widera_juliusz
25.10.01, 10:55
Witam,
Pozwolę sobie zadać Wam drodzy państwo kilka pytań , nie
licząc zbytnio na odpowiedzi
Jak to jest mozliwe iż
Można okaleczyć człowieka (moja osobę)do takiego stopnia iż zostałem
kaleką , przeszedłem wiele skomplikowanych operacji , jak i kilka dalszych
winno być przeprowadzonych ( jeżeli chcę żyć , a chcę)
Czy fakt iż moimi zbrodniarzami byli marynarze i oficerowie Polskiej
Marynarki Wojennej , stawia tą Instytucje poza czy ponad prawem?
Wielu z Was drodzy państwo pisze do mnie na adres prywatny , z
zapytaniami , kto ,gdzie , kiedy , jak itp.
Odpowiadam , Służyłem w Bałtyckim dywizjonie Okrętów Pogranicza MW
w wówczas zwanej WOP MW. w roku 1987 .( po zdaniu matury)
Kto i co mi zrobił , w świetle pism procesowych i prawnych Marynarki
Wojennej i Straży Granicznej doznałem niedogodności ...niczego więcej
Może opiszę kilka z tych niedogodności , jakie mogłem i miałem możliwość
udowodnić w toku postępowania karnego w 1987-1988 roku (czas świetności
minionej epoki ....)
W okresie od marca do lipca 1987 roku , byłem przypalany papierosami
bity po karku tzw. karczocha , wykonywałem setki przysiadów (do utraty
przytomności wielokrotnie ) z wspomaganiem , to z znaczy z przygniataniem
mnie w czasie ich wykonywania przez marynarzy nogami , obutymi w podkute
buty okrętowe ....
Wielokrotnie wykonywano moja głowa tzw. pilersa ( seria uderzeń głową
w rurę o średnicy kilkudziesięciu centymetrów , oczywiście nie dobrowolnie
a przy pomocy marynarzy z KP-172 pod dowództwem por. mar. Grześ ...
W okresie mrozów i chłodów wówczas panujących jedynym moim ubraniem było
letnie moro , nic więcej ....
Wykonywałem setki przysiadów z beretem lub talerzem między kolanami
wielokrotnie na przemian z pompkami ( oczywiście przygniatany byłem
noga odziana w okuty but) do utraty przytomności ....
Pozbawiany byłem możliwości snu , nie przez dobę czy dwie ... odbywały się
tygodniówki bez snu , połączone z biciem i szykanami o których jest mi
trudno mówić ....
O całych zajściach informowałem dowódcę KP-172 , co spotęgowało tylko
stosowanie "niedogodności" służby ....na wyraźną sugestię dowódcy Okrętu
Trwało to kilka miesięcy , dzień w dzien , noc w noc ..... systematycznie
z premedytacja i celowością , godną raczej porównań z okresu lat 39-45
i późniejszych...
Ja wytrzymałem i przeżyłem to doświadczenie , nie popełniłem samobójstwa
czy samookaleczenia , tak jak inny marynarz tego dywizjonu który odstrzelił
sobie stopę , nie wytrzymując prasowania gorącym żelazkiem . Za co został
skazany wyrokiem karnym za samookaleczenie się .....
Mi jak i mojej rodzinie , obiecano iż wyjdę w trumnie do domu , obietnice te
składał nikt inny jak właśnie dowódca KP-172 mojemu bratu i matce , miłe
prawda ...
Szczytem okazania humanitaryzmu , był zakaz udzielenia mi pomocy medycznej
umieszczenia nie w szpitalu Marynarki Wojennej , mimo zaleceń lekarzy
cywilnych
Okazaniem odwagi dowódcy KP-172 było zmuszenie nie do wzięcia udziału w
manewrach morskich , mino iż przeszedłem operacje laryngologiczną , z stanem
zapalenia mięśnia sercowego i zwolnieniem lekarskim z adnotacja chory powinien
leżeć....
Zamiast popełnić samobojstwa czy innego desperackiego kroku , o wszystkim
poinformowałem , Dowódcę BdOP Kołobrzeg komandora Nazarkiewicza , jego zastępcę
i oficera Kontrwywiadu MW komandora Maja ( czyniłem to wielokrotnie )
Jak zeznał w trakcie trwania procesu karnego , Komandor Nazarkiewicz i jego
Zastępca , raporty i meldunki służbowe marynarza Widery były niszczone i darte
Mimo obowiązku przekazania ich prokuraturze wojskowej i WSI....
Nadto o sytuacji panującej na KP-172 został skutecznie poinformowany ,
w bezpośredniej rozmowie z członkami mojej rodziny Zastępca Dowódcy Marynarki
Wojennej Admirał Waga ....
Wielokrotnie prosiłem o udzielenie mi pomocy lekarskiej lekarza BdOP , z
zerowym rezultatem , w ramach terapii przepisywano mi miękkie obuwie..
Podobnie w trakcie ośmiokrotnego stawiennictwa przed Przewodniczącym
Wojskowej Komisji Morsko Lekarskiej w Gdańsku Oliwie admirałem
bodajże Krasinskim , prosiłem tego lekarza , oficera o hospitalizacje
bezskutecznie .Mimo uszkodzenia kręgosłupa szyjnego od podstawy czaszki
poprzez kręgosłup piersiowy , do wielopoziomowego uszkodzenia kręgosłupa
ledźiowego .Wykonano mi zdjęcia RTG. które zostały zniszczone lub ukryte
przez Przewodniczącego Komisji Morsko Lekarskiej , lekarza i oficera w stopniu
admirała MW.
Mimo stanu zapalenia mięśnia sercowego , uszkodzeń kręgosłupa , stanu po
przebyciu rozległej operacji laryngologicznej z powikłaniami
nie kwalifikowałem się do leczenia szpitalnego o co tak zabiegałem...
Z BdOP w Kołobrzegu zostałem zwolniony na okres sześciu miesięcy z powodów
zapalenia zatok szczękowych (zdrowych) anginy (nie miałem już migdałów)
i stanu dezadaptacji do służby wojskowej.....w dniu siódmego września 1987roku
w kilka dni po opuszczeniu BdOP kołobrzeg zostałem umieszczony w klinice
Neurochirurgii Akademii Medycznej we Wrocławiu , gdzie na skutek doznanych
"niedogodności" przeżyłem stan śmierci klinicznej ....
W tym okresie czasu nie kwlifikowalem się do operacji z powodu ogólnego stanu
zdrowia , po prostu nie przetrwałbym operacji ....
Byłem już wówczas częściowo sparaliżowany , miałem trudności z chodzeniem
(jeździłem na wózku inwalidzkim)
W tym okresie poinformowałem Naczelna Prokuraturę Wojskową o tym co miało
miejsce w bdOP Kołobrzeg , jak i poinformowałem pisemnie Ministra Obrony
Narodowej i osobę niejakiego generała Jaruzelskiego , Wojskowa Prokuraturę
garnizonową w Koszalinie ...
W wyniku "wnikliwego" śledztwa udowodniłem czyny przestępcze zarówno
marynarzom jak i kadrze zawodowej BdOP Kołobrzeg , skazani zostali na "srogie"
kary marynarze od trzech mmiesięcy do roku pozbawienia wolności w zawiedzeniu
kadra zawodowa nie poniosła konsekwencji , mimo złamania prawa i udziału
w przestępstwie .....
Od roku 1987 pozostaje bez środków dożycia i leczenia , pozostając na
utrzymaniu rodziny o których to w piśmie procesowym pozwani stwierdzili
(postępowanie cywilne ) "iż motorem zamysłu i planu wzbogacenia się była moja
matka i bracia " dodam tylko iż moja matka była naocznym świadkiem mojej
śmierci klinicznej w Klinice Wrocławskiej ..... widziała jak w paroksyzmie bólu
agonicznych drgawkach , moje serce przestało pracować , jak i przestałem
oddychać ...po prostu umierałem na oczach mojej matki i brata , pomówionych
w pismach procesowych o knowanie i spisek przeciwko MW RP........
Tylko wielominutowej (okolo 45-55) nieprzerwanej akcji reanimacyjnej
prowadzonej przez lekarzy z Kliniki dzisiaj żyję i mogę napisać te słowa
Słowa prawdy nie pomówień czy kłamstwa .
Od 1988 roku trwa prawie nieprzerwanie postępowanie procesowe , karne potem
cywilne.
Od 1987 roku moja rodzina pokrywa koszty mojej egzystencji , leczenia i życia
W toku postępowań Sądowych udowodniłem ponad wszelka wątpliwość ,
odpowiedzialność Polskiej Marynarki Wojennej za zbrodnie uczynione na mojej
osobie , nazwanej przez Sady RP mianem tortur i bestialstw ......
Mimo iż nie posiadam środków do życia Sądy RP nie potrafią czy nie chcą
zakończyć postępowania Sadowego prawomocnym Wyrokiem .
Mimo iż biegli wskazali konieczność operowania mojej osoby poza granicami
kraju , umiejscawiajac Sadowi Krak i Klinikę (biegli ci powołani zostali przez
Sady a nie strony sprawy) ....
Każdy rok zwłoki powoduje postęp procesu chorobowego , czego objawem był udar
mózgu mojej osoby , połączony z pogłębieniem paraliżu .
Sady same w uzasadnieniach wyroków stwierdzają iż jestem osoba zgrozona
ryzykiem realnego nagłego zgonu .
Udowodniłem iż Sąd w pewnych sprawach , opierał się na nieprawdzie uczynionej
właśnie przez ten Sąd , w sposób świadomy działając na szkodę strony wsprawie
(mojej osoby) W odpowiedzi Sad ten poradził mi udanie się do Trybunałów
Międzynarodowych , o podobnym sposobie potraktowania kaleki , czło