10.05.05, 20:32
Troche pogaduchowe robi nam się forum (co skądinąd jest bardzo miłe)więc dla
równowagi chciałam zaproponować rozmowę o poezji. U mnie z poezją trochę jak
z kiążkami egzystencjalistów; w młodości dużo i namiętnie, potem dłuuugo
prawie nic. Zauważyłam, że czytanie prozy wiąże się ściśle z czytaniem
poezji, bo o ile taki Hughes świetnie się komponował na przykład z Beckettem,
to jak połaczyć Philipa Dicka z Haliną Poświatowską? Zmierzam do tego, że
okres czytania literatury lżejszego kalibru, jakoś tak jednocześnie wiązał
się z okresem posuchy na zapotrzebowanie na poezję. Na szczęście weszłam w
trzeci etap czytactwa a i do poezji wracam, choć to głównie za sprawą
potomstwa, które pasjami garnie się do udziału w konkursach recytatorskich,
co generuje potrzebę przekopywania się przez różne tomiki w poszukiwaniu
odpowiednich wierszy. Ostatnio na przykład byłam zmuszona do przeczytania
całego tomiku wierszy Baczyńskiego,bo konkurs w szkole im. tegoż, i na nowo
przypomniałam sobie, jakiego wspaniałego poetę straciliśmy tak przedwcześnie.
Uwielbiam rytm jego wierszy, ich melodyjność. Na fali, wyciągnęłam płytę
Demarczyk, w którą teraz wsłuchuje się moja Julka, lat 14 i uważam, że to
jest bardzo pozytywne, bo bałam się, że ona tego zupełnie nie łyknie. Jestem
z niej dumna.
Ponieważ mam spore zaległości w nowościach na rynku poezji, wciąż jestem
wierna swoim fascynacjom z czasów zamierzchłej młodości; para obcojęzyczna -
Ted i Sylwia, para polska - Herbert i Lipska, po za tymi oczywiście wielu
innych, ale to są moje typy pierwszorzędne.
Jeśli interesujecie się i jesteście na bieżąco byłabym wdzięczna za jakieś
ciekawe namiary z szerokim uzasadnieniem, rzecz jasna. Jeśli lubicie moich
faworytów to też możecie się podzielić wrażeniami.
Dziękuję za uwagę i polecam się:)
Obserwuj wątek
    • dr.krisk Moje typy poetyczne... 10.05.05, 21:40
      Andrzej Garczarek - bard mych studenckich czasow. Kiedys nawet o nim napisalem:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=13086122&a=13086122
      Czy jest to poezja - dla mnie tak.
      Pozdrawiam!!!
      Lece!!!
      KrisK
      • daria13 Re: Moje typy poetyczne... 10.05.05, 22:47
        Ale dokąd znowu dottore leci? I proszę uważać na druty!
        Dzięki za typy - poszukam.
        Pozdrawiam gorąco, żeby się rozgrzać, bo u nas pode Warszawą ziąb przeokropny,
        w połowie maja, cholera, brrrr:)))
        • dr.krisk Do pracy lete!!! 11.05.05, 03:26
          Bo mam straszny kociol.
          Ten Garczarek oprocz ballad zgrzebnych to inne tez wiersze pisal. Zawsze troche
          gorzkie, ale nie za bardzo. Ten smak lubie (tak smakuje Guinness).
          Ziab w maju??? A ja odklejam koszule z plecow, klimatyzacja w samochodzie na
          max.. a to dopiero poczatek!
          KrisK
          • staua Re: Do pracy lete!!! 11.05.05, 05:55
            Garczarka nie znam zupelnie.
            Ostatnio czytam Williama Blake'a.
            Z poezja nie jestem na biezaco i raczej jestem malo wyrobiona jej czytelniczka. Po kolei: zaczelam od
            Mickiewicza i Slowackiego (to bylo w domu; "Ballady i Romanse" znalam na pamiec, do dzis potrafie
            zadeklamowac "Trzech Budrysow" i nadal wielbie "Lille Wenede". W ogole to, co wynieslismy z domu,
            literacko oczywiscie, jest chyba ciekawym tematem na dosc osobisto-wspomnieniowy watek). I gdzies
            w szostej klasie odkrylam Pawlikowska-Jasnorzewska, pozniej (z jej powodu) Skamandrytow (ktorych
            nadal bardzo lubie) W liceum tez tradycyjnie: Poswiatowska, Wojaczek, Bursa wraz z zainteresowaniem
            ich zyciorysami. A potem studiowalam krotko anglistyke (studiujac biologie zapomnialam na chwile o
            poezji w ogole), no i byla faza Elizabeth Bishop, Emily Dickinson, Ginsberga, nawet Milton byl moim
            obiektem uwielbienia (jeden kolega nawet stwierdzil, ze nie moze zawrzec ze mna blizszej znajomosci,
            bo nie ma plaszczyzny porozumienia z osoba, ktorej ulubiona ksiazka jest "Paradise Lost". Ale nie
            zaluje tego.), Beowulfa na szczescie nie znam na pamiec :-)) Potem pojechalam studiowac do Walii i
            tam zaczytywalam sie Wordsworthem, bo na poczatku byla wycieczka dla stypendystow do Lake
            District...
            Zmierzam do tego, ze niestety u mnie czytanie poezji jest bardzo przypadkowe i kierowalam sie w
            moich wyborach (oprocz polskich poetow dwudziestolecia miedzywojennego, ktorych naprawde znam)
            jakimis impulsami, fragmentami czy opiniami innych, a nie o to chyba chodzi. Mam troche ulubionych
            wierszy, ale nic nowego. Kiedys czytalam wiersze (niezle) mojego kolegi, ktore byly nawet nagradzane i
            wydane w tomikach, ale od czasow studenckich on chyba zarzucil poezje i zajal sie wylacznie
            bioinformatyka. Przynajmniej nie slyszalam wiecej o jego wierszach.
            • staua Aha 11.05.05, 05:56
              no i lubie tez niektore wiersze ks. Twardowskiego i Szymborskiej, ale to chyba zupelnie normalne i nie
              warte szerszych opisow.
              • daria13 Re: Aha 11.05.05, 13:20
                Twardowskiego też lubię, przerabiałam z dziećmi z tym, że wolę wcześniejszego,
                bo od dłuższego czasu bardzo się powtarza;). Co do Szymborskiej, to niektóre
                rzeczywiście, a jednym z moich ulubionych wierszy, jakie kiedykolwiek
                czytałam jest Kot w pustym mieszkaniu, może głównie dlatego, że mam fioła na
                punkcie kotów, a od jakiegoś czasu nie mogę mieć swojego, bo Młoda ma alergię z
                początkami astmy włacznie;( Btw. czy zauważyliście, że większość znanych i
                genialnych pisarzy miała też zamiłowanie do kotów. Taki Dick na przykład.
                A Wy jakie macie lub chcecie mieć zwierzaki?
                • beatanu Re: Aha 11.05.05, 14:33
                  Wymienione wcześniej pszczoły w liczbie ? (pięć uli, wszystkie rodziny przeżyły
                  zimę, hurra!) i jeden kot rasy kot, lat sześć. Zadatków na znaną, tudzież
                  genialną pisarkę brak :)
                  • daria13 Re: Aha 11.05.05, 15:01
                    Napisałam "też" nie w kontekście utożsamiania się, ale w końcu wywodzimy się
                    wszyscy z Forum Ksiażki i stąd to nieszczęsne "też". Szkoda, że nie można oddać
                    wyrazu odętych w grymasie obrazy usteczek w komputerze, więc napiszę tylko:
                    phi;)))))))
                    A kot jak się wabi i czy bardzo psotny, bo ja o kotach to mogę długo:)
                    Pozdrawiam serdecznie:)
                    • beatanu O kocie przede wszystkim 11.05.05, 15:31
                      Dario, rozumiem Cię jak najbardziej i naprawdę nie chciałam Cię ani urazić ani
                      obrazić!!! Przykro mi, że to moje wyznanie pt "nie mam zapędów literackich choć
                      miłuję kota swojego i inne też" tak odebrałaś...

                      A o kotach też mogę długo, ale ponieważ za chwilę przykładem DrKriska lecę
                      (aczkolwiek na rowerze) na dworzec, co by mi pociąg do stolicy (Instytut Polski)
                      nie uciekł, to krótko: Kot miał się nazywać KOTEK, ale gdzieś wyczytaliśmy
                      (sic!) że dobrze jest, gdy imiona dla miauczących zawierają spółgłoski
                      syczącego i wyszedł KOCEK. Jest dość pogodnym facetem, aczkolwiek przez ca 3/4
                      roku w mieście ( = w mieszkaniu) nudzi się chyba ciut i stanowczo za dużo je,
                      za to odżywa i szaleje w lecie, na wsi, razem z pszczołami i innymi żyjątkami,
                      które to żyjątka nie zawsze z tych szaleństw wychodzą cało:( A ja mu tłumaczę -
                      myszki, nornice itp TAK, ptaszki - NIE! Ale czy on, kotek o małym rozumku coś
                      sobie z tych próśb robi? Zresztą młodsza córka z całym przekonaniem twierdzi,
                      że Kocek nie rozumie po polsku...
                      Pozdr :-)))
                      • daria13 Re: O kocie przede wszystkim i troche o psie 11.05.05, 16:23
                        Kochana Beatanu! Ja doskonale odebrałam Twoje stwiedzenie, ale tylko tak sobie
                        zażartowałam, wierz mi. Jestem osobą, którą trudno urazić, bo staram się mieć
                        do siebie i do świata zawsze duży dystans:).
                        Ja też się śpieszę na mój podmiejski autobus, więc o swoim psie opowiem Ci już
                        z domu. Bardzo mnie rozśmieszyła teoria o imieniu kotka, bo mi podobnie prawili
                        o imieniu dla psa, że musi być "r" i aż wstyd się przyznać, jak ma na imię mój
                        kochany labrador marki mieszanej:)
                        Tymczasem:)
                        • daria13 Re troche o psie 11.05.05, 18:56
                          Już jestem w domu, więc mogę dokończyć o psie. Labrador marki mieszanej,
                          dlatego, że kupiony jako marki czystej, choć cena była znacznie obniżona, bo po
                          znajomości, okazał się w życiu dorosłym nie całkiem labradorem, bo jego
                          sylwetka nijak nie chce być masywna, jak u prawdziwego. Jest zwyczajnie zbyt
                          smukły;). Widać tatuś niecałkiem był tego, bo mamę znam:)Poza sylwetką,
                          pozostałe cechy wyglądu i charakteru, co najważniejsze, całkiem w normie
                          labradorowatej.
                          Dużo czasu zajęło nam wymyślenie imienia, bo ciężko dogodzić wszystkim członkom
                          rodziny, ale że wtedy kiedy go kupiliśmy na fali był Władca pierścieni stanęło
                          na Frodo, a zadecydowało to nieszczęsne "r" w środku i teraz muszę się wstydzić
                          imienia własnego psa, buuuu:))))
                          Kiedyś w rozmowie z jednym miłym forumowiczem przyznałam się do tego imienia i
                          bardzo mnie wyśmiał, jednocześnie poruszyliśmy temat Sklepów cynamonowych no i
                          teraz nie mogę odżałować, że nie nazwałam Froda Nemrod, ale jest już za późno:(.
                          Frodo jest rzecz jasna najlepszym, najpiękniejszym i najkochańszym psem pod
                          słońcem, mimo, że nie jest kotem. Aha, żeby nie wyszło, że ja tak zupełnie bez
                          polotu wymyślam imiona dla zwierząt, powiem, że mój poprzedni kot wabił się
                          Facet i małż zawsze się ze mnie śmiał, kiedy wychylałam się przez okono i
                          nawoływałam w noc: Faaaacet, kici, kici!!!!!
                          Pozdrowienia tęczowe, bo u nas dzisiaj deszcz ze słońcem w parze:)
                          • beatanu Re: Re troche o psie 12.05.05, 08:54
                            A dlaczego masz się wstydzić? Frodo dzielnym Hobbitem był... A że stał się tak
                            skomercjalizowany... cóż, w takich czasach żyjemy...

                            To ja się przyznam, że walczyłam o imię BROMBA, ale nie znalazłam zrozumienia
                            wsród pozostałych członków rodziny, choć moja starsza córka uwielbia książkę
                            pana Wojtyszko!

                            A o labradorze marzyłam prawie całe życie (moglibyśmy sobie razem pływać!)
                            tylko warunków nigdy nie było... Przeprowadzki na wieś nie planujemy, a taki
                            ogromny miś w mieszkaniu nie miałby optymalnych warunków.
                            Pozdro słoneczne:)
                            • dr.krisk Chyba masz na mysli nowofundlanda! 12.05.05, 14:36
                              beatanu napisała:

                              > A o labradorze marzyłam prawie całe życie (moglibyśmy sobie razem pływać!)
                              > tylko warunków nigdy nie było... Przeprowadzki na wieś nie planujemy, a taki
                              > ogromny miś w mieszkaniu nie miałby optymalnych warunków.
                              > Pozdro słoneczne:)
                              Taki plywajacy pies-mis to nowofundland. Labradory sa mniej wiecej o polowe
                              mniejsze - ale tez fajne!
                              Pozdrawiam bardzo slonecznie (az za... prazy dzis i parno!).
                              KrisK
                              • beatanu Re: Chyba masz na mysli nowofundlanda! 12.05.05, 22:11
                                I znów się czegoś nauczyłam (jeszcze jedna z tych wymiernych korzyści z
                                czytania - to ukłon w stronę Darii:)
                                Dzięki drkrisku:) Dłuuuuugo żyłam w przekonaniu, że labrador i nowofunland to
                                synonimy... I prawdę mówiąc do tej pory nie wiem do końca co jest półwyspem a
                                co wyspą, ale zaraz spojrzę na mapę Kanady, obiecuję!
                                U nas już słoneczko zaszło:( ale pozdrawiam serdecznie i domowo-cieplutko
                                B
    • beatanu Re: poetry 11.05.05, 08:43
      Obawiam się, że i tutaj nie wniosę nic odkrywczego...
      Po intensywnym licealnym okresie zaczytywania się poezją wszelaką, głównie
      rodzimą i głównie kobiecą (Poświatowska, Lipska, Szymborska, Obertyńska,
      Pawlikowska-Jasnorzewska) nastąpiły lata posuchy... Chyba dopiero pod koniec
      studiów wróciłam do poezji ale wtedy już przede wszystkim szwedzkiej i w
      oryginale. Polecam tłumaczonych na polski - nieżyjącego już Gunnara Eke
      • beatanu Re: poetry 11.05.05, 08:59
        Tutaj cóś się nie dokończyło. Proszę przejść do następnego postu :)
    • beatanu Re: poetry 11.05.05, 08:57
      Obawiam się, że i tutaj zapracowany chwilowo(?) odłam szwedzki nie wniesie nic
      odkrywczego...
      Po intensywnym licealnym okresie zaczytywania się poezją wszelaką, choć
      głównie rodzimą i głównie kobiecą (Poświatowska, Lipska, Szymborska,
      Obertyńska, Pawlikowska-Jasnorzewska) nastąpiły lata posuchy... Chyba dopiero
      pod koniec studiów wróciłam do poezji ale wtedy już przede wszystkim szwedzkiej
      i w oryginale. Polecam tłumaczonych na polski - nieżyjącego już Gunnara Ekelöfa
      i żyjącego, aczkolwiek dotkniętego afazją Tomasa Tranströmera, nieustającego
      kandydata do nagrody Nobla...
      A z polskich bardów najbardziej zapadł mi w pamięć i przeorał duszę Jan
      Krzysztof Kelus, i to nie tylko dlatego, że podobnie jak my (tzn. mój mąż & me)
      w wolnych chwilach (?) zajmuje się pszczelarstwem :)
    • braineater Re: poetry i nie ino:) 12.05.05, 10:30
      A jako, że nie ino, to najpierw o kotach imionach - u mnie platają się dwa
      stałe, ometkowane - dziewczynka Whiskas i chłopiec (aktualnie połowiczny już),
      zwany Orgazmem, oraz od 6 do 8 dachowców, które od czasu do czasu kolonizują
      garaż i piwnicę ale to nader okazyjnie bo mają jeszce około setki innych domów
      do wybrania
      Psiesy sie również pętają dwa, również w zestawie mieszanym - Fuga i Oskar
      (zwany również Knurem lub Baleronem)
      And now poetry - jak widać po "słowach" mam klepnięcie na rosjan i nacje sojuza
      i anglosasów (pierwsze po matce - rusycystce i żonie ukraince, drugie, bom
      zboczonym brytofilem od czasu pierwszych kontaktów z herbacianą nacją)
      natomiast średnio mam z poezją rodzimą. Z nowinek made in poland polecić mogę
      Dagmarę Sumarę - teraz wyszedł pierwszy tomik, duzo tekstów ma na biurze
      literackim a z klasyków just only Kasprowiczen mit Tuwimem, z elementami
      zNorwidzenia. Natomiast bogów zaprtezentowałem w wątku wspomnianym, tu moge ich
      tylko uszeregować - Reznikoff, Yeats, Keats, Donne i metafizycy, Burton,
      Brodski, Blake, Auden, Rilke,Heine, fragmenty Hoffmanstalla, Konstanty
      Ildefons, Villon i Bukowski, tudzież Oberiuci, futuryści, konceptualiści i
      Miron Białoszewski. Oczywiście, do tego dochodzi poezja pokoleniowa, do której
      stosunek mam pozaracjonalny, bo sa to wiersze i twórcy od których zaczynałem,
      pisane dla mnie i dla ludzi w moim wieku, czyli Świetlicki (i związane z nim
      odkryie Franka O'Hary, ale to mi juz przeszło), Maleńczuk, Wencel, Baran, Lopes
      Mausere i Zlali mi sie do Środka! czy abstrakty absurdu Brzóski. Jak widać
      zestaw raczej współczesny niż klasyczny i w sumie przyznać się musze, że na
      poetykę klasyczną i klasycyzująca jestem nader oporny (może to wpływ studiów,
      gdzie kazali mi sie takimi rzeczoma zachwycać:)
      Pozdrowienia:)
      • dr.krisk O moich umarlych zwierzetach... 12.05.05, 14:34
        Wszystko co lazilo po domu, tj. pies i kot, pomarlo z chorob i starosci, a ze
        bylismy wszyscy do siebie bardzo przywiazani (praca przy komputerze z kotem
        rozwalonym na ksiazkach i chrapiacym psem jako podnozkiem), to jakos nowych
        przyjaciol nie zapuszczam. Ale robie za emerytke_od_kotow, regularnie dokarmiam
        caly koci proletariat okoliczny. Rano jak wychodze z domu, z okolicznych
        krzakow wyskakuje wataha rozmaitych obywateli i z glosnym rykiem domaga sie
        zarcia! W zimie ptaki - dwa karmniki, w tym jeden o gabarytach domku
        kempingowego (co zime 30 - 40 kg ziarna idzie). Jeze, psy zblakane, zaby....
        Lubie te zwierzaki.
        KrisK
        • daria13 Re: O moich umarlych zwierzetach... 12.05.05, 18:49
          Kochany dottore! Uwaga będzie banalnie i truizmowo (wiem, że nie ma takiego
          słowa, ale mi pasuje;). Od bardzo młodych lat mam świadomość, że nie można
          jednego zwierzaka zastąpić innym, bo choć tak to sobie wyobrażałam w
          dzieciństwie, gdy pierwszy raz straciłam kota, mając jakieś 16 lat i dość
          szybko przyniosłam sobie znajdę z podwórka, nijak nie mogłam się do tego nowego
          przekonać i kiedy po dwóch dniach uciekł, odczulam nawet ulgę, więc doskonale
          rozumiem Twoją niechęc do zastępstw. Ale (uwaga tu ten koszmarny truizm
          wyskakuje)czas leczy rany i dlatego jestem zwolenniczką przygarnięcia jakiegoś
          małego kotecka,który odwdzięczy się z nawiązką za takie potraktowanie (lub nie,
          bo zasadniczo z kotami to nigdy nie wiadomo),ale radzę spróbować, ani się
          człowiek obejrzy, a będzie już bez reszty we władaniu takiego małego despoty,
          czego szczerze życzę, choć oczywiście nic na siłe, taki kociak prawdopodobnie
          sam znajdzie sobie do Twojego serca drogę.
          Strasznie to wszystko trąci sentymentalizem, ale przecież to samo życie, nie
          sądzicie?
          Ps.
          Do kolegi Braineatera! Jak można mówić do psa per Knur, no jak?
          • dr.krisk Wiem! 12.05.05, 19:31
            Ale celowo nie przygarniam na stale, bo coby taki biedaka zrobil np. teraz?
            Zreszta jestem zaprzyjazniony z moimi dochodzacymi zwierzakami bardzo, mam
            tylko ten slynny problem: jak wytlumaczyc kotu zeby nie polowal na ptaki???
            Tlumacze przy pomocy procy, ale nie zawsze trafie.....
            Fajnie jest jak zaczyna przychodzic jakas wystraszona chudzina o zjezonej
            siersci i sterczacych klakach.. a po paru miesiacach obywatel/obywatelka
            wyglada dostojnie i okraglo, ladnie miauczy, o nogi sie ociera... przyjemnie.
            Poniewaz dbam tez bardzo starannie o ptaki, w krzakach kolo domu mieszka sobie
            stado kosow, prawie oswojonych. Jak podlewam trawe to zaraz przylatuja na
            kapiel i dzdzownice.
            Mam tez stadko pieknych ropuch, mieszkajacych sobie w stercie drewna do
            kominka.
            No i mialo byc o poezji - ale to tez poezja: w zimowy ranek wyjsc wczesnie z
            domu, nasypac do karmnika wiaderko ziarna i patrzec jak z pobliskich drzew
            zrywa sie chmura zmarznietych sikorek! Takie performance to jest, a la' KrisK
            and sikorki.
            • daria13 Re: Wiem! 12.05.05, 22:03
              U mnie w robocie przypałętała sie kocia rodzinka. Najpierw Mała zaglądała
              ciekawska, ale matka ciągle przychodziła ją nawoływać, że to niby u nas
              niebezpiecznie może być.Głupia jeszcze wtedy była:). Odkąd zaczęłyśmy (bo jakoś
              talko kobiety zajmują się u nas kotami)przynosić im Łiskasy, jakoś tak dość
              szybko straciły wszelki dystans. W krótkim czasie pojawił się tatuś (poznałyśmy
              po umaszczeniu, bo mama czarna a córka i ojciec burasy:).Bardzo nam się
              podobają stosunki panujące w tej rodzinie; Garfield, bo tak nazwałyśmy ojca z
              racji wielkości,prostokątnego pyska i stoickiego charakteru, jest bezgranicznie
              podporządkowany swoim kobietom, je kiedy mu pozwolą, odchodzi kiedy choć krzywo
              spojrzą, a jak są jeszcze nienajedzone do syta to tak właśnie na niego
              patrzą;). Myślałyśmy, że on może taki z natury bojaźliwy, ale jak na naszym
              terenie pojawił się obcy kocur, to go natychmiast przepędził, aż sierść
              fruwała, a co! Tak więc wzorowa rodzina nam się trafiła:)))
              Mała już zdążyła się raz okocić, a teraz matka się turla i wchodzi do biura, aż
              się boimy, że się gdzieś rozsypie między segregatorami, ale by była heca!
              Ostrzegałam, że o kotach mogę w nieskończoność:)))
              Tymczasem:)
            • beatanu Re: Wiem! 12.05.05, 22:29
              dr.krisk napisał:
              > Mam tez stadko pieknych ropuch, mieszkajacych sobie w stercie drewna do
              > kominka.

              A u nas na wsi w stercie drewna mieszkają trzmiele, które strasznie
              sympatycznie wiercą pupami, wciskając się do przyciasnych kielichów kwiatów,
              które to kwiaty sieję/sadzę głównie z myślą o pszczołach. Ot, takie dokarmianie
              bezpańskich motyli i owadów o skrzydełkach mniej lub bardziej przeźroczystych...
              A ropuchy (szalenie dostojne stworzonka) mieszkają, przynajmniej przez pierwszą
              część lata pod deskami, które przytrzymują włókninę (takie półprzeźroczyste
              kocyki ocieplające dla wschodzących roślinek).
              Jeżeli już o bezdomnych zwierzątkach mowa, to jesienią, z uporem maniaka
              wyciągałam maleńkie zaskrońce z miejsc najmniej odpowiednich na zimową drzemkę
              (plastikowe wiadro w nieogrzewanym garażu w środkowej Szwecji = śmierć!)i
              pokazywałam im lepszą alternatywę, tzn kompost. Mam nadzieję, że przeżyły :)
              • dr.krisk Trzmiele!! 12.05.05, 22:47
                beatanu napisała:

                > A u nas na wsi w stercie drewna mieszkają trzmiele, które strasznie
                > sympatycznie wiercą pupami, wciskając się do przyciasnych kielichów kwiatów,
                > które to kwiaty sieję/sadzę głównie z myślą o pszczołach.
                Moje ulubione owady latajace! Takie fajne grubasy - zawsze jak jakis wleci
                przez pomylke do domu to staram sie wyniesc na dwor. Mam takie grube i wielkie
                rekawice robocze. Czy trzmiele gryza?
                A z kolei w szczelinach muru ogrodowego mieszkaja jaszczurki. Lubie jak
                wychodza na slonce.
                Aha - "Smierc pszczelarza" Gustaffsona to jedna z moich ulubionych ksiazek.
                KrisK
                • daria13 Re: Trzmiele! i inne gryzonie;) 12.05.05, 23:28
                  Czy istneieją jakieś żyjątka, które tępicie?
                  Wyobraźcie sobie moją rozpacz, kiedy musiałam nastawiać pułapki na myszy.
                  Jakiś czas temu byłam zmuszona oddać mojego najdroższego Faceta w dobre ręce,
                  dlaczego już pisałam;( Następnej jesieni nastąpił exodus myszy na nasze
                  domostwo. A co najgorsze, te kochane szkodniki upatrzyły sobie mieszkanie za
                  boazerią w naszym korytarzu na piętrze, gdzie znajduje się pokój mojego małego
                  synka (lat 9), który tymczasowo do odważnych nie należy. Przez dwa tygodnie
                  byłam zmuszona szanownego małża eksmitować na kanapę w salonie, bo Kuba nie
                  godził się spać w towarzystwie buszujących myszy, a do tego musieliśmy wystawić
                  narzedzia kaźni nieszczęsnym gryzoniom w postaci łapek i tym sposobem
                  ukatrupiliśmy chyba z 5 sztuk, bo jak długo można sypiać z zestresowanym
                  nieletnim i skazywać małza na banicję w salonie?
                  Anyway, wszystko to dosyć smutne;( Czy są jakieś humanitarne sposoby na
                  pozbywanie się straszncyh, nieproszonych domowników, kiedy ma się bojaźliwe
                  potomstwo? Podobny problem rysuje się jeśli chodzi o pająki, z tym że bojaźń
                  dotyczy głównie piszącej te słowa;(
                  Pozdrowienia:)
                  • agni_me całe agniowe stadko 13.05.05, 01:50
                    Mogę sobie najspokojniej czytać o wszystkim, ale nie o zwierzakach. Dłoń
                    zadrżała, ale piszę.

                    Pierwsza była Burka, zwana Bumbą. Bumbę odziedziczyłam razem z domem, stara i
                    przemądra kotka - minęły wieki, a wciąż pamiętam jej humory i opiekę nad moim
                    synem. Właziła do jego łóżeczka tuląc go, kiedy kwękał - kiedy zaczął jej
                    fizycznie zagrażać, dostał raz pazurami po łapach - kochali się bardzo. Do
                    końca.
                    Potem było dużo kocurów i dam serc ich i potomstwa, ale rozłaziło się
                    tałatajstwo bardzo i zawsze serce bolało, że gdzieś precz polazły.

                    Był taki czas, chwila zupełna, bez zwierząt, Myszoptica walcząc o kotkę
                    (cholerna dziwka z sąsiedztwa) stracił wraz z uszami życie - płakaliśmy
                    wszyscy. Ciumek jeszcze przed przyjściem do nas był skazany na kastrację - nie
                    chciałam już łez, kiedy polezie za puszystą kitą sąsiadki. Jest do dziś i do
                    dziś ciumka palce, poza tym niepodzielnie rządzi zwierzyńcem. Prawdziwy król
                    Kot.
                    Najcierpliwsza na świecie amstaffica Sun została przygarnięta przez Ciumka
                    prawie dwa lata temu. Wtedy była niezgrabnym szczeniaczkiem, potem bawiła się z
                    Ciumem wlokąc go za ogon po domu, teraz zgodnie patrolują okolice, razem śpią i
                    jedzą ze wspólnej miski - ot żyją jak pies z kotem :).

                    We wrześniu zeszłorocznym tuż przy bramie znalazłam zdychającego kociaka - nie
                    miał siły się bronić, został - Sun polubiła, Ciumek zaaprobował. My też.
                    Ulubiony lekarz weterynarii przepowiedział nam los marny, ale zaszczepił,
                    odrobaczył, przebadał. Tygrysek, zwany wciąż Małym, powoli pozbył się narowów
                    obarczonego ciężkimi doświadczeniami dzikusa. Śpi POD kołdrą, nie kuli się,
                    kiedy się go głaszcze, nie je na zapas i przepięknie mruczy.

                    Całkiem niedawno, bo z tygodni dwa jest też z nami Włatek, małe białe puszyste
                    psisko, pętał się po okolicy, stara smycz, przegryziony rzemyk - sami wiecie,
                    las obok, najłatwiej przywiązać i odjechać, prawda?
                    No to jest, bo i koty i psica pokochały od razu, biega taki biały śmierdziel po
                    ogrodzie, ciągle wraca umorusany do cna i włazi na najjaśniejszy z dywanów z
                    miną szczęśliwą i triumfującą. Szybko pojął, że Włatek to on i że najlepiej się
                    gnieździć na "Krystynie, córce Lavranca" - może gust literacki nienajlpszy, ale
                    miejsce na oknie tak :)
                  • dr.krisk Niestety! 13.05.05, 17:47
                    daria13 napisała:

                    > Czy istneieją jakieś żyjątka, które tępicie?
                    Np. karaluchy.. wlasnie teraz na nie poluje w moim domku na campusie.
                    Pajakow nie lubie, bo robia pajeczyny. Tez tepie (w domu oczywiscie).
                    Jestem Okrutnym Morderca Slimakow Pomrowikow (takie wielkie czarne bez
                    skorupek - zezra caly ogrod). Ale winniczki - lubie i pozwalam im wcinac moje
                    truskawki.
                    Szczury co mi sie w ogrodzie zalegly zostaly bardzo starannie wylapane przez
                    moich kocich przyjaciol. Kazdy szczur po usmierceniu byl przynoszony i skladany
                    na progu domu, w dowod wdziecznosci za te kitekaty co tym puchatym draniom
                    kupuje...
                    Ale ogolnie jestem lagodny jak baranek.
                    KrisK
                • beatanu Re: Trzmiele!! 13.05.05, 09:22
                  dr.krisk napisał: Czy trzmiele gryza?
                  beatanu odpowiada: Nie gryzą, czasami żądlą ale robią to naprawdę bardzo
                  rzadko. Sa nadzwyczaj cierpliwymi zwierzątkami i można je nawet pogłaskać po
                  futerku. Wyciągają żądło (królowe i robotnice, chłopcy-trutnie takowego nie
                  posiadają) tylko w ostateczności, i tylko w obronie własnej. Czyli - nie siadać
                  na trzmielu!
                  Oj, czuję, że o trzmielach i pszczołach mogłabym w nieskończoność (bo to trochę
                  taka moja poezja - letnie wieczory, słodkawe kwiaty bobu (przepiękne - białe z
                  czarnym oczkiem)i dziesiątki radośnie "pomrukujących" grubasów w tychże
                  kwiatach buszujące (pszczoły już wtedy śpią), eh... Ale właśnie jadę na wieś,
                  posiać bób i inne pyszności!

                  >Aha - "Smierc pszczelarza" Gustaffsona to jedna z moich ulubionych ksiazek.

                  Miło mi, że poruszył Cię Gustafsson, czyba jeszcze raz sięgnę po tę książkę, bo
                  mam o niej dość mgliste wyobrażenie, po 24 (!) latach...
                  Bardzo słoneczne ale wietrzne dziś pozdrowienia:)
      • daria13 Re: poetry i nie ino:) 12.05.05, 22:09
        A czy drogi kolega nie wymienił Teda Hughesa przez zapomnienie, czy
        niekoniecznie ceni? Bo ja od wczesnych lat młodości nieodmiennie bardzo.
        Z niektórymi typami zgadzam się całkowicie,ale niektórych nie znam wcale, więc
        poszukam i za namiary dziękuję, bo to mi właśnie chodziło:)
        Pozdrowienia:)
        • braineater Re: poetry i nie ino:) 13.05.05, 09:20
          A nie wymienił, bo do małżeństwa Plathów się dawno temu zraziłbył i jakoś tak
          zostało:)
          Pozdrowienia:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka