01.07.05, 20:27
Jak patrze na moj, to stwierdzam, ze niezle skomplikowany. Najpierw przez 22
lata mieszkalam w jednym miejscu- urodzilam sie nawet w tym mieszkaniu bom
wczesniak, mojej mamy nie zdazono dowiezc do szpitala i porod odbieraly
sasiadki. Studia wybralam na miejscowym uniwersytecie, wygodnie i bez
przenosin i nagle po 3 roku wyjechalam i zaczelo sie....Przeprowadzki,
przeprowadzi i ciagle przeprowadzki to zwiazane z kursem jezykowym, to ze
studiami to z praca. Wymarzony w PL zawod zastapiony zostal czyms co przynosi
pieniadze i jedynie kierunek studiow i moje hobby udalo mi sie kontynuowac.
Patrze tak na ten moj zyciorys i sama sie sobie dziwie, ze taki
skomplikowany, bo jeszcze 20 lat temu moje plany zwiazane byly z zyciem w
Katowicach.
Obserwuj wątek
    • kwiecienka1 Re: Zyciorys 01.07.05, 21:30
      :-)
      Mój życiorys co prawda zaczyna się od śląskiej prowincji, ale od 16.12.81
      (serio!!!) mieszkam w Katowicach, więc już przydługo trochę. Ciut pokręciłam
      się po świecie, ale raczej na krótko i zawsze wracałam do Katowic jak ptaszek
      do gniazdka. Studia też tu skończyłam i podyplomówkę, wygodnie, bezstresowo i
      bez sponsorowania PKP. Ilość przeprowadzek: jedna. Mój zawód w zasadzie
      przygotowuje mnie do pracy za granicą (nauczyciel języka polskiego jako
      obcego), ale jakoś tak wyszło, że dalej siedzę na starych śmieciach i uczę
      odważnych, którzy tu zbłądzili. Gdzieśtam z tyłu głowy pojawiają się mysli żeby
      wyjechać i pouczyć w jakimś fajnym miejscu, ale.... tak mi tu dobrze.
      No i myslę, że jak już wyjadę to nieprędko wrócę... dlatego ciągle się waham...
      Dobrze, że to z czego żyję jest związane zarówno z moim wykształceniem jak i z
      hobby, ale nie zawsze tak było i wiem, że nie zawsze tak będzie. Na razie mój
      życiorys nie jest skomplikowany, ale też wcale nie staram się żeby cokolwiek w
      nim zmienić... po prostu, jak coś będzie się miało wydarzyć, to się wydarzy
      (chyba).
      Pozdrawiam Ślązaczkę na emigracji
      i pozostałych forumowiczów (gdziekolwiek ich los rzucił)
      Kwiecieńka Mocno i Po Śląsku Zakorzeniona

      Ps dla nie pamiętających chwilowo historii: 16.12.81 - 3.dzień stanu wojennego,
      dzień pacyfikacji Kopalni Wujek w Katowicach- pojęcia nie mam jak moi rodzice
      załatwili nam wtedy meldunek w urzędzie...taka data w dowodzie osobistym...
      • staua Re: Zyciorys 01.07.05, 21:50
        Stella, a gdzie Ty teraz mieszkasz?
        • stella25b Re: Zyciorys 01.07.05, 21:59
          teraz w Mainz, miescie Gutenberga.

          Kopalnia Wujek....mieszkalam na osiedlu Kopalnii Wujek zaraz kolo parku
          Kosciszki:)
    • beatanu Re: Zyciorys 01.07.05, 23:34
      Zamiast życiorysu - postanowiłam skopiować list, który trzy lata temu ukazał
      się w WO jako list tygodnia. Napisałam go pod wrażeniem artykułu o Nurit
      Dreiband, kobiecie, która chyba jeszcze w latach siedemdziesiątych zrezygnowała
      z akademickiej kariery w Polsce i wyjechała do Izraela.

      Przeczytałam właśnie rozmowę z panią Nurit Dreiband, ”kobietą, która odważyła
      się zmienić swoje życie.” Dziekuję! Pomyślałam: nie jestem sama…. Nareszcie
      bratnia (siostrzana?) dusza, która tak na prawdę jest w stanie zrozumieć mój
      wybór...
      W moim przypadku nie chodziło chyba o odwagę, to był bardziej rodzaj
      konieczności. Zbliżał sie koniec lat osiemdziesiątych, skończyłam studia
      filologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, pracowałam jako asystentka na
      uczelni. Ale miłość rządzi się swoimi prawami... W 1990 wyjechałam na stałe do
      Szwecji, wtedy też urodziła się nasza druga córka. Decyzję o tym co dalej
      mogłam na razie przesunąć o rok, dwa. W czasie urlopu rodzicielskiego (w
      Szwecji trwa on 18 miesięcy) „nadrabiałam“ angielski, jeden z podstawowych
      wymogów przyjęcia na jakiekolwiek studia. Bo, że bede studiowac było czymś
      oczywistym; polski tytuł magistra filologii dawał mi jedynie dobrą znajomość
      języka kraju, w którym osiadłam, nic więcej. Zafascynowana misterium porodu
      postanowiłam zostać położną. żeby zdobyć ten zawód w Szwecji trzeba najpierw
      ukończyć trzyletnie studia pielęgniarskie i uzupełnić je ponad rocznymi
      studiami podyplomowymi. Nie miałam problemów z dostaniem się na uniwersytet, a
      sam sposób studiowania, oparty na metodzie PBL (Problem Based Learning) był
      prawdziwą przygodą w porównaniu z nieco (?) skostniałym sposobem przekazywania
      i zdobywania wiedzy w czasie ostatnich lat PRL-u. Nie twierdzę, że było
      lekko, łatwo i przyjemnie. Dzieci zaczęły właśnie chodzić do przedszkola, mąż
      dostał nową pracę, nasza sytuacja finansowa wyglądała żałośnie. Pracowałam w co
      drugi weekend żeby mieć jakić udział w utrzymaniu rodziny. Wspólnymi siłami
      udało się nam przebrnąć przez lata chude.
      Byłam jedną z najstarszych studentek na roku, dyplom pielęgniarski zdobyłam w
      wieku 33 lat. Podobnie jak pani Nurit spotkałam się z mniej lub bardziej
      zwerbalizowanymi zarzutami, że zamieniam tytuł magistra i możliwości kariery
      akademickiej na „nocnik”, na nisko płatną i pozbawioną wysokiego statusu pracę
      pielęgniarki...
      Od siedmiu lat pracuję na oddziale hematologii w Szpitalu Uniwersyteckim w
      Uppsali. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek żałowała swojej decyzji.
      Plany studiów położniczych drzemią na półce i nie zamierzam ich odkurzać.
      Położna zajmuje się bardzo określoną grupą ludzi. Jako pielęgniarka spotykam
      przedstawicieli obu płci, przedstawicieli wszystkich klas społecznych i grup
      etnicznych, w wieku od kilku miesięcy do lat stu...
      Nie opiekuję się, jak pani Nurit, pacjentami z ranami postrzałowymi czy
      ofiarami wypadków samochodowych. Ale podobnie jak ona spotykam ludzi w szoku,
      ludzi przechodzących głębokie kryzysy życiowe związane z diagnozą: rak krwi...
      Ciągle ulepszane metody leczenia, coraz powszechniejsze przeszczepy szpiku czy
      komórek macierzystych dają nadzieję coraz wiekszym grupom chorych. Nie
      wszystkim jednak dane jest przeżyć... śmierć nigdy nie spowszednieje. A
      zwłaszcza śmierć ludzi, których poznało się blisko w czasie ciągnacego się
      miesiącami , długiego i mozolnego leczenia.
      Nauczyłam się ogromnie dużo i ciągle uczę się od moich pacjentów. Pokory wobec
      życia i śmierci, przekonania, że nie ma przypadków „beznadziejnych”, że nawet w
      najbardziej czarnej godzinie można zrobić tak dużo; czasami wystarczy prosty
      gest...
      Czuję, że znalazłam swoje miejsce na ziemi, choć dość daleko od rodzinnego
      Krakowa...

      To było trzy lata temu, a potrzeba ekshibicjonizmu jakby ta sama ;)))
      B


      • daria13 Re: Zyciorys 03.07.05, 14:26
        Kochana Beato!
        Nie wyobrażasz sobie jak mi zaimponowałaś swoją opowieścią! Jestem pod
        wrażeniem! Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że Ci zazdroszczę, bo wiem, że mnie
        nie byłoby stać na takie trudne i heroiczne decyzje, ale bardzo podziwiam
        ludzi, któży decydują się na takie radykalne i wspaniałe kroki. Jesteś wielka!
        Chylę czoła!
        Mój życiorys jest niestery banalny do bólu, wszystko chyba postawiłam na
        dzieci, czego jak do tej pory nie żałuję, bo odwdzięczają mi się sowicie. Choć
        nieraz boję się zapeszyć. Spędziłam z każdym z nich pełne trzy lata po ich
        urodzeniu, potem podjęłam pracę jedynie o tyle mnie satysfakcjonującą, że nie
        jest stresująca, mam dużo spokoju, mało odpowiedzialnośći i po wyjściu z biura
        mogę całkowićie oddać się życiu prywatnemu, bo robiąc kolację, nie muszę z
        przerażeniem myśleć, co spotka mnie jutro, czy przygotowałam się odpowiednio do
        rozmów, czy klient mnie nie oleje i takie tam problemy, z którymi większość
        ludzi pracujących zawodowo się boryka. Wybrałam spokój i wygodę, odłożyłam
        ambicje i tego w zasadzie nie żałuję, bo czerpię nieusatjącą radość z moich
        dzieciaków, z czytania książek i z teraz z rozmów z Wami, tudzież czasami na
        FK. Do tego domek za miastem, okoliczne lasy i długie spacery z psem. Nie, nie
        mogę powiedzieć,żebym była niezadowolona:)
        Jedynie obecna sytuacja w naszym kraju, a właściwie nastawienie ludzkie do
        wielu poważnych spraw mnie czasami wykańcza, ale uczę się z tym żyć. Umiem się
        na szczęście wyłączyć:))
        Pozdrawiam:)
    • kwiecienka1 Re: Zyciorys 02.07.05, 10:49
      Beata!
      ja też chciałam być położną!!!
      w czasie liceum samodokształcałam się z literatury pożyczonej od znajomych
      położnych (w tym celu się z nimi zaznajomiłam) i przepytałam wszystkie znane mi
      matki na temat ciąży & porodu - no po prostu pewna byłam, że po maturze pójdę
      do szkoły medycznej...
      ale:
      moi rodzice/sponsorzy wówczas/ oświadczyli kategorycznie, że się na to nie
      zgadzają, bo "ani my, ani twój przyszły mąż nie będziemy cię utrzymywać" (vide:
      zarobki położnych w Polsce), a poza tym "gdzie ty chcesz po tym pracować?, kogo
      odbierać?" (vide: wskaźnik urodzeń w Polsce)
      tak więc z bólem serca przyznałam im rację (presja też wystapiła) i wybrałam
      filologię na uniwersytecie - też nie najlepiej, ale "przynajmniej masz
      magistra",
      echhh, kolejne niezrealizowane marzenie...
      (przed położną chciałam być strażakiem, ale to było jeszcze w przedszkolu, no i
      szybko wybito mi to z główki - dziewczynka? strażakiem?...)
      pozdrawiam nostalgicznie
      Dzielną Beatę
      i wszystkich
      Kwiecieńka znad Porannej Kawki
      • stella25b Re: Zyciorys 03.07.05, 20:27
        Ja tez zastanawialam sie czy nie zostac pielegniarka (Beata, nie jestes sama)
        gdzy juz w czasie studiow uswiadomilam sobie, ze przeciez jako slawista-
        historyk pracy raczej nie znajde. A moja dobra przyjaciolka wlasnie
        pielegniarka jest. Na dodatek w Niemczech to calkiem dobrze platny zawod i 2
        moich znajomych przekwalifikowalo sie, czyli ukonczylo 3 letnia szkole i
        zostalo pielegniarzami. Jednak po ukonczeniu studiow zostalam przez rok na
        uczelni jako lektor jez. polskiego (Kwiecienko witaj)ale niestety bylo to tylko
        zastepstwo. Po roku znow stanelam przed problemem co tu ze soba poczac.
        Bronilam sie rekami i nogami przed praca w biurze gdyz biurwa nigdy nie
        chcialam zostac. No i z tego wszystkiego wybralam zawod matki. Urodzilam syna a
        maz dostal posade w branzy IT. I po 2 latach bycia szczesliwa mamuska tez
        wybralam te branze i....jestem biurwa. Grzebie codziennie w programie, wylapuje
        bledy, testuje nowe wersje i udoskonalam to techniczne cudo. No i jeszcze na
        dodatek bycia ta biurwa, to mieszkamy daleko od gor:(( ale za to blisko
        Frankfurtu wiec jesli ktores z Was sie tam znajdzie to zapraszam do Mainz.:)
        • kwiecienka1 Re: Zyciorys 03.07.05, 20:55
          Kwiecienka wita :-)))
          też jestem slawistką łamaną przez polonistkę...
          a teraz to bardzo chętnie zdecydowałabym się na zawód Mamusi, ale... jest wakat
          w zawodzie: Tatuś :-((( a bez tego ani rusz...
          Stello: jak pamiętasz, my tu mamy blisko góry - ja wogóle nie z nich nie
          korzystam, mogę Ci odstąpić swoją część, ale jak by Ci tu je przesłać... chyba
          się nie da, musisz przyjechać na stare śmieci :-))) zapraszam!
          pozdrowienia z tropikalnych ostatnio Katowic
          Kwiecienka Drinkująca w Najlepsze
          • dr.krisk Na zdrowie! 03.07.05, 20:59
            kwiecienka1 napisała:

            > pozdrowienia z tropikalnych ostatnio Katowic
            > Kwiecienka Drinkująca w Najlepsze

            Na Tropiki: whisky on the rocks.
            Ja niestety musze byc trzezwy jak swinka, bo moc zadan powaznych przede mna, i
            glupio bylowy zasnac w trakcie prezentacji.... Ale niedlugo sobie odbije!
            Pozdrowienia z zawsze tropikalnej Florydy!
            KrisK

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka