Dodaj do ulubionych

2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli

    • Gość: Nauczyciel Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.local2.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 23.02.04, 21:16
      Bakałarzu - nie obrażaj złodziei, członków władz i polityków, a do swojej listy
      dodaj kilka innych profesji. A tak poważniej: jestem nauczycielem już 20 lat i
      jakoś nie mogę przypomnieć sobie ani jednego roku gdzie zarobiłbym średnią
      krajową, pracował 18 godzin w tygodniu i miał 100 dni urlopu płatnego. Twoje
      wyobrażenie o pracy nauczyciela wzięło się chyba z sufitu, albo miałeś pecha
      takich ludzi spotkać. Bo ci, o których Ty mówisz to nie są nauczyciele.
      Nauczyciel pracuje 40 godzin w tygodniu - to po pierwsze, po drugie w chwili
      obecnej trwają ferie - jakoś tego nie zauważyłem, bo codzień jestem w szkole i
      pracuję z dziećmi(pewnie w ramach tych 18 godzin tygodniowo i 100 dni urlopu),
      które w czasie ferii przychodzą do szkoły . Wieczorami prowadzę nieodpłatnie
      zajęcia z dziećmi, aby ich rodzice w tym czasie mogli dorobić sobie do pensji.
      Od kilkunastu lat nie bardzo wiem co to wolna sobota.
      Nauczyciele opisani przez Ciebie, drogi Bakałarzu, nie powinni uczyć w
      szkołach. Tylko,że nie pomoże tu pisanie bzdur. Trzeba się po prostu za nich
      wziąć.
    • Gość: też belfer Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.02.04, 21:03
      18 godzin tygodniowo to ja stoję przed młodzieżą przy tablicy i się
      gimnastykuję jak Ich nauczyć coś nowego (zrealizować temat). Ale aby móc coś
      zaprezentować sobą (być mądrzejszym i sprytniejszym od nich tak aby to Oni w
      czasie lekcji przyswoili sobie trochę nowej wiedzy) i nie popaść w konflikt z
      młodzieżą - to muszę przygotować się do lekcji. Te 18 godzin to mój WYSTĘP to
      moja "rola nauczyciela" którą gram przy tablicy. Muszę znać doskonale treść
      podręcznika do danego tematu (także tych "starych podręczników" z których
      korzystało starsze rodzeństwo) wiedzieć co pisze się na dany temat w
      czasopismach popularnonaukowych (bo młodzież ma dostęp do nich i
      chętnie "zagnie" nauczyciela) mieć czas na obejrzenie programów
      popularnonaukowych w telewizji bo część młodzieży zapyta o nie,
      muszę "posmerfować" w Internecie bo młodzież też tu zagląda (i to bardzo dużo).
      Nie muszę być najlepszy ale muszę mieć ogólną orientację o różnych źródłach
      wiedzy z mojego przedmiotu bo tylko wtedy będę miał autorytet u uczniów. Na to
      wszystko muszę znaleźć czas poza tymi 18-toma godzinami tygodniowo. Jestem
      nauczycielem w średniej szkole, uczę 18 klas po około 34 uczniów t.j około 600
      uczniów muszę oprucz uczenia oceniać. 34 uczniów przepytać po około 2 razy w
      semestrze po około 4 minuty (czy nie za mało?) to około 272 minut zabranych z
      lekcji. Jeśli uczeń chce się poprawiać to też w czasie lekcji muszę znaleźć dla
      niego czas. Czas jakim dysponuję to:
      około 17 godzin w semestrze(1 godz tyg.) razy 45 minut = 765 minut.
      rozpoczęcie i zakończenie lekcji (lista obecności, spóźnialscy, podanie tematu,
      podanie pracy domowej to około 5 minut lekcji * 17 = 85 minut
      w semestrze zrobię ok 2 (20 minutowych) sprawdzianów - = 40 minut
      765 - 272 - 85 - 40 = 368 minut
      368 / 17 = ok 21 minut - tyle statystycznie mogę z godziny lekcyjnej (45 min)
      poświęcić na realizację nowego tematu.
      dwa sprawdziany * 600 uczniów to 1200 prac do sprawdzenia poza 18-toma
      godzinami. Ile to czasu? dodajcie też do tego rachunku przynajmniej 600
      zeszytów do sprawdzenia (przynajmniej 1 raz w semestrze). O innych "imprezach"
      szkolnych nie będę się wypowiadał, zrobiła to "pani dyrektor". Ciekawe jak ktoś
      może policzyć mój czas pracy związany z "uczeniem młodzieży" kiedy ja sam nie
      potrafię tego zrobić a pracuję już 26 lat w tym zawodzie. Jeszcze jedna
      ciekawostka: wycieczka szkolna:
      jeżeli sprawuję opiekę na wycieczce szkolnej nad młodzieżą to liczy mi się
      praca do wypłaty za 1-ną dobę 18 / 5 = 3,6 godz. do wypłaty
      ale "odpowiedzialność przed prokuratorem" za bezpieczeństwo - 24 godz na dobę.
      tzn. płacą mi za niecałe 4 godziny ale mam odpowiedzialność 24 godziny na dobę.
      W którym jeszcze zawodzie są "takie przywileje"?.

      Bakałarzu dlaczego oceniasz to na czym nie znasz się? coś o czym masz tylko
      mgliste wyobrażenie? Czy ja po 26 latach pracy z pensją ok.1900 brutto przy
      średniej ok. 2300 brutto należę do najlepiej zarabiających w Polsce? Bakałarzu
      co chciałeś osiągnąć swoją wypowiedzią?
      • Gość: MP Może jesteś niedostosowany? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 02:43
        Drogi "też belfrze"!

        Przyjąłeś dość skomplikowaną metodę liczenia.
        Spróbujmy trochę prościej.
        Na każde 45 minut przed tablicą masz teoretycznie opłacone
        75 minut poza nią. Zmniejszmy to do 60 minut, uwzględniając
        czasochłonność zajęć dodatkowych nie opłacanych osobno.
        Przyjmijmy dalej, że na każde 20 lekcji powinieneś zrobić:
        a) dwa krótkie sprawdziany i dwie duże pracę kontrolne
        dla przedmiotu uczonego raz w tygodniu,
        b) 2 krótkie sprawdziany i jedną dużą pracę dla przedmiotu
        uczonego 2 razy w tygodniu lub częściej
        (to trochę zależy od przedmiotu, ale przyjęte przeze mnie
        założenie chyba nie powinno prowadzić do zbyt małej liczby
        prac; j. polski to osobna bajka).
        Po krótkich rachunkach otrzymujemy, że średnio na przygotowanie się
        do lekcji nieklasówkowej pozostaje Ci ok. 25 minut w przypadku a)
        i ponad 40 minut w przypadku b). Przyjmując, że w przypadku b) uczysz
        tylko w dwóch klasach równoległych, masz na przygotowania
        się do jednego tematu ponad 80 opłaconych minut. W przypadku a)
        jest jeszcze lepiej, bo w wymiarze 1 godziny tygodniowo nie uczy
        się żadnego przedmiotu na poziomie rozszerzonym, a więc wychodzi,
        że uczysz po 6 klas równoległych. Wówczas na jeden temat masz
        opłacone aż 3 godziny z dala od tablicy. Na mój gust - zakładając
        że masz odpowiednie dzienne uniwersyteckie przygotowanie merytoryczne,
        (a nie nibydyplom kupiony na nibystudiach podyplomowych lub wieczorowych,
        czy innych płatnych czy tzw. pedagogicznych), i że nie jesteś
        początkującym nauczycielem odkrywającym na nowo każdy przerabiany
        temat lekcji - w obu wypadkach powinno to starczyć z nawiązką, a nawet pozwolić
        na pewną indywidualizację klasową i uczniowską. Powinno też być jasne dla
        wszystkich - łącznie z powiatowymi decydentami - że dając Ci więcej
        uczniów lub godziny ponadwymiarowe, teoretycznie obniża się jakość
        Twojej pracy - to niestety ich wybór. Podobnie dla Twojego dyrektora
        powinno być jasne, że obarczając Cie jakimiś pozalekcyjnymi duperelami
        typu niezwiązane z dydaktyką imprezy, działania pozorne na pokaz
        (w rodzaju "Szkoły z klasą") czy inne udawactwo, kradnie Ci czas, obniżając
        jakość Twojej pracy.

        I to by była pierwsza część - idealistyczna czy jak kto słusznie
        woli utopijna.

        Spójrzmy na to jednak z innej, równie ekstremalnej strony:
        Kto Cię zmusi, byś do jakiejkolwiek lekcji (poza wizytowaną)
        przygotowywał się choćby minutę? Kto Cię zmusi, byś odpowiadał
        na głupie pytania uczniów, a nie zbywał ich, karcąc "wychowawczo"
        za odbieganie od tematu lekcji? (Czytałeś o pani Umbridge?) Kto
        Cię zmusi do zrobienia więcej niż jednej klasowki (najlepiej
        testowej z poradnika, bo jest klucz i sprawdza się w minutę na lekcji,
        a nie w 10 minut), a drugą ocenę cząstkową byś opędził jakimś glupim
        pytaniem o błąhostkę, zadanym z biegu? Kto Cię w ogóle
        zmusi do aktywnego prowadzenia jakiejkolwiek lekcji? A czy to
        od licealistów już nawet nie można wymagać, by umieli
        czytać i nie mogli się na lekcji sami pouczyć z ksiązki?
        Napiszesz, że tak nie robisz, że tak nie potrafisz?
        Twój problem! Rozejrzyj się dookoła. Może po prostu jesteś
        niedostosowany społecznie, nie pasujesz do systemu, do otoczenia?
        A jeśli nawet w Twoim otoczeniu tak jeszcze nie jest, bo tak się
        głupio dobraliście, że chcecie, lubicie, nie potraficie itp., to czy
        poza własną dobrą wolą widzisz jakiekolwiek mechanizmy
        w systemie, które by zabezpieczały przed dryfowaniem w wyżej
        opisanym kierunku? Czy ktoś Was docenia, zauważa, że nie dryfujecie?

        Problemem nie jest Twoja dobra praca i brak wdzięczności wrednych,
        odreagowujących rodziców. Problemem jest system, który nie potrafi
        w żaden sposób odróżnić Twojej dobrej pracy od totalnego olewactwa
        lub niekompetencji Twoich wielu koleżanek i kolegów.
        Czy rzeczywiście dobrze się czujesz w tym systemie, a do szczęścia
        brakuje Ci tylko kolejnej podwyżki?

        • Gość: też belfer Re: Może jesteś niedostosowany? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 08:03
          Szanowny MP. Przez 26 lat zajmowałem się uczeniem młodzieży. Starałem się robić
          to jak najlepiej. Mój cel w życiu to uczyć młodzież. Dlaczego każesz mi
          poprawiać system. Nigdy nie byłem politykiem i nie chcę nim być. Sądzę że to Ty
          dużo lepiej ode mnie poprawisz ten system. Przyznaję że bardzo często muszę
          borykać się z różnymi "pomysłami usprawniającymi oświatę" wymyślonymi chyba
          przez "nienauczycieli", mam za sobą okres kupowania za własne pieniądze kredy
          do szkoły, obecnie kupuję za własne pieniądze papier do ksero, także zmuszam do
          tego młodzież (czego wstydzę się ale bez czego nie mogę obejść się), poznaję
          nowe techniki uczenia (mam o większości "swoje" zdanie, "tracę na nie część
          czasu".
          Mam takie same zdanie o systemie jak Ty.
          Mój problem jest taki że uważam że za mało wiem aby wsadzać "swoje łapy" w
          regulacje systemu. Cieszy mnie bardzo że ktoś taki jak Ty uważa że może to
          poprawić. Nie wątpię że Twoja wiedza, doświadczenie i zaangażowanie mają szansę
          doprowadzić do pozytywnych zmian (bo przecież nie chcesz popsuć tego co i tak
          nie jest najlepsze).
          Proszę Cie bardzo abyś dzielił się z nami swoimi doświadczeniami,
          przemyśleniami,sukcesami i porażkami w tym temacie. Ja i my inni nauczyciele
          będziemy Ci w tym pomagać i wspierać w miarę swoich sił i możliwości.
          Pozdrowienia "też belfer"
          • Gość: MP Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 01:53
            > Mój cel w życiu to uczyć młodzież. Dlaczego każesz mi
            > poprawiać system.

            To nie tak. Aby system został naprawiony potrzebne są czytelne
            sygnały o jego słabościach płynące od wszystkich zainteresowanych stron i
            potrzebna jest twórcza dyskusja pomiędzy stronami na temat tych słabości.
            System, to nie równanie matematyczne, które czeka na jednego mądrego,
            który je rozwiąże. Aby został naprawiony musi zrodzić się zbiorowa
            madrość ponad podziałami ról i interesów. Potrzebnej mądrości źle służy
            sytuacja, w której dominujacym sygnałem płynacym ze strony nauczycieli
            jest wołanie o więcej pieniędzy, mniej nadzoru i mniej rodziców w szkole,
            a więcej rodziców w domu (większość zresztą całkiem słuszna!).
            Źle też służy patologiczna solidarność zawodowa, w której zawsze znajdzie
            się wytłumaczenie dla zwykłego lenistwa, niekompetencji i innych
            dolegliwości. W najlepszym razie będzie to bezradne rozłożenie rąk
            lub odwrócenie głowy.
            Nie możesz w jednym poście krytykować jakiś głos pełen zarzutów (pewnie,
            że ekstremalny), a dwie linijki niżej utrzymywać, że Ty tu tylko uczysz.
            Skoro raz powiedziałeś "A", to ciągnij konsekwentnie z nami ten wózek.
            Nikt nie oczekuje, że sam naprawisz system (i Ty przewrotnie nie oczekuj tego
            od innych). Ale miło by było, gdybyś zechciał być obiektywnym świadkiem
            pomagającym nam zrozumieć, gdzie w nim tkwi błąd (a może żadnego błędu
            nie ma i chodzi tylko o te nieszczęsne 2,2%? )
            • Gość: belfer Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 22:07
              > To nie tak. Aby system został naprawiony potrzebne są czytelne
              > sygnały o jego słabościach płynące od wszystkich zainteresowanych stron i
              > potrzebna jest twórcza dyskusja pomiędzy stronami na temat tych słabości
              > System, to nie równanie matematyczne, które czeka na jednego mądrego,
              > który je rozwiąże. Aby został naprawiony musi zrodzić się zbiorowa
              > madrość ponad podziałami ról i interesów

              Filozofujesz
              Problemem nie jest - co zrobić? (naprawić system)
              Problemem jest - jak to zrobić? ("musi zrodzić się zbiorowa
              madrość ponad podziałami ról i interesów"). Jak zauważysz że rodzi się ta
              zbiorowa odpowiedzialność to daj znać.

              "chodzi tylko o te nieszczęsne 2,2%?"
              - w moim przypadku to około 26 zł dziwi mnie, że ta kwota jest Ci solą w oku.
              Dla mnie nie ma ona żadnego znaczenia. Dowiedziałem się o niej z tego artykułu.
              wyrazy uszanowania - belfer
              • Gość: MP Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 02:44
                > Problemem nie jest - co zrobić? (naprawić system)
                > Problemem jest - jak to zrobić?

                Nie zgadzam się. Żeby zacząć naprawiać, trzeba się zgodzić co do tego,
                co tak na prawdę jest złego w systemie. Prosta odpowiedź brzmi: zbyt
                mało pieniędzy. Moim zdaniem to bardzo ważna, ale wcale nie
                bardzo wielka część prawdy. Co do reszty zgody nie ma. Na mój
                gust nie ma nawet poważnej dyskusji. Usiłuję ją prowokować.
                Skoro sprowadzasz sprawę do tego, czy Twoje 26 zł. leży mi solą
                w oku czy nie, to widać prowokacja jest nie udana :-(
                • Gość: też Belfer Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 12:19
                  > "Na mój gust nie ma nawet poważnej dyskusji. Usiłuję ją prowokować."

                  Jeżeli np. długo żyłeś uczciwie i mnie pouczasz że mam żyć uczciwie to każesz
                  zastanowić mi się nad tym bo twoje słowa podparte są twoją pracą, twoim
                  doświadczeniem - mają wartość.
                  Jeżeli jesteś (cytuję Cię z innej Twojej wypowiedzi) "Ale jeśli nawet jestem
                  pasożytem po sześciu klasach podstawówki kradnącym w marketach, zaczepiającym
                  dziewczynki, bijącym po pijaku żonę i dzieci, a na dodatek rudy, garbaty i
                  Cygan" i pouczasz mnie jak żyć uczciwie to najwyżej wzbudzisz pusty śmiech.

                  Chcesz poprawiać system to na początek przedstaw jakie masz do tego
                  kwalifikacje, zrób rachunek jakie masz szanse na to aby choć po części coś
                  poprawić i przedstaw go. Jeśli chcesz tylko -bez urazy- "pogardłować na jakiś
                  temat" to rób to sam, nie zawracaj głowy bo na to mało kto poza tzw.
                  działaczami związkowymi ma czas i ochotę.
                  • Gość: MP Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 14:34
                    Zrozum, że nikogo tu nie pouczam, a już na pewno nie względem
                    tego jak żyć uczciwie. Nie pouczam nawet tego wspominanego, modelowego
                    nauczyciela, który po przedrzemaniu 18 godzin nad gazetą, odwraca
                    się na pięcie twierdząc, że zrobił już to, za co mu płacą.
                    Wielką naiwnością byłoby sądzić, że można ten stan rzeczy zmienić
                    jakimiś pouczeniami. Ja stwierdzam jedynie, że jak długo system
                    nie będzie miał w sobie wbudowanego mechanizmu wymuszającego
                    40 godzin uczciwej i fachowej pracy (jeśli trzeba, bo są oczywiście
                    prawdziwi artyści, którzy z biegu poprowadzą tak każdą swoję lekcję,
                    że można tylko skłonić im się do ziemi w zachwycie; ale ilu ich jest
                    wśród tych 700 tysiecy?), tak długo wymieniony problem
                    będzie istniał i żadne pouczanki niczego tu nie zmienią.
                    Nie zmienią tego także i kolejne podwyżki, choć pierwszy jestem gotów
                    podpisać się pod postulatem, by średnia pensja nauczyciela nie była
                    niższa od średniej krajowej pracowników z wyższym wykształceniem
                    pracujących w innych sektorach gospodarki. (Ale pod warunkiem znacznie
                    lepszych zabezpieczeń systemowych dla jakości ich pracy.)

                    I druga uwaga, choć na ten sam temat: nie usiłuję tu prowokować
                    żadnej dyskusji moralnej czy etycznej, żadnej dyskusji o ocennych
                    wartościach. Usiłuję prowokować dyskusję o konkretnych, funkcjonujących
                    lub możliwych do pomyślenia rozwiazaniach i ich mierzalnych, obiektywnych
                    konsekwencjach. W murach, w których pracuję, od lat panuje zasada,
                    że w sprawach merytorycznych, w sprawach roztrzygalnych obiektywnie,
                    głos/uwaga/spostrzerzenie/zastrzeżanie początkującego asystenta, studenta
                    lub nawet przybyłego na seminarium wolnego słuchacza z ulicy, waży się
                    dokładnie tą samą miarą co głos najbardziej doświadczonego profesora:
                    miarą wagi samego argumentu, który zostaje podniesiony. (Tak się jakoś
                    dziwnie składa, że zwykle ten "pomiar ważności" nie wypada szczególnie ciekawie
                    dla głosów "z ulicy", ale nie zmienia to samej pryncypialnej zasady
                    "ważenia".)

                    I ostania uwaga: nie trwa tu żaden konkurs na naprawiacza świata, nie
                    uczestniczymy tu w castingu na ministra. Jeśli do tego gdzieś dochodzi,
                    to i pytania o kwalifikacje na pewno padają. Ale to nie tutaj! Tu toczy się
                    jedynie jakaś namiastka publicznej dyskusji - dyskusji, która moim zdaniem jest
                    potrzebna, choć powinna być przeprowadzona na poważnie, a nie tak jak tu, w
                    sposób chwilami (to nie do nauczycieli!) przypominający anonimowe bazgranie
                    palcem po ścianie szaletu. W takiej dyskusji - i tu muszę się dość nudnie
                    powtórzyć - każdy głos, czy to ucznia, czy jego matki-pijaczki, czy ministra
                    lub belwederskiego profesora, powinien być ważony wedle wspólnej, tej samej
                    zasady: wagą argumentu, który ze sobą przynosi. Jeśli chcesz, możesz to nazwać
                    "gardłowaniem na jakiś temat". Ja uważam, że zaczynem nowych rozwiązań
                    powinno być właśnie takie gardłowanie. Jeśli Ty uważasz, że nie, że wystarczy
                    by zaczynem była jakaś kawa wypita w profesorskim czy urzędniczym gabinecie,
                    byle pijący tę kawę miał odpowiednio grubą teczkę zaświadczeń "o kompetencji",
                    to ja nie zgadzam się z tym poglądem i będę starał się przekonać Cię, że
                    w tej sprawie błądzisz.

                    Pozdrawiam,
                    Marek Pawłowski
                    • Gość: też belfer Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 20:28
                      Dziękuję za ostatnią wypowiedź. Teraz wiem że rozmawiam z człowiekiem który
                      pracuje w tym samym "fachu" co i ja, a więc rozmawiamy o "tym samym" tym samym
                      językiem niekoniecznie w ten sam sposób oceniając naszą pracę. ALE TĘ SAMĄ
                      PRACĘ.
                      Przepraszam że potraktowałem pana panie M zbyt obcesowo ale sądziłem że
                      dyskutuję z człowiekiem który zna pracę nauczyciela widzianą tylko oczami
                      ucznia. Przepraszam.
                      - odnośnie ("Ty uważasz,..., że wystarczy by zaczynem była jakaś kawa wypita w
                      profesorskim czy urzędniczym gabinecie, byle pijący tę kawę miał odpowiednio
                      grubą teczkę zaświadczeń "o kompetencji"") Ja zdecydowanie tak nie uważam
                      (znowu prowokujesz) Kiedy po 5 latach pracy w szkole podstawowej przeszedłem do
                      pracy w "renomowanym" liceum to natrafiłem na kolegę który bardzo ładnie ze mną
                      postąpił. Mianowicie pierwszy miesiąc nauki uczył swoje klasy i jednocześnie
                      prowadził moje lekcje a ja początkowo siedziałem w ostatniej ławce i
                      przyglądałem się jak pracować z młodzieżą starszą niż w szkole pods. Po lekcji
                      jeśli tylko chciałem - tłumaczył mi dlaczego w konkretnych zaistniałych w danej
                      klasie sytuacjach postąpił tak a nie inaczej. On uczył mnie "rozumieć" młodzież
                      i uczył mnie jak z tą młodzieżą postępować jako nauczyciel. Kilka lat temu
                      odeszedł na emeryturę, odchodząc był nauczycielem z najniższym (bez wyższego)
                      przygotowaniem pedagogicznym w naszej szkole. Do dziś jestem mu wdzięczny i do
                      dziś korzystam z jego niektórych doświadczeń. Oczywiście zdażało się że
                      mieliśmy różne zdania ale rozmawialiśmy o ty samym.
                      Gruba teczka zaświadczeń nie jest miernikiem wiedzy nauczyciela. Wręcz może
                      sugerować że mamy do czynienia z nienajlepszym nauczycielem bo miernikiem
                      wartości nauczyciela (moim zdaniem na pierwszym miejscu) jest opinia o nim
                      uczniów i ich rodziców głoszona w jakiś czas po skończeniu tej szkoły (w której
                      pracuje dany nauczyciel). Ci uczniowie i ci rodzice nie piszą zaświadczeń
                      do "grubej teczki". Jeśli uczeń kontynuje naukę w szkole poziom wyższej i
                      stwierdza że dany nauczyciel niewiele lub nic nie nauczył go to jest to opinia
                      o złym nauczycielu. W naszej pracy na weryfikację tego co robimy trzeba długo
                      czekać. Błąd kierowcy widać od razu - łomot, hałas krzyk. Błąd lekarza może
                      wyjść w miarę szybko bo kilkadzesiąt godzin czy dni i pacjent traci zdrowie lub
                      życie. Błąd lub zła wola nauczyciela może okazać się po kilku latach (kiedy
                      uczeń ma kłopoty ze studiami) lub nie ukaże się - bo kto sam publicznie przyzna
                      że jest niedouczony?. Weryfikacja naszej pracy jest bardzo trudna.
                      > Sądzę że należało by upublicznić naszą pracę.
                      Rozumiem to tak.
                      Skończyć z lekcjami przygotowywanymi specjalnie tzn. z lekcjami pokazowymi. Co
                      do hospitacji to dyrektor szkoły powinien mieć prawo w każdej chwili wejść do
                      dowolnego nauczyciela na jego lekcję. Stwarzałoby to sytuację, że każdą lekcję
                      nauczyciel musiałby traktować jako potencjalnie hospitowaną a nie tylko tę
                      jedną czy dwie w roku odpowiednio wcześnie zapowiedziane i odpowiednio
                      przygotowane. Podoba mi się jedna ze szkół w moim mieście gdzie w drzwiach
                      wejściowych do sal lekcyjnych są umieszczone duże szyby (przeźroczyste).
                      Opowiadał mi kolega tam pracujący że na początku jego pracy był to dla niego
                      horror kiedy w najmniej spodziewanych momentach w czasie lekcji po drugiej
                      stronie drzwi widział dyrektora obserwującego lekcję (bez wchodzenia do klasy).
                      Dyrektor tej szkoły - wg. kolegi, potrafił często w czasie lekcji przejść się
                      korytarzem i w ten sposób zajrzeć do kilku klas.Po paru miesiącach kolega
                      przyzwyczaił się do tej sytuacji.
                      Moim zdaniem w każdej klasie powinna być w czasie lekcji czynna kamera
                      telewizyjna a w szkole powinien być pokój w którym rodzic na ekranie w
                      obecności pedagoga szkolnego mógłby na bierząco obserwować lekcje swojego
                      dziecka. Po kilku takich seansach (bez wiedzy ucznia i nauczyciela) łatwiej
                      byłoby szukać rozwiązania problemów związanych z niepowodzeniami szkolnymi.
                      Praca nauczyciela mogłaby być weryfikowana na bierząco co stawiałoby w nowym
                      świetle ją. Tylko te pieniądze! (na system telewizji przemysłowej)
                      Dzisiaj tak jak piszesz może być: mnie nie chce się nauczać, uczniowi nie chce
                      uczyć się, więc za zamkniętymi drzwiami sali lekcyjnej mamy "wspólnotę
                      interesów" nikt dzisiaj nic nie widzi o owoce tego postępowania widoczne
                      dopiero po dłuższym czasie łatwo będzie zlekcewarzyć i "przeinaczyć".

                      To jest mój malutki pomysł w proponowaną przez Ciebie pracę mającą na celu
                      zmianę systemu.
                      Pozdrowienia J.Z.
                      jzniszcz@interia.pl

                      • Gość: MP Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 03:07
                        Nie chciałbym tworzyć jakichś mitów :-)
                        To prawda, że zdarzyło mi się stać przed uczniami
                        - dużymi, mniejszymi, całkiem małymi, a nawet przedszkolakami,
                        stawałem i bez wsparcia, i pod czujnym okiem dyrektorów, a nawet
                        kamer (wcale nie przemysłowych :-)). Ale były to tylko
                        epizody, bez zobowiązań, długofalowej odpowiedzialności,
                        bez presji zarobienia w ten sposób na chleb. Daje mi to
                        może wyobrażenie trochę większe niż typowemu posiadaczowi dzieci,
                        ale świadom jestem wszelkich swych ograniczeń.
                        Z zupełnie niezależnych powodów zdarzało mi się też układać jakieś
                        zadania (zbierze się tego kilkaset), sprawdzać jakieś klasówki
                        (też będzie tego sporo), współtworzyć scenariusze (także
                        publikowane), współrozkładać materiał, porządkować wymagania
                        itp. Gmerałem też trochę przy podręcznikach (choć nie jako autor)
                        i pewnie nie uniknę w najbliższym czasie dłubania przy pewnym
                        programie nauczania. Nie są to w żadnej mierze kwalifikacje
                        pozwalające mi na to, by w dyskusji powoływać się na cokolwiek
                        więcej, niż na gołe argumenty, które potrafię przytoczyć. Ale może
                        dzięki nim tych argumentów (trafnych lub chybionych) i istotnych
                        okoliczności potrafię teraz dostrzec na raz trochę więcej niż
                        wtedy gdy sam chodziłem do szkoły.

                        > odchodząc był nauczycielem z najniższym (bez wyższego)
                        > przygotowaniem pedagogicznym w naszej szkole

                        I dlatego jestem zdania, że kwalifikacje formalne, zdobyte tytuły,
                        certyfikaty, zaświadczenia itp. powinny być jedynie kartą przetargową,
                        przesłanką przy podejmowaniu decyzji o zatrudnianiu nauczycieli i
                        kontynuowaniu tego zatrudnienia, ale nie powinny niczego gwarantować
                        i (przynajmniej od pewnego minimalnego poziomu) nie powinny
                        niczego z góry wykluczać. Nie powinny też decydować o poziomie
                        wynagrodzenia. O tym musi decydować jakość bieżącej pracy, a nie
                        grubość teczki wypełnionej pożółkłymi zaświadczeniami o potencji.

                        > miernikiem
                        > wartości nauczyciela (moim zdaniem na pierwszym miejscu) jest opinia o nim
                        > uczniów i ich rodziców głoszona w jakiś czas po skończeniu tej szkoły
                        > (w której pracuje dany nauczyciel).

                        To często dobra miara, ale po pierwsze bardzo niepraktyczna, a po drugie
                        spotkałem już w życiu kilka przykładów mistrozowskiej manipulacji
                        rodzicami i uczniami. Ja bym stawiał na jasne i jednoznacznie
                        sformułowanie standardów edukacyjnych (nasze podstawy programowe
                        i standardy egzaminacyjne w porównaniu z np. brytyjskimi wyglądają
                        jak spisana na kolanie lista zaklęć i życzeń do złotej rybki)
                        a następnie na częste zewnętrzne mierzenie efektów i obserwowanie
                        "wartości dodanej" dodawanej przez nauczyciela. Rodziców i uczniów nie
                        pytałbym po latach, ale na bieżąco. I nie w ramach konkursu piękności czy
                        popularności, ale w ramach przygotowanego przez fachowców wywiadu
                        na temat szczegółów stosowanych metod i ich skuteczności.

                        Co do szyb i kamer, to kiedyś to sondowałem w podobnym gronie.
                        Opór przed metodami rodem z Big Brothera jest jednak wielki.
                        Padają też argumenty, które trudno z góry odrzucić jako irracjonalne,
                        choć ja ich nie podzielam.

                        O innych własnych pomysłach (dotyczących nieusuwalności, roli dyrektora,
                        organu, nadzoru, podmiotowego prawa ucznia do "świadczeń gwarantowanych"
                        itp.) pisywałem tu już wielokrotnie, więc nie będę się powtarzał.
                        Może będzie jeszcze jakiś pretekst.

                        Pozdrawiam,
                        marek@pawlowscy.w.pl
                        • Gość: też belfer Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 13:42
                          Mamy bardzo podobne doświadczenie pedagogiczne, może z tą różnicą że ja jeszcze
                          nie pracowałem w przedszkolu. Pracowałem w: podstawówce, szk. zawodowych,
                          szkole specjalnej (wytrzymałem tylko rok - zbyt duże obciążenie psychiczne
                          pomimo że dodatek 20% i nie odpowiada się za wyniki nauczania (uczyłem
                          fizyki)), technikach, liceum i szkole społecznej. Mam też publikacje.Mam trzy
                          specjalności pedagogiczne (przygotowanie do uczenia trzech różnych
                          przedmiotów), jestem nauczycielem dyplomowanym.
                          Sądzę że dyskutując o specyfice naszego zawodu mam prawo o tym publicznie
                          wypowiadać się.
                          Podzielam Twoją opinię (".....że kwalifikacje formalne, zdobyte tytuły,
                          certyfikaty, zaświadczenia itp. powinny być jedynie kartą przetargową,
                          przesłanką przy podejmowaniu decyzji o zatrudnianiu nauczycieli i
                          kontynuowaniu tego zatrudnienia, ale nie powinny niczego gwarantować").

                          Oczywiście popieram też ("Ja bym stawiał na jasne i jednoznacznie
                          sformułowanie standardów edukacyjnych (nasze podstawy programowe
                          i standardy egzaminacyjne w porównaniu z np. brytyjskimi wyglądają
                          jak spisana na kolanie lista zaklęć i życzeń do złotej rybki)
                          a następnie na częste zewnętrzne mierzenie efektów i obserwowanie
                          "wartości dodanej" dodawanej przez nauczyciela.").

                          Nadal jednak optuję za bieżącą kontrolą lekcji prowadzonych przez nauczyciela.
                          Widziałem już "różne rzeczy" w szkole (mówię o dewiacjach)np: pierwsze 10 minut
                          lekcji to sprawdzanie (bardzo ostre) pracy domowej i odpytywanie z ostatniego
                          tematu, następnie zadanie nowego tematu i wskazanie materiału w podręczniku,
                          uczniowie samodzielnie uczą się a nauczyciel siedzi na zapleczu pracowni i
                          pijąc kawę z innymi koleżankami zajmuje się plotkami, na 5 minut przed
                          dzwonkiem wchodzi do klasy, "łapie ucznia" który który akurat nie jest
                          wpatrzony w podręcznik, odpytuje go z nowego tematu (zgadnij jaka ocena) i
                          koniec lekcji. To wcale nie jest odosobniony przypadek jaki obserwowałem.
                          Najlepsze że ta nauczycielka ma sukcesy bo pracuje w "renomowanej" szkole a
                          więc tam gdzie w czasie naboru młodzież jest wyselekcjonowana (pozytywnie) i to
                          czego ona nie nauczy to rodzice naprawią dając dziecku korepetycje.
                          Stymulujemy ludzi do pracy metodą kija i marchewki.
                          Marchewką jest to co Ty określiłeś ("I dlatego jestem zdania, że kwalifikacje
                          formalne, zdobyte tytuły, certyfikaty, zaświadczenia itp. powinny być jedynie
                          kartą przetargową, przesłanką przy podejmowaniu decyzji o zatrudnianiu
                          nauczycieli ..."). Od zdobytych kwalifikacji powinna zależeć stawka godzinowa
                          nauczyciela.
                          Kijem powinna być świadomość nauczyciela że każda minuta jego pracy może być
                          oceniana przez innego pedagoga, że nie ma możliwości zamknąć się w sali
                          lekcyjnej z młodzieżą "oddzielając się w ten sposób od świata" i tam po
                          zastraszeniu jej lub dogadaniu się z nią (w sprawie nic nie robienia na lekcji)
                          przesiedzą lekcję. Dobry nauczyciel nie boi się w czasie lekcji obserwatorów, -
                          mogą być na każdej lekcji. Problem w tym że "obce" osoby mogą rozpraszać
                          uczniów w trakcie lekcji stąd pomysły z "szybą" lub "szkolną telewizją".
                          Dzisiaj uczniowie dość często korzystają z dyktafonów w trakcie lekcji
                          nagrywając je. "Dobrym" nauczycielom nie przeszkadza to, wyrażają na to zgodę.
                          Nagrania te służą młodzieży w domu do przygotowywania się do kolejnych lekcji
                          tak samo jak podręcznik czy zeszyt. (Zdażało mi się jako wychowawcy, że
                          rodzice - bez złośliwości - mówili że mają już dosyć słuchania głosu "tego"
                          nauczyciela kilkakrotnie w ciągu tygodnia w swoim domu). Nauczyciel źle uczący
                          np. nieprzygotowany do lekcji nigdy nie zgodzi się na jakiekolwiek
                          rejestrowanie przez kogokolwiek jego lekcji. Dyrektor lub metodyk dysponując
                          nagraniem lekcji prowadzonej przez np. "młodego" nauczyciela mogliby spokojnie
                          przeanalizować tok lekcji i wskazać nauczyciekowi na dobre i złe elementy tej
                          lekcji. Jestem świadom że taki system poszerzałby możliwości także wypaczeń w
                          szkole ale tych nie uniknie się do końca.
                          Poprawę systemu moim zdaniem należy zacząć właśnie od tego miejsca by stworzyć
                          sytuację aby nauczyciel musiał być z młodzieżą przez cały czas w czasie lekcji
                          i aby realizował ją zgodnie z konspektem. Wiem że tylko młody nauczyciel musi
                          pisać konspekt do każdej lekcji. Rozszerzyłbym ten obowiązek na każdego
                          nauczyciela. Napisał kiedyś konspekt to dziś już go ma i niech według niego
                          realizuje lekcję, ewentualnie niech użyje innego konspektu (obojętnie własnego
                          czy gotowego) ale niech realizuje lekcję zgodnie z nim. Zauważyłem parę lat
                          temu że starszy kolega cieszący się ogromnym autorytetem pedagogicznym nie
                          tylko w szkole ale i w 400-tysięcznym mieście (do korepetycji ustawiały się
                          kolejki młodzieży z innych szkół) w czasie przerw wyciągał jakiś stary kajet i
                          go oglądał. Jeżeli ktoś pytał go co tam ma chował ten notatnik i zmieniał
                          temat np. o pogodzie. Przyuważyłem kolegę jak byliśmy sami w pokoju
                          nauczycielskim i uparcie dopytywałem się co robi. Pokazał mi stary zeszyt
                          formatu akademickiego w którym miał napisane - konspekty kolejnych lekcji ze
                          swojego przedmiotu. Zapytałem się jego po co mu to po przeszło 30-tu latach
                          pracy w szkole. Kolega potrafił np. z marszu zrobić zadania olimpijskie (miał
                          sporo olimpijczyków). Odpowiedział że przypomina sobie tok lekcji bo ostatni
                          raz miał do czynienia z tym tematem przed rokiem. Zaśmiałem się i
                          odpowiedziałem że po tylu latach pracy ma to wszystko w małym paluszku i nikt
                          ani dyrektor (uczący tego samego przedmiotu) ani metodyk nie są w stanie nic mu
                          zarzucić.Kolega odpowiedział że nie chodzi mu o "władze" szkolne ale o uczniów.
                          Nie chce dać plamy przed nimi, pamięć potrafi być zawodna, a uczniowie są
                          bystrzy i dociekliwi i dlatego przypomina sobie dokładnie tok lekcji. Tym mi
                          kolega zaimponował.
                          Dlatego dziś uważam że każdy nauczyciel powinien uczyć zgodnie z posiadanym
                          konspektem.
                          Wiele lat temu bardzo denerwowało mnie stawianie przez władze oświatowe
                          problemu nauczania w ten sposób: zawód nauczyciela to powołanie a więc musisz
                          nauczycielu sam opracować swój warsztat pracy. Zawsze irytowałem się tym że np.
                          rzemieślnik dysponuje różnymi narzędziami w swojej pracy, może je wybierać tak
                          aby swoją pracę wykonać jak najefektywniej, a ja nauczyciel mam być "artystą"
                          tzn. wszystko przygotować sobie samodzielnie. Szczęśliwie dziś zaczynam czuć
                          się jak rzemieślnik to znaczy mam do dyspozycji różne programy i podręczniki,
                          łatwo znaleźć mi różne konspekty do lekcji tylko muszę się tym zainteresować,
                          muszę jednak to wszystko poznać aby wybrać to co mi najbardziej pasuje do
                          pracy, ewentualnie trochę zmienić aby dostosować do siebie.
                          Nauczyciel aby efektywnie pracował musi mieć świadomość że w każdej chwili może
                          być oceniony za to co robi - dziś a nie - kiedyś.
                          Pozdrowienia JZ
                          • Gość: MP Re: Z dala od polityki! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.04, 14:32
                            No to klepiemy sobie trzy po trzy jak fizyk z fizykiem, wyraźnie
                            zanudzając towarzystwo. Widać jest w tym fachu coś, co alienuje człowieka
                            od społeczeństwa :-).

                            > Nadal jednak optuję za bieżącą kontrolą lekcji prowadzonych przez nauczyciela.

                            I mi także o nic innego nie chodzi. Tylko jakoś nie bardzo wierzę
                            w jedno cudowne, uniwersalne rozwiązanie. A przynajmiej nie w to, że uda
                            je się z góry wymyśleć.
                            Jeśli dyrektor ma czas i zaparcie, to może odwiedzać każdego
                            nauczyciela raz w tygodniu z zaskoku.
                            Jeśli ma kasę, to może być Big Brother i taśmy prawdy.
                            Inny sposób (od zaraz i bez wielkich kosztów) to krótkie, proste
                            ankiety wyboru dawane losowo raz na tydzień lub dwa każdej z klas;
                            ankiety, które ustalają strukturę i zawartość właśnie odbytej lekcji.
                            (Warunek, to przerwy dłuższe niż 5 minut, by dało się to w 3 minuty
                            przeprowadzić.)
                            Gdyby uruchomić zbiorowe myślenie, to lista pomysłów pewnie by
                            wzrosła. I nie chodzi o to by wskazać jeden najlepszy, ale by wskazać
                            dyrektorowi listę możliwości i zobowiązać, by swój obowiązek nadzoru
                            jednak sprawował czynnie z częstotliwością powiedzmy raz na 2 tygodnie
                            u każdego nauczyciela, a akademiami i szkołami z klasą zajmował się
                            dopiero w tedy, gdy starczy mu jeszcze czasu.
                            Poza nadzorem bieżącym musi być jeszcze bieżący nadzór efektów
                            (może nawet ważniejszy), a to jest nie do zrobienia przy ogólnikowości
                            podstaw i standardów.
                            Nadzór nie może być sztuką dla sztuki. Musi przekładać się na możliwość
                            podejmowania decyzji (o nagrodzeniu, wysłaniu na szkolenie, wzmocnieniu
                            konsultacją metodyczną na miejscu, zmniejszenia pensum - z odpowiednim
                            skutkiem finansowym - aż do rozstania włącznie).
                            Te decyzje powinien podejmować dyrektor w sposób nieskrępowany (np.
                            mianowaniami czy duplomowaniami), a motywować go powinno do tego to, że
                            jesli nie podejmie ich celnie, to kto inny w kazdej chwili i bez żadnych
                            ograniczeń może je podjąć wobec niego. Ten kto inny, to właściciel,
                            który musi mieć prawo kontroli merytorycznej w każdej chwili
                            i na każdym poziomie (pod warunkiem wszak, że zrobi to za pośrednictwem
                            uprawnionych sił własnych lub wynajętych, a nie np. pani Kasi - prywatnie
                            woźnej, służbowo: radnej w gminie :-)). W tej chwili właściciel ma uprawnienia
                            jedynie do kontroli rachunków i czystości. Inny "kto inny", to nadzór
                            państwowy, stojący na straży jasno sprecyzowanych standardów i norm
                            (jak nadzór sanitarny w handlu), działający wg. planu własnego oraz
                            na wniosek odbiorców, mających konkretne prawa do edukacji zgodnie
                            z minimalnym standardem (np. liczby i rodzaju zajęć w roku, a nie w
                            obrachunkowym tygodniu, jakości i ilości informacji zwrotnej, liczebności
                            klas itp.) - odbiorców występujących jako uprawniony podmiot, a nie co
                            najwyżej jako donosiciel, jak to ma miejsce w obecnym stanie prawnym.

                            Tyle z biegu i bez obietnicy, że długo wytrzymam to tempo :-)

                            Pozdrawiam,
                            M.
    • Gość: nauczyciel Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.04, 00:30
      żal mi osobnika, który takie bzdury pisze,zastanawiam się dlaczego nie został
      nauczycielem?
      posłuchaj - jest godz.1.00 (noc)pisze rozkłady mareiału (wiem- nie wiesz co to
      jest, ale nie pierwszej rzeczy nie wiesz),pisze tak już 7 dzień z rzędu
      (średnio dziennie po6-7 godz),robię studia podyplomowe (nie pierwsze z własnej
      kieszeni i wykonuje jeszcze wiele rzeczy na rzecz dzieciaków)bywa że pracuję
      około 60 godzin,ale mam tylko UWAGA JEDEN ETAT
      Nie dobrze jest, bo Internet staje się miejscem,do którego ładuje się różne
      śmieci informacyjne.
      Najgorsze jest to,że często ludzie nie mogą odróżnić zwykłych plotek od prawdy.
      Jeśli jesteś mężczyzną GRATULUJE- PLOTY TO TWOJA SPECJALNOŚĆ, ale czas
      najwyższy przerobić program z gimnazjum, gdzie na wos- ie mozna nauczyć się
      odróżniania faktów od opinii, miłego dokształcania
      Uwaga prywatna- najprawdopodobniej lubisz widzieć to co wolisz
      Mam wrażenie, że masz problemy. A tak naprawdę skonfrontuj swopje poglądy
      • Gość: MP Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 03:06
        > jest godz.1.00 (noc)pisze rozkłady mareiału (wiem- nie wiesz co to
        > jest, ale nie pierwszej rzeczy nie wiesz),pisze tak już 7 dzień z rzędu
        > (średnio dziennie po6-7 godz),

        To albo uczysz jakiegoś niesłychanie egzotycznego przedmiotu, albo
        urwałeś się z choinki. Do większości programów jest poradnik za ca.
        20 PLN, w którym znajdziesz rozkład materiału w dowolnej kombinacji
        i parę dodatkowych gotowców. A rozkład ostateczny (z liczbami) i tak
        rodzi się na bieżąco w zależności od lotności klasy.

        > robię studia podyplomowe (nie pierwsze z własnej kieszeni

        Za błędy młodości się płaci - widać źle wybrałeś zwykłe, dyplomowe.
        I co to za studia podyplomowe, na których wymagają czegokolwiek więcej
        niż przyniesienia ksera dowodu wpłaty? Napisz, bo to chyba rzeczywiście
        jakiś ogólnopolski ewenement.

        > bywa że pracuję
        > około 60 godzin,ale mam tylko UWAGA JEDEN ETAT

        Napisz jasno ile czasu poświęcasz w domu na konkretne
        przygotowanie się do każdego 45 minut przed tablicą.
        Jeśli mniej niż godzinę, to jakby trochę oszukujesz
        swoich uczniów. Twoje studia, pasje pisarskie i inne michałki
        niczego tu nie usprawiedliwiają.
        • Gość: nauczyciel Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.02.04, 14:08
          Nie wszystkich wkłada się do jednego worka PRAWDA??? Nasz problem to ciągłe
          gotowce (możesz jesteś rodzicem i twoje dziecko uczy się na gotocwu, który
          został przygotowany na podsawie grupy uczniów, z którymi twórca mjał styczność?)
          W gotowcach obok podstaw programowych i standardów wymagań są własne
          wyobrazenia twórcy o tym jak ma wyglądać edukacja danego zespołu.Rozkład czyt.
          plan pracy nie może się rodzić na bieżąco bo to jest PLAN PRACY, owszem
          rzeczywistość zmusza do wprowadzania poprawek i to się czyni, ale to nie wpływa
          na całość Kierunek- pedagogika specjalna to bardzo ciekawy i nie należacy do
          najłtwiejszych, ale czy NALEZY DO BŁĘDÓW MŁODOŚCI??? Tak naprawdę, to zdanie
          jest pozbawione sensu.
          Do ciągłego dokształcania zmusiła reforma, ale nie dlatego, że brakuje
          kompetencji nauczycielom tylko dlatego, że w dzisiejszych czasach przecenia się
          papier (napewno miałeś styczność z tą tendencją)
          Biorąc pod uwagę,że niemam podręcznika,awiększości moich uczniów nie stać na
          taki podręcznik- to moim zadaniem jest stworzyć najodpowiedniejszą bazę
          To, że szukam funduszy na rzecz najuboższych dzieciaków, przygotowuje
          wycieczki, wyjścia, imprezy to SĄ to MICHAŁKI???
          POKRÓTCE: nauczyciel przygotowuje się do lekcji ok. 25 min, stażysta więcej za
          700zł, bo pisze konspekty (jeden srednio 35 min.),prowadzenie dzienników,
          sprawdzanie prac przygotowywanie chociażby kart pract, testó,sprawdzianó,
          wykonywanieprac na rzec szkłoły(plany wychowawcze, statusy, prace w zespołach
          przedmiotowych(materialy + czas), miesięczna opieka nad stażystą za 30 zł
          brutto, dyskoteki szkolne, wycieczki- i nim to siie zrobi i to o czym
          zapomniałam należy szczegółowo przedstawić na papierze
          NA KONIEC- MOJE 5-LETNIE DZIECKO WIĘCEJ ROZUMIE I WIE NA CZYM POLEGA PRACA
          NAUCZYCIELA, A JEST TO NAUCZANIE + ROZBUDOWANA BIUROKRACJA

          ciekawekim ty jesteś z zawodu i jakie maszźródło informacji na temat pracy w
          szkole
          WAŻNE!!! każdy kto chce naprawdę wiedziec po co są tak długie wakacje (oprócz
          tego co napisałam powyzej), proszę aby przez jeden tydzień siedział non stop w
          szkole łącznie z przerwami...czy nie zechce ucieknąć- mówie o ludziach, którzy
          wypowiadają się na tematy,w których nie posiadają wiedzy.
          Lubię pracę w szkole ale jestem również zmęczona psychicznia- to jest praca
          intensywna z żywym organizmem, nie możesz zrobić sobie przerwy kiedy chcesz( na
          większości przerw stoję i pilnuję), nie możesz mieć lekkiej niedyspozycji i
          spowolnić- to się nazywa eksploatacja
          pozdrawiam
          • Gość: MP Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 01:21
            Najpierw przyjmij przeprosiny, za pomylenie płci (tak wynikło
            z podpisu).

            > W gotowcach obok podstaw programowych i standardów wymagań są własne
            > wyobrazenia twórcy o tym jak ma wyglądać edukacja danego zespołu.

            A to wyobrażenie, przełożone na papier, nazywa się programem nauczania.
            Możesz tworzyć swój własny program, ale nikt tego od Ciebie nie oczekuje.
            Wiąże się to ze sporym wysiłkiem i koniecznością uzyskania akceptacji
            przełożonych. Raczej nie jest to zadanie dla stażysty. Jest też problem
            podręcznika, materiałów dodatkowych (zgoda, że zwykle zbędnych) i przynajmniej
            przykładów wystandaryzowanych sprawdzianów. Czasem rzeczywiście trzeba coś
            takiego stworzyć, bo rzeczywistość nijak nie przystaje do dostępnych
            propozycji, ale jest to raczej sytuacja bardzo szczególna.
            Rozkład materiału, to rozpisanie uporządkowanego już programu na
            jednostki lekcyjne. Zwykle tu (formalnie lub na żywioł) gmera nauczyciel
            i słusznie. Ale na pewno nie jest to robota na kilkadziesiąt godzin, jak
            sugerowałaś.

            > Kierunek- pedagogika specjalna to bardzo ciekawy i nie należacy do
            > najłtwiejszych, ale czy NALEZY DO BŁĘDÓW MŁODOŚCI???

            Skoro nie przygotował Cie do zawodu, który chcesz wykonywać (uczyć, a nie
            tylko wychowywać) to w jakimś sensie tak.

            > Do ciągłego dokształcania zmusiła reforma, ale nie dlatego, że brakuje
            > kompetencji nauczycielom tylko dlatego, że w dzisiejszych czasach przecenia
            się
            >
            > papier (napewno miałeś styczność z tą tendencją)

            I tak i nie. Nie wiem czego uczysz, ale czegokolwiek byś nie uczyła,
            to ja jednak bym wolał byś miała wiedzę merytoryczną z zakresu tego
            przedmiotu zdobytą na dziennych studiach uniwersyteckich, a nie jakieś
            resztki zapisów w pamięci po maturze. Natomiast zgadzam się, że system
            jest toczony przez gangrenę nic nie dających kursów i studiów
            podyplomowych, polegających wyłącznie na tym, że jedni (namaszczeni)
            sprzedają innym (przymuszonym biurokratycznie) za grube pieniądze swoje
            podpisy na papierach, które nie świadczą o niczym poza faktem wniesienia
            stosownej opłaty przez kursanta.

            > Biorąc pod uwagę,że niemam podręcznika,awiększości moich uczniów nie stać na
            > taki podręcznik- to moim zadaniem jest stworzyć najodpowiedniejszą bazę

            Z tego może wynikać, że chyba jednak wykonujesz jakąś bardzo szczególną pracę,
            trochę inną niż 700 tys. Twoich koleżanek i kolegów. W tym sensie zgłosiłaś
            się z opinią pewnie ważną, ale nie reprezentatywną.

            > To, że szukam funduszy na rzecz najuboższych dzieciaków, przygotowuje
            > wycieczki, wyjścia, imprezy to SĄ to MICHAŁKI???

            NIE, gdy szukasz pieniędzy na ważne, pozaszkolne działania dydaktyczno-
            wychowawcze. Tak, gdy organizujesz "imprezy" na pokaz lub dla wypełnienia
            rubryk w sprawozdawczości. Nie wiem jak tam jest u Ciebie. Wiem, że w
            różnych miejscach bywa różnie. Sprawozdania "Szkół z klasą" zawierają
            na to tysiące dowodów.

            > POKRÓTCE: nauczyciel przygotowuje się do lekcji ok. 25 min, stażysta
            > więcej za 700zł,

            Trochę się w tym pogubiłem, bo jeśli stażysta, to nie ma chyba tych dodatków za
            opiekę nad stażystą, o czym piszesz dalej. Ale domyślam się, że to jakiś
            skrót. Nie ważne. Ważne jest to 700 zł stażysty, o którym wspomniałaś.
            Otóż uważam, że tu jest jakaś patologia. Moim zdaniem każda rzetelnie
            przygotowana i przeprowadzona lekcja powinna być wynagrodzona podobnie,
            niezależnie od tego, kto ją przeprowadził. Lekcji źle przygotowanych i
            źle przeprowadzonych nie powinno być wcale. Różnica pomiędzy stażystą,
            a starym wygą (załóżmy, że nie zdemoralizowanym przez lata pracy) polega
            na tym, że ten pierwszy na przygotowanie dobrej, wartościowej lekcji
            potrzebuje znacznie więcej czasu. Dlatego moim zdaniem różnica
            w uposażeniu stażysty i doświadczonego nauczyciela nie powinna wynikać z
            różnych stawek za godzinę przed tablicą, ale z różnej wielkości pensum.
            Sądzę, że pensum rozpoczynającego pracę nauczyciela powinno być po
            prostu nizsze, a w miarę nabywania doświadczenia, powinno dopiero wzrastać
            do wymiaru nauczyciela "pełnowartościowego". Powinno być tak także z
            zupełnie innego powodu: ze względu na ciążącą nad "organami" pokusę, by
            eliminować nauczycieli droższych w przeliczeniu na godzinę pracy wyłącznie
            ze względu na oszczędności. Sądzę, że w systemie nie powinno być po prostu
            takich rozwiazań, które czynią taki zabieg opłacalnym.

            Pozdrawiam.
            • Gość: TT Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.gorzow.mm.pl 27.02.04, 22:50
              Swoją drogą MP masz tupet!!! Rozliczasz nauczycieli z każdej minuty ich pracy,
              z każdej zarobionej złotówki. Kim Ty jesteś, że śmiesz pouczać, negować i
              strofować??? Dziwię się nauczycielom, że tak bardzo starają Ci się wytłumaczyć
              i przekonać Cię o racjach, których, TY najmądrzejszy i najbardziej
              zorientowany, nie przyjmujesz do wiadomości.Może powinieneś rozliczyć najpierw
              siebie???
              • Gość: MP Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 02:35
                > Rozliczasz nauczycieli z każdej minuty ich pracy,
                > z każdej zarobionej złotówki.

                Nikogo nie rozliczam. Przedstawiam argumenty przeciwko tezie, iż
                nauczyciel pracy musi mieć tyle, że na przygotowanie się do lekcji i
                rzetelna kontrolę wyników już mu czasu nie starczy.

                > Kim Ty jesteś, że śmiesz pouczać, negować i
                > strofować???

                Nikogo personalnie nie strofuję i nie pouczam. Ludzi nie znam i nie
                wiem nawet, czy przywołują realne przykłady, czy fantazjują.
                Jeśli nawet dyskuskja przebiega w drugiej osobie, to jest to
                wyłącznie konwencja polemiczna, bo nie chodzi o osobę, ale o myśli,
                które ona napisała. Przedstawiam tezy i argumenty i zbijam tezy i
                argumenty, które postrzegam jako błędne.
                A kim jestem? Piszę nie od dziś, więc nie trudno to ustalić.
                Ale jeśli nawet jestem pasożytem po sześciu klasach podstawówki
                kradnącym w marketach, zaczepiającym dziewczynki, bijącym po pijaku
                żonę i dzieci, a na dodatek rudy, garbaty i Cygan - to czy przez
                to którykolwiek z przytoczonych przeze mnie argumentów zyskuje
                lub traci na wartości? Czy traci lub zyskuje na wartości którykolwiek
                z argumentów polemistów? Życie to nie szkoła, w której o tym kto ma rację
                rozstrzyga się patrząc czy siedzi przodem czy tyłem do tablicy.
                Pora wydorośleć i to zrozumieć (I to jedyne moje personalne pouczenie
                w tym wątku.)
                • Gość: TT Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.gorzow.mm.pl 28.02.04, 22:29
                  Panie MP - jak zwykle dużo słów mało treści!!!Jakie może mieć argumenty ktoś,
                  kto nie zna specyfiki pracy? Znowu objawiasz się jako jedyny zorientowany w
                  sprawie, mający odpowiedź na wszystko!Tak ciężko przyznać się do swojej
                  profesjii??? Czyżbyś wstydził się tego, co robisz? Każdy nauczyciel biorący
                  udział w tej dyskusji nie kryje, że jest nauczycielem, a Ty panie MP? Czyżyś
                  wstydził się swojego zawodu???
                • Gość: TT Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.gorzow.mm.pl 28.02.04, 22:36
                  a tak swoją drogą: czy rudy znaczy gorszy?
                  • Gość: MP Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.02.04, 03:20
                    > a tak swoją drogą: czy rudy znaczy gorszy?

                    :-) Nie, podobnie jak Cygan czy ktoś bez doktoratu.
                    Pamiętam jednak z dzieciństwa jak wiele musiał cierpieć mój
                    "ubarwiony inaczej" kolega. Odwołałem się tylko do
                    upiorów pewnych stereotypów.
                    A jeśli uraziłem kogoś garbatego, to wyjaśniam, że nie o to
                    mi chodziło.

                    Co do mego wykształcenia, to pisałem, gdy miało to coś do rzeczy.
                    Tu nie ma i pozostanę konsekwentny, by nie sprowadzać wymiany
                    na boczne tory. Musisz to zcierpieć, albo przeprowadzić śledztwo
                    w archiwum :-)
          • Gość: gosia Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.04.04, 16:57
            Całkowicie się z Tobą zgadzam !dwa dni temu złożyłam rezygnację z pracy w
            szkole (po 14 latach ).Ostatnie trzy lata w gimnazjum i "rewelacyjna" reforma
            oświaty sprawiły, że radość i chęć do pracy zabiły u mnie tony papierzysk i
            łączenie funkcji nauczyciela , pedagoga , psychiatry i strażnika
            jednocześnie .Nie wiem co będę robić dalej ale proponuję temu kto to wymyślił
            albo sądzi , że nasza praca to sam miód spędzenie miesiąca w szkole.Założę się
            okażdy pieniądz że nie dotrzyma do 30-tegodnia.Gocha.
        • Gość: gajga Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.icpnet.pl 27.02.04, 22:33
          hola, hola! Nie siej mi tu destrukcji. Nie daj Boże, żeby moi nauczyciele
          przeczytali, że ktoś daje dyraktorowi gotowce, zamiast własnych planów
          dydaktycznych. Po co mi książka z rozkładami? Ja potrzebuje od nauczycieli
          planów dydaktycznych dla swojej, konkretnej klasy, ze swoimi, konkretnymi
          dziećmi, ze swoimi, konkretnymi przemyśleniami. Gotowiec może pomóc, ale i tak
          plan wymaga przemyślenia, ułożenia wg własnych potrzeb.
          Nauczyciel korzystający "żywcem" z gotowca, to tak jak uczeń czytający bryki.
          Co do studiów podylplomowych - też się mylisz. "Moi" nauczyciele muszą robić
          podyplomówki, Nie mam w szkole 18 godzin historii tylko 6. Jest to 1/3 etatu.
          Taki nauczyciel musi być dwuprzedmiotowcem.
          Pozdrawiam wszystkich nauczycieli.
          • Gość: MP Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 02:11
            > hola, hola! Nie siej mi tu destrukcji. Nie daj Boże, żeby moi nauczyciele
            > przeczytali, że ktoś daje dyraktorowi gotowce, zamiast własnych planów
            > dydaktycznych.

            Ale odbiegliśmy od tematu! Ale co tam.

            Zaczęło się od rozkładu materiału. To oprotestowałem i podtrzymuję.
            Nie wiem co masz na myśli pisząc "plan dydaktyczny". O zamieszaniu,
            jakie panuje tu w nomenklaturze niech świadczy np. wymiana pod
            adresem eduseek.interklasa.pl/forum/read.php?f=11&i=29238&t=29238
            Dla mnie jest oczywiste, że nauczyciel:
            - powinien mieć zaplanowaną dydaktycznie (cele lub raczej przyczynki do celów)
            i metodycznie (środki) każdą lekcję z osobna (i twierdziłem gdzieś
            wyżej, że teoretycznie, jeśli bezmyslny dyrektor nie będzie
            zaprzątał mu głowy duperelami, powinien na to znaleźć czas w ramach
            opłacanego czasu pracy)
            - prowadząc każdą lekcję, powinien być świadom tego co już było, i tego co
            jeszcze będzie, oraz po co to wszystko (możesz to nazwać planem dydaktycznym)

            To pierwsze musi zrobić sam i to zależy od uczniów, warunków technicznych,
            jego własnego temperamentu itp. Dlatego liczne scenariusze zapełniające
            poradniki itp. dziełka traktuję jako najwyżej inspiracje dla nauczyciela.
            Zależy też od czynników dynamicznych, od rozwoju jego pracy, i dlatego nie
            wierzę, by dało się to zrobić z góry i lepiej niż tylko w zarysach. Jeśli
            ktoś chce to robić na bieżąco, to jest to racjonalne, bo i tak musi.

            Natomiast świadomość celów, konstrukcji, zależności itp. rzeczy wspomniane
            w drugim punkcie, wprawdzie powinnym być stanem własnym świadomości
            (a nie kajetu!) nauczyciela, ale nie widzę żadnego powodu, by nie
            opierały się na cudzym, wcześniej wykonanym wysiłku. Oczywiście są
            sytuacje szczególne. Jeśli dostajesz klasę po nauczaniu początkowym,
            która nie ma pojęcia o tabliczce mnożenia, a błędnie wyuczoną kolejność
            wykonywania działań trzeba przez długie miesiące wybijać jej młotkiem,
            to oczywiście takiego kuriozum nie znajdzie się opisanego w żadnych
            gotowych materiałach i trzeba dostosowywać samemu. Tego jednak w żaden
            sposób także nie da się przewidzieć. Wychodzi to albo w biegu, albo
            (i tak jest znacznie lepiej) na sprawdzianie wejściowym. Dopiero po
            uzyskaniu takiej informacji można coś płodzić, ale są to głównie
            działania naprawcze, bo z obowiązku zmierzenia się w końcu z
            zasadniczym materiałem nikt nauczyciela nie zwolni.

            Podsumowując, nie bardzo rozumiem co masz na myśli, pisząc o wymaganych
            przez Ciebie oryginalnych "planach dydaktycznych", kiedy i w jakim celu
            ich wymagasz.

            > Nauczyciel korzystający "żywcem" z gotowca, to tak jak uczeń czytający bryki.

            Kompletna bzdura! Jak pisałem: są rzeczy, których nikt za nauczyciela
            nie zrobi (chyba, że pisząc "korzystający" masz na myśli "sprawozdający").
            Ale wiele innych można i powinno się wykorzystać. Nie wyobrażam sobie
            by początkujacy nauczyciel sam pisał program, czy choćby zbytnio gmerał
            przy rozkładzie materiału. Bo niby skąd ma wiedzieć co i jak wyjdzie,
            jak będzie dobrze? Musi zdać się w szerokim zakresie na doswiadczenie
            innych, co nie zwalnia go z obowiązku refleksyjnej oceny efektów i
            samokontroli (a także kontroli jego poczynań przez nadzór).

            > Co do studiów podylplomowych - też się mylisz.

            Co do czego? Co do wynoszonego z nich poziomu? Co do ich jakości?

            > "Moi" nauczyciele muszą robić
            > podyplomówki, Nie mam w szkole 18 godzin historii tylko 6. Jest to 1/3 etatu.

            To się może zdarzyć tylko w gimnazjum mającym po jednym oddziale
            na każdym poziomie. To chyba kolejny ewenement.
            W podstawówce mającej co najmniej po dwa oddziały na jednym poziomie
            godzin będzie 8. Dodasz wychowawstwo i jest pół etatu. I nie widzę
            żadnego powodu z punktu widzenia uczniów, dla których szkoła
            w końcu istnieje, by drugą połówkę trzeba było dorabiać ucząc
            przyrody, a nie siedząc za kasą w hipermarkecie. Szkoła nie jest
            od zapewniania pracy nauczycielom, tylko od zapewniania wykształcenia
            uczniom.
            A mówiąc mniej zadziornie, a bardziej poważnie: Rozumiem, że jest
            problem małych podstawówek na terenach słabo zaludnionych. Ale to
            osobna bajka i tam kwalifikacje to najmniejszy z tysiąca problemów.
            Na terenach ludnych tak małych szkół być po prostu nie powinno, albo
            organ powinien wymuszać zatrudnianie fachowców na etatach rozproszonych
            w kilku miejscach. Inne rozwiązanie to studia podyplomowe z prawdziwego
            zdarzenia. Tylko czy byliby chętni by je kończyć, gdyby wiedzieli, że
            nie będzie żadnej taryfy ulgowej w porównaniu ze studentami dziennymi?
            • Gość: gajga Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.icpnet.pl 28.02.04, 14:56
              wyjaśniam: plan dydaktyczny to inna nazwa rozkładu materiału. Mnie też
              denerwuje to nowe nazewnictwo (komu szkodziły rozkłady?).
              Program nauczania, to zupełnie coś innego. W programie nauczania zawarte sa
              informacje - czego w ciągu 3 lat mamy nauczyć. W planach dydaktycznych piszemy -
              czego nauczymy w danym roku i w jakiej kolejności, na co położymy większy
              nacisk ( ilość godzin). I o tym decyduje nauczyciel. Oczywiście, że nie
              stażyusta. Stażysta ma swojego "mistrza" czyli opiekuna stażu, który pomaga mu,
              obserwuje działania stażysty, pokazuje swoje lekcje, kieruje i uczy jak należy
              coś robić.
              Plany nauczania wcale nie musza być pisane na cały rok. W naszej szkole plany
              dzielone są na działy. I spływaja do mnie wraz z kończącym się, przerobionym
              działem. Oczywiście, plany moga i powinny byc modyfikowane w ciągu roku (okaże
              się, że np. była epidemia grypy i nauczyciel nie mógł realizować planu z powodu
              b. dużej absencji uczniów.
              Pisząc o korzystaniu żywcem z gotowców, miałam na myśli właśnie brak
              jakichkolwiek własnych przemyśleń i realizowanie czyjegoś pomysłu. Gotowe
              rozkłady napewno sa cenną pomocą, ale nie mogą zastąpić własnej pracy. Tak jak
              bryk nie zastąpi przeczytanej lektury.
              Ostatnia sprawa. Studia podyplomowe. Mała wiejska szkoła podstawowa - po 1
              oddziale, czylli języka polskiego -16 godzin matematyki - 12 godzin, przyrody -
              9 godzin historii - 6 godzin, w-f - 10 godzin informatyka - 3 godz itp. Tylko
              nauczanie początkowe ma pełne etaty. Godzin wychowawczych - tylko 3. W mojej
              szkole w klasach IV-VI czyli w trzech klasach uczy 11 nauczycieli. To jest
              chore. Wszyscy pracyją w 2-3 szkołach, każdy po swojej lekcji spieszy się, bo
              musi zdążyć do drugiej szkoły (inna miejscowość). Ludzie ci próbują "odbębnić
              swoją robotę i uciekać dalej. A kto pójdzie z dziećmi do teatru, kto
              zorganizuje zabawę, wieczór poezji apel rocznicowy, festyn? Tylko wychowawcy?
              Bo oni mają większe obowiązki (za 18 zł miesięcznie)? Nauczyciel muzyki nie
              przygotuje uczniów do występów(po lekcjach, bo pracuje u mnie 1 dzień w
              tygodniu na 2 godziny i po lekcjach jedzie do prywatnej firmy, w której zarabia.
              Dlatego nasza polonistka kończy podyplomówkę z historii, żeby uc zyć obu
              przedmiotów. Matematyczka chce robić podyplomówkę, aby mogła uczyć informatyki,
              anglistkę wysyłam na podyplomową ze sztuki - bo ma predyspozycje itd.
              A dlaczego po swoich lekcjach nie mogą siedzieć za kasą w hipremarkecie? Ze
              względu na godziny pracy. Ja jej nie przesunę lekcji, a w sklepie nie zgodzą
              się, aby pracowała wciąż an popołudniowej zmianie. Zresztą po południu w szkole
              nauczyciel też jest potrzebny - imprezy, zespoły samokształceniowe, kółka no i
              Rady Pedagogiczne. Trudno, żeby rady odbywały się w czasie lekcji, bo
              nauczyciel pracuje w markecie.
              Może dobrym pomysłem jest kształcenie przyszłych nauczycieli jako od razu
              dwuprzedmiotowców? Ale kiedy to będzie?
              Pozdrawiam.
              • Gość: myslak dwuprzedmiotowcy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 16:23
                Gajga, wg marzeń menisu nauczyciel dwuprzedmiotowiec, mający certyfikat z j.
                obcego i informatyczne "prawo jazdy" - to najbliższe lata ;)))
                Szkoda, że nic o tym nie wiedziały uczelnie kształcące pedagogicznie :)

                A serio: nie wierzę, że wielu TAK wyedukowanych trafi do szkół. Moja szkoła
                (niezła, w sporym mieście) od kilku lat poszukuje matematyka i anglisty - i nie
                ma! A młodzi językowcy po miesiącu pracy w szkole ODCHODZĄ z komentarzem: za
                żadne pieniądze! I idą do firm...
                • Gość: gajga Re: dwuprzedmiotowcy IP: *.icpnet.pl 28.02.04, 23:05
                  Wiem, że uczelnie jeszcze nie myślą o dwuprzedmiotowcach. Co do znajomości
                  komputera, to powinien umiec obsługiwać go każdy nauczyciel. Dzisiaj to
                  podstawa i chyba nie będzie z tym kłopotu. Język obcy mile widziany, ale bez
                  przesady. Sama jestem antytalentem językowym - czyli nie mogłabym zostac
                  nauczycielem?
                  Anglistę złapałam i go mocno trzymam, ale i tak podkupi mi go sąsiednie
                  gimnazjum, bo tam będzie miał pełen etat + nadgodziny.
              • Gość: MP Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 16:39
                > wyjaśniam: plan dydaktyczny to inna nazwa rozkładu materiału.

                To oczywiście wyjaśnia, co miałaś na myśli, choć o ile wiem, nie jest
                to rozumienie najbardziej powszechne.

                > W programie nauczania zawarte sa
                > informacje - czego w ciągu 3 lat mamy nauczyć.

                Ja - za rozporządzeniem - powiedziałbym raczej, że program nauczania
                stanowi opis sposobu realizacji zadań edukacyjnych, ustalonych w podstawie
                programowej. Sposoby realizacji, to trochę jednak więcej niż informacja
                o tym, czego ma się nauczyć. Najczęściej (poza przedmiotami, gdzie
                brak jest spójności treści i łatwo je atomizować) wymusza to zaproponowanie
                pewnej sekwencji logicznej, której naruszenie ociera się już o odstąpienie
                od programu. Znane mi programy nauczania ustalają taką dość sztywną
                sekwencję. Oczywiście, zawsze daje się coś przestawić, ale trzeba dobrze
                wiedzieć po co. Wytłumaczenie, że po to by nie był to gotowiec jakoś mnie
                nie przekonuje. Rozpisanie tego na godziny (bez naruszania sekwencji)
                to już tylko rozkład materiału. Powtarzam, że zgadzam się, że powinien być
                jakoś zrobiony wcześniej, ale musi być traktowany z wielką rezerwą. A w takiej
                sytuacji ponownie upieram się, że trzeba mieć naprawdę ważne powody
                by za taką wstępną przymiarkę nie przyjąć propozycji już gotowej. Czy jesteś
                przekonana, że nie wymagasz od swoich nauczycieli czegoś, co może trącić
                przesypywaniem piasku z kupki na kupkę dla samego tylko przesypywania? :-)

                > Mała wiejska szkoła podstawowa - po 1
                > oddziale ...

                Tu nie pozostaje mi nic innego, jak z pokorą pochylić czoło przed
                problemem Twoim i Twoich dzieci, oraz Twoich nauczycieli.
                (Wybacz te hipermarkety - dotyczyły zupełnie innej sytuacji!)
                Oczywiście niby wiadomo, jak powinno być: od czwartej klasy
                szkoły zbiorcze z pobytem dzieci w szkole od 8 do 17, nakarmieniem
                i dowiezieniem do domu. Tylko jak to zrobić w kraju, który nie leży
                na Saharze, a mimo to są miejsca, w których odległości 20 kilometrów
                nie daje się pokonać szybciej niż w dwie godziny? Naprawę systemu oświaty
                wiejskiej powinno się pewnie zacząć od budowy sieci dróg!
                Inna możliwość to nauczanie na odległość. Ale to ciągle jeszcze
                bardziej fantastyka niż realna propozycja.

                Co do studiów podyplomowych, to dodam tylko - a pewnie to doskonale
                wiesz - że kwalifikacje do nauczania czegokolwiek w szkole podstawowej daje
                już choćby kurs kwalifikacyjny i studia nie są niezbędne. Kurs jest
                tańszy, mniej absorbuje nauczyciela samo "bycie", a rzetelnego wykształcenia,
                które chciałbym widzieć, daje równie mało jak typowe studia podyplomowe.
                To może niech sami Twoi nauczyciele decydują jak i za ile kupić papierek,
                który Ty musisz sprawozdać? Jeśli perspektywicznie wolą mieć studia
                podyplomowe, to oczywiście ich wybór. Ale jeśli się łudzisz, że po studiach
                podyplomowych dostaniesz lepiej przygotowanych nauczycieli niż po kursie,
                lub i bez tego wszystkiego, to obawiam się, że się bardzo mylisz.

                > Może dobrym pomysłem jest kształcenie przyszłych nauczycieli jako od razu
                > dwuprzedmiotowców? Ale kiedy to będzie?

                Było o tym w innym wątku, a ja zgadzam się z większością tam wypisanych
                uwag krytycznych. Moim zdaniem dobrym rozwiązaniem byłoby stworzenie
                możliwości eksternistycznego (bez żadnych opłat studyjnych, spędów
                itp.) zaliczania drugiej specjalności na poziomie licencjackim.
                Bez żadnej taryfy ulgowej (poza bardziej liberalnym rozłożeniem w czasie),
                najlepiej wspólnie ze zwykłymi studentami dziennymi i na tych samych
                wymaganiach.

                Pozdrawiam, raz jeszcze prosząc o wybaczenie za te hipermarkety
                Marek Pawłowski

                • Gość: gajga Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli IP: *.icpnet.pl 28.02.04, 23:15
                  Nie gniewam się. Co do kursów kwalifikacyjnych zamiast podyplomówek, to
                  oczywiście racja, ale kto robi kurs kwalifikacyjny z historii? Były takie z
                  przyrody - w momencie wejścia reformy, ale o historii nie słyszałam. Niczego
                  nikomu nie narzucam, każdy sam decyduje czy, kiedy i gdzie chce się dokształcać.
                  Ale w naszej rzeczywistości wszystko jest możliwe. Sama skończyłam kurs
                  kwalifikacyjny dla oświatowej kadry kierowniczej - z pełnymi szykanami: pracą
                  dyplomową i egzaminem. Z wymaganą ilością godzin. Teraz z niepokojem słyszą, że
                  już niedługo taki kurs nie wystarczy, że będą musiały to być jednak studia
                  podyplomowe.
                  Prawo oświatowe choruje, jak całe nasze państwo.
                  Pozdrawiam Grażyna Skrzypczak.
    • mazurka25 Re: 2,22 proc. podwyżki dla nauczycieli 09.03.04, 12:23
      Być może nauczyciele akademiccy tak pracują. A jak sadzisz, ile popoludniu i
      nocy nauczyciele zarywają kosztem własnych rodzin, szczególnie zaniedbania
      własnych dzieci, żeby przygotować lekcje, kartkókwi, czy klasówki, a potem je
      posprawdzać. Myślę, ze musiałeś mieć bardzo duże kłopoty w nauce, skoro nie
      wnikając w problem w taki sposób ich oceniasz.
      A gdzie jest chociażby kreda, którą nauczyciele kupują za własne pieniądze,
      żeby jaśnie państwa dzieci muały czym na tablicy pisać. Jestem nauczycielem z
      28 letnim stażem i nie zauważyłam większego zainteresowania szkoła ani ze
      strony rodziców, ani ze strony władz samorządowych. Jakoś z tych kokosów nie
      zdołałem się dorobić niczego poza tym, że udało mi się wykształcić swoje
      dziecko. Nie jężdże nawet najmniejszym autem, nie stać mnie na podstawowe
      artykuły, w przeciwieństwie do tych biedaków pracujących za marne grosze, a
      rozbijających się extra autami, których dzieci rownież jeżdżą (własnymi), też
      nie gorszymi. A kto Ci bronił pracować w tym, jakże intratnym zawodzie. Z
      poważaniem BOGATY NAUCZYCIEL.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka