8listopada
10.05.07, 17:37
Na początku sceptycznie byłam nastawiona do chusty, wydawało mi się, że to moda i nic poza tym. Używałam nosidełka (wtedy gdy z śzymkie musiałm wyskoczyć po Patrycję do przedszkola, albo na pół godzinki do piaskownicy, ale coraz bardziej doskwierały nam obojgu niewygody tego sprzętu i zaczęłam myśleć o chuście...
Szukalam, czytałam, oglądałam...
Na początku myślałam o pouchu, bo w użytkowaniu chyba najprostrzy, ale po spotkaniu z Agą mamą Ani i Franka zaczęłam dumać o wiązanej, no i w długi weekend bylam już zachustowana. Pouch wyszedł za długi i narazie nie nadaje się do noszenia, ale długa wiązana to raj. Jak mój facecik usnął po 10 min. noszenia to byłam w szoku, a i jak nie śpi to w miarę spokojnie siedzi.
Zaczęłam od wiązania kieszonki, bo jakoś taka najpewniejsza mi się wydała, a dzisiaj musiałam ię przekonać dowiązania na krzyż(nie znam tych fachowyh nazw), bo potrzebowałam raz go wyjmować raz wkładać i mój zachwyt dla chusty tylko wzrasta. Szymek zniósł naszą wycieczkę superowo, chusty nie musiałam nawet zdejmować wsiadając do samochodu i oboje wróciliśmy zadowoleni. Już nie myślę, ze to tylko moda.
Cieszę się niezmiernie, że zdecydowałam się na próbę i odkryłam niezaprzeczalne uroki chusty :-))
Moja samoróbka (a właściwie mamoróbka)to wprawdzie nie to samo co te piękne chusty z chustomanii (Florencja jest po prostu fantastyczna)ale i tak jestem nią zachwycona.
Pozdrawiam wszystkie mamy,które, jak ja od tygodnia, bez chusty obejść się nie mogą:-)
Karolina