Dodaj do ulubionych

pilnować czy nie pilnować...

04.10.12, 09:18

nastolatek, lat 14
jak pilnuję, do szkoły chodzi przygotowany, oceny z tzw. średniej półki
jak nie pilnuję - pojawiają się jedyny na całej linii nawet z lubianych przedmiotów
jedynki są nie z klasówek a materiału bieżącego, z ostatniej lekcji.
Na sprawdziany młody się uczy bez pilnowania i dostaje z nich dobre oceny, ale jedynki z np. odpowiedzi, czy kartkówek skutecznie utrudniają zdobycie lepszej oceny na semestr. Nie uczy się dla ocen, ale stały się one ważne w obliczu dostania się do liceum, które sobie wybrał (nie jest to żadne elitarne liceum, ma po prostu fajne profile i jest przyjazne).

Więc pilnowalibyście uczenia się na codzień, czy nie? Eksponat jest dość leniwy, ale jak chce-uczy się dość szybko.
Po ostatniej wywiadówce dostał szlaban na... dziewczynę smile smile smile (może ją teraz widywać tylko w weekendy i wieczorem na skype'ie nie za długo - ma się więcej do lekcji przyłożyć)
szlaban durny, ale skuteczny chyba
Obserwuj wątek
    • grave_digger Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 09:35
      pilnować jak najbardziej. 14-latek ma prawo być jeszcze 'głupi' w swoich zachowaniach. niedojrzały i nieodpowiedzialny. ty jesteś rodzicem, ty go kierujesz i ty czasem ciśniesz. jak nie przyciśniesz, może się nagle okazać, że nie skończy nawet szkoły średniej. może ci się to wydawać teraz abstrakcyjne, ale znam wiele osób całkiem fajnych i mądrych, których rodzice nie przypilnowali i sami sobie zrobili kuku. czas minął, oni zmądrzeli a pewnych rzeczy cofnąć się nie da.
      • grave_digger Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 09:37
        aha - dodam.
        że oni wtedy mieli całkiem odmienne zdanie - wiadomo, lenistwo i bunt. dziś się przyznają, że szkoda, że rodzice ich nie cisnęli. tak tak. co więcej, ja też jestem wdzięczna mojej mamie, że mi nie ustępowała - dzięki temu coś osiągnęłam wink chociaż wtedy bywało, że byłam głęboko nieszczęśliwa wink
    • jotde3 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 09:43
      pilnować .
      • andaba Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 09:50
        14 -latka?
        No w życiu, kiedyż on ma się nauczyć odpowiedzialności?

        Jak lubi dostawać jedynki to niech dostaje, zwałszcza, ze jest sie w stanie z nich wykaraskać. Co innego, gdyby złe oceny wynikały z niedostatku inteligencji, ale jak z lenistwa - to niech sie sam martwi, w końcu pojmie, ze nie warto olewać, bo to sie mści. A jak nie zrozumie to trudno, niektórzy mają taki styl.
        • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 11:19
          andaba napisała:

          > 14 -latka?
          > No w życiu, kiedyż on ma się nauczyć odpowiedzialności?

          Od dnia narodzin smile
          Ale nie w każdej dziedzinie od razu. Trudno, by rodzic uznał beztrosko, że "skoro się nie dostałeś do szkoły, to Twój problem, trzeba było się uczyć". Trochę za wcześnie na takie samodzielne decyzje w kwestii nauki.

          > Jak lubi dostawać jedynki to niech dostaje, zwałszcza, ze jest sie w stanie z n
          > ich wykaraskać. Co innego, gdyby złe oceny wynikały z niedostatku inteligencji,
          > ale jak z lenistwa - to niech sie sam martwi, w końcu pojmie, ze nie warto ole
          > wać, bo to sie mści. A jak nie zrozumie to trudno,

          Naprawdę uważasz, że po prostu "to trudno"? Nie dostałeś się synku do liceum, choć miałeś ogromne szanse, teraz pozostaje Ci nauka zawodu w "mechaniku", ale to twój problem - tak na to patrzysz?
          • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 21:49
            > Naprawdę uważasz, że po prostu "to trudno"? Nie dostałeś się synku do liceum
            > , choć miałeś ogromne szanse, teraz pozostaje Ci nauka zawodu w "mechaniku", al
            > e to twój problem
            - tak na to patrzysz?

            Po zawodówce dziecie może udać się do technikum, a następnie na studia. Zapewniam cię, że w przypadku polibudy na pewno nic nie straci, a tylko zyska.
            Kiepskie gimnazjum nie ma również wpływu na dostanie się na uczelnie artystyczne.
            • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:04
              > Po zawodówce dziecie może udać się do technikum,

              Ależ oczywiście, tylko czy o to chodzi w przypadku ucznia bardzo zdolnego i z szansą na coś lepszego w życiu niż przebąblowanie 3 lat wśród patologii? Masz w ogóle świadomość co to jest w naszym kraju szkoła zawodowa, czy tak sobie piszesz dla samego pisania i chęci postawienia na swoim? Pozwól, że nie uwierzę, że lekką ręką posłałabyś własne dziecię do zawodówki w imię zasady "jak się nie uczyło, to teraz ma to, co chciało".

              > a następnie na studia. Zapewniam cię, że w przypadku polibudy na pewno nic nie straci, a
              > tylko zyska.

              A ja Cię zapewniam, że jest wręcz "przeciwpołożnie". Studiowałam z ludźmi po technikach. Ciężka sprawa. Pomijając to, że dostawało ich się zaledwie kilkanaście procent, to o co biega w matmie i fizyce załapywali dopiero na III semestrze. Z kolei jeśli chodzi o przedmioty zawodowe, to byli niewiele lepsi niż absolwenci liceum. Jasne, że i tak się da, ale nie w tym rzecz. Pomijam, że nie na każde studia dostaniesz się po szkole zawodowej i technikum.

              > Kiepskie gimnazjum nie ma również wpływu na dostanie się na uczelnie artystyczn
              > e.

              Mowa jest o liceum.
              Zresztą nieistotne - chodzi o to, że za głupotę uważam zostawienie dziecka samemu sobie, jeśli wyraźnie nie jest jeszcze na tyle rozumne i dojrzałe, by dojść do wniosku, że uczy się dla siebie. Taką dojrzałość osiąga się zazwyczaj dopiero na etapie szkoły średniej, pogimnazjalnej. Oczywiście są wyjątki, ale to o niczym nie świadczy.
              • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:25
                > Ależ oczywiście, tylko czy o to chodzi w przypadku ucznia bardzo zdolnego i z s
                > zansą na coś lepszego w życiu niż przebąblowanie 3 lat wśród patologii?

                Nie każda zawodówka to patologia. Natomiast na polibudach to właśnie studenci po liceach chodź-by nie wiem jak elitarnych traktowani są jako patologia. Zapewniam cię, że na polibudzie większe szanse ma student po nawet najbardziej patologicznej zawodówce i technikum niż student po elitarnym liceum. Nie przypominam sobie aby w liceum uczono wytrzymałości materiałów, PKM, czy rysunku technicznego. Chłopak po zawodówce tak naprawdę większość kierunków na polibudzie przejdzie z palcem w dupie czego nie da się powiedzieć o wycackanych i pilnowanych do matury absolwentach elitarnych liceów. Powód prosty polibuda to uczelnia techniczna i dla ludzi po technikum jest to powtórka i poszerzenie materiału, dla absolwentów liceów bardzo często abstrakcja. Matma i fizyka jest na pierwszym roku, a przedmioty techniczne przez pięć lat.

                "> Zresztą nieistotne - chodzi o to, że za głupotę uważam zostawienie dziecka same
                > mu sobie, jeśli wyraźnie nie jest jeszcze na tyle rozumne i dojrzałe, by dojść
                > do wniosku, że uczy się dla siebie."

                Czyli według ciebie czternastolatek jest na tyle dojrzały by mieć dziewczynę i panować nad burzą hormonalna która się zbliża, ale jest na tyle głupi i nie dojrzały że nie jest w stanie panować nad własną nauką.
                • andaba Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:29
                  Przede wszystkim - jeżeli dziecko jest faktycznie zdolne to poradzi sobie nawet olewając. Wiem cos o tym...
                  Jeżeli dziecko jest mało zdolne to chyba nie jest dobrym pomysłem pchanie go do najlepszego liceum, zeby było smętnym ogonem i jego swiat zaczynał i kończył na wkuwaniu, bo mamusia ma ambicje.
                  • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:01
                    andaba napisała:

                    > Przede wszystkim - jeżeli dziecko jest faktycznie zdolne to poradzi sobie nawet
                    > olewając. Wiem cos o tym...

                    Możesz wytłumaczyć tę magię, jak można sobie poradzić w dostaniu się do liceum olewając naukę i szkołę? To nie jest tak jak kiedyś kwestia pójścia na egzamin i zdania go jak najlepiej. Bo egzaminów do liceów już dawno nie ma. Liczą się punkty. Za świadectwo, średnią, za konkursy, olimpiady, wolontariaty, uczestnictwo w życiu szkoły, egzamin gimnazjalny i pewnie masę innych pierdół, w zależności od wymagań danej placówki. Więc samo to, że dziecko jest zdolne, to za mało. Powiedziałabym, że stanowczo za mało.

                    > Jeżeli dziecko jest mało zdolne

                    Ale nie o takiej sytuacji tutaj piszemy.
                    • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:06
                      > Możesz wytłumaczyć tę magię, jak można sobie poradzić w dostaniu się do liceum
                      > olewając naukę i szkołę? T

                      Czy twoja ambicją jest tylko liceum.
                      Oczywiście dobre liceum, może lepiej przygotować do matury, ale dobry uczeń i w przeciętnym liceum maturę zda na poziomie otwierającym mu drzwi do wszystkich uczelni. Rejonowe liceum, czy technikum nie przekreśla szans na studia na wybranym kierunku.
                      • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:25
                        tutaj chodzi właśnie o dostanie się do konkretnego liceum i na konkretny profil. Liceum nie jest elitarne, ale dość oblegane, bo jak napisałam wczesniej jest fajne, przyjazne, nastawione właśnie nie na bezmyślne wkuwanie, a na rozwijanie zainteresowań, ma ciekawe inicjatywy, jest nowatorskie i nie skostniałe. Dzieciaki się tam garną.
                        Drugie liceum stawia wysoką poprzeczkę, dostać tam dobrą ocenę graniczy z cudem, nauka tam jest horrorem. A ja ani syn nie chcemy, żeby tam trafił, podobnie,jak do trzeciego, które z kolei ma beznadziejnie niski poziom.
                        Źeby dostać się na ten wymarzony profil trzeba mieć przyzwoitą średnią w gimnazjum. Szkoda byłoby, żeby przez przejściową niechęć do nauki zmarnował swoją szansę
                        • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:41
                          > Źeby dostać się na ten wymarzony profil trzeba mieć przyzwoitą średnią w gimnaz
                          > jum. Szkoda byłoby, żeby przez przejściową niechęć do nauki zmarnował swoją sz
                          > ansę

                          Dziwię się, że w ogóle trzeba coś takiego oczywistego tłumaczyć.
                          Czy tu się ludzie z choinki pourywali czy co?
                          • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 23:44
                            robitussin napisał:

                            > > Źeby dostać się na ten wymarzony profil trzeba mieć przyzwoitą średnią w
                            > gimnaz
                            > > jum.
                            (...)
                            > Dziwię się, że w ogóle trzeba coś takiego oczywistego tłumaczyć.
                            Nie jest to oczywiste - zależy od warunków rekrutacji.
                            W województwie mazowieckim różnica między średnią 3.0 a 4.5 wynosi dokładnie 1.5 punktu. Przy punktacji najbardziej istotny jest wynik egzaminu gimnazjalnego - max 100 punktów i oceny z 4 przedmiotów punktowanych do danej klasy - za 6 jest 18 punktów , za 5 - 14, za 4 -10 itd. Więc dla mnie średnia jest stosunkowo mało istotnym składnikiem tej rekrutacji - na pewno o wiele mniej istotnym niż oceny z tych 4 przedmiotów.
                        • canuck_eh Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 14:04
                          No to juz - pojdzcie i zapytajcie sie jakie warunki przyjecia - te punkty z testow czy co teraz tam jest.Moze patrza tez na oceny i wtlocz w lepetyne ze jak sie dalej tak bedzie uczyl jak teraz to moze zapomniec o tym LO i tym profilu co sobie wymarzyl.I pozostanie mu co LO ktore zbytnio fajne nie jest .Wybor nalezy do niego.I zostawilabym niech sie dzieciak uczy ponosic konsekwencje swych poczynan.
                          • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 14:22
                            Nie trzeba wtłaczac w głowę " że może zapomnieć o liceum x"

                            Naprawdę często wystarczy uświadomić na czym polega proces rekrutacji. W zderzeniu z ta prawdą wielu zdolnym i dobrym uczniom rzedną miny, bo nagle może się okazać, że osoba bardzo uzdolniona biologicznie zdaje sobie sprawę, że przez ocenę o oczko niższą (np stały brak prac domowych) z matematyki i polskiego nie ma szansy na liceum gdzie biologia jest na wysokim poziomie.

                            Oczywiście jest granica starania się o dobre stopnie, ale np olewanie prac domowych z nudnych , acz kluczowych przedmiotów, skutkujące obniżeniem stopnia, uważam za mało rozsądne.

                            Ale powtarzam - bardzo często wystarczy samemu poznać trochę system (żeby nie panikować, że dziecko ma 4 z plastyki, a stopnie podobno ważne wink ) , a potem zrobic z dzieckiem symulację.
                            • canuck_eh Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 23:21
                              Nie, no generalnie mi o to chodzilo.JA nie mam pojecia jakie sa warunki rekrutacji do LO.No i masz racje przez glupote bo nie hce sie zadania odrobic nie dostac sie do klasy ktora sie wymarzylo to porazka.
                              A czasami ten jeden punkt jest tak wazny.
                      • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:40
                        > Czy twoja ambicją jest tylko liceum.

                        A skąd taki kuriozalny wniosek?

                        > Oczywiście dobre liceum, może lepiej przygotować do matury, ale dobry uczeń i w
                        > przeciętnym liceum maturę zda na poziomie otwierającym mu drzwi do wszystkich
                        > uczelni.

                        No cóż, nie wiem, czy tutaj to mam się jeszcze śmiać czy już płakać.

                        > Rejonowe liceum, czy technikum nie przekreśla szans na studia na wybra
                        > nym kierunku.

                        Jakie rejonowe liceum??
                        Widzę, że jesteś takim znawcą tematu, jak świnia w kwestii pieprzu.
                • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:46
                  Trochę chyba koloryzujesz. Sądzę , że większe szanse na dostanie się na politechniki mają absolwenci dobrych liceów niż kiepskich techników. A to ze względu na wyniki matur rozszerzonych. I nawet jeśli matematyka z fizyką są tylko na I roku to należy też pamiętać, że najwięcej osób odpada właśnie w trakcie I roku z powodu oblania właśnie tych fizyk czy matematyk. I pewnie większe szanse na takie odpadnięcie ma jednak absolwent tej patologicznej zawodówki z dużymi brakami z fizyki i matematyki niż absolwent warszawskiego LO im. Staszica.
                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:18
                    > Trochę chyba koloryzujesz. Sądzę , że większe szanse na dostanie się na politec
                    > hniki mają absolwenci dobrych liceów niż kiepskich techników

                    Na polibudę nie jest problem się dostać, jest problem się utrzymać zwłaszcza ludziom po liceum.

                    "I nawet jeśli matematyka z fizyką są tylko na I r
                    > oku to należy też pamiętać, że najwięcej osób odpada właśnie w trakcie I roku z
                    > powodu oblania właśnie tych fizyk czy matematyk"

                    Przesiew z matmy i fizyki to bardziej taki mit, a w obecnej chwili gdy przedmioty są punktowane to już w ogóle historia która przeszła do lamusa. Na pierwszym roku są również przedmioty inżynieryjne z których ze względu na ciągłość nie można brać warunków ( w obecnej chwili wysoko punktowane- więc nie zaliczeni ich od razu wiąże się z wylotką). U mnie w ogóle za bardzo nie było widać tego przesiewu na pierwszym roku , ale my się śmialiśmy że wydział leci na kasę za warunki. U mojego partnera z roku 70 osobowego po pierwszym roku zostało 18, prawie wszyscy odpadli z przedmiotów technicznych.
                    • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 09:40
                      makurokurosek napisała:

                      > U mojego partnera z roku 70 osobowego po pierwszym roku zostało 18, prawi
                      > e wszyscy odpadli z przedmiotów technicznych.
                      Znam całkiem sporo osób po politechnice. Oraz trochę tych, którzy na politechnice usiłowali studiować i nie dali rady. Wśród tych pierwszych są absolwenci takich sobie liceów, a wśród tych drugich absolwenci naprawdę dobrych techników.
                      Co do progów punktowych na studia - na niektóre wydziały dostać się jest na tyle trudno, że wysoki wynik matematyki i fizyki (względnie chemii czy informatyki) ma duże znaczenie. Wyniku takiego absolwenci techników masowo nie osiągają - dlatego że nie mają tych przedmiotów rozszerzonych. Ma się to zmienić, więc może za kilka lat coś się tu zmieni.
                      Mój osobisty mąż, absolwent liceum w okolicach 30-tego miejsca w Wwie, na politechnice miał stypendium za wyniki w nauce. Kolega z pracy, naprawdę dobry fachowiec , absolwent znanego warszawskiego technikum, wyleciał po I roku.
                      • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 09:46
                        > Mój osobisty mąż, absolwent liceum w okolicach 30-tego miejsca w Wwie, na polit
                        > echnice miał stypendium za wyniki w nauce. Kolega z pracy, naprawdę dobry fach
                        > owiec , absolwent znanego warszawskiego technikum, wyleciał po I roku.

                        Przez całe pięć lat miałam naukowe, kończyłam całkowicie przeciętne technikum a i na studiach nie musiałam wyjątkowo się wysilać. Nie ma reguły, jednak w typowo technicznych przedmiotach lepiej radzą sobie absolwenci technikum bo już są w temacie.
                        • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 10:07
                          > Nie ma reguły, jednak w typowo technicznych przedmiotach lepiej radzą sobie absolwenci
                          > technikum bo już są w temacie.

                          Ale samo bycie w temacie to za mało. Szczerze mówiąc, ja mam podobne doświadczenia jak "Jakw". Wprawdzie kończyłam studia kilkanaście lat temu, więc może coś się zmieniło, ale u mnie na wydziale absolwenci techników (było ich niewiele, duży odsiew na samych egzaminach wstępnych) mieli naprawdę spore problemy. Owszem, z przedmiotów takich czysto zawodowych byli o tyle do przodu, że wiedzieli w jakim kościele dzwoni, ale to nadal nie była wiedza wystarczająca, by rozumieć i zaliczać te przedmioty bez problemu. Licealiści w ciągu 2-3 miesięcy osiągali ten sam poziom wiedzy, z jakim technicy kończyli swoje szkoły, więc szybko się to wyrównywało.
                          W drugą stronę było gorzej. Poziom matematyki, informatyki czy fizyki w mat-fizach był tak wysoki, że zwykłemu technikowi trudno było załapać to, co licealista już wiedział z liceum. I właśnie na tych przedmiotach wykładali się oni najczęściej i największy odsiew był właśnie z tych przedmiotów na pierwszym roku.

                          A tak w nawiązaniu do ogólnej dyskusji i tego, co pisałaś wcześniej, że nie ma niczego złego w zawodówce i technikum. Może i nie, ale zauważ, że nie każdy ma zdolności techniczne, nie każdy planuje swoją przyszłość związać z naukami technicznymi. Jest masa ludzi, których zainteresowania są czysto humanistyczne, więc do jakiej zawodówki oni mieliby trafić, jeśli nie dostaną się do liceum?
                          • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 10:30
                            "A tak w nawiązaniu do ogólnej dyskusji i tego, co pisałaś wcześniej, że nie ma niczego złego w zawodówce i technikum. Może i nie, ale zauważ, że nie każdy ma zdolności techniczne, nie każdy planuje swoją przyszłość związać z naukami technicznymi. Jest masa ludzi, których zainteresowania są czysto humanistyczne, więc do jakiej zawodówki oni mieliby trafić, jeśli nie dostaną się do liceum?"

                            A co zrobią po liceum jeżeli ich wiedza jest ogólna, nie mają zbytnich zainteresowań ani chęci? Osobiście wolę w takim przypadku posłać dziecko do zawodówki, zainwestować w dodatkowe kursy i uprawnienia niż na siłę pchać do liceum by zostało nikim.
                            Wymarzona szkoła czy zawód to powinny być marzenia dziecka , a nie moje i to ono powinno dążyć do ich realizacji, a nie ja.

                            • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 10:44
                              makurokurosek napisała:

                              > "A tak w nawiązaniu do ogólnej dyskusji i tego, co pisałaś wcześniej, że nie ma
                              > niczego złego w zawodówce i technikum. Może i nie, ale zauważ, że nie każdy ma
                              > zdolności techniczne, nie każdy planuje swoją przyszłość związać z naukami tec
                              > hnicznymi. Jest masa ludzi, których zainteresowania są czysto humanistyczne, wi
                              > ęc do jakiej zawodówki oni mieliby trafić, jeśli nie dostaną się do liceum?"

                              > A co zrobią po liceum jeżeli ich wiedza jest ogólna, nie mają zbytnich zaintere
                              > sowań ani chęci?

                              Gdzie wyczytałaś, że wiedza jest ogólna i nie mają zainteresowań ani chęci? Napisałam, że nie są zainteresowani naukami ścisłymi, technicznymi. Masa jest takich osób. Wolą na przykład historię, geografię, języki, filozofię, nauki artystyczne i tak dalej. Dla nich niestety nie ma zawodówek, więc jeśli nie dostaną się do żadnego liceum, to pojawia się problem. A nie dostać się mogą z właśnie z powodów, jakie tutaj podała autorka wątku.

                              > Osobiście wolę w takim przypadku posłać dziecko do zawodówki,
                              > zainwestować w dodatkowe kursy i uprawnienia niż na siłę pchać do liceum by zos
                              > tało nikim.

                              Więc dla Ciebie przyszłość to albo studia techniczne albo nic?
                              A co z prawnikami, filologami, nauczycielami, ekonomistami, finansistami, spedytorami, grafikami i tak dalej?

                              > Wymarzona szkoła czy zawód to powinny być marzenia dziecka , a nie moje i to on
                              > o powinno dążyć do ich realizacji, a nie ja.

                              Nikt przecież nie sądzi inaczej i nie o tym pisałam.
                              • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 10:59
                                Dla nich niestety nie ma zawodówek, więc jeśli nie dostaną si
                                > ę do żadnego liceum, to pojawia się problem.

                                Dyskusja nie jest o sytuacji gdzie dziecko nie dostanie się bez pomocy rodzica do żadnego liceum , tylko że nie dostanie się do konkretnego wybranego liceum i pozostanie mu liceum gorsze.
                                Jeżeli ktoś ma problem aby dostać się do jakiegokolwiek liceum, to świadczy to jednak o jego małej wiedzy ogólnej, nie sądzisz ?
                                • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 11:07
                                  > Dyskusja nie jest o sytuacji gdzie dziecko nie dostanie się bez pomocy rodzica
                                  > do żadnego liceum , tylko że nie dostanie się do konkretnego wybranego liceum i
                                  > pozostanie mu liceum gorsze.

                                  Ale przecież o to właśnie chodzi, że on nie chce dostać się do liceum gorszego i tyle osób już tłumaczyło, jakie mogą być tego powodu, że naprawdę nie widzę sensu, bym ja dodatkowo miała je powtarzać.

                                  > Jeżeli ktoś ma problem aby dostać się do jakiegokolwiek liceum, to świadczy to
                                  > jednak o jego małej wiedzy ogólnej, nie sądzisz ?

                                  Nie sądzę. Jeśli ktoś ma duże zdolności i potencjał, ale z jakichś przyczyn (nieistotne czy lenistwo, czy złe towarzystwo, czy czasochłonne hobby) to zawali, bo jego rodzice mają w nosie, co dziecko robi w kwestii nauki, to może się nie dostać także i do przeciętnego liceum. Licea nie są obowiązkowe, to nie jest gimnazjum, że nawet jak Cię nie zechcą w jakimś renomowanym, to rejonówka musi Cię przyjąć.
                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 11:23
                                    > Ale przecież o to właśnie chodzi, że on nie chce dostać się do liceum gorszego
                                    > i tyle osób już tłumaczyło

                                    Jeżeli marzeniem Jasia jest wykonanie jakieś figury na desce czy nauczenie się nie wiem japońskiego czy chińskiego to również mama ma to kontrolować i stać jak strażnik. Nie sądzisz, że dziecko powinno samo dążyć do realizacji swoich marzeń.
                                    • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 12:52
                                      > Jeżeli marzeniem Jasia jest wykonanie jakieś figury na desce czy nauczenie się
                                      > nie wiem japońskiego czy chińskiego to również mama ma to kontrolować i stać ja
                                      > k strażnik.

                                      Nie widzę sensu w porównywaniu takich rzeczy.
                                      Dostanie się do określonej szkoły to jednak poważniejsza sprawa niż nauczenie się hobbystycznie japońskiego. Więc w tym drugim przypadku spokojnie można zdać się na to, co dziecko samo z tym zrobi. Nie nauczy się japońskiego, to trudno. Jego przyszłość nie musi od tego zależeć. Od wyboru szkoły owszem i naprawdę nie rozumiem jak można polemizować z takimi oczywistościami.

                                      > Nie sądzisz, że dziecko powinno samo dążyć do realizacji swoich marzeń.

                                      Owszem, ale często wydaje mu się, że wysiłek, który wkłada w tę realizację całkowicie wystarczy, a nie jest to prawda. On jeszcze tego często sam nie potrafi ocenić, rodzice owszem, bo mają za sobą większe doświadczenie. A kto jeśli nie rodzice jest od tego, by dziecko wspomóc w takich sytuacjach i odpowiednio pchnąć, ukierunkować, wytłumaczyć czy właśnie kontrolować, jeśli jest akurat taka potrzeba?
                                      Nie mówimy o dorosłym facecie, któremu mamusia mówi, że mu czapraczki uszyje wink Chłopak z opowieści to zaledwie 14-latek z burzą myśli w głowie.
                                      • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 22:52
                                        aquarianna napisał(a):
                                        > Dostanie się do określonej szkoły to jednak poważniejsza sprawa niż nauczenie s
                                        > ię hobbystycznie japońskiego.
                                        Ale oprócz tej jednej określonej szkoły spokojnie można mieć ze 2 mniej wymarzone w zapasie. I zwykle nie stanie się straszliwa tragedia jeśli dziecko zamiast do liceum x dostanie się do liceum y.
                                        • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 08:07
                                          można mieć ze 2 mniej wymarzone w zapasie.

                                          Czyzby? A czytałaś post autorki? O tym ile liceów i jakich jest w mieście?
                                          • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 20:32
                                            W mieście są też technika, których nikt nie bierze pod uwagę.
                                        • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 15:41
                                          > Ale oprócz tej jednej określonej szkoły spokojnie można mieć ze 2 mniej wymarzo
                                          > ne w zapasie.

                                          O ile jest taka możliwość. Nie każdy mieszka w Warszawie, gdzie liceów jest na pęczki, nie wszędzie w ogóle jest alternatywa w postaci innego liceum, nie każdy marzy o niczym innym jak dojazdy po parędziesiąt km do szkoły, bo tylko taka mu na przykład zostanie. Pewnie, że plan B zawsze się przydaje, ale dlaczego z góry spoczywać na laurach i zakładać, że nie ma sensu się przemęczać, bo i tak się tam trafi?

                                          > I zwykle nie stanie się straszliwa tragedia jeśli dziecko zamiast
                                          > do liceum x dostanie się do liceum y.

                                          A co to znaczy dla Ciebie tragedia? Pewnie, że życia z tego powodu nie straci, ale skoro ktos wybrał sobie konkretną szkołę, która nie ma swoich odpowiedników w danym mieście (bo np. jest określony profil klasy albo określone koła przedmiotowe albo coś jeszcze innego, nie wiem - wymiany zagraniczne, lepsi nauczyciele, basen, cokolwiek), to dlaczego miałby nie chcieć dopiąć swego?
                                          • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 17:17
                                            > ale skoro ktos wybrał sobie konkretną szkołę, która nie ma swoich odpowiedników
                                            > w danym mieście (bo np. jest określony profil klasy albo określone koła przedm
                                            > iotowe albo coś jeszcze innego, nie wiem - wymiany zagraniczne, lepsi nauczycie
                                            > le, basen, cokolwiek), to dlaczego miałby nie chcieć dopiąć swego?

                                            Dlatego,że to nie chłopak chce tylko jego matka. To nie matka ma dopinać aby syn dostał sie do wybranego przez siebie liceum tylko sam zainteresowany.
                                            Jeżeli synowi spodoba się Kasia i będzie chciał z nią chodzić, to co matka ma dopilnować czy z nią porozmawiał czy czasem dał Kasi kwiatki, albo poszedł z nią do kina.
                                            Sami dążymy do realizacji swoich marzeń, a jeżeli tego nie robimy to najprawdopodobniej nie jest to nasze marzenie.
                                            • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 17:24
                                              A możesz wytłumaczyć to:

                                              jeżeli w czwartej klasie wystarczą jej dwóje to raczej nie zamierzam zmieniać tego poprzez ślęczeniem nad jej lekcjami , ale poprzez odcięcie jej od wszelkich rozrywek i zakupów.

                                              Dlaczego odcinasz ją od zakupów i rozrywek? Czym to się różni od odcięcia od dziewczyny?

                                              • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 18:28
                                                > Dlaczego odcinasz ją od zakupów i rozrywek? Czym to się różni od odcięcia od dz
                                                > iewczyny?

                                                W jakim celu mam inwestować w kogoś , skoro ta inwestycja nie przynosi efektów? Jeżeli moje dziecko będzie wolało zbijać bąki, i byc nierobem to siłą i tak jej do niczego nie zmuszę. W jakim celu mam więc tracić swoje finanse, skoro mogę je lepiej spożytkować, a dziecko cóż przynajmniej dokładnie wie na jaką drogę się decyduje.
                                                • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 19:34
                                                  czyli "niepilnowanie" też niejedną ma twarz ...

                                                  wybacz, ale Twoje "niepilnowanie" kojarzy mi się z szantażem finansowym. Nie wiem czy w ten sposób chciałabym kształtować dojrzałość i odpowiedzialność dziecka.
                                                • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 20:36
                                                  makurokurosek napisała:

                                                  >, a dziecko cóż przynajmniej dokładnie wie na jaką drogę
                                                  > się decyduje.
                                                  Hm, jak pamiętam to mowa jest o 9-10-latce czy mi się zdaje? I twoim zdaniem jedyną alternatywą dla dobrych stopni jest przegrzebywanie śmietników?
                                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 21:30
                                                    Nigdzie nie napisałam, że dla dobrych stopni. Jeżeli będzie miała mierną bo na tyle będzie ją stać, to jak najbardziej to zaakceptuje, jeżeli będzie to mierna wynikająca z lenistwa to nie widzę powodu by fundować jej za to życie w luksusie. Każdy jest kowalem swojego losu, chcesz być głupi to bądź ale na swój rachunek. I pod tym względem zdecydowanie wolę dojrzałość patologi. Dziwne, że dzieci z rodzin patologicznych już w wieku pięciu, sześciu lat są w stanie połączyć pewne skutki z przyczyną, znać wartość pieniądza, znać wartość pracy gdy zakloszonowane dzieci z " normalnych" rodzin nie są w stanie tego pojąć nawet w wieku czternastu lat. Pytanie co bardziej jest patologiczne.
                                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 13:39
                                                    > Dziwne, że dziec
                                                    > i z rodzin patologicznych już w wieku pięciu, sześciu lat są w stanie połączyć
                                                    > pewne skutki z przyczyną, znać wartość pieniądza,

                                                    I zapewne z tego powodu to właśnie takie dzieci najczęściej wkaraczają na ścieżki kryminalne.
                                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 15:35
                                                    Jeszcze coś mi się nasunęło:

                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > jeżeli będzie to mierna
                                                    > wynikająca z lenistwa to nie widzę powodu by fundować jej za to życie w luksus
                                                    > ie.

                                                    Ale w sumie dlaczego? To Twoje dziecko, więc dlaczego żałowałabyś jej takiego poziomu życia, na jakim Wy żyjecie, tylko dlatego, że podjęła decyzję o zaprzestaniu nauki, bo nie jest jej do niczego potrzebna. W wielu innych postach twierdzisz, że nie należy wszczepiać dziecku swoich ambicji, marzeń, planów, tylko pozwolić, by realizowało swoje. A tutaj wychodzi na to, że decyzje dziecka (nie chce mi się uczyć, bo wolę zostać śmieciarzem) chciałabyś "karać" poprzez wstrzymanie środków na rozrywkę czy inne luksusy. Trochę się to nie trzyma kupy wink

                                                    > Każdy jest kowalem swojego losu, chcesz być głupi to bądź ale na swój rachu
                                                    > nek.

                                                    Jak wyżej - dlaczego? W takim razie na Twój rachunek może być jedynie mądra?
                                                    Co to jest, jeśli właśnie nie programowanie dziecka wg własnego schematu?
                                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 20:34
                                                    > Ale w sumie dlaczego? To Twoje dziecko, więc dlaczego żałowałabyś jej takiego p
                                                    > oziomu życia, na jakim Wy żyjecie, tylko dlatego, że podjęła decyzję o zaprzest
                                                    > aniu nauki,

                                                    Nie , żałować lecz umożliwiać życie jakie sobie wybrała, akceptować wybory trudne do zaakceptowania. To tak jakbyś na siłę utrzymywała narkomana czy alkoholika tylko dlatego aby nie żył w gorszych warunkach niż ty, wcześniej czy później to zniszczy zarówno ciebie jak i jego i nikomu szczęścia nie da.

                                                    "> Jak wyżej - dlaczego? W takim razie na Twój rachunek może być jedynie mądra?"

                                                    Nigdzie nie napisałam, że ma być mądra, napisałam że ma być odpowiedzialna za swoje życie, jeżeli jej intelekt nie pozwala na skończenie studiów to niech wybierze zawód który zarówno pozwoli jej się utrzymać jak i da jej satysfakcje. Nie mam dziecka upośledzonego aby nie mogło dążyć do usamodzielnienia się, oczekiwanie natomiast iż rodzic jest od tego aby utrzymywał i ba wręcz tłamsił chęć usamodzielnienia się dziecka jest zwyczajnie patologiczne
                                                  • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 20:46
                                                    Nie wiem na jakim poziomie moje dziecko będzie mogło żyć kiedy dorośnie/skończy studia.

                                                    Ale TERAZ żyje na poziomie całej rodziny, bez względu na wyniki w nauce czy stopien lenistwa. Moim zadaniem jako rodzica nie jest chyba symulacja jego przyszłego życia?

                                                    Nazywaj to jak chcesz, ale wg mnie ewidentnie karzesz dziecko za (ewentualne) leniwe podejście do nauki. I jest to pilnowanie - metodą kija i marchewki.
                                                  • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 20:49
                                                    ps. teoretycznie mogłabym odciąć swojego młodego od rozrywek i zakupów gdyby mi oznajmił , że chce być nauczycielem. Bo wątpię, że z pensji nauczycielskiej będzie je na nie stać. Nawet jeżeli będzie dawał korepetycje smile

                                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 21:41
                                                    Rozumiem, że jeżeli twój młody w wieku 16 lat rzuci szkołę i nie będzie miał ochoty iść do pracy będziesz go utrzymywała do śmierci, wszak dziecko nie może żyć na niższym standardzie niż ty.
                                                  • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 21:47
                                                    Prawo zobowiązuje mnie do utrzymywania dziecka do 18 roku życia lub do czasu ukończenia nauki (ale nie dłużej niż do 26 roku życia)


                                                    I chyba nie rozmawiamy teraz o dorosłych dzieciach????
                                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 22:20
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > Rozumiem, że jeżeli twój młody w wieku 16 lat rzuci szkołę i nie będzie miał oc
                                                    > hoty iść do pracy będziesz go utrzymywała do śmierci, wszak dziecko nie może ży
                                                    > ć na niższym standardzie niż ty.

                                                    Nie wiem, czy to do mnie, bo nie ma cytatu, a drzewko przestało się rozgałęziać.
                                                    Ale odpowiem smile
                                                    Skąd Ci się nagle to utrzymywanie do śmierci wzięło?
                                                    Pomijam już, że musiałabym takiego leniucha utrzymywać do lat 18 i niestety na mnie, jako rodzicu, spoczywałoby do tego czasu przypilnowanie jego obowiązku nauki. Więc nie dałoby się tego po prostu olać.
                                                  • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 23:03
                                                    joa66 napisała:

                                                    > ps. teoretycznie mogłabym odciąć swojego młodego od rozrywek i zakupów gdyby mi
                                                    > oznajmił , że chce być nauczycielem. Bo wątpię, że z pensji nauczycielskiej bę
                                                    > dzie je na nie stać. Nawet jeżeli będzie dawał korepetycje smile
                                                    Ale musiałabyś też pamiętać, żeby nie wymagać od niego dłuższego przebywania w szkole niż 20 godzin tygodniowo
                                                  • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 23:32
                                                    Wtedy to już by musiał skakać przez płot big_grin
                                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 21:12
                                                    > Nie , żałować lecz umożliwiać życie jakie sobie wybrała, akceptować wybory trud
                                                    > ne do zaakceptowania.

                                                    OK, ale z czego wnioskujesz, że ona wybrała życie bez rozrywek i przyjemności?
                                                    Wybrała nauke na poziomie jedynkowo-miernym, a to nie jest tożsame z wyborem życia pozbawionego przyjemności.
                                                    I mówimy o dziecku, a nie dorosłej osobie.

                                                    > To tak jakbyś na siłę utrzymywała narkomana czy alkoholik

                                                    Czekaj, czekaj, to się w końcu zdecyduj, czy akceptujesz wybór córki co do nauki na poziomie miernym czy jest to dla Ciebie nieakceptowalne i porównywalne do alkoholizmu czy narkomanii.

