Dziewczyny drogie, prawie wcale się ostatnio nie udzielałam, tylko podczytywałam. Może pamiętacie mój ubiegłoroczny wątek o tym, jak to ja, polonistka, chciałam zostać kimś, kto mógłby pracować w branży "okołoporodowej"; chciałam zostać doradcą laktacyjnym. Napisałam wtedy, że muszę znaleźć jakąś drogę do tego.
No więc przekwalifikowuję się - dostałam się na położnictwo. Chcę być położną zorientowaną na potrzeby rodzącej i poród naturalny, bez zbędnych interwencji medycznych. Również - położną domową.
Cieszę się i martwię jednocześnie, bo jak zobaczyłam plan to.... właśnie myślę sobie: co z wychowaniem dziecka (2,5 roku)? Co z moją pracą dodatkową? Jak ja to wszystko pogodzę? Żeby dziecko na tym nie straciło, żeby nadal wiedziało, że ma matkę? Dużo zajęć - od rana do popołudnia lub wieczora...
Różne mam myśli, trochę czarnych też jest - że to się nie uda. Boli mnie to, że dziecko musi iść do przedszkola, że nie będzie mnie przy nim. A jeszcze chciałam mieć następne, bo już czas, żeby różnica wieku nie była za duża...
Z drugiej strony - wiem, że są dziewczyny, którym, mimo dziecka (i to niejednego

udało się. Jak Kaakaa przy swojej gromadce mogła, to znaczy, że się da

Tylko jak???
Potrzymacie za mnie kciuki? Skrobnijcie parę słów ku pokrzepieniu serca, prooooszę!
Dziękuję