Dodaj do ulubionych

a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja:)

12.10.06, 13:38
A. Kaczorowski przy okazji tureckiego Nobla napisał o tureckonoblowym śniegu:

"Nie jest to także książka, która mogłaby się równać z takimi arcydziełami
powieściowymi ostatnich lat jak choćby "Dwanaście kręgów" Jurija
Andruchowycza, "Platforma" Michela Houellebecqa, "Kronika ptaka nakręcacza"
Haruki Murakamiego, "Wyjechali" W.G. Sebalda czy choćby z "Żołnierzami spod
Salaminy" Javiera Cercasa."

serwisy.gazeta.pl/kultura/1,69370,3674779.html
Tak się ciekawie składa, że czytałem wszystkie z ww. książek. Nie wiem, czy
którąć z nich nazwałbym arcydziełem, ale mniejsza o ww. wyświechtane słowo:)
Za zdecydowanie najlepszą z nich, najbliższą owej kategorii na A., uważam
powieść Sebalda i 2 miejsce, prawie na równi, Murakamiego.

Wymienienie którego z ww. tytułów w tym gronie uważacie ewentualnie za
kompromitujące p. Kaczorowskiego?

No, ja mam ewidentnego "kandydata." Czy ktoś więcej jest tego samego zdania,
co ja:)???

No i off-topic - jak tam z tzw. arcydziełami w tych ostatnich latach.
Powiedzmy, że okolice 1990 można przyjać za cezurę, nie z uwagi na mur
berliński, ale chyba dlatego, że w sztuce o czymś co ma kilkanaście lat można
jeszcze powiedzieć, że to dosć nowe zjawisko. Uzupełnilibyście tę listę
Kaczorowskiego jeszcze o coś?
Obserwuj wątek
    • itek1 Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 13:46
      > No i off-topic - jak tam z tzw. arcydziełami w tych ostatnich latach.
      > Powiedzmy, że okolice 1990 można przyjać za cezurę, nie z uwagi na mur
      > berliński, ale chyba dlatego, że w sztuce o czymś co ma kilkanaście lat można
      > jeszcze powiedzieć, że to dosć nowe zjawisko. Uzupełnilibyście tę listę
      > Kaczorowskiego jeszcze o coś?
      Tabucchi- Twierdzi Pereira (1994)
      Byc moze na upartego- Grass- Im Krebsgang(2002)
    • braineater Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 14:08
      no dla mnie pomyłka w tej liscie jest Andruchowycz, ze swoim najsłabszym
      tekstem ever, no i jednak Michałek, bo jak już to jednak Cząstki (ale to
      musiałbym sobie degfinicje arcydzieła poszerzyc ogromnie)
      A z kandydatów i to takich żelaznych - Baricco - City, Mitchel - widmopis,
      Barnes - Papuga Flauberta i Historia świata w 10 i 1/2 rozdziałach, a z naszego
      kawałka Europy Big Mac Żadana i i owszem Andruchowycz, ale z Perwersją

      P:)
      • wiksadyba1 Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 14:31
        braineater napisał:

        > no dla mnie pomyłka w tej liscie jest Andruchowycz, ze swoim najsłabszym
        > tekstem ever, no i jednak Michałek, bo jak już to jednak Cząstki (ale to
        > musiałbym sobie degfinicje arcydzieła poszerzyc ogromnie)

        Myślałem głównie o Michałku, rzecz jasna ale w sumie zgadzam sie w całej
        rozciągłości. Z tym, że wyrazy "jak już" i "ogromnie" należałoby wytłuścić i
        podkreślić n-razy:)

        > A z kandydatów i to takich żelaznych - Baricco - City, Mitchel - widmopis,
        > Barnes - Papuga Flauberta i Historia świata w 10 i 1/2 rozdziałach, a z
        naszego
        >
        > kawałka Europy Big Mac Żadana i i owszem Andruchowycz, ale z Perwersją
        >
        > P:)

        Nie czytałem jeszcze City. Barnesa i Mitchela zteż decydowanie lubię.
        Wymieniłbym oprócz - z listy Kaczorowskiego - Murakamiego i Sebalda - "Omon ra"
        Pielewina, "Ostatnie królestwo" Pasquala Quignarda (jedna część "Błędne
        cienie" - tłumaczona na polski), chociaż to już skrajne pogranicza prozy, była
        by się kwalifikowała się "siostra" Topola, gdyby nie położyło jej ekstremalne
        gadulstwo:), książka "Latające Psy" niemieckiego pisarza Marcela Bayera, o
        którym nic poza tym nie słyszałem, "Chilijski Nokturn" Roberto
        Bolano, "Mason&Dixon" Pynchona, może "Podziemia" DeLillo i "Podręcznik dla
        inkwizytorów" Antonio Lobo Antunesa, z trochę wcześniejszych lat niż
        wskazałem "Szatańskie tango" Krasnahorkaia.

        Czy to są arcydzieła - nie wnikam:) Mimo wszystko jeżeli tak, to też przy
        pojemnym rozumieniu tego pojęcia:0 Ale czytało sie z b. dużym zainteresowaniem.
        • braineater Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 14:48
          No Omon Ra kanieszna, bo to jest nbajprawdziwsza perełkowata perełka - a
          sięgnij z rozpędu po Witkę najnowszego, Świetą księgą wilkołaka, bo własnie
          robię z niej hiciak wśród znajomych (tych na zywo:) i tu pan Pielevin tez
          pokazuje, co potrafi.
          z Twojej listy kojarze Siostrę, która mnie max znudziła, nawet nie wiem czy ją
          doczytałem do końca, Pynchona, który od paru miesięcy stoi na półce i mnie
          straszy:), De Lillo, którego lubie w sumie tylko za Psa Łańcuchowego a reszta
          już jakoś nie podeszła. Karawele wracaja, jak idzie o Antunesa i był to na
          pewno mój ostatni kontakt z panem pisarzem tym i te Tango, ale na zasadzie że
          przeszło przeze mnie jak laxigen, nie zostawiając nic.

          Reszta w wiekszości mi sie nie obiła nawet o uszy, chyba, że Quignard to ten
          sam od Chrzescijanie i sex?

          P:)
          • daria13 Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 16:08
            Drogi Wikusadybo (jak to odmieniać?),
            Pamiętam jak pierwszy raz zwróciłam na Ciebie uwagę na FK, kiedy
            przeprowadziłeś bardzo ciekawą, wnikliwą, precyzyjną krytykę twórczości
            Coetziego. I choć się z nią nie zgodziłam, pomyślałam sobie; oho, wyrafinowany,
            obeznany czytelnik. I w zasadzie nie zmieniłam zdania, ale zaskoczyła mnie
            nieco Twoja opinia na temat Murakamiego. Arcydzieło? Świetne czytadła,
            wciągające historie, ciekawe konstruowanie nastroju, ale żeby zaraz arcydzieła?
            I żeby nie było nieporozumień - przeczytałam Kronikę, Norwegian wood, Na
            południe... bez niechęci i rozumiem, że mogą się podobać, ale byłabym dozgonnie
            wdzięczna za uświadomieni mi, cóż tak arcygenialnego jest w książkach
            Murakamiego, bo nijak tego nie czaję.
            Pozdrawiam:)
            • sutekh1 Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 16:18
              dokładnie tak właśnie tak.
              żeby Murakami dostał Nobla musiałby się zaangażować w społeczn-polityczne
              polemiki publicystyczne a on jest taki "cichy spokój". cKrasznahorkai to
              arydzieło i kultowość na węgrach, zrobiono z tego kilkugodzinny film który
              słynie z tego że nic się nie dzieje . brejn, więc odbiór całkiem masz normalny
              tego.
              antunes podchodzi nieznacznie pod J. Mariasa - i to jego podłączyłbym do listy
              ("Serce tak białe" i "Jutro w dzień bitwy.." - niejako razem, w pakieciku)
              Martin AMIS - informacja to jedna z najciekawszych powieści ostatnich lat w
              brytfanii. nic więcej nie powiem na jego korzyść bo go uwielbiam. chyba jednak
              najbardziej angielski klimatycznie pisarz, choc twierdzi że jego powieści są
              mocno zamerykanizowane.

              bolano w tym przypadku ..nokturn, nie, to przesada żeby uważać to za arcy-,
              chyba że jakis argument .
              de lillo - Biały szum. jednak dość dobra konstrukcja z takich foremek ukrytych
              pod spodem narracji, korzysta z tego potemFranzen w swoich "Korektach", też
              wielkiej powieści panoramicznej o Ameryce.
              a Roth?
              • braineater Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 16:26
                sutakhu, amis jest ok, a raczej był, bo ma tę sama przypadłość co McEvan, czyli
                cholernie nierówny dorobek - cała trylogia londyńska, z Polami Londynu na
                czele, opowiadanka z Einstein's Monsters czy Strzała Czasu - rewelacja, orgazm
                i w ogóle och i ach, mogę godzinami, ale potem trafiasz na takie Dead Babies
                albo Succes czy Night Train i doznajesz watpliwej przyjemności obcowania z
                koszmarnymi gniotami, z czyms, czego szanujący sie pisarz nie wypusciłby z
                szuflady, a kazdego, kto o tych ksiązkach by wspomniał, podawałby do sadu za
                potwarz. więc do Amisa młodszego z dystansem i jak miałbym paluchem wskazac
                kogos z tego kregu, kto nie do końca mnie przekonuje, ale jest pisarzem
                wielkim, to raczej Will Self (brońbosze czytac go po polsku, bo sie na niego
                jakis maniak uparł i robi zeń nieczytable ściery)

                P:)
              • wiksadyba1 Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 23:33
                "Nokturn" Bolano to jedyna tłumaczona na polski powieść jednego z
                najgłośniejszych pisarzy latynoskich ostatnich lat. I trzeba pamiętać, że to
                jest jego marginalna rzecz. A jednak świetna, moim zdaniem:
                lautremontowsko-celinowsko-beckettowsko- bernhardowska (ale w lepszym stylu od
                Bernhardta), a przy tym dosć oryginalna. Bolano wciągnąłem na listę na wyrost -
                tzn, jeżeli to jest powieść marginalna, to po głównej powieści pisarza (juz
                niestety nic nie napisze) spodziewam się skrajnie dużo( a jest to pisarz bardzo
                chłodny, zdyscyplinowany, więc mam podstawy sądzić, że im większa ambicja w
                danej powieści, tym lepszy efekt, co - jak wiadomo- nie zawsze się zdarza:o).

                Niestety owa powieść - Szaleni Detektywi (Los Detectives Locos) ok. 700 stron,
                pewnie nie będzie prędko tłumaczona na polski. Hiszpański znam, ale na poziomie
                raczej turystycznym, mogę tego nie wyrobić:) A z reguły mam w praktyce,
                irracjonalnie może, niską motywację do czytania w obcym języku nie będącym
                językiem oryginału:) Mimo tego mam zamiar zrobić wyjątek i sprowadzić to sobie
                po angolu w najbl. miesiącach.

                Marias jest ciekawy, trochę nabokovowski, chociaż w sumie dość akademicki, mimo
                ostrej napastliwości spojrzenia, co generalnie bardzo lubię (z motywu z Juanem
                Carlosem chwilami zwijałem sie ze śmiechu:). W trakcie jego lektury (zwłaszcza
                gdzieś tak w połowie) spodziwałem się jednak dostać więcej, niż koniec końców
                dostałem:) Dobra, ambitna literatura, chociaż jednak jej siła to głównie
                warsztat. Fundamentalna w sztukach narracyjnych tematyka "Ja to ktoś inny, a
                inni to ktoś inny niż mnie i im samym się wydaje":) jest plusem Mariasa, ale
                miałem wrażenie, że ten sposób naświetlenia ww. tematu doskonale już znam.
            • wiksadyba1 Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 16:50
              Co do nicka to sorry:))- kiedy pojawił się zwyczaj logowania na niektórych
              forach, wyciągnąłem login z jakiegoś fora osiedlowego (zbitka części
              miana+nazwa dzielnicy), na które zresztą prawie nie wchodzę:))), a potem -
              kiedy na zacząłem pisać na GW częściej - szkoda mi było zamieszania, żeby
              wymyślać coś lepiej brzmiącego:)) Nie mam też zatem pomysłu, jak powinno się to
              coś odmieniać, proponuję dowolność:))))

              Co do Murakamiego - nie uważam nawet jego najlepszej książki, którą czytałem
              ("Kronika" imho) za arcydzieło. Ale chyba mu (po Sebaldzie) stosunkowo
              najbliżej do tego miana z listy Kaczorowskiego. Dla mnie Murakami potrafi
              zrobić coś z niczego. Bardzo dobry pop-artowy pisarz, który wychodząc
              od "beatelsowskiej" prostoty (coś w rodzaju literackiego odpowiednika rytmów na
              4/4:), potrafi zapuścić sie zaskakująco daleko (biorąc pod uwagę technikę i
              punkt wyjścia) jeżeli chodzi o zabiegi z czasem, rozpadem tożsamości bohaterów,
              tragikomiczne poczucie obcości świata i absurdu stosunków międzyludzkich,
              kwestionowanie oczywistosci tego, co się dzieje (sądzę, że inspirował się w
              dużym stopniu filmami Antonioniego, w "Sputnik Sweetheart" zresztą wprost). Nie
              mówię, że u Murakamiego jest jakaś wielka metafizyka, ale jakaś jest -
              dokładnie do tego poziomu, na który autora stać, dyskretna, bezpretensjonalna,
              właśnie dzięki oszczęności i pop-artowej lekkości. Słowem, HM wyeksploatował
              bardzo dobrze prostotę własnego stylu. Potrafił zachować trochę
              fitzgeraldowską "powierzchowność" języka a jednocześnie, nie tracąc prostoty,
              wejść narracją pod pozorną powierzchowność opisywanej rzeczywistości.

              Ważna postać, jeśli chodzi o opis anonimowości wielkich azjatyckich miast. Mam
              wrażenie, że mnóstwo ambitniejszych filmów z Dalekiego Wschodu z Wong-Kar Waiem
              na czele, właśnie się "wzięło z Murakamiego".

              Nie uważam HM za wielkiego pisarza, tak jak nie uważam Wong-Kari Waia za
              reżysera klasy Felliniego. Uważam natomiast, że jeden i drugi są dużo lepszymi
              odpowiednio pisarzem/reżyserem niż się na pozór wydaje:) I jednymi z
              ciekawszych postaci w swoich działkach w ostatnich latach. Że chciałoby się
              jeszcze ciekawszych pisarzy, zgadzam się. "Jak się nie ma, co się lubi...":)

              (Zgadzam się natomiast, że Murakami bywa rozwlekły, a czasem jego opisy są
              szkolnie naiwne. Lubię go jednak POMIMO teg)
              • daria13 Re: Haruki Murakami 12.10.06, 19:52
                Dzięki za odpowiedź:)Z pewnością ją przemyślę, ale zdania co do tego pisarza
                raczej nie zmienię. Miałam to nieszczęście zacząc z nim przygodę od njałabszej
                chyba jego powieści Na poługnie od granicy i cośtam. IMO to okrutnie banalna i
                pełna niewyobrażalnie tandetnych porównań książka (możę część winy ponosi
                tłumacz), ale Brain już kiedyś tłumaczył niszczęstnego Murakamiego za tę
                pozycję i tłumaczenia przyjęłam.
                Kronika jest zdecydowanie najlepsza, ale w Norwegian znów banał goni banał.
                Moja niechęć do tego typu literatury wypływa głównie z niechęci do tzw. książek
                o miłości, w których naprawdę trudno jest uniknąć banału i taniego patosu.
                Kiedy czytam Murakamiego, cały czas męczy mnie porównanie z Jonathanem
                Carrolem. Też świat realny nawiedzany przez metafizyczny, też kręcenie się
                wokół podobnych tematów w każdej kolejnej książce. Może nie czytałeś Carrola i
                dzięki temu nie naszły Cię tego typu skojarzenia. I wiele nie straciłeś, między
                nami mówiąc.
                A o tym, że HM mnie jednak mimo wszystko intryguje świadczą 3 przeczytane i
                jedna w planie (Przygoda z owcą) książki. To literatura, którą dobrze się
                czyta, ale nie pozostawia po sobie żadnego śladu, choć jednocześnie nie grozi
                poczuciem straconego czasu. A to już jest coś.
                P:)
                Ps.
                Co do nicka, to rozumiem Twój ból, bo ja też logowałam się kiedyś bez
                zastanowienia, a potem nie chciałam robić zamieszania. Twój i tak jest sto razy
                ciekawszy:))
                • wiksadyba1 Re: Haruki Murakami 12.10.06, 23:16
                  Czytałem 4 książki Murakamiego: "Norwegian Wood" (najwcześniejsze, moim zdaniem
                  najsłabsze, przy całej "inności" HM, mocno czuć nieznośne dla mnie
                  depresyjno-młodzieżowe klimaty, a la Salinger, nad które potem - nie rezygnując
                  z nich w warstwie fabularnej- mimo wszystko się wznosi), 2 najlepsze "Tańcz
                  tańcz tańcz" i zwłaszcza "Kronikę ptaka" + fajną, ale jakby marginalną powieść
                  "Sputnik Sweetheart". Przy czym wymieniłem te powieści wg chronologii powstania,
                  nie chronologii czytania- bo ta była taka:
                  "Kronika..."-->Tańcz-->Sputnik-->N.Wood. I albo miałem pecha, przechodząc od
                  powieści najlepszej do coraz słabszych albo jednak to moje wrażenie jest b.
                  subiektywne i po prostu oznacza tylko tyle, że autor się powtarza i w dużych
                  dawkach nudzi:) Na razie nie czuję w sobie wielkiej potrzeby dalszego kontaktu z
                  Murakamim. Ale z lektury, zwłaszcza "Kroniki...", mam mimo tego b. dobre
                  wspomnienia. I niewielu i tak jest pisarzy z ostatnich 20-30 lat, których
                  miałbym ochotę czytać w aż 4 odsłonach:)
                  Carolla znam o tyle, że znalazłem go u mojej 91 letniej w tej chwili babci:)) i
                  zacząłem coś czytać korzystając, że podczas rodzinnej uroczystości nastąpiło
                  małe rozprężenie i każdy mógł robić, na co miał ochotę. To była chyba "Kraina
                  chichów". Nie zachęciło mnie do dalszej lektury.
                  Uważam, że Murakamiego to odróżnia od "pseudo-magicznej" grafomanii, że
                  przejście w fantastykę jest dość dyskretne, wyważone, analityczne, bez
                  "przeestetyzowania" języka i z lekko ironicznym dystansem. Ma to jakby podwójną
                  funkcję. Po pierwsze poszerza samo spektrum tematyczne literatury odchodząc od
                  czysto realistycznych motywów, przez co te proste ksiażki stają się chociaż
                  odrobinę "polifoniczne". Po drugie, te momenty fantastyczne służą w gruncie
                  rzeczy temu, żeby bardziej wyraziście oddać "rzeczywistą" ambiwalencję uczuciową
                  bohaterów. Moim zdaniem nie jest to dowód geniuszu, ale jest to na pewno
                  logiczne i w sumie zdecydowanie się sprawdza. I Murakami jest, w moich
                  odczuciach przynajmniej, skrajnie bezpretensjonalny, w odróżnieniu od Carolla
                  (tych fragmentów, które znam) czy jakiegoś Suskinda albo Pereza-Reverte.

                  Literatura Murakamiego jest albo na miarę zamierzeń i talentu autora albo wręcz
                  jakimś cudem wybija się ponad nie:) A Coetze, że do niego, ni z gruszki ni z
                  pietruszki nawiążę:), wyjściowo postać z wyższej półki, to pisarz który jak dla
                  mnie tworzy stanowczo poniżej poziomu powagi swoich zamierzeń:)

                  Mógłbym nawet się zgodzić, że Murakami to nie tyle literatura "pop-artowa" ale
                  wpo prostu "popowa":) Tylko że życzyłbym sobie i innym takiego literackiego
                  popu:) Jeżeliby nawet potraktować HM jako autora czytadeł (co uważam jednak za
                  niesprawiedliwe) - to są to dla mnie najlepsze z możliwych czytadeł:) Czytając
                  "Ptaka..." w wieku lat 28, miałem taką frajdę jak czytając Pana Samochodzika w
                  wieku lat 8:)

                  Inna rzecz, że Murakami w żadnym wypadku nie jest dla mnie aż tak ważnym
                  pisarzem, żebym czyjąś lekceważącą opinię na jego tem. traktował jako sygnał
                  istotnej różnicy między nami, jeżeli chodzi o poglądy na literaturę:))) Nie będę
                  przelewał krwi w jego obronie:))
          • wiksadyba1 Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 16:30
            Quignard PASCAL (sorry, pisałem imię myśląc o nazwisku:) to autor "Seksu i
            Trwogi" - totalnie mocnego eseju (ale trzeba mieć "feeling" na antyczne
            klimaty:). Z kolei "Błędne cienie" - to jakby połączenie eseju, aforyzmu i
            prozy. Przeszkadza mi w tym dość teatralny i chwilami oklepany post-
            cioranowski pesymizm + jakiś osobliwy - mówiąc w uproszczeniu - neo-freudyzm:)
            w spojrzeniu autora na relacje "sex-sztuka". Ale to mimo wszystko wyjątkowa
            szerokość spojrzenia na świat, poetyka, skrajna kondensacja myśli, wiedza itd.
            Świetna odtrukta na Hujbeka:)

            "Świętą księgę" - czytałem - Pielewin trochę sie powtarza, co do treści jakby
            bardziej marginalny, ale jednocześnie mimo tego bardzo świeży, w dobrej formie.
            Na liście moich "pielewinian" nr 3 za Omon Ra i Buddą, przed Pokoleniem P i
            Życiem Owadów.

            "Siostra" to właśnie moim zdaniem NIEDOSZŁE:) arcydzieło, też mnie koniec
            końców totalnie znudziła:) Ale ją wymieniłem jako "pedagogiczny" i dość
            wyjątkowy przykład potencjalnie świetnej,a jednak zjebanej powieści. Moim
            zdaniem zmanierowane rozgadanie pisarza zabiło szansę na czeskiego (w
            postmodernistycznym i upolitycznionym wydaniu) "Ulissesa:)

            Antunes to w ogóle dosć ciekawy przykład. Z jednej strony oczwiste porównanie z
            Saramago (który mnie nudzi). Z drugiej strony pewien specyficzny model pisania:
            Bierzesz coś z "Wściekłości i wrzasku" Faulknera, coś z "Orlanda" Woolf, coś
            z "Od zamku do zamku" Celina, do tego podlewasz odrobinę Marquezem i s-ką,
            dodajesz odrobnię pynchonowską "post-modernistyczną" otoczke i wykorzystujesz
            uzyskaną całość jako narzędzie do szyderstwa z historii własnego kraju:) Dla
            mnie rzeczywiście jest trochę zbyt hermetycznie portugalski jeśli chodzi o
            treść (trzeba dobrze znać temat albo zaglądać do źródeł w czasie lektury) +
            raczej twórczo korzysta z bardzo mocnych wzorców z przeszłości, jeśli chodzi o
            formę niż coś naprawdę nowego wymyśla. Ale, mimo wszystko, to chyba jesli
            chodzi o technikę literacką (szeroko rozumianą) jeden z najambitniejszych i
            najzdolniejszych żyjących pisarzy, dlatego go wyróżniłem.

            "Szatańskie tango" (skądinąd nie mogę myśleć o tym w oderwaniu od jego 11h
            ekranizacji:) to dla mnie najlepszy przykład abstrakcyjnego, "metafizycznego"
            spojrzenia na komunizm i pokazanie, że z tej materii da się wytworzyć cos
            odkrywczego, idąc śladami Dantego, Kafki, Celina, Becketta. Niby prosty wzór -
            wziąć na warsztat totalitarną rzeczywistość powojennej Mitteleuropy, pójść jak
            sie da szlakiem Kafki, uabstrakcyjnić opisaną rzeczywistość i umieścić tu i
            ówdzie jakieś alegorie. Normalnie wychodzi z tego grafomania, nie cierpię tego,
            ale Krasnahorkai właśnie zrobił to dobrze (dodałbym jeszcze "Okręg Sinitra"
            Adama Bodora i parę wcześniejszych rzeczy Danilo Kisa; Herta Muller natomiast
            imho skrajnie przereklamowana, tylko pierwsze -naście stron "Sercątka" mnie
            wciągnęło).
            • braineater Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 16:38
              No to wychodzi mi, że z tego Tanga, to ja kompletnie nic nie zakumałem, bo tak
              jak sobie to czytałem, mecząc sie zresztą troszke stylem pana, to jedyne
              skojarzenia jakie miałem to takie Singerowskie bardziej +trochę jakiś brzęczeń
              w temacie powieść środkowoeuropejska w sensie, że jako pewien specyficzny styl
              narracji.
              chyba trza zrobic ripleja, a na 11 godzinny film to mnie nikt nie namówi:)

              P:)
    • broch Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 16:15
      Najlepszą powieścią Sebalda jest "The rings of Saturn"
      Przepraszam ale p. Kaczorowski to idiota aby w ogóle rozpatrywać Houellebecqua.
      Taki wybór jedynie podkreśla niezwykłą ograniczoność polskiego rynku. Maurakami
      to jakby japońscy Beatlesi. Japonia zawsze (szczgólnie po WWII) fascynowała się
      Zachodem. Nie wiem czy to powód do nagrody, Na pewno jednak nie postawiłbym obok
      francuskiego "geniusza" z Hiszpanii.

      Pamuk dostał Nobla za politykę, mniej więcej jak Jelinek za walczącą babę, a
      Coetzee za kraj.

      Nie wydaje mi się aby literacki Nobel miał wiele wspólnego z faktyczną wartościa
      dzieł. To jest wyłącznie atrakcyjny dodatek który może, ale nie musi koniecznie
      towarzyszyć nagrodzonym powieściom. Głównie "rozchodzi się o wartości
      humanistyczne" oraz kaganek czegośtam.



      Wszyscy moi kandydaci nie żyją: Sebald za "The Rings of Saturn", Gaddis za
      "Recognitions", Cabrera Infante za "Tres tristes tigres" ze wskazaniem na
      Kubańczyka.
      Żadna nie była tłumaczona. "Tres tristes tigres" Cabrery raczej szans nie mają
      (na tlumaczenie).

      Propozycje wyżej:
      Baricco to chyba też pomyłka?

      Więc zostają (bo żyją?):
      Barnes za Historię i Papugę, Krasznahorkai (również za nie tłumaczoną
      "Melancholy of resistance",), Antunes głównie za nie tłumaczone "Fado
      Alexandrino" i "The natural order of things", raczej niż za najslabszy
      "Podręcznik inkwizytora".


      Szanse Antunesa są najmniejsze bo najstarszy, Krasznahorkai i Barnes są w
      lepszej sytuacji, choc osobiście na Nobla bym nie nalegał, bo ten dawno już
      stracił znaczenie jako miernik wartości literackich (a czy kiedyś takowe miał?).

      Jeśli Nobla nie dostaną, to tylko potwierdzi wartość literacką ich dzieł.
      • sutekh1 Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 16:24
        jeśli chodzi o literacka nagrode jobla , to zgadzam się z twoim zdaniem - mam
        podobne. politycznośc nagród od wielu lat jest czynnikiem , który negatywizuje
        rozpatrywanie tych decyzji pod kątem "wartości artystycznych".

        jestem ciekaw o czym jest sławiona przez ciebie książka Sebalda, w ogole autor
        mnie jara choc jeszcze nie trafiłem na text w rękach.
        Murakami to nie beatlesi (choć fajnie brzmi ta nalepka co na okładke dajesz),
        to powolna nudna ekspozycja pewnych subtelnych niesamowitości które toczą sie
        gdzieś pomiędzy ludźmi w zaciszu codzienności plus inne wymiary realności (może
        to lepsze określenie niż: inne wymiary rzeczywistości).
        a co powiesz na Goytisolo, który też jest faworkiem - u espaniolów.
        • braineater Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 16:32
          Brochu, będe bronił Barricco. bo z każdą książka podoba mi się coraz bardziej,
          z każdym tekstem, coraz bardziej wierzę, że jest zjawiskiem, całkowicie
          indywidualnym i samoswoim, że jest pisarzem z gatunku, który wydawąło się, że
          umarł - pisarzem z misją, ale najlepsza jaka sobie może wybrać pisarz - twórca
          z misja opowiadania. On się nie spina, nie babara w jakiś intelektualnych
          rozważaniach, on po prostu snuje historie i to snuje historie przecudowne. To
          sa genialne ksiażki do słuchania, wiesz, klimat typu siedzisz z jakims
          dziadkiem przy ognisku i on ci wkręca jakies opowiastki, w sumie o niczym, ale
          doskonale opowiedziane, doskonale zagrane, no doskonałe po prostu. No i potrafi
          czarowac klimatem tych powieści, kompletnie zawieszonym w czasie, odklejonym na
          maxa, mimo, że bez onirycznych wybryków. To sa akcje w stylu, że inny pisarz, z
          pomysłu, że facet kupuje sobie lokomotywę, zrobiłby akcję na 3 strony i tyle,
          może z jakąś haha pointą,a on to potrofi rozciągnąc w cąła powieść, nawet przez
          sekunde nie nużącą, zabawną (nie smieszną, po prostu, tak zwyczajnie zabawną),
          z lekką melancholia i nostalgią za kiedyś. No lubbie cho[pa po prostu fest, że
          nawet takie wybryki, jak Homer:Iliada mnie nie zrazaja:)

          P:)
          • broch Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 17:54
            Baricco ładnie pisze fakt. "Miasto" (?) odebrałem trochę jak wymyślanie samego
            siebie. Tak naprawde to tylko "Ocean sea" mi podeszło. Gdybym jeździł tramwajem
            do pracy to Baricco byłby znakomitą lekturą. Doceniam tego typu lekturę, sprawia
            mi sporą frajdę, ale szybko ją zapominam. A ja lubię sobie czasem powiedzieć
            "kurwaaa mać!!!!" na przydechu ciesząc się że odkryłem coś cennego.
            Czytając Baricco czuję się troche tak jakbym wieszał na ścianie "Słoneczniki".

            A propos, polecam "Ultramarynę" z serii morskie opowieści.

            Murakami... "Milczenie" Endo bylo tlumaczone na polski warto porównać, choć
            ostrzegam iż przebrnięcie przez kilakset stron milczenia Boga (w stylu
            japońskim) może wymagać pewnego samozaparcia, no i oczywiście Akutagawa (z kilku
            innymi) są dla mnie literaturą swojego kraju. Murakami podobnie jak i Baricco
            należy do pisarzy utalentowanych którzy mają szansę być zapomniani ponieważ nie
            mają "cosia". Są to zupełnie inne przyczyny zapomnienia niż w wypadku
            Houellebecqua który jest beznadziejnie głupi. Murakami i Baricco przeżyją
            zapomnienie.

            Nie wydaje mi się aby Sebald podszedł kazdemu. Ewidentne wpływy Borgesa, Pereca,
            Kafki i... (he, he) Bernharda.
            "The Rings of Saturn" są (moim zdaniem) najlepszą powieścią Sebalda, w której
            bohater wędrując wybrzeżem Suffolk tworzy wspomnienia na poły mityczne na poły
            rzeczywiste zacierając granicę miedzy tym co prawdziwe a tym co fikcyjne. Sebald
            jest zwrócony ku przeszłości z punktu widzenia współczesności obserwując upadek,
            rozpad i śmierć rzeczy wielkich o których dziś już nikt nie pamięta, ludzi
            którzy byli ogarnięci szałem geniuszu dzisiaj zapomnianych (czy ktoś ich w ogóle
            pamiętał?). Literatura klasyczna i zupelnie inna.

            Chciałbym wiedzieć dlaczego nie wymienia się Michela Tourniera? Co z Johnem
            Barthem? Faceci żyją, ale coś jakby pogrzebani.
            • wiksadyba1 Re: a propos arcydzieł i "arcydzieł" - prowokacja 12.10.06, 22:42
              Barth już się gdzieś przewijał na tym forum, a znam je wybiórczo, nie sądzę,
              żeby był całkiem zapomniany. O Tournierze chyba rzeczywiście mniej się
              słyszyostatnio , nie tylko w Polsce (która nie jest, jak wiadomo, miarodajna:)
              jeżeli byłby "pogrzebany", to byłoby to niesprawiedliwe i na szczęście, jak
              sądzę, przejściowe."Król olch" i "Piętaszek" to już klasyka.
              Swoją "listę" zaproponowałem jako kontrę/uzupełnienie w stosunku do
              Kaczorowskiego, który pisał o "arcydziełach" ostatnich lat (tzn. kilku, góra
              kilkunastu). Najważniejsze powieści Bartha i Tourniera są dużo starsze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka