Dodaj do ulubionych

O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami

12.09.07, 12:10
Moje starsze dziecko rozpoczęło właśnie edukację przedszkolną.
Wychowawczyni stosuje metodę ruchu rozwijającego wg Weroniki
Sherborne i przyznam, że bardzo mnie tym zaciekawiła. Najogólniej
mozna powiedzieć, że ta metoda wykorzystuje ćwiczenia przypominające
baraszkowanie, przytulanie, swobodny taniec, dotykanie w celu
poznania własnego ciała, zdobycie świadomości przestrzeni, relacji
międzyludzkich i zaufania do innych. Dokładniejsze informacje
znajdziecie tutaj:
tiny.pl/1h2t
www.publikacje.edu.pl/publikacje.php?nr=178

Ale do czego zmierzam. Nauczycielka opowiadała, że wiele dzieci nie
jest nauczonych dotyku z innymi ludźmi, nie ma zaufania do swoich
rodziców i przy zabawach, w których trzeba usiąść dorosłemu na
kolanach czy się przytulić wolą podejść do nauczyciela, którego
widzą pierwszy raz w życiu niż do własnej matki. Nauczycielka
twierdzi, że to wynik braku czasu, baraszkowania z dzieciakami po
podłodze czy rodzicielskim łóżku. Często przyczyną jest trudny
poród, inkubator, długa rozłąka z rodzicem. I tak sobie pomyślałam,
że nosząc nasze dzieci w chustach powoli i bez stresów wprowadzamy
je w wielki świat. Pozwolę sobie zacytować:

"Dziecko w swoim rozwoju emocjonalnym i społecznym najpierw musi
nauczyć się kontaktu z dorosłymi, z jedną osobą, aby było dojrzałe
do kontaktów z rówieśnikami. Do wytworzenia więzi opartej na
wzajemnym poznaniu, zrozumieniu potrzeb partnera i wzajemnym
zaufaniu dochodzi w trakcie wspólnych doświadczeń w przebiegu zabaw
ruchowych proponowanych w metodzie Ruchu Rozwijającego, które
przypominają zabawy dzieci i dorosłych zwane „baraszkowaniem”."
Obserwuj wątek
    • magme Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 12:19
      Genialne, brawo, w końcu dociera do niektórych że dzieci trzeba
      przytulać i pieścić, super, ja sobie ten cytat zaraz skopiuję, to
      się zresztą pokrywa całkiem ładnie z tym co ja czytałam o
      bezpiecznym modelu przywiązania w wychowaniu dzieci, no i co na to
      miłośnicy "zimnego chowu" :)?
      • abepe Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 12:30
        Święta prawda. Jako terapeuta Integracji Sensorycznej i psycholog od maluchów
        ogłaszam wszem i wobec:))
        Noszenie robi dzieciom baaardzo dobrze.
        Więcej o SI np. tu:
        integracjasensoryczna.com.pl/index.php5?mod=pages&id=1
        i tu:
        www.integracjasensoryczna.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=21&Itemid=60
        Moim zdaniem nosząc dziecko budujemy to, co dla niego w życiu najważniejsze -
        poczucie bezpieczeństwa.
        To bardzo dziwne prawda, że coś takiego jak poczucie bezpieczeństwa zależy od
        dobrze funkcjonującego zmysłu dotyku i równowagi?
        A jednak to działa:))
        Nosić, nosić:))
        • andziulindzia Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 12:45
          Zamieściłam ten post też na niemowlęciu. Może da do myślenia
          zwolenniczkom zimnego chowu.

