maika7
25.02.07, 22:30
Był rok 1947. Moja Mama przyjechała do Dużego Miasta na Ziemiach Odzyskanych.
Do pracy. Miała 15 lat. Pierwsza praca. W pracy poznała panią B., starszą o 15
lat. Wprowadzała Mamę w tajniki rachunkowości. Pani B. pochodziła z kresów. Po
wojnie przyjechała ze swoją córką i jej kuzynami zza Buga. Mąż zesłany na
Syberię wrócił 10 lat później. Obie panie zaprzyjaźniły się. Przeżywały swoje
życie w bliskości ze sobą, swoją młodośc, dojrzałośc, jesień życia. Wczoraj
90-letnia Pani B. odeszła. Za kilka dni pożegnają ją wszyscy członkowie Jej
rodziny. Wielopokoleniowej, "niedzisiejszej", mieszkającej razem, spotykającej
się co tydzień na wspólnym obiedzie. Dzieci, wnuki, prawnuki, około 20 osób.
Za kilka dni potowarzyszę mojej Mamie w drodze na maleńki, parafialny cmetarz,
na krańcach Dużego Miasta. Cmentarz, na którym napisy na grobach malują w
mojej głowie wspomnienia znanych mi ludzi.
Pomyślcie, proszę, ciepło o Pani. B.
M.