chaladia
14.02.04, 21:38
Kiedyś nazwę tego państwa pisało się z francuska SOUDAN, ale że
expaci "rozszyfrowali" to jako skrót State Of Under Developed African
Niggers, to od 1956 roku, gdy ten kraj przestał być brytyjsko-egipskim
kondominium stosuje się tylko nazwę "Sudan". Niestety, sporo w tym złośliwym
żarcie jest prawdy, bo trzeba naprawdę dużego talentu, by kraj o takich
możliwościach doprowadzić do ruiny, głodu i skrajnej nędzy bez prowadzenia
jakiejkolwiek wojny zewnętrznej i udziału jakiejś wrogiej zewnętrznej siły.
Sudan ma powierzchnię taką, jak cała dotychczasowa Unia Europejska bez
Skandynawii, a dróg asfaltowych w 1991 roku było 1500 km, czyli dużo mniej
niż wynosi rozciągłość tego kraju z północy na południe... Mostów na Nilu
było wtedy w całym kraju aż 6, z czego 2 pobrytyjskie, do tego 3 tamy z
możliwością przejazdu po koronie (w tym 2 pobrytyjskie). Kraj sukcesu, czyż
nie?
W Sudanie wylądowaliśmy w 1989 roku dzięki kontraktowi na budowę elektrowni
2*60 MW w Chartumie. Finansował tę inwestycję Bank Światowy. Gdy ją
zaczynaliśmy, rządził jeszcze Sadik al-Mahdi, wnuk Mohammeda Mahdiego, tego
z "W Pustyni i w Puszczy". Ledwośmy się jednak jakoś zaczęli organizować,
wybuchł pucz Omara Hassana al-Bashira i chyba nawet Bank Światowy zaczął
żałować, że wyłożył te pieniądze...
Ten pucz, jak na afrykańskie standardy był „bezkrwawy”, tzn. Sadika al.-
Mahdiego nie zgładzono. Trudno jednak byłoby zgładzić wnuka bohatera
narodowego i czegoś w rodzaju świętego. Pomimo tej „bezkrwawości”, sporo osób
pożegnało się z życiem. My, expaci, gdy zaczęła się cała ta afera, uznaliśmy,
że lepiej będzie się oddalić od miasta, w którym rozruchy wisiały na włosku i
pojechaliśmy sobie na wycieczkę na VI kataraktę (akurat mieliśmy jeszcze
przepustki wydane przez „starą” władzę. Te przepustki to i tak iluzja, bo
wszyscy mniej-więcej wiedzą, gdzie sa check-pointy i mając samochód terenowy
czy choćby wysoko zawieszoną ciężarówkę można te posterunki
radośnie „objechać” dookoła. Po roku-dwóch spędzonych w takim kraju
sztukę „objeżdżania” wybranego punktu po łuku o promieniu 1 km można mieć
opanowaną do perfekcji. Potrzebny do tego jest kompas zamocowany na szybie
nad kierownicą i licznik przebiegu: jedziesz traktem, w określonym punkcie
skręcasz w bok o 90° i potem co 200 m „odkładasz” 10°. Wyjeżdżasz na trakt
kilometr-półtora za check-pointem...
Ale, wracając do naszych przygód w czasie puczu: Pojechaliśmy na Kataraktę,
rozstawiliśmy grilla na skalnej ostrodze nad samą wodą, zaczęliśmy się
delektować pięknem okolicy, gdy nagle ktoś zwrócił uwagę, że zaraz obok nas
przepływają trupy bez głów... Naliczyliśmy ich kilkanaście.
Sudan potencjalnie jest jednym z najbogatszych krajów nie tylko Afryki, ale
Świata: Ma dość super-urodzajnej ziemi i wody w Nilu, by zapewnić wyżywienie
nie tylko dla swoich mieszkańców, ale i dla reszty Kontynentu. Nil mógłby też
zapewnić temu krajowi komfortową niezależność energetyczną... Zabytki Nubii i
Meroe w Sudanie są nie gorsze, niż większość tego, co można zobaczyć w Górnym
Egipcie, rafy w okolicach Suakin mogą się równać z Wielką Rafą Koralową.
Lokalizacja chartumskiego lotniska czyni z niego idealny punkt tranzytowy. Na
Południu pod ziemią znajduje się niemal cała tablica Mendelejewa, w tym ropa
i uran. Aż dziwne, że żaden z Możnych Tego Świata się tym nie zainteresował...
W Chartumie mieszkałem ponad dwa lata z na campie przy elektrowni. Camp był
najgorzej zaprojektowany, jak tylko było można: kontenery ustawione z dużymi
przerwami pomiędzy nimi i ogrodzone siatką. Przez całe te dwa lata, jak
pamiętam, na siatce „wisiały” dzieciaki i domagały się „bakszyszu”. Na koniec
to było po prostu błaganie o jedzenie, gdyż w okolicznych obozach uchodźców
panował zwyczajny głód. Teraz wiem, że gdyby przyszło do budowy następnego
campu dla następnego projektu, to należałoby popatrzeć na sposób, w jaki
ogradzają swoje obejścia tubylcy - w Sudanie siatka ogrodzeniowa jest
nieznanym wynalazkiem. Jeśli coś jest do ogrodzenia, to się to ogradza murem
z cegły z nilowego muru. Przez taki mur nikt nic nie zobaczy... także lokalni
donosiciele policji (znacznie gorsi od głodnych dzieciaków). NB. zamożni
Sudańczycy ogradzają swe domostwa murami z cegły o wysokości 3 m i więcej, a
na górze zakładają kilka rzędów drutu kolczastego o potłuczone szkło...
Samochody w Sudanie to w znakomitej większości double pick-upy Toyoty i
Nissana. Są to jedyne samochody, które mają „zasięg” umożliwiający dojazd do
dalszych miejsc w tym kraju. Oczywiście mając dwie beczki ropy na „pace”. Tak
się składało, że w tym kraju, niemal leżącym na ropie, nie było paliwa w
wolnej sprzedaży. Można je było kupić stosunkowo łatwo w Port Sudanie i,
mając asygnaty (my mieliśmy) - w Chartumie. Dojazd do Wadi Hajfa wymagał już
zabrania ze sobą zapasu paliwa na całą drogę i powrót z powrotem. Niezależnie
od paliwa wozi się w Sudanie ze sobą po kilka kół zapasowych - powodem są
akacje, których kolce są na tyle twarde i ostre, że z łatwością przebijają
opony. Oczywiście w każdej większej mieścinie jest zakład wulkanizacyjny, ale
problem w tym, że od jednej mieściny do drugiej jest z reguły około 100 km...
Kolej. W Sudanie koleje są wąskotorowe. Wszystkie - nie ma w
ogóle „normalnych” torowisk. Anglicy zostawili po sobie dość gęstą sieć linii
kolejowych, o wiele gęstszą, niż dróg. Cóż z tego - „za anglo-egipskich
czasów pociąg pośpieszny Chartum - Port Sudan pokonywał tę trasę „overnight”,
a w wagonach klasy I serwowane były najwymyślniejsze potrawy. Dziś pociąg
Chartum - Port Sudan niegdy nie wiadomo, kiedy odjedzie i kiedy przyjedzie,
ale w przybliżeniu, jeśli nic się nie popsuje, to pokonanie tej trasy zajmuje
mu kilka dni. Klasy I nie ma, są klasy II i III, o wystawnych posiłkach nikt
nie słyszał. Wagony są „piętrowe”, tzn. „klasa IV” jest na dachu.
Żegluga. Oczywiście najlepszą magistralą w Sudanie mógłby być (acz nie jest)
Nil. Zarówno Nil Właściwy - od egipskiej granicy do Konfluencji pod
Chartumem, jak i Nil Błękitny i Nil Biały. Atbara żeglowna nie jest. Problem
w tym, że większość statków na Nilu pamięta czasy anglo-egipskie, a przy tym
nie pamięta chyba, by kiedykolwiek przeprowadzano im jakiś remont. Skutek
jest taki, że nie ma stałego połączenia żeglugowego ani z Waadi Hajfą, ani z
Roseires, że o Jubie nie wspomnę. Co więcej - trasa na południe, Nilem
Białym, przebiega przez Sudd, czyli bagna i rozlewiska. Czasu swego zaczęto
budować kanał mający osuszyć te tereny i jednocześnie umożliwić spokojną
żeglugę, ale sprawa upadła na skutek wojny. Dziś ogromne koparki, które ten
kanał kopały, przestawszy kilkadziesiąt bezczynnie są zapewne niezdatne do
użytku...