itek1
06.09.06, 14:57
czyli innymi slowy wtorny analfabetyzm.
Ze mna jest w tej mierze po prostu tragicznie, bo chyba poza matematyka (wciaz
np.znam tabliczke mnozenia, co o dziwo nie zawsze jest trwala umiejetnoscia:)
(BTW ciekawe czy sa jakies trwale umietetnosci poza mowieniem od rzeczy:))) i
angielskim, ktore sa mi stale dzis potrzebne, a nawet co jest wyjatkiem- wiem
wiecej i lepiej niz kiedys, z reszty przedmiotow wszedlem badz wchodze w faze
wtornego analfabetyzmu.
Dotyczy to zwlaszcza:
Biologii, ktorej nigdy nie cierpialem- jest znowu dla mnie dziewicza (czym sie
roznia ssaki od ptakow?, a plazy od gadow? moja aktualna minimalna wiedza ma
dziwne zrodla np. z tekstu piosenki wiem ze "slimak to obojniak":)).
Historii, ktora z mozolem poznawalem tylkp wieku przedszkolnoszkolnym, a teraz
prawie wszystko zapomnialem (jakie bitwy wojsko polskie wygralo poza tymi pod
Grunwaldem i pod Wiedniem?).
A z fizyki, ktora nb.bardzo lubilem i mialem tzw.osiagniecia, dzis o zgrozo
nie potrafilbym wyprowadzic wzorow, np. na ktoras z zasad dynamiki Newtona,
rozwiazac zadania z sankami zjezdzajacymi po torze nachylonym pod katem 35
stopni do podloza, a co gorsze zapomnialem wielu wzorow np.tych z optyki,
ktora byla kiedys moim konikiem.
Najfatalniejsze jest jednak to, ze nie umiem juz dzis pisac dlugopisem
(podpisac sie jednak wciaz umiem z fajnym zakretasem:)), reka jakos dziwnie
szybko sie meczy, styl pisma sie zaburzyl, nie potrafie pisac rowno, wyraznie,
nie mieszcze sie w kratkach.
To tyle z mojej strony:)
Chetnie poczytam o zanikach umiejetnosci w Waszym przypadkach.