Dodaj do ulubionych

Reinkarnacja

02.06.07, 18:36
Tak w związku z wątkiem o męskim wcieleniu.
Wierzycie? Część z Was wierzy, prawda? Napiszcie więcej, to ciekawe.
Ja akurat nie wierzę w reinkarnację. Uważam, że to co pamiętamy albo
wyobrażamy sobie, te obrazy, które mogą się z nas wyłaniać, to co można
interpretować jako dowód na reinkarnację, wynikają stąd, że pochodzimy od
wielu ludzi. Mamy ich geny i kawałki osobowości, przeżyć, wspomnień. W jakimś
sensie oni w nas tkwią, nawet jeśli nic o nich nie wiemy. Według
psychologicznych teorii systemowych wydarzenia sprzed kilku pokoleń mogą mieć
na nas wpływ, nawet jeśli nic o nich nie wiemy, bo wpłynęły na naszych
przodków, na ich sposób myślenia i widzenia świata, wywołują takie lub inne
uczucia wokół różnych spraw. W tym sensie żyjemy znacznie dłużej niż od
momentu naszych narodzin i będziemy żyć dłużej niż do momentu śmierci.
Obserwuj wątek
    • zocha.w Re: Reinkarnacja 02.06.07, 22:10
      Nie wdając się w rozważania filozoficzne (można o tym przeczytać w różnych
      źródłach, wielcy filozofowie uznawali reinkarnację), ani nie odwołując się do
      religii Wschodu (które uznają reinkarnację) - "nasza" religia (która nie uznaje
      reinkarnacji) mówi, że "Bóg jest sprawiedliwy i miłosierny". To dlaczego nie
      daje wszystkim ludziom równego startu w życie? Dlaczego jedni rodzą się piękni
      i bogaci, a inni biedni lub niepełnosprawni? Gdzie tu sprawiedliwość i
      miłosiedzie? A reinkarnacja w sposób prosty i logiczny tłumaczy ten nierówny
      start.
      Ja nie urodziłam się z wiarą w reinkarnację, ale w pewnym momencie stała się
      ona dla mnie zupełnie oczywista. I bardzo wpłynęła na moje życie, za co jestem
      jej bardzo wdzięczna.
      Ja nie urodziłam się z wiarą w reinkarnację, ale
      • zocha.w Re: Reinkarnacja 02.06.07, 22:15
        To na końcu - "ja nie urodziłam się..." itd - oczywiście ma tego nie być.
      • skrzydlate Re: Reinkarnacja 02.06.07, 22:27
        nigdzie w biblii nic nie ma o reinkaracji, nie ma ani potwierdzenia ani
        zaprzeczenia, interpretacje Kościoła watykańskiego sa przeciwko, ewangelicy
        rowniez ale bywali w historii ludzkosci wybitni ludzie ktorzy pomimo wyznawanej
        wiary - chrzescijanskiej potwierdzali istnienie reinkarnacji, byli
        uzdrawiaczami.. chociazby Znany uzdrawiacz Edgar Cayce
        • dynamitee Re: Reinkarnacja 02.06.07, 23:06
          może i nie ma, ale są słowa św. Pawła bodajże: jak sobie zasiejesz, taki plon
          zbierzesz.
        • zocha.w Re: Reinkarnacja 03.06.07, 12:14
          skrzydlate napisała:

          > nigdzie w biblii nic nie ma o reinkaracji, nie ma ani potwierdzenia ani
          > zaprzeczenia, interpretacje Kościoła watykańskiego sa przeciwko, ewangelicy
          > rowniez ale bywali w historii ludzkosci wybitni ludzie ktorzy pomimo
          wyznawanej
          >
          > wiary - chrzescijanskiej potwierdzali istnienie reinkarnacji, byli
          > uzdrawiaczami.. chociazby Znany uzdrawiacz Edgar Cayce

          Przytoczę fragment książki „Coming Back. Tajemnice reinkarnacji” (na podstawie
          nauk Śri Śrimad A.C. Bhaktivedanty Swamiego Prabhupady)

          Rozdział: Judaizm, chrześcijaństwo, islam.

          Wzmianki o reinkarnacji są także powszechne w historii judaizmu i wczesnego
          chrześcijaństwa. Informacje o przeszłości i przyszłych istnieniach znajdują się
          w Kabale, która według wielu hebrajskich naukowców reprezentuje ukrytą mądrość,
          wykraczającą poza granice pism. W Zoharze, jednym z podstawowych tekstów
          kabalistycznych, jest powiedziane: „Dusze muszą ponownie przyłączyć się do
          absolutnego ciała, z którego się pojawiły. Lecz aby tego dokonać, muszą
          rozwinąć wszystkie doskonałości, których zarodek został w nich zasiany, a jeśli
          nie spełnią tego warunku w ciągu jednego życia, muszą rozpocząć drugie,
          trzecie, i tak dalej, aż spełnią warunek, który pozwoli im połączyć się z
          Bogiem”. Zgodnie z Powszechną Encyklopedią Żydowską, Hasydzi są wyznawcami
          podobnych wierzeń.
          ....
          Wiele wersetów biblijnych wskazuje, że Chrystus i Jego zwolennicy byli świadomi
          zasad reinkarnacji. Kiedyś uczniowie Jezusa zapytali Go o proroctwo Starego
          Testamentu mówiące o powrocie Eliasza na Ziemię. W Ewangelii Świętego Mateusza
          czytamy słowa Chrystusa: „Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz
          powiadam wam: Eliasz już przyszedł, ale nie poznali go... Wtedy uczniowie
          zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu”. Innymi słowy, Jezus oznajmił, że
          Jan Chrzciciel, który został skazany na śmierć przez ścięcie głowy, był
          wcieleniem proroka Eliasza. Mówiąc ponownie o Janie Chrzcicielu, Jezus
          powiedział: „To on jest Eliaszem, który ma przyjść. Ten, kto ma uszy, niech
          słucha”.
          Koran mówi: „Byłeś martwy, a On przywiódł cię z powrotem do życia i On także
          spowoduje twoją śmierć po to, aby dać ci znowu życie. A w końcu zabierze cię do
          Siebie”. Wśród zwolenników islamu, szczególnie sufiści wierzą, że śmierć nie
          przynosi zguby, ponieważ nieśmiertelna dusza nieprzerwanie przechodzi przez
          różne ciała.
          ...
          Tyle cytat. Nie jestem biegła w Biblii, toteż opieram się na słowach innych,
          mam nadzieję, znawców.
          • skrzydlate Re: Reinkarnacja 03.06.07, 18:24
            to jest niezłe
          • skrzydlate Re: Reinkarnacja 03.06.07, 18:31
            generalnie jestem przekonana ze w świętych przekazach, które niegdyś dla
            niepiśmiennych ludzi były jedyną wiedzą i nauką, i były przekazywane z pokolenia
            na pokolenie ustnie - w tych świętych tekstach jest mądrość ponadczasowa, która
            dotyczy calej ludzkości, która niewiele ma wspólnego z nauką natomiast jest
            autentycznym przekazem dla nas od naszych przodków (mitologia Dogonów przykładem
            nie do zbicia)... kapłani i szamani byli przez wieki jedynymi wykształconymi
            ludźmi... za ich pośrednictwem została nam przekazana wiedza z przed tysięcy
            lat, wiedza o naszym istnieniu, przeznaczeniu i tak dalej. Kto zrozumie ten wie.
            Kto nie przyswoi - coś... ziarno na różna glebę pada i nie zawsze zakiełkuje,
            jak mówił Jezus :)
            Interesowałam sie wieloma religiami i stwierdzam że wiele rzeczy w źródłowych
            tekstach jest bardzo podobna, różnice moim zdaniem są kosmetyczne a sens jednaki.
      • dynamitee Re: Reinkarnacja 02.06.07, 23:04
        zocha.w napisała:
        To dlaczego nie
        > daje wszystkim ludziom równego startu w życie? Dlaczego jedni rodzą się
        piękni
        > i bogaci, a inni biedni lub niepełnosprawni? Gdzie tu sprawiedliwość i
        > miłosiedzie? A reinkarnacja w sposób prosty i logiczny tłumaczy ten nierówny
        > start.

        dokładnie. gdybyśmy mieli tylko jedno życie, wszyscy powinniśmy mieć równy
        start, a tak niestety nie jest. reinkarnacja to tłumaczy: jak sobie pościelesz
        (w jednym wcieleniu), tak się wyśpisz (w następnym). są dzieci, które umierają
        jeszcze w łonie matki, nienarodzone, nie dostają szansy przeżycia życia
        (zakładając, że istnieje tylko jedno), albo dostają tę szansę, ale na krótko
        (bo np. umierają zaraz po porodzie) - co z tymi dziećmi? które nawet nie mają
        szansy się urodzić i przeżyć trochę tego życia, w jaki sposób będą sądzone na
        sądzie ostatecznym i za czyje grzechy, bo chyba nie za swoje? (to pytanie,
        jeżeli brać pod uwagę nauki KK). dusza takiego dziecka nie ma szansy, żeby się
        nauczyć czegoś, wzbogacić (zakładając, że istnieje tylko jedno życie).

        wierzę w reinkarnację intuicyjnie i nie potrzebuję na to dowodów.
        • anahella Re: Reinkarnacja 09.06.07, 08:27
          > są dzieci, które umierają
          > jeszcze w łonie matki,

          Maly off topik. Czlowiek, ktory nie zaczerpnal powietrza w pluca nie jest
          kompletnym czlowiekiem. No nie przeszkadza by byl czlowiekiem, tak jak
          czlowiekiem jest ktos bez reki czy nogi.
      • bene_gesserit Re: Reinkarnacja 03.06.07, 00:01
        zocha.w napisała:

        > Nie wdając się w rozważania filozoficzne (można o tym przeczytać w różnych
        > źródłach, wielcy filozofowie uznawali reinkarnację), ani nie odwołując się do
        > religii Wschodu (które uznają reinkarnację) - "nasza" religia (która nie
        uznaje
        >
        > reinkarnacji) mówi, że "Bóg jest sprawiedliwy i miłosierny". To dlaczego nie
        > daje wszystkim ludziom równego startu w życie? Dlaczego jedni rodzą się
        piękni
        > i bogaci, a inni biedni lub niepełnosprawni? Gdzie tu sprawiedliwość i
        > miłosiedzie? A reinkarnacja w sposób prosty i logiczny tłumaczy ten nierówny
        > start.

        Kiedys wyplakiwalam sie komus ze swojej niedoli. Bylam w poteznym dole z
        perspektywa 'znikąd ratunku, wszystko bez sensu' - i mialam ku temu powazne
        powody. I ten czlowiek, ktorego uwazalam za niezwykle madrego i inspirujacego
        powiedzial z glebi swojej buddyjskiej perspektywy 'zapewne to, co ci sie
        przydarza teraz, jest spowodowane tym, co robilas w w swoich poprzednich
        wcieleniach'.

        I tak zamiast pocieszenia probowano mi sprzedac kompleks winy. Jasne, sama
        sobie na to zasluzylam. Nedzarze? Niepelnosprawni? Umierajace dzieci? Taka maja
        karme, cierpia, bo przeskrobali.
        • dynamitee Re: Reinkarnacja 03.06.07, 10:09
          bene_gesserit napisała:

          > I tak zamiast pocieszenia probowano mi sprzedac kompleks winy. Jasne, sama
          > sobie na to zasluzylam. Nedzarze? Niepelnosprawni? Umierajace dzieci? Taka
          maja
          >
          > karme, cierpia, bo przeskrobali.

          nie wiem, jak można mówić ludziom takie rzeczy. "masz złą karmę i musisz
          cierpieć"- strasznie to fatalistyczne. a człowiek jest kowalem swojego losu i
          nawet jeżeli coś przeskrobał w poprzednim wcieleniu, to po to ma obecne, żeby
          nad sobą pracować i naprawić to, co przeskrobał (wersja dla tych, którzy wierzą
          w reinkarnację :)

          ja, mimo tego, że wierzę, nie tłumaczę sobie sytuacji problemowych złą karmą.
          tłumaczę sobie to b. prosto: to, że czasami cierpię, że zdarzają mi się przykre
          sytuacje jest nieodłącznym elementem życia, ot co. a pomogła mi w tym książka
          (kto by pomyślał? :), "Mistrz i Małgorzata", gdzie Woland- mądry szatan :)
          wypowiada słowa: "na co by się zdało twoje dobro, gdyby nie istniało zło, i jak
          by wyglądała ziemia, gdyby z niej zniknęły cienie? przecież cienie rzucają
          przedmioty i ludzie (...) ale są również cienie drzew i cienie istot żywych. a
          może chcesz złupić całą kulę ziemską, usuwając z jej powierzchni wszystkie
          drzewa i wszystko, co żyje, ponieważ masz taką fantazję, żeby się napawać
          niezmąconą światłością?". no po prostu genialny tekst :) i naprawdę mi pomaga w
          trudnych sytuacjach.
          • bene_gesserit Re: Reinkarnacja 03.06.07, 12:34
            Daj spokoj - jak ma 'pracowac nad soba' dzieciak, ktory urodzil sie w rodzinie
            mojej przyjaciolki z niedorozwojem mozgu? Jest kochany i otoczony czula opieka
            od lat kilkudziesieciu, ale umyslowo, emocjonalnie i spolecznie od
            kilkudziesieciu lat jest na poziomie trzymiesiecznego niemowlęcia. Ico on
            takiego zrobil? Byl Adolfem Hitlerem czy jak?

            Jak ma byc 'kowalem wlasnego losu' afganska jedenastolatka z nedzarskiej
            rodziny, ktora - na poniewierke, gwalty i rodzenie - przegral w karty i oddal
            jako którąś tam z kolei zonę 60-latka jej wlasny ojciec?

            Tak naprawde swiat, w ktorym mozna myslec o 'pracy nad soba i naprawianiu tego,
            co sie przeskrobalo', kiedy sie ma pelny brzuch, gdzie spac, kiedy sie ma co
            najmniej kilku bliskich i poczucie bezpieczenstwa. To jest ta nasza, duzo
            mniejsza polowa swiata. Znaczy - wychodzi na to, ze jestesmy tu za zaslugi. A
            tamci - coz.
            • pani.jazz Re: Reinkarnacja 03.06.07, 13:05
              Cos mi sie tam kolacze, ze reinkarnacja polega na tym, z zaswiatow nie "wpadamy" w jakies z gory narzucone, kolejne cialo "za kare", tylko wybieramy sobie, czym teraz chcemy pojezdzic. I to, ze jakas dusza wybrala cialo uposledzonego dziecka, nie znaczy, ze jest jej w nim zle. Zle moze byc jego rodzinie.
              Jedenastolatka z dzielnicy czerwonych latarni tez ma szanse, kazdy ma. Nie mnie, nie Tobie, nikomu tak naprawde, oceniac, jak trudna do spelnienia jest jej misja. Ale jesli dusza wlasnie ja wybrala sobie za siedlisko - to miala powod. Chciala cos przepracowac.

              Oczywiscie, ze wygodnie to mowic z fotela przed komputerem. Ale moze nasza fotelowa karma mowi, ze nie trzeba sie umartwiac nad takimi "biednymi" ludzmi, tylko ruszyc tylek i zajac sie robieniem czegos dla nich? A jesli nie bezposrednio dla nich, to chociaz dla kogos obok. Albo po prostu dla siebie. W jakis sposob.

              A osobiscie, nie wiem, czy wierze w reinkarnacje i karme.

              Pozdrawiam,
              pani.jazz
              • dynamitee Re: Reinkarnacja 03.06.07, 14:26
                pani.jazz napisała:

                > Cos mi sie tam kolacze, ze reinkarnacja polega na tym, z zaswiatow
                nie "wpadamy
                > " w jakies z gory narzucone, kolejne cialo "za kare", tylko wybieramy sobie,
                cz
                > ym teraz chcemy pojezdzic.

                nie patrzyłam na to pod tym kątem, ale to ciekawe, co napisałaś :)
              • bene_gesserit Re: Reinkarnacja 03.06.07, 15:06
                pani.jazz napisała:

                > Jedenastolatka z dzielnicy czerwonych latarni tez ma szanse, kazdy ma.

                Na co? Wierzysz w to, czy wiesz?
            • dynamitee Re: Reinkarnacja 03.06.07, 14:23
              bene_gesserit napisała:

              > Daj spokoj - jak ma 'pracowac nad soba' dzieciak, ktory urodzil sie w
              rodzinie
              > mojej przyjaciolki z niedorozwojem mozgu? Jest kochany i otoczony czula
              opieka
              > od lat kilkudziesieciu, ale umyslowo, emocjonalnie i spolecznie od
              > kilkudziesieciu lat jest na poziomie trzymiesiecznego niemowlęcia. Ico on
              > takiego zrobil? Byl Adolfem Hitlerem czy jak?

              nie wiem, kim był, ale najwyraźniej jest lekcją do przeżycia dla swoich
              rodziców.

              > Jak ma byc 'kowalem wlasnego losu' afganska jedenastolatka z nedzarskiej
              > rodziny, ktora - na poniewierke, gwalty i rodzenie - przegral w karty i oddal
              > jako którąś tam z kolei zonę 60-latka jej wlasny ojciec?

              może być tak, że jej lekcją jest wyrwać się z tego piekła i rozpowszechniać na
              świecie wiedzę nt. tego, co się tam dzieje (tak, jak zrobiły to Iman czy Dies
              Irae). może być tak, że jest ona lekcją dla swojego kata. w przypadku
              zależności kat- ofiara, obydwoje są dla siebie nauczycielami.

              kiedy niewinne dziecko cierpi nie jestem w stanie wytłumaczyć sobie tego
              inaczej niż lekcją do przerobienia. mogę to sobie próbować wytłumaczyć księgą
              Hioba i "bo Bóg tak chciał". nie wiem, jak wytłumaczyłby to Hellinger, ale
              wydaje mi się, że to on nawołuje do tego, żeby "pokłonić" się swoim rodzicom,
              nawet w przypadku przemocy doznawanej z ich strony, właśnie w podzięce za
              lekcję w ten sposób zdobytą.
              • bene_gesserit Re: Reinkarnacja 03.06.07, 15:12
                dynamitee napisała:

                > nie wiem, kim był, ale najwyraźniej jest lekcją do przeżycia dla swoich
                > rodziców.

                Obylam kiedys dluga dyskusje z katolikiem nt boga. Ze dobry jest i
                sprawiedliwy, twierdzil on. Ja twierdzilam, ze niekoniecznie, a w kazdym razie
                nie w taki sposob, w jaki mu sie wydaje, bo np. co sprawiedliwego jest w
                umierajacych na raka dzieciakach. On - ze umieraja w potwornym bolu za grzechy
                rodzicow.

                > może być tak, że jej lekcją jest wyrwać się z tego piekła i rozpowszechniać
                na
                > świecie wiedzę nt. tego, co się tam dzieje (tak, jak zrobiły to Iman czy Dies
                > Irae). może być tak, że jest ona lekcją dla swojego kata. w przypadku
                > zależności kat- ofiara, obydwoje są dla siebie nauczycielami.

                Z tego piekla udalo sie wyrwac kilkunastu czy kiludziesieciu. Nawet jesli
                tysiacam, to w takim czy innym piekle zyja _miliony_ jesli nie _miliardy_. I
                co - jesli sie z tego piekla nie wyrwa, to znaczy, ze lekcji nie zaliczyly?
                Powaznie jestes w stanie powiedziec gwalconemu dziecku, ze gwalciciel to jego
                nauczyciel? A gwalcicielowi, zeby sie uczyl od swojej ofiary?

                > kiedy niewinne dziecko cierpi nie jestem w stanie wytłumaczyć sobie tego
                > inaczej niż lekcją do przerobienia. mogę to sobie próbować wytłumaczyć księgą
                > Hioba i "bo Bóg tak chciał". nie wiem, jak wytłumaczyłby to Hellinger, ale
                > wydaje mi się, że to on nawołuje do tego, żeby "pokłonić" się swoim rodzicom,
                > nawet w przypadku przemocy doznawanej z ich strony, właśnie w podzięce za
                > lekcję w ten sposób zdobytą.

                Miedzy innymi wlasnie dlatego nie jestem w stanie kupic Hellingera w czystej
                postaci, a jedynie potraktowac jako inspiracjie z paroma duzymi 'ale'. Mozesz
                sobie wyobrazic podziekowanie rodzicom katowanego i zaszczuwanego przez cale
                zycie dzieciaka?
                • dynamitee Re: Reinkarnacja 03.06.07, 16:46
                  bene_gesserit napisała:

                  > Obylam kiedys dluga dyskusje z katolikiem nt boga. Ze dobry jest i
                  > sprawiedliwy, twierdzil on. Ja twierdzilam, ze niekoniecznie, a w kazdym
                  razie
                  > nie w taki sposob, w jaki mu sie wydaje, bo np. co sprawiedliwego jest w
                  > umierajacych na raka dzieciakach. On - ze umieraja w potwornym bolu za
                  grzechy
                  > rodzicow.

                  katolicy ponoć nie wierzą w reinkarnację, więc cierpienia dzieci tłumaczą
                  grzechem pierworodnym. z teorią o cierpieniu za grzechy rodziców się nie
                  spotkałam.

                  co do reszty: lekcja do przerobienia, relacja kat- ofiara. jak już pisałam, nie
                  potrafię sobie wytłumaczyć cierpienia niewinnego dziecka niczym innym jak
                  lekcją do przerobienia. i nigdy w życiu nie tłumaczyłabym gwałconemu dziecku,
                  że kat jest jego nauczycielem. nauczycielem jest dla duszy wędrującej przez
                  kolejne wcielenia, ale nie dla fizycznego dziecka.

                  w całej tej dyskusji o reinkarnacji trzeba oddzielić świat fizyczny, ziemski,
                  ludzki od tego duchowego. ty, bene, patrzysz na przytoczone sytuacje bardziej z
                  ziemskiego, ludzkiego punktu widzenia, ja na to patrzę pod kątem wędrówki
                  duszy, która przechodząc przez kolejne wcielenia ma lekcje do przepracowania i
                  dzięki temu wchodzi na wyższy poziom duchowego rozwoju.
                  to, co z ziemskiego, ludzkiego punktu widzenia (np. gwałty na dziecku) jest nie
                  do zaakceptowania, można wytłumaczyć karmą.
                  kiedy dusza w jednym wcieleniu (będąc w jakimś ciele fizycznym) dowali innej
                  duszy (będącej w innym ciele) to ma jak w banku, że to powróci do niej z
                  nawiązką. i prawdopodobnie w którymś z następnych wcieleń będzie ofiarą, żeby
                  poczuła na własnej skórze, co to znaczy dowalać innym. w ten sposób kat i
                  ofiara uczą się od siebie, właśnie dlatego, że kat płynnie przechodzi w ofiarę,
                  a ofiara w kata. jedno ma szansę postawić się na miejscu drugiego. lekcja do
                  przepracowania dla jednego i drugiego to przerwać łańcuch przemocy (to
                  oczywiście moja teoria :) nie jestem w stanie tego inaczej wytłumaczyć.

                  co mnie zastanawia a propos karmy. Żydzi wydali Jezusa na śmierć, a potem sami
                  jako naród żydowski byli wydawani na śmierć przez Hitlera.
                  • jagandra Re: Reinkarnacja 03.06.07, 17:01
                    > katolicy ponoć nie wierzą w reinkarnację, więc cierpienia dzieci tłumaczą
                    > grzechem pierworodnym. z teorią o cierpieniu za grzechy rodziców się nie
                    > spotkałam.

                    "Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i
                    na ziemi w dole, i tego co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im
                    kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja, Pan, Bóg twój, jestem Bogiem
                    zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia
                    tych, którzy mnie nienawidzą, a okazuję łaskę do tysiącznego pokolenia tym,
                    którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań" - jedno z 10 przykazań,
                    którego nie uczy się dzieci na religii.

                    > co mnie zastanawia a propos karmy. Żydzi wydali Jezusa na śmierć, a potem
                    sami
                    > jako naród żydowski byli wydawani na śmierć przez Hitlera.

                    To bardzo kontrowersyjne. Można zrozumieć to tak, że Żydzi zasłużyli na
                    eksterminację. Żydzi wydali Jezusa, bo tak się złożyło, że Jezus był Żydem.
                    Gdyby urodził się w jakiejkolwiek innej społeczności, przedstawiciele tej
                    właśnie społeczności by go wydali...
                    • dynamitee Re: Reinkarnacja 03.06.07, 17:11
                      jagandra napisała:
                      "Nie czyń sobie podobizny rzeźbionej czegokolwiek, co jest na niebie w górze, i
                      >
                      > na ziemi w dole, i tego co jest w wodzie pod ziemią. Nie będziesz się im
                      > kłaniał i nie będziesz im służył, gdyż Ja, Pan, Bóg twój, jestem Bogiem
                      > zazdrosnym, który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego
                      pokolenia
                      >
                      > tych, którzy mnie nienawidzą, a okazuję łaskę do tysiącznego pokolenia tym,
                      > którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań" - jedno z 10 przykazań,
                      > którego nie uczy się dzieci na religii.

                      no to mnie zastrzeliłaś. skąd to wzięłaś?

                      > To bardzo kontrowersyjne. Można zrozumieć to tak, że Żydzi zasłużyli na
                      > eksterminację. Żydzi wydali Jezusa, bo tak się złożyło, że Jezus był Żydem.
                      > Gdyby urodził się w jakiejkolwiek innej społeczności, przedstawiciele tej
                      > właśnie społeczności by go wydali...

                      nie no co ty, może źle to ujęłam, nikomu źle nie życzę. na wojnie w końcu
                      zginęło masę innych narodowości, nie tylko Żydzi.
                      • jagandra Re: Reinkarnacja 03.06.07, 17:26
                        > no to mnie zastrzeliłaś. skąd to wzięłaś?

                        Wzięłam to z forum pogańskiego, na które kiedyś ten cytat wrzuciłam i
                        pamiętałam, że tam jest ;) A wcześniej przepisałam go pewnie z "Religii dla
                        żółtodziobów" albo z "Wychowania seksualnego" Krystyny Kofty. Myślę, że w
                        różnych miejscach można znaleźć to przykazanie.

                        > nie no co ty, może źle to ujęłam, nikomu źle nie życzę. na wojnie w końcu
                        > zginęło masę innych narodowości, nie tylko Żydzi.

                        Ale właśnie Żydów Hitler zamierzał eksterminować. Nie podejrzewam Cię wcale,
                        żebyś źle życzyła jakiemuś narodowi, po prostu tam, gdzie mamy do czynienia z
                        tak potworną ludzką krzywdą, lepiej być ostrożną, bo słowa można różnie
                        rozumieć.
                • jagandra Re: Reinkarnacja 03.06.07, 17:06
                  nie wiem, jak wytłumaczyłby to Hellinger, al
                  > e
                  > > wydaje mi się, że to on nawołuje do tego, żeby "pokłonić" się swoim rodzi
                  > com,
                  > > nawet w przypadku przemocy doznawanej z ich strony, właśnie w podzięce za
                  >
                  > > lekcję w ten sposób zdobytą.

                  Mało wiem o Hellingerze, ale to co przeczytałam sprawia, że uważam go za
                  niebezpiecznego człowieka. Ale - nie on wymyślił teorię systemową. Ja to
                  rozumiem tak, że warto próbować zrozumieć, dlaczego rodzice byli katami,
                  dowiedzieć jak wyglądało ich dzieciństwo, na ile byli w stanie postępować
                  inaczej. Często np. jest tak, że osoby wykorzystujące seksualnie swoje dzieci
                  same były w dzieciństwie wykorzystywane. Takie postawienie się w sytuacji
                  rodziców, próba wejścia w ich skórę może ułatwić przebaczenie, a przebaczenie
                  jest ważne dla ofiary - ale nie można go traktować jako obowiązek. Najpierw
                  trzeba zrobić miejsce dla złości, poczucia krzywdy.
                  Tyle że to wszystko ma sens, gdy przemoc ustanie.
                  A jeśli chodzi o to, co napisałaś na temat trupa w szafie - zgadzam się z
                  każdym Twoim słowem :)
            • anahella Re: Reinkarnacja 09.06.07, 08:44
              bene_gesserit napisała:

              > Daj spokoj - jak ma 'pracowac nad soba' dzieciak, ktory urodzil sie w rodzinie
              > mojej przyjaciolki z niedorozwojem mozgu? Jest kochany i otoczony czula opieka
              > od lat kilkudziesieciu, ale umyslowo, emocjonalnie i spolecznie od
              > kilkudziesieciu lat jest na poziomie trzymiesiecznego niemowlęcia. Ico on
              > takiego zrobil? Byl Adolfem Hitlerem czy jak?

              Moja pierwsza nauczycielka astrologii twierdzila, ze w cielach osob
              niepelnosprawnych umyslowo "przygotowuja sie" dusze, ktore w nastepnych
              wcieleniach beda wielkimi ludzmi. To taki odpoczynek przed ostrym treningiem. A
              osoby ktore je kochaja beda ich beneficjentami i jako pierwsi skorzystaja z
              dobra ktore oni przyniosa swiatu.

              Prawda a moze nie, ale brzmi pozytywnie.
    • skrzydlate Re: Reinkarnacja 02.06.07, 22:21
      u mnie to nie jest kwestia wiary, odkąd się dowiedziałam o tym, wiedziałam że
      to prawda, kompletnie nie wiem skąd i jak :)
    • bene_gesserit Re: Reinkarnacja 02.06.07, 23:56
      Reinkarnacja to jedna z teorii, ktora wyjasniamy rzeczywistosc i oswajamy lęki -
      szczegolnie te najwieksze: przed smiercia i samotnością. (Przeglad takich
      obronnych strategii swietnie opisal Bauman w 'Smierci i niesmiertelnosci').

      Lubie sie bawic mysla, ze moja karma to czy tamto, ze niektorzy ze swiezo
      spotkanych nie sa mi tak naprawde obcy itd, ale ani nie traktuje tego powaznie,
      ani nie ekscytuje mnie wymyslanie, kim tez cudownym i wspanialym moglam byc.
      Zawsze w takich chwilach przypominaja mi sie hollywoodzkie aktorki, z ktorych
      co druga w ktoryms momencie zycia odkrywala, ze jest reinkarnacja Kleopatry
      albo Nefretete :))

      Twarda rzeczywistosc dla mnie to sa te rzeczy, ktore doswiadczylam
      eksplorujac 'pole' na para-hellingerowskich (z naciskiem na 'para')
      warsztatach, terapii i podczas innych tego typu uzdrawiajacych sytuacji.
      Wrazenie, ze nie ma czasu, ze wszystko dzieje sie _teraz_, nie ma poczatku ani
      konca, a to co w srodku, jest tym, co na zewnatrz i ze - o ile nie przerwiemy
      pewnego lancucha przy pomocy wlasnej pracy - kolejnymi pokoleniami kierowac
      bedzie nieswiadomy, mroczny determinizm, ze bedziemy zyc nieswoim zyciem.
      Wierze w dziedziczne demony i wierze w mozliwosc odczynienia złych uroków :)
      • dynamitee Re: Reinkarnacja 03.06.07, 10:22
        > Lubie sie bawic mysla, ze moja karma to czy tamto, ze niektorzy ze swiezo
        > spotkanych nie sa mi tak naprawde obcy itd, ale ani nie traktuje tego
        powaznie,
        >
        > ani nie ekscytuje mnie wymyslanie, kim tez cudownym i wspanialym moglam byc.
        > Zawsze w takich chwilach przypominaja mi sie hollywoodzkie aktorki, z ktorych
        > co druga w ktoryms momencie zycia odkrywala, ze jest reinkarnacja Kleopatry
        > albo Nefretete :))

        wiesz, ja się generalnie nad tym nie zastanawiam, chociaż w przeszłości o tym
        myślałam. jedna wróżka, u której byłam dawno temu powiedziała mi, że w
        poprzednim wcieleniu byłam wiedźmą :) i tak się zastanawiałam nad tym, bo odkąd
        pamiętam, zawsze bałam się wody. jak wchodzę do rzeki, wejdę tylko do pasa, bo
        mam wrażenie, że jak pójdę dalej, to rzeka mnie wciągnie. głupie to trochę, nie
        wiem, skąd mi się to wzięło, ale jeżeli naprawdę byłam wiedźmą w poprzednim
        wcieleniu i mnie utopili, to by się to wszystko kupy trzymało LOL.

        a tak na poważnie, nie ma za bardzo sensu skupiać się na tym, co było, bo teraz
        mamy swoje życie do przeżycia, swoje zadania do wykonania i na tym się trzeba
        skupić, na "tu i teraz".
        > Wrazenie, ze nie ma czasu, ze wszystko dzieje sie _teraz_, nie ma poczatku
        ani
        > konca, a to co w srodku, jest tym, co na zewnatrz i ze - o ile nie przerwiemy
        > pewnego lancucha przy pomocy wlasnej pracy - kolejnymi pokoleniami kierowac
        > bedzie nieswiadomy, mroczny determinizm, ze bedziemy zyc nieswoim zyciem.
        > Wierze w dziedziczne demony i wierze w mozliwosc odczynienia złych uroków :)

        no i bardzo dobrze, że wierzysz :) dla wyjaśnienia, reinkarnacja nie każe
        siedzieć na tyłkach i nic nie robić, bo skoro ja coś tam przeskrobałam w
        poprzednim wcieleniu, to mi już teraz będzie źle do końca obecnego. nic z tych
        rzeczy. po to masz obecne, żeby naprawić to, co było nie tak w poprzednim,
        czyli właśnie odczynić taki zły urok :)
        • jagandra Re: Reinkarnacja 03.06.07, 12:01
          Zocha.w:
          "To dlaczego (Bóg) nie daje wszystkim ludziom równego startu w życie? Dlaczego
          jedni rodzą się piękni i bogaci, a inni biedni lub niepełnosprawni? Gdzie tu
          sprawiedliwość i miłosiedzie? A reinkarnacja w sposób prosty i logiczny
          tłumaczy ten nierówny start."

          Nie wierzę w sprawiedliwość ani miłosierdzie, takie odgórne, które nam się
          należy. Dostajemy tyle dobrej energii, ile dostajemy, i dajemy tyle, ile
          dajemy.
          Zresztą, to że jakaś teoria coś dobrze czy ładnie tłumaczy nie jest dowodem na
          jej prawdziwość. Ale też i wiary nie trzeba udowadniać, każdy wierzy w to, w co
          wierzy :)

          Dynamitee:
          "jedna wróżka, u której byłam dawno temu powiedziała mi, że w poprzednim
          wcieleniu byłam wiedźmą :) i tak się zastanawiałam nad tym, bo odkąd pamiętam,
          zawsze bałam się wody. jak wchodzę do rzeki, wejdę tylko do pasa, bo mam
          wrażenie, że jak pójdę dalej, to rzeka mnie wciągnie."

          Ten lęk można tłumaczyć co najmniej na dwa inne sposoby.
          Może Twoja prababcia była wiedźmą? Albo prapraprababcia? Może nikt o tym już
          nie pamięta, ale pozostał lęk przekazywany nieświadomie przez matki córkom?
          A może obawiasz się ujawnić te swoje cechy osobowości, które są cechami wiedźmy
          z lęku przed wrogością ludzi?
          Te tłumaczenia się przy tym nie wykluczają.
          Nie chcę powiedzieć, że są lepsze od wiary w reinkarnację, mi po prostu
          bardziej pasują :)

          Bene_gesserit:
          "nie ekscytuje mnie wymyslanie, kim tez cudownym i wspanialym moglam byc.
          Zawsze w takich chwilach przypominaja mi sie hollywoodzkie aktorki, z ktorych
          co druga w ktoryms momencie zycia odkrywala, ze jest reinkarnacja Kleopatry
          albo Nefretete :))"

          Kiedyś czytałam wywiad z jakąś osobą zajmującą się odszukiwaniem przodków,
          uzupełnianiem drzew genealogicznych. Powiedziała, że jeśli ktoś szuka
          rodzinnego herbu, lepiej niech sobie odpuści grzebanie w przeszłości, bo
          znalezienie herbu jest mało prawdopodobne, na ogół za to znajduje się trupa w
          szafie :)

          Wiedza o tym, że mam wielu przodków, ich geny, odblaski ich przeżyć, daje mi
          poczucie zakorzenienia, mocne poczucie że jestem, istnieję.
          • bene_gesserit Trup w szafie 03.06.07, 12:54
            jagandra napisała:

            > Nie wierzę w sprawiedliwość ani miłosierdzie, takie odgórne, które nam się
            > należy. Dostajemy tyle dobrej energii, ile dostajemy, i dajemy tyle, ile
            > dajemy.

            Jest taka teoria - 'fenomen świata sprawiedliwego' (tlumaczona tez
            jako 'koncepcja' albo 'wiara' w świat sprawiedliwy) autorstwa psychologa
            Melvina Lernera. Ten pan w swoich badaniach udowodnil, ze wiekszosc ludzi ma
            potrzebe wiary w to, ze kazdy w zyciu dostaje sie to, na co sie zasluzylo. Dla
            mnie to oczywista iluzja.

            > Zresztą, to że jakaś teoria coś dobrze czy ładnie tłumaczy nie jest dowodem
            na
            > jej prawdziwość. Ale też i wiary nie trzeba udowadniać, każdy wierzy w to, w
            co
            >
            > wierzy :)

            Udowodniona wiara to nie jest wiara.
            Pytanie, czy nie trzeba swojej wiary kwestionowac? Wg mnie to dobrze, ze z
            niektorych rzeczy sie po jakims czasie wyrasta.

            > Kiedyś czytałam wywiad z jakąś osobą zajmującą się odszukiwaniem przodków,
            > uzupełnianiem drzew genealogicznych. Powiedziała, że jeśli ktoś szuka
            > rodzinnego herbu, lepiej niech sobie odpuści grzebanie w przeszłości, bo
            > znalezienie herbu jest mało prawdopodobne, na ogół za to znajduje się trupa w
            > szafie :)

            Trup w szafie to odkrycie o wiele lepsze niz jakis glupi herb.
            Blaszka z herbem mozna wbic sobie w glowe, ze sie jest kims lepszym tylko
            dlatego, ze sie jest kims lepszym (byl na forum s.v. taki watek zgrubsza o tym
            calkiem niedawno).
            Odkrycie trupa, wydobycie go na swiatlo dzienne i oddanie go ziemi pozwala
            zakonczyc to, co sie ciagnie od kiedy trup w szafie zalegl i od kiedy jego
            milczaca obecnosc ma wplyw na zycie innych.
          • dynamitee Re: Reinkarnacja 03.06.07, 14:29
            > Ten lęk można tłumaczyć co najmniej na dwa inne sposoby.
            > Może Twoja prababcia była wiedźmą? Albo prapraprababcia? Może nikt o tym już
            > nie pamięta, ale pozostał lęk przekazywany nieświadomie przez matki córkom?

            to jest prawdopodobne, chociaż nic mi nie wiadomo nt. wiedźm w mojej rodzinie :)

            > A może obawiasz się ujawnić te swoje cechy osobowości, które są cechami
            wiedźmy
            >
            > z lęku przed wrogością ludzi?

            to raczej nie przejdzie. nie jestem typem, który się obawia reakcji innych :)
    • jagandra Antonio Tabucchi "Nokturn Indyjski" Rozdział IV 03.06.07, 17:23
      Kiedyś wrzucałam ten rozdział na inne forum i teraz mi się przypomniał, bo
      akurat pasuje :)
      "Nokturn Indyjski" znajduje się w książce Antonio Tabucchiego "Sny o snach",
      Czytelnik 1997.

      - Co robimy w naszych ciałach - rzekł mężczyzna który kładł się właśnie na
      łóżku sąsiadującym z moim.
      Jego głos nie miał pytającego tonu, może nie było to pytanie, lecz zwykłe
      stwierdzenie faktu. W każdym razie byłoby to pytanie, na które nie potrafiłbym
      udzielić odpowiedzi. Światło docierające z peronów dworca miało żółtą barwę i
      rysowało na odrapanych ścianach swój chudy cień, który poruszał się po sali
      lekko, ostrożnie i dyskretnie, jak poruszają się Hindusi, tak mi się
      przynajmniej wydawało. Z oddali dobiegał głos, powolny i monotonny, być może
      była to modlitwa albo samotna, rozpaczliwa skarga, podobna do tych skarg, które
      nie wyrażają niczego poza sobą samą i o nic nie proszą. Nie potrafiłem
      odgadnąć, co znaczy. To także były Indie: świat płaskich dźwięków, jednakowych,
      nie do odróżnienia.
      - Może podróżujemy w nich - powiedziałem.
      Musiało minąć trochę czasu od jego pierwszego zdania, błądziłem myślami gdzieś
      daleko, może na chwilę zasnąłem. Byłem bardzo zmęczony.
      Spytał:
      - Co pan powiedział?
      - Miałem na myśli ciała - wyjaśniłem. - Może są jak walizki, nosimy w nich
      siebie samych.
      Nad drzwiami świeciła niebieskim światłem lampka, jak w wagonach nocnych
      pociągów. W połączeniu z żółtym blaskiem, dochodzącym z peronu, dawało to
      światło zielonkawe, niemal żałobne, ujrzałem profil twarzy o ostrych rysach i
      nieco orlim nosie. Sąsiad trzymał ręce skrzyżowane na piersi.
      - Czy zna pan Mantegnę? - spytałem.
      Moje pytanie też było absurdalne, ale z pewnością nie mniej niż jego.
      - Nie - odpowiedział - czy to Hindus?
      - To Włoch - odparłem.
      - Znam tylko Anglików - wyjaśnil. - Jedyni Europejczycy, jakich znam, to
      Anglicy.
      Odległa skarga znów rozległa się, tym razem głośniej, dźwięk był teraz bardzo
      ostry, przez chwilę myślałem, że to szakal.
      - To chyba jakieś zwierzę - powiedziałem. - Jak pan sądzi?
      - Myślałem, że to pański przyjaciel - odparł cicho.
      - Nie, nie - zaprzeczyłem - Miałem na myśli głos, dochodzący z oddali. Mantegna
      był malarzem, ale nie znałem go, zmarł kilka wieków temu.
      Mężczyzna westchnął głęboko. Był ubrany na biało, ale domyśliłem się, że nie
      jest muzułmaninem.
      - Byłem w Anglii - oznajmił. - Ale znam również francuski, jeśli pan woli,
      możemy rozmawiać po francusku.
      Jego głos brzmiał całkowicie beznamiętnie, jak gdyby mówił coś przed okienkiem
      biura rządowego; nie wiadomo dlaczego, poczułem niepokój.
      - To dżinista - powiedział po kilku sekundach. - Płacze nad udręką świata.
      Powiedziałem:
      - Ach, tak, oczwiście - zrozumiałem bowiem, że tym razem ma na myśli skargę
      rozlegającą się w oddali.
      - W Bombaju nie ma wielu dżinistów - dodał wyjaśniającym tonem kogoś, kto
      zwraca się do turysty. - Na południu, to co innego, jest tam ich jeszcze sporo.
      To bardzo piękna religia. I bardzo głupia.
      Powiedział te słowa bez cienia pogardy, wciąż tym samym beznamiętnym tonem
      kogoś, kto składa zeznanie.
      - A pan kim jest? - spytałem. - Proszę wybaczyć niedyskretne pytanie.
      - Jestem dżinistą - odpowiedział.
      Zegar na dworcu wybił północ. Odległa skarga nagle ucichła, jakby czekała, aż
      rozlegnie się dźwięk zegara.
      - Zaczął się nowy dzień - rzekł. - Od tej chwili jest już nowy dzień.
      Zamilkłem, jego sposób rozmawiania uniemożliwiał jakąkolwiek wymianę zdań.
      Minęło kilka minut, wydawało mi się, że światła dochodzące z peronu przygasły.
      Oddech mojego towarzysza zrobił się przerywany i powolny, jak gdyby spał. Kiedy
      znów przemówił, drgnąłem.
      - Jadę do Varanasi - powiedział. - A pan?
      - Do Madrasu - odparłem.
      - Madras - powtórzył. - Tak, tak.
      - Chciałbym zobaczyć miejsce, gdzie, jak głosi wieść, apostoł Tomasz zmarł
      męczeńską śmiercią. Portugalczycy zbudowali tam w XVI wieku kościół, nie wiem,
      co z niego zostało. A poza tym muszę jechać do Goa, zamierzam zajrzeć do pewnej
      starej biblioteki, z tego powodu przyjechałem do Indii.
      - Czy to jakaś pielgrzymka? - spytał.
      Odparłem, że nie. Albo raczej tak, ale nie w religijnym sensie. Prędzej już
      podróż prywatna, jakby to powiedzieć? szukam śladów.
      - Przypuszczam, że jest pan katolikiem - powiedział.
      - W jakimś sensie wszyscy Europejczycy są katolikami - odpowiedziałem. - Albo w
      każdym razie chrześcijanami, praktycznie to jedno i to samo.
      Mężczyzna powtórzył użyty przeze mnie przysłówek, jakby go smakował. Mówił
      bardzo elegancką angielszczyzną, robiąc małe pauzy i przeciągając niepewnie
      sylaby - zauważyłem, że robi się to na niektórych uniwersytetach.
      - Practically... Actually - powtórzył - cóż za ciekawe słowa. Słyszałem je
      wiele raz w Anglii, wy, Europejczycy, używacie często takich słów.
      Zrobił dłuższą pauzę, ale zrozumiałem, że jeszcze nie skończył.
      - Nigdy nie udało mi się ustalić, czy to objaw pesymizmu czy optymizmu -
      podjął. - Co pan o tym sądzi?
      Poprosiłem, żeby wyrażał się jaśniej.
      - Och - powiedział. - Trudno wyrazić to jaśniej. Otóż czasami zastanawiam się,
      czy słowo to wyraża pychę, czy raczej oznacza jedynie cynizm. I, być może,
      wielki strach. Pan mnie rozumie?
      - Nie wiem - rzekłem. - To dość zawiłe. Ale również słowo "praktycznie"
      praktycznie nic nie znaczy.
      Roześmiał się. Roześmiał się po raz pierwszy.
      - Jest pan bardzo bystry - powiedział. - Miał pan nade mną przewagę, a zarazem
      praktycznie przyznał mi pan rację.
      Ja też się roześmiałem i odpowiedziałem szybko:
      - W każdym razie, praktycznie oznacza to strach.
      Milczeliśmy przez chwilę, potem mój towarzysz spytał, czy może zapalić.
      Pogrzebał w torbie, którą trzymał przy łóżku, i w sali zapachniało małymi
      perfumowanymi hinduskimi papierosami, zrobionymi z jednego liścia tytoniu.
      - Przeczytałem kiedyś Ewangelię - powiedział. - To bardzo dziwna książka.
      - Tylko dziwna? - spytałem.
      Zawahał się.
      - Również pełna pychy - dodał. - Mówię to bez złośliwości.
      - Obawiam się, że niezbyt dobrze pana rozumiem - przyznałem.
      - Miałem na myśli Chrystusa - wyjaśnił.
      Zegar na dworcu wybił wpół do pierwszej. Poczułem, że ogarnia mnie senność. Z
      parku za peronami dobiegało krakanie kruków.
      - Varanasi to Benares - powiedziałem. - To święte miejsce, pan też wybiera się
      na pielgrzymkę?
      Zgasił papierosa i lekko zakasłał.
      - Wybieram się umrzeć - rzekł. - Pozostało mi kilka dni życia.
      Poprawił sobie poduszkę pod głową.
      - Ale może lepiej śpijmy, nie mamy wiele czasu na spanie, mój pociąg
      odjeżdża o piątej.
      - Mój odjeżdża chwilę później - powiedziałem.
      - Och, proszę się nie obawiać - rzekł. - Ktoś z obsługi obudzi pana na czas.
      Sądzę, że nie będziemy mieli wiele okazji spotkać się we wcieleniu, w którym
      się poznaliśmy, w tych naszych obecnych walizkach. Życzę panu miłej podróży.
      - Ja też życzę panu miłej podróży - powiedziałem.
    • skrzydlate Re: Reinkarnacja 03.06.07, 18:33
      odkąd pamiętam zawsze miałam uczucie że jestem tu gościem i ze nie jest to
      jedyne moje miejsce, kocham tę myśl :)
      • skrzydlate Re: Reinkarnacja 04.06.07, 08:52
        daje mi poczucie że kiedyś wrócę do DOMU, to miłe :-)
      • malila Re: Reinkarnacja 05.06.07, 10:23
        skrzydlate napisała:

        > odkąd pamiętam zawsze miałam uczucie że jestem tu gościem i ze nie jest to
        > jedyne moje miejsce, kocham tę myśl :)

        Ja mam często wrazenie, że przeżywam film:) Ale to mogą być kłopoty ze
        wzrokiem;))

        Nie jestem specjalnie przywiązana do teorii o reinkarnacji, tym bardziej, że
        wydaje mi się, że czegoś jej brakuje. Swego czasu próbowałam ją połączyć z
        potrzebą sprawiedliwości i wciąż było coś nie tak. No bo jeśli każdy człowiek -
        czy raczej każda dusza startowała z tego samego miejsca, z takimi samymi
        możliwościami, a efekt końcowy jest tak różny, to znaczy, że na ten efekt miały
        wpływ czynniki zewnętrzne. Czyli konkretne zdarzenia zmieniały bieg ludzkiego
        losu. To nie jest sprawiedliwe. Jeśli natomiast założymy, że to, co człowieka
        spotyka, wynika z niego samego, to oznacza, że dusze wcale nie startowały z
        tego samego miejsca, tylko zostały już ukształtowane w pewien określony sposób.
        Co też sprawiedliwe nie jest. Wymyśliłam wtedy teorię o tym, że tak naprawdę
        wszyscy jesteśmy jedną osobą, która wszystkie te zdarzenia przeżywa może po
        kolei, może nie. To mniej więcej tak, jakby przenieść się w czasie i spotkać
        samemu ze sobą. To jako ciekawostka:)
        Jeśli zaś chodzi o obciążenia karmiczne. Nie sądzę, a właściwie jestem
        przekonana, że wynikają one z jakiejś reguły nakazującej karanie. IMO albo
        dusza nie potrafi w inny sposób uporać się z własnym poczuciem winy i nie
        potrafi w inny sposób powrócić do równowagi, jak tylko przez ukaranie samej
        siebie, albo też w myśl zasady, że "myśl staje się ciałem" - emocje przekładają
        się na dolegliwości fizyczne. Przy czym nie chodzi tylko o poczucie winy, ale
        też jakiegoś rodzaju szok czy lęk.
        Ale podobnie jak Jagandra, nie mam nic przeciwko teorii o pamięci komórkowej
        czy odnoszeniu swojej sytuacji do sytuacji ludzi żyjących dawniej. IMO jedno i
        drugie jest prawdopodobne.
        • malila Poprawka 05.06.07, 10:26
          malila napisała:
          > Jeśli zaś chodzi o obciążenia karmiczne. Właściwie jestem
          > przekonana, że nie wynikają one z jakiejś reguły nakazującej karanie.
          • falafala Re: Poprawka 05.06.07, 13:22
            nie nie maila, z tego co ja poznalam, to owsze, stratowalismy wszyscy z tego
            samego miejsca i sumarycznie przezyjemy to samo. W reinkarnacji chodzi wlasnie o
            doswiadczenie,wszystkich przezyc ktore potrzebuje duch do czegos tam (tzn duch
            jeden wie czego potrzebuje;)). Nie chodzi o kare za cokolwiek, czy nagrode. To
            duch sam sobie wybiera zycie czy to, ogolnie mowiac, ofiary czy kata, czy
            czegokolwiek tam, nie karzac sie z nic, bo dla ducha kara nie istnieje, ani
            nagroda, on jedynie wybiera doswiadczenie wyciagajac z niego korzysc (zawsze).
            Te doswiadcznie wzbogcaja go i przenosza na wyzszy poziom, ktorego nie
            doswiadfczyl by nigdy tylko w swerze duchowej, stad te polaczenie z materia.
            Teorie o karze sa juz zabarwione religijnie i stad sie wmieszaly w teorie
            reinkarnacji, a ona sama jest pozbawiona odcienia "kara-nagroda"
            • malila Re: Poprawka 05.06.07, 16:56
              falafala napisała:

              > Nie chodzi o kare za cokolwiek, czy nagrode.

              To właśnie napisałam.
              • falafala Re: Poprawka 05.06.07, 19:07
                Wiem,wiem, ale to bylo twoje przemyslenie , a ja nawiazalam do pierwszego postu
                gdzie wyrazilas swoje watpliwosci co do sprawiedliwosci reinkarnacji, dlatego
                stwierdzilam, ze zgodnie ze znana mi teoria o ta sprawiedliwosc wlasciwie nie
                chodzi w sensie globalnym, choc zapewne przewija sie ona w poszczegolnych
                wcieleniach jako wyrownywanie energii. :)
                Maila co studiowalas na polibudzie?
                Zaczelam sie zastanawiac, ze jezeli istniej materia i antymateria (co
                udowodniono), to moze nie chodzi o zadnego tam ducha tylko odbicie naszych
                postaci w swiecie antymaterialnym?
              • skrzydlate Re: Poprawka 05.06.07, 19:24
                zawsze mialam klopoty ze wzrokiem :):)
                ale jak zamkne oczy jest jeszcze bardziej, moze cos z półkulami? ;)
    • falafala Re: Reinkarnacja 03.06.07, 20:10
      Nie wiem, czy wierze w reinkarnacje, nawet teraz nie wiem, czy wierze w
      cokolwiek nadziemskiego. Ale reinkarnacje juz "przerabialam" i jezeli w
      cokolwiek mialabym wierzyc to uwazam, ze inkarnacja najbardziej jest sensowna,
      bo nie widze powodu by niesmiertelny duch mial tylko raz szanse ozywic materie.
      Jednak bardziej sklaniam sie ku temu, ze poprzednie wcielenia sa nam zupelnie
      niedostepne, a to co widzimy czy przezywamy w regresingu itd sa wytworami "na
      zamowienie" naszego mozgu. Mozg - to jest dopiero niezbadany i pelen mozliwosci
      twor, ktory robi sobie z "nami" niezle jaja.
    • dori7 Re: Reinkarnacja 05.06.07, 01:36
      Wierze w reinkarnacje i w to, ze wiele osob, ktore teraz spotykam, znam z innego
      miejsca i czasu. Zwlaszcza relacje z bliskimi ludzmi utwierdzaja mnie w tym
      przekonaniu.

      Moim zdaniem wiara w reinkarancje bardzo ulatwia zycie. Porzadkuje swiat, daje
      poczucie sensu i sile do zmiany, bo przeciez dusza wcielajac sie w cialo nigdy
      nie bierze na siebie brzemienia, ktorego nie moglaby uniesc. A jednoczesnie uczy
      podwojnej odpowiedzialnosci za wlasne czyny. Bo wtedy odpowiedzalnosc nosi sie
      samemu, a nie zrzuca sie jej na jakichs bogów czy ksiezy w konfesjonale.
    • jagandra Dowód na istnienie reinkarnacji 07.06.07, 11:05
      Moja 3-letnia córka stwierdziła dziś: A jak was (znaczy się mnie i męża)
      jeszcze nie było, to ja byłam żabą i łapałam muchy! :D
      • zocha.w Re: Dowód na istnienie reinkarnacji 07.06.07, 21:23
        Też mam coś na ten temat. Syn mojej znajomej, gdy był mały, to mówił: a jak ja
        byłem duży, to jeździłem bryczką.
        Jego matka wtedy jeszcze nie wiedziała za bardzo o reinkarnacji i oczywiście
        wybijała mu z głowy takie "bzdury". Teraz żałuje, że wtedy nie pociągnęła go
        bardziej za język.
        • dynamitee Re: Dowód na istnienie reinkarnacji 07.06.07, 21:51
          czytałam o tym, w jaki sposób jest wybierany nowy Dalajlama (każdy kolejny
          uważany jest za wcielenie Awalokiteśwary- Pana współczucia). tybetańscy mnisi
          szukają go wśród małych chłopców i takim testem na rozpoznanie tego właściwego
          jest m.in. wskazanie przez chłopczyka wśród wielu podobnych przedmiotów tych,
          które należały do poprzedniego Dalajlamy. sprawdza się również ciało chłopca.
          obecny Dalajlama, podobnie jak poprzedni, miał znamię w kształcie muszelki i 2
          małe guzki pod łopatką- charakterystyczny znak wszystkich Dalajlamów.
        • jagandra Re: Dowód na istnienie reinkarnacji 07.06.07, 22:55
          Syn mojej znajomej, gdy był mały, to mówił: a jak ja
          > byłem duży, to jeździłem bryczką.

          Tylko że to jest fantazjowanie typowe dla dzieci w wieku przedszkolnym. Moja
          np. kiedyś stwierdziła, że była w innym kraju, gdzie mieszkają różne księżyce i
          widziała tam księżyc w kształcie palucha (no bo matka jej wrednie powiedziała,
          że u nas widuje się tylko księżyce w kształcie rogala albo koła). Kiedyś też
          mówiła, że widziała 2 tygrysy szablozębne przez okno ;) Itp.
          • falafala Re: Dowód na istnienie reinkarnacji 08.06.07, 09:09
            A wlasnie..., kiedy mozemy byc pewni, ze dzieci fantazjuja, a jezeli tak nie
            jest?. Pamietam jak mama spytala moja, wtedy cos ponad 2 letnia corke, gdzie
            byla zanim sie urodzila. A ona powiedziala : "Wolalam: mamo, mamo, ale mnie nie
            slyszeliscie". Bardzo dziwne wydalo mi sie to zdanie, choc z drugiej strony
            zupelnie normalne, przeciez moglo to dotyczyc kazdego momentu w jej zyciu,
            szczegolnie nocy ;)
          • anahella Re: Dowód na istnienie reinkarnacji 09.06.07, 08:29
            jagandra napisała:

            > Kiedyś też
            > mówiła, że widziała 2 tygrysy szablozębne przez okno ;) Itp.

            Aaaa to pewnie bylo w tym samym czasie co Maciej Giertych byl szewcem i mieszkal
            w Krakowie gdy miasto bylo terroryzowane przez dinozaura zwanego potocznie
            smokiem ;)))))))
    • anahella Re: Reinkarnacja 09.06.07, 08:22
      To tylko i wylacznie kwestia wiary. Rzecz jest niesprawdzalna. Latwo pomylic
      pamiec duszy z wyobraznia. Ja mysle ze bylam kiedys kowalem. Dlaczego? Bo mialam
      kiedys w wiejskiej kuzni przezycie mistyczne. Ale czy aby na pewno jest zwiazane
      z pamiecia duszy? Nie wiem. Wersja z kowalem podoba mi sie, bo to fajny zawod.
      Mozna byc kowalem rzemieslinikiem, mozna i byc artysta. gorzej by bylo gdyby
      zaczelo mi sie wydawac ze bylam katem albo seryjnym morderca. Albo zwyklym
      pijakiem, ktory maltretowal rodzine.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka