Dodaj do ulubionych

utrata szkolnych umiejetnosci

06.09.06, 14:57
czyli innymi slowy wtorny analfabetyzm.
Ze mna jest w tej mierze po prostu tragicznie, bo chyba poza matematyka (wciaz
np.znam tabliczke mnozenia, co o dziwo nie zawsze jest trwala umiejetnoscia:)
(BTW ciekawe czy sa jakies trwale umietetnosci poza mowieniem od rzeczy:))) i
angielskim, ktore sa mi stale dzis potrzebne, a nawet co jest wyjatkiem- wiem
wiecej i lepiej niz kiedys, z reszty przedmiotow wszedlem badz wchodze w faze
wtornego analfabetyzmu.
Dotyczy to zwlaszcza:
Biologii, ktorej nigdy nie cierpialem- jest znowu dla mnie dziewicza (czym sie
roznia ssaki od ptakow?, a plazy od gadow? moja aktualna minimalna wiedza ma
dziwne zrodla np. z tekstu piosenki wiem ze "slimak to obojniak":)).
Historii, ktora z mozolem poznawalem tylkp wieku przedszkolnoszkolnym, a teraz
prawie wszystko zapomnialem (jakie bitwy wojsko polskie wygralo poza tymi pod
Grunwaldem i pod Wiedniem?).
A z fizyki, ktora nb.bardzo lubilem i mialem tzw.osiagniecia, dzis o zgrozo
nie potrafilbym wyprowadzic wzorow, np. na ktoras z zasad dynamiki Newtona,
rozwiazac zadania z sankami zjezdzajacymi po torze nachylonym pod katem 35
stopni do podloza, a co gorsze zapomnialem wielu wzorow np.tych z optyki,
ktora byla kiedys moim konikiem.

Najfatalniejsze jest jednak to, ze nie umiem juz dzis pisac dlugopisem
(podpisac sie jednak wciaz umiem z fajnym zakretasem:)), reka jakos dziwnie
szybko sie meczy, styl pisma sie zaburzyl, nie potrafie pisac rowno, wyraznie,
nie mieszcze sie w kratkach.
To tyle z mojej strony:)

Chetnie poczytam o zanikach umiejetnosci w Waszym przypadkach.
Obserwuj wątek
    • chihiro2 Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 15:06
      Mam te same zaniki. Obawiam sie, ze z chemii, biologii, fizyki, matematyki
      jestem na poziomie podstawowki (nie wiem, ktorej klasy. Fizyki i chemii to
      chyba zadnej). Troche mi zostalo z geografii, nauczylam sie tez sama
      przypadkiem zupelnie nowych rzeczy. Z historia jest roznie, bardzo wyrywkowo.
      Duzo wiecej nauczylam sie sama historii sztuki w ostatnich latach niz w liceum
      (mialam przedmiot "historia sztuki").
      Mysle jednak, ze to co z trudem przychodzilo mi w liceum (pewne dzialy
      matematyki, fizyki czy chemii) teraz sprawilyby mi mniejszy problem. Do nauki
      historii tez podeszlabym inaczej - u mojego historyka nauka polegala na wkuciu
      jak najwiekszej ilosci dat, niezbyt istotne byly zwiazki przyczynowo-skutkowe,
      a to przeciez w historii najwazniejsze.

      A co do pisania, to mam ladny charakter pisma, bardzo czytelny i bardzo lubie
      pisac recznie. Nie przepadam natomiast za pisaniem na komputerze, bo tu
      wszystko jest rowniutkie, nie mozna czegos zaznaczac w ten sam sposob co na
      papierze, nie ma pisania na marginesach, rysowania itp.
    • griszah Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 15:34
      itek1 napisał:
      > (BTW ciekawe czy sa jakies trwale umietetnosci poza mowieniem od rzeczy:)))
      Chyba jazda na rowerze - jak już ktoś się naumie to do końca żywota.
      • beatanu Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 15:39
        griszah napisał:
        > Chyba jazda na rowerze - jak już ktoś się naumie to do końca żywota.

        No i - analogicznie - pływania, uczonego za moich czasów w drugiej klasie
        podstawówki :)
    • formaprzetrwalnikowa Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 15:52
      bede dziwakiem? pamietam mnostwo, ale mam troche na swoje usprawiedliwienie ;-)

      j. polski: gramatyka, o ortografii nie wspominajac, mnostwo wierszy, wierszykow
      itp.
      matematyka - generalnie matematyka uzyteczna, czyli dodawanie, odejmowanie,
      mnozenie, dzielenie (tabliczka mnozenia zapamietana raz na zawsze
      mnemotechnicznie ;)), procent sobie od czego policze, pamietam co to silnia i
      do czego sluzy, wiem jak obliczyc prawdopodobienstwo. reszta - zawsze byla
      abstrakcja.
      biologia - coz, w ciaglym uzyciu - jak zapewne czasem widac w moich postach.
      wiem czym sie gad od plaza rozni i co to sa workowce i inne takie niepotrzebne
      rzeczy. rozgrzesza mnie fakt, ze jest to wiedza potrzebna mi w pracy.
      fizyka i chemia i inne fascynujace nauki o swiecie: raz zrozumiane zostaja w
      pamieci, bo to przeciez logiczne! hobby ostatnich kilku lat: czarne dziury,
      horyzonty zdarzen i osobliwosci troche wyblakly, ale najwyzej czytam artykul
      dwa razy. odnowiona z racji nowego hobby - fotografii - optyka. fizyki i chemii
      musialam sie nauczyc na egzamin wstepny na studia; na studiach takze mialam
      zajecia z biofizyki i chemii/biochemii - z mnostwem doswiadczen, wiec bardzo
      ciekawe i zostajace w pameici (zostajace w pamieci takze dlatego, ze bardzo
      stresujace)
      geografia i insze 'nauki o przyrodzie' - wiedza uzywana, odnawiana, chocby
      przez ogladanie filmow przyrodniczo-popularnonaukowych, podczytywanie wielkiego
      tomu Historii naturalnej i rodzinne dyskusje na tematy podroznicze ;-)
      jezyki obce sie nie licza, bo uzywane.
      pisac dlugopisem nadal pisze, bardzo duzo. pismo mi sie neuistety strasznie
      pogorszylo, ale to z powodow zdrowotnych.
      jedyna rysa na tym krysztale ;) - historia. nigdy nie byla orlem, nigdy
      specjalnie nie lubilam; do dzis najgorsze senne koszmary to te, ze mam pisac
      mature z historii (pisalam z biologii).
      a jeszcze mi sie troche wolnej pamieci zostaje na inne pierdoly
      ;-)
      • griszah Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 16:07
        formaprzetrwalnikowa napisała:
        > jedyna rysa na tym krysztale ;) - historia. nigdy nie byla orlem, nigdy
        > specjalnie nie lubilam; do dzis najgorsze senne koszmary to te, ze mam pisac
        > mature z historii
        A ja z historią mam odwrotnie - w szkole czas na lekcjach historii zapełniałem
        dorysowywaniem wąsów carycy Katarzynie w podręczniku a teraz to nawet wiem o co
        chodzi z tym Stoczkiem co go zdobywała wiara czarnymi rękami i co to za faceci
        palili cygara :).
      • skajstop Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 16:08
        Zazdroszczę tej iście DaVinciowej renesansowej wszechstronności:) ja wszystkie
        swoje szkolne umiejętności zapomniałem, i teraz jadę poniżej kreski, jednym
        słowem - mniej niż zero :)
    • beatanu Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 16:14
      itek1 napisał:

      > czyli innymi slowy wtorny analfabetyzm.

      Itku, na to jest sposób. Dzieci własne (albo pożyczone) i jakiekolwiek
      zainteresowanie tym, co "przerabiają" w szkole.

      W ten sposób opanowałam z córkami na nowo podstawy fizyki i chemii, no nie
      twierdzę, że bardzo jestem naumiana, ale niektóre rzeczy mi się wyklarowały :)
      Z matematyką mnie prześcignęły, teraz z licealnym programem nie mam szans.
      Sporo się podciągnęłam w nieużywanym prawie niemieckim i przypomniałam sobie
      multum z języka rosyjskiego. A od jutra zaczynam kurs arabskiego dla
      początkujących (też córką, która wybrała sobie ten język w ramach zajęć
      dodatkowych)

      :-)
      • formaprzetrwalnikowa Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 16:23
        arabski! wow! a dlaczego? albo: a po co?
        moj szef chce sie wybrac na chinski - tylko po to, zeby cwiczyc umysl. i zeby
        miec poczucie, ze robi wreszcie cos zupelnie niepotrzebnego.
        ja sie wybieram na hiszpanski, ale ten jezyk mi sie akurat przyda w przyszlosci
        (mam nadzieje)
        • beatanu arabski 06.09.06, 16:47
          formaprzetrwalnikowa napisała:

          > arabski! wow! a dlaczego? albo: a po co?

          Jeszcze tylko gwoli wyjaśnienia, to córka się będzie uczyła. Ja się do niej
          przy odrabianiu zadań w domu mam ochotę "podczepić". Nie wiem, czy
          wystarczająco klarownie to przedstawiłam w poprzednim poście :)

          A dlaczego arabski? Bo dziecię zacięcie (i chyba talent) do języków ma, a to
          jedyna okazja, żeby liznąć w szkole (czyli za darmo) języka egzotycznego, ale
          bardzo też w Szwecji aktualnego. W zasadzie wolałaby się uczyć perskiego, bo ma
          perskojęzyczną koleżankę, ale na bezrybiu i rak...
    • braineater Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 16:37
      Matematyka - na poziomie ułamków - dodawania, odejmowania, dzielenia i mnożenia
      tychże. Nigdy nie było lepiej, wiec nie ma zaniku.
      Geometria - odróżniam trójkąt od koła (choć nigdy nie wiem gdzie mam iść sikać,
      bo wszystkie te symbole sa kobiece z natury:). Wzorów na obliczanie pól,
      powierzchni, czy wyliczania przekątnych nie nauczyłem sie nigdy, więc chyba też
      zostałem na poziomie tej wiedzy, którą miałem w szkole.
      Biologia - wybiórczo - potrafię nazwać i pokazać poszczególne części serca
      gada, wiem co to płucotchawki i jak rozmnażają się ślimaki, ale już w temacie
      drzew i innych roślin nie pamiętam prawie niczego, odróżniam liściaste od
      iglastych i rozpoznam brzozę. Reszta nie.
      Geografia - masakra, nigdy nie znosiłem tego przedmiotu, wyłem z nudów nad
      mapami i plułem na górotwory. Nigdy z niej niczego nie wiedziałem, a to, że
      wiem gdzie są główne miasta Polski zawdzięczam jedynie mapie pogody w TV.
      Fizyka - z rekordu licealnego pod tytułem 240 kilka godzin nieobecnych
      nieusprawiedliwionych spora część należała do tej własnie dziedziny (drugie
      tyle do WFu:). O dziwo pamiętam sporo z astronomii, która powierzchownie była
      nauczana na tych lekcjach, ale składam to na karb lektur dookoła SFowych:)
      Chemia - luz. Pamiętam wzory, potrafię rozwiązać równania na poziomie szkoły
      średniej, znam tablice pierwiastków, zrobię parę prostych doświadczeń, w końcu
      bdb na maturalnym świadectwie zobowiązuje. Ale to tylko dlatego, że chciałem
      zostać drugim Albertem Hoffmanem:)
      Języki:
      polski - z tego żyję, mam update na bieżąco. Pamiętam pierdołkowate wierszyki z
      podstawówki, zrobie rozbiór zdania wielokrotnie złożonego, a nawet takie
      napiszę, nie wysilając się zbytnio, bo w końcu jezyk polski prosty jest i w
      życiu się niczego na te lekcje nie musiałem uczyć prócz zasad interpunkcji - z
      czego też po jakims czasie zrezygnowałem, odkrywszy zasadę, że tak naprawde nie
      ma czegos takiego jak zasady interpunkcji w języku polskim - a tak reszta
      wchodziła sama i sama się utrwalała i namnażała.
      angielski - na codzień. Leży spiking, ale zawsze leżał, bom nie osłuchany i
      nieobgadany.
      francuski - 6 lat nauki poszło w cholerę. Potrafię się przedstawić i poprosić o
      rachunek. Nieznosiłem i nadal nieznosze tego języka.
      rosyjski - podobnie jak z angielskim, choć po dłuższych przerwach mam problemy
      z przestawieniem interfejsu na inny alfabet. Mija po dwóch trzech dniach.
      niemiecki - to samo, co z francuskim, również ze względu na awersję do
      brzmienia, choc tu zostało więcej, więc rozumiem proste komunikaty i potrafię
      się dogadać w kontekście turystycznym.

      Inne:
      Muzyka - niestety umiejetność zagrania wlazłkotka na cymbałkach tudzież wyducia
      gamy na flecie prostym zaginęła w pomroce dziejów.
      Plastyka - nigdy nie było ni talentu (choć miało się wrażenie, że jest) ni
      koniecznej dyscypliny. Chopka z 3 kresek narysuję:)
      Historia - jak polski i angielski - na bieżąco, doczytywana i updatowana, choć
      mniej w systemie datowo-politycznym wyniesionym ze szkoły a bardziej społeczno-
      antropologicznym, naumianym na studiach.
      WF - wchodzę pieszo na 10 pietro z jedną przerwą na fajke i do dziś nie wiem,
      co to jest dwutakt.

      czyli nie ma tak źle:)

      Co do pisania to byłem dysgrafikiem nim ktokolwiek mówił o tej przypadłości i
      nadal jestem. Także mój styl pisma to Times New Roman, a przez cała edukację,
      wszystko, co pisałem ręcznie musiałem sam odczytywać, bo nikt inny nie był w
      stanie (ja sam zresztą dość często również nie:)

      P:)
      • eeela Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 20:12
        Podczepie sie, za pozwoleniem.

        > Matematyka

        Umiem dodawac, odejmowac, dzielic i mnozyc. Znam tabliczke mnozenia, umiem
        wyliczac procent z liczby oraz rozwiazac rownanie z jedna niewiadoma. Tyle. W
        stosunku do wiedzy szkolnej - regres, aczkolwiek nigdy nie byla ona imponujaca.

        > Geometria

        Pamietam podstawowe wzory na obliczanie pol i przekatnych, choc za Chiny nie
        wiem dlaczego - nigdy nie bylo mi to potrzebne.

        > Biologia

        Rozne losowe przypadki od czasu do czasu kaza mi zorientowac sie blizej w
        tematyce poszczegolnych partii ludzkiego ciala. Czasem rowniez kociego. Reszta
        wiedzy wyparowala - i tak jest dobrze, ze potrawie pawiana od surykatki odroznic.

        > Geografia

        W szkole - tragedia. Mozolnie musialam nadrabiac swoje lenistwo z czasow
        szkolnych na studiach, bo nie sposob zdac egzaminu z historii sredniowiecznej
        Europy, nie wiedzac, gdzie Ren a gdzie Rodan ;-)
        W geografii wiec zaistnial istotny progres.

        > Fizyka

        Pamietam, kto to byl Kepler. I Newton. I takie tam. Ale zadnych ich wzorow nie
        pamietam.

        > Chemia

        Ze szkoly w glowie nie zostalo mi zupelnie nic. Ale czasem cos zaswita i sie
        przypomni, jak ostatnio, gdy koniecznie pragnelam pojac roznice miedzy
        fermentacja alkoholowa a fermentacja octowa.

        > Języki:
        > polski

        Zostala cala wiedza o nauce o jezyku. Podlega regularnym upgrejdom (przy
        studiowaniu innych jezykow).
        Z lektur, wyjawszy ulubione, zostaly jakies mgielki i strzepy.

        Z innych jezykow - francuski i niemiecki (kazdy po 2 lata) przepadly w mrokach
        dziejow. W zasadzie zupelnie oraz calkowicie. Reszta trzyma sie dobrze.

        > Muzyka

        Moja milosc :-) Nie zaniedbuje, ani teorii, ani praktyki.

        > Plastyka

        Dzieki niebiosom, ze juz sie skonczyla. Wole ogladac niz robic.

        > Historia

        Hyhy. Czasem mam nawet lekki przesyt.

        > WF

        Czy uprawianie seksu mozna zaliczyc do cwiczen fizycznych?

        Ogolnie nie jest mi jakos strasznie zle z tym, czego nie wiem. Sa google i takie
        tam. Jezykow mi troche zal, tych zaniedbanych, ale nie mam jak w tym momencie
        ich pozytkowac, zupelny brak sposobnosci do praktykowania.
        • formaprzetrwalnikowa eeela 06.09.06, 22:02
          a zaspiewasz z nut?

          :P
          • eeela Re: eeela 07.09.06, 17:29
            Spiewam z notae quadratae, takie na 4 liniach. Wspolczesne nuty mi wylecialy :-(
            • formaprzetrwalnikowa Re: eeela 07.09.06, 18:21
              ups. miałabym kłopot z gregorianskimi. nie spiewałam od.. hohoho.. będzie 15
              lat.
              ale ze zwykłych nut powinno mi się udac.
              spiewasz w jakims chórze?
              • eeela Re: eeela 10.09.06, 11:16
                W tym roku musze juz chyba zarzucic, bo troche brakuje mi czasu.
                W zeszlym spiewalam - w chorze uniwersyteckim.
                Zreszta w ogole w zyciu przedarlam sie przez tyle chorow, schol i innych bandow,
                ze trudno az zliczyc ;-)
      • staua Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 20:17
        > francuski - 6 lat nauki poszło w cholerę. Potrafię się przedstawić i poprosić
        o rachunek.
        Taaa - pierwsze, czego sie nauczylam po francusku "L'addition, s'il vous
        plait". Nie da sie zapomniec.
    • illiterate Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 21:26
      No jaki tam wtorny analfabetyzm!

      Przeciez kazde dziecko wie, ze program szkolny jest idiotyczny i niezyciowy, a
      podstawowka i szkola ponapodstawowa to miejsca (z pewnymi wyjatkami) mocno
      odmozdzajace.

      Mi zostalo w glowie dokladnie to, co chcialam - a nawet, jesli mi czego
      brakuje, to w sama pore pojawily sie google (i moge sobie znalezc wzor na pole
      kola przy przeliczaniu przepisu z mniejszej tortownicy na wieksza ;). Troche
      laciny, zero historii, zadziwiajaco duzo fizyki i biologii oraz podstawy
      filozofii, bo wykladowca byl mocno przystojny i do tego diabelnie inteligentny.

      Uprawialam polityke trojkowej uczennicy - staralam sie, aby szkola zbytnio sie
      mna nie interesowala. To dawalo czas na zajecia poza szkola. A z kapitalu tych
      wszystkich kolek zainteresowan, klubow dyskusyjnych i dkf-ow korzystam do dzis.
      Przyjemnosc nauki w szkole poznalam dopiero na studiach.
      • stella25b Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 21:39
        Ja juz mialam wtorny analfabetyzm w liceum kiedy to na lekcjach WT- Wychowanie
        techniczne, pani odpytywala nas z definicji "co to jest sruba" albo kazala
        malowac na tablicy schemat elektrowni.
        • illiterate Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 21:48
          Uwielbialam WT. Zalapalam sie na program, dzieki ktoremu dziewczyny uczyly sie
          domowej techniki, a chlopaki - gotowac. Dzieki temu nie mam problemow z
          elektryka i podstawowa hydraulika w domu.
        • agni_me Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 22:25
          Ach stello miła,

          przypomniałaś mi urocze chwile, kiedy to niejaka misys Gwiazda wymagała od
          agnia biednego wykonania zstępczego pilnika (deseczka + papier ścierny),
          breloczka do kluczy (drzewna wypalanka lub też misterna plecionka z kabli
          kolorowych), makatki (tu mogły być takie wyciąganki za pomocą koszmarnego
          dłutka oraz tkane dywaniki we wzory kwiatowe, dodam, że urządzenie tkalnicze
          trzeba było wykonać samemu) i inne koszmarne rzeczy, na przykład jakiś
          układzik "bateryjka, dwie żarówki". Jedyny dostateczny jaki widniał na mym
          świadectwie (poza tak zwanym zachowaniem), to właśnie zetpety. I do tej pory
          jestem z tego dumna.

          Mało, jako dziecię średnioszkolne stanu powojennego miałam praktyki uczniowskie
          (czy jak to się zwało) polegające na przyzwyczajeniu siedmioklasistki to prac
          użytecznych ustrojowo - na przykład robienie weków, pieczenie ciasta bez mąki i
          cukru (bo nie było, ciasto było z marchewki i dżemu). Zajęcia te w szkole agnia
          odbywały się w soboty robocze (hehe, ktoś je jeszcze pamięta?) i były źródłem
          agniowych udręk. Bogom dziękować zapomniałam wszystko, a nawet więcej. Z zajęć
          tych, oczywiście.
          • 3promile Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 23:15
            O w mordę! To nie był zastępczy pilnik, tylko ostrzałka do ołówków! Pamiętam, bo
            pan od ZPT wstawił mi czwórkę, bo było za dokładnie i padł cień podejrzenia, że
            stary mi pomagał! Jak ja się wnerwiłem wtedy...
          • noida Breloczki. 07.09.06, 10:16
            Teraz robią masowo nastolatki, używając różnych skomplikowanych sposbów
            zaplatania tych kabelków. Przynajmniej robiły w zeszłym roku, może teraz już nie
            robią, bo to moda była, a wiadomo- ta przemija.
            • mamarcela Re: Breloczki. 07.09.06, 10:39
              to się nazywa filofun i zajmowały sie tym masowo dzieci ze szkół podstawowych -
              nastolatki zajmuja sie zgoła czyms innym - w zeszłym roku.
              www.filofun.pl/podstawy.html
              Parę lat temu była moda na wyplatanie bransoletek z muliny - na górne i dolne
              odnóża - ale firma Brio postanowiła zmonopolizowac rynek za pomocą narzucenia
              dzieciakom kolorowych jednolirych "kabelków"
              muliniarze.info/module.php?op=galery&cmd=6&PHPSESSID=4ba5a869f3a551ae1eca6f147b4f3fb7

              chciałam tylko powiedzieć, ze podobne mody przewijały sie również przez moje
              zaprzeszłe dziewczynskie lata. Tylko, że wtedy sie autentycznych drutów,
              kabelków i innych zyłek uzywało.
              • noida Re: Breloczki. 07.09.06, 10:47
                Chciałam zauważyć, że nastolatki to również trzynastolatki, jakkolwiek mogą być
                jeszcze w podstawówce. Akurat moje uczennice to nagminnie plotły, więc wiem, co
                mówię :)
                • mamarcela Re: Breloczki. 07.09.06, 10:56
                  noida napisała:

                  > Chciałam zauważyć, że nastolatki to również trzynastolatki, jakkolwiek mogą
                  być
                  > jeszcze w podstawówce. Akurat moje uczennice to nagminnie plotły, więc wiem,
                  co
                  > mówię :)


                  No, przynajmniej sie za takie uważają :)
                  Chcąc poznać dokładna terminologię - kiedy nastolatki, kiedy młodsze
                  nastolatki, kiedy starsze - wrzuciłam w gugiel "nastolatki termin" i wymiękłam
                  czytając tytuły stron. Jezusiczku zlocisty!
                  >
                  >
              • noida Mulina. 07.09.06, 10:48
                To była modna, jak ja byłam w podstawówce, czyli dawno temu, ale może potem ta
                moda powróciła?
          • braineater Re: utrata szkolnych umiejetnosci 07.09.06, 11:08
            Z ZPT - tak sie to u mnie nazywało wspomnień mam moc, wszystkie tragiczne. W
            ramach zajęć kobiecych uczono mnie robić zapiekankę - slad po oparzeniu sie
            piekarnikiem do dziś ładnie błyszczy na prawym przedramieniu, w ramach tych
            samych zajęć, uczono mnie robić pompon do czapki, tudzież przyszywac go do
            tejże. Pech w tyt, że wraz z czapką przyszyłem całość do własnego palca. W
            klasach starszych próbowano wzbudzić w nas zaintersowanie tajemnicami rysunku
            technicznego - do dzis dostaję spazmów na widok bloku papieru milimetrowego i
            gdyby nie sąsiad, archutekt, byłbym z tego przedmiotu oblał. UCzono nas także
            posługiwania się narzedziami typu tokarka, wiertarka i tym podobne - po trzech
            lekacajch dostałem zakaz zblizania sie do tych urzadzeń, bo reagowały na mnie
            alergicznie. Jedyne, co w końcu udało mi się zrobic na ZTP prawidłowo, toz
            budowac kalejdoskop z kawałków lustra i kolorowej posypki do ciast, który
            niestety wziął sie i potłukł w drodze do domu...

            P:)
        • 3promile Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 23:20
          Ech, pamiętam, jak kiedyś na pytanie "co to jest śruba?" odpowiedziałem, że wg
          Euklidesa to klin nawinięty na walec, a wg mnie to pół litra na twarz, a potem
          matka była do szkoły wzywana...
    • 3promile Re: utrata szkolnych umiejetnosci 06.09.06, 23:13
      Najbardziej żałuję mojej niemczyzny - jako dziesięciolatek pisałem do mojej
      babci listy z użyciem swawolnym acz swobodnym zum Beispiel Plusquamperfektu, a
      teraz Arschloch Blada. Roozumieć rozumiem, zaszprecham w razie potrzeby, ale
      takich listów to już nie napiszę... Matematyka, cóż - rachunek różniczkowy nigdy
      mnie nie pociągał; wolałem rachunek zdań, a stąd prosta droga do logiki
      formalnej, którą staram się pielęgnować. Historia - o, to jest grubszy numer; od
      pacholęcia gardziłem historią, a teraz nurzam się w niemożliwych do opisania
      jaccuzowych bąbelkach wczesnego średniowiecza ;) Biologia - nie studiuję -
      przktykuję na codzień. Starzeję się...
      • stella25b Re: utrata szkolnych umiejetnosci 07.09.06, 00:04
        Eeee, nie badz taki skromny. Arschloch ci calkiem dobrze wychodzi.
    • kawa_malinowa Re: utrata szkolnych umiejetnosci 07.09.06, 11:16
      Heh, po prostu nie nabywalam umiejtnosci z dziedzin biologia-chemia-fizyka and
      stuff. Przyjaciolka robila mi sciagi, ewentualine odbywalo sie to na zasadzie,
      pani proooofeeesor, bo ja mam konkurs, olimpiade, zebranie gazetki, a po paru
      tygodniach pytano to jak konkurs? - siadaj, piec :) Ewentualnie zaliczenie z
      biologii. Ta biologia to cie chyba nie interesuje. Nic nie mowie i czekam.
      Chyba ci sie w zyciu nie przyda. ja: no raaaczej (oczy kota ze Shreka). A co
      chcesz studiowac? i po uslyszeniu odpowiedzi: cztery na zachete.

      A zaluje troche rachunku prawdopodobienstwa - tylko ten zeszyt mam z liceum -
      bo to bylo bardzo fajne. A z jezykow ide teraz na lektorat, wiec mam nadzieje
      jakos odgruzowac moj angielski, co teraz ogranicza sie do kiepskich i mniej
      kiepskich piosenek :)
    • kubissimo Re: utrata szkolnych umiejetnosci 09.09.06, 00:07
      j.polski - potrzebne rozbicie na literature i szeroko rozumiana wiedze o
      jezyku. jezeli chodzi o literature, to w kazdej chwili moge podchodzic do
      matury (starej matury. umowmy sie, ze nowa jest dla neandertali)
      nauka o jezyku - katalog dawno temu usuniety

      matematyka - teroetycznie wszystko fajnie, chociaz w okolicach 3 klasy liceum
      sie wylaczylem z rozumienia, bo juz wiecej nie potrzebowalem. w praktyce zdarza
      mi sie zawiesic nad obliczeniami typu 12+1 (serio serio). W Hiszpanii seryjnie
      grywalem w kosci i po zakonczeniu rundy grzecznie oddawalem punkty do
      policzenia :)

      geografia - swego czasu moja pasja. w podstawowce trzy razy bawilem sie w
      olimpiade z tego przedmiotu, a w liceum zdawalem mature. do dzis wiedza chyba
      ponadprzecietna, a moze tylko ja lubie tak sobie myslec

      biologia - jestem po biolchemie, wiec chociaz moja licealna nauczycielka szybko
      ostudzila moj zapal do tego przedmiotu, to potem ogniem i mieczem egzekwowala
      przyswajanie wiedzy. dlatego do dzis pamietam rozne pseudopolipodia i inne
      drosofile melanogastry i ich kolorowe oczy, a nawet moge rozrysowac procesy
      mitozy i mejozy i wyjasnic roznice ;)

      chemia - tu jest na odwrot: nauczycielka obledna (zreszta ja zawsze mialem
      farta do pozytywnie szalonych chemiczek), przedmiot fajny i tylko ja przestalem
      cokolwiek rozumiec jak tylko pojawily sie te cholerne orbitale :/

      fizyka - przedmiot z mojego punktu widzenia absolutnie zbedny. zrozumienie na
      poziomie zero ciagnie sie za mna od 6 klasy podstawowki. Dzieki fizyce
      sciaganie doprowadzilem do perfekcji ;)

      historia - kompletny brak pamieci do dat, za to rewelacyjna pamiec do
      nieistotnych detali. Nie podam zadnej daty dotyczacej gen. Zajaczka, ale podam
      wszystkie zabiegi upiekszajace, dzieki ktorym jego malzonka na jego pogrzebie
      wygladala oblednie. Ale ponoc chodzi o to, zeby rozumiec procesy historyczne, a
      daty to kazdy glupi znajdzie w ksiazce

      j. niemiecki - lacznie 6 lat nauki, kilka wakacji spedzonych u ojca w Austrii,
      a ja nadal tylko rozumiem, ale dobrowolnie slowa nie powiem. szkoda, bo to moja
      wielka, nieodwzajemniona milosc
      j.rosyjski - moja wielka odwzajemniona milosc, tak wielka, ze nawet
      spontanicznie pojechalem izuczat' ruskij jizyk w gasudarstwiennom institutie
      imieni Puszkina w Maskwie :)
      j.angielski - fuckin' brilliant

      hesus, tak sobie patrze i wychodzi, ze ja wszystko pamietam. Co tylko
      potwierdza, ze mam sloniowa pamiec (co potwierdza wszyscy moi przyjaciele,
      ktorzy regularnie sa zaskakiwani przez moje wspomnienia o rzeczach, ktore
      normalni ludzie dawno zapomnieli).
      Inny mozliwy wniosek jest taki, ze programy wcale nie byly przeladowane i jak
      sie chce, to sie nauczy i bedzie sie pamietalo, ale ta teza chyab nie
      znalazlaby wielu zwolennikow ;)
      • jakotakot Re: utrata szkolnych umiejetnosci 10.09.06, 12:22
        Mam niejakie klopoty z tabliczka mnozenia od 7-ki w gore... co jest wstydem, bo
        potomek jest juz w wieku chytrze sprawdzajacym. Ze szkolnych lat najbardzej
        pamietam wykrecajaca zeby nude. Sklaniam sie ku opinii znajomego, ktory
        twierdzi, ze edukacja powszechna ma glownie na celu przyzwyczajenie przyszlych
        obywateli do beznadziejnej monotoni zycia zawodowego. Prawdziwa edukacja jest
        zawsze indywidualnym wyborem dziecka i odbywa sie mimo szkoly, a nie dzieki niej
        - nie widze inaczej.
        • illiterate Re: utrata szkolnych umiejetnosci 10.09.06, 16:44
          Popatrz - ja tez nie pamietam tabliczki mnozenia. Fakt, ze zyje i dobrze sie
          miewam udowadnia, ze wbrew temu, co mi sie probowalo wmowic da sie zyc bez
          niej.

          Zycie zawodowe nie musi byc monotonne przeciez. Sa zawody, ktore oferuja
          mnostwo roznorakich bodzcow o zmiennym natezeniu. A szkola edukuje takze
          spolecznie.
          • jakotakot Re: utrata szkolnych umiejetnosci 11.09.06, 10:24
            No pewnie, ze sa takie zawody - sama taki wykonuje :))). Tylko, ze szkola wcale
            mi w wykonywaniu tego zawodu nie pomogla. W moim przypadku jakas czeladnicza
            sytuacja u boku mistrza mialaby duzo wiecej sensu, niz kupa lat rysowania i
            czytania pod lawka szkolna.
            W pelni sie zgadzam, ze szkola edukuje spolecznie, tylko homogenizacja i
            letniosc tego procesu mnie odstrecza. A moze ja po prostu jakies kiepskie
            szczescie do szkoly mialam ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka