Dodaj do ulubionych

Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:)

27.02.07, 21:54
Właśnie. Dla mnie ten temat jest baaardzo bliski ponieważ o niczym innym nie
marzyłam jak zostać w domu z dzieckiem rok czy dwa nawet. Jednak do pracy
wróciłam jak Maja miała pół roku, i tak dobrze, że nie 4 miesiące, prawda. Ze
względów finansowych, ale też i z powodu lęku, co w pracy powiedzą itp.
Pacuję już 7 lat tam, firma bardzo duża i nikt na wychowawczy przez ten czas
nie poszedł, tak mi się wydaje. Planujemy drugie i nie wiem czy tak szybko
wrócę, mimo ewentualnych następstw. Najgorszy jest ten pośpiech wieczny i to,
że dziecko wyciąga rączki rano a ja muszę pędzić. Ona zaczyna płakać i tak w
kółko... Ma fajną nianię, ale cóż wiadomo, że to nie to samo. No dobra, to
jak to jest u was?
Obserwuj wątek
    • marta_nie_martka Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 27.02.07, 22:27
      Ja sie zdecydowałam na drugi wariant. Wychowawczy, drugie dziecko, wychowawczy.
      I wiem, że mnie zwolnią po powrocie. Dobrze, że szef przedłużył mi umowę i
      jestem ubezpieczona. Nie mam pretensji do firmy, bo sama zadecydowałam :) Po
      roku mogłam jeszcze wrócić, ale mi się synka zachciało. Staram się wspomóc
      domowy budżet, a jedyne co potrafię to szyć chusty ;)

      Nie żałuję, ale i nie polecam takiego rozwiązania dla wszystkich. Oznacza ono
      duuużo wyrzeczeń. 24h/dobę z dziećmi, i tak już od 2 lat, może wykończyć
      psychicznie :)
      • agamamaani praca 27.02.07, 22:56
        z wielu powodów.. po pierwsze lubię swoją pracę *(Choć nie cierpię swojej firmy)
        po drugie mąż bardziej charytatywnie pracuje
        po trzecie.. póltora roku w domu i mam dosyć :)
        po urodzeniu Ani wórciłam do pracy po 3,5 miesiąca.. było mi bardzo ciężko
        wtedy.. ale miałam o tyle lepiej, że z nią był tatuś ( czyli mój małż) z tym, ze
        z mężem widywaliśmy się co parę dni - on szedł do pracy jak ja ze swojej
        wracałam. potem Ania zachorowała na sepsę (więc 2 miesiące byłam na zwolnieniu
        z nią w szpitalu) potem zaszłam w ciąże - a ze to było szybko po pierwszej
        (pierwsza była zagrożona skończona cięciem) to musiałam iść na L4.. i tam od
        zeszłego roku , od grudnia jestem w domu.. i trochę mam dosyc garów i
        sprzątania.. więc idę do rpboty.. a jak mi się nie spodoba, to wymyślę jakiś
        inny patetn na życie :)
        aaa z młodymi znów zostanie tatuś :)
      • visenna2 Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 07:35
        "24h/dobę z dziećmi, i tak już od 2 lat, może wykończyć
        > psychicznie :)"

        Oj tak, czasem już nie wiem na jakim świecie żyję:)
      • marta_nie_martka Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 07:46
        Dziś przeczytałam swoje wczorajsze wypociny, i przyszło mi do głowy, że mogłam
        urazić mamy, które wracają do pracy. Nie to miałam na myśli. Każda decyzja jest
        trudna, i każda pociąga za sobą konsekwencje i wyrzeczenia, tylko innej natury.
        I czasem się zastanawiam, czy podjęliśmy dobrą. Owszem jestem z dziećmi, ale
        odowiedzialność za nasze utrzymanie spada tylko na Kubę, a utrzymać sie z
        jednej pensji nie jest łatwo.

        -
        Kawałek szmaty - chusty i miękkie nosidła
        Ekodzieciak-pieluchy ekologiczne, i dużo więcej
    • lola_22 Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 27.02.07, 22:57
      ja jestem przerażona, ze bede musiala zostawic malą (teraz ma 2 miesiace) i jak
      czytam o tych wyciagnietych raczkach to juz widze siebie jak sie lamie i też
      rycze... Opcja babci z powodow geograficznych nie wchodzi w rachube a z
      nianiami trudno, wiec stres ogromny. Ostatnio zastanawialam sie dlaczego ,jesli
      wszyscy zalecaja karmienie wylacznie piersia do 6 miesiaca to i urlopy
      macierzynskie nie trwaja tyle samo - to przeciez logiczne.
      W duchu najchetniej skorzystalabym z urlopu wychowawczego ale chyba nie damy
      rady z jedna pensja... a szyc nie umiem ;-)
      • asiamamusia Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 27.02.07, 23:11
        wiesz, teraz ona ma rok i miesiąc, więc wie doskonale że idę, chce mnie
        zatrzymać w domu. jak miała te pół roku to rano nie było żadnych problemów,
        zaczęła za to budzić się w nocy co pół godziny jak do tej pracy wróciłam. nie
        wiem czy to zbieg okoliczności czy nie. no i też różne są dzieci. ponieważ mała
        nic mi nie daje rano zrobić a budzi się coraz wcześniej to ja tez wstaję coraz
        wcześniej, ostatnio o 6. więc już lepiej spać pójdę, a jutro dyskusji ciąg
        dalszy:)
    • kajkasz1 Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 27.02.07, 23:47
      Współczuję dziewczyny takich "przymusowych" wyborów. Ja na szczęście (dla mnie
      nie dla pracy) mam robotę, którą mogę wykonywać w domu, a i szefem mi jest mój
      rodzony ojciec, który chcąc-nie chcąc nie może mi kazać zostawić chorego
      dzieciaka samego w domu, ale i realiów matki dzieciom nie czai. Też uważam, że
      macierzyński powinien być dłuższy. Ja się z Kacprem załapałam na ten półroczny,
      a i tak wróciłam do pracy po miesiącu. Najpierw powoli, a nianię zatrudniłam,
      jak nie mogłam już "wyrobić" z pracą w domu, bo mały już ciekawski i ruchliwy
      się zrobił wieku 7 miesięcy. Z Kubkiem już mi się tak nie spieszyło, ba, do
      dziś się z robotą nie wyrabiam. Może to wina jego poważnej choroby, a może
      cudnego uśmiechu. I mimo, że opiekują się nim babcie też ciężko znoszę jego
      wyciągnięte rączki, gdy wychodzę. i cieszy mnie, że gdy wracam, to on od razu
      babci pa, pa pokazuje.
      Dlatego uważam, że nam mamom przydałby się komfort psychiczny godziwej pracy i
      współpracy firm i państwa przy wychowywaniu dzieci. No nic, na razie pomarzyć
      możemy.
    • visenna2 Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 07:32
      U mnie wybór był bardzo prosty - nienawidziłam swojej pracy; stres mnie tak
      wykończył ze leczyłam się u neurologa:) Zdarzyło mi się nawet w pracy zemdleć
      ze strachu:) (i wyczerpania). Tak wygląda praca asystentki obsługującej zarząd
      (i nie tylko) dużej międzynarodowej firmy:)
      Ale nie chciałam sie zwalniać, bo mnie tam cenili dosyć, i zatrudnili na etat
      na czas nieokreślony. Zostałam więc ze względu na planowane dziecko i możliwość
      wzięcia wychowawczego:) Teraz się zastanawiam jak tu sie wyrobić z drugim
      dzieckiem, żeby zdążyć przed końcem wychowawczego i wziąć następny:)
      Mój mąż pracuje dużo, nieźle zarabia ale co z tego jak mamy kredyty za
      mieszkanie i samochód do spłacania. Więc jest cienko dosyć, jedziemy na
      debecie, a ja żeby zaspokoić swoje chustowe marzenia muszę sprzedawać to co
      mam:)))
      Na myśl o powrocie do tej pracy cierpnie mi skóra. Więc chyba będę zmuszona
      poszukać czegoś innego. Ale asystentką już nigdy nie będę choćbym miała razem z
      dzieckiem umrzeć z głodu:)
      • marta_nie_martka Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 08:06








        Visenna, jak bym czytała o swojej pracy. Tyle, że byłam księgową w firmie,
        która miała złośliwą konkurencję. Były donosy do Urzedu Skarbowego, Inspekcji
        Pracy, ZUS. I co miesiąc niezapowiedziane kontrole. Do tego, ciągnące sie
        latami, sprawy w różnych sądach. Przy pierwszej kontroli z nerwów zdrętwiał mi
        kark, i przez kilka dni nie mogłam ruszać głową, nie spałam ze strachu. I to
        nie są to jedynie moje strachy. Dziewczyna, która teraz pracuje na moim
        miejscu, przy swojej pierwszej kontroli straciła 7kg. Nigdy wcześniej nie
        przypuszczałam, że stres może sie objawiać takimi silnymi dolegliwościami
        fizycznymi.
        • visenna2 Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 08:27
          Oj moze, może:) jeśli to jest bardzo silny stres:)
          Ja też nie spałam ze strachu, a codziennie rano wybuchałam płaczem przy
          śniadaniu, ze znowu muszę tam iść...
          Żyłam tylko myślą o weekendzie, a niedzielę wieczorem dostawałam ataków paniki:)
    • benitaa2 Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 07:46
      Ja zrobiłam podobnie jak marta_nie markta-wychowawczy,drugie dziecko i jestem
      na urlopie macierzyńskim,a później wychowawczy.Moja firma została wykupiona
      przez nowego właściciela i "podczepiona" do innej firmy,zreorganizowana itp. i
      wiem,że nie miałabym do czego wracać.Jak moje maluchy podrosną poszukam nowej
      pracy.
    • elafela Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 07:50
      Ja zostaję w domu, za 400-500 zł miesięcznie nie opłaca mi się iść do pracy,
      tym bardziej, że mąż godziwie zarabia. Po wychowawczym mam zamiar zmienić pracę
      i to też jest powód dla, którego zostaję w domu - w nowej pracy trzeba się
      wykazać. Póki co trochę dorabiam w domu, bardziej dla siebie niż dla budżetu
      domowego, jakoś źle się czuję z myślą, że nie mam na swoje przysłowiowe waciki.
      BLOG MIŁOSZKA
    • kajkasz1 Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 09:02
      Może mam super warunki do pracy, jakie zapewnił mi mój ojciec, ale dobrze znam
      taki strach lub nieprzespaną z nerwów nockę po telefonie inwestora, że ściana
      pęka albo projekt skopany, albo co gorsza pisma z urzędu, że coś w projekcie
      jest nie tak. Ręce latają, mózg pracuje szybciej niż reszta nadąża i to
      pytanie "czy ja coś sknociłam, czy to mój błąd?" Fakt, że po czasie okazuje
      się, że błędy bywają do naprawienia lub ręcznego tłumaczenia na budowie, albo
      też inwestor poszedł na "samowolkę", a najczęściej to wykonawcy lub majstrowie
      idą "na skróty" nie rekompensuje tego stresu. W dodatku uciążliwość urzędników
      sprawia, że proste projekty i sprawy urastają do niebotycznie rozdętych
      opasłych tomisk. TYlko, że ja nie chudnę, mam odwrotnie, pochłaniam tony
      słodyczy, co skutkuje nie tylko tyciem, ale i przewlekłymi stanami zapalnymi
      narządów rodnych. A w ciązy wylądowałam nawet w szpitalu po telefonie
      inwestora.
      Nie dziwię sie też mojemu mężowi, który po 10 godzinach pracy wraca tak
      zestresowany do domu, że nawet gadać z nami nie chce. Urlopu nie mieliśmy od 6
      lat, tylko ja z dziećmi i laptopem wyjeżdżam do mojej mamy "na letnisko". Mój
      siedmioletni syn jeszcze nie wie, co to sa wakacje z rodzicami.
      Coż, podobno "takie czasy". TYlko co na to nasze dzieci?
    • llulla1 wychowawczy 28.02.07, 09:23
      Ja rowniez wybralam wariant: wychowawczy, drugie dzuecko, wychowawczy. Wiec prawdopodobnie
      spedze w domu kolejne cztery lata. Mam zamiar w tym czasie dokonczyc prace magisterska i zrobic
      zaocznie podyplomowke. Jestem jednak w dogodnej sytuacji, maz dobrze zarabia. A w dodatku od
      urodzenia synka mieszkam na prowincji, gdzie koszty utrzymania, w porownaniu z Warszawa, sa
      naprwade smiesznie male.
    • asiamamusia Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 09:44
      Dla mnie najgorsze jest to, że nie mam czasu dla własnego dziecka. Mała jest
      wielką histeryczką, buntowniczką, czego próbkę miałyście (te które były w
      sobotę) na spotkaniu jak ją ubierałam w kombinezon. To jest standard. Ryk jest
      przy jakiejkolwiek czynności, której ona sobie nie życzy. Wszystko zaczęło się
      właśnie od powrotu do pracy, kiedy musiałam wszystko robić tak szybko, rano i
      po powrocie, że zaczęło się ubieranie na siłę, zmiana pieluchy na siłę itp. Z
      braku czasu. To powoduje jeszcze większe rozdrażnienie u niej, u nas i problem
      się nasila. Dziecko wychowuje mi opiekunka... Ale efekty sa tylko podczas jej
      obecności, jak wracamy z pracy (męża w ogóle nie ma często bo ma prace
      wyjazdową), albo w czasie weekendu, jest szaleństwo od początku. Dla mnie to
      jest straszne. Na pewno jest to kwestia temperamentu dziecka. Są grzeczne
      bobasy, które z uśmiechem cały dzień sobie siedzą pewnie... Ech, moje marzenie
      to mieć czas zeby się nad dzieckiem pochylić. Wracam ok. 18 do domu. Ale też
      wpływ mają moje cechy, nieumiejętność pogodzenia pracy z domem. Mój stres jaki
      to wywołuje wszystko. Że się wam tak pożalę..
      • marta_nie_martka Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 13:00
        Jej, ale Ci musi być ciężko :( Mogę Cię jedynie wirtualnie przytulić.
        • asiamamusia Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 13:04
          dzięki:))) dobre i to:))
    • mayetschka Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 11:15
      Ja sama nie wiem co dla mnie lepsze: lubię swoją pracę, ale też uważam jak to
      "Zosia samosia" że tylko ja umiem zrozumieć Tobiasza... Byłam na macierzyńskim,
      urlopie wypoczynkowym, miałam być 3 miesiące na wychowawczym ale właśnie, po
      miesiącu wykorzystania wychowawczego, zostałam wezwana do pracy i od
      poniedziałku ruszam w bój... Jednak nie zamierzam dłuugo pracować, bo już myślę
      jak zmajstrowć brata albo siostrę memu Maluszkowi :)
    • ekomama Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 11:30
      Ja w lekko innych realiach żyję, bo francuskich, ale u nas wylgądalo to tak:

      przez 3,5 miesiąca siedzialam ja z Joasiem (choć powinnam wrócic jak Jo mial 2,5
      miesiaca, taki socjal francuski, nie mialam prawa do wychowawczego), potem mąż
      wziac pol etatu i ja pol etatu i na zmiane ganialismy do pracy. Zawrot glowy, bo
      ja jeszcze do tego sciagalam mleko dla malego w pracy. W grudniu jak jechalam na
      swieta, byla z lekka padnieta. W miedzy czasie szukalismy opiekunki na od
      stycznia, bo maz wracal na pelen etat, a ja mialam kontynuowac moje pol etatu.
      Ale (teraz mowie, na szczescie) opiekunka okazala sie malo powazna i w ostatnim
      momencie nas olala, wiec od stycznia siedze w domu z Joachimem (akurat mi sie
      umowa konczyla w styczniu wiec nie podpisalam nowej).

      Decyzji nie zaluje. Tyle rzeczy do zrobienia z brzdacaem w domu czy poza domem.
      Owszem, czasami czlowiek ma siebie dosyc w domu, ale ile to trwa? A jak patrze
      jak szybko JOaś się zmienia, to cieszę się, że uniknęlam zrodla frustracji,
      czyli chwil kiedy opiekunka mi mowi: A wie pani, pani syn zaczal sam siadac, w
      dzis to nawet sam stanal, etc.

      Ale fakt ze mamy zabiezpieczenie finansowe: jedna pensja plus bezrobotne, ktore
      nie jest mizerne. Do lata wytrzymamy. Joas bedzie mial juz wowczas rok. Choc i
      tak nie wiem co dalej.

      Nie lubie jak los za mnie decyduje, ale tutaj wybral dobrze.
    • kizami Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 11:34
      ja mam jeszcze trcohe macierzyńskiego, ale potem zdecydowałam, że biorę
      wychowawczy. Co prawda planowałam szukać pracy zaraz po macierzyńskim, bo
      siedzenie w domu mnie zabija. do starej pracy nie wrócę, bo najzwyczajniej w
      świecie nie ma już tam nic do roboty. Zresztą tamta praca to była na czas
      studiów i od początku nie zamierzałam tam wracać. Teraz mam dylemat, nie chcę
      mojej małej zostawić samej z obcą osobą, żłobek też póki, co odpada. Więc
      zostaje w domu, ale po wakacjach zamierzam znaleźć pracę. Plan mam taki, że
      teraz na wiosnę to będziemy z małą jeżdzić gdzie się da, możemy całe dnie
      spędzać nad morzem, więc jakoś dam radę. Pojechać gdzieś zdjęcia porobić,
      pozwiedzać.Bo zimowa rutyna mnie dobija. Spacer to 2-3 godziny, a co z resztą
      dnia?Wychodzenie jest związane z ubieraniem i rozbieraniem co chwilę, gdy
      gdzieś wejdziemy, więc przyznaje, że po prostu mi sie nie chce.Jakoś od garów i
      sprzątania mnie odrzuca z każdym dniem coraz bardziej. A poza tym nienawidzę
      robić cały czas tego samego, a tak mi sie udalo z córką, że mamy w miarę
      regularny plan dnia i może to głupie, ale mnie to psychicznie męczy.jakas
      nienormalna jestem:)podsumowując, bo się za mocno rozpisałam (przepraszam:)):
      wychowawczy do około 8 miesiąca życia małej.
    • magme Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 11:45
      A ja mam wychowawczy do końca tego roku, czyli będę na nim niecały rok, dłużej
      nie mogę bo zaczęłam specjalizację zawodową (laboratoryjna
      diagnostyka medyczna) i nie mogę jej już odkładać (już przekładałam start o
      rok) a na razie dobrze mi w domu i właściwie chętnie bym jeszcze pobyła z małym
      (przy czym teraz tak mówię a nie wiem co będzie pod koniec roku), no ale z
      jednej pensji w sumie byłoby na dłuższą metę trudno więc pewnie wrócę do
      pracy,do dyżurów i tej pięknej służby zdrowia polskiej...;/
    • agmani Re: Kolejne niechuściarskie: praca/wychowawczy:) 28.02.07, 14:45
      Model kombinowany. Juz tlumacze...
      W moim cudnym kraju - pozdrawiamy postulujacych o urlopy 6-miesieczne - urlop
      macierzynski trwa tylko 8 tygodni po porodzie. Dobrze przeczytalyscie, osiem
      tygodni, niecale 2 miesiace. Praktycznie wiec prawie kazdy bierze wychowawczy.
      Ja tez jestem na wychowawczym (platny przez rok, malo, bo malo, zawsze lepszy
      rydz niz nic). Jesli bym chciala przedluzyc na drugi rok, juz mi nic nie
      zaplaca. Ubezpieczam sie niestety sama (dobrze, ze mam panstwowe ubezpieczenie,
      to Mloda jest na moim).
      Niestety nie udalo mi sie dotrzymac kroku wymogom uczelnianym (mialam zwolnienia
      przez wiekszosc ciazy, lezenie, szpitale itp.), wiec - pozdrawiamy tesknie! -
      nei mam stypendium doktoranckiego. Jak sie postaram, bede miala od jesieni znowu.
      Teraz cos tam sobie podlubalam na uniwerku, niewiele (chociaz bylam tak ambitna,
      ze na pierwszym spotkaniu stawilam sie z 3-tygodniakiem uwieszonym cyca, meska
      czesc katedry za chiny nie mogla sie skoncentrowac...). Od kwietnia zaczynam
      pelnoetatowo (to na szczescie mniej godzin niz praca i mozna sobie rozlozyc na 4
      dni w tygodniu, czy wykroic ze dwa wolne popoludnia.
      Szukam tez pracy poza uczelnia, od lata mam nadzieje zaczac, wiec od jesieni
      bede mama 2-etatowa.
      Jesli chodzi o opieke, to mamy fatalna sytuacje. Jedna babcia jest kochana i
      chcialaby, ale mieszka ponad 1000 km od nas i ma tam swoje codzienne obowiazki,
      wiec moze do nas przyjechac tylko od czasu do czasu. Druga babcia mieszka 90 km
      dalej (z czego jakies 80 smiga sie autostrada), nudzi sie, obowiazkow nie ma
      zadnych...ale ma alergie na jakiekolwiek formy pomocy.
      Zlobki - katastrofa. Pomijajac jakosc niektorych, to dostac miejsce, to jak
      wygrac w totka. Jeden z powodow naszej przeprowadzki.
      Opiekunka to przyjemnosc bardzo droga, ale nie mamy wyjscia (od lata powinnismy
      miec miejsce w zlobku, jezeli sfinalizujemy przeprowadzke).
      Aha, jeden wieczor w tygodniu spedzam z Mloda na masazach i zaczynamy basen, ale
      jestem taki wrak po ciazy, ze kolejne 3 wieczory musze miec dla siebie .
      Zdaje sobie sprawe, ze dziecko moze chcialoby miec wiecej mamy, ale warunki sa
      takie, a nie inne i uwazamy, ze nie bedzie lepiej, jesli zasiade w domu,
      sfrustruje sie, wypadne z tzw. obiegu i kolejne dzieci stana sie dla nas zbyt
      drogim luksusem.
    • mdevine żłobek 01.03.07, 16:15
      A czy któraś z Was oddała maluszka do żłobka zaraz po macierzyńskim? Nade mną
      to wisi i już mam ochotę płakać... Chociaż nie wiem, jak taki bąbel 4-
      miesięczny może reagować na żłobek...
      • marta_nie_martka Re: żłobek 02.03.07, 23:24
        Współczuję, to musi być trudna decyzja :( dużo ci jeszcze tego macierzyńskiego
        zostało? Może masz jakiś zaległy urlop? Trzymam kciuki za najlepsze
        rozwiązanie, jakie by ono nie było.
        • guruburu Re: żłobek 03.03.07, 10:00
          Ja siedzę w domu z przymusu i niestety średnio mi to leży. Do pracy nie mam jak
          wracać, bo takowej nie miałam - po studiach chodziłam na intensywne kursy
          językowe a potem urodziła sie córka. Po pół roku miałam wrócić na jeden kurs
          językowy, ale nie udało się z mężem zgrać czasowo (to on miał być w te dni z
          dzieckiem). Mała miała iść od roku do żłoba (opiekunki są drogie i wiele osób
          tutaj nawet przy dwóch pensjach posyła dzieci do żłobka) - wcześniej sobie tego
          nie wyobrażałam, ale też przymysu nie było. Ale do żłobkow są super długie listy
          oczekujących (jak dziecko ma iść po macieżyńskim - max 14 tyg po porodzie - to
          trzeba się zapisyważ w 3 miesiącu ciąży a i tak nie ma pewności) a na prywatny
          nas nie stać i oczywiście za późno się zapisaliśmy. No i się tak trochę męczę.
          Niby jestem zadowolona, ze mogę być dla dziecka w domu i wiem, ze było by mi o
          wiele łatwiej, gdybym miała znajomych z małymi dziećmi w domu, albo żeby więcej
          takowych było w parkach itp. itd. Ale parki do popołudnia świecą pustkami, bo
          dzieci w żłobkach itp. itd. No i będę w domu z małą prawdopodobnie do stycznia
          2008, bo mam nadzieję że wtedy pójdzie do przedszkola, a ja dalej kształcic się
          językowo, zeby w końcu móc szukać pracy. No i jeszcze drugie dziecko trzeba by
          gdzieś w ten plan wpisać, ale jak na razie natura nie woła, więc trudno coś
          planować (ale prawdopodobnie zrobie wszystkoe, zeby dziecko numer 2 poszło do
          żłobka od roku - choc mam takie poczucie w głebi, że to niesprawiedliwe skoro
          pierwsze dziecko było w domu 2,5 roku...).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka