mamarcela
15.07.08, 08:51
wpadł mi ten wątek do głowy w związku ze wspominanym w innym Edwardem
Nortonem, a tarze w związku z powiedzeniem filmowym, co to je jedni znają, a
inni nie (a małżeństwie kobiety po czterdziestce w kontekście fali terroryzmu!)
Otóż bardzo często zdarza się, że scenarzyści poszczają do nas oko za pomocą
jakiejś aluzji czy tropu w najmniej spodziewanym momencie. I część widowni
śmieje się w głos podczas gdy pozostała część po prostu nie kuma. Rekordy biją
oczywiście nowe filmy animowane w typie Shreka, które dla dzieci i rodziców
kompletnie czym innym i o czym innym są.
Proponuje więc przypomnienie sobie takich fragmentów filmów, które nas pod tym
względem najbardziej urzekły.
U mnie na pierwszy ogień idzie film w reżyserii Edwarda Nortona właśnie. Po
polsku nazywał sie "Zakazany owoc", a w oryginale "Keeping faith". Jest to
komedia romantyczna, w której ksiądz katolicki i rabin jednocześnie zakochują
się w swojej przyjaciółce z dzieciństwa. Norton zwierza się ze swoich uczuł i
wątpliwości z nimi związanych starszemu księdzu. Ten przyznaje się, ze jemu
tez zdarza sie raz na jakiś czas zakochać, a potem rozmarzony dodaje: "Znałem
kiedyś pewną blondynkę w Pradze!" Niby nic a jak cieszy skoro w epizodzie
starego księdza występuje nie kto inny jak Milos Forman.