makbrajd
10.10.06, 00:42
Można walczyć długo i do upadłego, w obronie czci innych i w obronie honoru swego. A przynajmniej taką ideologię można dobudować.
I tak od potyczki do potyczki, od bitwy do bitwy. I choć póki co wrogowie na palu kończyli to zbyt wiele tych frontów się natworzyło by teraz samemu je opanować skutecznie.
Nie mając sojuszników w pewnym momencie przychodzi świadomość, że druzgocąca porażka jest coraz bardziej możliwa, że samemu Syberii się nie opanuje. W sobotę to dotarło. Przegrywam. Muszę się przegrupować. Czasu na odpoczynek nie ma. W tej chwili walka trwa by przetrwać, by utrzymac choc to co zdobyte dotąd. I choć piękne sztandary dumnie powiewają to tuż pod nimi mnóstwo gnoju leży i coraz bardziej śmierdzi (zwłaszcza ten jeden. z rozpędu i w nieświadomości kilka lat temu zniszczyłem prawodpodobnie życie kilku niewinnym osobom:( i nie wiem jak to naprawić, czy jest to wogóle możliwe:(
I żadna pociechą nie są słowa Pawła z Tarsu "Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę".
Jest źle Panie i Panowie, bardzo źle. W sumie nie wiem dlaczego to piszę, ale w sumie co tu ukrywać, co udawać w końcu znamy się ponad rok i różne kliamty były wiec i ten przeżyjecie.
A kto wierzący niech zmówi zdrowaśkę za mnie teraz i kiedyś tam na końcu jak będzie pamiętał. A kto niewierzący niech łyknie dobre piwo w mej intnecji (najlepiej Guinnesa).
Idę teraz spać. Poddać się nie poddam. Bo są dwie małe małe istotki, które liczą na mnie każdego dnia i ich nie zawiodę i z każdej bitwy muszę wrócić dla nich cało z odpowiednimi łupami.