manox
14.06.05, 15:48
Wczoraj wieczorem 13 czerwca widziałem się z Nią...potem kilka minut po
północy zamieniliśmy kilka zdań na gadu w tych zdaniach padło...,że Ona nie
chce mnie już więcej widzieć...koniec
a teraz od początku...
Pierwszy raz spotkaliśmy się 13 grudnia 2003roku O Ironio!!!
Pisaliśmy ze sobą wcześniej niespełna 2 tygodnie,to było takie poznanie w
sieci..
Spotykaliśmy się najpierw co kilka dni,potem niemal codziennie...
Powiem kilka słów o sobie..jestem żonaty mam 2 dzieci,żona jest za granicą,
ja wychowuję dzieci,jestem po 30.
Ten net na początku był oknem na świat,ciekawostką dla mnie,potem
okazał się narzędziem do szukania bratniej duszy i co tu dużo mówić
potrzebowałem kobiety...
Poznałem Ją!!! Jest ode mnie młodsza o 7 lat.
Od samego początku byłem zadurzony ale po jakimś czasie poczułem, że to coś
więcej, może nie powinienem był tego robić, nie ze względu na mnie, ale
któregoś razu rzuciłem...kochasz mnie??
Powtarzałem to przez kilka spotkań, któregoś razu odpowiedziała ,że tak , że
kocha mnie..
Wiem, że ta miłość dopiero kwitła ale po kilku miesiącachwiedziałem, że
nikogo wcześniej tak mocno nie kochałem a dzisiaj wiem to jeszcze mocniej
lecz jakże bardzo boleśnie to wiem...
Ona była dla mnie Skarbem,jest i będzie...tchnęła we mnie nowy oddech
młodości bo czułem się już zastały.
Ona mówiła o wielu nieznanych mi rzeczach, wiele mnie nauczyła albo ja
nauczyłem się przy Niej choćby o narzędziu jakie Nas połączyło o komputerze i
o necie.
Ona to zawsze bagatelizowała ale mnie cieszyła każda rzecz, wszystko co od
niej pochodziło.
Przyszedł czas kiedy pomyślałem, że chciałbym być z Nią!
Powiedziałem Jej.
Ona tego chciała.
Niestety przez moje tchórzostwo, bałem się i boję nadal o to, że zranię tych
z którymi byłem do tej pory, że rozpętam burzę, powiedziałem Jej po jakimś
czasie, że jednak nie potrafię tego zrobić, nie mogę być z Nią...
To było dla Niej fatalne przeżycie, które rzuciło cień na tą Naszą Miłość..bo
Ona mnie bardzo pokochała i chciała mnie mieć dla siebie tylko dla siebieale
nie za wszelką miłość ten brak nacisków z Jej strony jeszcze bardziej
oczarował mnie...bolało Ją ale była ze mną,kochała...
Dopuściłem się kilku oszustwwobec Niej co pogłębiło Jej niechęć do mnie.
Jak ja miałemnie skłamać?
Jak miałem Jej mówić o rzeczach , które wiedziałem że są dla Niej bolesne, co
mam do zrobienia w domu jeśli to nie Nasz wspólny dom, o tym co robiłem z
dziećmi i jeszcze o rzeczach o których wolę nie mówić..
Czy prawda, słuchanie tego jeszcze bardziej nie odwróciłaby Jej ode mnie?
Starałem się poświęcać Jej dużo czasu wbrew wszystkiemu pędziłem do Niej ,
żeby z Nią być , potrzebowałem Jej obecności, Jej dotyku czułośći.
Byłem często koło Niej, przy Jej oknie, nie zawsze o tym wiedziała, dla mnie
była to odrobina tlenu w domu dusiłem się ciągle tęskniłem, nie mogłem
znaleźć sobie miejsca.
Ja mówię tylko o swoich uczuciach, myślach ale musicie wiedzieć, że Ona mnie
bardzo kochała, przeze mnie zawaliła naukę,teraz Jej kibicuję ale nie wiem
czy kiedykolwiek będę mógl cieszyć się razem z Nią i pogratulować Jej
ukończenia.
Dzięki Niej poznałem też to forum..tutaj na gazecie.
Dla mnie będzie zawsze ciepła, miła, Piękna,Jezu żebyście widzieli jak Ona
biegnie!!! Jaki to cudowny słodki widok.
Porusza się z gracją tak miękko, tak zwiewnie...
Widzę Ją pogodną, zadziorną czasemi bardzo powabną...
Wiem, że najbardziej Jej brakowało tego, żeby mogła się mną cieszyć na
codzień przy wszystkich, aby mógł Nas razem oglądać Świat, ja też tego
pragnąłem,marzyłem o tym.
Powiedziała, że dusi się kiedy musi kłamać wszystkim dookoła bo co tu mówić,
że mój facet jest żonaty??
Jej myśli, że nie mogę być Jej, że kocha ale ...itd
Wczoraj powiedziała, że wie, że nigdy jej nie kochałemi nie
kocham....bóóóóóól!!
Zawsze byłem jak piesek, zbyt często ta myśl i ta przenośnia pojawia się w
mojej głowie, który biegnie łasi się , patrzy tęsknymi oczami i dostaje
kopniaka, twarda
ta psinabo i tak dalej lgnie, chce się łasić bo kocha jak to pies...
Słyszałem od Niej słowa, co tu dużo mówić pogardy ale na nią zasłużyłem ale
ja chciałem być przy Niej potrzebowałem Jej obecności, byłem wręcz zniewolony
przez miłość.
Nawet pisząc to mam nadzieję, że odezwie się do mnie, że będzie chciała się
jeszcze we mnie wtulić.
Zbyt mocno mysli rozbiegają się po mojej głowie, zbyt mocno dusi moje gardło
ból, żeby dalej pisać.
Odezwałem się bo nie dorobiłem się w tym moim marnym życiu nawet jednego
przyjaciela, któremu mógłbym się zwierzyć.
Chyba marny ze mnie człek, nie wiem czy Bóg nie zmarnował na mnie materiału i
niepotrzebnie tchnął na mnie...
Proszę Was tylko o jedno!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Darujcie sobiehymny pochwalne małżeństwa i mowy o ratowaniu go.
Nie nawracajcie mnie, ja tego nie czuję .
Chylę czoła przed Wami i przepraszam za ten bełkot....