jakotakot
18.08.06, 15:53
Nurtuje mnie pytanie, czy dyscyplina wewnetrzna jest cnota absolutna - teza
mojego jeszcze malzonka. Jako osoba z cnoty tej wyprana calkowicie (kolejna
teza w/w malzonka) funkcjonuje sobie zupelnie sprawnie wedle systemu "co sie
odwlecze to nie uciecze, a jak uciecze - znaczy sie nie warto bylo lapac".
Czynnosci prozaiczne wykonuje sumiennie, ale wtedy, gdy zachodzi wyrazna
potrzeba - kurz scieram, gdy lezy, glodnych karmie, gdy glodni, nie zmuszam
sie do biegania w zawieruche, tylko chodze na spacery w piekna pogode, gdy
odezwie sie zew perypatetyczny, itd.,itp.
Brak moim poczynaniom rutynowego przymusu, ktory sam w sobie wydaje mi sie
znikoma wartoscia. Czy taka bolesnie konsekwentna dyscyplina nakazujaca
skonczenie nudnej ksiazki, lub trzymanie sie blednie obranego kierunku
studiow, lub kariery w imie li tylko konsekwencji ma Waszym zdaniem jakies
dobre strony?