samotność....

22.06.08, 18:27
Witam
Zastanawiam się czy znajdzie się ktoś kto jest jak ja samotny ale nie tylko w sensie braku drugiej połówki. Również jeśli chodzi o ciągle zawężające się grono przyjaciół którzy zakładają rodziny(wiadomo jak to bywa :/) wyjeżdżają a czasem jakoś o nas zapominają.
Może ktoś jak ja czasem nie ma poprostu się do kogo odezwać?
    • matijaz Re: samotność.... 23.06.08, 03:06
      Czujesz się z tego powodu nieszczęśliwa i odrzucona? W stadzie też można być samotnym i niezrozumianym. Zastanawiam się skąd bierze się to przekonanie, że żyjąc samemu nie można odczuwać szczęścia egzystencji. To naturalne, że twoi znajomi wolą się spotykać z innymi "sparowanymi". Mają wspólne tematy, styl życia, dzieci lub dzieci w drodze, problemy, o których możesz nie mieć pojęcia... Wykorzystaj czas, który masz dla siebie bardziej kreatywnie, zamiast rozczulać się nad sobą.
      Pozdrawiam
    • liza9 Re: samotność.... 01.07.08, 14:35
      Napisz cos więcej o sobie:) Jeśli masz ochotę do pisz do mnie na
      maila. Ja również nie mam przyjaciół i czuję się samotnie bez nich
      choc z drugiej strony boję się zaufać:( Pozdrawiam Cię cieplutko!
      • dodo0902 Re: samotność.... 06.07.08, 22:10
        Zegar tyka czas umyka,jutro napiszę więcej.
    • dodo0902 Re: samotność.... 07.07.08, 19:08
      Tak z tą zawężającą się grupą to święta prawda.
      Część powyjeżdża ,część po jakimś czasie nawet za pomnie jak masz
      na imię.Reszta pamięta o tobie tylko wtedy gdy potrzebują porzyczyć
      pieniędzy.Brak drugiej połowy to rzeczywiście,też niezbyt miłe uczucie,tym
      bardziej że jeszcze miesiąc temu była.
      Osobiście uważam że dobrym lekarstwem na taką samotność jest czymś
      zająć umysł,czytaj,pisz,pracuj,internet fajna sprawa.
      A mi przynajmniej nie powie "marchewkę kupiłeś" pozdrawiam.
      • fragles78 Re: samotność.... 13.07.08, 14:07
        Mam takie odczucia. Mam wprawdzie swoją "drugą połowę", ale wiadomo
        jak to jest..róznie..Denerwuje mnie wszechobecna interesowność a nie
        daj Boże jak juz ktoś znajomy znajdzie sobie partnera!!Potem po
        wielkim i burzliwym rozstaniu przypomina sobie o moim istnieniu i
        wręcz wymaga wyrozumiałości i wybaczenia faktu olewania mnie przez
        dłuższy czas..A nie daj boże jak któraś z koleżanek urodzi dziecko!!
        Czasem mam wrażenie, że macierzyństwo odbiera wielu kobietom rozum i
        swoje "ja"...To chyba niestety staje się normą, że znajomych i
        przyjaciół się nie szanuje i olewa...
        • pappayka Re: samotność.... 13.07.08, 23:49
          oczywistym jest że dziecko pochłania mnóstwo czasu a co za tym idzie jest go
          mniej dla znajomych..nie oznacza to od razu że zostałaś odrzucona, może
          koleżanka-matka myśli w ten sam sposób o Tobie czyli że jako jej problemy
          zmieniły się, nie masz ochoty wysłuchiwać czegos co Ciebie nie dotyczy?
          A może celowo sama się odsuwasz bo macieżyństwo koleżanki utożsamiasz z odgórnym
          odrzuceniem na plan najdalszy?
          Jednak co do wszechobecnej interesowności to chyba nie ma wątpliwości...tak jak
          do tego że liczyć można zawsze tylko na siebie, i niestety nie ma co obracać się
          na znajomych...brzmi to okrutnie ale nie ma co się okłamywać...rzadko spotyka
          się osobe przez którą nie trzeba zakładać takich tematów jak ten i udzielac się
          w dziale "towarzyskie".
    • renaq Re: samotność.... 14.07.08, 12:45
      też znam to uczucie.... Poza jedną przyjaciółką, która nie ma wiele
      czasu(dwoje dzieci: nastolatek i niemowle oraz mąż chwilowo za
      granicą) wszyscy znajomi mieszkają gdzieś daleko, także poza
      Polską. Bardzo Cię rozumiem, bo wiem co znaczy nie mieć z kim
      wyskoczyć na piwko czy kawę po pracy albo na rowery a wynajdowanie
      sobie kolejnych zajęć wcale nie zastąpi bycia z kimś czy chociażby
      zwykłej rozmowy.
      Jak masz ochotę pisz na maila. Pozdrawiam
    • doroti1982 Re: samotność.... 24.10.08, 09:28
      hej:) samotność.... o ile życie było by kolorowsze bez nie.....jeśli chcesz porozmawiać zapraszam i pozdrawiam:)
      • rumunska_ksiezniczka Re: samotność.... 24.10.08, 11:14
        zgadzam się z przedmówcami. grono znajomych się uszczupla, pozostaja rodzynki, z
        którymi mozna się spotkać, ale to i tak dwa, trzy razy w miesiącu, wiadomo
        praca... i jest dokładnie tak jak piszecie, przyjaciół poznaje sie w biedzie,
        tylko jak ta bieda przychodzi, to okazuje się, ze przyjaciół nie ma ;-(
        • petereczek Re: samotność.... 24.10.08, 11:20
          rumunska_ksiezniczka napisała:

          > zgadzam się z przedmówcami. grono znajomych się uszczupla, pozostaja rodzynki,
          > z
          > którymi mozna się spotkać, ale to i tak dwa, trzy razy w miesiącu, wiadomo
          > praca... i jest dokładnie tak jak piszecie, przyjaciół poznaje sie w biedzie,
          > tylko jak ta bieda przychodzi, to okazuje się, ze przyjaciół nie ma ;-(

          ja mam paru przyjaciół co ich znam od dziecka , znajomości trwają po 25 lat i
          czas dla siebie mamy

          ale problem czują te osoby co ciągle muszą mieć dużą grupę (ilość nad jakość)
          ja np. nigdy nie rozumiałem imprez, gdzie siedzi 20 osób, muzyka wszystko
          zagłusza, każdy gada w próżnię, w końcu ktoś sie tak nawalił, że zasypiał
          moja ex uważała że to super zabawa, pozostałe 19 osób uważało że jest super, a
          dla mnie było nudnie, bo nie było wymiany myśli jeden do jednego
          nie wiem czemu ludzie wolą mieć duże grono znajomych z którymi niewiele ich
          łączy niż 2-3 dobrych znajomych?

          ja zawsze wolałem 1 zaufaną osobę niż 20 "cześć, cześć, co tam, a no fajnie, to
          supeer, no super, że super, to ja lece"
          co to za znajomi ???
          żadni, z sąsiadami więcej pogadam przy okazji spotkania w warzywniaku
          ale jak wiem jest dużo osób co takie znajomości preferuje
    • petereczek Re: samotność.... 24.10.08, 11:16
      a to że ludzie sie parują w pewnym wieku i żyją żona+dziecko=4 ściany to chyba
      normalne
      pewnie że zawęża sie krąg, dlatego np ja szukam przez net, moi wszyscy koledzy
      to teraz jak wrócą z pracy to siedzą w domu i grzechotę podają dziecku
      to normalne, że tak sie żyje i najbliższa rodzina (miłość, małżonek, dziecko)
      stają sie całym światem
      problem że samemu sie tak nie ma
      a jak ktoś do szczęścia potrzebuje 10 osób do okoła to akurat ma taki typ
      osobowośći i nie ma sie co nad tym rozwodzić

      jedni widzą szczęście w 20 osobowym spotkaniu przy głośnej muzyce , inni na
      kanapie z własną żoną/mężem (ja należe do tych drugich akurat)

      ludzie sie źle dobierają, bo z jednej strony są faceci co narzekają że ich panna
      chce siedzieć razem i jest chorobliwie zazdrosna, z drugiej strony są kobiety co
      narzekaja że on chce tylko siedzieć razem zamiast do znajomych wyjść

      najlepiej od razu sie dobierać temperamentami, podobieństwa gwarantują sukces,
      domator będzie szczęśliwy z domatorką, imprezowicz z imprezowiczką i wtedy
      będzie gut

      i nikt nie będzie narzekał
      • rumunska_ksiezniczka Re: samotność.... 24.10.08, 11:42
        no tak, w sumie masz rację. ja mam właśnie kilka takich zaufanych osób. chodziło
        mi raczej o to, ze jeśli to grono jest małe, to jest małe prawdopodobieństwo
        spotkania się czasem, nie można się zgrać, trudno gdzieś wyjść, bo każdy ma cos
        na głowie. a potem jednak kontakty się rozluźniają. mam np. koleżankę ze
        studiów, z która nie moge odnowić kontaktu, nie wiem czemu.. nie widziałyśmy sie
        ok roku, bo były w naszych życiach różne zawirowania. znalazłam ją na naszej
        klasie, próbowałam nawiązać kontakt - bezskutecznie..
        tak wiec, różnie to bywa.
        • petereczek Re: samotność.... 24.10.08, 11:49
          nie rozumiem tego czegoś że spotykać sie z ilomaś osobami trzeba

          jak sie ma miłość to ona jest najważniejsza, jakiegoś przyjaciela, a z innymi
          sie zadajesz jak coś potrzebujesz , dla mnie to normalne,
          jak mnie zaczepia ktoś z liceum, to mam pierwszą myśl "a czego chce ode mnie, a
          po co mi"

          miłość to wiadomo - jest sie blisko, staje sie najważniejsza i dla wielu osób
          staje sie całym światem, a reszta...

          no wiem że są osoby co potrzebują towarzystwa, nigdy nie rozumiałem po co

          ja jak wracam z zatłoczonego miejsca pracy gdzie sie dużo mówi to mam ochotę
          tylko sie do kogoś przytulić, odetchnąć w spokoju i ciszy

          może jak ktoś pracuje np. samotnie jako ksiegowy, naukowiec to wtedy może
          potrzebuje po pracy towarzystwa

          ja tam nigdy na żadne spędy nie chadzałem bo nie czuje takiej potrzeby (po za
          tak zwaną miłością jedną jedyną)

          ale wiem że są tacy co bardzo potrzebują spotykać sie w większym gronie, choć
          tego nie rozumiem

          to tak jak z piccą, jeden lubi łagodną hawajską drugi bierze na sosie halapenio
          i tyle
          gusta są różne, ważne by sie nimi dobrać do pary
          • rumunska_ksiezniczka Re: samotność.... 24.10.08, 13:32
            jasne, ty po prostu jesteś samotnikiem. tylko jak sie ma większe grono
            znajomych, to łatwiej na te ,miłość trafić. a jak się nie ma punktu zaczepienia,
            to trwa się w samotności...
            • petereczek Re: samotność.... 24.10.08, 13:54
              rumunska_ksiezniczka napisała:

              > jasne, ty po prostu jesteś samotnikiem. tylko jak sie ma większe grono
              > znajomych, to łatwiej na te ,miłość trafić. a jak się nie ma punktu zaczepienia
              > ,
              > to trwa się w samotności...

              to po to chyba zgodnie z logiką są portale internetowe randkowe ?
              dla domatorów, nie sądzisz?
              choc dziwi mnie że są tam osoby co szukaja na imprezy, a nie szukają na imprezach

              jasna i jednoznaczna logika wskazuje, że jak ktoś idzie na koncert Metallicy to
              nie po to by poznać fankę Chopina i opery a jak ktoś idzie na impreze z chlaniem
              to nie po to by poznać abstynenta a jak ide po mleko to nie do sklepu z
              wiertarkami :)


              • rumunska_ksiezniczka Re: samotność.... 24.10.08, 14:02
                właściwie jestem domatorką, ale wyjść czasami tez lubię, do pubu, czy kawiarni.
                podobno masz konto na jakimś portalu randkowym. ja również ;-) a powiesz na jakim?
                • petereczek Re: samotność.... 24.10.08, 14:20
                  na kilku
                  choć od paru dni mam ruch w interesie i pare fajnych osób do korespondowania,
                  ale ... czy co z tego będzie :P
                  ja domator ale z odchyłem na las i przyrode :]
                  kiedyś surwiwalem sie zajmowałem i to było super, z paroma kumplami , plecak,
                  konserwy i na pare dni do lasu, albo na poligon , szkoła przetrwania :)
                  ja poprostu nie trawie miejsc gdzie sie pije i pali :) widok pijanej osoby
                  powoduje że mam ochote spałować, albo wyjść, z dwojga - wole wyjść :)
                  od pubu wolałbym 10 kilometrów po lesie albo najlepiej na poligon :D
                  nie mówie że ze śpiworem i ASG :]
                  • rumunska_ksiezniczka Re: samotność.... 24.10.08, 14:54
                    asg ;-) ja się nie strzelałam nigdy, ale znam jedną ekipę.
                    wiesz, ja uwazam, ze wszystko jest dla ludzi, alkohol też. jeśli ktoś nie
                    przesadza. ja lubię piwo i różne drinki, nigdy się nie upijam. ale rozumiem cię,
                    tez jestem z rodziny alkoholowej.
Pełna wersja