Dodaj do ulubionych

ludzkie uczucia: miłość

02.02.06, 14:15
Istnieje coś takiego jak miłość? Czy to tylko gra feromonów? Zdarza się
jedna, czy cyklicznie się zdarza?
Kupdefudr (piękne), czy inne coś?
Wątek założony przeze mnie, kuropatwę domową, żądną wrażeń w postaci
pikantnych opisów.

Obserwuj wątek
    • noida Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 14:28
      Ojezu. Strasznie trudny temat zadałaś. Ja muszę pomyśleć. Z pewnością miłość
      istnieje i to w 100 tysiącach różnych odmian, z których z tradycyjnym kupdefur
      większość z nich niewiele ma wspólnego.
      Idę pomyśleć nad zadanym tematem.

      PS. A na jakie pikantne szczegóły liczyłaś?
      • quarantine Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 14:56
        Jak to jakie??
        Romantyczne uniesienia, złamane serca, życie po, życie przed, życie bez,
        tęsknota, marzenia, drżenie rąk, motyle w brzuchu, odpowiedzialność, strach,
        poczucie szczęścia, nienawiść, orgazmy, pustka, pełnia, pełny odlot, depresja,
        samotność, obojętność.
        Jasne, że łatwiej pisać o pogardzie.
        • tylko_fusy Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 14:58
          łatwiej to o pogodzie.
          moje podwojne ja się zastanowi i byc moze zaraz cos napisze...
        • ydorius i jeszcze jedno: 02.02.06, 15:43
          quarantine napisała:

          > Jasne, że łatwiej pisać o pogardzie.

          Zdefiniuj 'łatwiej' :-)
          Miłości nikt się nie boi, jest piękna, wzniosła i szczęściarzem jest ten, kto
          wśród szarości ziemskich niebieskość za nogi choć raz chycił.
          A pogarda. Uuu... Nie jest dobrze :-)

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Pinezka's Potted Meat?
          Incomplete.
          wypielęgnowany harmider w duszy
    • tylko_fusy Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 14:34
      ktos incognito.

      Jak mowi moj kumpel - nie martw sie, kilka reakcji chemicznych w mozgu.
      przejdzie. po kilku miesiacach - ty masz chyba jakąś wadę, skoro ci dalej te
      reakcje chemiczne zachodzą...

      Jesli sie zdarza raz (to znaczy mowimy o zwiazku, czy o zakochaniu?) to po
      prostu mamy przekichane.... chociaz i tak zakladamy ostatnio, ze cos takiego
      jak milosc nie istnieje. i jest jedynie bajką.
    • beatanu Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 15:01
      quarantine napisała:

      > Istnieje coś takiego jak miłość? Czy to tylko gra feromonów? Zdarza się
      > jedna, czy cyklicznie się zdarza?
      > Kupdefudr (piękne), czy inne coś?
      > Wątek założony przeze mnie, kuropatwę domową, żądną wrażeń w postaci
      > pikantnych opisów.

      Będzie bez pikantnych opisów, bo nawet ekshibicjonistka beatanu zna swoje
      granice :)
      Odpowiadam na pytania zwięźle, bo już mnie reisefieber trzęsie a czas ucieka, a
      pociąg niekoniecznie na mnie poczeka...

      Miłość istnieje. Feromony i hormony czasami maczają w tym palce. Można kochać
      wiele razy, na różne sposoby. Miłość ewoluuje.
      Czasami kupdefudr, czasami długie dojrzewanie.
      W to wierzę.
      Jak wrócę, to może temat rozwinę :)

      Pozdrawiam serdecznie!
    • pinos Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 15:21
      Miłość
      miłość to nie hormony, choć horma\ony coś do tego mają.

      Sny o utraconej miłości to nie hormony... oddech wstrzymany na widok znajomego
      gestu, to nie hormony

      Poza tym - co z miłością do najbliższych? Wszak to już zupełnie nie hormony...
      • noida Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 15:24
        No i znów się kłania rozdzielność duszy i ciała ;-)
        Hormony- ciało.
        Miłość- dusza.
        I co teraz?
      • annabellee1 Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 15:28
        oczywiscie ze istnieje.I zdarza sie wciaz i wciaz i z tego sie nie wyrasta.A tak
        myslam gdy bylam młoda.Pozniej są te same drzenia,ten jaskolczy niepokoj czy
        syte szczęscie.
        To chyba dobra wiadomosc!! - ja wojt etc..
        A jesli rozrabiaja hormony to i tak niczego nie zmienia..
      • staua Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 19:15
        Milosc do najblisszych akurat najlatwiej biologicznie wytlumaczyc: Twoje geny
        chca, aby ich kopie przetrwaly, wiec daja nam uczucia do osobnikow, ktore
        zawieraja te same geny (Dawkinsowskie rozumowanie, polecam jego ksiazki, bardzo
        anty-antropocentryczny punkt widzenia).
        Snow o utraconej milosci wytlumaczyc nie moge (a zdarzaja mi sie, wytracajac
        mnie czesto z rownowagi na dluzej).
        Moja obecna, trwajaca juz ponad piec lat i nieustannie ewoluujaca milosc
        zaczela sie klasycznym kupdefudrem :-)
    • itek1 Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 15:36
      Milosc- dla mnie osobiscie (bardzo osobiscie) to najbardziej nieuchwytne z
      ludzkich uczuc (w relacjach damsko-meskich).
      Ten jest szczesciarzem, ktory umie je zidentyfikowac w czasie rzeczywistym (a
      nie we wspomnieniu).
      Pozdrawiam:)
    • ydorius "Ja wiem, że czasem są upadki i wzloty 02.02.06, 15:42

      dziewczyny to nic więcej jak tylko kłopoty", śpiewał Kazik, nie mając racji,
      rzecz jasna. Trudno zresztą wierzyć prześmiewcy.
      Jest natomiast pewien problem, na pewno w języku polskim, podejrzewam, ze w
      innych niestety też. Kiedyś natknąłem się na wątek na jakimś forum dziecięcym
      dotyczący tego, która miłość jest silniejsza: czy ta skierowana do dziecka czy
      ta do partnera. Włos, przyznam, zjeżył mi się na głowie. Trochę tak, jakby kazać
      wybierać między mamusią a tatusiem.
      Bo problem językowy, o którym zacząłem pisać jest taki, że istnieje kilka
      odrębnych uczuć, a wszystkie, tak dla niepoznaki, zwane są miłością. Miłość
      partnerska zakłada przecież swoistą wzajemność, równowagę i wolny wybór. Miłość
      do dziecka przepojona jest czułością i poczuciem odpowiedzialności w stosunku,
      który nie ma miejsca (a przynajmniej nie powinien mieć miejsca) w przypadku
      miłości partnerskiej. Oprócz tego, dla całkowitego zamieszania, istnieje miłość
      własna, czasem przejawiająca się w zachowaniach egotycznych ale w wersji zdrowej
      (znów to zdrowie, trzeba chyba osobny wątek założyć ;-)) przejawia się jako
      pewnego rodzaju szacunek względem własnej osoby.

      Wszystkie te trzy (acz liczę się z tym, ze podział ten jest niewyczerpujący)
      rodzaje miłości oczywiście istnieją. Na poziomie chemicznym i psychicznym również.

      A pikantnych szczegółów nie będzie. Mam ostatnio silną tendencję do analizowania :-)

      m,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Pinezka's Potted Meat?
      Incomplete.
      wypielęgnowany harmider w duszy
    • mamarcela Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 15:51
      mamarcela wbrew wszystkim złym cechom, które są jej przypisywane ( sic) jest
      wielką piewczynią miłości i to we wszystkich jej odmianach, które opisał
      Ydorius i np. taki pan, co się Erich Fromm nazywał.
      Ba, nawet uważa, że to nie money, ale love makes the world itd.
      I że miłość we wszystkich swoich odmianach jest twórcza, budująca i pchająca
      świat do przodu. Nie nienawiść, brońcie bogi.
      Niestety mamarcela ma tę podstawową organiczna wadę, że nie jest kochliwa w
      znaczeniu drżeń, zamyśleń i takich tam. I nigdy nie była niestety. Co nie
      znaczy, że żyła w celibacie. Ale i tak o pikantnych nie będzie.
      Natomiast przydarzały jej się różne zabawne kupdefudry ze śmiesznymi
      szczegółami. O czym będzie może później.
      :)
      • braineater Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 16:07
        Apewnie, że tak. Począwszy od tej najważniejszej, czyli miłości do samego
        siebie, przez ta drugą - czyli miłości do drugiej osoby, która nierozerwalnie
        związana jest z pierwszą. Tak mi przynajmniej z autopsji & obserwacji wyszło,
        że jesli ktos nie kocha samego siebie, nigdy nie będzie w stanie odczuc miłości
        wobec drugiej osoby. Zawsze bedzie tylko wiadrem oczekujacym na wypełnienie
        jakimis uczuciami, a nigdy nie bedzie w stanie dac niczego od siebie. A miłośc
        pomiędzy dwoma osobami, to przeciez chyba nic innego jak permanentna wymiana -
        uczuć, słów,wspomnień i osobowości - to ostatnie czasmi zmieniające się w
        ciagła osmozę, zlewanie sie dwóch osobowości w jedną, w coś, co stoi ponad
        jednostką, składa się z dwóch osób, ale jest homogeniczna całością. I to jet
        miłośc, i to moze trwać latami, zaczęte choćby niewinnym kupdefudrem.
        Amen

        braineater aka The Preacher of Love:P
        • eva.68 Ładnie:) 02.02.06, 17:39
          Podpiszę się. I pozwolę sobie dodać jeszcze coś od siebie. O tę liczbę osób
          chodzi. Czy nie jest możliwe kochanie więcej niż jednej osoby (wyłączając
          siebie) równocześnie? I nie chodzi mi absolutnie o równoległe kochanie
          rodziców, dzieci i partnera. Chodzi mi o kochanie równoczesne osób płci
          przeciwnej w ilości większej niż 1. Bo mi się chyba coś takiego przydarzyło. I
          im dłużej to trwa, tym bardziej jestem przekonana, że nie jest to sympatia li i
          jedynie. I nie chodzi tu absolutnie o klasyczny trójkąt. ABSOLUTNIE! Żadnych
          potajemnych schadzek, chemicznych reakcji, uniesień & spełnień. Po prostu...
          sama nie wiem. Czy ktoś rozumie o co mi chodzi?
          • mamarcela Re: Ładnie:) 02.02.06, 17:43
            Ja rozumiem. Znakomicie rozumiem. :) Można kochać kilka osób równocześnie.
            Ale ponieważ teoretycznie nie można to jest to bardzo trudne i przez ogół nie
            tylko niezrozumiałe, ale wręcz często potępiane.
            pozdrawiam najserdeczniej
            • eva.68 Re: Ładnie:) 02.02.06, 17:48
              Bardzo dzięki!!! Czasem mi z tym trochę niewygodnie właśnie ze względu na ogół
              & niezrozumienie (z potępieniem włącznie).
              P:)
            • aaneta Re: Ładnie:) 02.02.06, 19:24
              Nie można tylko być w formalnym związku z więcej niż jedną osobą płci
              przeciwnej, wszystkie inne warianty dozwolone. Kto mówi, że nie, jest hipokrytą
              albo głupcem, co zresztą na jedno wychodzi. To odnośnie tzw. przyzwolenia
              społecznego, natomiast w sensie samych emocji tym bardziej jest to możliwe,
              dlaczego miałoby nie być? I nie ma w tym nic złego.
            • stella25b Re: Ładnie:) 03.02.06, 11:26
              Przypuszczam, ze darzenie uczuciem milosci (alez to patetycznie brzmi) kilku
              osob plci przeciwnej nie jest obce naszej naturze czy psychice. My tylko
              dalismy sie podporzadkowac systemowi zycia, ktore narzucily na nas glownie
              religie. Religia czy obrzadki zwiazane z wierzeniami twardo narzucily pewne
              wyznaczniki zycia danej spolecznosci. To pozniej na ich podstawie powstaly
              prawa i rozwoj etyki spolecznej. My wychowani w kregu chrzescijanskim
              podporzadkowalismy sie przykazaniom bozym.
              • aaneta Re: Ładnie:) 03.02.06, 11:57
                A w którym przykazaniu Bóg zabrania kochać więcej niż jedną osobę naraz?
                • ben-oni Re: Ładnie:) 03.02.06, 12:04
                  W żadnym z dziesięciu. W kwestii miłości to tam jest tylko o pożądaniu żony
                  bliźniego. Zresztą głupi paragraf, bo dlaczego niby nie wolno mi pożądać żony
                  bliźniego swego? Przecież z samego pożądania im nie ubędzie.
                  • eva.68 Re: Ładnie:) 03.02.06, 12:10
                    Zapewne zakładają, że nie poradzisz sobie z żądzą. ;)
                    A wtedy może dojść do ubytków, uszczerbków i innych takich.
                    :)
                    • ben-oni Re: Ładnie:) 03.02.06, 12:29
                      Ja rozumiem, że w tamtych czasach, samiec namietnością rozpalony porywał
                      samiczkę i niewolił ją w jakiejś śmierdzącej jaskini. I temu ten przepis miał
                      dać odpór. Ale dzisiaj?? Białogłowa to nie wazon, żeby czując żądzę rozpalającą
                      lędźwie brać ją pod pachę i w ustronnym miejscu dać upust swym zachciankom. Nie
                      te czasy. Teraz bywa, że bialogłów trzeba się obawiać! O tempora, o mores!
                      • eva.68 Re: Ładnie:) 03.02.06, 12:35
                        Białogłowy to gatunek prawie wymarły, myślę. :)
                        A co do obaw... Pewie nie powinnam tego pisać, ale niektórych sama się boję.
                        Zupełnie serio.
                        P:)
                • eva.68 O to samo chciałam zapytać :) 03.02.06, 12:07

                • stella25b Re: Ładnie:) 03.02.06, 12:08
                  aaneta napisała:

                  > A w którym przykazaniu Bóg zabrania kochać więcej niż jedną osobę naraz?

                  hehe w zadnym. Wrecz przeciwnie, mowi o kochaniu blizniego jak siebie samego.
                  Zabrania cudzolozyc.

                  Ja zawsze bylam zdania, sex nalezy do milosci. Milosc bez sexu to taka
                  niespelniona milosc. Stad ten wywod.

                  • eva.68 Re: Ładnie:) 03.02.06, 12:15
                    stella25b napisała:
                    > Ja zawsze bylam zdania, sex nalezy do milosci. Milosc bez sexu to taka
                    > niespelniona milosc. Stad ten wywod.

                    I tu się nie zgodzę. Bo kochając kilka osób równolegle można mieć i sex i
                    emocje, i inne atrakcje. Bo w końcu "kochać to nie znaczy zawsze to samo" jak
                    śpiewał jeden popartysta.
                    P:)
                    • stella25b Re: Ładnie:) 03.02.06, 12:20
                      eva.68 napisała:

                      > stella25b napisała:
                      > > Ja zawsze bylam zdania, sex nalezy do milosci. Milosc bez sexu to taka
                      > > niespelniona milosc. Stad ten wywod.
                      >
                      > I tu się nie zgodzę. Bo kochając kilka osób równolegle można mieć i sex i
                      > emocje, i inne atrakcje. Bo w końcu "kochać to nie znaczy zawsze to samo" jak
                      > śpiewał jeden popartysta.
                      > P:)

                      Taaak ale....Kilku facetow kochasz a tylko z jednym z nich sexujesz. To tych
                      pozostalych zdradzasz czy nie?
                      • eva.68 Re: Ładnie:) 03.02.06, 12:25
                        Nieee! Ich kocham inaczej. :)
                        Zdrada to w ogóle chyba temat na następny ciekawy wątek. Zakładamy?
                        • ben-oni Re: Ładnie:) 03.02.06, 12:38
                          Coś w tym jest. Czy zdrada to kwestia miłości czy seksu???
                          Jeśli powiesz tej drugiej (temu drugiemu), że go kochasz i czujesz, że możesz
                          dla niej poświęcić wiele (lub wszystko), lecz kochając tę pierwszą (tego
                          pierwszego), z lojalności, nie dopuszczasz możliwości "zdrady cielesnej - tak
                          to nazywa kosciół), czy zdrada została popełniona?
                          Czy wolno kochać dwie osoby nie zdradzając żadnej? Zdrada to oszustwo? Czy
                          nielojalność. A może pozbawienie kogoś przysługujących mu praw wyłączności??:))
                          • eva.68 Re: Ładnie:) 03.02.06, 12:55
                            Powiem, co wiem.
                            Kochając tego drugiego nie muszę mówić "kocham Cię". Werbalnie wystarcza
                            zwyczajne "bardzo Cię lubię". Nie zawsze musi być tak, że do spełnienia
                            fizycznego nie dochodzi tylko ze względu na lojalność. Może być przecież tak,
                            że kocham ale nie pożądam. Niemożliwe? Możliwe.
                            A kwestia oszustwa i lojalności to bardzo grząski teren. Tutaj wszystko zależy
                            od...
                            A prawo wyłączności? Czy rzeczywiście przysługuje? Na jakiej podstawie? I do
                            jakich "rejonów" powinno się odnosić? A może b/o
                            P:)
                            • ben-oni Re: Ładnie:) 03.02.06, 13:05
                              Zakłada, że lojalność jest pochodną miłości.
                              Kwestia słów też nie jest istotna. "Fajna jesteś", "kocham cią" czy "dobrze mi
                              z tobą". Czy zdrada pojawia sie w chwili "powielenia uczuć (pomnożenia, nie
                              podzielenia) na więcej niż jedną osobę" czy w momencie fizycznej zdrady?
                              Kultura monogamiczna narzuca nam pojęcie prawa wyłączności. Nawet narzeczoną
                              mozna mieć tylko jedną, choć formalnie nie wiążą człeka żadne powinności.
                              • aaneta Re: Ładnie:) 03.02.06, 14:09
                                Kultura monogamiczna też, ale wynika ona z potrzeb psychicznych. No i z
                                przesłanek racjonalnych, w tym ekonomicznych - z reguły łatwiej jest
                                zorganizować sobie życie w związku monogamicznym.
                                A co do zdrady to podejście jest różne w zależności od płci.
                                • eva.68 Re: Ładnie:) 03.02.06, 14:29
                                  Myślę, że w obrębie płci też jest różne. To chyba zależy od osobowości. Są
                                  ludzie, którzy muszą mieć wszystko na wyłączność. Są inni. Wszystko zależy więc
                                  od okoliczności. Ja uważam, że to, że kogoś bardzo lubię (a może nawet bardziej
                                  niż lubię) w niczym nie krzywdzi osoby, z którą pozostaję w formalnym wziązku
                                  do momentu, kiedy nie zaczynam oszukiwać. Dopóki nie zaczynam zaspokajać swoich
                                  pragnień względem tego drugiego kosztem tego pierwszego. Dopóki nie wymyślę
                                  sobie, że mogę mieć i rybki, i akwarium, i inne akcesoria. I że nie musi mnie
                                  to nic kosztować.
                                  Po raz kolejny nie wiem, czy ktoś rozumie o co mi chodzi.
                                  P:)
                                  • eva.68 PS 03.02.06, 14:36
                                    No i nie zgadzam się, że kwestia słów nie jest istotna. W końcu "fajna jesteś"
                                    to zupełnie co innego niż "kocham Cię". Przecież nikt przy zdrowych zmysłach
                                    nie pomyśli sobie, że żywię do niego głębokie uczucie kiedy powiem mu, że jest
                                    fajny. Zgadzam się, że na pewnym etapie znajomości może być tak, że używane
                                    powszechnie komplementy nabierają podwójnych, potrójnych i n-krotnych znaczeń.
                                    Ale (i tu się powtórzę) wszystko zależy od okoliczności przyrody w jakich
                                    wydarzenia się rozgrywają. I od bohaterów dramatu. I od tysiąca innych
                                    parametrów. Chyba.
                                  • aaneta Re: Ładnie:) 03.02.06, 14:49
                                    Ktoś rozumie :) Choć ma trochę inne doświadczenia.
                                    • mamarcela Re: Ładnie:) 03.02.06, 14:56
                                      Drugi ktoś rozumie. :) Chociaż uważa, że zawsze są jakieś rany. Jeśli tak
                                      bardzo nie chcemy nikogo zranić najczęściej ranimy siebie. I to też jest do d...
                                      Tak w ogóle to mam dużo na ten tenmat do powiedzenia, ale to nie jest to
                                      miejsce chyba.
                                      pozdrawiam
                                      • eva.68 Re: Ładnie:) 03.02.06, 15:35
                                        Zgadzam się z Tobą Mamarcelo. Po raz kolejny. W całej rozciągłości.
                                        Już myślałam, żem normalna inaczej. Bardzo wam dziękuję. ;)
                                        P:)
                  • mamarcela cudzołóstwo off topic 03.02.06, 12:18
                    Właśnie mnie naszły refleksje zmywaniowe o cudzołóstwie. Otóż kiedyś strasznie
                    trudno było wytłumaczyć dzieciom uczącynm się dekalogu, co to właściwie jest
                    cudzołóstwo. Wśród znajomych moich rodziców krążyły nawet anegdoty o tym. A
                    teraz - moje dzieci przyjęły to jak coś zupełnie normalnego "To znaczy, że nie
                    wolno uprawiać seksu z cudzą żoną". - powiedział siedmioletni synek nie
                    przerywając zajęcia, które wówczas wykonywał. "To znaczy Bóg nie pozwala". -
                    dodał po chwili.
                    P:)
                    • eva.68 Re: cudzołóstwo off topic 03.02.06, 12:23
                      To się zgadza z moją teorią, że powinniśmy się uczyć od dzieci. :)
                      A zupełnie off topic ale w temacie dzieci za to: "A co to jest ciąż?" zapytało
                      moje dziecko lat 5, kiedy Maryja powiedziała do Józefa: "Jestem w ciąży".
                      P:)
                    • aaneta Re: cudzołóstwo off topic 03.02.06, 12:24
                      Jeśli miał siedem lat, to pewnie jeszcze nie chodził na religię, tzn. jeszcze
                      nie został poddany indoktrynacji ;)
                      Swoją drogą doskonale pamiętam, jak się pluła moja katechetka przy okazji
                      odpowiedniego przykazania. Ale do tej pory nie rozumiem różnicy pomiędzy szóstym
                      a dziewiątym, i dlaczego są dwa na ten sam temat.
                      • mamarcela Re: cudzołóstwo off topic 03.02.06, 12:36
                        Też mam na tę okoliczność opowieść. numero uno lat trzy jechało ze mną
                        pociągiem do babci. Po drodze zebrało jej się na pytania egzystencjalne. Ja
                        toksyczna matka objaśniłam wszystko bez owijania w bawełnę, ale na poziomie jej
                        rozwoju. Opowiedziałam, że mama ma jajeczko, a tata nasionko i one są bardzo
                        malutkie i jak się połączą to zaczynaja rosnąć w brzuszku mamy itd. Dzieci w
                        tym wieku nie zadaja pytań o szczegóły techniczne więc mała przyjęłą do to
                        świadomości i nie dopytywała o nic.
                        Na drugi dzień do babci przyszła po coś sąsiadka i na widok mojego dziecka
                        powiedziała: "O, I. skąd ty sie tu wzięłaś?" Na to moje świeżo uświadomione
                        dziecię z dumą; "Jak to skąd? Z jajeczka i nasionka, proszę pani."
                        P:)
                      • quarantine Re: cudzołóstwo off topic 03.02.06, 12:37
                        aaneta napisała:

                        Ale do tej pory nie rozumiem różnicy pomiędzy szósty
                        > m
                        > a dziewiątym, i dlaczego są dwa na ten sam temat.
                        ---------------------
                        W pełnej wersji 9 przykazanie brzmi: "Nie pożądaj domu bliźniego swego, nie
                        pożądaj żony bliźniego swego
                        ani jego sługi, ani jego służebnicy, ani jego wołu, ani jego osła,
                        ani żadnej rzeczy która należy do bliźniego twego." 2 Mojż. 20:17

                        Mam dziwne wrażenie, że jest ono błędnie interpretowane przez teologów
                        katolickich. Bardziej należałoby je chyba interpretować w aspekcie własności
                        prywatnej, niż instynktu seksualnego.
                        • eva.68 Re: cudzołóstwo off topic 03.02.06, 12:41
                          Mam wrażenie (prywatne, oparte na obserwacji li i jedynie)), że ta niewłaściwa
                          interpretacja jest bardziej duszpasterska niż teologiczna.
                          :)
                        • aaneta Re: cudzołóstwo off topic 03.02.06, 12:42
                          A co z dziesiątym w takim razie? Bo ta pełna wersja dziewiątego ma sens taki jak
                          skrócone dziesiąte.
                          • quarantine Re: cudzołóstwo off topic 03.02.06, 12:56
                            aaneta napisała:

                            > A co z dziesiątym w takim razie? Bo ta pełna wersja dziewiątego ma sens taki
                            ja
                            > k
                            > skrócone dziesiąte.
                            -----------------------------
                            Rozpędziłam się.
                            "Nie pożądaj domu bliźniego swego, nie pożądaj żony bliźniego swego
                            ani jego sługi, ani jego służebnicy, ani jego wołu, ani jego osła" - dziewiąte


                            "ani żadnej rzeczy która należy do bliźniego twego." - dziesiąte.
                            -------------------------

                            Też nie widzę większej różnicy. Przyszło mi do głowy, że taka, a nie inna forma
                            przykazań oraz ich intrepretacja zapewne jest przyjęta na podstawie postanowień
                            jakiegoś soboru.
                            • daria13 Re: cudzołóstwo off topic 03.02.06, 14:52
                              Dając sobie prawo do kochania jednocześnie kilku osób, dajemy automatycznie
                              takie prawo osobom, z którymi jesteśmy obecnie związani, bądź wobec których
                              odczuwamy lojalność pierwotną, bo przecież nie zakochujemy się jednocześnie w
                              kilku, jak rozumiem. Czyli jest nam kompletnie obojętne, czy nasz partner nie
                              kocha również kogoś trzeciego i taka wiadomość nie robi na nas najmniejszego
                              wrażenia.
                              Jestem w stanie zrozumieć taki układ w momencie, gdy sami wplątujemy się
                              wcześniej w takie układy, znaczy odnajdujemy drugą, trzecią, n-tą miłość
                              naszego życia, ale w momencie, kiedy sami kochamy jednego partnera, taka
                              wiadomość jest jednak, co by nie powiedzieć, ciężkim szokiem.
                              Kiedy decydujemy się na takie układy, myślę, że musimy się liczyć z uczuciami
                              osób, z którymi jesteśmy aktualnie związani i musimy odpowiedzieć sobie na
                              pytanie, czy sami chcielibyśmy być kochani, jako druga, trzecia, dziesiąta.
                              Zawsze myślałam, że miłość jest jednak z założenia mono, potem może minąć i
                              zrobić miejsce drugiej, ale trwając równocześnie zawsze musi kogoś ranić.
                              Jestem staroświecka, wiem.
                              Przepraszam Ewo,.
                              Pozdrawiam:)
                              • eva.68 Nie ma za co. Zupełnie. 03.02.06, 15:51
                                mam wrażenie, że lekko się rozmijamy w podejściu do tematu. Mnie chodziło tylko
                                o to, że pozostając w stałym, udanym związku można kochać kogoś jeszcze. Po
                                prostu. I nie chodzi tu o miłość damsko-męską w potocznym tematu rozumieniu.
                                Czyli spotykam faceta, "zakochuję się", tworzymy związek, jest nam fajnie. za
                                jakiś czas spotykam innego faceta, "zakochuję się" i... No właśnie. Po pierwsze
                                nie "zakochuję się". Po drugie po jakimś czasie okazuje się, że "bardzo go
                                lubię" jest za słabe w tym przypadku. Po trzecie absolutnie nie mam zamiaru
                                zmieniać nic w swoim życiu poza tym, że robię mu trochę miejsca w głowie. Nie
                                chcę z nim być (żyć), co nie przeszkadza, że bardzo się cieszę, kiedy on jest.
                                Nie rzucę dla niego wszystkiego ale użyję wszystkich dostępnych mi środków,
                                żeby pomóc, kiedy będzie tego potrzebował. I wcale nie oczekuję, że on też to
                                zrobi. Nie mam ochoty sprawdzić, jak wyglądałby fizyczny aspekt tej znajomości,
                                bo on po prostu mnie nie pociąga w ten sposób.
                                Nie potrafię jaśniej. :)
                                Dodam od razu, że zdaję sobie sprawę z tego, że w pewnych sytuacjach taki układ
                                mógłby być niemożliwy, bo ktoś w końcu mógłby chcieć więcej. Ale zakładamy, że
                                nie chce. Czy to naprawdę coś złego? Dla mnie nie. ale rozumiem, że myślisz
                                inaczej. I zupełnie mi to nie przeszkadza. Wcale nie dlatego, że mam w nosie co
                                myślisz. ;)
                                Pozdrawiam sympatycznie :)
                                • daria13 Re: Nie ma za co. Zupełnie. 03.02.06, 16:07
                                  Nie wiesz Ewo, jaką ulgę poczułam czytając Twoje słowa:) Bo ja bardzo się
                                  bałam, że mogę Cię swoimi słowami urazić, czy nawet zranić, a po ponownym
                                  przeczytaniu swojego posta, pomyślałam, że napisałam go takimi ogródkami i tak
                                  skomplikowałam swoje przemyślenia, że oprócz mnie nikt nie będzie w stanie go
                                  zrozumieć;)A Ty nie dość, że go zrozumiałaś, to też nie poczułaś się urażona.
                                  Bardzo lubię być dobrze rozumianą i mimo że rozmówca ma inny podgląd, nie ma mi
                                  za złe ani tego, że myślę inaczej niż on by chciał, ani nie gniewa się za
                                  wtrącanie się w jego sprawy.
                                  To o czym piszesz jest bardzo skomplikowane i domyślam się, że bardzo niełatwe
                                  dla Ciebie. Życzę Ci z serca, abyś w tych wszystkich skomplikowanych
                                  okolicznościach przyrody nie musiała nigdy cierpieć, ani Ty, ani nikt inny.
                                  Bardzo serdecznie pozdrawiam:)
                                  • eva.68 Dzięki. Bardzo. 03.02.06, 16:21
                                    Sama też sobie tego życzę. :)
                                    Ale nie da się chyba, żeby w ogóle nie bolało? Pewnie podpadnę ale pozwolę
                                    sobie znowu zacytować popartystę (innego), który wyśpiewywał swego czasu
                                    wszechobecnie, że "nic nie boli tak jak życie". Coś w tym jest.
                                    Pozdrawiam :)
          • braineater Re: Ładnie:) 02.02.06, 19:05
            Niestety tego problemu nijak nie mogę rozstrzygnąć, bom zdecydowanym seryjnym
            monogamistą. Zawsze tylko 1:1 i żadnych innych skomplikowanych geometrii.:)
            Stąd między innymi też chęć uniknięcia jak długo się da dzieci, bo wtedy ten
            cały idealnie spójny system trzeba by było zreolucjonizować, poszerzyć, lub
            okroić, a ja nie chcę. Mnie pasi jak jest:)

            P:)
            • annabellee1 Re: Ładnie:) 02.02.06, 20:18
              Konstanty Jelenski zył w takim menage a trois o ile mnie pamiec nie myli i to
              jakos wychodzilo ladnie.
              No,ale to byl realny zwiazek.
              Mozna kochac dwie osoby i to zadna dewiacja.M

              o milosci latwo pisac banalnie a tego nie chcę, więc sobie pojde juz.
        • kawa_malinowa Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 21:40
          że jesli ktos nie kocha samego siebie, nigdy nie będzie w stanie odczuc miłości
          >
          > wobec drugiej osoby. Zawsze bedzie tylko wiadrem oczekujacym na wypełnienie
          > jakimis uczuciami, a nigdy nie bedzie w stanie dac niczego od siebie.

          a mnie sie wydaje, ze kto inny mial racje:


          "Im większe w człowieku wewnętrzene rozbicie, poczucie własnej słabości,
          niepewnośći i lęku, tym większa tęsknota za czymć, co go z powrotem scali, da
          pewność i wiarę w siebie."
          A. kępiński
          • aaneta Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 21:47
            Od tęsknoty za miłością (potrzeby miłości) do miłości daleeeeka droga, droga Kawo.
            • kawa_malinowa Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 21:51
              Byc moze, ale skoro się chce i wierzy sie, ze milosc istnieje... tak wynika z
              moich obserwacji.
              Ale to nie jest dobry temat do rozmow ze mna, ale juz znikam.
          • eva.68 Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 21:52
            > "Im większe w człowieku wewnętrzene rozbicie, poczucie własnej słabości,
            > niepewnośći i lęku, tym większa tęsknota za czymć, co go z powrotem scali, da
            > pewność i wiarę w siebie."

            Tęsknota za miłością czy "za czymś, co go z powrotem scali" nie zawsze prowadzi
            do szczęśliwego rozwiązania. W takim stanie bardzo łatwo wpakować się w coś, co
            owo rozbicie pogłębić może. Tak myślę.
            • daria13 Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 22:14
              A ja we wczesnej młodości wykoncypowałam sobie kompletnie abstrakcyjny obraz
              miłości, który apogeum osiągał w postaci (nie śmiejcie się) Cyrano de
              Bergeraca, tudzież profesora z Upadłego anioła (taki film z Marlene Dietrich).
              Dla mnie prawdziwa miłość była uczuciem całkowitego oddania, poświęcenia się
              dla drugiej osoby, choćby za cenę własnego szczęścia, choćby prowadzącą do
              utraty tej osoby, byle tylko ona była szczęśliwa (znaczy ta druga osoba).
              Wszyscy znają Cyrano, więc nie muszę rozwijać.
              Uczucie takie jest tak niezgodne z naturą ludzką, że teraz, kiedy jestem mocno
              dojrzała, wiem, że nie jest ono możliwe wcale. Zatem musiałabym na pytanie o
              istnienie tego uczucia powiedzieć, że nie, nie wierzę w prawdziwą miłość.
              Ale obserwując Braina, przy całej jego miłości własnej i przy całej niechęci do
              jakichkolwiek poświęceń, widzę u niego postawę, która osiąga niemal ideał
              miłości, o jakiej można marzyć i że ten ideał pasuje mi dużo bardziej niż ten
              śmieszny Cyrano. Bardzo przepraszam za ten patos, ale tak właśnie postrzegam
              związek Marcela z Marysią. Doskonałe dobranie się dwojga osób.
              A może ktoś z Was miał kiedyś sposobność obserwować takie uczucie, o jakim
              pisałam na wstępie i może zadać kłam mojemu twierdzeniu, że takie zjawisko nie
              istnieje. Dodam, że też uważam, że gdyby istniało, to byłoby nieco niezdrowe;)
              Pytanie na marginiesie: nie mogę wyguglować filmu Upadły anioł, a cały czas
              chodzi mi po głowie, że był on nakręcony na podstawie jakiejś książki. Czy ktoś
              z Was może mi pomóc?
              Pozdrawiam:)
              • mamarcela Henryk Man "Profesor Unrat" 02.02.06, 22:22

              • itek1 Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 22:23
                Film Blekitny aniol na podst. powiesci H.Manna-Profesor Unrat
                • daria13 Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 22:28
                  Wielkie dzięki, kompletnie wyleciało mi z głowy, a to przecież nie byle co.
                  Jak ma się film z Marleną do książki. Chodzi mi szczególnie o tę ekranizację,
                  bo wiem że była jeszcze późniejsza chyba. Mamarcela jako kinomanka pewnie
                  pamięta:).
                  P:)
                  • aaneta Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 22:33
                    Ja nie Mamarcela, ale proszę bardzo:
                    www.imdb.com/title/tt0052638/
              • aaneta Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 22:32
                Na przyszłość polecam:
                www.imdb.com/
                do poszukiwań wszelakich filmowych i okołofilmowych.
                • mamarcela Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 22:34
                  albo
                  www.filmweb.pl/
                  jest tam sporo błędów, bo to portal tworzony przez portalowców, ale też
                  niesamowita ilość informacji
                • daria13 Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 22:38
                  Dziękuję Anetko:) Ja nie mogłam wyguglować, bo wklepywałam z uporem Upadłego
                  anioła, zamiast błękitnego, ot co.
                  Za stronę do poszukiwań też dziękuję:)
                  P:)
                  • aaneta Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 22:48
                    Może trzeba było spróbować z Marleną Dietrich? :)
                    • daria13 Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 23:10
                      Z Marleną też próbowałam, ale coś mi się zacinało i się wkurzyłam.
                      Dzięki Mamarcelo za Filmweb, ale żeby coś znaleźć, trzeba znać tytuł, a nie
                      kierować się dziurawą pamięcią;)
                      A książkę czytałaś?
                      Polecam się i pozdrawiam:)
                      • mamarcela filmweb i okolice 03.02.06, 12:03
                        Książkę czytałam, ale dawno i byłam nieco rozczarowana (tylko to pamiętam), bo
                        Marleny brakło. Muszę powtórzyć.
                        Natomiast to nieprawda, że w filmwebie trzeba znać tytuł wystarczy fragment
                        tytułu, nazwisko aktora, imię postaci. Faktem trzeba wtedy dokonać selekcji w
                        wynikach wyszukiwania, ale w większości przypadków da sie to zrobic dosłownie w
                        minutę.
                        Ja natomiast mam filmy domowe skatalogowane w takiej okrutnej świni, co to bez
                        dokładnego co do literki i przecinka tytułu niczego nie wyrzuci. Swinia nazywa
                        się Bartez movie library i niech Was ręka boska od niej broni. Ja biedna
                        wpisywałam te prawie 1500 tytułów i teraz nijak nie mogę ze świni zrezygnować
                        nie wdając się w kolejną żmudną robotę.
                        P:)
    • staua Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 23:01
      A ja, zeby pociagnac emocjonalnie, powiem Wam, ze juz dobrych pare lat temu
      wymyslilam sobie (u mnie to sie sprawdza i ciekawa jestem, jak u Was), ze nie
      mozna przestac kogos kochac tak do konca i ostatecznie - nawet po burzliwym
      rozstaniu z wielkim zalem, nawet po obustronnym znudzeniu i niecheci do bycia
      razem. Wszyscy ludzie, ktorych kochalam, maja swoj kacik u mnie na zawsze, w
      pewien sposob kocham ich nadal (nie bylo ich tak znowu wielu). Kiedys myslalam,
      zeby to ciagnac dalej, tzn. ze to sie odejmuje od calkowitej zdolnosci do
      milosci i teoretycznie po ilus tam probach nie jest sie juz do niej zdolnym,
      ale, jak ktos juz napisal powyzej, to nieprawda. Na szczescie.
      • annabellee1 Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 23:18
        a to uczucie to nie jest tylko bol w sercu?
        • annabellee1 Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 23:20
          czyli jakby omam.Bol ktory sie bierze za milosc.Jej resztke .Cos jak bole fantomowe.
          • staua Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 23:27
            Nie - w jednym przypadku wiele bolu mam zwiazanego ze wspomnieniami, ale kilka
            mam takich, ze rozstanie nie bylo bolesne dla zadnej ze stron, po prostu nie
            moglismy juz byc razem i nadal jestesmy przyjaciolmi wlasnie ze wzgledu na
            milosc, ktora sie nie skonczyla. To uczucie nie jest negatywne, przyjemne
            nawet, nie ma nic wspolnego z bolem, jest to cos dobrego, naprawde.
            • annabellee1 Re: ludzkie uczucia: miłość 02.02.06, 23:54
              To ..no ..piekne.

              Ta rozmmowa damska o milosci tez.Szczególnie gdy wokol burza.
              Dlatego panow nie ma.
              a wiesz Statuo,ze na judaikach znowu jakis zlot szykuja.To mile miejsce te judaica.
              Musze isc spac.U ciebie wczesnie.Popoludnie.
              Ktos mi kiedys napisal: Lubie milosc- nie chodzilo o sex.
              wiec - lubie milosc
              Dobranoc.


              • staua Re: ludzkie uczucia: miłość 03.02.06, 00:16
                Dobranoc!
                Ja zaraz dopiero wyjde z pracy, ale chyba w domu od razu usne, zmeczona jestem
                bardzo.
                Tez mi sie podobal ten watek...
                Judaica-musze zajrzec, choc czuje sie malo kompetentna :-)
    • ben-oni Re: ludzkie uczucia: miłość 03.02.06, 12:10
      Feromony to taki podstęp natury mający za zadanie zwiększyć prawdopodobieństwo,
      wartościowego z punktu widzenia doboru naturalnego, połączenia koktajli
      genetycznych. Tyle nauka!
      Nie wiem jak sie to ma do homo. Oni koktajli genetycznych raczej nie łączą.
      • stella25b Re: ludzkie uczucia: miłość 03.02.06, 12:41
        Kiedys czytalam, ze homo kierowal sie zapachem przy wyborze partnera. Niestety
        wysztkie olejki,perfumy, a teraz dezodoranty kompletnie wykluczyly
        ten "naturalny" czynnik.
        • aaneta Re: ludzkie uczucia: miłość 03.02.06, 12:54
          Obawiam się, że naturalny zapach ciała i feromony to zupełnie co innego.
          A poza tym nie sądzę, żeby mechanizm działania feromonów u osób homo- i
          heteroseksualnych był różny. Dlaczego miałby być?
          • ben-oni Re: ludzkie uczucia: miłość 03.02.06, 12:58
            Bo nie prowadzi do reprodukcji. W jakim celu przyroda "męczyłaby się" próbą
            skojarzenia bezpłodnej pary?
            • aaneta Re: ludzkie uczucia: miłość 03.02.06, 13:15
              Bez celu. W tym kontekście homoseksualizm jest nieefektywną "pomyłką" przyrody.
              Podejrzewam, że jeszcze bardziej by się przyroda zmęczyła rozróżnianiem czy
              przewidywaniem, która para może się rozmnożyć, a która nie, więc chemia w każdym
              przypadku jest taka sama.
              • ben-oni Re: ludzkie uczucia: miłość 03.02.06, 13:30
                Nie doceniasz moja droga mądrości natury. Może jest w tym cel. Nierozmnożenie!
                Możliwe, że niektórzy ludzie są homoseksualni, bo natura uznała,że ich genotyp
                nie jest wart powielania? I tu widzimy zarówno mądrość jak i dobroć natury!
                A co do chemii. Właśnie tak jak podejrzewasz! Feromony najsilniej działają
                między ludźmi, których cechy dziedziczne "uzupełniają się". niestety człowiek
                poprzez kulturę "zgwałcił naturę". Tu: małżeństwa między krewnymi w celach
                dynastycznych (choroby Romanowych, warga Habsburgów...), kosmetyki (zagłuszanie
                naturalnych bodźców), uprzedzenia rasowe i kulturowe. I inne.
                • aaneta mądrość natury 03.02.06, 13:55
                  Nie wykluczam słuszności Twojej hipotezy, choć wydaje mi się mało prawdopodobna.
                  Nie sądzę, żeby naturze opłacało się weryfikować wartość genotypu i robić
                  selekcję na tym etapie. Zbyt duże ryzyko.
    • nienietoperz Re: ludzkie uczucia: miłość 03.02.06, 13:34
      Milosc istnieje. Pod roznymi obliczami, oczywiscie, w roznych schowaniach, mniej
      lub bardziej widocznych.

      Wczoraj w gronie znajomych wspominalismy pierwsze spotkania ze swoimi polowkami,
      rozwazalismy, czy byl 'click' (zwany tu oficjalnie kupdefudrem), i jesli tak, to
      na ile byl to juz wtedy 'click' decydujacy. Odpowiedz okazala sie nie byc w
      wiekszosci przypadkow latwa, ale myslac o wspominanych sytuacjach trudno mi
      wytlumaczyc ich konsekwencje czyms innym niz miloscia. Niedaleko szukajac, nasi
      najlepsi brytyjscy przyjaciele poznali sie w okresie, kiedy obydwoje prowadzili
      lagodnie mowiac bardzo swobodne zycie - w trakcie tegoz dziewczyna poszla do
      mieszkania wynajmowanego przez kuzynke po jointy, spotkala tam chlopaka,
      wymienili pare uwag i - kilkanascie lat pozniej wciaz sa bardzo oddana sobie para.

      Wydaje mi sie, (po czesci wedle nauk Nienietoperzowej, slownych i czynnych) ze
      milosc jest jedna z podstawowych emocji naturalnych, wyrazajaca istote
      czlowieczenstwa znacznie glebiej niz dowolne humanistyczne rozwazania.
      Pamietacie film 'Wit', z Emma Thompson jako umierajaca na raka pania profesor
      literatury? Wlasnie tam rola podstawowych wspolnych ludzkich odruchow,
      okreslanych slowem 'kindness', wobec spraw ostatecznych jest pokazana bardzo
      przekonywujaco.


      Aby jeszcze wzmoc ogolna chaotycznosc uwag powyzszych, na zakonczenie jeden z
      moich ulubionych lovesongow:

      Despair and Deception, Love's ugly little twins
      Came a-knocking on my door, I let them in
      Darling, you're the punishment for all of my former sins

      I let love in
      I let love in

      The door it opened just a crack, but Love was shrewd and bold
      My life flashed before my eyes, it was a horror to behold
      A life-sentence sweeping confetti from the floor of a concrete hole

      I let love in
      I let love in
      I let love in
      I let love in

      Well I've been bound and gagged and I've been terrorized
      And I've been castrated and I've been lobotomized
      But never has my tormenter come in such a cunning disguise

      I let love in
      I let love in
      I let love in
      I let love in

      O Lord, tell me what I done
      Please don't leave me here alone
      Where are my friends?
      My friends are gone

      O Lord, tell me what I done
      Please don't leave me here alone
      Where are my friends?
      My friends are gone

      I let love in
      I let love in

      So if you're sitting all alone and hear a-knocking at you door
      and the air is full of promises, well buddy, you've been warned
      Far worse to be Love's lover than the lover that Love has scorned

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka