No wiec wrocilysmy po tych 5 tygodniach bez pianina. Ogolnie biorac nikomu go ne brakowalo, choc czasami... Z poczatku mala sie troche dopominala, ale z drugiej strony, urlop byl trudny (chora i wiekowa tesciowa), wiec po prostu nie wiem, czy bylyby to bardzo szczesliwe chwile, nawet, gdyby byly.
Teraz sprawa druga, to rozpoczac gre na nowo. Wczoraj dopiero wrocilismy, dzien byl dlugi (ladowanie o 5h30 po 11h w samolocie), mala spala 3h, nieodzowne zakupy itd, dopiero maz przypomnial nam dizs rano, ale z kolei, wykorzystalisy piekna pogode i pojechali za miasto, zeby sobie poprawic humory po rozstaniu z babcia itd. Poza tym moj maz ma inna wizje sprawy, wiec byc moze odczkam do poniedzialku, gdy pojdzie do pracy
Macie jakes rady co do "odnowienia" codziennych cwiczen? Boje sie , ze zapomniala, ze bedzie sie zlosicc, beda klotnie

Moze mi sie uda jakos podejsc spokojnie... W koncu ma dopiero 7 lat i od wrzesnia idzie w ogole do nowej szkoly muzycznej. Wierze w nas !