axel40
20.02.07, 12:23
Nie stać nas jeszcze na portfel
W poprzednich odcinkach prezentowałem całkiem już szeroką i kompleksową ofertą
zagranicznych funduszy inwestycyjnych. A co wybierają z niej Polacy?
Najbardziej ryzykowne fundusze rynków wschodzących, a kierują się wyłącznie
stopą zwrotu za ostatni rok lub najwyżej 3 lata. Czy to dobra strategia?
Polskie fundusze za bardzo nas rozpieszczały w ubiegłym roku. W efekcie
niewiele funduszy zagranicznych było w stanie konkurować ze stopami zwrotu na
poziomie 60 czy 70 proc. Te którym udało się dotrzymać kroku polskiej
konkurencji inwestowały głównie w Azji, Ameryce Łacińskiej, ewentualnie w
wybranych branżach. W krajach o dłuższej historii rynku kapitałowego, tego
typu "egzotyczne" fundusze nie są na czele listy popularności wśród klientów.
Na przykład fundusz latynoamerykański Templetona mimo że działa od 1996 roku
zebrał 816 mln dolarów, a mający 6-letnią historię Growth Fund działający na
światowych rynkach akcji ma już 7,7 mld dolarów aktywów. Bardziej doświadczeni
inwestorzy wiedzą, że nie ma zysku bez ryzyka.
Jednocześnie minimalne wpłaty do funduszy zagraniczny ustalone są na dość
wysokich poziomach - np. w Templetonie 2500 dolarów lub euro, w Blackrock
przynajmniej 4-5 tys. dolarów lub euro. To znacznie więcej niż 100 zł którego
wymaga na początek większość funduszy krajowych. Nie wszyscy przedstawiciele
zagranicznych firm przyznają się do tego jednak w praktyce Polacy są w stanie
pozwolić sobie na jeden góra dwa fundusze. W efekcie powstają portfele dalekie
od modelowych - złożone np. w większości z akcji tzw. emerging markets czy np.
spółek z sektora wydobywczego.
Liczy sie tylko zysk?
Sprawdziliśmy, które fundusze cieszą się największym powodzeniem. Ulubnionym
“tematem” inwestycyjcyjnym klientów Templetona są rynki wschodzące. Czołowe
fundusze pod względem udziału w sprzedaży to Templeton BRIC Fund (Brazylia,
Rosja, Indie i Chiny), Templeton Asian Growth Fund, Templeton Latin America,
Franklin India Fund i wreszcie Templeton Global Fund. – Preferencje klientów
są wyrazem obawy o zachowanie się rynku lokalnego i chęci udziału w zyskach na
najbardziej dynamicznie rozwijających się rynkach świata. Trudno jednak nie
zauważyć, że dopiero na piątym miejscu znalazł się fundusz działający na
rozwiniętych rynkach kapitałowych – mówi Michał Staszkiewicz z Franklin
Templeton Investments.
W Raiffeisen Bank Polska aż połowa klientów wybiera jeden fundusz - Raiffeisen
Euroazja Akcje. Kolejny pod względem popularności jest fundusz Top Selekcja –
również działający na rynkach azjatyckich i oferujący podwójną gwarancję: 100
proc. kapitału oraz 80 proc. najwyższej wartości jednostki. Ten fundusz
wybiera 10 proc. inwestorów. Pozostałe fundusze dość chętnie wybierane przez
klientów banku to Raiffeisen-EuropaWschodnia-Akcje,
Raiffeisen-Konwergencja-Obligacje, Raiffeisen-Global-Mix. - Inwestorzy
podążają za trendem i inwestują na najbardziej perspektywicznych rynkach –
mówi Tomasz Dąbrowski z Raiffeisena. Warto dodać, że fundusze Raiffeisena są
dostępne od 1000 dolarów lub euro.
W przypadku oferty Fortisa ranking popularności wygląda nieco inaczej.
Najwięcej pieniędzy zbierały fundusze gwarantowane tworzone w ramach Fortis L
Fix. Tego typu fundusze to zupełnie inny rodzaj inwestycji – tzw. produkty
strukturyzowane. Ich cechą są wbudowane gwarancje (z reguły gwarancja kapitału
na koniec trwania kilkuletniej inwestycji) i udział w zmianie notowań
określonych spółek lub indeksów. Te oferty były dodatkowo dość szeroko
promowane przez grupę Fortis w Polsce co oczywiste w sytuacji, gdy sprzedaż
tytułów uczestnictwa funduszu ma trwać zaledwie kilka tygodni.
W ofercie Fortisa znajduje się dość unikalny fundusz europejskich
nieruchomości, który zbiera najwięcej pieniędzy spośród funduszy otwartych.
Tuż za nim plasują się fundusze rynków wschodzących. - Na rynkach wschodzących
mieliśmy do czynienia z modami. W zależnosci od sytuacji rynkowej klienci
preferowali rynek europejski, globalny lub tak jak to ma miejsce obecnie rynek
azjatycki. Praktycznie jedynym czynnikiem, którym kierowali się polscy
inwestorzy to porówanie stopy zwrotu z tych funduszy do tego co mogli uzyskac
na polskiej giełdzie – mówi Grzegrz Świetlik z Fortis Investments. - Z reguly
klient podejmuje decyzje o kupnie tytułów uczestnictwa wyłącznie jednego
funduszu, natomiast wśród bogatszych klientow mamy do czynienia z
dywersyfikacją pomiędzy 2-3 produkty – dodaje Świetlik.
W przypadku oferty Blackrock Merrill Lynch, która zebrała w Polsce już ponad
200 mln dolarów od 5 tys. klientów pierwsza piątka wygląda następująco: MLIIF
Emerging Europe, MLIIF World Mining, MLIIF Global Allocation, MLIIF World
Energy i MLIIF Asian Dragon. Adrian Harris z Blackrock nie zgadza się z jednak
tezą, że Polacy inwestują w najbardziej ryzykowne fundusze, bo nie stać ich na
zbudowanie odpowiedniego portfela. – Średnia inwestycja naszego klienta w
Polsce to 40 tys. euro i jest to wystarczając kwota by ją podzielić między
kilka czy nawet kilkanaście funduszy. Polacy szukają po prostu funduszy
których nie ma na polskim rynku takich jak Energy Fund czy Mining Fund. Trudno
też uznać fundusz Emerging Europe za fundusz szczególnie ryzykowny dla Polaka
skoro do tej klasy aktywów zaliczają się akcje polskich spółek. Wysoka pozycja
bardzo silnie zdywersyfikowanego funduszu globalnej alokacji też dobrze
świadczy o świadomości inwestycyjnej naszego klienta – mówi Harris.
Tak czy inaczej, mamy więc dość jasny obraz sytuacji jeśli chodzi o
preferencje polskich inwestorów decydujących się skorzystanie z oferty
zagranicznych funduszy. Pojawia się pytanie: czy ewentualne załamanie na
rynkach wschodzących nie zakończy się odrotem klientów od tego typu produktów?
Przedstawiciele zagranicznych firm nieoficjalnie przyznają, że są troche
zaskoczeni “gustami” Polaków i woleliby sprzedawać więcej funduszy o niższym
ryzyku – tak jak to dzieje sie w krajach rozwiniętych. Wygląda jednak na to,
że podobnie jak to miało miejsce np. z funduszami polskich obligacji polscy
inwestorzy będą uczyć się na błędach.