcem" z gotowca, to tak jak uczeń czytający bryki. Co do studiów podylplomowych - też się mylisz. "Moi" nauczyciele muszą robić podyplomówki, Nie mam w szkole 18 godzin historii tylko 6. Jest to 1/3 etatu. Taki nauczyciel musi być dwuprzedmiotowcem. Pozdrawiam wszystkich nauczycieli. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MP Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 02:11 > hola, hola! Nie siej mi tu destrukcji. Nie daj Boże, żeby moi nauczyciele > przeczytali, że ktoś daje dyraktorowi gotowce, zamiast własnych planów > dydaktycznych. Ale odbiegliśmy od tematu! Ale co tam. Zaczęło się od rozkładu materiału. To oprotestowałem i podtrzymuję. Nie wiem co masz na myśli pisząc "plan dydaktyczny". O zamieszaniu, jakie panuje tu w nomenklaturze niech świadczy np. wymiana pod adresem eduseek.interklasa.pl/forum/read.php?f=11&i=29238&t=29238 Dla mnie jest oczywiste, że nauczyciel: - powinien mieć zaplanowaną dydaktycznie (cele lub raczej przyczynki do celów) i metodycznie (środki) każdą lekcję z osobna (i twierdziłem gdzieś wyżej, że teoretycznie, jeśli bezmyslny dyrektor nie będzie zaprzątał mu głowy duperelami, powinien na to znaleźć czas w ramach opłacanego czasu pracy) - prowadząc każdą lekcję, powinien być świadom tego co już było, i tego co jeszcze będzie, oraz po co to wszystko (możesz to nazwać planem dydaktycznym) To pierwsze musi zrobić sam i to zależy od uczniów, warunków technicznych, jego własnego temperamentu itp. Dlatego liczne scenariusze zapełniające poradniki itp. dziełka traktuję jako najwyżej inspiracje dla nauczyciela. Zależy też od czynników dynamicznych, od rozwoju jego pracy, i dlatego nie wierzę, by dało się to zrobić z góry i lepiej niż tylko w zarysach. Jeśli ktoś chce to robić na bieżąco, to jest to racjonalne, bo i tak musi. Natomiast świadomość celów, konstrukcji, zależności itp. rzeczy wspomniane w drugim punkcie, wprawdzie powinnym być stanem własnym świadomości (a nie kajetu!) nauczyciela, ale nie widzę żadnego powodu, by nie opierały się na cudzym, wcześniej wykonanym wysiłku. Oczywiście są sytuacje szczególne. Jeśli dostajesz klasę po nauczaniu początkowym, która nie ma pojęcia o tabliczce mnożenia, a błędnie wyuczoną kolejność wykonywania działań trzeba przez długie miesiące wybijać jej młotkiem, to oczywiście takiego kuriozum nie znajdzie się opisanego w żadnych gotowych materiałach i trzeba dostosowywać samemu. Tego jednak w żaden sposób także nie da się przewidzieć. Wychodzi to albo w biegu, albo (i tak jest znacznie lepiej) na sprawdzianie wejściowym. Dopiero po uzyskaniu takiej informacji można coś płodzić, ale są to głównie działania naprawcze, bo z obowiązku zmierzenia się w końcu z zasadniczym materiałem nikt nauczyciela nie zwolni. Podsumowując, nie bardzo rozumiem co masz na myśli, pisząc o wymaganych przez Ciebie oryginalnych "planach dydaktycznych", kiedy i w jakim celu ich wymagasz. > Nauczyciel korzystający "żywcem" z gotowca, to tak jak uczeń czytający bryki. Kompletna bzdura! Jak pisałem: są rzeczy, których nikt za nauczyciela nie zrobi (chyba, że pisząc "korzystający" masz na myśli "sprawozdający"). Ale wiele innych można i powinno się wykorzystać. Nie wyobrażam sobie by początkujacy nauczyciel sam pisał program, czy choćby zbytnio gmerał przy rozkładzie materiału. Bo niby skąd ma wiedzieć co i jak wyjdzie, jak będzie dobrze? Musi zdać się w szerokim zakresie na doswiadczenie innych, co nie zwalnia go z obowiązku refleksyjnej oceny efektów i samokontroli (a także kontroli jego poczynań przez nadzór). > Co do studiów podylplomowych - też się mylisz. Co do czego? Co do wynoszonego z nich poziomu? Co do ich jakości? > "Moi" nauczyciele muszą robić > podyplomówki, Nie mam w szkole 18 godzin historii tylko 6. Jest to 1/3 etatu. To się może zdarzyć tylko w gimnazjum mającym po jednym oddziale na każdym poziomie. To chyba kolejny ewenement. W podstawówce mającej co najmniej po dwa oddziały na jednym poziomie godzin będzie 8. Dodasz wychowawstwo i jest pół etatu. I nie widzę żadnego powodu z punktu widzenia uczniów, dla których szkoła w końcu istnieje, by drugą połówkę trzeba było dorabiać ucząc przyrody, a nie siedząc za kasą w hipermarkecie. Szkoła nie jest od zapewniania pracy nauczycielom, tylko od zapewniania wykształcenia uczniom. A mówiąc mniej zadziornie, a bardziej poważnie: Rozumiem, że jest problem małych podstawówek na terenach słabo zaludnionych. Ale to osobna bajka i tam kwalifikacje to najmniejszy z tysiąca problemów. Na terenach ludnych tak małych szkół być po prostu nie powinno, albo organ powinien wymuszać zatrudnianie fachowców na etatach rozproszonych w kilku miejscach. Inne rozwiązanie to studia podyplomowe z prawdziwego zdarzenia. Tylko czy byliby chętni by je kończyć, gdyby wiedzieli, że nie będzie żadnej taryfy ulgowej w porównaniu ze studentami dziennymi? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gajga Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.icpnet.pl 28.02.04, 14:56 wyjaśniam: plan dydaktyczny to inna nazwa rozkładu materiału. Mnie też denerwuje to nowe nazewnictwo (komu szkodziły rozkłady?). Program nauczania, to zupełnie coś innego. W programie nauczania zawarte sa informacje - czego w ciągu 3 lat mamy nauczyć. W planach dydaktycznych piszemy - czego nauczymy w danym roku i w jakiej kolejności, na co położymy większy nacisk ( ilość godzin). I o tym decyduje nauczyciel. Oczywiście, że nie stażyusta. Stażysta ma swojego "mistrza" czyli opiekuna stażu, który pomaga mu, obserwuje działania stażysty, pokazuje swoje lekcje, kieruje i uczy jak należy coś robić. Plany nauczania wcale nie musza być pisane na cały rok. W naszej szkole plany dzielone są na działy. I spływaja do mnie wraz z kończącym się, przerobionym działem. Oczywiście, plany moga i powinny byc modyfikowane w ciągu roku (okaże się, że np. była epidemia grypy i nauczyciel nie mógł realizować planu z powodu b. dużej absencji uczniów. Pisząc o korzystaniu żywcem z gotowców, miałam na myśli właśnie brak jakichkolwiek własnych przemyśleń i realizowanie czyjegoś pomysłu. Gotowe rozkłady napewno sa cenną pomocą, ale nie mogą zastąpić własnej pracy. Tak jak bryk nie zastąpi przeczytanej lektury. Ostatnia sprawa. Studia podyplomowe. Mała wiejska szkoła podstawowa - po 1 oddziale, czylli języka polskiego -16 godzin matematyki - 12 godzin, przyrody - 9 godzin historii - 6 godzin, w-f - 10 godzin informatyka - 3 godz itp. Tylko nauczanie początkowe ma pełne etaty. Godzin wychowawczych - tylko 3. W mojej szkole w klasach IV-VI czyli w trzech klasach uczy 11 nauczycieli. To jest chore. Wszyscy pracyją w 2-3 szkołach, każdy po swojej lekcji spieszy się, bo musi zdążyć do drugiej szkoły (inna miejscowość). Ludzie ci próbują "odbębnić swoją robotę i uciekać dalej. A kto pójdzie z dziećmi do teatru, kto zorganizuje zabawę, wieczór poezji apel rocznicowy, festyn? Tylko wychowawcy? Bo oni mają większe obowiązki (za 18 zł miesięcznie)? Nauczyciel muzyki nie przygotuje uczniów do występów(po lekcjach, bo pracuje u mnie 1 dzień w tygodniu na 2 godziny i po lekcjach jedzie do prywatnej firmy, w której zarabia. Dlatego nasza polonistka kończy podyplomówkę z historii, żeby uc zyć obu przedmiotów. Matematyczka chce robić podyplomówkę, aby mogła uczyć informatyki, anglistkę wysyłam na podyplomową ze sztuki - bo ma predyspozycje itd. A dlaczego po swoich lekcjach nie mogą siedzieć za kasą w hipremarkecie? Ze względu na godziny pracy. Ja jej nie przesunę lekcji, a w sklepie nie zgodzą się, aby pracowała wciąż an popołudniowej zmianie. Zresztą po południu w szkole nauczyciel też jest potrzebny - imprezy, zespoły samokształceniowe, kółka no i Rady Pedagogiczne. Trudno, żeby rady odbywały się w czasie lekcji, bo nauczyciel pracuje w markecie. Może dobrym pomysłem jest kształcenie przyszłych nauczycieli jako od razu dwuprzedmiotowców? Ale kiedy to będzie? Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: myslak dwuprzedmiotowcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 16:23 Gajga, wg marzeń menisu nauczyciel dwuprzedmiotowiec, mający certyfikat z j. obcego i informatyczne "prawo jazdy" - to najbliższe lata ;))) Szkoda, że nic o tym nie wiedziały uczelnie kształcące pedagogicznie :) A serio: nie wierzę, że wielu TAK wyedukowanych trafi do szkół. Moja szkoła (niezła, w sporym mieście) od kilku lat poszukuje matematyka i anglisty - i nie ma! A młodzi językowcy po miesiącu pracy w szkole ODCHODZĄ z komentarzem: za żadne pieniądze! I idą do firm... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gajga Re: dwuprzedmiotowcy IP: *.icpnet.pl 28.02.04, 23:05 Wiem, że uczelnie jeszcze nie myślą o dwuprzedmiotowcach. Co do znajomości komputera, to powinien umiec obsługiwać go każdy nauczyciel. Dzisiaj to podstawa i chyba nie będzie z tym kłopotu. Język obcy mile widziany, ale bez przesady. Sama jestem antytalentem językowym - czyli nie mogłabym zostac nauczycielem? Anglistę złapałam i go mocno trzymam, ale i tak podkupi mi go sąsiednie gimnazjum, bo tam będzie miał pełen etat + nadgodziny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MP Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 16:39 > wyjaśniam: plan dydaktyczny to inna nazwa rozkładu materiału. To oczywiście wyjaśnia, co miałaś na myśli, choć o ile wiem, nie jest to rozumienie najbardziej powszechne. > W programie nauczania zawarte sa > informacje - czego w ciągu 3 lat mamy nauczyć. Ja - za rozporządzeniem - powiedziałbym raczej, że program nauczania stanowi opis sposobu realizacji zadań edukacyjnych, ustalonych w podstawie programowej. Sposoby realizacji, to trochę jednak więcej niż informacja o tym, czego ma się nauczyć. Najczęściej (poza przedmiotami, gdzie brak jest spójności treści i łatwo je atomizować) wymusza to zaproponowanie pewnej sekwencji logicznej, której naruszenie ociera się już o odstąpienie od programu. Znane mi programy nauczania ustalają taką dość sztywną sekwencję. Oczywiście, zawsze daje się coś przestawić, ale trzeba dobrze wiedzieć po co. Wytłumaczenie, że po to by nie był to gotowiec jakoś mnie nie przekonuje. Rozpisanie tego na godziny (bez naruszania sekwencji) to już tylko rozkład materiału. Powtarzam, że zgadzam się, że powinien być jakoś zrobiony wcześniej, ale musi być traktowany z wielką rezerwą. A w takiej sytuacji ponownie upieram się, że trzeba mieć naprawdę ważne powody by za taką wstępną przymiarkę nie przyjąć propozycji już gotowej. Czy jesteś przekonana, że nie wymagasz od swoich nauczycieli czegoś, co może trącić przesypywaniem piasku z kupki na kupkę dla samego tylko przesypywania? :-) > Mała wiejska szkoła podstawowa - po 1 > oddziale ... Tu nie pozostaje mi nic innego, jak z pokorą pochylić czoło przed problemem Twoim i Twoich dzieci, oraz Twoich nauczycieli. (Wybacz te hipermarkety - dotyczyły zupełnie innej sytuacji!) Oczywiście niby wiadomo, jak powinno być: od czwartej klasy szkoły zbiorcze z pobytem dzieci w szkole od 8 do 17, nakarmieniem i dowiezieniem do domu. Tylko jak to zrobić w kraju, który nie leży na Saharze, a mimo to są miejsca, w których odległości 20 kilometrów nie daje się pokonać szybciej niż w dwie godziny? Naprawę systemu oświaty wiejskiej powinno się pewnie zacząć od budowy sieci dróg! Inna możliwość to nauczanie na odległość. Ale to ciągle jeszcze bardziej fantastyka niż realna propozycja. Co do studiów podyplomowych, to dodam tylko - a pewnie to doskonale wiesz - że kwalifikacje do nauczania czegokolwiek w szkole podstawowej daje już choćby kurs kwalifikacyjny i studia nie są niezbędne. Kurs jest tańszy, mniej absorbuje nauczyciela samo "bycie", a rzetelnego wykształcenia, które chciałbym widzieć, daje równie mało jak typowe studia podyplomowe. To może niech sami Twoi nauczyciele decydują jak i za ile kupić papierek, który Ty musisz sprawozdać? Jeśli perspektywicznie wolą mieć studia podyplomowe, to oczywiście ich wybór. Ale jeśli się łudzisz, że po studiach podyplomowych dostaniesz lepiej przygotowanych nauczycieli niż po kursie, lub i bez tego wszystkiego, to obawiam się, że się bardzo mylisz. > Może dobrym pomysłem jest kształcenie przyszłych nauczycieli jako od razu > dwuprzedmiotowców? Ale kiedy to będzie? Było o tym w innym wątku, a ja zgadzam się z większością tam wypisanych uwag krytycznych. Moim zdaniem dobrym rozwiązaniem byłoby stworzenie możliwości eksternistycznego (bez żadnych opłat studyjnych, spędów itp.) zaliczania drugiej specjalności na poziomie licencjackim. Bez żadnej taryfy ulgowej (poza bardziej liberalnym rozłożeniem w czasie), najlepiej wspólnie ze zwykłymi studentami dziennymi i na tych samych wymaganiach. Pozdrawiam, raz jeszcze prosząc o wybaczenie za te hipermarkety Marek Pawłowski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gajga Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.icpnet.pl 28.02.04, 23:15 Nie gniewam się. Co do kursów kwalifikacyjnych zamiast podyplomówek, to oczywiście racja, ale kto robi kurs kwalifikacyjny z historii? Były takie z przyrody - w momencie wejścia reformy, ale o historii nie słyszałam. Niczego nikomu nie narzucam, każdy sam decyduje czy, kiedy i gdzie chce się dokształcać. Ale w naszej rzeczywistości wszystko jest możliwe. Sama skończyłam kurs kwalifikacyjny dla oświatowej kadry kierowniczej - z pełnymi szykanami: pracą dyplomową i egzaminem. Z wymaganą ilością godzin. Teraz z niepokojem słyszą, że już niedługo taki kurs nie wystarczy, że będą musiały to być jednak studia podyplomowe. Prawo oświatowe choruje, jak całe nasze państwo. Pozdrawiam Grażyna Skrzypczak. Odpowiedz Link Zgłoś
mazurka25 Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli 09.03.04, 12:23 Być może nauczyciele akademiccy tak pracują. A jak sadzisz, ile popoludniu i nocy nauczyciele zarywają kosztem własnych rodzin, szczególnie zaniedbania własnych dzieci, żeby przygotować lekcje, kartkókwi, czy klasówki, a potem je posprawdzać. Myślę, ze musiałeś mieć bardzo duże kłopoty w nauce, skoro nie wnikając w problem w taki sposób ich oceniasz. A gdzie jest chociażby kreda, którą nauczyciele kupują za własne pieniądze, żeby jaśnie państwa dzieci muały czym na tablicy pisać. Jestem nauczycielem z 28 letnim stażem i nie zauważyłam większego zainteresowania szkoła ani ze strony rodziców, ani ze strony władz samorządowych. Jakoś z tych kokosów nie zdołałem się dorobić niczego poza tym, że udało mi się wykształcić swoje dziecko. Nie jężdże nawet najmniejszym autem, nie stać mnie na podstawowe artykuły, w przeciwieństwie do tych biedaków pracujących za marne grosze, a rozbijających się extra autami, których dzieci rownież jeżdżą (własnymi), też nie gorszymi. A kto Ci bronił pracować w tym, jakże intratnym zawodzie. Z poważaniem BOGATY NAUCZYCIEL. Odpowiedz Link Zgłoś