          Ale chciałam się z wami podzielić jeszcze taką refleksją: mój
          pierwszy poród był okropnym przeżyciem. Dziecko urodziło sie zdrowe
          dzięki przytomności umysłu lekarza (Dzięki mu za to dozgonne
          składam!). Byłam tak słaba po porodzie, że małą zobaczyłam dopiero
          po dobie i to na krótko, bo zwyczajnie zemdlałam. Dopiero w trzeciej
          dobie miałam swoje dziecko na rękach. A mała nie ma żadnej traumy,
          wtula się we mnie z ufnością, jestem jej lekiem na wszystkie smutki
          i stresy, ładnie bawi się z innymi dziećmi, jest otwarta i wesoła.
          Tyle, że ja ją nosiłam bardzo dużo. Szkoda, że chust nie znałam bo
          byłoby mi łatwiej.
          • abepe Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 13:07
            Brak możliwości dotykania swoich maluszków jest okropnym stresem dla rodziców
            dzieci w inkubatorach. Dlatego w światłych szpitalach ,maluchy sa kangurowane,
            czyli układane na piersiach rodzica. Myślę, że gdyby nie cała tak maszyneria -
            rurki i wenflony - chusty byłyby bardzo przydatne. Maluchy w inkubatorach często
            przyciskają sie do ścianek. Na szczęście teraz są takie proste wynalazki jak
            gniazdka dla wczesniaków (rodzicenie zawszemoga być w szpitalu 24/dobę):
            www.wczesniak.pl/sklep/index.php?main_page=product_info&cPath=3&products_id=6
            Lepiej się w gniazko wtulić niż w plastik.

            Hehe, widze na stronie fundacji Wczesniak także chusty:)) Bebelulu:))No tak, w
            kołysce to i rurki nie przeszkadzają:))
    • seala1 Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 12:43
      dotyk jest blogoslawiony w moim mniemaniu. czasami jak Lena juz na noc idzie
      spac a ja tego dnia np długo pracowalam i sie jej nie nadotykałam wystarczająco,
      to musze jeszcze po jej zasnięciu chociaż parę razy sie do niej potulic,
      pogłaskać włoski, pocałować, pomiętosić. (wtedy jest taka cieplutka mniam;-))).
      Ona spi w swoim łóżeczku, ale jak mam takie dni ze jestem niezaspokojona własnie
      "dotykowo" to ją biorę do siebie do łóżka i śpimy razem;-) Czasami mam tez tak,
      ze jak ją tulę i całuję to mam ochotę aż tak mocno ją ścisnąć, tak prawie zjeść.
      Czyli dotyk potrzebny jest zarówno dzieciom jak i rodzicom do ich prawidłowego
      "rodzicielskiego" rozwoju;-)
    • mamakio Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 17:10
      W ogóle nie rozumiem idei zimnego chowu. Jak można nie przytulać i
      nie ukochiwać dzieci? Czasem mam wrażenie, że robię to aż za
      często :-) I muszę się pilnować , żeby nie połamac Kasi żeber;-) Nie
      mogę się doczekać , żeby móc młodszą przytulić tak z całej siły... A
      poza tym mam ochotę je zjeść:-))) Tak z miłości:-)))
    • ekomama Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 19:00
      Założycielka stowarzyszenia Peau a peau mówi o witaminie R+D: czyli ruch i dotyk
      nieodzownej do rozwoju dziecka jak każde inne pożywienie.
    • petisu Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 19:06
      Faktycznie ciekawe, lecę czytac artykuł.
      • althea35 Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 19:16
        Moim zdaniem problem zaczyna sie juz na porodowce, dziecko jest
        szybko zabierane od matki, wazone, mierzone, ubierane, zawijane w
        rozki i odkladane do lozeczka... zamiast byc blisko mamy.
        My mielismy to szczescie rodzic w szpitalu w ktorym kladzei sie duzy
        nacisk na kontkt dziecka z rodzicami od pierwszych chwil. Moje
        dziecko bylo wazone dopiero po kilku godzinach od porodu, w tym
        czasie lezalo u mnie na piersi lub obok mnie (lub u meza).
        Praktycznei cala pierwsza dobe mama spedzila blisko mojego lub meza
        ciala. W szpitalu byly takie plastikowe lozeczka dla dzieciaczkow,
        ale nie wolno bylo ich uzywac na sali. Mozna bylo soebie takim
        lozeczkiem pojezdzic po korytarzu, mozna tam bylo polozyc dzecko
        jesli chcialo sie np. telewizje poogladac albo zjesc.
    • hanti Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 19:11
      moja Karolka jest na to świetnym przykładem :((( trudny start w życie,
      inkubator, dotyk= ból ......no i dłuuuugo żaden psycholog, żadne zajęcia, czy
      dopieszczanie nie mogło nam pomóc :((( odkąd zaczęłam ją nosić w chuście, nasza
      psycholog jej nie poznaje, bo to się powoli przylepa robi :D
      • alexkieszek Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 19:28
        i u mnie podobne doświadczenia.
        Franio po potężnym wzomożonym napięciu i asymetrii. Jak się urodził jedyna forma
        przytulania to było karmienie. Kładliśmy się w łóżku i leżeliśmy godzinami.
        Franio żądał karmienia prawie non stop. Jak się go brało na ręce płacz, przez
        wiele miesięcy ciężko było go nawet odbć :(
        Ja byłam załamana bo niemowlaki kojarzyły mi się z takimi przytulakami a tu klops.
        Odkąd mamy chustę Franio tuli się nawet gdy go biorę na ręce bez chusty.
        Chusta pozwoliła mu się rozliuźniać swoje ciałko. Jest cudownie i skok rozwojowy
        i emocjonalny jest niesamowity :)

        Dzieci trzeba kochać i przytulać :)
        • kajka78 Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 19:41
          Cos w tym jest...
          Ja nosze od niedawna i nie non stop. Motam Karole ze dwa razy
          dziennie, czasem na spcaer, czasem ponosic po domu, czasem zeby
          zasnela, jak trze oczy, a nie chce sie polozyc.
          I zauwazylam, ze jak nie ma chusty, a biore ja na raczki, to sie
          wtula we mnie.. wczesniej tak nie robila.
          A zasypianie w chuscie... ech to uczucie pobija wszystkie!!!!!
          Dotyk to jest to ;-)
    • andziulindzia Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 20:43
      Ciekawy jest fragment artykułu o Integracji sensorycznej, który
      zlinkowała abepe:

      Dotyk i ruch są niemniej ważne niż wzrok i słuch, jeśli nie
      ważniejsze, w poznawaniu przez niemowlę świata. W późniejszym
      okresie najważniejsze w dla rozwoju stają się wzrok i słuch. Nie
      oznacza to, że w okresie niemowlęcym należy ograniczać wzrok i
      słuch, lecz że dotyk i ruch nie powinny być zaniedbywane. Na
      przykład, czasami rodzice mając dobre chęci ustawiają fotelik z
      dzieckiem blisko zgromadzonych członków rodziny, tak by mogło ich
      widzieć i słyszeć. Zamiast tego mogliby trzymać dziecko na rękach,
      bujając je lub nosząc. Kontakt fizyczny jest szczególnie ważny nie
      tylko ze względu na doznania sensoryczne ale również na rozwój więzi
      emocjonalnej z rodzicami. Innym istotnym aspektem jest umieszczanie
      niemowlęcia w zróżnicowanych pozycjach. Ponieważ dzieci często
      przebywają w szpitalu leżąc jedynie na plecach, to rodzice układają
      je tylko w tej pozycji w domu. Należy pamiętać , że dziecko w każdej
      pozycji doświadcza innych wrażeń. Tak więc leżenie na brzuchu,
      leżenie na plecach czy boku dostarcza odrębnych doznań
      sensorycznych. Stwarzając dziecku możliwości przebywania w różnych
      pozycjach podczas snu, zabawy i noszenia pomaga dziecku w rozwoju
      odczuwania ruchu, grawitacji oraz kontroli ciała.

      Ja to wszystko wiem intyuicyjnie, ale nie potrafiłam przekonać
      innych, że mam rację. A tu proszę: naukowe badania potwierdzają
      słuszność naszego postępowania :)
      • abepe Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 12.09.07, 23:47
        Hehe, pomyślałam sobie, że chusty moga być dobrym sprzętem w gabinecie terapii
        Integracji Sensorycznej:))Hamaki i różne "bujawki" mają tam szerokie zastosowanie:))
        Generalnie, cieszę się, ze w pierwszej ciąży zrobiłam I stopień kursu a w
        drugiej II. Moje dzieci są przez to bardziej zaopiekowane pod tym względem i
        dostymulowane. A jak nosiłam Grzesia całymi dniami to mogłam sceptykom buzie
        zamykać i naukowe wywody głosić (o potrzebach stymulacji dotyku i przedsionka:))
        oraz certyfikatem zamachać przed nosem:))

        Naukowo jest np. dowiedzione, ze dzieci matek leżących podczas ciąży mają
        problemy ze zmysłem równowagi (potrzebują nadmiaru bodźców albo ich unikają). Bo
        nie miały odpowiednich doświadczeń ruchowych w okresie prenatalnym. Chyba nie ma
        lepszego lekarstwa niż chusta:))
        Oj, niech ja tylko do pracy wrócę:))
        • lola_22 dziękuję za ten wątek 12.09.07, 23:58
          i bogate dopiski - wreszcie przeczytałam czarno na bialym ,ze to co
          mi sie pod czaska kolacze ma uzasadnienie ;-) I teraz tulę i wtulam
          sie jeszcze bardziej/częściej/mocniej !!!
    • 377sil Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 13.09.07, 10:40
      Cieszę się, że ten temat został poruszony. Mam troje dzieci. Dwóch
      starszych nosiłam bez chusty, której nie znałam, bardzo dużo na
      rękach i częściowo w nosidełkach. Starszy syn nie trawił wózka przez
      kilka pierwszy miesięcy, dopóki nie zaczął siadać. Młodszy miał
      straszne kolki i nie pozwolił się nosić nikomu oprócz mnie do 4-tego
      m-ca. Nie miałam serca, żeby mimo ich płaczu przyzwyczajać do wózka.
      A wszyscy dookoła tak radzili. Bo się przyzwyczai! Do półtora roku
      spali z nami w nocy, a łóżko od razu kupiliśmy duże. Dziecko w nocy
      nie płakało, pierś miało na żądanie i od razu, mogło się przytulić,
      mąż wyspany szedł do pracy,a ja nie musiałam wstawać w nocy. I
      każdemu mogę to polecać.Tym bardziej, że w miarę bezboleśnie
      przeżyli przejście do własnych łożek. Bardziej tragiczne było
      rozstanie z cycusiem, ale to inna bajka. Chłopcy są bardzo żywi, nie
      mają problemów z nawiązywaniem kontaktów z innymi dziećmi. Krzyś ma
      sześć lat i często sam z siebie przychodzi do mnie, żeby się
      przytulić. Młodszy Grześ też dostaje dużo czułości, tym bardziej, że
      teraz pojawił się Michał. Chłopcy nie okazują zazdrości, wręcz
      przeciwnie, gdyby mogli, to zacałowaliby go na śmieć. Misio jutro
      skończy dwa miesiące. Prawie od urodzenia noszę go w chuście i chyba
      jeszcze długo ponoszę, bo jak sie okazuje, to co wiedziałam
      instynktownie o noszeniu i tuleniu jest najlepsze dla dziecka.
    • lidkamamakuby Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 13.09.07, 11:04
      Świetny wątek, ile przydatnych informacji.
      Instynktownie chyba wszystkie z nas to "wiedziały" :)) bo nosimy i przytulany,
      czasem wbrew "dobrym radom" znajomych i rodziny.
      Ja starszego nosiłam na rękach, bo chusty nie znałam, zawsze przed zaśnięciem
      było noszenie i przytulani i śpiewanie. Wyrósł fajny chłopak, który przytulać do
      rodziców się lubi a i bardzo otwarty na świat i innych ludzi jest.
      Młodszego noszę "łatwiej" bo w chuście. I delektuję się tym ...
      I już się trochę martwię, co zrobię, jak wyrośnie z wieku "do noszenia" :(
    • mamuk1 ciąg dalszy zimnego chowu - niechustowe 13.09.07, 14:48
      Dzisiaj, już zresztą nie po raz pierwszy, byłam świadkiem smutnej scenki. Stojąc
      na przystanku, zobaczyłam matkę z dwiema małymi dziewczynkami. Jedna z nich coś
      jej opowiadała, na co matka: "Nie gadaj tyle, w szkole się nagadasz." I gdzie
      tu budowanie szacunku, poczucia własnej wartości i więzi z rodzicami? Dziecko ma
      najpierw samo leżeć w łóżeczku, potem samo się bawić, nie odzywać się niepytane
      i w ogóle nie zawracać głowy:(((
      Z doświadczenia wiem, że gadanina dziecka bywa czasem nużąca, ale zawsze
      przynajmniej udaję zainteresowanie, bo wiem, że to dla niego ważne. Poza tym
      podpisuję się pod postami poprzedniczek, dla nas też tulenie i bliskość są
      bardzo ważne i jak najbardziej naturalne. Dlatego też tak sobie cenimy chusty.
      Pozdrawiam
      Asia.
    • lurien Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 13.09.07, 15:33
      dzięki za ten wątek, zaczynam dopiero nosić, starszego synka nie nosiłam w
      chuście, teraz gdy byłam w ciąży nie mogłam go w ogóle nosić, ciaże miałam
      zagrożoną i widziałam, ze mu tego brakowało, jakby odsunął się ode mnie...
    • buns Dzieci kochają być przytulane 13.09.07, 17:36
      ja pracowałam z maluszkami (2-5 lat) i starszymi dziećmi w szkole (uczę ang. i
      wykorzystujemy m.in. metodę kinezjologii edukacyjnej oraz dramy gdzie ruch i
      kontakt z innymi jest ważny) i zawsze małe łobuzy po zajęciach biegły do mnie
      się przytulić, podziękować, wyżalić, coś poopowiadać. Czasem aż się bałam jak na
      to zapatrują się przychodzący po dzieci rodzice;)A jak w ósmym miesiącu ciąży
      szłam na L4 popłakałam się gdy Maluszki zafundowały mi taki "group hug":)
      • ekomama Re: Dzieci kochają być przytulane 13.09.07, 23:08
        A mój siostrzeniec (8 lat) powiedział mi wczoraj tak:

        "A w kawałach Gerfielda przeczytałem, że najlepiej się człowiek wysypia koło
        osoby, którą kocha. I to prawda. Ja się najlepiej wysypiam koło mamy. Bo
        przytulanek to ja tak bardzo nie kocham. Więc najlepiej mi spać z mamą."
        • monjan Re: Dzieci kochają być przytulane 21.01.08, 08:40
          super!!
          ja tez nosze ii to duzo
          i wierze ze moje dziecko tego potrzebuje-jak nie chce to po prostu odpycha mnie
          rekami a za chwile sam przychodzi i sie wtula:)
          dzieci tak szybko rosna...zaluje tylko ze nie mam wiekszego mieszkania na
          wieksze łozko:)
          jak bede miela (kiedys:) dom i kolejne dziecko, to kupie sobie wielki materac i
          poloze go naziemi, wszyscy beda tam spac i nikt nie spadnie:)
    • kociewiankapl podbijam wątek 19.01.08, 23:26
      Przy okazji dodam, że w domu tez można zaadoptować takie ćwiczenia a zabawa z
      tego nie lada!
      • alawuwu Re: podbijam wątek 20.01.08, 18:47
        Dzięki! Przeoczyłabym ten wątek, a naprawdę jest kopalnią argumentów
        dla przeciwników noszenia, z którymi trza się zcierać na codzień ;) I
        dodaje pewności siebie. Taraz mam dowody, że moje ciągłe tulenie
        córeczki jej nie zaszkodzi, jak niektórym się wydaje ;D
    • lucy_cu Re: O dotyku i ruchu - nieco zwiazane z chustami 21.01.08, 10:32
      Coś pięknego. :-)
      Wątek, który powinien stać się lekturą obowiązkową dla zwolenniczek
      Sz.P.Tracy i podobnych praktyk. ;-)
      Wiedziałam, że robię dobrze, nosząc (starszaków jeszcze bez chusty,
      bo takowej nie znałam), śpiąc z niemowlakami, całując i przytulając
      bez końca. Te przytulanki oczywiście trwają. :-) Mam świetne,
      niezależne, samodzielne dzieci (to zawsze podkreślam, kiedy ktoś mi
      zarzuca, że noszenie i hołubienie to prosta droga do wyhodowania
      maminsynka / maminejcóreczki (? ;-P)).
      A metoda Sherborne jest znana i u nas w przedszkolu (przedszkole
      przy Krakowskim Ośrodku Rehabilitacji Wieku Rozwojowego) :-)
      O ile się nie mylę, na zajęcia prowadzone tą metodą można się
      zapisywać "z zewnątrz". Gdyby któraś z Krakowianek była
      zainteresowana, dowiem się o szczegóły. Tutaj link, gdyby ktoś
      chciał się dowiadywać na własną rękę:
      www.prochowa.pnet.pl/poradnia.html
      A wiecie, tak jeszcze a'propos noworodków i dotyku? W klinice, w
      której rodziłam troje dzieci z mojej czwórki, pielęgniarki
      noworodkowe zajmują się maluchami tak, jakby to były ich własne
      dzieci: głaszczą, całują, noszą. To naprawdę fajna sprawa. Co
      zabawne, czasem wyraźnie widać, że lekko jeszcze spłoszone mamy
      pierworodnych dzieci mniej dotykają, mniej tulą, niż właśnie
      personel. ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka