Dodaj do ulubionych

O dyscyplinie wewnetrznej.

18.08.06, 15:53
Nurtuje mnie pytanie, czy dyscyplina wewnetrzna jest cnota absolutna - teza
mojego jeszcze malzonka. Jako osoba z cnoty tej wyprana calkowicie (kolejna
teza w/w malzonka) funkcjonuje sobie zupelnie sprawnie wedle systemu "co sie
odwlecze to nie uciecze, a jak uciecze - znaczy sie nie warto bylo lapac".
Czynnosci prozaiczne wykonuje sumiennie, ale wtedy, gdy zachodzi wyrazna
potrzeba - kurz scieram, gdy lezy, glodnych karmie, gdy glodni, nie zmuszam
sie do biegania w zawieruche, tylko chodze na spacery w piekna pogode, gdy
odezwie sie zew perypatetyczny, itd.,itp.
Brak moim poczynaniom rutynowego przymusu, ktory sam w sobie wydaje mi sie
znikoma wartoscia. Czy taka bolesnie konsekwentna dyscyplina nakazujaca
skonczenie nudnej ksiazki, lub trzymanie sie blednie obranego kierunku
studiow, lub kariery w imie li tylko konsekwencji ma Waszym zdaniem jakies
dobre strony?
Obserwuj wątek
    • formaprzetrwalnikowa Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 18.08.06, 15:55
      oczywiscie, ze ma dobre strony: poczucie dyscypliny wewnetrznej, konsekwencji w
      dzialaniu i -last but not least - wyzszosci nad tymi, ktorzy tego nie maja
      niezle sie takze komponuje z poczuciem nieomylnosci

      ;)
    • skajstop Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 18.08.06, 16:01
      Jako posiadacz braku dyscypliny wewnętrznej mogę powiedzieć tyle, że czasem jej
      ludziom zazdroszczę, choć nieprzesadnie :D
    • dr.krisk Nie posiadam. 18.08.06, 16:02
      Tak jak większości rzeczy, które lubię - nie posiadam. Ale uważam, że
      dyscyplina wewnętrzna jest dobrą cnotą (no chyba że zakłada sumienne czynienie
      zła..). Lubię ludzi poukładanych, którzy wiedzą czego chcą, kim są i wiadomo
      czego się po nich spodziewać. Nie cierpię spóźniania się, rozmamłania,
      dzielenia włosa na czworo, oraz długich nasiadówek w pracy, podczas których
      wszyscy chrzanią od rzeczy, a mnie d..a boli (bo niewygodne krzesełka mamy).
      Krótko, szybko i zwięźle proszę!
      Oczywiście - dyscyplina wewnętrzna doprowadzona do manii jest groźna dla
      posiadacza oraz otoczenia. Mój kolega robi w Excelu spis wydatków codziennych:
      gazeta, kola.... Tak to raczej nie.
      • jakotakot Re: Nie posiadam. 18.08.06, 16:19
        No wlasnie, wydaje mi sie czasami, ze takie kurczowe trzymanie steru wynika z
        braku swiadomosci co jest dla nas wazne, czyli po chlopsku: czego sie od zycia
        chce. Jest to jakis substytut rzetelnej swiadomosci wlasnych potrzeb i odwaznej
        eksploracji wszystkich mozliwosci jakie niesie zycie. A moze sobie faktycznie
        wygodna teorie dorabiam do wlasnego rozstrzelenia? Donosze jeszcze tylko
        pokornie, ze sie nigdzie nie spozniam, wlosy malo istotne wyrywam z glowy bez
        rozszczepiania, i prawie wiem kim jestem :).
    • itek1 Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 18.08.06, 16:27
      Nie za bardzo wiem o co pytasz. Chyba o to- czy osli upor ma dobre strony? Nie.
      Ale, zebysmy sie zrozumieli, podzielam zdanie Twego meza nt.dyscypliny wewnetrznej.
      • jakotakot Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 18.08.06, 18:24
        Zaczynam rozumiec Kriskowe szalone powodzenie u pan. On po prostu nigdy wrednej
        szantrapy nie mial, i z zadnymi mezami sie nie solidaryzuje ! :)
    • illiterate Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 18.08.06, 18:59
      Wewnetrzna dyscyplina jest jak kilkadziesiat tomow pt. 'co sie powinno i co
      nalezy' wykutych na blache. Bardzo jest milo i przyjemnie miec odpowiedz na
      kazde pytanie, noi - ile to tematow do konwersacji w towarzystwie. Mozna tez
      zyc bez gotowych odpowiedzi, za to z gotowymi pytaniami w rodzaju 'czy chce?',
      albo 'dlaczego (teraz) mam to robic?'.

      Jak mowila moja babcia: jesli nie smierdzi, to jest ok. Zamiast tysiacami
      nakazow lepiej kierowac sie nosem.
    • a.nancy Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 18.08.06, 20:19
      aha
      jeśli dyscyplina wewnętrzna jest upartym i konsekwentnym przymaniem się obranego
      kursu, to ja dziękuję. jakoś tak mi się widzi, że postęp wszelaki (lub
      przynajmniej jego znaczna część) jest efektem tego, że komuś się chciało z kursu
      zboczyć. począwszy od legendarnego "zejścia małpy z drzewa", poprzez różnorodne
      "rewolucje", naukowe, artystyczne, społeczne itd., itp.
      jak rozumiem, małżonkowi chodzi raczej o sytuacje codzienne - ale zasada jest ta
      sama. gdybym się trzymała nudnego kierunku studiów, pracy, która mnie nie
      satysfakcjonuje - niczego bym nie osiągnęła. mogłabym być (przy najwyższym
      wysiłku) doskonałym trybikiem w maszynie, ale nic twórczego by z tego wyniknąć
      nie mogło. bo twórczość wymaga pasji, a nie tylko konsekwencji. tej ostatniej
      również, ale tylko wtedy, gdy jesteśmy przekonani, że to, co robimy ma sens.

      wbrew pozorom mam chyba sporo dyscypliny wewnętrznej. potencjalnie :)
      czyli jak trzeba, to potrafię sobie coś narzucić. ale rutyna działa
      wyniszczająco na mój mózg ;)

      aha - cnotą absolutną jest dla mnie szczęście. a szczęście - pzynajmniej w moim
      prywatnym systemie wartości - jest nierozerwanie związane z wolnością.
      • jakotakot Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 18.08.06, 20:22
        :o))))))))))) Tez tak twierdze!
        • staua Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 19.08.06, 00:21
          Uwazam, ze wewnetrzna dyscyplina jest bardzo pozytywna cecha i nie kojarzy mi
          sie wcale ze sztywnoscia czy medrkowaniem. Medrkuja czesto najlmiej
          zdyscyplinowane czy uporzadkowane osoby.
          Dla mnie jest to umiejetnosc powiedzenia sobie, ze regularnie np. bede wstawac
          o 4 rano (jak Andre Gide) i wprowadzenia tego w czyn nie tylko przez pierwszy
          tydzien.
          • jakotakot Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 19.08.06, 14:15
            Pytanie tylko - po co?
            • staua Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 20.08.06, 04:34
              Po to chociazby, zeby osiagnac jakis cel, ktorego bez takowej dyscypliny sie nie osiagnie. Dla mnie
              dyscyplina wewnetrzna rowna sie samokontroli i zdolnosci do ciezkiej pracy. A to ciezka praca na ogol
              do czegos sie dochodzi.
      • itek1 Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 19.08.06, 16:50
        > aha - cnotą absolutną jest dla mnie szczęście. a szczęście - pzynajmniej w moim
        > prywatnym systemie wartości - jest nierozerwanie związane z wolnością.
        Z wolnoscia jest taki problem, ze mozliwe jest jedynie pragnienie wolnosci, brak
        mozliwosci realizacji jest immanentna jej cecha.
        • jakotakot Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 19.08.06, 17:01
          To bardzo prawdziwe, ale zawsze milo do czegos szlusowac :0).
          • itek1 Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 19.08.06, 17:05
            Jezeli wolnosc jest nierealizowalna, a na niej buduje sie szczescie to sie go
            nie zbuduje.
            • jakotakot Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 19.08.06, 17:23
              Oh, nie badz pedantyczny :))))
            • a.nancy Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 20.08.06, 18:26
              to zależy jakiej wolności (i jakiego natężenia tejże) się oczekuje. może jestem
              mało wymagająca, bo mi ta wolność jaką mam w zupełności wystarcza - czyli
              wolność wewnętrzna, plus fakt, że njbliższe mi osoby (rodzina, przyjaciele) tą
              moją wolność akceptują. owszem, musiałam dążyć do stworzenia warunków
              umożliwiających mi jej realizację, i muszę dążyć do zachowania tych warunków.
              przykład banalny: zdobycie pracy, jaka mnie satysfakcjonuje i jaką wykonuję z
              przyjenością. z przyjemnością, to znaczy z własnej woli. niby wiem, że muszę
              codziennie wstać i iść do pracy, ale nie odczuwam tego jako ograniczenie, bo
              robię to chętnie.
              absolutna wolność może i jest nierealizowalna, ale zupełnie mi to nie
              przeszkadza. i tak moje życie nie zmieniłoby się zbyt drastycznie.

              prawdziwa wolność jest możliwa do zrealizowania tylko we własnej głowie, ale to
              jest podstawa. kiedy odkryłam wolność wewnętrzną, nagle okazało się, że także
              "na zewnątrz" mogę o wiele więcej, niż myślałam. większość ograniczeń nakładamy
              na siebie sami. wynikają najczęściej ze strachu (np. przed byciem ocenianym,
              przed niepowodzeniem, przed zmianą, przed wieloma rzeczami). myślę, że u wielu
              osób ta "dyscyplina wewnętrzna" o której pisze jakotakot też wynika z lęku.

              swoją droga, dyspcyplina wewnętrzna nie kojarzy mi się źle. jest pożądana,
              jeżeli służy osiągnięciu celu, którego pragniemy. wtedy może być narzędziem
              naszej wolności. mogłabym pośwęcać dwie godziny dziennie na naukę fińskiego,
              gdybym bardzo chciała znać fiński. ale robienie czegoś "dla zasady"? dla samej
              konsekwencji? uczyć się fińskiego (to tylko przykład!), który mi się nie podoba
              i do niczego nie jest mi potrzebny tylko po to, żeby udowodnić, że mogę? tego
              nie rozumiem.
              • agni_me Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 20.08.06, 19:50
                Niezły przykład z tą nauką języka.

                Mój ukochany fryzjer od lat uczy się hiszpańskiego. Z efektami. Sam. W przerwie
                między strzyżeniem a inną farbą. Dzień w dzień poznaje przynajmniej kilka
                słówek. Powtarza słyszane na płytach wyrażenia, układa zdania. Hiszpański nie
                jest mu do niczego potrzebny, nie wyjeżdża do Hiszpani, nie planuje czytać Don
                Kichota w oryginale. Nawet niespecjalnie mu się ten język podoba. Indagowany
                twierdzi, że woli to od dłubania w nosie czy przeglądania damskiej prasy.
                Oczywiście, że są dni kiedy mu się tych słówek nie chce, ale mimo to... dzień w
                dzień. Twierdzi, że odpuszczenie ich sobie jednego dnia, potem drugiego mogłoby
                się skończyć dłubaniem w nosie.

                Dyscyplina nie jest tu drogą do celu. Nie jest przykładem bezsensownego
                ograniczania się. Można zadać także głupawe pytanie "po co". Sama nauka nie
                daje mu szczególnej satysfakcji. A mimo to, a może właśnie dlatego ilekroć
                widzę leżący koło lustra samouczek albo słownik hiszpańsko-polski czuję poza
                uznaniem coś na kształt podziwu. Choćby dla konsekwencji.

                Więc ten fiński ...
                -
                ja uwazam ze to wybitny pisarz...a mam wyzsze wyksztalcenie (karola, f. Książki)
              • itek1 Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 20.08.06, 20:03
                > absolutna wolność może i jest nierealizowalna, ale zupełnie mi to nie
                > przeszkadza. i tak moje życie nie zmieniłoby się zbyt drastycznie.
                Spojrz na to z drugiej strony. Czy gdybys popadla w absolutne zniewolenie, ktore
                jest IMO latwo realizowalne to czy ten fakt zmienilby drasycznie Twoje zycie czy
                tez nie?
                Czy uwazasz, ze blizej jest Tobie do absolutnej wolnosci czy do absolutnego
                zniewolenia. Wydaje mi sie, ze ludzie sa zdecydowanie bardziej bliscy
                absolutnego zniewolenia. Z uwagi na to wolnosc jest dla mnie podejrzanym
                fundamentem dla realizacji wlasnego osobistego szczescia.
              • itek1 Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 20.08.06, 21:06
                > [...]kiedy odkryłam wolność wewnętrzną,[...]
                Nie jestem pewien czy mozna odkryc wolnosc wewnetrzna- czy zanim odkryalas te
                wolnosc nie bylas wolna, a po odkryciu sytuacja sie diametralnie zmienila?

                Jesli wolnosc jest tak wysoko w hierarchii cnot musi byc realizowan kosztem
                czegos. Nic przeciez nie ma za darmo.

                Poza tym w tych rozwazaniach konieczne jest m.in. rozroznienie wolnosci od
                swawoli. Czy uczac sie finskiego stajesz sie bardziej wolna? Watpie. IMO
                realizacja nie kazdego celu prowadzi do wolnosci.

                Czy mozna byc naprawde wolny w oderwaniu od Innych- ignorujac ich potrzeby,
                skupiajac sie tylko na realizacji wlasnych celow, stwarzajac sobie warunki do
                realizacji swojej wlasnej wewnetrznej wolnosci? IMO nie mozna.
                • a.nancy Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 20.08.06, 22:25
                  > Nie jestem pewien czy mozna odkryc wolnosc wewnetrzna- czy zanim odkryalas te
                  > wolnosc nie bylas wolna, a po odkryciu sytuacja sie diametralnie zmienila?

                  można. właśnie to odkrycie daje wolność. hmmm paradoks? może spróbujmy ująć to
                  inaczej.
                  wolność daje odkrycie, _kim jestem_ i _czego chcę_. co jest dla mnie naprawdę
                  ważne. i świadomość, że mam prawo do tego dążyć.

                  > Jesli wolnosc jest tak wysoko w hierarchii cnot musi byc realizowan kosztem
                  > czegos. Nic przeciez nie ma za darmo.

                  na przykład czego? naprawdę nie wiem ale...
                  jeżeli "to coś" mnie ogranicza, to czemu mam za tym tęsknić?

                  > Poza tym w tych rozwazaniach konieczne jest m.in. rozroznienie wolnosci od
                  > swawoli.

                  no właśnie. ja mówię o wolności, nie o swawoli. wbrew temu, co mógłbyś pomyśleć,
                  nie działam chaotycznie i nie dążę po trupach do celu. moje cele nie wymagają
                  trupów.

                  > Czy uczac sie finskiego stajesz sie bardziej wolna? Watpie. IMO
                  > realizacja nie kazdego celu prowadzi do wolnosci.

                  nieee, to nie tak. uczę się fińskiego korzystając z mojej wolności. chociaż ktoś
                  mógłby mnie przekonywać, że lepiej zrobię ucząc się francuskiego.

                  > Czy mozna byc naprawde wolny w oderwaniu od Innych- ignorujac ich potrzeby,
                  > skupiajac sie tylko na realizacji wlasnych celow, stwarzajac sobie warunki do
                  > realizacji swojej wlasnej wewnetrznej wolnosci? IMO nie mozna.

                  nie, nie można. ponieważ żyjemy w społeczności. ale czy niedziałanie na szkodę
                  innych mnie ogranicza? według mojej definicji wolności nie. ponieważ żyję wśród
                  ludzi, w moim interesie jest, aby byli szczęśliwi. chcę uszczęśliwiać moich
                  bliskich, przyjaciół, a nawet powodzenie osób zupełnie obcych jest ważne dla
                  mojego powodzenia (celem nauczyciela powinno być dobre wykształcenie uczniów,
                  celem pracownika powodzenie firmy, celem polityka... hmmmm ;)))

                  nie wiem, dlaczego utożsamiasz wolność z prymitywnym egoizmem.
                  pewien rodzaj egoizmu w tym jest - np. skupienie się _wyłącznie_ na potrzebach
                  innych kosztem własnych nie jest wolnością - ale to chyba zdrowy egoizm.

                  a co tam: poświęcenie się innym też jest możliwe w ramach wolności. jeżeli jest
                  moją decyzją, podjętą w zgodzie ze sobą (np. z wyznawanymi wartościami). ale
                  poświęcała się "bo tak", jednocześnie narzekając i czując się poszkodowana przez
                  życie - to bez sensu, i zazwyczaj nic dobrego z tego nie wynika.
                  • itek1 Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 20.08.06, 23:25
                    > to odkrycie daje wolność
                    > wolność daje odkrycie, _kim jestem_ i _czego chcę_.[...]
                    To 2 rozne, wykluczajace sie odpowiedzi- zdecyduj sie na jedna:)
                    Powtorze, czy zanim dokonalas odkycia wolnosci nie bylas wolna, czy cos sie
                    zmienilo w sposob zasadniczy? Czy ta nowa wolnosc nie jest zatem iluzoryczna?
                    Czy nie jest takim sympatycznym snem, ktory musi sie zakonczyc malo
                    sympatycznie? Czy moze jest tak, ze wydaje sie Tobie jedynie, ze zaczelas byc
                    wolna, bo sobie cos tam uswiadomilas?

                    > > Jesli wolnosc jest tak wysoko w hierarchii cnot musi byc realizowan koszt
                    > em
                    > > czegos. Nic przeciez nie ma za darmo.
                    >
                    > na przykład czego? naprawdę nie wiem ale...
                    > jeżeli "to coś" mnie ogranicza, to czemu mam za tym tęsknić?
                    Czy Ty na trzezwo:) naprawde myslisz, ze mozesz zyc bez zadnych ograniczen? Ze
                    potrafisz wyrwac sie z blednego kola- cos otrzymuje- cos innego MUSZE dac?

                    > no właśnie. ja mówię o wolności, nie o swawoli. wbrew temu, co mógłbyś pomyśleć
                    > ,
                    > nie działam chaotycznie i nie dążę po trupach do celu. moje cele nie wymagają
                    > trupów.
                    Ale tu wcale nie chodzi o trupy:)
                    Tylko o cele. Pewne cele przyblizaja nas do wolnosci, inne oddalaja. To kwestia
                    dobrania odpowiedniego filtra:)

                    > nieee, to nie tak. uczę się fińskiego korzystając z mojej wolności.
                    A dlaczego nie chcesz uznac, ze korzystasz w tym miejscu ze swojej swawoli?
                    dlaczego upierasz sie przy wolnosci, a odrzucasz swawole?

                    > nie wiem, dlaczego utożsamiasz wolność z prymitywnym egoizmem.
                    Nie utozsamiam, ale IMO wyrazasz sie nieprecyzyjnie i chcialbym wiedziec co masz
                    na mysli.

                    > pewien rodzaj egoizmu w tym jest - np. skupienie się _wyłącznie_ na potrzebach
                    > innych kosztem własnych nie jest wolnością

                    Nie bylbym tego taki pewien. Dlaczego to nie jest wolnosc? Ja nie mam pojecia.
                    Moze mi to rozjasnisz?
                    BTW, widzisz , tu dostrzegasz koszt wolnosci innej osoby, poswiecajacej sie dla
                    innych, kosztem wlasnych potrzeb (skad masz pewnosc, ze to nie jest jej wlasna
                    potrzeba?), wczesniej, w przypadku Twojej wolnosci nie dostrzegasz jej kosztow.

                    > a co tam: poświęcenie się innym też jest możliwe w ramach wolności. jeżeli jest
                    > moją decyzją,
                    Zawsze jest wlasna decyzja- chyba, ze sie jest ubezwlasnowolnionym.
                    • a.nancy Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 21.08.06, 00:09
                      > > wolność daje odkrycie, _kim jestem_ i _czego chcę_.[...]
                      > To 2 rozne, wykluczajace sie odpowiedzi- zdecyduj sie na jedna:)

                      nie, to tylko kwestia szyku wyrazów :)

                      napisałam dłużą odpowiedź, ale skasowałam. nie dogadamy się, bo mamy inną
                      definicję wolności. nie mówiąc już o definicji swawoli ;)
                      twierdzisz, że nie rozumiesz co piszę, ja nie bardzo rozumiem, co ty piszesz,
                      jednym słowem - porażka. w tej sytuacji dyskusja wydaje mi się jałowa.
                      zresztą schodzi na poziomy coraz bardziej abstrakcyjne, a ja jestem na etapie
                      cieszenia się życiem i sympatycznym snem :D nawet, jeśli zakończy się on mało
                      sypatycznie, to będę miała satysfakcję, że próbowałam i wycisnęłam z niego tyle
                      frajdy, ile się dało.
                      • jakotakot Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 22.08.06, 12:36
                        Jak widac kwestia dyscypliny wewnetrznej lud dzieli. Cnota ta sama w sobie mi
                        nie wadzi, natomiast przyznam sie, ze intryguje mnie stosunek zdyscyplinowanych
                        do tych innych. Zauwazylam tendencje do wlazenia na ambone i gloszenia
                        wyzszosci Swiat Bozego Narodzenia nad Swietami Wielkanocnymi z duza
                        stanowczoscia i brakiem tolerancji dla odmiennego profila psychicznego.
                        Melduje, ze nie chodzilo mi ani o osli upor, ani o kompletne rozmemlanie, tylko
                        o sposob dochodzenia do celu. Kazdy orze jak moze, i jezeli jednemu ciezka,
                        systematyczna orka nie jest potrzebna do tego, zeby wszystko w zyciu
                        funkcjonowalo jak trzeba, to dlaczego jest to sola w oku zdyscyplinowanych
                        oraczy? Pamietam zabawne bunty kolegow na uczelni, gdy moje plody spotykaly sie
                        z przychylna krytyka - "ale jej nigdy w studio nie ma !!!". I stad moja
                        zagwozdka, czy dyscyplina wewnetrzna jest wartoscia absolutna, co sugeruje
                        stanowisko jej oredownikow.
                        Dla mnie wartoscia absolutna jest poczucie humoru - nie widze ciemnych stron :).
                        • staua Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 22.08.06, 20:16
                          Zalezy, do czego chce sie dojsc i co Cie zadowala. Moja obserwacje wskazuja na
                          to, ze bez dyscypliny, na wrodzonej inteligencji i zdolnosciach mozna dojsc do
                          pewnego etapu (zalezy od poziomu zdolnosci) a potem bez dyscypliny jest trudno.
                          I tym trudniej, in pozniej trzeba zaczac (najlatwiej jest tym przyzwyczajonym
                          do samodyscypliny wczesnie). Mozna oczywiscie machnac reka i stwierdzic, ze to,
                          co sie juz osiagnelo to wlasnie to, o co nam chodzilo, ale na ogol tak nie
                          jest, a nie osiagamy wiecej, bo "nie chce nam sie" (inne okreslenie braku
                          samodyscypliny).
                          Mysle wiec, ze jest to wartosc absolutna, jesli definiujemy ja jako brak
                          ciemnych stron, dzieki samodyscyplinie moze byc w zyciu lepiej, ale nie gorzej.
    • braineater Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 22.08.06, 13:15
      acotottakiego? Ta dyscyplina? Bo mnie sie kojarzy z batogiem, którym w jakimś
      bliżej nieokreslonym celu, codzień się napieprzam po grzbiecie. Super, ale
      dziękuje, nie moja kategoria rozrywek. Coś sie robi, jak sie chcę, albo i sie
      nie robi, bo się nie musi. Jak sie musi, to sie tez nie robi, bo się nie lubi
      by zmuszanym, nawet przez siebie samego.
      Konsekwencja zaś to morderstwo na sobie samym. Po co mam cos konczyć, skoro
      nudzi mnie od samego początku?(ksiazki jedynym wyjątkiem, bo tu nawet jak
      nudno, to żeby się powyżywać, to należy znac całość). Kompletnie nie ogarniam
      takiej postawy, wolę robić 30 rzeczy w jednym czasie, zadnej do końca, zadnej
      porzadnie, ale przynajmniej w chwili kiedy mnie bawią i ciekawią, a nie wtedy,
      kiedy muszę. Rozmawiając z ludźmi, co zyja według jakiegos planu, ze tu wstaję
      o ósmej, ide biegać godzinkę, potem piore skarpetki (15minut) potem biore kapiel
      (20 minut) potem sobie poczytam (45), potem zjem obiad (15) potem to a potem
      siamto, a za rok bede miał dziecko i dom, mam odczucie, jakbym próbował się
      dogadać z Mruczusiem (mój komputer), który tez 'wie', co ma zaprogramowane na
      jakiś okres czasu naprzód. Nuda panie, dłużyzny, zero niespodzianek, tylko
      schemacik, a w schemaciku ludzik, co się utrybia. Jak każdy, popadam w rutyny,
      chocby chodzac od 8-16 do pracy, ale prędzej czy póxniej z wdzięczną kmacia na
      ustach staram się z tych rutyn i dyscyplin wyplatać i chocby zmienic pracę, na
      taka w której miast grania cały dzień w literaki, pogram sobie w pasjansa.
      Bleh dyscyplina, to chyba jacys mnisi wykoncypowali, żeby nie oszalec w tych
      norach ascetycznych...

      P:)
      • jakotakot Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 22.08.06, 13:44
        Bo Ty masz pewnie te sama chorobe, ktora mi tu wmawiaja i ciupasem z niej
        leczyc chca (mojego potomka tyz ) - AADD -czyli Adult Attention Deficit Dysorder
        ( w przypadku potomka - scratch jedno A :) ). Nie dajemy sie !!!
        • braineater Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 22.08.06, 13:52
          Eeeee tam, tych 3 i 4 literowych chorób w 'moich czasach' nie było, więc jestem
          zdrowy i takoz z atencją u mnie żadnych disorderów nie ma, jak mnie coś
          interesuje to potrafie sie latami w pełnym skupieniu tym zajmować (no dobra,
          jak na razie sa to dwa przypadki, czyli małżeństwo i książki:)

          P:)
          • jakotakot Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 22.08.06, 14:03
            Ja tez bronie malego jak lwica. Na szczescie nie moga mnie do niczego zmusic,
            wiec odmawiam trucia latorosli, ktora ze skupianiem sie nad sprawami tego
            godnymi nie ma nijakiego problemu, a mimo tej "ciezkiej choroby" przynosi do
            domu piatki. Wykrecam sie jak tylko moge najdyplomatyczniej, ale w srodku az mi
            sie przelewa wrzask do pannicy ucycielki: "bo nuuudna jestes bzdziagwo !!!! to
            sie i wierci ! " Pamietam wlasne szkolne katusze, i jakby wtedy ta choroba byla,
            to jak nic bym sie na trucie jakims Retalinem zalapala !
    • chihiro2 Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 22.08.06, 19:06
      Bardzo szanuje ludzi z silnym poczuciem dyscypliny wewnetrznej. Ja potrafie sie
      zdycyplinowac, ale nie we wszystkim. Jesli zalezy mi, zeby byc szczupla, nie
      jem slodyczy (malutkie odstepstwa raz na jakis czas dopuszczam, jak juz bardzo
      chce mi sie cos slodkiego czy slonego), cwicze regularnie itp. Inna sprawa, ze
      pewne rzeczy, ktore wedlug innych ludzi wynikaja z samodyscypliny, sprawiaja mi
      przyjemnosc i tak np. naprawde lubie cwiczyc, ulubione jedzenie to wszystko z
      warzywami i musli z mlekiem sojowym. Sama ucze sie hiszpanskiego i naprawde
      latwiej mi sie samej zmobilizowac wtedy kiedy mam na to ochote i wiem, ze
      efektywnie spozytkuje czas przeznaczony na nauke niz zmuszac sie do chodzenia
      na 3 godziny zajec co poniedzialek, kiedy nie mam na to najmniejszej ochoty.
      Doceniam asceze, kojarzy mi sie z wyzszym poziomem swiadomosci i tego o co w
      zyciu chodzi, ale nic na sile. Wydaje mi sie, ze mnisi zyja ascetycznie z
      wewnetrznego przekonania, ze zwyczajnie nie chca inaczej. Ja za duzo
      przyjemnosci znajduje w codziennych drobiazgach, by sie ich wyrzec - i nie
      widze teraz sensu wyrzekania sie ich.
      Spozniac sie tez zaczelam w Anglii, ale tylko w sytuacjach towarzyskich - bo
      wszyscy sie spozniaja i nie chce byc wiecznie ta, ktora czeka na innych.
      A kompletny brak dyscypliny wewnetrznej kojarzy mi sie z rozpuszczeniem malego
      bachora, ktore musi miec lody teraz w tej chwili, bo jak nie to rzuci sie na
      ziemie i zacznie wrzeszczec i wic sie w szale.
      • braineater Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 22.08.06, 19:21
        chihiro2 napisała:

        > A kompletny brak dyscypliny wewnetrznej kojarzy mi sie z rozpuszczeniem
        malego
        > bachora, ktore musi miec lody teraz w tej chwili, bo jak nie to rzuci sie na
        > ziemie i zacznie wrzeszczec i wic sie w szale.

        Jesli się dobrze rozejrzysz, to odkryjesz, że to jest najskuteczniejsza metoda
        zdobywania czegokolwiek. Jako dziecko tak nie potrafiłem, musiałem sie dopiero
        na stare lata nauczyć (z wysiłkiem) i to naprawdę zawsze działa.

        P:)
        • chihiro2 Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 22.08.06, 19:25
          Nie sadze. W moim otoczeniu to nie skutkuje nigdy. Jako dziecko potrafilam tak
          i skutkowalo, ale nie naduzywalam tej metody, bo wydaje mi sie malo dojrzala,
          malo subtelna i zwyczajnie upokarzajaca. Nauczylam sie osiagac to co chce
          innymi sposobami.
    • niedzielna Re: O dyscyplinie wewnetrznej. 22.08.06, 21:21
      Pytanie dla mnie nad wyraz aktualne, bo właśnie rzucam błyskotliwą karierę i
      przechodzę na wolnostrzelectwo, co nieuchronnie wiąże się z samodzielnością
      również w kwestii dyscypliny. Hmm... nienawidzę konsekwencji dla konsekwencji,
      bardzo tu blisko do bezmyślności i okrucieństwa nawet. A ćwiczenie silnej woli
      kojarzy mi się z traumą i utajoną paranoją. Kocham robić kilka rzeczy na raz,
      przerywać w połowie, rzucać się w coś nowego, odkładać na lepszy moment - ale
      do pewnych granic. Dyscyplina jest potrzebna - choćby po to, by nie tracić
      czasu na dreptanie i szum, uzyskać ład, skupienie, a czasem ten rodzaj
      koncentracji, kiedy pracuje się długo, intensywnie i z satysfakcją, nieważne
      nad czym. To daje radość, i rzeczywiście wolność. Lubię planować, dzielić pracę
      na kawałki, mieć nad nią kontrolę, coś zakładać, ale nie oznacza to, że nie
      mogę w środku dnia pójść sobie na spacer - tym bardziej że to zwykle daje
      lepsze efekty niż zmuszanie się do dalszej roboty. Nie mam silnej woli, nie
      potrafię się na dłużej zmusić do czegoś, w czym nie znajduję przyjemności, więc
      staram się po prostu robić głównie to, co taką przyjemność mi sprawia. Na
      szczęście przez przypadek jest to m.in. praca :) Do rzeczy przykrych, ale
      koniecznych podchodzę racjonalnie i staram się je załatwić jak najszybciej, bo
      to oszczędza wysiłku i kłopotu. Mam głębokie przekonanie, że z rzeczy robionych
      z przyjemnością wynika dużo więcej pożytku niż z rzeczy robionych wyłącznie z
      poczucia obowiązku.

      N.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka