boo-boo
11.04.08, 13:47
A raczej czy powinnam go z tym mieć czy nie powinnam. Od początku. W sobotę za
tydzień, jeden z szefów mojego Łośka bierze ślub-żeby było ściślej to nie jego
żaden bezpośredni przełożony-jeden z szefów w jego drugiej pracy. No i on
dostał zaproszenie na ten ślub i przyjęcie-zaproszenie jednoosobowe. I on ma
zamiar iść. Tutaj takie zwyczaje panują,że zaprasza się kogo się chce i ludzie
mają to gdzieś,że ktoś kogoś ma- zapraszają tyle osób na ile im budżet pozwala
nawet kosztem tego,że nie zaproszą czyjejś "osoby towarzyszącej".
Wytłumaczyłam Łośkowi jak takie sprawy wyglądają w polszy- przynajmniej w moim
otoczeniu nigdy nie zdarzyło się ,żeby na wesele zaprosić kogoś-mam na myśli
osobę dorosłą- samego, bo byłby to chyba swojego rodzaju afront i brak
szacunku dla zapraszanego.
Nie wiem jak wy to widzicie, ale ja jestem pewna,że jakby mnie tak ktoś
zaprosił to nie idę na 200% bo miałabym wrażenie,że nie obchodzi mnie co mój
facet sobie o tym pomyśli jak się poczuje-czy nie jak w odstawce-no i dla mnie
wypady na imprezy gdzie nie muszę się stawić sama (nie czysto służbowe) nie
mają sensu bez kogoś z kim jestem-po to jestem w związku z kimś,żeby bawić się
też razem. Rozumiem jak się idzie po pracy na drinka z kolestwem z biura, albo
ma się imprezę typowo pracowniczą i trzeba być i nie ma nikogo innego z zewnątrz.
Ale to mi się dziwne wydaje, nie muszę iść, a idę się bawić i w nosie mam
"drugą połówkę".
Kobitki-i nie tylko-jak wy się do tego macie?