goscinnie_ino
27.12.06, 16:03
wprowadziłam się do czteropiętrowego bloku, w którym od 50 lat nie zmieniają
się lokatorzy! chyba moim sąsiadom nie odpowiada towarzystwo dziewczyny, o
której niewiele wiedzą (właściwie nic), nie nalezy do ich sąsiedzkiego koła
wzajemnej adoracji, które zbiera się codziennie przy klatce i wymienia
najnowsze plotki. kilkakrotnie próbowali mnie ustawiać na swoje kopyto, a że
twarda jestem to żyjemy w stanie zawieszonej w powietrzu broni!
wczoraj przyjechały do mnie moje byłe współlokatorki! SIEDZIAŁYŚMY sobie we
trzy grzecznie przy choince, prowadziłyśmy dyskusje o wszystkim i o niczym, z
radia cichutko sączyła się muzyczka - sielanka błoga!!! na wysokości 0:30
mój "przesympatyczny" sąsiad zaczął wydzwaniać domofonem i straszyć
policją!!! nie wiedziałam czy śmiać się z tego, czy płakać! grzecznie
powiedziałam, żeby wzywał funkcjonariuszy, może zechcą włączyć się do
dyskusji, którą właśnie prowadzę z koleżankami i ją wzbogacić jakimś męskim
spojrzeniem na świat! kiedy odłożyłam domofon (wcześniej się pożegnałam z
sąsiadem), ten upierdliwie dzwonił przez ładnych kilka minut (aż musiałam na
chwilę "odwiesić" słuchawkę). dzisiaj jak go mijałam na klatce schodowej,
kłaniał mi się w pas, jak gdyby nigdy nic!
zaprosiłam na sylwestra kilka osób - ciekawa jestem jak to się skończy ;-)