                                                    > "> Jak wyżej - dlaczego? W takim razie na Twój rachunek może być jedynie mą
                                                    > dra?"

                                                    > Nigdzie nie napisałam, że ma być mądra, napisałam że ma być odpowiedzialna za s
                                                    > woje życie,

                                                    No dobrze, więc córka mimo talentów uznaje, że ma w nosie naukę i uważa, że taka właśnie decyzja jest dla niej ważna. Dlaczego nie szanujesz jej decyzji i pozbawiasz jej przyjemności i rozrywek? Innymi słowy robisz to, bo nie spełnia jakichś Twoich oczekiwań.

                                                    > mam dziecka upośledzonego aby nie mogło dążyć do usamodzielnienia się, oczekiw
                                                    > anie natomiast iż rodzic jest od tego aby utrzymywał i ba wręcz tłamsił chęć us
                                                    > amodzielnienia się dziecka jest zwyczajnie patologiczne

                                                    Nie mam pojęcia, co chciałaś tutaj przekazać.
                                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 21:44
                                                    > Wybrała nauke na poziomie jedynkowo-miernym, a to nie jest tożsame z wyborem ży
                                                    > cia pozbawionego przyjemności.

                                                    Znasz kogoś kto jest bez wykształcenia i zarabia dużo pieniędzy?
                                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 22:23
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > > Wybrała nauke na poziomie jedynkowo-miernym, a to nie jest tożsame z wybo
                                                    > rem ży
                                                    > > cia pozbawionego przyjemności.

                                                    > Znasz kogoś kto jest bez wykształcenia i zarabia dużo pieniędzy?

                                                    Ale jak bez wykształcenia? Miałaby przecież. Zawodowe.
                                                    To raz, a dwa, to nie jest odpowiedź na moje pytania.
                                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 23:01
                                                    > Ale jak bez wykształcenia? Miałaby przecież. Zawodowe.
                                                    > To raz, a dwa, to nie jest odpowiedź na moje pytania.

                                                    Po pierwsze nie miałaby wykształcenia zawodowego bo rozmawiamy o lakach w gimnazjum czyli nie ukończyłaby gimnazjum. Może dla ciebie podstawówka jest wykształceniem, dla mnie jednak nie.

                                                    "Zawodowe.
                                                    > To raz, a dwa, to nie jest odpowiedź na moje pytania."

                                                    Nastolatek nie jest osobą upośledzoną i skoro czterolatki z rodzin patologicznych wiedzą, że za chleb trzeba zapłacić, a z nieba kasiorka nie płynie to chyba ta wiedza nie jest zbyt abstrakcyjna dla czternastolatka. Ja rozumiem, że chowasz swoje dzieci w świecie wyidealizowanym, ale żeby aż tak że w wieku czternastu lat nie mają pojęcia że pieniądze nie leżą na ulicy, tylko należy na nie zapracować.
                                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 09.10.12, 09:57
                                                    > Po pierwsze nie miałaby wykształcenia zawodowego bo rozmawiamy o lakach w gimna
                                                    > zjum czyli nie ukończyłaby gimnazjum.

                                                    Ale skąd pomysł, że nie ukończyłaby, skoro obowiązek szkolny jest do 16 roku życia, a nauki do 18? Ukończyłaby na miernych, bo tak by sobie zaplanowała, bo tyle jej wystarczy. A Ty z tego powodu chciałabyś jej obciąć dostęp do przyjemności i rozrywek. Intryguje mnie właśnie ta Twoja konkretna motywacja.

                                                    > Może dla ciebie podstawówka jest wykształceniem, dla mnie jednak nie.

                                                    Pomijając fakt, że nie można skończyć edukacji na szkole podstawowej, to owszem - podstawówka to jest wykształcenie, jak sama nazwa wskazuje, podstawowe.

                                                    > Nastolatek nie jest osobą upośledzoną i skoro czterolatki z rodzin patologiczny
                                                    > ch wiedzą, że za chleb trzeba zapłacić, a z nieba kasiorka nie płynie

                                                    O czym Ty teraz piszesz?

                                                    > ta wiedza nie jest zbyt abstrakcyjna dla czternastolatka. Ja rozumiem, że chow
                                                    > asz swoje dzieci w świecie wyidealizowanym, ale żeby aż tak że w wieku czternas
                                                    > tu lat nie mają pojęcia że pieniądze nie leżą na ulicy, tylko należy na nie zap
                                                    > racować.

                                                    Jak wyżej? Nadal usilnie unikasz odpowiedzi na moje pytania rozmydlając temat.
                                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 09.10.12, 10:22
                                                    > Ale skąd pomysł, że nie ukończyłaby, skoro obowiązek szkolny jest do 16 roku ży
                                                    > cia, a nauki do 18? Ukończyłaby na miernych, bo tak by sobie zaplanowała, bo ty
                                                    > le jej wystarczy.

                                                    Nie spotkałaś się z sytuacją gdzie nastolatkowie kończą swoją edukację na drugiej gimnazjum, czy po skończeniu gimnazjum nie kontynuują nauki.
                                                    Lufa to jedynka, nie wiem jak jest teraz w gimnazjach, ale kiedyś jedynka nie dawała promocji do kolejnej klasy, tak więc nie wiem jakim cudem wychodzi ci że uczeń otrzymujący jedynki kończy zawodówkę.

                                                    "> Pomijając fakt, że nie można skończyć edukacji na szkole podstawowej, to owszem
                                                    > - podstawówka to jest wykształcenie, jak sama nazwa wskazuje, podstawowe."

                                                    Jeżeli nastolatek kończy swoją edukację na drugiej gimnazjum to jak najbardziej ma wykształcenie podstawowe, wybacz ale nie ma czegoś takiego jak wykształcenie niepełne gimnazjalne.


                                                    "> > Nastolatek nie jest osobą upośledzoną i skoro czterolatki z rodzin patolo
                                                    > giczny
                                                    > > ch wiedzą, że za chleb trzeba zapłacić, a z nieba kasiorka nie płynie
                                                    >
                                                    > O czym Ty teraz piszesz?"

                                                    Ja rozumiem, że ty traktujesz swoje dzieci jak upośledzone, może faktycznie takie są więc z góry przepraszam jednak przeciętny czternastolatek wie że pieniądze się zarabia jak również wie że do tego niezbędne jest jakieś wykształcenie i wiedza. tak więc przeciętny czternastolatek potrafi połączyć skutek z przyczyną , brak nauki= brak wykształcenia= brak pracy.
                                                  • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 09.10.12, 10:38
                                                    Z ciekawości- czy jak Twoje dziecko zapragnie studiować pedagogikę to też je odetniesz od kasy?

                                                    Każdy ma swoje metody ale błagam nie mów, że nie "pilnujesz"
                                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 09.10.12, 11:41
                                                    Czy ty umiesz czytać ze zrozumieniem?
                                                    Napisałam jednoznacznie, jeżeli moje dziecko przestanie się uczyć i będzie miało same jedynki w efekcie obleje klasę wówczas odetnę je od kasy.
                                                    Czy według ciebie studenci pedagogiki to nieroby, bezdomni czy też patologia. Rozumiem, że można nie mieć poważania dla tego kierunku, ale żeby aż tak to chyba lekka przesada. Widać co niektórym elitarne szkoły poprzestawiały ostro w głowie,stąd ten brak szacunku do psychologi czy zawodówek
                                                    Rozumiem, że do fryzjera chodzisz do pani profesor, bo mogłabyś się zapewne zarazić patologią od fryzjerki po zwykłej patologicznej zawodówce .
                                                    Rozumiem, że nudzi ci się w domu ,ale żeby sprowadzać tą rozmowę do takich absurdów
                                                  • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 09.10.12, 12:25
                                                    Sorry, ale ty podniosłaś temat odcinania od zakupów, w kontekście przyszłych zarobków dziecka - niech wie wink

                                                    A ponieważ zarobki robotników niewykwalifikowanych niewiele się różnią od zarobków absolwentów pedagogiki, zainteresowałam się jak to widzisz ,wink
                                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 09.10.12, 13:15
                                                    Rozumiem, że wątek przestał budzić zainteresowanie więc na siłę próbujesz go utrzymać poprzez stosowanie absurdów, trochę żałosne
                                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 09.10.12, 13:55
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    > Rozumiem, że wątek przestał budzić zainteresowanie więc na siłę próbujesz go ut
                                                    > rzymać poprzez stosowanie absurdów, trochę żałosne

                                                    Nie wiem, czy nie bardziej żałosne jest unikanie odpowiedzi na proste pytania, bo odpowiedź jednoznacznie wskazałaby, że jesteś niekonsekwentna w swoich poglądach. Ale to nie jest rzadkie w przypadku, gdy poglądy ma się mało elastyczne i skrajnie restrykcyjne.
                                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 09.10.12, 13:51
                                                    > Napisałam jednoznacznie, jeżeli moje dziecko przestanie się uczyć i będzie miał
                                                    > o same jedynki w efekcie obleje klasę wówczas odetnę je od kasy.

                                                    Dlaczego? Może po prostu wybrało taki model życia. Nie uszanujesz jego decyzji?
                                                    A jeśli będzie zaliczać pały, ale na koniec dostanie powyciągane niemiłosiernie mierne, to również odetniesz je od kasy?
                                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 09.10.12, 13:48
                                                    > Nie spotkałaś się z sytuacją gdzie nastolatkowie kończą swoją edukację na drugi
                                                    > ej gimnazjum, czy po skończeniu gimnazjum nie kontynuują nauki.

                                                    Nie, ponieważ jest to karalne, a karę ponoszą rodzice.
                                                    Poszukaj sobie hasła obowiązek szkolny.

                                                    > Lufa to jedynka, nie wiem jak jest teraz w gimnazjach, ale kiedyś jedynka nie d
                                                    > awała promocji do kolejnej klasy, tak więc nie wiem jakim cudem wychodzi ci że
                                                    > uczeń otrzymujący jedynki kończy zawodówkę.

                                                    Pisałam o poziomie jedynkowo-miernym.
                                                    Czyli takim, że szkołę kończy się ledwo-ledwo, ale się kończy.
                                                    I idąc dalej - nie trzeba kończyć zawodówki. Po gimnazjum naukę można kontynuować także w inny sposób, np. przy boku rzemieślnika. To też jest spełnienie obowiązku nauki.

                                                    > Jeżeli nastolatek kończy swoją edukację na drugiej gimnazjum

                                                    Ale nie kończy.

                                                    > Ja rozumiem, że ty traktujesz swoje dzieci jak upośledzone, może faktycznie tak
                                                    > ie są więc z góry przepraszam jednak przeciętny czternastolatek wie że pieniądz
                                                    > e się zarabia jak również wie że do tego niezbędne jest jakieś wykształcenie i
                                                    > wiedza. tak więc przeciętny czternastolatek potrafi połączyć skutek z przyczyną
                                                    > , brak nauki= brak wykształcenia= brak pracy.

                                                    Będę monotematyczna.
                                                    Czy możesz odpowiedzieć na moje wcześniej zadane pytania?
                                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 09.10.12, 14:03
                                                    > > Nie spotkałaś się z sytuacją gdzie nastolatkowie kończą swoją edukację na
                                                    > drugi
                                                    > > ej gimnazjum, czy po skończeniu gimnazjum nie kontynuują nauki.
                                                    >
                                                    > Nie, ponieważ jest to karalne, a karę ponoszą rodzice.
                                                    > Poszukaj sobie hasła obowiązek szkolny.

                                                    Co jest karalne, porzucenie nauki w gimnazjum przez osiemnastolatka.
                                                    Obowiązek szkolny jest do ukończenia osiemnastu lat, gimnazjum kończy się w wieku 16 wystarczą dwie repety w trakcie całej edukacji aby delikwent nie miał obowiązku go kończyć.

                                                    "> I idąc dalej - nie trzeba kończyć zawodówki. Po gimnazjum naukę można kontynuow
                                                    > ać także w inny sposób, np. przy boku rzemieślnika."

                                                    Problem z tym, że rzemieślników jest w obecnej chwili bardzo mało.

                                                    "> > Jeżeli nastolatek kończy swoją edukację na drugiej gimnazjum
                                                    >
                                                    > Ale nie kończy"

                                                    Jak najbardziej może skończyć.

                                                    "> Będę monotematyczna.
                                                    > Czy możesz odpowiedzieć na moje wcześniej zadane pytania?"

                                                    Niejednokrotnie ci na nie odpowiedziałam, jeżeli natomiast nie jesteś w stanie zrozumieć odpowiedzi to wybacz ale prościej się nie da.
                                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 09.10.12, 14:30
                                                    > Co jest karalne, porzucenie nauki w gimnazjum przez osiemnastolatka.

                                                    A skąd Ci się teraz osiemnastolatek wziął w tej dyskusji??

                                                    > Obowiązek szkolny jest do ukończenia osiemnastu lat,

                                                    Szkolny do 16 lat, nauki do 18.

                                                    > gimnazjum kończy się w wie
                                                    > ku 16 wystarczą dwie repety w trakcie całej edukacji aby delikwent nie miał obo
                                                    > wiązku go kończyć.

                                                    No i dobrze - wówczas nie ma problemu. Dzieciak kończy 18 lat, nie uczy się, więc w świetle prawa możesz mieć na niego "wylane". Ale chodzi o okres do tego momentu, więc znów nie rozumiem, po grzyba zmieniasz temat.

                                                    > Jak najbardziej może skończyć.

                                                    Nie, jeśli nie skończył 18 lat.

                                                    > "> Będę monotematyczna.
                                                    > > Czy możesz odpowiedzieć na moje wcześniej zadane pytania?"

                                                    > Niejednokrotnie ci na nie odpowiedziałam, jeżeli natomiast nie jesteś w stanie
                                                    > zrozumieć odpowiedzi to wybacz ale prościej się nie da.

                                                    Nie, nie odpowiedziałaś mi na żadne z pytań z wcześniejszych postów. Przypomnę Ci zbiorczo i wytłuszczę, żebyś znów nie udawała, że nie widzisz big_grin
                                                    Dlaczego nie uszanowałabyś decyzji swojej niepełnoletniej córki, która uznałaby, że wystarczy jej nauka na poziomie jedynkowo-miernym i przepychanie na siłę z klasy do klasy? Brak uszanowania tej decyzji, to nic innego, jak właśnie odcięcie od przyjemności czy rozrywek.
                                                  • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 10.10.12, 20:47
                                                    aquarianna napisał(a):
                                                    > Nie, nie odpowiedziałaś mi na żadne z pytań z wcześniejszych postów. Przypomnę
                                                    > Ci zbiorczo i wytłuszczę, żebyś znów nie udawała, że nie widzisz big_grin
                                                    > Dlaczego nie uszanowałabyś decyzji swojej niepełnoletniej córki, która uznał
                                                    > aby, że wystarczy jej nauka na poziomie jedynkowo-miernym i przepychanie na sił
                                                    > ę z klasy do klasy? Brak uszanowania tej decyzji, to nic innego, jak właśnie od
                                                    > cięcie od przyjemności czy rozrywek.


                                                    Zapewne z tych samych powodów dla których Janka345 założyła wątek.
                                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 10.10.12, 21:06
                                                    jakw napisała:

                                                    > aquarianna napisał(a):
                                                    > > Nie, nie odpowiedziałaś mi na żadne z pytań z wcześniejszych postów. Przy
                                                    > pomnę
                                                    > > Ci zbiorczo i wytłuszczę, żebyś znów nie udawała, że nie widzisz big_grin
                                                    > > Dlaczego nie uszanowałabyś decyzji swojej niepełnoletniej córki, która
                                                    > uznał
                                                    > > aby, że wystarczy jej nauka na poziomie jedynkowo-miernym i przepychanie
                                                    > na sił
                                                    > > ę z klasy do klasy? Brak uszanowania tej decyzji, to nic innego, jak właś
                                                    > nie od
                                                    > > cięcie od przyjemności czy rozrywek.

                                                    >
                                                    > Zapewne z tych samych powodów dla których Janka345 założyła wątek.

                                                    Oczywiście, ale Makurokurosek uparcie twierdziła, że ona nie wnika w decyzje jej córki odnośnie edukacji, bo to są jej decyzje i nie zamierza się wtrącać, pilnować, ani ograniczać jej w żaden sposób. Pytanie było z haczykiem wink
                                                  • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 22:56
                                                    makurokurosek napisała:

                                                    >
                                                    > Znasz kogoś kto jest bez wykształcenia i zarabia dużo pieniędzy?
                                                    Taki jeden co przez płot skoczył...
                                            • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 13:35
                                              makurokurosek napisała:

                                              > > ale skoro ktos wybrał sobie konkretną szkołę, która nie ma swoich odpowie
                                              > dników
                                              > > w danym mieście (bo np. jest określony profil klasy albo określone koła p
                                              > rzedm
                                              > > iotowe albo coś jeszcze innego, nie wiem - wymiany zagraniczne, lepsi nau
                                              > czycie
                                              > > le, basen, cokolwiek), to dlaczego miałby nie chcieć dopiąć swego?

                                              > Dlatego,że to nie chłopak chce tylko jego matka.

                                              Słucham?

                                  • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 22:29
                                    NIe wiem jak gdzie indziej, ale w Wwie liceów o całkiem niskich progach jest całkiem sporo. I jakoś nie ma w tych niskoprogowych liceach nadmiaru tych strasznych profili niehumanistycznych. Kilka techników mniej technicznych też się pewnie znajdzie.
                                • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 11:09
                                  Chyba masz bardzo małe pojęcie o rekrutacji do liceum smile Nie ma nic wspólnego z wiedzą ogólną, małą czy dużą smile

                                  Poza tym pytanie dotyczyło przypilnowania dziecka a nie pomocy w uczeniu, uczeniu się razem z nim itd... Po co stwarzac nowy temat????

                                  • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 11:19
                                    Daleka jestem od sugerowania, że nastolatkom trzeba sprawdzać zeszyty i w ogóle wgłębiac w program nauczania, ale czy należy sprawę olać bo dziecko ma się uczyć odpowiedzialności za swój los?

                                    A gdyby np Wasz nastolatek wydawał całe kieszonkowe i wolne pieniądze na mcdonalda i waga urosłaby mu do 100 kg, to też jego sprawa? W sumie jak dojrzeje może się odchudzić prawda?

                                    W żadną stronę nie nalezy przeginać.
                        • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 22:17
                          Zgodzę się, że trudno mówić o regule. Całkiem prawdopodobne , że nasze doświadczenia sprzeczne nie są - może to kwestia wydziału. Ale te doświadczenia pochodzą sprzed paru ładnych lat, gdy jednak mniejszy odsetek ludzi szedł do liceów, a większy do techników.
                          Jeśli porównasz progi do dobrych techników z progami do nawet średnich liceów to jest to jednak spora różnica. W wynikach matur także. Co oczywiście nie świadczy o tym, że absolwent technikum sobie nie poradzi sobie na studiach.
                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:21
                    Jeszcze jedno matma na polibudzie to całki i różniczki, z matematyki na poziomie szkoły średniej wykorzystuje się więc tylko logarytmy i pochodne.
                    • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 09:43
                      Tylko te całki i różniczki opierają się na materiale, który jest w programie matematyki rozszerzonej - i łatwiej jest to opanować w ciągu kilku miesięcy komuś, kto miał matematykę rozszerzoną na dobrym poziomie w szkole przed maturą niż komuś, kto widzi takie rzeczy 1-szy raz na oczy.
                      • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 09:49
                        i łatwiej jest to opanować w ciągu kilku miesięcy komuś
                        > , kto miał matematykę rozszerzoną na dobrym poziomie w szkole przed maturą niż
                        > komuś, kto widzi takie rzeczy 1-szy raz na oczy.

                        Już za moich lat wprowadzenie do całek było tylko na profilu mat-fiz. Nie demonizujmy całek i różniczek, problem z ich opanowaniem jest taki że absolwenci liceum przyzwyczajeni do kucia sa bardziej systematyczni. Różniczki zupełne opanowałam kilka miesięcy przed wprowadzeniem ich na matmie, ot wymóg fizyki, błędy oblicza się z różniczki zupełnej smile.
                        • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 10:08
                          > Już za moich lat wprowadzenie do całek było tylko na profilu mat-fiz.

                          Za Twoich czyli za jakich? Ja miałam całki i różniczki w klasie o profilu ogólnym.
                          Przełom lat 80/90.

                          • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 10:32
                            Czyli połowa / końcówka lat 90. W obecnej chwili przy tak okrojonym materiale to wcale bym sie nie zdziwiła gdyby nawet profil mat- fiz nie miał wprowadzenia do całek.
                            • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 22:07
                              W tej chwili mat-fiz rzeczywiście chyba nie ma całek. Różniczki, granice itp ma. Ale w technikum to jest chyba tylko matematyka podstawowa, może z jakimiś elementami rozszerzenia. To czasem po prostu może być za mało, żeby nie uwalić kilku kolosów i może jeszcze egzaminu. A na pewno jest za mało, żeby dobrze zdać maturę rozszerzoną - zajrzyj w wyniki matur. Podejrzewam wręcz, że różnica w znajomości matematyki i fizyki między absolwentem zwykłego mat-fizu a absolwentem zwykłego technikum może być większa niż za moich czasów (początek lat 90-tych).
                              • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 12:19
                                Nie wiem jak jest teraz bo ja kończyłam technikum jeszcze za czasów starej matury. Nie wiem, czy w momencie nowej matury powstał odłam matura dla techników, jeżeli nie to tak jak dawniej technika i licea zdają ta samą maturę , czyli muszą przerobić te same działy na tym samym poziomie. za moich czasów matematyka w technikach była na tym samym poziomie, inna matura (okrojona) obejmowała tylko technika gastronomiczne i licea ekonomiczne oraz (rozszerzona) profil mat-fiz
                                • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 20:55
                                  Teraz jest tak, że matura jest dokładnie ta sama dla wszystkich, przy czym nauki do matury na poziomie rozszerzonym technika raczej nie zapewniają - przynajmniej sądząc po tym ile osób do takiej matury podchodzi i jaki wynik osiągają. A wynik matury miewa istotny wpływ na możliwości wyboru kierunku studiów.
                                  Za naszych czasów trzeba było maturę po prostu zdać, a potem można było jeszcze pomyśleć o egzaminie na studia.
                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 21:35
                                    Problem z matematyką w technikach jest taki, że jest to przedmiot który kończy się w ostatniej klasie tak więc nie przysługują fakultety, nie ma również możliwości powtarzania materiału na lekcjach bo w tym czasie przerabia się materiał bieżący. Tak więc maturzysta techników musi powtórzyć materiał z czterech lat we własnym zakresie.
                              • morekac Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 14:55
                                Technika mają od tego roku rozszerzone przedmioty, np. fizykę i matematykę. Różnica powinna się więc zmniejszać.
                                • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 20:58
                                  morekac napisała:

                                  > Technika mają od tego roku rozszerzone przedmioty, np. fizykę i matematykę. Róż
                                  > nica powinna się więc zmniejszać.
                                  Prawdę mówiąc jest to jedna z nielicznych rozsądnych rzeczy w tej całej reformie edukacji.
                                  Ale wyniki będzie można ocenić dopiero za 4 lata. Na razie w technikach do matury przygotowują się po staremu.
                • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:49
                  ,,Czyli według ciebie czternastolatek jest na tyle dojrzały by mieć dziewczynę i panować nad burzą hormonalna która się zbliża, ale jest na tyle głupi i nie dojrzały że nie jest w stanie panować nad własną nauką.''

                  Na to wygląda, że tak właśnie jest....
                • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:56
                  > Nie każda zawodówka to patologia.

                  Mam inne zdanie na ten temat.

                  > Natomiast na polibudach to właśnie studenci p
                  > o liceach chodź-by nie wiem jak elitarnych traktowani są jako patologia.

                  Wybacz, ale bredzisz koszmarnie.

                  > iam cię, że na polibudzie większe szanse ma student po nawet najbardziej patolo
                  > gicznej zawodówce i technikum niż student po elitarnym liceum.

                  Ależ nie musisz mnie o niczym zapewniać, bo tak się niestety składa, że w mojej rodzinie wszyscy jesteśmy po polibudzie, ja na polibudzie dodatkowo pracowałam, więc znam od podszewki te "większe" szanse absolwentów techników.

                  > sobie aby w liceum uczono wytrzymałości materiałów, PKM, czy rysunku techniczne
                  > go.

                  Nie rozbawiaj mnie. Łudzisz się, że tego uczą w technikach w sposób wystarczający?
                  Miałaś kiedyś przed sobą jakieś podręczniki do przedmiotów zawodowych w technikum?

                  > Chłopak po zawodówce tak naprawdę większość kierunków na polibudzie przejdz
                  > ie z palcem w dupie czego nie da się powiedzieć o wycackanych i pilnowanych do
                  > matury absolwentach elitarnych liceów.

                  No pacz pani, jakoś zupełnie inne mam doświadczenia. Począwszy od tego, że najpierw ten chłopak z zawodówki musi się w ogóle na polibudę dostać, a tutaj kiepściutko, oj bardzo kiepściutko.

                  > Powód prosty polibuda to uczelnia techni
                  > czna i dla ludzi po technikum jest to powtórka i poszerzenie materiału,

                  Dziewczyno, Ty piszesz o teorii, o czymś, co faktycznie tak powinno wyglądać i z tym się zgadzam. Ja piszę o realiach. A realia w Polsce są takie, jak wszystko pozostałe. Postawione na głowie. Więc błagam, nie pisz farmazonów o powtórce na studiach materiału z technikum, bo brzuch mnie ze śmiechu boli.

                  > dla absolwentów liceów bardzo często abstrakcja.

                  Dokładnie taka sama, jak dla absolwentów techników.

                  > Matma i fizyka jest na pierwszym roku,

                  Nie tylko. Zależy od wydziału i kierunku.

                  > Czyli według ciebie czternastolatek jest na tyle dojrzały by mieć dziewczynę i
                  > panować nad burzą hormonalna która się zbliża, ale jest na tyle głupi i nie doj
                  > rzały że nie jest w stanie panować nad własną nauką.

                  Normalnie Amerykę odkryłaś. Tu chyba strrrrrasznie dawno kończyłaś swoje własne 14 lat, że nie pamiętasz jak to było.
                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:44
                    > Wybacz, ale bredzisz koszmarnie.

                    Jestem absolwentką polibudy, więc w tym temacie zdecydowanie nie bredzę.

                    "> Nie rozbawiaj mnie. Łudzisz się, że tego uczą w technikach w sposób wystarczają
                    > cy? "

                    Nie napisałam , że w sposób wystarczający. Ale zapewne z powodu elitarności tych liceów na polibudzie wszyscy po liceach musza chodzić na dodatkowe wyrównawcze zajęcia ( nowość od kilku lat) na pierwszy roku, ale ty zapewne o tym wiesz jako pracownik polibudy.

                    "> Dziewczyno, Ty piszesz o teorii, o czymś, co faktycznie tak powinno wyglądać i
                    > z tym się zgadzam."

                    Widać PP jest dupną uczelnią bo niestety to nie teoria ale fakt.

                    "> No pacz pani, jakoś zupełnie inne mam doświadczenia. Począwszy od tego, że najp
                    > ierw ten chłopak z zawodówki musi się w ogóle na polibudę dostać, a tutaj kiepś
                    > ciutko, oj bardzo kiepściutko.

                    To zapewne dlatego na polibudzie są dodatkowe nabory. Nie wiem kiedy pracowałaś na polibudzie ale od dobrych 15 lat polibudy mają deficyt chętnych.

                    > Matma i fizyka jest na pierwszym roku,
                    "> Nie tylko. Zależy od wydziału i kierunku."

                    Tak masz rację na matematyce, matma w różnej formie ciągnie się przez pięć lat, na pozostałych kierunkach kończy się po pierwszym roku.

                    Więc błagam, nie pisz farmazonów o po
                    > wtórce na studiach materiału z technikum, bo brzuch mnie ze śmiechu boli."

                    Kończyłam chemię , większość przedmiotów była dla mnie powtórką poszerzona została tylko chemia organiczna- poszerzona
                    chemia analityczna - poziom technikum
                    chemia nieorganiczna- poziom technikum
                    chemia fizyczna- poszerzona
                    chemia instrumentalna- poziom technikum
                    technologia nieorganiczna- poziom technikum ( poszerzona dla specjalki nieorgana )
                    technologia organiczna - poziom technikum ( poszerzony dla specjalki organa)

                    Przedmioty nowe
                    krystalografia
                    analiza związków organicznych
                    inżynieria chemiczna.

                    Ja to przynajmniej miałam jeszcze coś nowego mój partner który kończył BM nie miał kompletnie nic nowego i zgodnie z tym co mówi projekty były na niższym poziomie niż ten wymagany w technikum .
                    • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:59
                      > Jestem absolwentką polibudy, więc w tym temacie zdecydowanie nie bredzę.

                      W takim razie współczuję uczelni, na której absolwentów liceów traktuje się jak patologię.

                      > Nie napisałam , że w sposób wystarczający. Ale zapewne z powodu elitarności tyc
                      > h liceów na polibudzie wszyscy po liceach musza chodzić na dodatkowe wyrównawcz
                      > e zajęcia ( nowość od kilku lat) na pierwszy roku, ale ty zapewne o tym wiesz j
                      > ako pracownik polibudy.

                      Napisałam, że pracowałam, już nie pracuję.
                      Ale pracuje część rodziny mojego męża.
                      I przyznam, że pierwszy raz słyszę o czymś takim jak zajęcia wyrównawcze dla absolwentów liceów big_grin

                      > Widać PP jest dupną uczelnią bo niestety to nie teoria ale fakt.

                      Najwyraźniej, bo na PG tego nie ma.

                      > To zapewne dlatego na polibudzie są dodatkowe nabory. Nie wiem kiedy pracowałaś
                      > na polibudzie ale od dobrych 15 lat polibudy mają deficyt chętnych.

                      Jasne i w związku z tym przyjmują jak leci, każdego chętnego albo wręcz z łapanki.
                      A pracowałam lat temu - niech pomyślę - 12. Nie przypominam sobie niedosytu studentów. To się pojawiło jakieś kilka lat temu, ale jak wyżej - nie znaczy to, że przyjmą każdego z otwartymi ramionami. A nawet jeśli przyjmą, to niekoniecznie zostawią na kolejne lata.

                      > chemia analityczna - poziom technikum
                      > chemia nieorganiczna- poziom technikum
                      > chemia instrumentalna- poziom technikum
                      > technologia nieorganiczna- poziom technikum ( poszerzona dla specjalki nieorgan
                      > a )
                      > technologia organiczna - poziom technikum ( poszerzony dla specjalki organa)

                      No to wybacz, ale jeśli tak, to najwyraźniej poziom nauki na PP potężnie gruchnął o ziemię, jeśli na studiach uczy się w większości tego, czego w technikach. Bo nie wierzę w cudowne wzbogacenie materiału w szkołach pogimnazjalnych, technicznych. Widzę to zresztą po ludziach (absolwentach techników), którzy przychodzą do nas do pracy.

                      > Ja to przynajmniej miałam jeszcze coś nowego mój partner który kończył BM nie m
                      > iał kompletnie nic nowego i zgodnie z tym co mówi projekty były na niższym poz
                      > iomie niż ten wymagany w technikum .

                      Zatem jak wyżej.
                      • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 09:29
                        > > Jestem absolwentką polibudy, więc w tym temacie zdecydowanie nie bredzę.
                        >
                        > W takim razie współczuję uczelni, na której absolwentów liceów traktuje się jak
                        > patologię.

                        Ha, ha ha ciekawe na jakiej polibudzie traktuje się ich inaczej, może zdradzisz tę tajemnice. Na pocieszenie powiem ci, że na PP gorzej niż o studentach po liceum to się tylko mówi o studentach na AWF. Tekst " jak dla państwa to jest za trudne to jest w Poznaniu uczelnia w której mgr dostaje się za przeniesienie drzwi" jest normą.

                        " > Widać PP jest dupną uczelnią bo niestety to nie teoria ale fakt.
                        >
                        > Najwyraźniej, bo na PG tego nie ma."

                        To bardzo ciekawe bo znam absolwentów tej uczelni.

                        "> A pracowałam lat temu - niech pomyślę - 12. Nie przypominam sobie niedosytu stu
                        > dentów. To się pojawiło jakieś kilka lat temu, ale jak wyżej - nie znaczy to, ż
                        > e przyjmą każdego z otwartymi ramionami. A nawet jeśli przyjmą, to niekonieczni
                        > e zostawią na kolejne lata."

                        Łąpanka jedynie omija informę i architekturę. Na resztę kierunków może dostać się każdy. jak mówiłam dostać się to nie problem, problem to skończyć.
                        Kończyłam polibudę jeszcze jak ty pracowałaś i tendencja o której piszę już była tak więc nie ściemniaj jakoby do dostania się na polibudę wymagane były elitarne licea i gimnazja.

                        "> No to wybacz, ale jeśli tak, to najwyraźniej poziom nauki na PP potężnie gruchn
                        > ął o ziemię, jeśli na studiach uczy się w większości tego, czego w technikach.
                        > Bo nie wierzę w cudowne wzbogacenie materiału w szkołach pogimnazjalnych, techn
                        > icznych. Widzę to zresztą po ludziach (absolwentach techników), którzy przychod
                        > zą do nas do pracy. "

                        Podpowiem ci, że na PG poziom jest ten sam, albo więc kończyłam elitarne technikum ( mało prawdopodobne), albo poziom uczelni technicznych od chwili przyjmowania ludzi po liceach drastycznie spadł.


                        Co do konieczności uczenia się w elitarnych liceach aby dostać się na wymarzone studia. Chłopak z mojej klasy dostał się na farmacje, dla uściślenia w technikach chemicznych nie było biologii. Tak więc chcieć to móc, osobie inteligentnej i dojrzałej nie trzeba mamusinej kontroli, a osoba niesamodzielna nawet na studia przyjdzie z mamusią.
                • canuck_eh Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 14:00
                  makurokurosek, mnie w LO uczono oznaczenia stalismile
          • canuck_eh Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 13:48
            Przeprowadzilabym zmlodym czlowiekiem rozmowe.Wyjasnila ze glupi nie jest bo z klasowek i wiekszych jakis przepytywan ma dobre oceny, len go dopada w przypadku systematycznej codziennej nauki.Wyjasnilabym ze ze slabymi ocenami nie dostanie sie na studia takie jakie chce - pewnikiem szkola Rydzola go przyjmnie, ale co to za uczelnia z jakimi tradycjami?wink
            I jedyne co bym robila to pytala czy jest zadanie domowe i jako zadanie domowe ja rozumiem takze przygotowanie sie do lekcji na dzien nastepny.
            Ja sie czasami zloszcze ze corka nic nie robi, ale cholender nawet sie przyczepic nie moge bo ma bardzo dobre oceny.Praktycznie widze ja jak tylko siedzi nad projektami.
      • annes67 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 09:58
        tak pilnowac, z autopsjii tez wiem ,ze byłam niedopilnowana jako 14 stolatka...i swoim buntem bardzo pragnelam zwrócic uwage rodziców i wszystkich..to normalne. niech dziekuja tobie dzieci za te szlabany choc na to bedzie trzeba czekac.


        mysle ze dobrze postepujesz.
    • stypkaa Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 09:52
      Zawsze tak było czy teraz (jako nastolatkowi) mu się tak zrobiło?
    • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 10:31
      Jestem przeciwna pilnowaniu nastolatka w przypadku gdy sytuacja mimo wszystko jest przez tego nastolatka kontrolowana, wszak to nie małe dziecko kiedyś musi nauczyć się odpowiedzialności. Miałam okazję poznać kilku nastolatków z którymi mamusie uczyły się do matury, bo dziecię może coś pominąć, znam również osobę, której mamusia wybrała się na pogadankę z profesorem gdy dziewczyna oblała egzamin na 2 roku ( nie otrzymała laka tylko miała poprawkę). Trzeba wiedzieć kiedy powiedzieć stop. I dla mnie ten stop powinien być już powiedziany w podstawówce. Rozumiem pilnowanie ucznia klas 1-3, mogę zrozumieć pomoc w nauce czwartoklasisty ale uwazam że pod koniec czwartej klasy to dziecko raczej samo powinno być odpowiedzialne za swoje oceny, ale może jeszcze zmienię zdanie. wszystko przede mną smile
      • mamusia1999 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 11:23
        zgadzam sie. nie pilnowac. a wgole mozna pilnowac? pypcia bym dostala jak bym miala byc na biezaco z programem 2 dzieci.

        8latkowi (3kl) w tym temacie umowe ze smileyami. umowa jest o tyle ...bilateralna, ze za jej niedogodnosci wlasnie jest wynagradzany.

        ale 14latek, ktory do klasowek sie uczy i tu ma sukcesy, generalnie zasady zna, tylko sie burzy. niech sie poburzy w koncu na wlasny rachunek.

        dla przypomnienia mozna mu np. "na teraz" pokazac swiadectwo i czy ono wystarcza do wybranej szkoly. jesli wystarcza nie ma tematu, jesli nie, wie co ma zrobic.to juz super jesli mu na tej szkole zalezy.

        mozna mu np. podsunac odmiane w metodach nauki, ze np. ostatnie 20min przed snem sa niesamowicie efektywne, na przeczytanie ostatniej lekcji np. (potwierdzone badaniami), powtorzenie slowek . a juz najlepiej jak sobie "wyskandowac" na glos, chodzac rytmicznie po pokoju. rozwiazac zadanie z nowego zagadnienia fizycznego. albo zrobic mind map na ostatni temat. albo liste abc. albo wziac dwie rozne listy abc i na sile wymyslac asocjacje miedzy pozycjami z obu list. bo codzienne "kucie" moze sie czlowiekowi znudzic, trzeba sobie zafundowac odmiane. potem przed klasowa wyciaga ta tworczosc i ma konspekty z glowy.
        • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 11:30
          > dla przypomnienia mozna mu np. "na teraz" pokazac swiadectwo i czy ono wystarcz
          > a do wybranej szkoly. jesli wystarcza nie ma tematu, jesli nie, wie co ma zrobi
          > c.

          No więc wie, ale nic nie robi. Olewasz to? Nie zależy Ci na przyszłości własnego dziecka? Naprawdę takie wybory pozostawiasz w rękach nastolatka, który ma jeszcze fiubździu w głowie? To nie jest dorosły człowiek, który potrafi realnie potrafi ocenić sytuację i podjąć decyzję. A sytuacja nie jest taka, że jeśli się zrobi błąd, to można go naprawić.
          • mamusia1999 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 12:32
            co ja poradze, ze moja Mloda(akt. 13) sie uczy odkad nie pilnuje (9? 10?). tylko nagradzam za efekty. a Mlody (8) ma umowe "ramowke" na wdrozenie pewnych przyzwyczajen i wypelnia ja tym lepiej (w lepszym nastroju np.) im bardziej ja sie usuwam w cien.
            • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 13:35
              mamusia1999 napisała:

              > co ja poradze, ze moja Mloda(akt. 13) sie uczy odkad nie pilnuje (9? 10?). tylk
              > o nagradzam za efekty.

              Nic nie musisz "poradzać". Najwyraźniej Ty nie masz takich problemów, więc Ty nie musisz pilnować. Pyta jednak osoba, która takie problemy ma i uważa, że olanie ich, pozostawienie dzieciaka samemu sobie mogłoby przynieść opłakane efekty w postaci odrzucenia podania do liceum.
              Nie każdy uczy się, bo motywuje go nagroda za efekty. Są dzieciaki, które to po prostu olewają, przyjmując wersję "minimum", bo im się wydaje, że to spokojnie wystarczy. A potem, za parę lat zdziwka, że jednak nie wystarczy, ale już za późno na refleksje. Kto jest winien? Dziecko czy rodzic?

              > a Mlody (8) ma umowe "ramowke" na wdrozenie pewnych przy
              > zwyczajen i wypelnia ja tym lepiej (w lepszym nastroju np.) im bardziej ja sie
              > usuwam w cien.

              No i super. Ja starszych muszę pilnować (nie we wszystkich kwestiach, bo np. matma, fizyka, chemia i angielski wprawdzie wchodzą im same, ale też czasem wolą PS3 niż przygotować się do sprawdzianu) i od czasu do czasu dokręcić śrubę, przypomnieć zasady "gry", poględzić, podziamgolić, pogonić do nauki. Ale młodszego już nie muszę, bo widzę to po efektach. Nie wiem jednak, jak będzie, gdy podrośnie i też uzna, że trója to całkiem dobra ocena smile
              Dzięki mojemu piłowaniu, starsi dostali się bez większych problemów do bardzo dobrego gimnazjum. Mogłam olać, uznać podobnie jak oni, że średnia 4.0 wystarczy, by żyć wink Przy czym wylądowaliby wówczas w patologicznej rejonówce, bez nikłych szans na cokolwiek innego.
          • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 14:07
            Jeżeli czternastolatek nie jest na tyle odpowiedzialny by samodzielnie się uczyć tym bardziej nie jest na tyle dorosły by mieć dziewczynę. Jeżeli nie ufamy nastolatkowi co to jego dojrzałości w kwestii samodzielnej nauki to jak można mu zaufać w kwestii odpowiedzialności w stosunku do seksu. Trochę to śmieszne siedzieć i pilnować czternastolatka czy ma odrobione lekcje a jednocześnie lekką ręką podchodzić do jego ewentualnego życia seksualnego. Sądzisz, że niechciane dziecko nie wpłynie na jego przyszłość?
            • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 14:50
              makurokurosek napisała:

              > Jeżeli czternastolatek nie jest na tyle odpowiedzialny by samodzielnie się uczy
              > ć tym bardziej nie jest na tyle dorosły by mieć dziewczynę.

              To wg Ciebie dziewczynę w wieku 14 lat ma się po to, by uprawiać z nią seks??

              > Jeżeli nie ufamy na
              > stolatkowi co to jego dojrzałości w kwestii samodzielnej nauki to jak można mu
              > zaufać w kwestii odpowiedzialności w stosunku do seksu.

              A można? Nie wiem, może Ty ufasz. Ja nie, więc nie zostawiam 14-latków samym sobom jeśli chodzi o takie sprawy.

              > Trochę to śmieszne sied
              > zieć i pilnować czternastolatka czy ma odrobione lekcje

              Nie widzę w tym niczego śmiesznego. Nie wiem w jakim wieku masz dzieci, ale sądzę, że dopiero zaczynasz przygodę z macierzyństwem, więc pogadamy za kilkanaście lat smile

              > a jednocześnie lekką rę
              > ką podchodzić do jego ewentualnego życia seksualnego. Sądzisz, że niechciane dz
              > iecko nie wpłynie na jego przyszłość?

              Ja pierdziulę, o czym Ty teraz piszesz i skąd Ci ten seks nagle wyskoczył jak królik z kapelusza?
              • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 21:14
                "> To wg Ciebie dziewczynę w wieku 14 lat ma się po to, by uprawiać z nią seks??"
                Nie mam pojęcia po co się ma dziewczynę/chłopaka w tym wieku.

                Ciąża u piętnastolatki zdarzała się i 20 lat temu, gdy niewielu czternastolatków mogło pochwalić się drugą połówką, a w obecnej chwili jakby obniżył się wiek inicjacji.

                "> Nie widzę w tym niczego śmiesznego. Nie wiem w jakim wieku masz dzieci, ale sąd
                > zę, że dopiero zaczynasz przygodę z macierzyństwem, więc pogadamy za kilkanaści
                > e lat smile"

                Młoda chodzi do drugiej klasy. I tak śmieszne jest jednoczesne robienie z czternastolatka absztyfikanta i małego chłopczyka którego cały czas trzeba kontrolować.
                • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:09
                  > Ciąża u piętnastolatki zdarzała się i 20 lat temu, gdy niewielu czternastolatkó
                  > w mogło pochwalić się drugą połówką, a w obecnej chwili jakby obniżył się wiek
                  > inicjacji.

                  No i co w związku z tym? Masa 14-latków albo i młodszych nastolatków ma swoje sympatie. Czy to znaczy, że normą jest seks w tym wieku? Pacnij się w głowę, pliiis smile

                  > Młoda chodzi do drugiej klasy.

                  To poczekaj do gimnazjum i wtedy możemy porozmawiać.

                  > I tak śmieszne jest jednoczesne robienie z czter
                  > nastolatka absztyfikanta i małego chłopczyka którego cały czas trzeba kontrolow
                  > ać.

                  Wybacz, ale jednak kompletnie nie rozumiesz o co chodzi, więc nie podejmuję się tego tłumaczyć bardziej dobitnie, tym bardziej, że sama autorka wyjaśniła, co konkretnie miała na myśli.
            • jagabaga92 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 14:57
              czy w dzisiejszych czasach dziewczyna (jako "druga połówka") = seks??? Mam nadzieję, że tylko w Twoim wyobrażaniu...
            • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 15:53
              Nieeeee, o niechcianą ciążę nie boję się w ogóle (na razie). On jest na etapie przeżywania przez 3 dni lekkiego cmoknięcia w policzek smile
              Ja bym jego nauki nie łączyła z odpowiedzialnością. On w wielu sferach życia jest bardzo odpowiedzialny - można mu zostawić pod opieką dziecko, zwierzę (jest wolontariuszem), osobę starszą zlecić załatwienie jakichś spraw itp. Niesystematyczność w szkole jest przejawem lenistwa nie braku odpowiedzialności chyba.
        • jotde3 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 11:53
          mamusia1999 napisała:
          > zgadzam sie. nie pilnowac. a wgole mozna pilnowac? pypcia bym dostala jak bym m
          > iala byc na biezaco z programem 2 dzieci.

          raczej " drzesz morde " gonisz to nauki i "nedzisz " jak wyniki nie takie , tak sie pilnuje podrostów a nie za raczke trzyma .
      • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 11:24
        > uwazam że pod koniec czwartej klasy to dziecko raczej samo powinno by
        > ć odpowiedzialne za swoje oceny,

        Oczywiście i może powiedzieć, że wystarczają mu same dwóje (choć spokojnie stać go na dużo więcej). Rozumiem, że przyklaśniesz uznając, że to przecież jego decyzja?
        A czy dajesz dziecku tę samą swobodę, jeśli chodzi o proporcje czasu nauki do czasu na własne zajęcia? No bo w końcu kiedy ma się nauczyć odpowiedzialności? smile
        • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 14:22
          Póki co mam siedmiolatkę, w drugiej klasie i powoli zaczynam odsuwać się od jej nauki. Jeżeli w czwartej klasie wystarczą jej dwóje to raczej nie zamierzam zmieniać tego poprzez ślęczeniem nad jej lekcjami , ale poprzez odcięcie jej od wszelkich rozrywek i zakupów. Wszak skoro wybiera drogę śmieciarza to powinna się już do niej przygotować.
          • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 14:53
            > Jeżeli w czwartej klasie wystarczą jej dwóje to raczej nie zamierzam zm
            > ieniać tego poprzez ślęczeniem nad jej lekcjami , ale poprzez odcięcie jej od w
            > szelkich rozrywek i zakupów.

            Łał, brawo, w końcu zrozumiałaś o co mniej więcej chodzi.
            Nikt nie proponuje ślęczenia nad lekcjami 14-latka, tylko o pilnowanie go w taki czy inny sposób. Także poprzez ograniczanie przywilejów.
            Ale idąc Twoim tokiem myślenia powinnaś po prostu olać i nie zabraniać jej niczego. Skoro wystarczą jej dwóje, to niech wystarczą. Kiedy dziecko ma się nauczyć odpowiedzialności, jeśli nie teraz? suspicious
            • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 21:19
              Najwidoczniej albo nie doczytałaś albo trudno idzie ci czytanie ze zrozumieniem. W poprzedniej wypowiedzi napisałam
              "Jestem przeciwna pilnowaniu nastolatka w przypadku gdy sytuacja mimo wszystko jest przez tego nastolatka kontrolowana".
              Jak dla mnie same dwóje to nie jest kontrola ale brak kontroli nad sytuacja
              • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:11
                > "Jestem przeciwna pilnowaniu nastolatka w przypadku gdy sytuacja mimo wszystko
                > jest przez tego nastolatka kontrolowana".

                A czy taka jest sytuacja syna autorki?
                To chyba nie ja mam problemy ze zrozumieniem uncertain

                > Jak dla mnie same dwóje to nie jest kontrola ale brak kontroli nad sytuacja.

                No brawo!
                • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:27
                  Syn autorki nie ma samych dwój, to że się nie uczy systematycznie nie oznacza że ma same laki.
                  • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:03
                    makurokurosek napisała:

                    > Syn autorki nie ma samych dwój, to że się nie uczy systematycznie nie oznacza ż
                    > e ma same laki.

                    jak nie pilnuję - pojawiają się jedyny na całej linii nawet z lubianych przedmiotów
                    jedynki są nie z klasówek a materiału bieżącego, z ostatniej lekcji.
                • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:49
                  Ja zrozumiałam, że delikwent jednak nie ma samych pał. Pały ma co najwyżej za prace domowe, a z klasówek dostaje dobre stopnie. Zagrożony pewnie nie bywa, prawdopodobnie z jego punktu widzenia sytuacja jest pod kontrolą.
                  • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:02
                    jakw napisała:

                    > Ja zrozumiałam, że delikwent jednak nie ma samych pał. Pały ma co najwyżej za p
                    > race domowe, a z klasówek dostaje dobre stopnie. Zagrożony pewnie nie bywa, pra
                    > wdopodobnie z jego punktu widzenia sytuacja jest pod kontrolą.
                    Tak, on uważa, że kiedyś w niejasnej przyszłości wszystko cudem poprawi, bo przecież oceny ze sprawdzianów ważniejsze niż z odpytywania. Tylko jak się tych luf z bieżącego materiału nagromadzi, to nawet 5 z klasówki nie pomoże mieć przyzwoitej oceny na semestr (a te się liczą)
                    • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 23:03
                      Zapewne nie wszystkie przedmioty liczą się tak samo. Sama średnia liczy się w stopniu znacznie mniejszym. A całkiem sporo można zyskać na egzaminie gimnazjalnym.
          • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:14
            makurokurosek napisała:

            > Jeżeli w czwartej klasie wystarczą jej dwóje to raczej nie zamierzam zm
            > ieniać tego poprzez ślęczeniem nad jej lekcjami , ale poprzez odcięcie jej od w
            > szelkich rozrywek i zakupów. Wszak skoro wybiera drogę śmieciarza to powinna si
            > ę już do niej przygotować.
            Ale dlaczego uważasz, że osoba zajmująca się utylizacją odpadów nie ma żadnych rozrywek i nie robi zakupów?
            • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:38
              Egzemplarze która córka miała okazję obserwować jak najbardziej miały rozrywkę i jak najbardziej robili zakupy w pobliskim sklepie monopolowym, ale ich specyficzny zapach jakoś nie przypadł jej do gustu.
              • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 09:45
                Ale ona poznała tylko wycinek tej branży. A na śmieciach to podobno można robić niezłą kasę.
                • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 09:54
                  Wystarczy zająć się odzyskiem metali szlachetnych z np części komputerowych i faktycznie można robić niezłą kasę, ale do tego jednak potrzebna jest wiedza osoba która jej nie ma zbieractwem raczej zarabia tylko na chleb i trunki.
          • jotde3 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 08:52
            makurokurosek napisała:

            > Póki co mam siedmiolatkę, w drugiej klasie i powoli zaczynam odsuwać się od jej
            > nauki. Jeżeli w czwartej klasie wystarczą jej dwóje to raczej nie zamierzam zm
            > ieniać tego poprzez ślęczeniem nad jej lekcjami , ale poprzez odcięcie jej od w
            > szelkich rozrywek i zakupów.

            i bardzo słusznie , to jest właśnie pilnowanie .
    • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 11:12
      > Więc pilnowalibyście uczenia się na codzień, czy nie?

      Tak i dokładnie tak robię, bo też mam w domu dwa 14-letnie egzemplarze - zdolne, ale leniwe do bólu i nie pojmujące, że oceny też są ważne, żeby się dostać do liceum. Parę razy miałam ochotę olać i odpuścić, ale uznałam, że jeszcze za młode i za głupie, żeby się takich rzeczy na własnych błędach uczyć. "Takich rzeczy", czyli nie dostania się do dobrej szkoły. Niestety, takiego błędu nie da się już naprawić.
      • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 14:17
        robitussin napisał:

        > > Więc pilnowalibyście uczenia się na codzień, czy nie?
        >
        > Tak i dokładnie tak robię, bo też mam w domu dwa 14-letnie egzemplarze - zdolne
        > , ale leniwe do bólu i nie pojmujące, że oceny też są ważne, żeby się dostać do
        > liceum."

        Ale twoje dzieci są właśnie produktem twojego stosunku do ich edukacji. Nie nauczyłaś ich - że warto się uczyć, nauczyłaś je - że ich edukacja jest osobistym projektem matki, za który tylko matka jest odpowiedzialna, więc samemu nie warto się w niego angażować.
        Ja się nie dziwię, że musisz "pilnować" 14-latków, aby się uczyły, bo im się po prostu nie chce, nie mają wewnętrznej motywacji - ciekawe, dlaczego?
        A w liceum - co będzie? Wiesz, ile jest roboty przed maturą? Nie wiem, jak ty to ogarniesz big_grin
        • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 14:59
          > Ale twoje dzieci są właśnie produktem twojego stosunku do ich edukacji. Nie nau
          > czyłaś ich - że warto się uczyć, nauczyłaś je - że ich edukacja jest osobistym
          > projektem matki, za który tylko matka jest odpowiedzialna, więc samemu nie war
          > to się w niego angażować.

          Wybacz za dosadność, ale dobrze się czujesz? smile

          > Ja się nie dziwię, że musisz "pilnować" 14-latków, aby się uczyły, bo im się p
          > o prostu nie chce, nie mają wewnętrznej motywacji - ciekawe, dlaczego?

          Bo są jeszcze dziećmi, bo mają miliard ciekawszych rzeczy do robienia niż ślęczenie nad lekcjami? Ty nie miałaś? Zatem wyrazy współczucia, jeśli w wieku 14 lat szczytem szczęścia było dla Ciebie wrócić ze szkoły i zabrać się za naukę.

          > A w liceum - co będzie? Wiesz, ile jest roboty przed maturą? Nie wiem, jak ty t
          > o ogarniesz big_grin

          Sami ogarną, nie bój żaby. W przeciwieństwie do Ciebie znam siebie i swoje dzieci.
          I z góry dziękuję za kolejne durnowate psychoanalizy naszej rodziny smile
          • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 15:11
            > > A w liceum - co będzie? Wiesz, ile jest roboty przed maturą? Nie wiem, ja
            > k ty t
            > > o ogarniesz big_grin
            >
            > Sami ogarną, nie bój żaby. W przeciwieństwie do Ciebie znam siebie i swoje dzie
            > ci.
            > I z góry dziękuję za kolejne durnowate psychoanalizy naszej rodziny smile"

            Bardzo możliwe - że nie ogarną.
            Moje dzieci kończyły bardzo dobre ogólniaki, do których też oczywiście trafiały dzieciaki 'pilnowane" od zawsze przez nadopiekuńcze mamuśki. Późniejsze kariery tych dzieciaków są żałosne, a frustracje mamusiek groteskowe.

            • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 17:20
              > Bardzo możliwe - że nie ogarną.
              > Moje dzieci kończyły bardzo dobre ogólniaki,
              > do których też oczywiście trafiały
              > dzieciaki 'pilnowane" od zawsze przez nadopiekuńcze mamuśki. Późniejsze karier
              > y tych dzieciaków są żałosne, a frustracje mamusiek groteskowe.

              Leczysz może jakieś ukryte kompleksy? smile Bo coraz bardziej skłonna jestem przypuszczać, że przez takie durnowate dowartościowywanie się usiłujesz zepchnąć w podświadomość własne frustracje związane z wychowaniem dzieci.
              Prosiłam - oszczędź swoich żałosnych psychoanaliz, bo raczej nikogo to tutaj nie interesuje, a mnie już na pewno.
              • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 18:29
                > Leczysz może jakieś ukryte kompleksy? smile Bo coraz bardziej skłonna jestem przyp
                > uszczać, że przez takie durnowate dowartościowywanie się usiłujesz zepchnąć w p
                > odświadomość własne frustracje związane z wychowaniem dzieci.
                > Prosiłam - oszczędź swoich żałosnych psychoanaliz, bo raczej nikogo to tutaj ni
                > e interesuje, a mnie już na pewno."

                Z poziomu twojej agresji wnioskuję, że raczej ty masz jakieś problemy.
                Moje dzieci są już "wychowane' - nigdy nie musiałam ich "pilnować w nauce".
                Syn skończył z wyróżnieniem studia na UW i świetnie odnalazł się w biznesie, córka - tegoroczna maturzystka - wylądowała na wymarzonym kierunku, więc sorry - ale nie nie jesteś dla mnie autorytetem big_grin
                • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:14
                  > Z poziomu twojej agresji wnioskuję, że raczej ty masz jakieś problemy.

                  Głównie z takimi głupio-mądrymi osobami jak ty.

                  > Moje dzieci są już "wychowane' - nigdy nie musiałam ich "pilnować w nauce".

                  Świetnie i co w związku z tym?

                  > Syn skończył z wyróżnieniem studia na UW i świetnie odnalazł się w biznesie, có
                  > rka - tegoroczna maturzystka - wylądowała na wymarzonym kierunku

                  No JP, a kogo to obchodzi??

                  > więc sorry - ale nie nie jesteś dla mnie autorytetem big_grin

                  Masz coś z głową? Bo nawet przez chwilę nie aspirowałam do tego, by być twoim autorytetem.
                  • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:54
                    Wydaje mi się, ze to ty ty masz coś z głową, bo tak na zdrowy rozum - zdrowe dzieci same się troszczą o swój rozwój, chyba że przeszkadzają im w tym toksyczne matki big_grin
                    • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:27
                      menodo napisała:

                      > zdrowe dzieci same się troszczą o swój rozwój

                      OJP, czegoś takiego nie wymyśliłaby sama lipcowa.
              • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 21:27
                Tak z czystej ciekawości w jakim wieku według ciebie odpowiedzialność za naukę należy pozostawić dziecku ?
                • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:18
                  makurokurosek napisała:

                  > Tak z czystej ciekawości w jakim wieku według ciebie odpowiedzialność za naukę
                  > należy pozostawić dziecku ?

                  Napisałam wyżej - taki okres, gdzie dziecko samo dobrze wie, na czym mu faktycznie zależy i co powinno w związku z tym robić, nadchodzi przeważnie w okresie licealnym. Wtedy mniej więcej, gdy dojrzewa się psychicznie i emocjonalnie.
                  Wiek gimnazjalny to najbardziej porypany czas w okresie dorastania, więc teksty, że 14-latek powinien być na tyle świadomy, że można go zostawić samemu sobie w kwestii nauki i związanej z tym jego przyszłości, świadczą o tym, że albo ktoś ma krótką pamięć, albo nie miał jeszcze do czynienia z gimnazjalistą albo po prostu ma bardziej dojrzałe psychicznie dziecko.
                  • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:24
                    robitussin napisał:

                    > więc teksty
                    > , że 14-latek powinien być na tyle świadomy, że można go zostawić samemu sobie
                    > w kwestii nauki i związanej z tym jego przyszłości, świadczą o tym, że albo kto
                    > ś ma krótką pamięć, albo nie miał jeszcze do czynienia z gimnazjalistą albo po
                    > prostu ma bardziej dojrzałe psychicznie dziecko.
                    Hm, moja 15-latka dojrzała psychicznie to na pewno nie jest. Ale ja jej lekcjami nie zajmują się od lat wielu.
                    • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:08
                      > Hm, moja 15-latka dojrzała psychicznie to na pewno nie jest. Ale ja jej lekcjam
                      > i nie zajmują się od lat wielu.

                      Więc najwyraźniej JEST wystarczająco dojrzała psychicznie, że nie trzeba jej pilnować, bo sama siebie pilnuje.
                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:35
                    > Napisałam wyżej - taki okres, gdzie dziecko samo dobrze wie, na czym mu faktycz
                    > nie zależy i co powinno w związku z tym robić

                    Co zrobisz jeżeli w klasie maturalnej twoje dziecko nadal nie dojrzeje do samodzielnej nauki, będziesz z nim razem studiowała ?

                    " Wiek gimnazjalny to najbardziej porypany czas w okresie dorastania, więc teksty
                    > , że 14-latek"

                    Czyli czternastolatka nie można pozostawić z nauką samego sobie bo zrobi coś głupiego, ale zdecydowanie nie ma problemu by zostawiać go z dziewczyną bo tu mamy pewność że niczego głupiego nie zrobi.

                    "14-latek powinien być na tyle świadomy, że można go zostawić samemu sobie
                    > w kwestii nauki i związanej z tym jego przyszłości, świadczą o tym, że albo kto
                    > ś ma krótką pamięć, albo nie miał jeszcze do czynienia z gimnazjalistą albo po
                    > prostu ma bardziej dojrzałe psychicznie dziecko."

                    Widać ja jak i moje rodzeństwo wbrew moim dotychczasowym opinią byliśmy bardzo dojrzali jak na swój wiek, łał mogę się pocieszyć bo dzieciaki mojego rodzeństwa również wykazują tą samą cechę więc mogę mieć nadzieję, że i moje dziecko będzie wyjątkowo dojrzałe i w wieku 14 lat będzie świadome tego że uczy sie dla siebie, a nie dla i z mamusią.

                    • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:44
                      ,,Widać ja jak i moje rodzeństwo wbrew moim dotychczasowym opinią byliśmy bardzo dojrzali jak na swój wiek, łał mogę się pocieszyć bo dzieciaki mojego rodzeństwa również wykazują tą samą cechę więc mogę mieć nadzieję, że i moje dziecko będzie wyjątkowo dojrzałe i w wieku 14 lat będzie świadome tego że uczy sie dla siebie, a nie dla i z mamusią. ''

                      No proszę cię, gdzie ja napisałam, że miałabym się z nim uczyć? Za nic w świecie!!! by mi się nie chciało. Mi chodzi o nadzór a nie uczenie się z nastolatkiem.

                      I napisałam już wcześniej, że on jest w róznych sferach życia bardzo dojrzały i odpowiedzialny. Nie obawiam się zostawić go sam na sam z dziewczyną. On po prostu jest leniwy i nie chce mu się uczyć, choć ma dość sprecyzowane plany na przyszłość.
                      • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:19
                        > No proszę cię, gdzie ja napisałam, że miałabym się z nim uczyć?

                        Nie musiałaś. Tu na potrzeby dyskusji przynajmniej kilka dyżurnych besserwisserów dorobi taką cacy teorię, że pozostanie Ci tylko udowadnianie, że nie jesteś wielbłądem wink

                        R.
                      • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 10:37
                        " On po prostu jest leniwy i nie chce mu się uczyć, choć ma dość sprecyzowane plany na przyszłość."

                        To jest jego plan i jego marzenia więc to on powinien dążyć do realizacji swoich marzeń a nie ty. Jeżeli będzie chciał mieć prawko/ jeździć konno/być programistą to też będziesz go pilnowała czy aby na pewno coś robi w tym temacie?
                        Nie dostanie się do tego liceum, dostanie się do innego, ale bogatszy o doświadczenie że nic samo nie przychodzi . Gdy przyjdzie do wyboru studiów, sam będzie wiedział że musi to czy tamto podciągnąć aby dostać się nie na przeciętne studia ale te na których mu zależy i sam to zrobi.
                    • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:16
                      > Co zrobisz jeżeli w klasie maturalnej twoje dziecko nadal nie dojrzeje do samod
                      > zielnej nauki, będziesz z nim razem studiowała ?

                      Będę się tym martwić za 5 lat.
                      Chociaż jakoś dziwnym trafem nie mam obaw, że w ogóle będę mieć takie zmartwienia.
                      Ludzie z reguły dojrzewają, wiesz? I mało kiedy zdarzają się od tego wyjątki.

                      > Czyli czternastolatka nie można pozostawić z nauką samego sobie bo zrobi coś gł
                      > upiego, ale zdecydowanie nie ma problemu by zostawiać go z dziewczyną bo tu mam
                      > y pewność że niczego głupiego nie zrobi.

                      Widocznie TEGO 14-latka tak. Nie rozumiem, coś się tak uparła, że jak 14-latek ma lekki stosunek do nauki, to równie lekki może mieć do wszystkich innych aspektów życia? To nie jest tożsame. Naprawdę zapomniałaś już jak to jest w tym wieku, że taki dziwaczne pytania zadajesz?
                      Abstrahując już od tego, że właśnie dlatego można go zostawić samego z dziewczyną, że on jeszcze o seksie nie myśli.

                      > Widać ja jak i moje rodzeństwo wbrew moim dotychczasowym opinią byliśmy bardzo
                      > dojrzali jak na swój wiek,

                      Szkoda, że z wiekiem Ci to zanikło.
                      Opinią ... lol, z polskiego chyba jednak za mało Cię pilnowali.

                      > łał mogę się pocieszyć bo dzieciaki mojego rodzeństw
                      > a również wykazują tą samą cechę więc mogę mieć nadzieję, że i moje dziecko będ
                      > zie wyjątkowo dojrzałe i w wieku 14 lat będzie świadome tego że uczy sie dla si
                      > ebie, a nie dla i z mamusią.

                      Nikt tu nie pisał o nauce dla mamusi i z mamusią. Więc albo polemizujesz z tym, co zostało faktycznie napisane, ale gadaj sama ze sobą.
                      • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 10:42
                        > Ludzie z reguły dojrzewają, wiesz? I mało kiedy zdarzają się od tego wyjątki.

                        To na pewno z tej dojrzałości, biorą się ludzie którzy przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji biegną na konsultacje do mamusi.

                        "> Widocznie TEGO 14-latka tak. Nie rozumiem, coś się tak uparła, że jak 14-latek
                        > ma lekki stosunek do nauki, to równie lekki może mieć do wszystkich innych aspe
                        > któw życia?

                        Seks to często decyzja pod wpływem chwili impulsu, nie zawsze jest czas na zastanowienie się, nauka ciągnie się latami czasu na zastanowienie się jest full, przeciętny nastolatek kilka razy wciągu roku jest w stanie przeanalizować swoje postępy i cele.
                        Jeżeli jesteś pewna, że czternastolatek jest super dojrzały i świetnie panuje nad hormonami to znaczy, że jest tym bardziej dojrzały do samodzielnej nauki.
                      • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 23:49
                        robitussin napisał:
                        > Abstrahując już od tego, że właśnie dlatego można go zostawić samego z dziewczy
                        > ną, że on jeszcze o seksie nie myśli.
                        Nie wiadomo czy nie myśli. To mama myśli, że on nie myśli.
                  • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:23
                    no aspirujaca bidulko - ciśnij te swoje dzieciaki; może załapią się na te kierunki, które uważasz za prestizowesmile
                    • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:35
                      menodo napisała:

                      > no aspirujaca bidulko - ciśnij te swoje dzieciaki; może załapią się na te kieru
                      > nki, które uważasz za prestizowesmile

                      Może i twoje dzieci pokończyły szkoły z wyróżnieniem, ale co z tego, jeśli matkę nadal mają buraczaną.
                      • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:48
                        Weź się ogaranij kobieto, może znajdź sobie jakieś hobby ?
                        • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 00:04
                          menodo napisała:

                          > Weź się ogaranij kobieto, może znajdź sobie jakieś hobby ?

                          Look who's talking!
                          Czy to ja się do ciebie przyczepiłam??
                          Odwal się po prostu, tak będzie najlepiej.
            • jotde3 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 08:58
              menodo napisała:
              > dzieciaki 'pilnowane" od zawsze przez nadopiekuńcze mamuśki. Późniejsze karier
              > y tych dzieciaków są żałosne, a frustracje mamusiek groteskowe.

              a jakie by były gdyby nie były pilnowane ?wink
        • jotde3 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 08:51
          menodo napisała:
          > A w liceum - co będzie? Wiesz, ile jest roboty przed maturą? Nie wiem, jak ty t
          > o ogarniesz big_grin

          ty nie rozumiesz , niemal każde w koncu załapie , problem w tym że niektóre dzieci łapią póżniej odpowiedzialność za własny los i wcale przez to nie są gorsze , mają dłuzszy rozwój . wiesz jakie mają najkrutszy - dzieci ulicy z rodzin patologiczych , szybko potrafią sie o siebie zatroszczyć i czy przez to osiągają wiecej ? oczywiście nie należy popaść w żadną skrajnośc .
          ja sie wziełem do roboty dopiero koło 20 .
      • mama303 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 21:43
        Dla Ciebie tak bardzo ważne sa oceny i wyniki nauki Twoich dzieci że dla nich samych juz nie muszą. smile Czyli moga sobie pozwolic na lenistwo, mama i tak dopilnuje.
        • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:25
          mama303 napisała:

          > Dla Ciebie tak bardzo ważne sa oceny i wyniki nauki Twoich dzieci że dla nich s
          > amych juz nie muszą. smile Czyli moga sobie pozwolic na lenistwo, mama i tak dopi
          > lnuje.

          Ot i kolejna psychoanalityczka od siedmiu boleści uncertain
      • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:17
        Po czym takie leniwe do bólu egzemplarze trafiają do jakiegoś wypasionego liceum, w którym trzeba po prostu zapieprzać i pilnujesz ich do matury, albo i dłużej.
        • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:32
          jakw napisała:

          > Po czym takie leniwe do bólu egzemplarze trafiają do jakiegoś wypasionego liceu
          > m, w którym trzeba po prostu zapieprzać i pilnujesz ich do matury, albo i dłuże
          > j.

          No skoro masz takie osobiste doświadczenia, to serdecznie współczuję.
          Ja nie mam powodów, by wątpić, że moje dzieci, jak większość osób na świecie, po prostu dojrzeje w wieku, w którym się to zazwyczaj odbywa i w związku z tym zmieni się im percepcja rzeczywistości. Jak dotąd nie odbiegają w swoim zachowaniu, reakcjach, psychice od innych nastolatków w ich wieku, więc nie rozumiem po co takie głupie uwagi?
          Twoje (i nie tylko zresztą Twoje) teksty przypominają mi teksty różnych pie...iętych mamusiek o tym, jak to pieluchowanie 3-latków sprawi, że te nigdy nie nauczą się samodzielności w wypróżnianiu, a spanie niemowlaka z rodzicami spowoduje, że ten nigdy już nie nauczy się spać sam. Dokładnie ta sama moc "argumentów".
          • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 09:53
            robitussin napisał:

            > No skoro masz takie osobiste doświadczenia, to serdecznie współczuję.
            Nie mam, ale jeśli twoje dziecię jeszcze nie dojrzeje to możesz mieć problem. Zwłaszcza jeśli okaże się, że wyniki liceum wynikają głównie z pracy na korepetycjach.

            > Ja nie mam powodów, by wątpić, że moje dzieci, jak większość osób na świecie, p
            > o prostu dojrzeje w wieku, w którym się to zazwyczaj odbywa
            A w jakim wieku się to odbywa? Są jakieś badania? Osobiście podejrzewam, że nie - w przeciwieństwie do zdejmowania pieluch,
            > Jak dotąd nie odbiegają w swoim zachowan
            > iu, reakcjach, psychice od innych nastolatków w ich wieku, więc nie rozumiem po
            > co takie głupie uwagi?
            Bo znam całkiem sporo nastolatków, którym nie trzeba było wszystkiego odcinać, nie mają nie wiadomo jakich ocen, a swoje cele realizują.

            > Twoje (i nie tylko zresztą Twoje) teksty przypominają mi teksty różnych pie...i
            > ętych mamusiek o tym, jak to pieluchowanie 3-latków sprawi, że te nigdy nie nau
            > czą się samodzielności w wypróżnianiu, a spanie niemowlaka z rodzicami spowoduj
            > e, że ten nigdy już nie nauczy się spać sam. Dokładnie ta sama moc "argumentów"
            Akurat moje dzieci nie były odpieluchowywane w wieku 1 roku, z rodzicami spały całkiem długo, a starsza jakoś sama odrabia lekcje.
            • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 10:38
              > A w jakim wieku się to odbywa? Są jakieś badania?

              W jakim wieku dojrzewa człowiek można się dowiedzieć na lekcjach biologii smile
              Zazwyczaj każdy mniej więcej w tym samym, z tolerancją do 2-3 lat w obie strony.
              W końcu nie bez kozery wiek 18 lat określono jako wiek osiągnięcia pełnoletności ze względu na ukończone dojrzewanie płciowe, psychiczne i emocjonalne. Oczywiście można polemizować, dla mnie 18 latek też często miewa siano w głowie. Ale z drugiej strony patrząc po sobie, mnie się diametralnie punkt widzenia świata zmienił dopiero w II klasie szkoły średniej. Do końca podstawówki i na początku liceum to była burza hormonów, miotanie się między dzieciństwem a dorosłością. Pamiętam jednak, że na własnej skórze wyczułam ten moment, gdy zaczęłam inaczej rozumieć otaczającą mnie rzeczywistość. Mniej więcej wtedy zaczęłam się normalnie dogadywać z moją mamą smile I wtedy zaczęło się podejmowanie bardziej samodzielnych i rozważnych decyzji. Chyba każdy to przeżywał i chyba większość właśnie w tym samym mniej więcej wieku.

              > Bo znam całkiem sporo nastolatków, którym nie trzeba było wszystkiego odcinać,
              > nie mają nie wiadomo jakich ocen, a swoje cele realizują.

              Pewnie, że jest mnóstwo takich osób tylko o czym to miałoby świadczyć? Nie wszyscy są identyczni. Każdy dojrzewa w swoim tempie i staje się rozsądny, rozważny w innym wieku, ale generalnie meta przypada raczej na okres licealny, lata 16-18, a nie na lata 13-15.

              > Akurat moje dzieci nie były odpieluchowywane w wieku 1 roku, z rodzicami spały
              > całkiem długo, a starsza jakoś sama odrabia lekcje.

              Ale znów jak wyżej - o czym to miałoby świadczyć? Każdy jest inny.
              Szczerze mówiąc nie znam ani z reala, ani nawet z opowieści, osób, które pilnując nauki dziecka w podstawówce lub gimnazjum, odrabiały potem lekcje z maturzystą czy wręcz ze studentem. Więc albo to urban legend na potrzeby dyskusji, albo jeśli takie osoby faktycznie istnieją, to są to po prostu dziwaczne wyjątki. A jeśli tak, to nie rozumiem, dlaczego to rozszerzać na wszystkie matki, które są zdania, że ich gimnazjalistów należy jeszcze mimo wszystko przypilnować, bo jeszcze nie są na tyle rozsądni, by można ich było zostawić bez kontroli.
              • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 11:22
                "Szczerze mówiąc nie znam ani z reala, ani nawet z opowieści, osób, które pilnuj
                > ąc nauki dziecka w podstawówce lub gimnazjum, odrabiały potem lekcje z maturzys
                > tą czy wręcz ze studentem. "

                W liceach moich dzieci nie były to rzadkie przypadki. Na przykład matki, ciotki i sąsiadki zaangażowane w pisanie wypracowań dla humanistkibig_grin Albo rodzice dyskutujący na zebraniach, czy jakieś zadanie na klasówce obejmowało zagadnienia przerabiane na lekcji, czy nie...

                A pochodna tego zjawiska to brak zainteresowań poznawczych u młodzieży - i to tej całkiem dobrze uczącej się. W bardzo dobrych ogólniakach takim osobom jest bardzo ciężko, bo nawet jeśli mamusie dopilnują, aby miały dobre stopnie - to i tak czują się gorsze od tych, którzy mają dużą wiedzę, pasje, potrafią samodzielnie myśleć i nie boją się, co powie mama po wywiadówcesmile

                • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 11:24
                  Ale droga od zaganiania młodzieńca do lekcji do takiego angażowania jest daleka.smile
                  • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 12:38
                    Ale droga od zaganiania młodzieńca do lekcji do takiego angażowania jest daleka
                    > .smile

                    Czy ja wiem, czy taka daleka?
                    Ja broń boże nie twierdzę, że nastolatka należy zostawić samemu sobie - sama na innym forum wiele razy słyszałam, że jestem nadopiekuńcza big_grin, natomiast wszystko się we mnie gotuje, kiedy słyszę, że gimnazjalistów trzeba pilnować, gonić, stawiać szlabany na dziewczyny itd.- bo to jedyna droga, aby zdobyli dobre wykształcenie.
                    I potem idzie taki zagoniony młodzian do liceum, a matka w klasie maturalnej robi mu szlaban na internet i na esemesy - żeby nie zajmował się głupotami tylko realizował rodzinny plan pt. medycyna. No i nie dopilnowała chłopaka - nie dostał sięsad
                    • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 13:02
                      > Ja broń boże nie twierdzę, że nastolatka należy zostawić samemu sobie

                      To może między tym, co piszą inni, a z czym się nie zgadzasz oraz tym, co co wyżej napisałaś wystarczy znaleźć złoty środek i wszyscy będą szczęśliwi smile

                      > innym forum wiele razy słyszałam, że jestem nadopiekuńcza big_grin, natomiast wszyst
                      > ko się we mnie gotuje, kiedy słyszę, że gimnazjalistów trzeba pilnować, gonić,
                      > stawiać szlabany na dziewczyny itd.- bo to jedyna droga, aby zdobyli dobre wyks
                      > ztałcenie.

                      Nie jedyna. Ale czasem widocznie tak trzeba, jeśli widać wyraźnie, że się sytuacja wymyka spod kontroli.

                      > I potem idzie taki zagoniony młodzian do liceum, a matka w klasie maturalnej r
                      > obi mu szlaban na internet i na esemesy - żeby nie zajmował się głupotami

                      Nie rozumiem, dlaczego uparcie zakładasz, że to się ciągnie aż do liceum. Na moje oko największe problemy tego typu są właśnie w gimnazjum. W podstawówce jeszcze nie, bo nauka stosunkowo prosta, dzieci nie obciążone burzą hormonalną, więc wszystko raczej wchodzi szybko i łatwo. W liceum już nie, bo każdy przyzwyczajony do galopu i z reguły młódź dojrzewa na tyle, że sama już wie, czego chce od życia i jak należy do realizować. Ale właśnie w gimnazjum jest ten najgorszy moment. Zmiana otoczenia, nauki więcej, niż w podstawówce, hormony szaleją, więc trudno się dziwić, że właśnie wtedy na dzieciaki trzeba mieć większe baczenie.
                      • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 14:19

                        > Nie rozumiem, dlaczego uparcie zakładasz, że to się ciągnie aż do liceum."

                        Bywa, że się ciągnie przez całe życiesmile
                        Nawet w tym wątku jakaś mamusia napisała, że gdyby nie ona - jej dzieci chodziłyby do jakiegoś słabego gimnazjum. Czyli zaczęło się w podstawówce, teraz jest projekt pt. liceum, a w liceum - czegoś tak poważnego jak matura nie wolno w sposób niekontrolowany powierzać licealistom; to są jednak bardzo młodzi ludzie, często nieodpowiedzialni, no i ta burza hormonalna też nie u wszystkich przechodzi, więc jak najbardziej pilnowanie jest wskazane big_grin
                        • jotde3 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 14:23
                          menodo napisała:

                          >
                          > > Nie rozumiem, dlaczego uparcie zakładasz, że to się ciągnie aż do liceum.
                          > "
                          >
                          > Bywa, że się ciągnie przez całe życiesmile

                          bywa że podcierać tyłek trzeba przez całe życie , wiekszość jednak samodzielnieje i dzieki wcześniejszej opiece zachodzi dalej .
                          • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 14:40
                            wiekszość jednak samodzielnie
                            > je i dzieki wcześniejszej opiece zachodzi dalej . "

                            Dzięki mądrej opiece - na pewno. Ale częścią tej opieki powinno być usamodzielnianie dzieci i nauka odpowiedzialności za siebie.
                            • jotde3 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 14:43
                              menodo napisała:

                              > wiekszość jednak samodzielnie
                              > > je i dzieki wcześniejszej opiece zachodzi dalej . "
                              >
                              > Dzięki mądrej opiece - na pewno. Ale częścią tej opieki powinno być usamodzieln
                              > ianie dzieci i nauka odpowiedzialności za siebie.

                              temu przecież nikt nie przeczy .
                            • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 15:13
                              > Dzięki mądrej opiece - na pewno. Ale częścią tej opieki powinno być usamodzieln
                              > ianie dzieci i nauka odpowiedzialności za siebie.

                              Owszem, ale dlaczego uparcie nie chcesz czy nie potrafisz zrozumieć, że wszystko w swoim czasie i w zależności od dziecka?
                              I porównując już do tego podcierania pupy - jedne dzieci uczą się załatwiać samodzielnie w wieku roku, inne w wieku lat 2, a inne jeszcze później. Są nawet 4-latki biegające w pieluchach. Czy jednak ktokolwiek zna dziecko (zdrowe), które idzie do szkoły i nadal nie potrafi zapanować nad własnymi zwieraczami, bo miało nadopiekuńczą mamę?
                              • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 00:16
                                aquarianna napisał(a):
                                > Czy jednak ktokolwiek zna dziecko (zdrowe), które
                                > idzie do szkoły i nadal nie potrafi zapanować nad własnymi zwieraczami, bo mia
                                > ło nadopiekuńczą mamę?
                                Ja nie znam. Za to obawiam się, że istnieje nie tak mało osób w wieku pomaturalnym, za które odpowiedzialni są mamusia z tatusiem
                        • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 15:09
                          > Bywa, że się ciągnie przez całe życiesmile

                          No bywa, nawet reklamy o tym robią smile
                          Przy czym to nie jest norma. A Ty robisz z tego gigantyczny problem, jakby to już faktycznie było coraz bardziej pospolite zjawisko. Chyba jednak nie jest, skoro nie słyszy się o tym aż tak często, jak na przykład o masowych korepetycjach ze wszystkich przedmiotów w klasach maturalnych.

                          > Nawet w tym wątku jakaś mamusia napisała, że gdyby nie ona - jej dzieci chodził
                          > yby do jakiegoś słabego gimnazjum.

                          Ale znów to samo - porównujesz ucznia podstawówki czy gimnazjum do licealisty i wydaje Ci się (dlaczego? na jakiej podstawie?), że to jest tożsame. Nie jest.

                          > Czyli zaczęło się w podstawówce, teraz jest
                          > projekt pt. liceum, a w liceum - czegoś tak poważnego jak matura nie wolno w s
                          > posób niekontrolowany powierzać licealistom;

                          Jak wyżej. Podaj choć jeden sensowny powód, dla którego miałoby się to tak skończyć?
                          Szczerze mówiąc mało mnie przekonują Twoje osobiste doświadczenia z paroma matkami w liceum Twoich dzieci, bo to są incydenty. To nie jest problem masowy, to jest problem jednostkowy, marginalny.

                          > to są jednak bardzo młodzi ludzie
                          > , często nieodpowiedzialni, no i ta burza hormonalna też nie u wszystkich przec
                          > hodzi,

                          I pewnie skoro nie przechodzi, to mamy do czynienia z tymi paroma osobami, o których pisałaś. A których mnie niestety (a może i stety raczej) nie dane było poznać w życiu realnym.

                          • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 00:24
                            Masowe korepetycje ze wszystkiego w klasach maturalnych mogą być jak najbardziej objawem tego, że uczeń 18-letni nie raczył jeszcze przejąć odpowiedzialności za swoją naukę. I ani on, ani jego rodzice nie wierzą zapewne w to, że sam uczeń jest w stanie po prostu zebrać się w sobie, usiąść na pewnej części ciała i pouczyć się do matury. Oczywiście korepetycje te mogą być też skutkiem złapania dużej ilości pał - także wskutek niedojrzałości owego 18-latka do wzięcia odpowiedzialności za swoją naukę.
                            • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 16:11
                              jakw napisała:

                              > Masowe korepetycje ze wszystkiego w klasach maturalnych mogą być jak najbardzie
                              > j objawem tego, że uczeń 18-letni nie raczył jeszcze przejąć odpowiedzialności
                              > za swoją naukę.

                              Ależ bynajmniej, to sami uczniowie załatwiają sobie takie korepetycje, na zasadzie rywalizacji, kto będzie miał lepsze stopnie. Albo kogo stać na to, żeby takie korepetycje w ogóle mieć, takie ustalanie hierarchii. Rodzice tylko płacą. Nie wiem, może to jakiś rodzaj mody, może to dotyczy tylko niektórych szkół, ale na ten temat czytałam zdaje się ze dwa lata temu artykuł, gdzie wypowiadali się różni nauczyciele z różnych miast.

                              > Oczywiście korepetycje te mogą być też skutkiem złapania
                              > dużej ilości pał - także wskutek niedojrzałości owego 18-latka do wzięcia odpow
                              > iedzialności za swoją naukę.

                              Ale to nie ten schemat. Tu chodziło o to, że niemal całe klasy chodzą na takie zajęcia, niezależnie od tego, czy ktoś się dobrze uczy czy nie. Innymi słowy branie korków jest w tzw. dobrym tonie.
                              Swoją drogą dlaczego uważasz, że ktoś, kto nałapie dużą ilość pał jest niedojrzały, by wziąć odpowiedzialność za swoją naukę? Może jest po prostu mniej zdolny. Ba! Może w ogóle nie jest zdolny, więc nauka idzie mu gorzej, materiał przyswaja później i z większym trudem, co nijak nie znaczy, że nie jest odpowiedzialny.
                              • morekac Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 19:18
                                Albo kogo stać na to, żeby takie korepetycje w ogóle mieć, takie ustalanie hierarchii. Rodzice tylko płacą. Nie wiem, może to jakiś rodzaj mody, może to dotyczy tylko niektórych szkół, ale na ten temat czytałam zdaje się ze dwa lata temu artykuł, gdzie wypowiadali się różni nauczyciele z różnych miast.

                                A czy wypowiadali się uczniowie? Może to po prostu sposób na zaprzęgnięcie się do systematycznego powtarzania i pracy, sposób na zmniejszenie stresu ?
                              • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 21:10
                                aquarianna napisał(a):

                                > Ależ bynajmniej, to sami uczniowie załatwiają sobie takie korepetycje, na zasad
                                > zie rywalizacji, kto będzie miał lepsze stopnie. Albo kogo stać na to, żeby tak
                                > ie korepetycje w ogóle mieć, takie ustalanie hierarchii. Rodzice tylko płacą.
                                > Nie wiem, może to jakiś rodzaj mody, może to dotyczy tylko niektórych szkół, ale
                                > na ten temat czytałam zdaje się ze dwa lata temu artykuł, gdzie wypowiadali si
                                > ę różni nauczyciele z różnych miast.
                                A może zastanów się czy to jest wogóle prawda. Jestem w stanie uwierzyć w to, że cała klasa chodzi na korki z 1 przedmiotu bo ma kiepskiego nauczyciela. Jestem w stanie uwierzyć w to, że ktoś chodzi na korki ze wszystkiego, bo ma jakieś straszne zaległości. Ale w to, że wszyscy chodzą na korki ze wszystkiego bo taka moda, a rodzice pokornie "tylko płacą" - to w to nie uwierzę. Zastanawiałaś się ile takie korki ze wszystkiego kosztowałyby? Już nie mówiąc o tym, że korepetytorów by chyba zabrakło wink
                                >


                                > Swoją drogą dlaczego uważasz, że ktoś, kto nałapie dużą ilość pał jest niedojrz
                                > ały, by wziąć odpowiedzialność za swoją naukę? Może jest po prostu mniej zdolny
                                > . Ba! Może w ogóle nie jest zdolny, więc nauka idzie mu gorzej, materiał przysw
                                > aja później i z większym trudem, co nijak nie znaczy, że nie jest odpowiedzialny.
                                A skąd taki łapiący pały wziął się w tym liceum czy też innej szkole o zbyt wysokich dla niego wymaganiach? Do dostania się był wystarczająco zdolny , a potem tak całkiem zgłupiał?
                                • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 21:15
                                  A skąd taki łapiący pały wziął się w tym liceum czy też innej szkole o zbyt wysokich dla niego wymaganiach? Do dostania się był wystarczająco zdolny , a potem tak całkiem zgłupiał?



                                  Nie żartuj smile Przecież wszyscy wiemy, że niektóre licea tak motywują ..

                                  A o modzie na korepetycje w liceum (z przedmiotów maturalnych) też wiele razy słyszałam
                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 21:56
                                    >
                                    > Nie żartuj smile Przecież wszyscy wiemy, że niektóre licea tak motywują ..

                                    Ani za swojej młodości, ani na studiach nie spotkałam się z osobami które chodziły by do szkół motywujących w ten sposób

                                    "> A o modzie na korepetycje w liceum (z przedmiotów maturalnych) też wiele razy s
                                    > łyszałam"

                                    Moda na angielski czy naukę czytania od kołyski również jest co nie oznacza, że wszyscy jej ulegają, ba w swoim środowisku nie poznałam nikogo kto by jej uległa, a jest przecież o tym tak głośno.
                                    • morekac Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 22:06
                                      Ani za swojej młodości, ani na studiach nie spotkałam się z osobami które chodz
                                      > iły by do szkół motywujących w ten sposób
                                      Wiesz, nikt nie lubi traumatycznych wspomnień... wink
                                    • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 22:14

                                      > Ani za swojej młodości, ani na studiach nie spotkałam się z osobami które chodz
                                      > iły by do szkół motywujących w ten sposób


                                      No i..... to oznacza, ze takich szkół nie ma? (o poszczególnych nauczycielach nie wspominając)

                                      A co do korepetycji.... to nie wiem o co ci chodzi...zaprzeczasz, że istnieje olbrzymi rynek korepetycji maturalnych?
                                  • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 22:32
                                    joa66 napisała:

                                    > A skąd taki łapiący pały wziął się w tym liceum czy też innej szkole o zbyt
                                    > wysokich dla niego wymaganiach? Do dostania się był wystarczająco zdolny , a po
                                    > tem tak całkiem zgłupiał?
                                    >
                                    >

                                    >
                                    > Nie żartuj smile Przecież wszyscy wiemy, że niektóre licea tak motywują ..
                                    A branie korków w takich liceach pomaga? ;-/ Poza tym Aquarianna wysunęła hipotezę, że taki nieszczęśnik może być po prostu niezdolny , ale ja sądzę, że skoro dostał się do jakiegoś liceum to był wystarczająco zdolny. Może nawet zbyt zdolny w stosunku do swojego lenistwa,roztrzepania czy nieodpowiedzialności.

                                    > A o modzie na korepetycje w liceum (z przedmiotów maturalnych) też wiele razy s
                                    > łyszałam
                                    Jestem w stanie uwierzyć, że w całej klasie niemal każdy uczeń bierze jakieś korki. Ostatecznie jestem w stanie uwierzyć także w to, że młodzież przygotowywująca się do matury bierze korki z przedmiotów maturalnych lub uczęszcza na jakieś kursy przygotowawcze z tych przedmiotów.
                                    Ale w to, że młodzież masowo bierze korki ze wszystkiego, bo taka moda, a rodzice "tylko płacą" na to niemałą kasę uwierzyć mi trudno. Choćby dlatego, że rodziców w swej masie nie byłoby na to stać. Albo Aquarianna coś przekręca (bo czytała dość dawno i nie pamięta dokładnie) ,albo dziennikarz musiał napisać artykuł nt jakiejś patologii związanej z edukacją i trochę pozmyślał lub coś poprzekręcał.
                                    • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 13:51
                                      > A branie korków w takich liceach pomaga? ;-/ Poza tym Aquarianna wysunęła hipot
                                      > ezę, że taki nieszczęśnik może być po prostu niezdolny , ale ja sądzę, że skor
                                      > o dostał się do jakiegoś liceum to był wystarczająco zdolny.

                                      No był, ale widocznie starczyło mu tej zdolności tylko na przejście przez próg liceum, a potem okazało się, że to za mało. I dlatego łapie dwóje. Naprawdę nie znasz takich przypadków? Nie tylko w liceach, ale i na studiach.

                                      Ale w to, że młodzież masowo bierze korki ze wszystkiego, bo taka moda,

                                      Ze wszystkiego, co jest potrzebne na maturze albo na studiach. To był skrót myślowy, ale sądziłam, że zrozumiały, skoro chodzi o klasę maturalną smile

                                      > Choćby dlatego, że rodziców w swej masie nie byłoby na to stać.

                                      Albowiem? Tutaj też obowiązuje z góry narzucony schemat kwoty otrzymywanego wynagrodzenia i wszyscy idą wg kreski? smile

                                      • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 21:09
                                        aquarianna napisał(a):
                                        >
                                        > > Choćby dlatego, że rodziców w swej masie nie byłoby na to stać.
                                        >
                                        > Albowiem? Tutaj też obowiązuje z góry narzucony schemat kwoty otrzymywanego wyn
                                        > agrodzenia i wszyscy idą wg kreski? smile
                                        Rozkład zarobków jest taki jaki jest. I nie zmienisz tego swoimi zaklęciami. Owszem, jedni zarabiają mnóstwo kasy, inni w okolicach minimalnej płacy, a większość w okolicach średniej krajowej.I nikt nie jest taki skłonny do wywalania z 1000 złotych na miesiąc (albo i więcej) przez choćby pół roku tylko dlatego, że taka jest moda w szkole. Gdybym miała tyle kasy na zbyciu to przede wszystkim sobie kupiłabym jakiś modny gadżet wink
                                • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 13:45
                                  > A może zastanów się czy to jest wogóle prawda.

                                  Ależ zastanawiam się i też trudno mi w to uwierzyć (ale artykuł był faktem, a nie fikcją - pretensje do dziennikarza, jeśli coś ubarwił). Dokładnie tak samo, jak trudno mi uwierzyć w mamuśki masowo ślęczące z maturzystami przy lekcjach czy chodzące na uczelnię z awanturami, że synek dostała lacza z kolokwium.

                                  > Ale w to, że wszyscy chodzą na korki ze wszystkiego bo tak
                                  > a moda, a rodzice pokornie "tylko płacą" - to w to nie uwierzę.

                                  No widzisz, a ja nie wierzę w to, co opisałam wyżej, choć usiłujecie wmówić, że to norma w przypadku wszystkich osób, które wtrącają się w edukację dzieci w gimnazjum smile

                                  > Zastanawiałaś się ile takie korki ze wszystkiego kosztowałyby?

                                  No i właśnie o to ponoć chodzi, by się pokazać.

                                  > Już nie mówiąc o tym, że korepetytorów by chyba zabrakło wink

                                  Żartujesz?

                                  > A skąd taki łapiący pały wziął się w tym liceum czy też innej szkole o zbyt wys
                                  > okich dla niego wymaganiach? Do dostania się był wystarczająco zdolny , a potem
                                  > tak całkiem zgłupiał?

                                  A to takie niebywałe jest??
                                  • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 21:24
                                    aquarianna napisał(a):

                                    > Ależ zastanawiam się i też trudno mi w to uwierzyć (ale artykuł był faktem, a n
                                    > ie fikcją - pretensje do dziennikarza, jeśli coś ubarwił).
                                    Znając dziennikarzy to po prostu musiał napisać coś o patologiach w edukacji ;-0
                                    Więc całkiem możliwe, że ubarwił.

                                    > > Zastanawiałaś się ile takie korki ze wszystkiego kosztowałyby?
                                    > No i właśnie o to ponoć chodzi, by się pokazać.
                                    Szczerze? Korki to mają słabą moc bajerowania. W przeciwieństwie do wielu innych gadżetów.
                                    I na pewno wyciąganie od rodziców kasy na takie bajery przez dorosłego lub prawie dorosłego człowieka nie świadczyłoby o jego dojrzałości.


                                    > > Już nie mówiąc o tym, że korepetytorów by chyba zabrakło wink
                                    >
                                    > Żartujesz?
                                    Nie żartuję. Załóżmy,że w jakiejś niezbyt wielkiej miejscowości bez ośrodków naukowych (a zatem i studentów wink) jest liceum z 4 klasami po 25 osób. I wszyscy biorą korki z matematyki. Ile godzin lekcji tygodniowo jest w stanie mieć 1 korepetytor? Góra 50 , ale w ten sposób długo nie pociągnie. Więc wcale nie jestem pewna czy w takiej miejscowości znalazłaby się odpowiednia liczba osób do udzielania tych korków.

                                    > > A skąd taki łapiący pały wziął się w tym liceum czy też innej szkole o zb
                                    > yt wys
                                    > > okich dla niego wymaganiach? Do dostania się był wystarczająco zdolny , a
                                    > potem
                                    > > tak całkiem zgłupiał?
                                    >
                                    > A to takie niebywałe jest??
                                    Ale co niebywałe jest? To że zgłupiał czy to że np. nie odrabia prac domowych i łapie za to pały czy może jeszcze co innego?
                      • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 00:12
                        aquarianna napisał(a):
                        > Nie rozumiem, dlaczego uparcie zakładasz, że to się ciągnie aż do liceum.
                        Zakłada bo się z tym osobiście spotkała.
                        >W podstawówce jesz
                        > cze nie, bo nauka stosunkowo prosta, dzieci nie obciążone burzą hormonalną, wię
                        > c wszystko raczej wchodzi szybko i łatwo.
                        Uwierzyłabym gdybym nie chodziła na wywiadówki w podstawówce. Uwierz mi, że i w podstawówce istnieją tacy rodzice. Przy czym nie chodziło o uczniów niezłych. A i wątków typu "musi się uczyć , żeby nie iść do rejonowego gimnazjum" też tu trochę było.

                        >W liceum już nie, bo każdy przyzwycza
                        > jony do galopu i z reguły młódź dojrzewa na tyle, że sama już wie, czego chce o
                        > d życia i jak należy do realizować.
                        I dlatego pewnie młódź masowo wie, że chce studiować socjologię i psychologię wink))

                        > Zmiana otoczenia, nauki więcej, niż w podstawówce, hormony szaleją,
                        W liceum też jest zmiana otoczenia, nauki jeszcze więcej, i hormony też się jeszcze wcale nie uspokoiły, a u niektórych dopiero dają do wiwatu.
                        >więc trudno się dziwić, że właśnie wtedy na dzieciaki trzeba mieć większe baczenie
                        Ale z postów Janki wynika, że to lenistwo, a nie hormony. Gdyby to były hormony to pewnie bałaby się zostawić młodego sam na sam z dziewczyną. A czy lenistwo przechodzi wraz z wiekiem? Nie jestem pewna - u mnie się raczej nasila wink
                        • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 10:08
                          > > Nie rozumiem, dlaczego uparcie zakładasz, że to się ciągnie aż do liceum.
                          > Zakłada bo się z tym osobiście spotkała.

                          Czyli jeśli ja spotkałam w życiu kilku palących 10-latków, to mogę założyć, że to jest norma?

                          > A i wątków typu "musi się uczyć , żeby nie iść do rejonowego gimnazjum" też tu
                          > trochę było.

                          Ale jaki konkretnie w tym widzisz problem? To coś złego, że chce się wysłać dziecko do dobrej, bezpiecznej, rozwijającej szkoły, a nie do szkoły przepełnionej patologią osiedlową, gdzie nie dzieje się kompletnie nic, a nauczyciele marzą tylko o tym, by uciec po lekcjach do domu?

                          > W liceum też jest zmiana otoczenia, nauki jeszcze więcej, i hormony też się jes
                          > zcze wcale nie uspokoiły, a u niektórych dopiero dają do wiwatu.

                          Prawdopodobieństwo. Takie magiczne słowo smile
                          Hormony mogą też dawać do wiwatu już w IV klasie podstawówki.
                          Ale to też nie jest norma.

                          > Ale z postów Janki wynika, że to lenistwo, a nie hormony.

                          Dobrze, ale lenistwo z czego nagle zaczęło wynikać? Przecież "hormony buzują" to nie znaczy, że chodzi o dojrzewanie tylko i wyłącznie płciowe i popęd seksualny. No litości. Chodzi ogólnie o zmiany w psychice, w nastawieniu do świata, w odbiorze tego świata. Lenistwo także jest/może być pochodną tych zmian.
                          Tak się zastanawiam - ile z Was jest faktycznie matkami, bo po prostu rozbrajają mnie niewiedza i brak kompetencji w kwestii dojrzewania nastolatków smile

                          > Gdyby to były hormony
                          > to pewnie bałaby się zostawić młodego sam na sam z dziewczyną.

                          Widzisz, a ja się nie boję, choć moje dziecko starsze też już dojrzewa i zmienia się z dnia na dzień. Mimo to znam je na tyle, że wiem, w jakich kwestiach mogę je zostawić z własnymi decyzjami, a w jakich jeszcze muszę mieć oko, żeby głupoty nie zrobiło. To nie jest tak, że człowiek staje się odpowiedzialny z dnia na dzień we wszystkich dziedzinach swojego życia. Znałam w życiu kilka rozsądnych, rozważnych i odpowiedzialnych dziewczyn w kwestii nauki, zainteresowań, takie naprawdę solidne i godne zaufania, które ... zaszły w ciążę jeszcze w szkole średniej, albo zaraz po maturze i bynajmniej nie były to decyzje planowane.

                          > A czy lenistwo przechodzi wraz z wiekiem? Nie jestem pewna - u mnie się raczej nasila wink

                          A u mnie wręcz przeciwnie. Owszem, mam mniej czasu, czasem jestem niezorganizowana, ale tak leniwa, jak byłam w wieku latu ~nastu nie jestem smile
                          • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 21:47
                            aquarianna napisał(a):
                            > To coś złego, że chce się wysłać dziecko do dobrej, bezpiecznej, rozwijającej szkoły,
                            > a nie do szkoły przepełnionej
                            > patologią osiedlową, gdzie nie dzieje się kompletnie nic, a nauczyciele marzą
                            > tylko o tym, by uciec po lekcjach do domu?
                            Ech, bo najgorsza jest ta patologia z tego osiedla na którym się mieszka. A z okresu rozpoznawania tematu gimnazjów dla starszej to pamiętam, że wszystkie gimnazja w dzielnicy to były z lekka patologiczne, ale najbardziej patologiczne to było zawsze to rejonowe.


                            > Prawdopodobieństwo. Takie magiczne słowo smile
                            Jest tak magiczne, że nie jesteś w stanie podać prawdopodobieństwa tego, że małolat, za którego stopnie odpowiedzialna jest matka, nagle w liceum dojrzeje do tej nauki.

                            > Hormony mogą też dawać do wiwatu już w IV klasie podstawówki.
                            > Ale to też nie jest norma.
                            Dojrzewanie rozciągnięte jest na wiele lat. Hormony w IV klasie podstawówki w normie się mieszczą - tak jak i hormony w szkole ponadgimnazjalnej.

                            > Dobrze, ale lenistwo z czego nagle zaczęło wynikać?
                            A pisała o nagłym wystąpieniu lenistwa? Mam wrażenie , że i przedtem jakimś pracusiem nie był - dzieciak po prostu zdolny i w podstawówce zwykle zdążył te lekcje zrobić na kolanie na przerwie.

                            > Tak się zastanawiam - ile z Was jest faktycznie matkami, bo po prostu rozbrajaj
                            > ą mnie niewiedza i brak kompetencji w kwestii dojrzewania nastolatków smile
                            Nie muszę mieć kompetencji odnośnie twoich nastolatków. Jeśli sobie z nimi nie radzisz to ty nie masz kompetencji, a nie ja.

                            > Widzisz, a ja się nie boję, choć moje dziecko starsze też już dojrzewa i zmieni
                            > a się z dnia na dzień.
                            Ale wszystkie dzieci się zmieniają. To nie jest tak, że małolat nagle dostaje jakiegoś humoru i znaczy, ze właśnie dojrzewa. Mam 15-latkę w domu i jakoś łatwiej jest mi się z nią dogadać teraz niż wtedy gdy miała lat 8 czy 9.

                            > To nie jest tak, że człowiek staje się odpowiedzialny z dnia
                            > na dzień we wszystkich dziedzinach swojego życia.
                            I dlatego nie należy zakładać, ze ktoś, kogo gimnazjalne oceny mają wynikać głównie z pilnowania przez matkę , nagle stanie się na tyle odpowiedzialny, że weźmie się sam za naukę.


                            >Znałam w życiu kilka rozsądny
                            > ch, rozważnych i odpowiedzialnych dziewczyn w kwestii nauki, zainteresowań, tak
                            > ie naprawdę solidne i godne zaufania, które ... zaszły w ciążę jeszcze w szkole
                            > średniej, albo zaraz po maturze i bynajmniej nie były to decyzje planowane.
                            A co do ma do rzeczy? Bo na pewno nie jest to dowód na to, że ktoś, kto jest nieodpowiedzialny ws nauki, jest odpowiedzialny ws seksu.
                            • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 21:54
                              A co KONKRETNIE masz na myśli piszac, że "matka jest odpowiedzialna za stopnie"?

                              Jakie jej działania?
                              • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 22:49
                                cytuję z założycielki wątku:
                                "chcę widziec na codzień, że się stara, ma rozlanować sobie cały tydzień z uwzględnieniem, którego dnia czego się uczy, wieczorem sporadycznie i niezapowiedzianie odpytam sobie z czegoś, co tego dnia miało być nauczone, ma się uczyć na bieżąco a nie przed sprawdzianem
                                ustaliliśmy, z jakiego przedmiotu jakie oceny są dopuszczalne (...)
                                spotkania z dziewczyną - ograniczone,
                                za miesiąc idę do szkoły celem sprawdzenia czy coś się zmieniło na lepsze
                                jeśli nie będzie poprawy - szlaban się zaostrzy o odcięcie od gotówki (będzie dostawał tylko na to, co konieczne) i wyjścia weekendowe"
                                Zdaniem Janki bez tego wszystkiego jej syn wyląduje w nieodpowiednim liceum, bowiem młodzian ten całkowicie niepilnowany uzyskuje jako oceny końcowe stopnie rzędu 2. I jest tak leniwy lub niezorganizowany, że bez totalnej kontroli nie zajrzy nawet do pracy domowej.
                                Matka ustala dopuszczalne oceny, matka sprawdza grafik nauki na dany dzień lub tydzień, matka przepytuje, matka będzie stosować represje. Bez działań matki chłopak ma oceny takie, że każda ocena wyższa niż 2 będzie jej zasługą.
                                • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 23:00
                                  Przyznaję, że umknął mi ten wpis. I moim zdaniem metoda ta jest równie kuriozalna jak metoda makuro - to wcale nie są metody przeciwstawne, są z tego samego bieguna. Panie wybrały tylko inne środki kontroli.

                                  Można się zastanawiać czy janka będzie pilnować lekcji syna do matury, można się też zastanawiać czy dziecko makuro nie przestanie się uczyć jeżeli rodziców, odpukac, nie będzie stać na "zakupy i rozrywki"

                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 23:59
                                    I moim zdaniem metoda ta jest równie kuriozal
                                    > na jak metoda makuro - to wcale nie są metody przeciwstawne, są z tego samego b
                                    > ieguna. Panie wybrały tylko inne środki kontroli.
                                    >

                                    Mylisz się, ja w przeciwieństwie do autorki zaakceptuje to, że moje dziecko pójdzie do gorszego liceum czy zawodówki, jak już pisałam zamierzam kontrolować naukę max do czwartej klasy podstawówki. Odcięcie gotówki nastąpi wtedy gdy dziecko po prostu przestanie się uczyć, co zaowocuje oblaniem. Nie zamierzam cisnąć na najlepsze oceny mimo iż np dziecko takowe może mieć, gdyż to czy je będzie miało według mnie zależy od niego. W obecnej chwili mam córkę w drugiej klasie, na razie uczę ją jak zorganizować sobie dzień tak aby starczyło czasu na naukę jak i na zabawę , powoli przechodzimy na samodzielne odrabianie lekcji ale jednocześnie pokazuje jej i rozmawiamy o innych wariantach i innych wyborach : bezdomności, problemie alkoholowym, zbieraczach . To co wybierze pozostawiam jej bo to jej życie i szczerze osobiście bardziej przeraża mnie wizja ewentualnej ciąży w wieku nastu lat niż to że pójdzie do zawodówki, nie mówiąc już o mniej elitarnym liceum. Zresztą szkół elitarnych mam po dziurki w nosie więc raczej od takowych będę własne dzieci starała się odwieść.
                                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 00:06
                                    Jeszcze jedno bo widać kompletnie mnie nie zrozumiałaś, ja nie płacę i nie zamierzam płacić swoim dzieciom za naukę . Jakiekolwiek wyjścia, czy zabawki, książki dla młodej nie mają nic wspólnego z jej osiągnięciami / czy ich brakiem w szkole. Jeżeli jednak w przyszłości całkowicie oleje naukę , do tego stopnia że będzie miała same laki to zdecydowanie nie widzę powodu aby jej to nagradzać wyjściem do kina, wszak wybiera sobie drogę osoby bez wykształcenia, a co za tym idzie bezrobotnej.
                • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 12:43
                  > W liceach moich dzieci nie były to rzadkie przypadki. Na przykład matki, ciotk
                  > i i sąsiadki zaangażowane w pisanie wypracowań dla humanistkibig_grin Albo rodzice dy
                  > skutujący na zebraniach, czy jakieś zadanie na klasówce obejmowało zagadnienia
                  > przerabiane na lekcji, czy nie...

                  Nie ukrywam, że dla mnie to opowieści o żelaznym wilku. Mam wielu znajomych z dziećmi w wieku licealnym i policealnym, kilka osób również w rodzinie. Sporo się przecież rozmawia o szkole, o przyszłości dzieciaków - nigdy jednak nie słyszałam o takich historiach, że w liceach rodzice odrabiają lekcje za dzieci. Czy wręcz sąsiadki! To już jakieś wyjątkowe kuriozum. Więc może poruszasz tutaj problem tak naprawdę marginalny.

                  > A pochodna tego zjawiska to brak zainteresowań poznawczych u młodzieży - i to t
                  > ej całkiem dobrze uczącej się.

                  Niekoniecznie. Bardzo często stosunek do nauki siada właśnie z przyczyn takich, że dziecko nadmiernie angażuje się w swoje pozaszkolne pasje i najzwyczajniej w świecie woli oddać się innym czynnościom, niż wkuwanie na sprawdziany.

                  > ardzo ciężko, bo nawet jeśli mamusie dopilnują, aby miały dobre stopnie - to i
                  > tak czują się gorsze od tych, którzy mają dużą wiedzę, pasje, potrafią samodzie
                  > lnie myśleć i nie boją się, co powie mama po wywiadówcesmile

                  Nie widzę żadnego związku między posiadaniem pasji i wiedzy, a umiejętnością samodzielnego myślenia.
                  • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 13:07
                    Nie będę Cię przekonywać. Być może zjawisko jest marginalne, ale ten margines jest na tyle spory, że ma już swoją sporą bibliografię smile

                    Co do zainteresowań - miałam na myśli brak zainteresowań poznawczych u młodzieży dobrze uczącej się - dopilnowanej, dociśniętej przez matki.

                    Widzę wysoką korelację pomiędzy posiadaniem pasji i wiedzy a samodzielnością myślenia. W przypadku licealistów - widać to choćby po sposobie, w jaki dyskutują. Mam sporo kontaktów z młodzieżą i sporo okazji, aby to zauważyć.
                    • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 13:14
                      menodo napisała:

                      > Nie będę Cię przekonywać. Być może zjawisko jest marginalne, ale ten margines j
                      > est na tyle spory, że ma już swoją sporą bibliografię smile

                      Naprawdę? Chętnie poznam, więc jeśli to nie problem, to poproszę o kilka tytułów smile

                      > Co do zainteresowań - miałam na myśli brak zainteresowań poznawczych u m
                      > łodzieży dobrze uczącej się - dopilnowanej, dociśniętej przez matki.

                      Czyli co konkretnie masz na myśli pisząc "brak zainteresowań poznawczych", bo nie jest mi znany problem, o którym tu piszesz.

                      > Widzę wysoką korelację pomiędzy posiadaniem pasji i wiedzy a samodzielnością my
                      > ślenia.

                      A ja w ogóle takiej korelacji nie widzę. Nawet nie widzę podstaw, by móc te dwie sprawy ze sobą jednoznacznie łączyć.
                      • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 13:45
                        Nie słyszałaś nigdy o nadopiekuńczych, kontrolujących matkach?

                        Zjawisko które miałam na myśli - to bardzo dobrzy uczniowie, piszący dobrze testy, zdający dobrze matury, których nic nie interesuje, którzy nie mają nic do powiedzenia na żaden temat poza tym "co było zadane".


                        • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 14:58
                          menodo napisała:

                          > Nie słyszałaś nigdy o nadopiekuńczych, kontrolujących matkach?

                          Owszem, słyszałam, ale nadopiekuńczość czy nadmierna kontrola dotyczyła zupełnie innych sfer życia. Nie słyszałam o matkach, które siedzą z licealistą i odrabiają z nim lekcje lub sprawdzają mu zeszyty. Wspomniałaś, że powstała na ten temat bibliografia, a więc czy można liczyć na jakieś linki do źródeł?

                          > Zjawisko które miałam na myśli - to bardzo dobrzy uczniowie, piszący dobrze tes
                          > ty, zdający dobrze matury, których nic nie interesuje, którzy nie mają nic do
                          > powiedzenia na żaden temat poza tym "co było zadane".

                          Ale na Boga co to ma wspólnego z nadopiekuńczością matek? Owszem, może się zdarzyć, że nadmiernie bojaźliwa matka hamuje w dziecku np. chęć do górskich wędrówek, a inna w obawie o zdrowie zabrania mu uprawiać pływanie czy jazdę konną. Ale co ma ogólnie nadopiekuńczość do tego, że dziecko nie ma zainteresowań czy pasji? Powiedziałabym, że jest wręcz przeciwnie - dziecko pozostawione samemu sobie, niedopilnowane, takie, którego rodzice mieli w nosie, co robi w wolnym czasie, często właśnie pasji nie ma, bo nie miało możliwości ich rozwijać siedząc albo samo w domu albo wałęsając się po ulicach.
                          • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 15:18
                            Chyba zbyt dosłownie rozumiesz moje skróty myślowe, a mnie się nie chce ich wyjaśniać.
                            Jeśli nie słyszałaś o matkach kontrolujących na bieżąco postępy w nauce licealistów - to co ja Ci na to poradzę. W tym wątku różne tego przykłady podawałam nie tylko ja.

                            Do pasji i zainteresowań poznawczych ma się to na przykład tak, że zajeżdżony przez kontrolującą matkę dzieciak stopniowo traci ciekawość świata, a poza tym nie ma czasu na nic innego niż uczenie się do klasówek. Zwłaszcza jeśli mało zdolny.
                            • mama303 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 19:52
                              menodo napisała:


                              > Do pasji i zainteresowań poznawczych ma się to na przykład tak, że zajeżdżony p
                              > rzez kontrolującą matkę dzieciak stopniowo traci ciekawość świata, a poza tym
                              > nie ma czasu na nic innego niż uczenie się do klasówek. Zwłaszcza jeśli mało zd
                              > olny.

                              zbyt kontrolujaca matka nie ogranicza pewnie swoich zapędów jedynie do nauki swojej latorośli. Jeśli nie ma oporów w tej kontroli, uznjac że tak jest OK to dlaczego ograniczac sie tylko na nauki i stopni.A latorośl z czasem uznaje że tak jest dobrze, bywa pewnie że nawet jest to wygodne - całą odpowiedzialność za siebie przenosi się chetnie na inną "sprawdzoną" już osobę.
                          • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 00:38
                            aquarianna napisał(a):
                            >Ale co ma ogólnie nadopiekuńczość do tego, że dziecko nie ma zainteresowań czy pa
                            > sji?
                            Jeśli głównym celem rodzica jest osiągnięcie przez dziecko określonych stopni z określonych przedmiotów/określonej średniej - a jeśli nie to będzie ban na kieszonkowe, dziewczynę i wszelką rozrywkę to całkiem realne jest to , że małolat albo osiągnie te stopnie kosztem czasu na dziewczynę, rozrywkę i swoje pasje, albo osiągnie niecałkiem , dostanie bana na kieszonkowe i nie będzie miał na pasje. Doba ma 24 godziny, a tydzień 7 dni.

                            Powiedziałabym, że jest wręcz przeciwnie - dziecko pozostawione samemu sob
                            > ie, niedopilnowane, takie, którego rodzice mieli w nosie, co robi w wolnym czas
                            > ie, często właśnie pasji nie ma, bo nie miało możliwości ich rozwijać siedząc a
                            > lbo samo w domu albo wałęsając się po ulicach.
                            Ale jeśli ma pasje to są to jego pasje, a nie pasje jego rodziców.
                            • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 08:16
                              Cały czas ignorujecie fakt, że chłopak potrafi się uczyć , bez kontroli, pilnowania i zachęty, czego dowodem są sprawdziany.

                              problemem jest systematyczność, przez której brak stopnie lecą (trochę?) w dół.

                              Dlatego ciekawa jestem jak blisko ma do progu wybranej szkoły 4,4-4,6. Jeżeli np 4,0 to nie widzę problemu, żeby trochę popracował nad systematycznością.

                              I ciekawe jak z jego pasjami, zainteresowaniami - niezależnie od osobistej przyjemności , wybrana szkoła to najbardziej promuje.

                              • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 01:27
                                joa66 napisała:

                                > Cały czas ignorujecie fakt, że chłopak potrafi się uczyć , bez kontroli, pil
                                > nowania i zachęty, czego dowodem są sprawdziany.

                                Ja nie ignoruję. Wydaje mi się, że jeśli go przy czymś pilnować to właśnie przy systematycznym odrabianiu lekcji - co samo w sobie powinno ukrócić ilość pał.

                                > Dlatego ciekawa jestem jak blisko ma do progu wybranej szkoły 4,4-4,6. Jeżeli n
                                > p 4,0 to nie widzę problemu, żeby trochę popracował nad systematycznością.
                                Ja z któregoś wpisu Janki nt oczekiwanych stopni domniemuję, że na razie marzeniem jest średnia rzędu 4.1 - czyli pewnie tej średniej brakuje jednak sporo więcej niż te 0,5 stopnia.
                                O 0.1 stopnia to by pewnie takich szlabanów młodemu nie robiła i tego wątku też by nie było.
                            • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 16:28
                              > Jeśli głównym celem rodzica jest osiągnięcie przez dziecko określonych stopni z
                              > określonych przedmiotów/określonej średniej - a jeśli nie to będzie ban na kie
                              > szonkowe, dziewczynę i wszelką rozrywkę to całkiem realne jest to , że małolat
                              > albo osiągnie te stopnie kosztem czasu na dziewczynę, rozrywkę i swoje pasje, a
                              > lbo osiągnie niecałkiem , dostanie bana na kieszonkowe i nie będzie miał na pas
                              > je. Doba ma 24 godziny, a tydzień 7 dni.

                              Problem jest głównie w znalezieniu proporcji, a nie totalnych zakazów wszystkiego i skupieniu się tylko na nauce. Nie sądzę, by tych proporcji Janka nie potrafiła znaleźć. Ona właśnie usiłuje je ułożyć, bo jej syn najwyraźniej w jakiś sposób je zaburzył - czyli większość czasu poświęca na coś innego, niż na naukę, co widać po efektach. Nie widzę niczego niewłaściwiego w tym, by próbowała doprowadzić tę sytuację do jako takiego ładu, choćby poprzez ograniczenie czasu na spotkania z dziewczyną (nie mówiła przecież, że całkowicie go od niej odcina) czy w jakiś inny sposób. Pewnie dlatego wpadli na pomysł z grafikiem.

                              > > ie, często właśnie pasji nie ma, bo nie miało możliwości ich rozwijać sie
                              > > dząc albo samo w domu albo wałęsając się po ulicach.

                              > Ale jeśli ma pasje to są to jego pasje, a nie pasje jego rodziców.

                              A skąd się te pasje u dziecka biorą, jeśli właśnie nie stąd, że rodzice w jakiś sposób mu je wszczepiali od samego malucha? Czy to zapisując na tańce, na basen, na języki, zabierając ze sobą w góry, na narty, na rower, na konie, zapoznając ze swoją kolekcją znaczków, modeli, roślin, podsuwając czasopisma, książki, filmy, zachęcając do wspólnego sklejania, majsterkowania, obserwacji i tak dalej. To z zasady rodzice są przyczyną tego, że dziecko czymś się w ogóle interesuje. To oni mu to w taki czy inny sposób narzucają, czy chcesz to widzieć czy nie. Jak to się potem rozwinie - różnie bywa, jedni zrezygnują z tańców, pozostając przy basenie, inni uznają, że owszem, język, ale nie angielski, tylko włoski, inni znienawidzą ukochane przez rodziców wędrówki po górach, ale za to zdecydują się na wspinaczki.
                              Więc reasumując - większe jest prawdopodobieństwo, że dzieciak nie będzie miał żadnych pasji, gdy jego rodzice mają go głęboko w nosie, niż wtedy, gdy są w stosunku do niego nadopiekuńczy.
                  • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 13:44
                    > Nie ukrywam, że dla mnie to opowieści o żelaznym wilku. Mam wielu znajomych z d
                    > ziećmi w wieku licealnym i policealnym, kilka osób również w rodzinie. Sporo si
                    > ę przecież rozmawia o szkole, o przyszłości dzieciaków - nigdy jednak nie słysz
                    > ałam o takich historiach, że w liceach rodzice odrabiają lekcje za dzieci. Czy
                    > wręcz sąsiadki! To już jakieś wyjątkowe kuriozum. Więc może poruszasz tutaj pro
                    > blem tak naprawdę marginalny.

                    Mama mojego partnera uczyła się z jego młodszym bratem do matury, według niej jest tak niezorganizowany że na pewno sam by tego wszystkiego nie ogarnął.
                    Na studiach miałam laskę ( prymuska), która na poprawkę przyszła z mamą ( mama poszła porozmawiać z profesorką o tym jak ta poprawka negatywnie wpłynęła na stan psychiczny córki) .
                    Tak więc nauka z mamusią do matury nie jest czymś abstrakcyjnym.
                    • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 13:55
                      > Mama mojego partnera uczyła się z jego młodszym bratem do matury, według niej j
                      > est tak niezorganizowany że na pewno sam by tego wszystkiego nie ogarnął."

                      No i poniekąd miała rację - bo pewnie by nie ogarnął big_grin Bo mama za niego ogarniała od podstawówki - kiedy się miał nauczyć, jak sobie zorganizować pracę?
                      • joa66 Jak pilnować 05.10.12, 14:04
                        To co powoduje nieporozumienia na tym wątku to nie wybór między pilnowac czy nie pilnowac, bo każdy rozumie to słowo inaczej - sama autorka nie użyła tego słowa w jego podstawowym znaczeniu.

                        Lepiej się zastanowić JAK pilnować.



                        • jotde3 Re: Jak pilnować 05.10.12, 14:25
                          joa66 napisała:
                          > To co powoduje nieporozumienia na tym wątku to nie wybór między pilnowac czy ni
                          > e pilnowac, bo każdy rozumie to słowo inaczej - sama autorka nie użyła tego sło
                          > wa w jego podstawowym znaczeniu.
                          >
                          > Lepiej się zastanowić JAK pilnować.

                          no i odebrałaś nam przyjemność z robienia jazdy wink
                        • menodo Re: Jak pilnować 05.10.12, 14:32
                          Ja w ogóle nie wiem, o co chodzi z tym pilnowaniem. Pilnować to ja musiałam maluchów, aby mi nie wypadły z wózka czy tam innej krzywdy sobie nie zrobiły.
                          Ale w przypadku edukacji?
                          Moim zdaniem tu chodzi o to, jak wychować dzieci tak, aby chciały się uczyć, rozwijać, na miarę własnych możliwości. Jak kształcić w nich motywację wewnętrzna, ambicję , potrzebę osiągnięć. I znów - na miarę własnych potrzeb i możliwości, a nie potrzeb i aspiracji rodziców.
                          • joa66 Re: Jak pilnować 05.10.12, 14:39
                            Problem z tym, że niektórzy to co napisałaś o wychowaniu niektórzy ludzie nazywają...pilnowaniem. smile A inni nazywaja pilnowaniem codzienne kartkowanie zeszytów gimnazjalisty. Jeszcze inni zawieszanie kieszonkowego za dwóje i/lub nagrody finansowe za 5.

                            Autorka wybrała zabanowanie spotkań, co moim zdaniem nie jest najlepszym pomysłem.

                            Z drugiej strony sposoby "pilnowania" od czapy często wybierają osoby mało wiedzą o naszym systemie edukacji i rekrutacji i / lub o swoim dziecku. Wynikają często z potrzeby, że rodzic czuje , że "coś" powinien zrobić, ale nie wie co.
                            • janka345 Re: Jak pilnować 09.10.12, 22:35
                              nie zabanowałam spotkań z dziewzyną. zaproponowałam, aby je ograniczył, bo nie ma kiedy przez to uczyć się na bieząco i stąd kwiatki także z przedmiotów, które są dla niego ważne.

                              wiele moich słów zostało przekręconych w różnych wypowiedziach. ,,szlaban'' napisałam z przymrużeniem oka i wyjaśniłam, na czy polegał
                          • joa66 Re: Jak pilnować 05.10.12, 14:44
                            p.s. Pamiętam co o mnie też pisano dlatego, że śmiałam interesowac się systemem rekrutacji i liceami smile Może dlatego jestem uczulona jeżeli autorom przypisuje się to czego nie powiedzieli i ciężar dyskusji przekłada się na problem z kosmosu. Tacy rodzice, o których pisałaś na pewno są - mam tylko wątpliwości czy autorka tematu jest ich reprezentantem.
                            • menodo Re: Jak pilnować 05.10.12, 15:03
                              Nie, to inna pani skojarzyła mi się z moją ulubioną kategorią rodziców, aczkolwiek pomysł ze szlabanem na dziewczynę nie wydaje mi się dobrym motywatorem smile
                              Ja bym raczej popracowała nad umiejętnością realizacji celów, organizacji pracy - i rzeczywiście zaczęłabym od przedstawienie zasad rekrutacji.
                      • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 15:01
                        > No i poniekąd miała rację - bo pewnie by nie ogarnął big_grin Bo mama za niego ogarni
                        > ała od podstawówki - kiedy się miał nauczyć, jak sobie zorganizować pracę?

                        No popatrz, ale w przypadku drugiego syna jakoś chyba nie musiała tego robić, więc znów to samo - każde dziecko jest inne i każde wymaga indywidualnego podejścia. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam, ale wspomniałaś, że dużo pracujesz z młodzieżą czy też masz z nią do czynienia. Dziwi mnie więc brak podstawowej wiedzy o tej grupie społeczeństwa.

                        Pomijam już pytanie, skąd Twoja niezmącona niczym pewność, ze ta mama pomagała mu przez całą podstawówkę?
                        • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 17:20
                          > No popatrz, ale w przypadku drugiego syna jakoś chyba nie musiała tego robić, w
                          > ięc znów to samo

                          Pierwszy syn kończył technikum, wiec chyba najpierw sama musiałaby się ogarnąć i nadrobić zaległości aby się z nim uczyć.
                          • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 15:29
                            makurokurosek napisała:

                            > > No popatrz, ale w przypadku drugiego syna jakoś chyba nie musiała tego ro
                            > bić, w
                            > > ięc znów to samo
                            >
                            > Pierwszy syn kończył technikum, wiec chyba najpierw sama musiałaby się ogarnąć
                            > i nadrobić zaległości aby się z nim uczyć.

                            Chodziło mi generalnie o podejście - dlaczego w stosunku do jednego syna była taka, a do innego inna.
                  • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 00:28
                    aquarianna napisał(a):
                    >
                    > Niekoniecznie. Bardzo często stosunek do nauki siada właśnie z przyczyn takich,
                    > że dziecko nadmiernie angażuje się w swoje pozaszkolne pasje i najzwyczajniej
                    > w świecie woli oddać się innym czynnościom, niż wkuwanie na sprawdziany.
                    I obawiam się, że takie dziecko ma trochę racji...wink

                    > Nie widzę żadnego związku między posiadaniem pasji i wiedzy, a umiejętnością sa
                    > modzielnego myślenia.
                    W przypadku nieposiadania pasji i pilnowania stopni przez mamusię można obejść się bez samodzielnego myślenia - i jako zbędne zanika u takiego delikwenta.
                    • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 16:15
                      jakw napisała:

                      > aquarianna napisał(a):
                      > >
                      > > Niekoniecznie. Bardzo często stosunek do nauki siada właśnie z przyczyn t
                      > akich,
                      > > że dziecko nadmiernie angażuje się w swoje pozaszkolne pasje i najzwycza
                      > jniej
                      > > w świecie woli oddać się innym czynnościom, niż wkuwanie na sprawdziany.

                      > I obawiam się, że takie dziecko ma trochę racji...wink

                      No pewnie, że ma, nawet dużo racji, bo to leży w naturze każdego człowieka, że lepiej czas spędzić na miłych rzeczach, niż na czymś, co jest nudne, trudne i ogólnie niefajne. Ale życie niestety polega na czymś trochę innym smile Najpierw są obowiązki, a potem przyjemności. A nie zawsze niestety da się ułożyć tak, by obowiązek był jednocześnie przyjemnością smile

              • joannab-o Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 11:54
                Ja dojrzałam w sensie, o jakim tu mówimy w wieku ok. 30 lat, Nie muszę mówić, że na pewne sprawy to już za późno. A nawet nie byłam bardzo pilnowana, czy raczej umiałam się temu pilnowaniu wywinąć (np, pod stertą podręczników beletrystyka). Wystarczająco jednak pilnowana, żebym pozostawała w przekonaniu, że nie warto się uczyć, nie warto podejmować umysłowego wysiłku, żebym nie miała zainteresowań. poznawczych, jak to menodo ujęła, Dopiero własne dzieci i mąż postawili mnie z głowy na nogi.
                Moim priorytetem jest, żeby dzieci pozostawały ciekawe, chciały wiedzieć, lubiły coś wymagającego wysiłku, a tego oczywiście nie da się osiągnąć pilnowaniem.
                • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 13:06
                  joannab-o napisała:

                  > Wystarczająco jednak pilnowana, żebym pozostawała w przekonaniu, że nie war
                  > to się uczyć, nie warto podejmować umysłowego wysiłku, żebym nie miała zaintere
                  > sowań.

                  Przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem. Rodzice wpoili Ci przekonanie, że nie warto się uczyć i podejmować wysiłek umysłowy? W jaki sposób?

                  > Moim priorytetem jest, żeby dzieci pozostawały ciekawe, chciały wiedzieć, lubił
                  > y coś wymagającego wysiłku, a tego oczywiście nie da się osiągnąć pilnowaniem.

                  Oczywiście, że nie, bo niby w jaki sposób? Ale co to ma wspólnego z problemem autorki wątku?
                  • joannab-o Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 17:02
                    > Przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem. Rodzice wpoili Ci przekonanie, że nie warto się uczyć i podejmować wysiłek umysłowy? W jaki sposób?
                    Dużo tu już zostało napisane przed moim wpisem na temat tego mechanizmu (zależy rodzicom, stosują presję - przestaje zależeć dziecku) i później też napisano, więc nie będę powtarzać. Odnosiłam się głównie do nadziei, że każde dziecko dojrzewa (do samodzielności, do zainteresowań, do poważnego traktowania przyszłości) - to nieprawda.
              • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 00:00
                Dojrzewanie do ogarnięcia własnej nauki nie ma nic wspólnego z dojrzewaniem biologicznym.
                Moja starsza córka swoją naukę ogarnia od wczesnych klas podstawówki. I mam wrażenie, że to przede wszystkim rodzic musi dojrzeć do tego, że dziecko ogarnia swoją naukę - nawet jeśli czasem dziecko o czymś zapomni albo czegoś się nie nauczy. Dziecko musi traktować swoją naukę jako swoją odpowiedzialność. A rodzic nie może traktować nauki dziecka jako swojej odpowiedzialności .
                I nie wiem, czy zakazy opisane przez Jankę się sprawdzą. Jeśli młody jest rozkojarzony z powodu dziewczyny to zamiast pójść gdzieś z dziewczyną będzie siedział nad podręcznikiem i dumał o dziewczynie. Skutek będzie prawdopodobnie ten sam.
                • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 16:03
                  jakw napisała:

                  > Dojrzewanie do ogarnięcia własnej nauki nie ma nic wspólnego z dojrzewaniem bio
                  > logicznym.

                  A Ty znasz tylko jeden typ dojrzewania człowieka? Bo dojrzewanie biologiczne nie ma nic wspólnego z dojrzewaniem psychicznym i emocjonalnym. Co więcej, nawet nie idzie to w parze, równolegle.

                  > Moja starsza córka swoją naukę ogarnia od wczesnych klas podstawówki.

                  Co to znaczy "ogarnia"? W pierwszej klasie SP miała już pełną świadomość, że jeśli zaniedba systematyczną naukę, przygotowanie do sprawdzianów, to w przyszłości może mieć problemy z dostaniem się do wymarzonej szkoły?
                  Bo moje dzieci też ogarniają naukę. Od początku odrabiały lekcje samodzielnie, czasem tylko pomagałam, gdy nie potrafiły zrozumieć polecenia, albo nie znały odpowiedzi. Ale robiły to same, nawet zeszytów im nigdy nie przeglądałam. Dopóki stopnie były w porządku, to w ogóle się do tego nie mieszałam. Ale gdy niekiedy, okresowo nadchodziły momenty, że stopnie leciały na łeb, co "dziwnym" trafem wiązało się z większym poświęcaniem czasu na gry komputerowe, to wkraczałam do akcji. Nie wyobrażam sobie, by zostawić taką sytuację samą sobie, bo dla mnie to brak odpowiedzialności rodzicielskiej. Dzieci są pod naszą opieką do czasu, aż dojrzeją, dorosną i staną się pełnoletnie. Ile tej odpowiedzialności dla nich mamy - zależy od wieku i od konkrentego dziecka. Nie ma jednolitych wzorców i tabelek do określania, w jakim momencie należy dziecku zostawić samemu sobie, a w jakim nie.

                  > żenie, że to przede wszystkim rodzic musi dojrzeć do tego, że dziecko ogarnia
                  > swoją naukę - nawet jeśli czasem dziecko o czymś zapomni albo czegoś się nie na
                  > uczy.

                  Ale to nie o to chodzi, że zapomni czy się nie nauczy, raz czy dwa. Chodzi o to, że z jakichś przyczyn widać wyraźnie, że solidny i systematyczny uczeń wybiera coś innego, niż naukę, bo jest to dla niego ciekawsze, przyjemniejsze, łatwiejsze. Co innego, gdy są to faktyczne rozwijające pasje, a nauka nie cierpi z tego powodu. Ale gorzej, gdy jest na odwrót - czas zajmuje bezsensowne granie na komputerze czy nałogowe oglądanie głupich seriali, czy nawet ciągłe spędzanie czasu z kolegami, stopnie się pogarszają, a dziecko nie widzi w tym niczego niewłaściwego, bo nie jest jeszcze na tyle rozumne, by spojrzeć na to perspektywicznie. Nie ma niczego dziwnego w tym, że dzieci nie są na tyle mocno zmotywowane, by naukę stawiały ponad przyjemności, więc trzeba ich tego systematycznie uczyć. Nawet dorosłemu czasem trudno zachować proporcje, a Ty tego oczekujesz po dziecku.

                  > Dziecko musi traktować swoją naukę jako swoją odpowiedzialność.

                  Musi, ale ono się nie rodzi z taką świadomością. Trzeba go tego uczyć, a i tak dojrzeć, by to zrozumieć, może dopiero po dobrych kilku latach.
                  To tak jak z myciem zębów. Uczy się tego od małego, a mimo to nie raz i nie dwa zdarzy się dzieciakowi zapomnieć o zębach. Niedopilnowane z czasem w ogóle może zapomnieć. W tym wypadku również nie należy przypominać i uznać, że trudno - najwyżej się popsują, to się dzieciak nauczy, żeby o tym pamiętać?

                  > I nie wiem, czy zakazy opisane przez Jankę się sprawdzą. Jeśli młody jest rozko
                  > jarzony z powodu dziewczyny to zamiast pójść gdzieś z dziewczyną będzie siedzia
                  > ł nad podręcznikiem i dumał o dziewczynie. Skutek będzie prawdopodobnie ten sam

                  W związku z tym co Twoim zdaniem należałoby zrobić w takiej sytuacji?
    • lenka_13 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 11:13
      ja pilnuję - czas kontroli i odpytywania wykorzystuję na rozmowy o życiu. Syn lat 15 lubi to i też tak do tego podchodzi. Nie przeszkadza mu to by być w sprawach ,które są dla niego naprawdę ważne (a raczej nie należy do tego nauka przedmiotów jego zdaniem do niczego w życiu nie potrzebnych) sumiennym i odpowiedzialnym. Jest bardzo samodzielny.
      Tak zbudowanego kontaktu zazdroszczą mu koledzy (wychodzi to w rozmowach) , a mi matki nastolatków.
    • morekac Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 12:32
      Nie uczy się dla ocen, ale stały się one ważne w obliczu dost
      > ania się do liceum, które sobie wybrał (nie jest to żadne elitarne liceum, ma p
      > o prostu fajne profile i jest przyjazne).
      To sprawdźcie razem, ile tam punktów potrzeba i jaki był zeszłoroczny regulamin rekrutacji. Być może kilka głupawych przedmiotów można odpuścić, za to skoncentrować się na tych najważniejszych dla niego.
      • jarkotowa1 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 14:00
        Ja mam podobne rozterki, choć dziecię młodsze, 12l, 6 klasa. Pilnuję, przypominam, bez fanatyzmu, ale jednak. Jak już jestem tym zmęczona to powtarzam sobie, że basta, że powinien całkiem sam, niech ponosi konsekwencje, to jego szkoła, jego stopnie.....
        Ale widzę też, że ma pstro w głowie i jak odpuszczę to popełni błędy, których potem nie odkręci (wyląduje w fatalnym rejonowym gimnazjum). Jak dorośnie będzie żałował, ale będzie już za późno. Pamiętam, gdy sama olewałam, nikt mnie nie wspierał, nikt się nie interesował, nikt nie pytał, nie pomagał. Ale pretensje o słabe stopnie były ho ho ho. Nikt się też nie pytał dlaczego one są takie słabe. Potem zła decyzja o wyborze średniej szkoły.
        Gdy emocje i zmęczenie opada......pilnuję nadal.
        • morekac Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 17:37
          Cóż, ja ograniczam się do sprawdzania na bieżąco ocen i ewentualnych ustaleń z dzieciątkiem (jednym albo drugim), kiedy zamierza to poprawić.

          to popełni błędy, których p
          > otem nie odkręci (wyląduje w fatalnym rejonowym gimnazjum).
          Jak dorośnie będzie
          > żałował, ale będzie już za późno
          Się mówi trudno i szuka innych rozwiązań. Nawet w podeszłym wieku 20 lat nie jest jeszcze za późno na naukę. Najgorzej to sobie usiąść i zacząć biadolić, że gdyby mama pilnowała, to byłbym kimś.
        • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 21:36
          Mówicie o " dobrym" gimnazjum i liceum jakby to były najlepsze uczelnie w Polsce. Ani dobre gimnazjum, ani dobre liceum nie gwarantuje dostania się na elitarne kierunki, a na kierunki nie elitarne ,których jest zdecydowana większość, nie potrzeba wypasionej szkoły. To, że czternastolatek będzie miał mierną z historii w drugiej gimnazjum nie przekreśla jego szans na architekturę, prawo czy medycynę.
          • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:21
            O, dokładnie. Żadne liceum, o gimnazjum już nie wspominając, nie jest gwarantem sukcesu. I żadna szkoła nie jest też niepokonaną przeszkodą do osiągnięcia sukcesu.
            • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:20
              jakw napisała:

              > O, dokładnie. Żadne liceum, o gimnazjum już nie wspominając, nie jest gwarantem
              > sukcesu. I żadna szkoła nie jest też niepokonaną przeszkodą do osiągnięcia su
              > kcesu.

              To po kija w ogóle się uczyć? Skoro sukces można osiągnąć i bez tego?
              • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 11:05
                Czy ty naprawdę nie rozumiesz, ze to nie ty masz się uczyć i to nie ty masz widzieć sens nauki tylko twoje dziecko. Jeżeli dziecko będzie realizowało tylko twoje ambicje to choćby skończyło najlepsze liceum, i dostało się na elitarny kierunek to i tak nie będzie widziało sensu tego co robi, nie osiągnie sukcesu, którego tak pragniesz.
                • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 11:17
                  makurokurosek napisała:

                  > Czy ty naprawdę nie rozumiesz, ze to nie ty masz się uczyć i to nie ty masz wid
                  > zieć sens nauki tylko twoje dziecko.

                  Obawiam się, że to Ty jedyna w tym wątku nie rozumiesz, że nie w tym rzecz.
                  Oczywiście, że dziecko powinno widzieć sens nauki dla siebie. Ale właśnie problem polega na tym, że żadne dziecko nie rodzi się z taką zdolnością i co więcej - nie jest to zależne tylko i wyłącznie od wychowania, tylko od stopnia dojrzałości dziecka. A na to nie ma się zbyt dużego wpływu. Więc skoro nastolatek z wątku jeszcze nie jest na tyle rozsądny, że można uznać, że spokojnie panuje nad swoją edukacją, co widać po stopniach, nastawieniu, realizacji planów, to się tego nastolatka po prostu pilnuje, kontroluje go, w takim stopniu, jaki uzna się za zasadny. Nie znaczy to, ze należy odrabiać z nim lekcje, ślęczeć przy nim, odpytywać. Każdy ma swoje sposoby. Ty również, bo sama chyba napisałaś, że za złe oceny odcięłabyś córce kieszonkowe. To też jest narzędzie kontroli jakbyś nie wiedziała smile

                  > Jeżeli dziecko będzie realizowało tylko twoje ambicje to choćby skończyło najlepsze liceum, > dostało się na elitarny kierunek to i tak nie będzie widziało sensu tego co robi, nie osiągnie > sukcesu, którego tak pragniesz.

                  Nie wiem do kogo to piszesz, bo nie widać tekstu cytowanego, ale jeśli do autorki wątku, to chyba naprawdę jej nie zrozumiałaś, bo ona nigdzie nie napisała, że to jej ambicją jest, by syn się dostał do danego liceum.
                  Ale nawet jeśli - co w tym złego, jeśli rodzic ma jakieś plany i ambicje w stosunku do swego dziecka i próbuje je ukierunkować? Ty zapewne też nie dałaś córce całkowicie wolnej ręki w wyborze szkoły, tylko albo sama podjęłaś decyzję albo zrobiłyście to razem. I przypuszczam, że jeśli uprze się, by iść do wyjątkowo nędznego gimnazjum, tylko dlatego, że tam idzie najlepsza psiapsiółka, to nie będziesz z tego powodu skakać z radości smile
                  • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 11:23
                    Nie znam żadnego dziecka, które chciałby się nauczyć całego programu gimnazjum "dla siebie".

                    A 14 latek może sobie do końca nie zdawac sprawy, jak wygląda rekrutacja do liceum. Dlatego symulacja rekrutacji na posiadanych danych może przemówić do rozsądku nastolatka.
                    • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 12:16
                      joa66 napisała:

                      > Nie znam żadnego dziecka, które chciałby się nauczyć całego programu gimnazjum
                      > "dla siebie"."

                      Ja też nie znam. Ale z 14-latkiem można się już naprawdę dogadać, pokazując mu różne możliwości osiągania różnych celów. Np. moja córka, kiedy zobaczyła jak wyglądają zasady rekrutacji do jej "wymarzonych klas" musiała przeprosić się z biologią i geografią.

                      No, ale jeżeli nastolatek jest przyzwyczajony do tego, że jest "goniony do nauki" od zawsze to trudno, aby nagle stał się ambitny i odpowiedzialny za siebie.

                      • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 13:11
                        > Np. moja córka, kiedy zobaczyła jak w
                        > yglądają zasady rekrutacji do jej "wymarzonych klas" musiała przeprosić się z b
                        > iologią i geografią.

                        No dobrze, ale wiedzieć, a realizować to co innego. Gdybyś zauważyła, że mimo jej wiedzy, sposób realizacji planów mija się kompletnie z tym, co sobie założyła (oględnie mówiąc olałaby biologię i geografię), to nie interweniowałabyś? Uznałabyś, że to jej broszka, co się stanie z jej zamiarami?

                        > No, ale jeżeli nastolatek jest przyzwyczajony do tego, że jest "goniony do na
                        > uki" od zawsze to trudno, aby nagle stał się ambitny i odpowiedzialny za siebie.

                        Już Ci kilka osób pisało, że nie każdy rodzi się przepełniony ambicjami. Są dzieci, które trzeba gonić (w różny sposób), bo same się nie zagonią. Najwyraźniej Twoja córka do takich osób nie należy, ale to nie znaczy, że w związku z tym wolno Ci dyskredytować sposoby wychowania stosowane przez innych rodziców.
                        • aquarianna Do menodo 05.10.12, 15:16
                          Dasz radę odnieść się do tego postu?

                          menodo napisał(a):

                          > > Np. moja córka, kiedy zobaczyła jak w
                          > > yglądają zasady rekrutacji do jej "wymarzonych klas" musiała przeprosić s
                          > >ię z biologią i geografią.

                          > No dobrze, ale wiedzieć, a realizować to co innego. Gdybyś zauważyła, że mimo j
                          > ej wiedzy, sposób realizacji planów mija się kompletnie z tym, co sobie założył
                          > a (oględnie mówiąc olałaby biologię i geografię), to nie interweniowałabyś? Uzn
                          > ałabyś, że to jej broszka, co się stanie z jej zamiarami?

                          > Już Ci kilka osób pisało, że nie każdy rodzi się przepełniony ambicjami. Są dzi
                          > eci, które trzeba gonić (w różny sposób), bo same się nie zagonią. Najwyraźniej
                          > Twoja córka do takich osób nie należy, ale to nie znaczy, że w związku z tym w
                          > olno Ci dyskredytować sposoby wychowania stosowane przez innych rodziców.
                          • menodo Re: Do menodo 05.10.12, 15:52
                            Na pewno zaczęłabym się zastanawiać - co może być tego przyczyną i co z tym dalej robić.
                            Gdzie jest problem - czy w motywacji, czy w organizacji pracy, czy może ma jakieś zaległości wynikające z tego, że bimbała sobie przez 2 lata?
                            Zapytałabym - czy jest nadal zainteresowana tą szkołą, a jeśli tak, to co jest powodem tego, że jej oceny "nie drgnęły"; może jej w czymś pomóc?
                            A może coś zmienić na poziomie marzeń? Jakiś plan B?

                            Na pewno nie zaczynałabym od szlabanów, odcinania kontaktów z przyjaciółmi czy innych restrykcji, bo to by mi tylko zepsuło relacje z dzieckiem, na których mi zależysmile
                            • joa66 Re: Do menodo 05.10.12, 16:03
                              Na pewno nie zaczynałabym od szlabanów, odcinania kontaktów z przyjaciółmi czy innych restrykcji, bo to by mi tylko zepsuło relacje z dzieckiem, na których mi zależy.


                              Uważam, że restrykcje na rzeczy bardzo ważne dla dziecka to ślepa uliczka (pomijam oczywiście sytuacje wyjątkowe, typu, że tą ważną sprawą jest trawka i komputer 20 h na dobę).

                              • aquarianna Re: Do menodo 07.10.12, 14:02
                                > Uważam, że restrykcje na rzeczy bardzo ważne dla dziecka to ślepa uliczka (pomi
                                > jam oczywiście sytuacje wyjątkowe, typu, że tą ważną sprawą jest trawka i kompu
                                > ter 20 h na dobę).

                                Czas wolny poświęcony w 100% na kontakty z dziewczyną (osobiste, telefoniczne czy komunikatorowe) też chyba nie należy do kategorii rzeczy bardzo ważnych dla dziecka.
                                Restrykcje nie oznaczają całkowitego odcięcia od przyjemności, tylko wypośrodkowania, znalezienia proporcji, ograniczenie tego, czego jest za dużo, a z powodu czego cierpi coś innego. W drugą stronę przecież działa to tak samo - nie można mieć w życiu tylko i wyłącznie samych obowiązków.
                            • aquarianna Re: Do menodo 07.10.12, 13:59
                              menodo napisała:

                              > Na pewno zaczęłabym się zastanawiać - co może być tego przyczyną i co z tym dal
                              > ej robić.
                              > Gdzie jest problem - czy w motywacji, czy w organizacji pracy, czy może ma jaki
                              > eś zaległości wynikające z tego, że bimbała sobie przez 2 lata?
                              > Zapytałabym - czy jest nadal zainteresowana tą szkołą, a jeśli tak, to co jest
                              > powodem tego, że jej oceny "nie drgnęły"; może jej w czymś pomóc?

                              No dobrze. A więc rezultat rozmów jest taki, że córka zdaje sobie sprawę z tego, że oceny są niefajne, więc decyduje wziąć się w garść. Ponieważ uważa swoją organizację pracy za wystarczającą, nie oczekuje pomocy, jest nadal zainteresowana nauką w tej szkole ... i to wszystko. Usatysfakcjonowana rozmową zostawiasz ją samą sobie, ale po jakimś czasie efektów nadal zero, a Ty w międzyczasie zauważasz coraz bardziej wzmożone zainteresowanie wypadami do kina, na ciacho, na domówki (lub cokolwiek innego bynajmniej nie zasługującego na miano pasji) oraz to, że dziecko coraz więcej czasu poświeca na komunikatory, rozmowy telefoniczne, na komputer, a lekcje odrabia w biegu, na kolanie. Oceny bez zmian, pojawiają się zaległości oraz ryzyko, że dziecko nie zdąży ich nadrobić.
                              Co robisz dalej?

                              > A może coś zmienić na poziomie marzeń? Jakiś plan B?

                              Ależ absolutnie, plan ten sam, córka wie czego chce, ale jej to chyba nie do końca wychodzi smile

                              > Na pewno nie zaczynałabym od szlabanów, odcinania kontaktów z przyjaciółmi czy
                              > innych restrykcji, bo to by mi tylko zepsuło relacje z dzieckiem, na których mi
                              > zależysmile

                              No to rozsiadam się w fotelu i słucham smile
                              • menodo Re: Do menodo 07.10.12, 14:28
                                Nie dam się wpuścić w taką dyskusję, bo uważam ją za bezsensowną.

                                • aquarianna Re: Do menodo 08.10.12, 15:24
                                  menodo napisała:

                                  > Nie dam się wpuścić w taką dyskusję, bo uważam ją za bezsensowną.

                                  Dlaczego uważasz ją za bezsensowną? Podałam po prostu scenariusz, jaki może się wydarzyć w każdej rodzinie, także w Twojej. Nie jest to scenariusz nieprawdopodobny, więc zastanawia mnie, co Ty, prezentując określoną postawę, zaproponowałabyś w takiej sytuacji.
                              • makurokurosek Re: Do menodo 08.10.12, 10:42
                                Ja mogę ci powiedzieć natomiast, że nie zrobiła bym nic. Jeżeli rozmowy uświadamiające nie pomagają, to uznałabym, że gadka o wybranej szkole jest gadką pod publikę. Zdecydowanie nie zdecydowałabym się na korki dla dziecka które jest w stanie opanować materiał samodzielnie, a nie robi tego z czystego lenistwa. Co innego pomoc w chwili gdy dziecko z przyczyn niezależnych od siebie nie jest w stanie przebrnąć przez pewną partię materiału, dąży do osiągnięcia celu ale coś stoi mu na przeszkodzie, a co innego osiągać cele za dziecko.
                                Zdecydowanie jestem za zimnym chowem.
                                • aquarianna Re: Do menodo 08.10.12, 15:27
                                  > Zdecydowanie nie zdecydowałabym się na korki dla dziecka które jest w s
                                  > tanie opanować materiał samodzielnie, a nie robi tego z czystego lenistwa.

                                  Nie chodziło mi o korki, tylko o "przykręcenie śruby" dziecku, zmobilizowanie go do zmiany nastawienia, do weryfikacji swojego postępowania. W taki czy inny sposób.

                                  > nnego pomoc w chwili gdy dziecko z przyczyn niezależnych od siebie nie jest w s
                                  > tanie przebrnąć przez pewną partię materiału, dąży do osiągnięcia celu ale coś
                                  > stoi mu na przeszkodzie, a co innego osiągać cele za dziecko.

                                  Nie osiągać cele za dziecko, tylko tak "potrząsnąć" dzieckiem, by zaczęło je osiągać samo.
            • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 00:19
              Ale do liceum nie chodzi się tylko po to, żeby się dostać na studia x.

              Nastolatek spędza w liceum wiele godzin przez prawie 3 lata. Dlaczego ma się w tym czasie męczyć, nudzić, wpadać w nerwice i tym podobne (wpisz dowolne). Chyba lepiej, żeby wybrał sobie szkołę , w której będzie się dobrze czuł? A żeby mieć wybór , punkty rekrutacyjne pomagają.

              To dygresja, ale wkurza mnie traktowanie liceum tylko jako trampoliny na studia - te 3 lata intensywnej obecności szkoły w zyciu dziecka to jest jego teraźniejszośc, nie mniej ważna niż przyszłośc.

          • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:35
            makurokurosek napisała:

            > Mówicie o " dobrym" gimnazjum i liceum jakby to były najlepsze uczelnie w Polsc
            > e. Ani dobre gimnazjum, ani dobre liceum nie gwarantuje dostania się na elitar
            > ne kierunki, a na kierunki nie elitarne ,których jest zdecydowana większość, ni
            > e potrzeba wypasionej szkoły. To, że czternastolatek będzie miał mierną z hist
            > orii w drugiej gimnazjum nie przekreśla jego szans na architekturę, prawo czy m
            > edycynę.

            Słuchaj, a Ty masz może jakiś osobisty problem z tym, że ktoś ma inne poglądy na wychowanie 14-latka w kwestii nauki, że tak się zawzięłaś w tym wątku? Nie chcesz, nie pomagaj córce, nie wymagaj, olej, nie kontroluj, niech robi, co chce, skoro uważasz, że jest taka dojrzała i rozsądna. Przecież sama wiesz najlepiej, jak to z nią jest.
            Pozwól jednak innym rodzicom mieć swoje zdanie na temat ichdzieci i decyzji podejmowanych w związku z nimi.
    • jagabaga92 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 14:23
      Ja jestem za pilnowaniem, ale nie w sensie, że wszystkiego muszę dopatrzeć, ale tak, żeby młody człowiek czuł, że nie ma samowolki. Bo jak popuści się w nauce, to młodzieniec uzna, że resztę tez może "dziergać" po swojemu, bo rodzicom i tak jest to obojętne, skoro dają mu wolną rękę w nauce.
    • anetchen2306 Re: pilnować 04.10.12, 15:06
      Pilnowac, wlasnie z powodu "glupkowatego wieku".
      Moj syn tez spoczal po podstawowce na laurach. Bo tam wystarczalo tylko uwazac na lekcji i odrobic zadanie domowe. W gimnazjum na poczatku bylo tak samo: jego "nauka" ograniczala sie do odrobienia zadania domowego, ewentualnie przeczytania czegos w ksiazce. Dalam mu poczatkowo czas, bo nowa szkola, nowy system ... Chcialam tez, by zobaczyl i odczul na wlasnej skorze, ze taki system "uczenia sie" zamierzonych efektow w postaci dobrych ocen raczej nie przyniesie. I rzeczywiscie: najpierw z jezykow obcych, czyli tam, gdzie trzeba "zakuwac" (slowka, zwroty) pojawila sie problemy, glownie wlasnie z odpowiedzi biezacych. Pozniej takze z prac klasowych, bo ciezko mu bylo zamiast 10 slowek nauczyc sie nagle 150 slowek ... I nawet jak sie ich nauczyl, to dzien pozniej jiz nie pamietal.
      Az matka ukrocila ten niecny proceder tongue_out
      Najpierw bylo odpytywanie slowek z anglika i franca (tego drugiego matka nie umie, ale z podrecznika bezblednie przepisac potrafi). Nie, nie uczylam sie z nim - wyznaczalam tylko czas. Po tym czasie nastepowala kontrola. Dostal tez szlaban na ukochanego xboxa. Oceny zaczely sie polepszac.
      Sa dzieci, ktore kontroli nie potrzebuja (u mnie rodzice nigdy nie kontrolowali zadan domowych ani stanu mojej wiedzy). Sa jednak tez takie zatwardziale egzemplarze, ktore potrzebuja przyslowiowego bata nad soba, bo inaczej sie zapuszcza w las ...
      Mam kolege, jest lekarzem kardiologiem. Jego matka opowiadala, ze jakby lenistwo smierdzialo, to w gimnazjum obok niego nikt by nie usiadl - smierdzialoby od niego na kilometr. I tez go pilnowala. I dopiero tak w polowie liceum kolega odkryl, ze warto sie uczyc i ze nauka kosztuje: trzeba umiec zrezygnowac z tego czy owego, by tym czy owym w przyszlosci zostac. I ze nie wszystko do glowy wchodzi samo z siebie. Ze po prostu trzeba miec czas, by sie uczyc i ten czas umiec odpowiednio spozytkowac na nauke a nie na sciemnianie, ze sie uczylo.
    • marghe_72 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 15:15
      Mam na stanie 12 latkę.
      Nie pilnuję od pierwszego dnia szkoły.
      Na razie nie ma problemów. Zobaczymy co będzie w gimnazjum
    • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 17:33
      ustaliłam z nim, co nastepuje:
      chcę widziec na codzień, że się stara, ma rozlanować sobie cały tydzień z uwzględnieniem, którego dnia czego się uczy, wieczorem sporadycznie i niezapowiedzianie odpytam sobie z czegoś, co tego dnia miało być nauczone, ma się uczyć na bieżąco a nie przed sprawdzianem
      ustaliliśmy, z jakiego przedmiotu jakie oceny są dopuszczalne (z fizyki i chemii zgodziłam się na tróję, z języków ma być 5 - może to osiągnąć niedużym wysiłkiem, stać go, podobnie geografia i polski, z reszty mogą być czwórki)
      spotkania z dziewczyną - ograniczone,
      za miesiąc idę do szkoły celem sprawdzenia czy coś się zmieniło na lepsze
      jeśli nie będzie poprawy - szlaban się zaostrzy o odcięcie od gotówki (będzie dostawał tylko na to, co konieczne) i wyjścia weekendowe, ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie
      • verdana Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 21:58
        Wszystko zalęży - jeśli zawsze dotychczas dziecko było pilnowane, a teraz matka odpusciła i dziecię dostaje gorsze stopnie - to znaczy, że odpuścić trzeba dalej, najwyżej pokazać dziecku, jak należy się uczyć. Bo okazuje się,z ę doprowadzilismy nastolatka do stanu, w którym nie potrafi sam sie pilnować, sam odrobić lekcji, słowem nie umie się uczyć, a jego poprzednie oceny nie są ocenami jego, tylko wspólnymi. Sam ich zdobyć nie potrafi, a zatem i w dobrym liceum sam sobie nie poradzi. Pora pomagać, gdy trzeba i nie pilnować, inaczej za rok-dwa bedzie dramat.
        Co innego, gdy dotychczas samodzielne i w miarę pilne dziecko opuszcza sie w nauce. 14 lat to głupi wiek i wtedy nalezy trochę jednak wzmóc nadzór. Nigdy jednak nie dajac kar typu szlaban na randki. Nie o to chodzi bowiem, aby nauka kojarzyła się z katorgą, a dziecku uczyło się,z ę kazda praca jest ważniejsza od uczuć i zycia osobistego. Bo nie jest.
        • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:29
          Verdano, on wie, jak się nauczyć, jak chce (sprawdziany zalicza i uczy się do nich). Nie uczy się natomiast na bieżąco, odkłada, nie planuje czasu, nie chce mu się. Do tej pory bywało różnie - dawałam spokój, jeśli nie było zaległości. Kiedy miewał stany wzmożonego lenistwa (a miewa okresowo dłuższe i krótsze fale lenistwa na przemian ze słomianym zapałem), zaczynałam kontrolować, czasem się wykłóciłam, czasem zmotywowałam jakąś nagrodą. Odkąd jest dziewczyna, brakuje czasu na bieżące uczenie lub, co chyba bliższe prawdy, czas jest źle zagospodarowany. Stąd ograniczenia spotkań. Nie mam nic przeciwko dziewczynie, nawet ją lubię i gdyby raz ,,przez nią'' (a raczej nie przez nią tylko przez nie zorganizowanie) coś zawalił, nie robiłabym problemu, ale zauważam tu równię pochyłą...

          I podkreślam, że nie zabraniam mu spotkań z dziewczyną. Ograniczyłam je. Z rozmowy z nim wynika, że on rozumie moje stanowisko, chce dostać się do liceum, chce mieć lepsze oceny, problem w tym, że mu się obecnie potwornie nie chce uczyć, przyznaje, że czasami pół godziny bezmyślnie patrzy w książkę, myśli o czymś innym. Dotyczy to też geografii i historii, które bardzo lubi.
        • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:38
          > Co innego, gdy dotychczas samodzielne i w miarę pilne dziecko opuszcza sie w na
          > uce. 14 lat to głupi wiek i wtedy nalezy trochę jednak wzmóc nadzór.

          Dokładnie o to chodzi.
      • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 22:54
        janka345 napisała:
        > z języków ma być 5 - może to osiągnąć niedużym wysiłkiem, stać go, podobnie geografia i polski, z reszty mogą być czwórki)

        Ale to jest trochę bez sensu. Nawet jeśli w rekrutacji do liceum będzie mu się liczył język, to będzie to jeden język, a nie 2 języki. Może warto 1 język trochę odpuścić i zainwestować czas w rozwalanie testów gimnazjalnych?
        • robitussin Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:24
          > Ale to jest trochę bez sensu. Nawet jeśli w rekrutacji do liceum będzie mu się
          > liczył język, to będzie to jeden język, a nie 2 języki.

          Ty masz kulę szklaną, że wiesz, do jakiego liceum on idzie i jakie tam są wymagania? Może musi mieć takie czy śmakie oceny z konkretnych przedmiotów.
          Moje dzieciaki do gimnazjum zdawały egzaminy z matematyki, polskiego i angielskiego. Ten ostatni na poziomie zbliżonym do FCE, bo gimnazjum jest anglojęzyczne. Idąc tym tokiem myślenia, jaki proponujesz w ogóle nie powinny się do niczego przykładać, bo wystarczyłoby im zaliczenie testu kompetencji szóstoklasisty. Owszem, do rejonówki jak najbardziej, ale one nie szły do rejonówki.
          • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 04.10.12, 23:38
            na tym profilu języki są ważne. Przy jednakowej średniej dostanie się ten, który ma lepsze oceny z języków, a synowi nauka języków przychodzi z łatwością i nie musiałby się wysilać bardzo, żeby tę piątkę mieć (z ang. i 6 byłoby w jego zasięgu, ale się nie upieram, że musi ją zdobyć, po prostu wiem, że gdyby chciał toby mógł)
          • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 23:20
            Nie muszę mieć szklanej kuli, żeby domyślić się, że skoro młodzian wybiera się nie do jakiegoś bardzo wypasionego liceum, to pewnie w punktacji będą liczyły mu się oceny z kilku przedmiotów - w tym pewnie najwyżej 1 z języka obcego oraz na pewno matematyka i polski oraz wynik egzaminów gimnazjalnych - z języka obcego (też jednego), polskiego,wos-hist, matematyki i biol-geo-fiz-chem. Biorąc pod uwagę warunki rekrutacji w województwie mazowieckim to różnica między dwoma 5-tkami z 2 języków, a 5-tką i 4-ką jest żadna (o ile język jest brany pod uwagę, ale często tak jest). Za to mając z tych języków 6 i 4 ma się 4 punkty więcej. W każdym zestawie przedmiotów punktowanych jest matematyka, na dokładkę całkiem sporo można zyskać na egzaminie gimnazjalnym - także za wiedzę z chemi czy fizyki. Więc z punktu widzenia strategii dostawania się do liceum ładowanie całej pary w uczenie się 2 języków obcych,( zwłaszcza że nie ma nadmiaru tej pary) i zapewne kosztem kilku innych przedmiotów wydaje mi się trochę bez sensu.
            • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 15:45
              > Biorąc pod uwagę warunki rekrutacji w województwie mazowieckim

              Przecież każda szkoła ma swoje własne dodatkowe warunki rekrutacji. Skąd wiesz, jakie są warunki przyjęć w liceum, do którego idzie ten chłopak?

              > ładowanie całej pary w uczenie się 2 języków obcych,( zwłaszcza że nie ma nadmiaru tej
              > pary) i zapewne kosztem kilku innych przedmiotów wydaje mi się trochę bez sensu.

              Doczytałaś w ogóle co na ten temat pisała mama chłopca?
              • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 23:59
                aquarianna napisał(a):
                > Co to znaczy "ogarnia"? W pierwszej klasie SP miała już pełną świadomość, że je
                > śli zaniedba systematyczną naukę, przygotowanie do sprawdzianów, to w przyszłoś
                > ci może mieć problemy z dostaniem się do wymarzonej szkoły?
                A po co w I klasie taka świadomość? Chyba po to, żeby od razu stanąć do wyścigu szczurów?
                Panna, teraz III gimnazjum, zapoznała się z zasadami rekrutacji do liceów i wie co może ewentualnie trochę odpuścić bez wielkiej szkody dla punktacji. Wariantów odnośnie wyboru liceów jest kilka i nie traktujemy tego w stylu: "jeśli nie dostanie się do tego jednego to będzie strasznie i zaprzepaści to jej przyszłość". Jej zadaniem jest się po prostu uczyć,porobić trochę testów i zdecydować na koniec o tym jakie licea i w jakiej kolejności wpisze w kseon.
                I owszem, w przypadku dobrego ucznia nagle opuszczającego się w nauce , jakiś szlaban na kompa czy tv może pomóc szybko opanować sytuację.
                Ale przypadek dobrego ucznia nagle opuszczającego się w nauce to nie jest przypadek syna Janki. On chyba nie opuścił się we wrześniu w II klasie tylko jakby ciut wcześniej. Wtedy jakiejś zdecydowanej interwencji niie było, a teraz do mamy nagle dotarło, że świadectwo z II klasy może mieć jakieś znaczenie. I zaczyna wymyślać różne dziwne rzeczy typu przepytywanie całkiem zdolnego 14-latka z wyuczonych lekcji.
                Ja bym pewnie zaczęła od poważnej rozmowy, pomocy w nauczeniu organizacji odrabiania lekcji i nauki i przypominaniu o odrabianiu prac domowych i uczeniu się na bieżąco. Być może wymagałabym, żeby o godzinie x był w domu i poświęcił godzinę na odrabianie lekcji.Represje w postaci robienia szlabanów na wszystko co się da - kasę, wszelką rozrywkę, wyjścia weekendowe i tak nic nie dadzą, jeśli małolat nie będzie chciał się uczyć. Za to mogą zostać odebrane jako kara za coś co do tej pory przecież nie było aż takim problemem. I na pewno nie ustalałabym, że z przedmiotu x ma być 5 a z y - 4.
              • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 00:25
                aquarianna napisał(a):

                > > Biorąc pod uwagę warunki rekrutacji w województwie mazowieckim
                >
                > Przecież każda szkoła ma swoje własne dodatkowe warunki rekrutacji. Skąd wiesz,
                > jakie są warunki przyjęć w liceum, do którego idzie ten chłopak?
                >
                Warunki przyjęć do publicznych szkół ponadgimnazjalnych, w szczególności do liceów, w woj mazowieckim na rok 2012/2013 określił mazowiecki kurator oświaty w zarządzeniu z 06.02.2012. Jest tam określone ile punktów można zdobyć i za co. Dodatkowe warunki występują przy np. liceach 2-języcznych , ale takich liceów jest niewiele. Ale i te muszą brać pod uwagę punktację z zarządzenia mazowieckiego kuratora oświaty. Więc zasadniczo warunki rekrutacji w całym województwie mazowieckim między klasami różnią się 3 przedmiotami punktowanymi (bo polski musi być uwzględniony zawsze)

                > > ładowanie całej pary w uczenie się 2 języków obcych,( zwłaszcza że nie ma
                > nadmiaru tej
                > > pary) i zapewne kosztem kilku innych przedmiotów wydaje mi się trochę bez
                > sensu.
                >
                > Doczytałaś w ogóle co na ten temat pisała mama chłopca?
                A owszem - liczy się przede wszystkim średnia, a wyniki z języków dopiero przy jednakowej średniej. I pewnie dopiero na 3-cim miejscu świadectwo z II klasy. W związku z tym śmiem twierdzić, że 2 5-tki z języków nic młodemu nie pomogą jeśli będzie miał zbyt niską średnią z powodu odpuszczenia chemii z fizyką.
    • ania19821 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 00:04
      Jak najbardziej pilnować. 14 lat to najgłupszy wiek - wiem to po sobie, pamiętam że wtedy miałam w głowie wszystko poza nauką. Ponoszenie odpowiedzialności w tym wieku (w postaci niedostania się do fajnego liceum) za przyzwoleniem rodzica to jakieś nieporozumienie.-
    • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 09:17
      Uważam, że w takiej sytuacji, jak opisujesz nie ma niczego niewłaściwego w tym, by zwiększyć kontrolę nad tym, co robi syn, jak się uczy itp.
      Bardzo często i paradoksalnie mimo tego, że w podstawówce uczeń sam potrafił zmobilizować siebie do pracy, w gimnazjum następuje diametralna zmiana i ten sam, pilny, systematyczny uczeń ma lepsze rzeczy na głowie, niż nauka. Po prostu ją zaniedbuje i nie kontrolowany odpowiednio może wpaść w spiralę zaległości, złych ocen, które trudniej będzie poprawić, a materiał nadrobić. Oczywiście nie sama nauka jest w życiu ważna, ale z tego, co piszesz, u Was liczy się średnia ocen, więc nie ma w ogóle o czym dyskutować. Przychylam się do opinii większości, że lepiej przypilnować nastolatka, nawet jeśli ktoś uważa, że to nadopiekuńczość, niż potem pluć sobie w brodę, że się coś zaniedbało.
      • aniko16 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 15:34
        "Ja jestem za pilnowaniem, ale nie w sensie, że wszystkiego muszę dopatrzeć, ale tak, żeby młody człowiek czuł, że nie ma samowolki. Bo jak popuści się w nauce, to młodzieniec uzna, że resztę tez może "dziergać" po swojemu, bo rodzicom i tak jest to obojętne, skoro dają mu wolną rękę w nauce."
        Popieram w 100%. Mój syn właśnie tego potrzebuje, czuje się "zaopiekowany", chce żebym interesowała się nim, ergo jego szkołą. Jednak "niezapowiedziane odpytki", ustalanie z czego jaka ocena i wspólna strategia w dostaniu się do szkoły jaką sobie mama upatrzyła to pójście o wiele za daleko. Odebrałoby to dziecku samodzielnośc, poczucie odpowiedzialności, pasję i niestety ... zwykłe myślenie, zastanawianie się nad sobą i zrozumienie konsekwencji własnych poczynań.
        • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 15:57
          Syn bohaterki SAM wybrał sobie szkołę (patrz pierwszy wpis). Nikt go chyba nie odpytuje.

          Poza tym - chłopak ma wiedzę na dobrym poziomie (patrz wyniki sprawdzianów) i nie musi byc "pilnowany", po to, żeby się uczyć. Ale szkołą ocenia nie tylko wiedzę finalną, ale także np. systematyczność. I chłopak tutaj polega. Bo z takim podejściem może miec np doskonały wynik egzaminów gimnazjalnych i nie dostać się do wybranego liceum, bo zabraknie mu akurat 4 pkt za różnice miedzy 4 i 5 z jednego z głownych przedmiotów. ( a np w Wa-wie "walka" toczy sie czasami o miejsce po przecinku)

          Nie wiem czy autorka tutaj jeszcze jest, ale jestem ciekawa czy jej syn DOKŁADNIE wie na czym polega rekrutacja i czy próbował zrobić symulację swoich wyników i porównac je do wymagań wybranego liceum.
          • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 17:58
            Do tej pory sprawdzałam z synem na stronie liceum za co przyznaje szkoła punkty i ile. Wiem, że w różnych latach próg jest różny. Czasami mozna się dostać ze średnią 4,6, czasami wystarczy 4,4 - zależy od roku, wyników ogólnych egzaminu itp. Czasami szkoła chce wiedzieć świadectwo z 2 klasy. Pisze się tez coś w rodzaju listu motywacyjnego, w którym opisuje się swoje zainteresowania, co się robi poza szkołą, w czym bierze udział, jakie ma się plany. Ogólnie lubią tam uczniów nastawionych nie tylko na wkuwanie, którzy poza średnią mają coś jeszcze w zanadrzu. Kiedyś była rozmowa, teraz jest ten formularz.
            Były przypadki, że przyjęli kogoś z niższą średnią ze świadectwa, ale z osiągnięciami z jakiegoś przedmiotu. Tam dyrektor ma taką wizję, chce ludzi nietuzinkowych. Jeśli średnia jest przyzwoita, a delikwent ma się czym poza średnią pochwalić, to duże szanse, że się dostanie. Ale jeśli średnia jest znakomita i nic poza tym sobą nie reprezentuje, to może się i nawet nie dostać...
            • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 18:25
              Czasami mozna się dostać ze
              > średnią 4,6, czasami wystarczy 4,4 - zależy od roku, wyników ogólnych egzaminu
              > itp. Czasami szkoła chce wiedzieć świadectwo z 2 klasy."

              Chodzi o szkołę w Polsce? Ale to chyba nie jest szkoła publiczna?

              W takim razie - może nie warto aż tak koncentrować się na ocenach, zwłaszcza że syn jest - jak rozumiem - w drugiej klasie? Może niech się skupi na swoich zainteresowaniach?
              • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 18:45
                W Polsce i publiczna.
                Jest to szkoła w małym mieście, gdzie są 4 licea i 2 technika. Jest cisnące liceum, które przyjmuje uczniów z bardzo wysoką średnią i jest tam ciężko dostać dobrą ocenę (tu syn nie chce i się zgadzam), liceum, do którego syn chce sie dostać (średnia musi być przyzwoita), liceum słabe i liceum popołudniowe. To ,,nasze'' liceum ma określoną ilość miejsc, zwykle tę samą. jęsli dajmy na to przyjmą wszystkich ze średnią 4,6 i wyższą są jeszcze miejsca, obniżają próg. Ostatnimi czasy dzieciaków jest mało ze względu na niż, więc mogą przyjąć z niższą średnią. W zeszłym roku obniżyli próg i tych z niższą jednakową średnią prosili o doniesienie świadectwa z 2 klasy
                • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 21:18
                  A jaką średnią ma teraz syn?

                  I co z jego pasjami, zainteresowaniami, skoro to jest kluczowa sprawa w wybranym liceum?
                  • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 10:33
                    joa66 napisała:

                    > I co z jego pasjami, zainteresowaniami, skoro to jest kluczowa sprawa w wybrany
                    > m liceum?
                    Chodzi a zajęcia pozalekcyjne, ma pasje, którym lubi poświęcać czas, problemem jest złe zorganizowanie czasu (po rozmowie ze mną zrobił sobie jakiś tam grafik, nie sprawdzam dopóki nie muszę) i ogólna niechęć do uczenia się na bieżąco
                    • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 11:34
                      Moim zdaniem żadne szlabany w opisywanej sytuacji nie mają sensu. Po zakończeniu 1 semestru można obliczyc średnią i w związku z nią zapytać o plany młodzieńca. Pewnie warto przyjrzeć się też temu jak wygląda tydzien młodego. Bo może się okazać, że ten leniwy chłopiec jest bardzo zapracowany (zajęcia pozalekcyjne?). Albo traci 4 godzin dziennie na facebooku . I grafik to nie wszystko, a jeżeli ktoś nie wierzy, to niech sam sobie zrobi grafik idealnej pani/pana domu i się tego trzyma.

                      Przy tak uznaniowej rekrutacji do wybranego liceum na pewno sugerowałabym przygotowanie planu B.
                      • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 14:11
                        joa66 napisała:

                        > Moim zdaniem żadne szlabany w opisywanej sytuacji nie mają sensu. Po zakończeni
                        > u 1 semestru można obliczyc średnią i w związku z nią zapytać o plany młodzieńc
                        > a."

                        A w ogóle, to w której klasie jest chłopiec? Chyba w drugiej? Więc jest jeszcze trochę czasu na opracowanie sensownej strategii i nie warto zaczynać od drastycznych ograniczeń.

                        Poza tym - dziwna jakaś ta rekrutacja. Jakieś świadectwa z drugiej klasy, średnie, konkurs piękności...A test gimnazjalny? No, ale może trzeba by poznać szczegóły.
                        • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 16:36
                          > Poza tym - dziwna jakaś ta rekrutacja. Jakieś świadectwa z drugiej klasy, średn
                          > ie, konkurs piękności...

                          No niestety, pomimo niżu demograficznego niektóre szkoły mają tak ostre kryteria przyjęć, że czasem trzeba się trochę pomęczyć, żeby sprostać wymaganiom. Czasem naprawdę warto, bo takie szkoły są przyjazne uczniom, mają bogate zaplecze naukowe i generalnie 3 spędzone tam lata nie idą na marne. W liceum, do którego chce iść moja córka, stopnie są mniej ważne, ale na przykład największe szanse mają laureaci konkursów i olimpiad, choćby ich średnia ocen była nieciekawa (co w przypadku olimpijczyków i tak rzadko się zdarza).
                          • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 16:43
                            Ale dziwność systemu nie polega na wysokich wymaganiach, tylko na uznaniowości.
                            W woj mazowieckim wszystko jest dokładnie policzone - stopnie, egzamin, olimpiady itd.
                            I nie ma możliwości przyjmowania kogoś do liceum na podstawie jego podania , rozmowy kwalifikacyjnej itd. (mówię o szkołach publicznych).
                            • morekac Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 19:22
                              Otóż to.Zaś wszystkie szkoły publiczne muszą mieć regulamin rekrutacji zgodny z ogólnymi wytycznymi danego kuratorium, nawet jeśli robią jakieś dodatkowe sprawdziany uzdolnień.
                              • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 09:28
                                morekac napisała:

                                > Otóż to.Zaś wszystkie szkoły publiczne muszą mieć regulamin rekrutacji zgodny z
                                > ogólnymi wytycznymi danego kuratorium, nawet jeśli robią jakieś dodatkowe spra
                                > wdziany uzdolnień.

                                OK, ale jakie ma znaczenie ten regulamin zgodny z ogólnymi wytycznymi, skoro kryteria dodatkowo są zaostrzane przez samą szkołę i nie ma w tej kwestii kompletnie żadnych przeciwwskazań.
                                • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 09:42
                                  Błagam, podaj przykład szkoły publicznej gdzie brana pod uwage jest rozmowa kwalifikacyjna. Zwykle są to egzaminy, swiadectwo, konkursy, inne mierzalne osiągnięcia.

                                  W Warszawie jest liceum społeczne gdzie przyjmuje sie młodzież przede wszystkim na podstawie wewnetrznego egzaminu, w tym" rozmów" , praktycznie uczniowie są przyjmowani własnie unzaniowo i budzi to ogromne kontrowersje. Ale to szkoła niepubliczna więc może sobie na to pozwolić.
                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 09:56
                                    joa66 napisała:

                                    > Błagam, podaj przykład szkoły publicznej gdzie brana pod uwage jest rozmowa kwa
                                    > lifikacyjna.

                                    Joa, litości smile Gdzie ja napisałam, że gdziekolwiek brana jest pod uwagę rozmowa kwalifikacyjna. Pokaż mi to dokładnie w moich postach.

                                    > Zwykle są to egzaminy, swiadectwo, konkursy, inne mierzalne
                                    > ]osiągnięcia.

                                    I czy napisałam cokolwiek innego? Dodałam jedynie wolontariat lub osiągnięcia sportowe czy artystyczne, ale pozakonkursowe.

                                    > W Warszawie jest liceum społeczne gdzie przyjmuje sie młodzież przede wszystkim
                                    > na podstawie wewnetrznego egzaminu, w tym" rozmów"

                                    I te testy wewnętrzne nie są punktowane? Bo moja córka zdając do gimnazjum (publicznego, choć nierejonowego) również zdawała testy wewnętrzne i były one jak najbardziej puntowane. Osoby, które chciały iść do klasy stricte językowej przechodziły też test ustny w danym języku. Też punktowany. I nie widzę w tym niczego dziwnego, bo jak inaczej można ocenić znajomość języka, jeśli egzaminator nie słyszy konkretnej osoby? Znajomość języka polega także na jego mówieniu, a nie tylko pisaniu.

                                    > praktycznie uczniowie są przyjmowani własnie unzaniowo i budzi to ogromne kontrowersje.

                                    Ale jak "uznaniowo"? Nie ma punktów za poszczególne pozycje? Uczniowie składają świadectwa, wyniki testów gimnazjalnych, piszą testy wewnętrzne i potem po prostu wisi lista, kto przyjęty, a kto nie, bez podania przejrzystej kwalifikacji? Jeśli tak, to jest to absurd, ale ja nie o takich przypadkach piszę.
                                    • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 10:03
                                      Janka pisała, że w rekrutacji liczą się pasje. Przepraszam - w jaki sposób mierzone?

                                      Co do egzaminów wewnętrznych w szkole niepublicznej - punkty jakieś są, tylko zainteresowani mają czasami problem z tym, że Jaś, nienajlepszy uczeń, dostał z egzaminu 100%, a Magda uczennica bardzo dobra tylko 40%. Być może faktycznie Jaś był wczesniej niedoceniany (nawet na egzaminach zewnętrznych), byc może Magda była kujonką bez żadnych zainteresowań, ale ludzie zaczynają się zastanawiać czy przyczyna tego nie jest fakt, że tata Jasia jest posłem?

                                      I żebz takich sztuacji uniknąć, w szkołach publicznzch się ich unika.
                                      • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 12:53
                                        joa66 napisała:

                                        > Janka pisała, że w rekrutacji liczą się pasje. Przepraszam - w jaki sposób mier
                                        > zone?

                                        Zero-jedynkowo zapewne. Albo na podstawie uczestnictwa w klubach, związkach, szkołach, na podstawie osiągnięć - dyplomy, medale. Albo jeszcze inaczej. Tak trudno przeznaczyć kilka punktów na ten cel i przyznawać je w zależności od tego, czy ktoś faktycznie działa gdzieś poza szkołą i ma to potwierdzone oraz nie przyznawać ich, jeśli ktoś takiego potwierdzenia nie ma? Bo ja autentycznie nie widzę problemu.

                                        > Co do egzaminów wewnętrznych w szkole niepublicznej - punkty jakieś są, tylko z
                                        > ainteresowani mają czasami problem z tym, że Jaś, nienajlepszy uczeń, dostał z
                                        > egzaminu 100%, a Magda uczennica bardzo dobra tylko 40%.

                                        Skoro Jaś napisał na 100% a Magda na 40%, prace są do wglądu, każdy może zobaczyć, gdzie zrobił błędy, to w którym miejscu widzisz problem? To samo może się tyczyć egzaminu gimnazjalnego.

                                        > ś był wczesniej niedoceniany (nawet na egzaminach zewnętrznych), byc może Magda
                                        > była kujonką bez żadnych zainteresowań, ale ludzie zaczynają się zastanawiać c
                                        > zy przyczyna tego nie jest fakt, że tata Jasia jest posłem?

                                        A co ma do rzeczy fakt, kim jest tata Jasia? Przecież te testy nie są sygnowane imieniem i nazwiskiem, tylko kodami, są normalne komisje egzaminacyjne, więc kto i jak ma wiedzieć, kim jest tata Jasia?

                                        > I żebz takich sztuacji uniknąć, w szkołach publicznzch się ich unika.

                                        Mam wrażenie, że jednak niewiele wiesz realnie o rekrutacji do wielu szkół publicznych.
                                        • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 13:17
                                          Ależ są punkty w tej szkole: za egzamin, za świadectwo, za olimpiady, za wolontariat trwający co najmniej 10 miesięcy, ale też dołącza się do świadectwa wszelkie zaświadczenia przynależności do klubów sportowych, zaśw. z wolontariatów, zaświadczenia udziału w konkursach (nie tylko finału, w ogóle udziału), co nie punktowane zwykle przy rekrutacji, a mile widziane w tej szkole, to świadectwa ukończenia szkół artystycznych (np. muzycznej, plastycznej). Wiem, że dzieciaki składające tam podania, zanosiły spore teczki.
                                          To na wypadek jednakowej punktacji z innymi kandydatami i konieczności decyzji, kogo przyjąć. W zeszłym roku próg był 94 punkty, a 2 lata temu 89.
                                          • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 13:33
                                            > To na wypadek jednakowej punktacji z innymi kandydatami i konieczności decyzji,
                                            > kogo przyjąć.

                                            Dokładnie o to chodzi. Jeśli okaże się, że np. do danej klasy wszyscy kandydaci osiągnęli tę samą ilość punktów, to kogo należałoby przyjąć? Ustala się kolejne kryteria. Nie zawsze można otworzyć równoległą klasę, nie zawsze można przyjąć 40 osób. Czasem część osób godzi się przejść do klasy o innym profilu, mniej obsadzonej, czasem część idzie do innej szkoły, ale jeśli takich przypadków nie ma, to co wówczas?

                                            • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 16:28
                                              A to już kwestia na ile różnicujące są te główne kryteria. Zauważ, że w egzaminie gimnazjalnym jest w sumie do zdobycie 5*100% punktów - to samo powinno działać dość różnicująco.
                                          • morekac Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 14:41
                                            Janka, a jak jest prowadzona rekrutacja? Elektronicznie za pomocą jakiegoś systemu, czy też składa się papiery do poszczególnych szkół? Czy do klasy jest przeprowadzany jakiś dodatkowy sprawdzian: z muzyki, plastyki ?
                                          • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 14:46
                                            janka345 napisała:
                                            W zeszzłym roku próg był 94 punkty, a 2 lata temu 89."

                                            Ok, a jaki jest maksymalny wynik możliwy do osiągnięcia?
                                            Bo np. w woj. mazowieckim to jest 200 pkt., więc nie wiem do czego odnieść podane przez Ciebie liczby.
                                          • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 16:24
                                            Ale ile punktów za to wszystko można dostać? Bo wg kryteriów w woj mazowieckim to można było dostać maks 3 punkty za wolontariaty i maks 3 punkty za jakieś udokumentowane osiągnięcia sportowe i artystyczne. Dla porównania - za 6 z przedmiotu punktowanego (a jest ich 4) było to 18 punktów, za 5-15, a z 4 -10 itd. Ile można punktów dostać za stopnie i jak stopnie przekładają się na punkty? Czy liczy się tylko średnia czy przede wszystkim oceny z kilku konkretnych przedmiotów?Ile punktów można dostać w zależności od wyniku gimnazjalnego? Jaki jest wynik maksymalny?
                                    • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 11:12
                                      aquarianna napisał(a):
                                      > I czy napisałam cokolwiek innego? Dodałam jedynie wolontariat lub osiągnięcia s
                                      > portowe czy artystyczne, ale pozakonkursowe.
                                      Ale za to można przyznać też liczbę punktów zgodną z wytycznymi kuratota a nie dowolnie. Np do 3 punktów za inne osiągnięcia.

                                      > I te testy wewnętrzne nie są punktowane? Bo moja córka zdając do gimnazjum (pub
                                      > licznego, choć nierejonowego) również zdawała testy wewnętrzne i były one jak n
                                      > ajbardziej puntowane. Osoby, które chciały iść do klasy stricte językowej przec
                                      > hodziły też test ustny w danym języku. Też punktowany. I nie widzę w tym niczeg
                                      > o dziwnego, bo jak inaczej można ocenić znajomość języka, jeśli egzaminator nie
                                      > słyszy konkretnej osoby? Znajomość języka polega także na jego mówieniu, a nie
                                      > tylko pisaniu.
                                      Gimnazja rządzą się trochę swoimi prawami. A np.licea dwujęzyczne w Wwie jak najbardziej robią testy z języka, oceniają i przydzielają punkty - po czym punkty te są doliczane do pozostałych wyników rekrutacji. Nie jest tak, że ktoś kto najlepiej zdał ten sprawdzian językowy na liście przyjętych na pewno wyprzedzi wszystkich innych. Bo może mieć 20% z egzaminu gimnazjalnego i 20 punktów za świadectwo i się nie dostać.
                                      • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 13:09
                                        > Gimnazja rządzą się trochę swoimi prawami. A np.licea dwujęzyczne w Wwie jak na
                                        > jbardziej robią testy z języka, oceniają i przydzielają punkty - po czym punkty
                                        > te są doliczane do pozostałych wyników rekrutacji. Nie jest tak, że ktoś kto n
                                        > ajlepiej zdał ten sprawdzian językowy na liście przyjętych na pewno wyprzedzi w
                                        > szystkich innych.

                                        Zdziwiłabyś się. Pula punktów jest ogólna, więc jeśli ktoś zbierze mniej punktów za egzamin czy średnią, to spokojnie może to nadrobić w testach wewnętrznych. Tym sposobem kolega mojej córki, który orłem nie był, ale mieszkał w rodzicami w USA, zdał owe testy jezykowe na maksymalną ilość punktów. Nikomu z jego konkurentów to się nie udało, dystans był spory, więc on się dostał, a ktoś inny, który miał maksy z testu kompetencji 6-klas i idealną średnią, ale wyniki testów przyzerowe już nie. Podkreślę, że to nie jest gimnazjum rejonowe, więc obowiązku przyjęcia ucznia nie ma. Ale też nie prywatne.
                                        • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 16:35
                                          hm, ale większość mojego postu dotyczyła rekrutacji do liceów? Sądząc po progach do klas 2-języcznych w liceach nie tak łatwo nadrobić na teście językowym słabe wyniki egzaminu i zupełnie kiepskie oceny.
                            • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 09:26
                              joa66 napisała:

                              > Ale dziwność systemu nie polega na wysokich wymaganiach, tylko na uznaniowości.
                              > W woj mazowieckim wszystko jest dokładnie policzone - stopnie, egzamin, olimpia
                              > dy itd. I nie ma możliwości przyjmowania kogoś do liceum na podstawie jego podania , ro
                              > zmowy kwalifikacyjnej itd. (mówię o szkołach publicznych).

                              Ale nie o tym mowa, tylko o tym, że są szkoły, gdzie kryterium stanowić może jedynie test gimnazjalny i średnia ocen, a są takie, gdzie dodatkowo przyznaje się punkty za olimpiady, za wolontariat, za aktywność pozaszkolną oraz za wyniki rekrutacyjnych testów wewnętrznych przeprowadzanych przez szkołę. I piszę jak najbardziej o placówkach publicznych.
                              • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 11:31
                                aquarianna napisał(a):


                                > Ale nie o tym mowa, tylko o tym, że są szkoły, gdzie kryterium stanowić może je
                                > dynie test gimnazjalny i średnia ocen,
                                W woj mazowieckim nie ma takich szkół publicznych.
                                > a są takie, gdzie dodatkowo przyznaje się punkty za olimpiady, za wolontariat, za aktywność pozaszkolną
                                zgodnie z wytycznymi za bycie finalistą olimpiady jest +13 punktów, a laureat olimpiady ma wstęp z automatu niemal wszędzie (z wyjątkiem matexu w Staszicu czy pewnie kilku klas 2-języcznych, ale i w tych wszystkich klasach z automatu dostaje na starcie 200 punktów rekrutacyjnych)

                                >a wolontariat i aktywność
                                Wolontariaty i inne tego typu aktywności też podpadają pod zarządzenie i są w miarę jasno określone, łącznie z maksymalną luczbą punktów. Na pewno nie jest tak, że jeden uczeń może dostać w klasie X 2 punkty za 2 miejsce w jakimś kangurku, a jego kolega 0 , 1 lub 3 punkty dokładnie za to samo.

                                > oraz za wyniki
                                > rekrutacyjnych testów wewnętrznych przeprowadzanych przez szkołę.
                                Szkół takich jest nie tak dużo. W Wwie raptem kilka liceów z klasami 2-języcznymi (a że raczej mało kto będzie startował równocześnie do klas 2-języcznych w różnych językach, więc wybór w sumie nie jest przyprawiający o straszny ból głowy) , matex w Staszicu i to pewnie wszystko. Przy czym jeśli uczeń nie startuje do klasy 2-języcznej czy do matexu to do pozostałych klas tego liceum może zostać przyjęty w standartowym trybie rekrutacji - o ile ma liczbę punktów zapewniającą mu miejsce nad kreską.
                          • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 17:43
                            > No niestety, pomimo niżu demograficznego niektóre szkoły mają tak ostre kryteri
                            > a przyjęć, że czasem trzeba się trochę pomęczyć, żeby sprostać wymaganiom."

                            Ale wymagania do liceum, o którym pisała janka wcale nie są jakieś zaporowe. Średnia 4,6 to chyba nawet nie jest świadectwo z wyróżnieniem.

                            "W liceum, do którego
                            > chce iść moja córka, stopnie są mniej ważne, ale na przykład największe szanse
                            > mają laureaci konkursów i olimpiad, choćby ich średnia ocen była nieciekawa (co
                            > w przypadku olimpijczyków i tak rzadko się zdarza). "

                            Tak jest w każdym publicznym liceum w całej Polsce i wynika to z ustawy, która reguluje takie sprawy. No może pojedynczymi klasami typu matex w warszawskim Staszicu, klasy dwujęzyczne, IB czy jakieś specyficzne, np. plastyczna w Cervantesie (w-wa) - gdzie obowiązują testy predyspozycji czy egzaminy.
                            Słowem - jeśli córka będzie laureatką konkursu kuratoryjnego dajmy na to w woj. zachodniopomorskim, bo nie wiem gdzie mieszkacie, to śmiało może startować do każdego w ogólniaka w Polsce (poza wyjątkami, o których wspominałam) i zostanie do niego przyjęta niezależnie od posiadanej średniej ocen.
                            Natomiast do żadnego publicznego ogólniaka w woj. mazowieckim nie ma konkursu na ciekawą osobowość big_grin





                            • morekac Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 19:29
                              > No niestety, pomimo niżu demograficznego niektóre szkoły mają tak ostre k
                              > ryteri
                              > > a przyjęć, że czasem trzeba się trochę pomęczyć, żeby sprostać wymaganiom
                              > ."

                              Szkołom nieco łagodnieją kryteria w przypadku niepełnego naboru...
                              • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 09:32

                                > Szkołom nieco łagodnieją kryteria w przypadku niepełnego naboru...

                                Jednak nie wszystkim.
                                • morekac Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 16:44
                                  Wszystkim. Bo jak szkoła nie ma uczniów, to nauczyciele tracą pracę. Wtedy jest oczywiście ruch, przenoszenie papierów i ogólny rozgardiasz.
                                  I owszem, wysokopunktowa szkoła z pewnością nie przyjmie ucznia ze śladową ilością punktów, ale z liczbą punktów 'w miarę przyzwoitą' - owszem.
                            • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 00:41
                              menodo napisała:
                              > Ale wymagania do liceum, o którym pisała janka wcale nie są jakieś zaporowe. Ś
                              > rednia 4,6 to chyba nawet nie jest świadectwo z wyróżnieniem.
                              Ale średnia 4,6 jest nieosiągalna bodaj z 4-ma piątkami, dwoma 3 i resztą czwórek. Chyba że po osiągnięciu powyższych celów w klasie II Janka zastosuje nagrodę w postaci kolejnych represji - w celu osiągnięcia tej średniej.
                              A ta uznaniowość to wogóle jest jakaś podejrzana. Szkoła nie bierze pod uwagę wyników egzaminu gimnazjalnego i kuratorium to wogóle nie rusza?
                              • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 01:22
                                > A ta uznaniowość to wogóle jest jakaś podejrzana. Szkoła nie bierze pod uwagę w
                                > yników egzaminu gimnazjalnego i kuratorium to wogóle nie rusza?"

                                A pewnie że jest podejrzanabig_grin
                                Albo mamusia nie doczytała zasad i ściemnia, albo cały wątek jest ściemą smile

                                • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 01:48
                                  Być może przeczytała ale bez pełnego zrozumienia. Kilka postów wyżej napisała: " Czasami mozna się dostać ze średnią 4,6, czasami wystarczy 4,4 - zależy od roku, wyników ogólnych egzaminu itp". W dobie tak wypasionego egzaminu gimnazjalnego nie wydaje mi się, żeby szkoły publiczne przyjmowały tylko na podstawie średniej ze świadectwa i jakiegoś uznaniowego formularza.
                                  Z opisu 3 liceów dziennych w tym mieście wynika mi, że 1 przyjmuje ze średnią rzędu 5.0, drugie ze średnią 4,5, a 3 -cie liceum i 2 technika (może jest tam jeszcze zawodówka) resztę.
                                  No i wychodzi mi na to, że tak na oko przynajmniej 40% absolwentów gimnazjów w tej miejscowości i okolicach ma średnią powyżej 4,5 wink
                                  • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 02:04
                                    A może po prostu dyrekcja szkoły tą średnią 4.6 na stronie usiłuje sobie podnieść tzw. prestiż.
                                    Spotkałam się z takim działaniem na dniu otwartym w jednym z warszawskich ogólniaków,gdy dyrekcja twierdziła, że "do szkoły w zeszłym roku nie dostał się nikt kto miał mniej niż 120 punktów". Z kseonu ten próg był jednak jakby ciut niższy, a te 120 punktów to było w okolicach średniej punktów przyjętych kandydatów.
                                    Może być też tak, że ostatni przyjęty kandydat miał średnią 4.6 - co nie znaczy, że nie można być przyjętym ze średnią niższą - tyle że należy odpowiednio dobrze napisać egzamin gimnazjalny.
                                  • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 09:52
                                    wydaje mi się, że piszesz z perspektywy Wa-wy.

                                    Technika są szkołami specyficznymi nie dlatego, że progi do nich są niższe, tylko dlatego, że są to szkoły techniczne. A z samego faktu bycia nienajlepszym uczniem nie wynika potencjalny talent i zainteresowania techniczne.

                                    W Warszawie nawet osoba ze średnią 3,0 znajdzie sobie klasę w LO o wybranym profilu. Nie mówiąc o wielu szkołąch niepublicznych jeżeli ktos chce i może płacić.

                                    Z perspektywy małych miast rekrutacja wygląda pewnie trochę inaczej smile
                                    • makurokurosek Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 10:29
                                      >
                                      > Z perspektywy małych miast rekrutacja wygląda pewnie trochę inaczej smile

                                      Pochodzę z małego miasta i powiem szczerze, że nie spotkałam sie tam z taką gonitwą do najlepszego gimnazjum , ba raczej znaczna większość nie bierze pod uwagę innej opcji niż gimnazjum rejonowe ( prawie wszystkie połączone z podstawówką ), przy wyborze liceum już bardziej ludzie na to zwracają uwagę, ale też nie na zasadzie ola boga koniec świata jak syn nie dostanie się do tej szkoły.
                                      Wyścig szczurów który obserwuję w Poznaniu praktycznie nie występuje w miejscowości z której pochodzę, często więc znajomi i rodzina patrzą na mnie jakbym się z choinki urwała gdy wchodzimy na tematy szkolne.
                                    • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 10:45
                                      Ale nie wiemy jakiego typu są to technika/klasy w technikach. Są przeciez różne specjalności w technikach, choćby jakaś obsługa ruchu turystycznego czy ekonomia, które mogłaby wchodzić w rachubę w przypadku zainteresowania językami i geografią. Pamiętaj, że od aktualnego rocznika I-klasistów już i technika mają uczyć 2 przedmiotów na poziomie rozszerzonym i w związku z tym może być to jakaś sensowna alternatywa w przypadku ucznia, który ma za mało punktów na dobre liceum.
                                      • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 11:05
                                        Acha, jakieś liceum z mniejszymi wymaganiami w miejscowości u Janki jak najbardziej jest.
                                        • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 11:10
                                          Jest. Tylko nie wiemy dlaczego to liceum nie odpowiada synowi janki.
                                          • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 12:59
                                            joa66 napisała:

                                            > Jest. Tylko nie wiemy dlaczego to liceum nie odpowiada synowi janki.

                                            Bo widocznie jemu nie odpowiada - jakie to ma znaczenie w tym wątku? To jego decyzja.
                                            • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 13:07
                                              aquarianna napisał(a):

                                              > joa66 napisała:
                                              >
                                              > > Jest. Tylko nie wiemy dlaczego to liceum nie odpowiada synowi janki.
                                              >
                                              > Bo widocznie jemu nie odpowiada - jakie to ma znaczenie w tym wątku? To jego de
                                              > cyzja.
                                              Skoro jest na tyle dojrzały, żebyto była jego decyzja to równie dobrze może sam podjąć decyzję o przysiąściu do nauki. Nie musi za niego tej decyzji podejmować rodzicielka zabraniając spotkań z dziewczyną czy kasując kieszonkowe.
                                              • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 13:30
                                                > Skoro jest na tyle dojrzały, żeby to była jego decyzja to równie dobrze może sa
                                                > m podjąć decyzję o przysiąściu do nauki.

                                                I znów wracamy do punktu wyjścia, bo Tobie się wydaje, że jedno jest tożsame z drugim.
                                                Naprawdę nie rozumiesz problemu, o którym pisze Janka? Co z tego, jeśli chłopak wie, czego chce, ale ma problemy z realizacją planów. I nie o to chodzi, by mu tłumaczyć jak dziecku, że jak się nie nauczysz, to się nie dostaniesz, bo on to wie. Chodzi o to, by tak pokierować czy pomóc mu pokierować jego planem dnia, zajęciami, rozrywkami, nauką, znaleźć takie proporcje, by jednak doszedł do celu. A jak to zrobić - właśnie tego dotyczy dyskusja, a nie rozkładania na części pierwsze problemów pomniejszych, w tym dociekania, dlaczego on wybrał akurat takie liceum, a nie inne.

                                                > Nie musi za niego tej decyzji podejmow
                                                > ać rodzicielka zabraniając spotkań z dziewczyną czy kasując kieszonkowe.

                                                A dlaczego? To jego matka, a on jest niepełnoletni. To ona za niego podejmuje decyzje w tych sferach życia, które uzna za zasadne. Tego też nie rozumiesz?
                                                • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 14:01
                                                  aquarianna napisał(a):

                                                  >Chodzi o to, by tak pokierować czy pomóc mu pokierować jego planem dnia,
                                                  > zajęciami, rozrywkami, nauką, znaleźć takie proporcje, by jednak doszedł do ce
                                                  > lu.
                                                  Na razie chyba proporcje mają być 95% nauka a 5% rozrywka. A jeśli to nie pomoże to będzie 100% czasu na naukę i 0% na rozrywkę. Przy czym wątpliwe, żeby pomogło.



                                                  > A dlaczego? To jego matka, a on jest niepełnoletni. To ona za niego podejmuje d
                                                  > ecyzje w tych sferach życia, które uzna za zasadne. Tego też nie rozumiesz?
                                                  Ale on może nadal uznać, że nie będzie ich realizował. Co wtedy? Matka przestanie mu dawać jeść i kupować ubrania?
                                                  • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 15:01
                                                    Z moich obserwacji wynika, że syn nie ogarnia materiału bieżącego po prostu, bo jeśli do swoich codziennych zajęć dołączy jeszcze spotkania z dziewczyną codziennie i rozmowy z nią na facebboku, to nie ma co się dziwić, że nie nadąża z bieżącymi lekcjami i musi uczyć się tylko do sprawdzianów. Nie odcinam go od wszystkich przyjemnosci, o niektórych nie pisałam, bo to są jego pasje, poświęca na nie sporo czasu i traktuje jako rozrywkę, więc te proporcje codziennych przyjemności nie są 5% do 95. Rozmów z dziewczyną na facebooku też nie zabroniłam, tylko zaproponowałam skrócić do minimum, bo wiem, ile pochłaniają czasu.
                                                    Kiedy zrobił grafik, zobaczył, ile czasu w ciągu dnia marnuje... Znalazło się nagle 1,5 godziny wolnego, które może sobie jakoś wykorzystać, jeśli wszystko sobie poukłada
                                        • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 11:22
                                          jakw - wyobraź sobie następującą sytuację: Twoja córka (bo chyba masz córkę, o ile dobrze kojarzę) wybrała sobie liceum. Liceum jest blisko domu, ma wymarzoną kombinację profilu i języków, osiąga dobre wyniki maturalne, do tego jest przyjazne i zapewnia nie tylko przygotowanie do matury, ale też "prawdziwe" wykształcenie.

                                          Wypadałoby jednak, żeby Twoja córka podciągnęła trochę średnią i/lub stopnie z wybranych przedmiotów.

                                          Niestety, zamiast nudnych prac domowych córka woli facebooka, galerie handlowe, albo z innej półki - godzinami czyta np Financial Times.

                                          Czy podchodzisz do tego na luzie zgodnie z zasada " do jakiegoś liceum na pewno się dostanie, sama wie co robi" czy jednak wkraczasz?
                                          • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 11:56
                                            Pewnie trochę wkraczam wink I ja rozumiem, że Janka się martwi i usiłuje coś z młodym zrobić. Natomiast przedsięwzięte i zamierzane środki typu szlabany na wszystko co przyjemne wydają mi się nie do końca dobrym działaniem. Mam też wrażenie, że sam regulamin rekrutacji nie do końca został przyswojony. I nawet jeśli jest tam brana pod uwagę przede wszystkim średnia z III klasy, a potem stopnie z języków obcych i świadectwo z klasy II to ładowanie całej pary w uczenie się języków obcych kosztem trój z kilku innych przedmiotów, a zatem kosztem tej wymaganej średniej, wydaje mi się również nie do końca przemyślane.
                                            Na pewno warto coś zrobić z organizacją czasu młodego , można też go przypilnować, żeby siadał do tych lekcji w miarę regularnie, miał na to wyznaczony czas i rzeczywiście wtedy zajmował się lekcjami. Jako że chłopak chyba całkiem zdolny to pewnie wystarczy posadzić go przy tym biurku na jakąś godzinę dziennie i pozytywne rezultaty powinny być dość szybko widoczne.
                                            Ale całkowite odcinanie kompa,financial timesa i latania po galeriach jakoś słabo mieści się w mojej filozofii wychowywania. Więc gdyby nie pomogło zwykłe pilnowanie w połączeniu z gadkami umoralniającymi ("jeśli nie poprawisz tego stopnia to będziesz musiała pójść do innej szkoły") to pewnie zaczęłabym namawiać pannę do obejrzenia innych szkół.
                                            • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 12:05
                                              I o to mi chodzi - chyba normalne jest zaanażowanie rodzica w takiej sytuacji.

                                              Jak to zaangażowanie powinno wyglądać - oto jest pytanie. Do mnie szlabany też nie przemawiają, odcinanie od rozrywek tak samo, grafiki też średnio (chyba, że bardzo orientacyjnie, ze sporym marginesem na zmiany).

                                              Trudno powiedzieć czy janka wie mało o rekrutacji czy po prostu nie pisała o szczegółach (bo np ten "egzamin" z pasji może sie okazac egzaminem z rysunku, bo taki profil ma klasa).

                                              Ja, w chwili gdybym miała pewność co do rekrutacji , po prostu pogadałabym z dzieckiem jak ono to sobie wyobraża, jaki ma plan i co jakiś czas (np przy okazji zebrań) porozmawiała o realizacji jego planu.
                                              • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 12:36
                                                Trudno powiedzieć czy janka wie mało o rekrutacji czy po prostu nie pisała o sz
                                                > czegółach (bo np ten "egzamin" z pasji może sie okazac egzaminem z rysunku, bo
                                                > taki profil ma klasa). "

                                                Moim zdaniem bardzo mało wie albo cała historia jest wzięta z sufitu na użytek rozkręcenia forumowej dyskusji smile
                                                Janka pisała o formularzu, który ma zastąpić rozmowę z kandydatem jaka odbywała się we wcześniejszych latach, o rysunku nic nie było.
                                                Z drugiej strony, niewiedza rodziców na temat zasad rekrutacji do szkół ponadgimnazjalnych bywa porażająca - i to nie wśród patologii społecznej, ale zwyczajnych, troskliwych i wydawałoby ogarniętych rodziców.

                                                Pamiętam, jak musiałam tłumaczyć matce koleżanki mojej córki - że średnia nie ma aż tak tak dużego znaczenia w porównaniu z punktami za test i ocenami z konkretnych przedmiotów i w związku z tym stresowanie dzieciaka, że ze wszystkiego musi mieć maksy nie ma sensu...
                                                A ta kobieta była zresztą nauczycielką - w podstawówce co prawda, ale język dokumentów oświatowych powinien być dla niej zrozumiałybig_grin
                                                • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 13:13
                                                  > Z drugiej strony, niewiedza rodziców na temat zasad rekrutacji do szkół ponad
                                                  > gimnazjalnych bywa porażająca - i to nie wśród patologii społecznej, ale zwycza
                                                  > jnych, troskliwych i wydawałoby ogarniętych rodziców.

                                                  Może to ci sami rodzice, którzy uznają, że nie ma sensu wtrącać się do edukacji własnych dzieci, ponieważ one same powinny wiedzieć co, gdzie i jak smile

                                                  • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 14:05
                                                    aquarianna napisał(a)suspicious
                                                    Może to ci sami rodzice, którzy uznają, że nie ma sensu wtrącać się do edukacji
                                                    > własnych dzieci, ponieważ one same powinny wiedzieć co, gdzie i jak smile"

                                                    Nie - to raczej matki, które zawsze wiedzą lepiej i wiara w słuszność swoich racji upośledza im zdolność czytania ze zrozumieniem big_grin
                                                    Matki, które olewają swoje dzieci z zasady albo mają na głowie co innego, np. jedna znajoma się zakochała a druga zajmowała się komunią młodszej córki - to osobna kategoria rodziców big_grin

                                                    A jeśli chodzi o zasady rekrutacji do liceów w woj. mazowieckim - mogę ci pomóc je zrozumieć pod warunkiem, że najpierw je przeczytasz.

                                                • morekac Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 14:38
                                                  Z tym, że rodzice mało wiedzą na temat rekrutacji - to się zgodzę. Z miesiąc temu uspokajałam koleżankę, że jej syn nie musi mieć maksymalnych ocen z obu języków obcych, 6 z plastyki i startować w 5 olimpiadach... Kobieta ogarnięta i z pewnością troskliwa mama - ale tak jej namieszali w głowie na wywiadówce, że zwątpiła, czy chłopak dostanie się gdziekolwiek. wink
                                      • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 11:06
                                        Jakoś nie wierzę w superbogata ofertę techników, bo pewnie jest ich też mało. Ale to już spekulacje, bo tego nie wiemy.

                                        Jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, że uczeń ma do wyboru albo LO z progiem powiedzmy 4,00 , technikum chemiczne i zawodówkę budowlaną. I byłabym ostrożna w ocenie rodziców zaangażowanych w szkołę średnią dziecka. Oczywiście forma zaangazowania może być różna (i tutaj jest pole do dyskusji) ale teksty typu "mamusi zależy na szkole bardziej niż dziecku" mogą byc po prostu niesprawiedliwe.
                                    • paszczakowna1 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 15:53
                                      > W Warszawie nawet osoba ze średnią 3,0 znajdzie sobie klasę w LO o wybranym pr
                                      > ofilu.

                                      Raczej nie. Niektóre profile (osobliwie mat-biol, mat-chem, mat-hist) występują jedynie w wysoko- i średniowysokoprogowych liceach. W znacznej części najniżejprogowych liceach rozszerzona matematyka nie pojawia się w ogóle.
                                      • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 16:17
                                        Nie w każdym liceum jest pełen wachlarz wątpliwości, ale w mieście tak dużym jak warszawa odpowiednia klase się znajdzie, co najwyżej dojeżdżac będzie trzeba. (nie mówię o nietypowych połączeniach typu chemia-polski, bo z tym problem mają nawet najlepsi uczniowie.

                                        Do janki: a wiesz jak często zdarza się, że 2 kandydatów ma tyle samo punktów? Mój syn tez zebrał dokumenty na tę okoliczność. W sekretaracie powiedziano nam, ze taka historia się nigdy nie zdarzyła (system komputerowy mierzący wyniki do 2 miejsc po przecinku)

                                        do aqua" wiem sporo o rekrutacji, bo "mam" ją już za sobą. Dlaczego doradzamy jance, żeby sprawdziła regulamin?:

                                        1) bo po prostu wypada go znac, nawet jeżeli jest taki sam dla wszystkich szkół. Wiele rodziców nie zdaje sobie sprawy, że np 80 pkt za świadectwo oznacza, że w tym jest 72 pkt za wyniki tylko z 4 przedmiotów. I gania dzieciaki do poprawiania oceny z historii za wszelką cenę, mimo, że syn lub córka zdaja do klasy mat fiz. I zakłądając , ze dziecko wybiera profil zgodnie z zainteresowaniami , lepiej, żeby starało się wyciągnąć z 4 na 6 z wybranego przedmiotu niż traciło czas na przedmiot, który ani go nie interesuje, ani nie ma większego znaczenia w rekrutacji.

                                        2) W ramach tych 72 punktów za 4 przedmioty każda szkoła może wybrać inne przedmioty: zawsze jest to matematyka i polski, ale oprócz tego do klasy np humanistycznej ocenianymi przedmiotami mogą być np historia i wos albo historia i język obcy - tutaj szkołę mają swobodę.
                                        • paszczakowna1 Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 12:44
                                          > Nie w każdym liceum jest pełen wachlarz wątpliwości, ale w mieście tak dużym ja
                                          > k warszawa odpowiednia klase się znajdzie, co najwyżej dojeżdżac będzie trzeba.

                                          Znajdzie się przy wyniku minimum 110 punktów. Poniżej tego zaczyna się poważny problem (właśnie z matematyką łączoną "nietypowo"). Poniżej, powiedzmy, 80 punktów rozszerzona matematyka jest w zaniku w ogóle. (Może zresztą słuszne dostosowanie się do rynku.)

                                          > (nie mówię o nietypowych połączeniach typu chemia-polski, bo z tym problem maj
                                          > ą nawet najlepsi uczniowie.

                                          Ja w ogóle uważam od lat, że profile powinny być sztuk dwa w porywach do trzech: humanistyczny, matematyczno-przyrodniczy i może ogólny. Jakbym miała teraz szukać dla siebie liceum, szlag by mnie trafił, jako że połączenie chemii, fizyki i matematyki uchodzi za nietypowe...
                                          • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 14:37
                                            Ja w ogóle uważam od lat, że profile powinny być sztuk dwa w porywach do trzech
                                            > : humanistyczny, matematyczno-przyrodniczy i może ogólny. Jakbym miała teraz sz
                                            > ukać dla siebie liceum, szlag by mnie trafił, jako że połączenie chemii, fizyki
                                            > i matematyki uchodzi za nietypowe..."

                                            Brednia. Bo co to znaczy dla Ciebie profil humanistyczny? Albo ogólny?
                                            Połączenie chemii, fizyki i matematyki jest możliwe obecnie w najlepszych liceach - tych "nietypowych". Po co kilka rozszerzeń w przeciętnych ogólniakach?
                                          • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 14:48
                                            Teraz?

                                            Za "moich" czasów były 3 głowne profile: humanistyczny, biol-chem i mat -fiz. , ewntualnie ogólny. Czyli rozszerzoną chemię można było mieć tylko w połączeniu z biologią, nie matematyką.
                                            • paszczakowna1 Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 15:30
                                              > Za "moich" czasów były 3 głowne profile: humanistyczny, biol-chem i mat -fiz. ,
                                              ewntualnie ogólny. Czyli rozszerzoną chemię można było mieć tylko w połączeniu z biologią, nie matematyką.

                                              Ale w mat-fizie było tej chemii na tyle dużo, że uniwersytecką chemię można było spokojnie studiować. Teraz nie ma. I naprawdę nie wiem, co bym poradziła nastolatkowi zainteresowanemu chemią - kiedyś to był stanowczo mat-fiz.

                                              To samo dotyczy powiedzmy kogoś zainteresowanego geologią - kiedyś szedł do mat-fiz spokojny, że nauczą go i fizyki, i geografii. Teraz? A czort wie.

                                              Najlepiej jeszcze ma przyszły biolog.
                                              • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 15:38
                                                > Ale w mat-fizie było tej chemii na tyle dużo, że uniwersytecką chemię można był
                                                > o spokojnie studiować.

                                                Za moich czasów wręcz przeciwnie. A w IV klasie LO chemii nie było już w ogóle. Nacisk stawiano na rozszerzoną matematykę i fizykę.

                                                > Teraz nie ma. I naprawdę nie wiem, co bym poradziła nast
                                                > olatkowi zainteresowanemu chemią - kiedyś to był stanowczo mat-fiz.

                                                Biol-chem. Tak było zawsze. Mat-fizy paradoksalnie nie miały za dużo do czynienia z chemią. Nie więcej, niż klasy ogólne.

                                                > To samo dotyczy powiedzmy kogoś zainteresowanego geologią - kiedyś szedł do mat
                                                > -fiz spokojny, że nauczą go i fizyki, i geografii. Teraz? A czort wie.

                                                W "naszym" liceum jest klasa mat-geo smile
                                                A geografii w starych mat-fizach również było tyle samo, co w ogólnych czy biol-chemach.
                                                • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 18:48
                                                  Problem jest taki, że kiedyś i w biol-chemie matematyka była uczona porządniej, a chemia porządniej uczona w mat-fizie. Oczywiście nie wszyscy to lubili, ale zarówno po tym biol-chemie jak i po mat-fizie student dawał sobie radę na kierunkach wymagających połączenia chemii , matematyki i fizyki. Podobnie było z geografią w mat-fizie. W tej chwili profili oferujących połączenie matematyki i fizyki z chemią czy geografią to niemal ze świecą szukać. A zgodnie z reformą oświaty w I klasie liceum kończy się dotychczasowy program gimnazjum , a potem w tym mat-fizie ani geografii, ani chemii.
                                                • paszczakowna1 Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 19:00
                                                  > Biol-chem. Tak było zawsze.

                                                  Mylisz się. Na chemii najwięcej studentów zawsze odpadało na matematyce i (zwłaszcza) fizyce na pierwszym roku. Przypadek, by ktoś dał sobie radę z matematyką i fizyką, a nie dał z chemią ogólną po prostu się nie zdarzał. Wbrew pozorom, o wiele lepsze przygotowanie do chemii dawał mat-fiz. (Do co bardziej zmatematyzowanych działów biologii też)

                                                  No właśnie - dawał. Jak będzie po reformie, nie wiadomo.

                                                  > Mat-fizy paradoksalnie nie miały za dużo do czynien
                                                  > ia z chemią. Nie więcej, niż klasy ogólne.

                                                  To "nie za dużo" wystarczało.

                                                  > W "naszym" liceum jest klasa mat-geo smile

                                                  Gdzie fizyki jest ile?

                                                  > A geografii w starych mat-fizach również było tyle samo, co w ogólnych czy biol
                                                  > -chemach.

                                                  Czyli znacznie więcej niż teraz.
                                                  • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 19:06
                                                    Mniej więcej wiadomo. W mat-fizie bez dodatku chemii czy geografii przedmioty te są w I klasie i jest to właściwie IV klasa gimnazjum. Po czym nie przysługuje nawet przedmiot przyroda - "bo po co, skoro fizyka jest przedmiotem przyrodniczym"?
                                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 19:34
                                                    paszczakowna1 napisała:

                                                    > > Biol-chem. Tak było zawsze.
                                                    >
                                                    > Mylisz się.

                                                    Pytałaś, co ma zrobić uczeń, który chciałby wybrać chemię, bo kiedyś w takiej sytuacji szedł do mat-fizu. No więc zasugerowałam wybór biol-chemu, bo tam ma więcej chemii, niż w jakiejkolwiek innej klasie. W czym więc się mylę? smile

                                                    > Na chemii najwięcej studentów zawsze odpadało na matematyce i (zwła
                                                    > szcza) fizyce na pierwszym roku. Przypadek, by ktoś dał sobie radę z matematyką
                                                    > i fizyką, a nie dał z chemią ogólną po prostu się nie zdarzał.

                                                    Studiowałam chemię przez półtora roku i nie ukrywam, że miałam początkowo spore problemy, żeby w ogóle się przestawić na inny tryb myślenia, bo to, czego uczono w LO to była chemia dla laików, dla osób, które niekoniecznie chciały mieć coś z chemią do czynienia smile

                                                    > o wiele lepsze przygotowanie do chemii dawał mat-fiz. (Do co bardziej zmatematy
                                                    > zowanych działów biologii też)

                                                    No to szczerze mówiąc nie wiem, bo za moich czasów było inaczej. I jeśli po mat-fizie ktoś np. planował medycynę, to bez korków z chemii i biologii się nie obywało (były też tzw. zajęcia fakultatywne z tych przedmiotów). Innymi słowy naprawdę większy nacisk kładziono na mat i fiz.

                                                    > > Mat-fizy paradoksalnie nie miały za dużo do czynien
                                                    > > ia z chemią. Nie więcej, niż klasy ogólne.

                                                    > To "nie za dużo" wystarczało.

                                                    Ale było tej chemii mniej, niż w biol-chemie.
                                                    Z tego, co kojarzę 1 góra 2 tygodniowo, więc szału nie było.

                                                    > > W "naszym" liceum jest klasa mat-geo smile

                                                    > Gdzie fizyki jest ile?

                                                    Nie wiem, musiałabym sprawdzić dokładny plan.
                                                  • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 20:00
                                                    aquarianna napisał(a):
                                                    >
                                                    > Ale było tej chemii mniej, niż w biol-chemie.
                                                    > Z tego, co kojarzę 1 góra 2 tygodniowo, więc szału nie było.
                                                    Ja kojarzę 2 .

                                                    > > > W "naszym" liceum jest klasa mat-geo smile
                                                    >
                                                    > > Gdzie fizyki jest ile?
                                                    >
                                                    > Nie wiem, musiałabym sprawdzić dokładny plan.
                                                    Możesz nie sprawdzać...W I klasie jest pewnie 1 godzina fizyki a potem 0 - przynajmniej od tego roku
                                                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 20:52
                                                    > > > > W "naszym" liceum jest klasa mat-geo smile
                                                    > >
                                                    > > > Gdzie fizyki jest ile?
                                                    > >
                                                    > > Nie wiem, musiałabym sprawdzić dokładny plan.
                                                    > Możesz nie sprawdzać...W I klasie jest pewnie 1 godzina fizyki a potem 0 - przy
                                                    > najmniej od tego roku

                                                    Możliwe, skoro to mat-geo, to raczej więcej będzie matematyki i geografii.
                                                  • paszczakowna1 Re: pilnować czy nie pilnować... 09.10.12, 00:18
                                                    > Pytałaś, co ma zrobić uczeń, który chciałby wybrać chemię, bo kiedyś w takiej s
                                                    > ytuacji szedł do mat-fizu. No więc zasugerowałam wybór biol-chemu, bo tam ma wi
                                                    > ęcej chemii, niż w jakiejkolwiek innej klasie. W czym więc się mylę? smile

                                                    W tym, że wydaje ci się, iż do studiowania chemii (przynajmniej uniwersyteckiej - być może inaczej jest na technologii chemicznej) kluczowe jest "więcej chemii, niż w jakiejkolwiek innej klasie", podczas gdy zdecydowanie bardziej istotne jest dobre przygotowanie z matematyki i z fizyki. Przyzwoitych podstaw chemii inteligentny człowiek może nauczyć się sam i w stosunkowo krótkim czasie, gorzej z matematyką. A niektórych działów chemii (chemia fizyczna, kwantowa, spektroskopia molekularna, krystalografia) bez porządnej wiedzy matematycznej i fizycznej nie ugryziesz. (Może do nich nie dotrwałaś - piszę to bez złośliwości - bo na ogół są w programie studiów później niż po półtora roku.) I, jak pisałam, na pierwszym roku studentów chemii odsiewa głównie fizyka.

                                                    W związku z tym martwię się bardzo "reformą" likwidującą "zbędne" przedmioty w liceum, bo albo będą na chemię przychodzić studenci kompletnie zieleni z chemii, albo, co gorsza, z matematyki i fizyki. Pewnie, przedsiębiorcze licea zrobią "eksperymentalne klasy mat-fiz-chem", ale takich będzie garstka.

                                                    > No to szczerze mówiąc nie wiem, bo za moich czasów było inaczej.

                                                    Nie wiem, kiedy były te "twoje czasy", ale jak sięgam pamięcią do roku 1992, nie było nigdy inaczej.

                                                    >I jeśli po mat
                                                    > -fizie ktoś np. planował medycynę, to bez korków z chemii i biologii się nie ob
                                                    > ywało (były też tzw. zajęcia fakultatywne z tych przedmiotów).

                                                    Zgoda, jeśli chodzi o medycynę. Tam chemii uczy się krótko i w dużej mierze bazuje się na wiedzy wyniesionej ze szkoły. Masz rację, że do medycyny zdecydowanie najlepiej przygotuje klasa biol-chem (acz czy do pracy naukowej w obszarze medycyny, mam poważne wątpliwości).
                                                  • morekac Re: pilnować czy nie pilnować... 09.10.12, 09:47
                                                    W "naszym" liceum jest klasa mat-geo smile
                                                    >
                                                    > > Gdzie fizyki jest ile?
                                                    >
                                                    > Nie wiem, musiałabym sprawdzić dokładny plan

                                                    Bez sprawdzania szczegółowego planu mogę stwierdzić, że na profilu mat-geo dla obecnych I-klasistów nie będzie fizyki.
                                              • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 16:46
                                                Teraz nie ma. I naprawdę nie wiem, co bym poradziła nastolatkowi zainteresowanemu chemią - kiedyś to był stanowczo mat-fiz. '

                                                Ja bym takiej osobie radziła zainteresowanie biologią i - startowanie na kierunki medyczne.
                                                Chemia to głodowy kierunek - żeby się dostać na UW w ogóle nie trzeba zdawać tego przedmiotu na maturze,
                                                • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 18:53
                                                  Sama chemia - owszem. Ale na polibudach są kierunki, na których chemia jest istotna.
                                      • menodo Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 16:17
                                        Raczej nie. Niektóre profile (osobliwie mat-biol, mat-chem, mat-hist) występują
                                        > jedynie w wysoko- i średniowysokoprogowych liceach. W znacznej części najniżej
                                        > progowych liceach rozszerzona matematyka nie pojawia się w ogóle."

                                        Kolejna "poinformowana inaczej" ...
                                        Średnia 3,0 oznacza, że taki kandydat będzie miał 3 punkty na 6 możliwych za średnią. No i nie dostanie 2 pkt. za świadectwo z paskiem.
                                        W dalszym ciągu jednak może liczyć na maks z testu (why not?), na maksy z 4 punktowanych przedmiotów, nie mówiąc już o tym, że taki olewający średnią uczeń może być również finalistą lub laureatem olimpiady.
                                        Więc swobodnie ma szanse do Czackiego, może również zdać egzamin do mateksu w Staszicu albo do pre IB w Koperniku czy Batorym....
                                        • aquarianna laureat a finalista 08.10.12, 15:47
                                          > również finalistą lub laureatem olimpiady.

                                          No właśnie - czym to się różni? Do tej pory byłam przekonana, że finalista to osoba, która dostała się do ostatniego etapu, czyli do finału, ale już niekoniecznie przez ten etap przeszła, a laureat to osoba, która wygrywa ten finał. A dowiedziałam się przy okazji wywiadówki, że jest ... na odwrót. Ponieważ osób tak twierdzących było kilka, to uznałam, że widocznie to ja się mylę. Jaka jest prawda?



                                          • menodo Re: laureat a finalista 08.10.12, 16:22
                                            Do tej pory byłam przekonana, że finalista to o
                                            > soba, która dostała się do ostatniego etapu, czyli do finału, ale już niekoniec
                                            > znie przez ten etap przeszła, a laureat to osoba, która wygrywa ten finał. A do
                                            > wiedziałam się przy okazji wywiadówki, że jest ... na odwrót."

                                            Co to znaczy na odwrót? Może sama przeczytaj regulamin konkursu, w którym bierze udział twoje dziecko - wtedy dowiesz się, jaka jest prawda big_grin
                                            • aquarianna Re: laureat a finalista 08.10.12, 19:11
                                              > Co to znaczy na odwrót?

                                              Na odwrót, czyli odwrotnie, niż ja myślałam.

                                              > Może sama przeczytaj regulamin konkursu, w którym bierz
                                              > e udział twoje dziecko - wtedy dowiesz się, jaka jest prawda big_grin

                                              Moje dziecko na razie nie bierze udziału w żadnym konkursie. Pytałam ogólnie.
                                              Jeśli odpowiedź Cię przerasta, nie obrażę się smile
                                              • joa66 Re: laureat a finalista 08.10.12, 19:33
                                                Nie dziw się, że odsyłają Ciebie do źródła, bo ja np nie odważyłabym się mówić jak jest w województwach innych niż mazowieckie. Na zdrowy rozum w tej kwestii musi byc tak samo, ale niekoniecznie. Poza tym nawet w woj mazowieckim definicja finalisty może się różnić w zależności od konkursu - w niektórych wystarczyło dostać sie do ostatniego etapu, w innych trzeba było w tym etapie uzyskać odpowiednią liczbę punktów.

                                                Po co mamy mącic ci w głowie jeżeli nie wiadomo gdzie mieszkasz?
                                                • aquarianna Re: laureat a finalista 08.10.12, 19:49
                                                  joa66 napisała:

                                                  > Nie dziw się, że odsyłają Ciebie do źródła, bo ja np nie odważyłabym się mówić
                                                  > jak jest w województwach innych niż mazowieckie.

                                                  Nawet jeśli mowa o olimpiadach ogólnopolskich?
                                                  Tutaj też zasady różnią się w zależności od województwa?

                                                  > Poza tym nawet w woj mazowieckim definicja finalisty może się różnić w zależności od
                                                  > konkursu - w niektórych wystarczyło
                                                  > dostać sie do ostatniego etapu, w innych trzeba było w tym etapie uzyskać odpo
                                                  > wiednią liczbę punktów.

                                                  Jeśli w programie rekrutacji do jakieś szkoły czy uczelni jest napisane, że np. pierwszeństwo mają laureaci i/lub finaliści konkursu czy olimpiady przedmiotowej, to przecież nie jest wyszczególnione, że jeśli chodzi o olimpiadę jęz. francuskiego, to przyjmują tylko finalistów, a jeśli o olimpiadę matematyczną, to przyjmują samych laureatów i najwyżej 5 finalistów. Napisane jest ogólnie, co każe wnioskowac, że i same definicje są ogólne. Oczywiście, że to, kiedy się zostaje laureatem w danej olimpiadzie, czyli ile punktów trzeba osiągnąć, faktycznie jest zapisane w regulaminie, ale ja nie o to pytałam.
                                                  Absolwent szkoły to osoba, która ukończy szkołę. Nieważne, co musi zrobić, by stać się absolwentem - w jednej musi zdać maturę, w innej zdać test, w jeszcze innej obronić dyplom albo nie zrobić nic. Ale definicja absolwenta jest jednolita. Tutaj jest dokładnie to samo, a Wy włączyłyście takie komplikatory, że aż głowa boli wink

                                                  > Po co mamy mącic ci w głowie jeżeli nie wiadomo gdzie mieszkasz?

                                                  Jak wyżej, nie pytałam, ile punktów ma zdobyć laureat, a ile finalista, tylko prosiłam, by potwierdzić tezę, że finalista to ogólnie osoba, która przejdzie przez wszystkie etapy i dostanie się do etapu finałowego, ale już nie musi tego etapu wygrać. Z kolei laureat to taki finalista, który finał wygrywa, czyli osiągnie określoną liczbę punktów. Innymi słowy - nie każdy finalista musi być laureatem, ale każdy laureat jest finalistą. Ja już odpowiedź znam smile
                                                  • joa66 Re: laureat a finalista 08.10.12, 20:05
                                                    W gimnazjach nie ma olimpiad ogólnopolskich (albo jest ich bardzo niewiele)

                                                    Są konkursy kuratoryjne - wojewódzkie.
                                                  • aquarianna Re: laureat a finalista 08.10.12, 21:05
                                                    joa66 napisała:

                                                    > W gimnazjach nie ma olimpiad ogólnopolskich (albo jest ich bardzo niewiele)
                                                    > Są konkursy kuratoryjne - wojewódzkie.

                                                    Wiem, i co w związku z tym?
                                                  • joa66 Re: laureat a finalista 08.10.12, 21:16
                                                    to był komentarz do twojej wypowiedzi:

                                                    Nawet jeśli mowa o olimpiadach ogólnopolskich?
                                                    Tutaj też zasady różnią się w zależności od województwa?


                                                    rozmawiamy o rekrutacji do liceum wink
                                                  • joa66 Re: laureat a finalista 08.10.12, 20:09
                                                    Zapewniam Cię, że wiele z nas też to wie, a nawet więcej, bo etap rekrutacji i konkursów gimnazjalnych ma za sobą. I np w woj mazowieckim finalista konkursu WOS musiał spełnić niższe wymagania niż finalista konkursu z historii. Dlatego wszyscy odsyłają Cie do źródeł lokalnych.
                                                  • aquarianna Re: laureat a finalista 08.10.12, 21:04
                                                    joa66 napisała:

                                                    > Zapewniam Cię, że wiele z nas też to wie

                                                    Śmiem wątpić. Podejrzewam, a wręcz jestem pewna, że do tej pory nie zrozumiałyście nawet mojego pytania, ale to już naprawdę szczegół.
                                                    Oto najprostsza odpowiedź, jakiej można było udzielić:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,157,3689439,,laureat_finalista_olimpiady_co_to_znaczy_.html?v=2&wv.x=1
                                                    Finalistą jest uczestnik finału, czyli ostatniego (najwyższego) etapu konkursu -
                                                    olimpiady. Laureatem jest uczestnik finału, ktory uzyskał określoną w
                                                    regulaminie liczbę (procent) punktów lub zajął czołowa lokatę (np 20
                                                    najlepszych finalistów zostaje laureatami).
                                                    W przypadku olimpiad dla liceów finał jest ogólnopolski.
                                                    W przypadku konkursów przedmiotowych dla gimnazjów finał jest wojewódzki (nie
                                                    ma etapu ogólnopolskiego).

                                                    Gdzie tu masz choć wzmiankę o tym, że w zależności od konkursu kto inny jest nazywany finalistą?

                                                    > I np w woj mazowieckim finalista konkursu W
                                                    > OS musiał spełnić niższe wymagania niż finalista konkursu z historii.

                                                    No po prostu ręce opadają sad
                                                    A gdzie ja się pytam, jakie musi spełnić wymagania finalista, a jakie laureat?

                                                    > Dlatego wszyscy odsyłają Cie do źródeł lokalnych.

                                                    Ponownie - jeśli w zasadach rekrutacji do jakiegoś LO jest napisane, że pierwszeństwo mają laureaci konkursów przedmiotowych, to nie ma znaczenia, w jakim kto konkursie brał udział i jakie tam były zasady. Liczy się, że uzyskał tytuł laureata. I chyba logiczne jest, że nie będzie tak, że w konkursie historycznym laureatem jest osoba, która wygrała etap finałowy, a w konkursie matematycznym ta, która wygrała etap klasowy. To samo tyczy się definicji finalisty.
                                                  • joa66 Re: laureat a finalista 08.10.12, 21:14
                                                    Tytuł finalisty Konkursu otrzymują uczniowie, którzy na etapie wojewódzkim uzyskali co najmniej 60% punktów możliwych do uzyskania.


                                                    www.ceo.org.pl/sites/default/files/KWOiE/davBinary/KWOiE/2012%20-%202013/mazowieckie/konkurs_10_-_mazowieckie_-_regulamin.pdf
                                                    No i co?

                                                    Nie lepiej sprawdzić na stronie odpowiedniej dla województwa i konkursu?

                                                    Jak słusznie zauwazyłaś ogólnopolskie olimpiady są w liceum, a teraz chyba nie mówimy o rekrutacji na studia?
                                                  • aquarianna Re: laureat a finalista 08.10.12, 22:45
                                                    joa66 napisała:

                                                    > Tytuł finalisty Konkursu otrzymują uczniowie, którzy na etapie wojewódzkim u
                                                    > zyskali co najmniej 60% punktów możliwych do uzyskania.
                                                    >

                                                    >
                                                    > www.ceo.org.pl/sites/default/files/KWOiE/davBinary/KWOiE/2012%20-%202013/mazowieckie/konkurs_10_-_mazowieckie_-_regulamin.pdf
                                                    > No i co?

                                                    No i co to konkretnie zmienia w ogólnej definicji, którą przytaczałam, że finalista to ten, który doszedł do etapu finałowego, ale go nie wygrał (bo zdobył za mało punktów), a laureat to ten, który doszedł i go wygrał (bo przekroczył wymagany poziom punktów)?
                                                    Usiłowałam jedynie przekonać się czy jest tak czy na odwrót, jak mi niektóre osoby (na wcześniej wspomnianej wywiadówce) wmawiały.

                                                    > Nie lepiej sprawdzić na stronie odpowiedniej dla województwa i konkursu?

                                                    Przecież to nie ma żadnego znaczenia. W innym regulaminie będzie, że finalista to ten, który zdobył 70%, a laureat to ten, który zdobył 90% i powyżej. I co to zmieni? Nadal definicje będą te same.

                                                    > Jak słusznie zauwazyłaś ogólnopolskie olimpiady są w liceum, a teraz chyba nie
                                                    > mówimy o rekrutacji na studia?

                                                    Ale ja pytałam o definicje ogólne, a nie w zależności od tego, czy to konkurs wojewódzki, czy ogólnopolski czy światowy.
                                                  • jakw Re: laureat a finalista 08.10.12, 23:28
                                                    aquarianna napisał(a):
                                                    > No i co to konkretnie zmienia w ogólnej definicji, którą przytaczałam, że final
                                                    > ista to ten, który doszedł do etapu finałowego, ale go nie wygrał (bo zdobył za
                                                    > mało punktów), a laureat to ten, który doszedł i go wygrał (bo przekroczył wym
                                                    > agany poziom punktów)?
                                                    Zmienia to, że uczestnik finału musi zdobyć x punktów, żeby był nazwany finalistą, gdzie x>=0.
                                                    A żeby był nazwany laureatem - musi zdobyć y punktów, gdzie y>=0.


                                                    > Usiłowałam jedynie przekonać się czy jest tak czy na odwrót, jak mi niektóre os
                                                    > oby (na wcześniej wspomnianej wywiadówce) wmawiały.
                                                    A wystarczyło zajrzeć do tych regulaminów rekrutacji do liceów. Przeczytawszy, że np. laureat dostaje 200 punktów, a finalista 13 - nie miałabyś wątpliwości .
                                                  • aquarianna Re: laureat a finalista 09.10.12, 10:04
                                                    > Zmienia to, że uczestnik finału musi zdobyć x punktów, żeby był nazwany finalis
                                                    > tą, gdzie x>=0.
                                                    > A żeby był nazwany laureatem - musi zdobyć y punktów, gdzie y>=0.

                                                    A y > x.
                                                    Zgadza się.
                                                    Ale nadal nie w tym rzecz.
                                                    Rzeczone osoby usiłowały mnie przekonać, że to laureat jest tym "gorszym" uczestnikiem konkursu czy olimpiady, a finalista to ktoś, kto go przewyższa, bo wygrywa finał. Czyli dokładnie na odwrót. O to mi tylko chodziło. Pokręciła im się nomenklatura, w związku z czym mnie wprowadzili w konsternację.

                                                    > A wystarczyło zajrzeć do tych regulaminów rekrutacji do liceów. Przeczytawszy,
                                                    > że np. laureat dostaje 200 punktów, a finalista 13 - nie miałabyś wątpliwości

                                                    No właśnie dlatego miałam wątpliwości, że jedno źródło "mówiło" coś innego niż drugie źródło. Poradziłam sobie zupełnie inaczej smile
                                                  • morekac Re: laureat a finalista 09.10.12, 10:30
                                                    No i żeś zwątpiła we własne siły umysłowe, bo ktoś ci coś z całym przekonaniem wpierał... A Jance też jacyś rodzice czy licealiści mówią, że liczy się tamto czy owamto, kobieta zaraz da synowi szlaban na wszystko, żeby robił średnią w klasie drugiej - zamiast po prostu sprawdzić, co się dokładnie liczy w rekrutacji.
                                                  • aquarianna Re: laureat a finalista 09.10.12, 13:42
                                                    morekac napisała:

                                                    > No i żeś zwątpiła we własne siły umysłowe,

                                                    W myśl zasady, że jak Ci pięć osób mówi, żeś pijana, to coś w tym musi być wink

                                                  • jakw Re: laureat a finalista 09.10.12, 18:48
                                                    aquarianna napisał(a):
                                                    > Rzeczone osoby usiłowały mnie przekonać, że to laureat jest tym "gorszym" uczes
                                                    > tnikiem konkursu czy olimpiady, a finalista to ktoś, kto go przewyższa, bo wygr
                                                    > ywa finał. Czyli dokładnie na odwrót. O to mi tylko chodziło. Pokręciła im się
                                                    > nomenklatura, w związku z czym mnie wprowadzili w konsternację.
                                                    Wiedza dużej części rodziców nt niuansów rekrutacji i zagadnień pokrewnych jest czasem zadziwiająco mała. W Wwie nagminne jest chybe straszliwe przejmowanie się średnią (mniej więcej taka psychoza jak w poście założycielskim tego wątku), chociaż różnica w punktacji za średnią 3,5 i 4,5 to jest raptem 1 punkt - na 200 możliwych.
                                                    Więc jeśli na zebraniu nawet kilkoro rodziców coś twierdzi - zdecydowanie lepiej sprawdzić to w oficjalnych źródłach.
                                              • menodo Re: laureat a finalista 08.10.12, 21:29
                                                Moje dziecko na razie nie bierze udziału w żadnym konkursie. Pytałam ogólnie.
                                                Jeśli odpowiedź Cię przerasta, nie obrażę się "

                                                Do psychiatry nie jest potrzebne skierowanie od lekarza rodzinnego ], więc wal śmiało.
                                                • aquarianna Re: laureat a finalista 08.10.12, 22:14
                                                  > Do psychiatry nie jest potrzebne skierowanie od lekarza rodzinnego ], więc wal
                                                  > śmiało.

                                                  No cóż, jesteś wyjątkowo żałosna.
                                          • morekac Re: laureat a finalista 08.10.12, 16:50
                                            Tak jak Menodo: sugeruję czytanie regulaminów rekrutacji czy konkursu, a nie - opieranie się na tym, co twierdzi inny rodzic (a nawet kilku).
                                            • aquarianna Re: laureat a finalista 08.10.12, 19:22
                                              morekac napisała:

                                              > Tak jak Menodo: sugeruję czytanie regulaminów rekrutacji czy konkursu, a nie -
                                              > opieranie się na tym, co twierdzi inny rodzic (a nawet kilku).

                                              Przecież nomenklatura jest niezależna od rodzaju konkursu czy jego regulaminu. Pytałam ogólnie - co to znaczy finalista konkursu, a co to znaczy laureat. Widzę jednak, że więcej tu osób przemądrzałych, niż faktycznie cokolwiek wiedzących. Dziekuję więc za pomoc - poradziłam sobie w inny sposób.
                                          • morekac Re: laureat a finalista 08.10.12, 16:53
                                            > również finalistą lub laureatem olimpiady.
                                            >
                                            > No właśnie - czym to się różni?
                                            Liczbą punktów przyznanych przy rekrutacji do szkoły ponadgimnazjalnej... wink
                                            • aquarianna Re: laureat a finalista 08.10.12, 19:23
                                              morekac napisała:

                                              > > również finalistą lub laureatem olimpiady.

                                              > > No właśnie - czym to się różni?

                                              > Liczbą punktów przyznanych przy rekrutacji do szkoły ponadgimnazjalnej... wink

                                              Nie o to mi chodziło, ale to już niestotne.
                                      • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 16:45
                                        Niekoniecznie. Można mieć z przedmiotów punktowanych 2x5 , 2x4 i poza tym same 2. Średnia z tego na pewno nie wyjdzie większa niż 3.0. I wtedy za świadectwo uczeń dostaje z 50-51 punktów (2*14+2*10+2 z kawałkiem za średnią). Jeśli w miarę przyzwoicie napisał egzamin gimnazjalny i zdobył za niego z 70 punktów to już ma tych punktów 120. Wystarczy mu spokojnie na jakieś w miarę normalne liceum
                      • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 15:34
                        > Albo traci 4 godzin dziennie na facebooku.

                        Ano właśnie - może traci na facebooku, czy na grach czy na TV czy jeszcze na czymś innym, mało rozwojowym i potrzebnym do życia. I czy w takiej sytuacji też nie należałoby wkroczyć i po prostu ograniczyć tego typu rozrywki?

                        > I grafik to nie wszystko, a jeż
                        > eli ktoś nie wierzy, to niech sam sobie zrobi grafik idealnej pani/pana domu i
                        > się tego trzyma.

                        Oczywiście, że grafik nigdy nie będzie w 100% idealnym rozwiązaniem, ale może bardzo dużo pomóc.
                    • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 01:15
                      janka345 napisała:
                      >problemem
                      > jest złe zorganizowanie czasu (po rozmowie ze mną zrobił sobie jakiś tam grafik
                      > , nie sprawdzam dopóki nie muszę) i ogólna niechęć do uczenia się na bieżąco
                      Sam grafik może dać niewiele. Bo nagle wpada wypracowanie , nauczyciel zapowie klasówkę itp, a na dokładkę ciocia Basia ma imieniny i trzeba wpaść z kurtuazyjną wizytą. I trzymając się ściśle grafiku młody nauczy się dokładnie np. historii i geografii, ale nie da rady napisać wypracowania bo nie było go w grafiku. Na pewno warto popracować nad sensownym planowaniem co kiedy syn odrabia - z uwzględnieniem ograniczeń związanych z zajęciami pozalekcyjnymi i wrzut nauczycielskich typu "Poróbcie sobie konturówkę - jutro będzie kartkówka", ale przede wszystkim lekcje należy odrobić i zajrzeć do książki.
            • morekac Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 15:08
              To sprawdź jeszcze ściśle regulamin rekrutacji - nie sądzę, żeby dyrektor szkoły publicznej mógł przyjmować niejako wg. swoich widzimisów. Każde kuratorium wydaje jakieś swoje rozporządzenia dotyczące punktacji i przeliczania punktów Ale jeśli tak rzeczywiście jest i syn naprawdę chce się tam dostać, to powinien oszacować swoje szanse i sam się zabrać za robienie średniej. Jeśli on nie będzie miał swojej motywacji, to nic na to nie poradzisz. Być może syn wymaga jakiejś pomocy przy realizacji swoich planów - ale to raczej powinno wyjść od niego...
              • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 16:39
                morekac napisała:

                > To sprawdź jeszcze ściśle regulamin rekrutacji - nie sądzę, żeby dyrektor szkoł
                > y publicznej mógł przyjmować niejako wg. swoich widzimisów.

                A dlaczego nie? Licea nie są obowiązkowe, nie ma rejonizacji, to są szkoły dla chętnych, a nie dla wszystkich.
                • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 16:48
                  A znasz miejscowości, w których rekrutacja do liceów publicznych jest prowadzona uznaniowo przez dyrekcję i nie ma jasnego regulaminu rekrutacji? Będę wdzięczna za informacje.


                  I co z tego, że liceum nie jest obowiązkowe - ten system został stworzony po to, żeby nie było podejrzeć o "znajomości" przy przyjmowaniu do szkoły.
                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 09:39
                    joa66 napisała:

                    > A znasz miejscowości, w których rekrutacja do liceów publicznych jest prowadzon
                    > a uznaniowo przez dyrekcję i nie ma jasnego regulaminu rekrutacji?

                    A z czego wnosisz, że jeśli dana szkoła ma własne, wewnętrzne kryteria, to nie ma tam jasnego regulaminu rekrutacji?

                    > I co z tego, że liceum nie jest obowiązkowe - ten system został stworzony po t
                    > o, żeby nie było podejrzeć o "znajomości" przy przyjmowaniu do szkoły.

                    I jak to się ma do faktu, że jedna szkoła przyjmie sobie dodatkowe "sito" w postaci wewnętrznego testu przedmiotowego np. z języka francuskiego (bo to liceum o takim profilu), inna w postaci punktów za wolontariat, a jeszcze inna za aktywność sportową czy artystyczną? Innymi słowy będzie się liczyć i średnia i egzaminy, ale dodatkowo także i powyższe kryteria.
                    • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 09:45
                      Chyba naprawdę masz małe pojęcie o rekrutacji.

                      Zauważ, że wszystkie dodatkowe wymagania są wprowadzone za zgodą kuratorium i mają formę pisemną - właśnie po to, żeby można było się powołać na dokument w przypadku odwołania.
                      • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 12:41
                        joa66 napisała:

                        > Chyba naprawdę masz małe pojęcie o rekrutacji.

                        A czy możesz odpowiedzieć po prostu na pytania, jakie zadałam?

                        > Zauważ, że wszystkie dodatkowe wymagania są wprowadzone za zgodą kuratorium i m
                        > ają formę pisemną

                        Za zgodą. To kluczowe słowo. I nijak nie oznacza, że we wszystkich szkołach ją identyczne zasady rekrutacji.

                        > właśnie po to, żeby można było się powołać na dokument w pr
                        > zypadku odwołania.

                        A gdzie napisałam, że tak nie jest?
                        • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 13:05
                          aquarianna napisał(a):
                          > Za zgodą. To kluczowe słowo. I nijak nie oznacza, że we wszystkich szkołach ją
                          > identyczne zasady rekrutacji.
                          W całej Wwie z mnogością szkół ponadgimnazjalnych takich szkół jest kilka- o czym pisałam w innym poście. Przy czym część klas w tych liceach jest "normalna" i nie ma tam dodatkowych elementów rekrutacji.
                          Może znajdzie się jeszcze kilka takich liceów w innych większych miastach województwa.
                          Poza tym możesz spokojnie założyć, że warunki rekrutacji do wszystkich szkół ponadgimnazjalnych w całym województwie mazowieckim są takie same.
                          I także do tych spec-klas z dodatkowym kryterium:
                          - uczeń, który napisał egzamin gimnazjalny na średnio 50% dostanie za to 50 punktów rekrutacyjnych, a ten, który na 70% - 70 punktów
                          - uczeń , który ma 6 z polskiego dostanie za to 18 punktów rekrutacyjnych
                          itd.
                          Liceum im Czackiego i Technikum Mechatroniczne nr 1 przyznają punkty wg tego samego schematu.
                • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 00:55
                  aquarianna napisał(a):
                  > A dlaczego nie? Licea nie są obowiązkowe, nie ma rejonizacji, to są szkoły dla
                  > chętnych, a nie dla wszystkich.
                  Bo są to szkoły,które podlegają pod kuratorów, i muszą spełniać wytyczne kuratorów odnośnie zasad rekrutacji. Chyba że wolisz, żeby twoje własne dziecko nie dostało się do swojej wymarzonej szkoły dlatego, że będzie miało za dużo bądź za mało piegów, co nie przypadnie do gustu osobie ustalającej kto może uczyć się w tej szkole.
                  • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 09:44
                    > Bo są to szkoły,które podlegają pod kuratorów, i muszą spełniać wytyczne kurato
                    > rów odnośnie zasad rekrutacji.

                    OK, wytłumacz mi zatem, dlaczego do jednego liceum łatwiej się dostać, a do innego dużo trudniej, skoro rzekomo wszędzie muszą być spełnione te same wytyczne odnośnie zasad rekrutacji? I skąd sugestie w tym wątku, by mama chłopca dokładnie sprawdziła, jakie są zasady rekrutacji w "jego" liceum, skoro podobno nie mogą być one dowolne? To co konkretnie ma sprawdzić?

                    > Chyba że wolisz, żeby twoje własne dziecko nie d
                    > ostało się do swojej wymarzonej szkoły dlatego, że będzie miało za dużo bądź za
                    > mało piegów, co nie przypadnie do gustu osobie ustalającej kto może uczyć się
                    > w tej szkole.

                    Ale o czym Ty teraz piszesz? Sądziłam, że poruszamy się poza obszarami absurdów.
                    • joa66 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 09:47
                      Dlatego, ze do niektórych liceów trzeba uzbierać np 160 pkt a do innych 120 pkt (ze świadectwa, egzaminów, konkursów, itd - nie za rozmowy).

                      To takie trudne do zrozumienia?
                      • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 10:27
                        joa66 napisała:

                        > Dlatego, ze do niektórych liceów trzeba uzbierać np 160 pkt a do innych 120 pkt
                        > (ze świadectwa, egzaminów, konkursów, itd - nie za rozmowy).
                        >
                        > To takie trudne do zrozumienia?
                        Może być trudne do zrozumienia dla kogoś kto jeszcze nie słyszał o czymś takim jak egzamin gimnazjalny i żyje w przekonaniu, że w rekrutacji do liceów liczy się tylko średnia ze stopni od I klasy sp...
                        • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 12:45
                          > Może być trudne do zrozumienia dla kogoś kto jeszcze nie słyszał o czymś takim
                          > jak egzamin gimnazjalny i żyje w przekonaniu, że w rekrutacji do liceów liczy s
                          > ię tylko średnia ze stopni od I klasy sp...

                          Dlaczego wmawiasz mi rzeczy, których nigdzie nie napisałam? Czemu to ma służyć w tej dyskusji?
                          • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 12:51
                            To ty pisałaś o związkach między nauką w I klasie sp a dostaniem się do wymarzonej szkoły - nie ja.
                            A że nie masz dużego pojęcia nt zasad rekrutacji to widzę po twoich ciągłych twierdzeniach, że każde liceum może sobie przyznawać punkty dowolnie.
                            • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 13:24
                              jakw napisała:

                              > To ty pisałaś o związkach między nauką w I klasie sp a dostaniem się do wymarzo
                              > nej szkoły - nie ja.

                              Ręce mi opadają, autentycznie sad
                              Gdzie napisałam coś takiego w kontekście zasad rekrutacji?

                              > A że nie masz dużego pojęcia nt zasad rekrutacji to widzę po twoich ciągłych tw
                              > ierdzeniach, że każde liceum może sobie przyznawać punkty dowolnie.

                              Dobrze, więc wytłumacz mi w jakim celu sugerowałaś autorce wątku, by sprawdziła, jakie są zasady rekrutacji w liceum jej syna, skoro rzekomo wszędzie są identyczne. Możesz to wyjaśnić. Bo naprawdę raz piszesz jedno, a z chwilę coś zupełnie innego.
                              • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 16:53
                                aquarianna napisał(a):

                                > Dobrze, więc wytłumacz mi w jakim celu sugerowałaś autorce wątku, by sprawdziła
                                > , jakie są zasady rekrutacji w liceum jej syna, skoro rzekomo wszędzie są ident
                                > yczne. Możesz to wyjaśnić. Bo naprawdę raz piszesz jedno, a z chwilę coś zupełn
                                > ie innego.
                                Bo doszłam do wniosku, że nie wie. Po czym rzuca się do robienia średniej w II klasie, które to działanie może być z lekka bez sensu w kontekście tego, że najwięcej punktów możnaby zyskać za egzamin gimnazjalny i stopnie z III klasy z kilku konkretnych przedmiotów.
                                A jako przykład opisałam system rekrutacji w woj. mazowieckim - z niewielkimi wyjątkami działa to tak samo w całym województwie. A i w tych niewielkich wyjątkach jest uwzględniony.
                                Z tego co mi wiadomo w innych województwach też są zarządzenia kuratorów odnośnie rekrutacji i dyrekcja nie może tak po prostu przyjąć Jasia Kowalskiego, który ma punktów 15 i piękne oczy, a odrzucić Marysię Nowak, która ma punktów 25 i wredne spojrzenie.
                                Więc ważne jest ustalenie za co dokładnie zyskuje się te punkty.
                      • aquarianna Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 12:44
                        joa66 napisała:

                        > Dlatego, ze do niektórych liceów trzeba uzbierać np 160 pkt a do innych 120 pkt
                        > (ze świadectwa, egzaminów, konkursów, itd - nie za rozmowy).

                        No toż i o tym piszę, że nie wszędzie są takie same zasady przyznawania punktów.

                        > To takie trudne do zrozumienia?

                        Dla mnie bynajmniej. To Ty najpierw usiłujesz wmówić mi coś, czego nie napisałam, a potem tłumaczysz mi coś, o czym pisałam wcześniej.
                        • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 12:47
                          aquarianna napisał(a):


                          > No toż i o tym piszę, że nie wszędzie są takie same zasady przyznawania punktów
                          Ale zasady przyznawania tych punktów są takie same. Tyle że jedni uczniowie są w stanie zebrać punktów 120, a inni 160 - bo z kilku przedmiotów mają lepsze stopnie i poszedł im lepiej egzamin. Nadal nie jesteś w stanie tego pojąć?
                    • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 10:25
                      aquarianna napisał(a):

                      > > Bo są to szkoły,które podlegają pod kuratorów, i muszą spełniać wytyczne
                      > kurato
                      > > rów odnośnie zasad rekrutacji.
                      >
                      > OK, wytłumacz mi zatem, dlaczego do jednego liceum łatwiej się dostać, a do inn
                      > ego dużo trudniej, skoro rzekomo wszędzie muszą być spełnione te same wytyczne
                      > odnośnie zasad rekrutacji?
                      Zasady są te same. A licea przyjmują tych wg liczby punktów do danej klasy (do różnych klas można mieć różne ilości punktów). Tyle że do jednego liceum startują ci, którzy mają tych punktów w okolicach 150, a do innego ci, którzy punktów mają 110.

                      > Ale o czym Ty teraz piszesz? Sądziłam, że poruszamy się poza obszarami absurdów
                      > .
                      Jeśli krtyteria są uznaniowe typu rozmowa z kandydatem/cv kandydata to nic nie stoi na przeszkodzie takim absurdom. Po prostu dyrektor stwierdza "ta osoba mi się nie podoba" - i choćby miała 100% z egzaminu i średnią 6.0 może się nie dostać.
            • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 01:03
              janka345 napisała:

              > Czasami mozna się dostać ze
              > średnią 4,6, czasami wystarczy 4,4 - zależy od roku, wyników ogólnych egzaminu
              > itp.
              A jaki wpływ ma wynik egzaminu na proces rekrutacji?
              • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 15:20
                Możliwe, że nie wiem jeszcze wszystkiego na temat rekrutacji do liceów, bo dopiero w tym roku zaczęliśmy się tym żywo interesować.
                Wiem jednak, że progi punktowe do szkół (przynajmniej w mniejszych miejscowościach) mogą się zmieniać co roku. Nie wiem, jak wytłumaczyć to, że w którymś roku egzamin gimnazjalny poszedł słabo w całym powiecie, ale tak było. Szkoły dostosowują nabór do sytuacji w danym roku. Przy naborze liczą się oczywiście punkty, ale chyba ważne jest tez to, za co zostały uzbierane - tak wynika z rozmów z licealistami i rodzicami. Bo w przypadku uzyskania 90 punktów przez 2 kandydatów, szkoły zwracają uwagę, za co one były i według własnych kryteriów przyjmują
                • morekac Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 15:38
                  Sprawdź dokładnie ten regulamin rekrutacji (w tym ogólne zasady przyznawania punktów w kuratorium)- bo moim zdaniem - jeśli to szkoła publiczna i nie organizuje żadnych dodatkowych sprawdzianów z uzdolnień - to chyba jednak nie wszystko wiesz.

                  > Wiem jednak, że progi punktowe do szkół (przynajmniej w mniejszych miejscowości
                  > ach) mogą się zmieniać co roku. Nie wiem, jak wytłumaczyć to, że w którymś roku
                  > egzamin gimnazjalny poszedł słabo w całym powiecie, ale tak było.
                  Bo co roku jest inny egzamin i inne są z niego wyniki. W całej Polsce tak jest, nie tylko w jednym powiecie. W związku z tym gimnazjaliści startują średnio z niższą albo wyższą liczbą punktów za egzamin, zaś próg punktowy wyznacza ten ostatni na liście przyjętych.

                  Bo w przypadku uzyskania 90 punktów przez 2 kandydató
                  > w, szkoły zwracają uwagę, za co one były i według własnych kryteriów przyjmują
                  Ma to znaczenie wyłącznie w sytuacji, jeśli te 90 punktów stanowi w danym roku próg punktowy. Jeśli obaj delikwenci z 90 punktami i tak łapią się na listę przyjętych, zostaną przyjęci obaj. I nie wierzę, że uczniowie ze średnią 6,o i maksem z egzaminu gimnazjalnego nie zostaliby przyjęci do waszej szkoły, nawet gdyby poza tą średnią i egzaminem nic sobą nie reprezentowali. To niemożliwe.
                  • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 09:54
                    Ależ oczywiście, że szóstkowy uczeń z maxem z egzaminu nie musi się niczego obawiać smile
                • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 07.10.12, 17:03
                  Musisz dokładnie zapoznać się z regulaminem rekrutacji. Spróbuj znaleźć zarządzenie kuratora wojewódzkiego ws rekrutacji - może wiele wyjaśnić. Ważne jest zidentyfikowanie tych rzeczy na których można zyskać dużo punktów. Weźmy chociaż te języki obce. Może opłacać się mieć z tych języków 6 i 4 bardziej niż 2x5 - bo np w rekrutacji będzie brana pod uwagę ocena z 1 języka. Możecie też odkryć, że warto wyciągnąć się na dobre stopnie z kilku przedmiotów , z których oceny są punktowane i którymi to ocenami można nadrobić nawet nienadzwyczajną średnią. Warto też zobaczyć jaki udział w punktacji ma egzamin gimnazjalny - przy tendencjach twojego syna do dobrych stopni z klasówek może mieć to duże znaczenie wink
                  • janka345 Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 10:03
                    jakw napisała:

                    Weźmy chociaż t
                    > e języki obce. Może opłacać się mieć z tych języków 6 i 4 bardziej niż 2x5 - bo
                    > np w rekrutacji będzie brana pod uwagę ocena z 1 języka. Możecie też odkryć,
                    > że warto wyciągnąć się na dobre stopnie z kilku przedmiotów , z których oceny
                    > są punktowane i którymi to ocenami można nadrobić nawet nienadzwyczajną średnią
                    Tak, masz rację.
                    Zastanawiam się tylko, czy jednak nie lepiej piłować średnią i np. uzyskać pasek, bo to 6 punktów. Syn, co prawda z fizyki raczej nie da rady na 4 i będzie trója, ale ma szóstki z wszystkich przedmiotów artystycznych i w-fu, a one się liczą do sredniej. W jego zasięgu byłyby też szóstki z języków, ale to plany na 3 klasę (jego, ale musiałby zacząć już w tym roku i naprawdę się za to zabrać). Pasek jest w jego zasięgu ogólnie, choć go nie miał w 1 klasie.
                    • jakw Re: pilnować czy nie pilnować... 08.10.12, 19:00
                      janka345 napisała:

                      > Zastanawiam się tylko, czy jednak nie lepiej piłować średnią i np. uzyskać pase
                      > k, bo to 6 punktów.
                      To już jest kwestia optymalizacji i oceny realności tych wszystkich stopni. W każdym razie warto znać wszystkie niuanse punktacji. Na pewno trzeba pamiętać o egzaminie gimnazjalnym. I skupić się przede wszystkim na osiągnięciu maksymalnej punktacji, nie łamiąc sobie głowy dalszymi kryteriami wyboru - może to wogóle nie być potrzebne.
        • mama303 Re: pilnować czy nie pilnować... 05.10.12, 19:57
          aniko16 napisała:

          > Popieram w 100%. Mój syn właśnie tego potrzebuje, czuje się "zaopiekowany", ch
          > ce żebym interesowała się nim, ergo jego szkołą.

          To jest naturalne, tez lubie jak np. małżonek jest zainteresowany moja pracą. zaiteresowanie bliskim człowiekim a sterowanie nim jest jednak czymś zupełnie innym.
          • asiara74 Re: pilnować czy nie pilnować... 06.10.12, 16:35
            Gdyby moje dziecko było zdolne i widziałabym potencjał do dalszej nauki to w tym cięzkim nastoletnim okresie pilnowałabym w sensie codziennego większego zainteresownia ocenami. osiągnięciami, odpytywania przed sprawdzianem. Gdyby dzieciak jawnie wykazywał brak zdolności i chęci do nauki to już w tym wieku starałabym pomóc odszukać takie zdolności, które pomogłyby zdobyc zawód. Odpuściłabym mu nawet maturę, mozna ją zdać w dorosłym życiu w oparciu o własną, wewnętrzną motywację
    • janka345 żeby podsumować... 10.10.12, 09:46
      Dyskusja tak bardzo odbiegła od tematu, że nie ma już chyba sensu jej ciągnąć...
      Po przeczytaniu wielu wpisów, skłaniam się raczej do tego, że nastolatka w tym wieku nie należy zostawić samemu sobie zupełnie bez kontroli nad lekcjami, celem nauczenia się ,,życia" na własnej skórze, podobnie uważają nauczyciele, z którymi rozmawiałam (bo to trudny wiek, a zdaniem nauczycieli w 2 klasie większości odbija najbardziej).

      Moja kontrola, to nie siedzenie z młodym nad lekcjami, to raczej interesowanie się, przypominanie, rozmowy, przykłady, pytanie, czy z czegoś odpytać itp. i ogólnie bycie na bieżąco z jego sprawami i ogólne trzymanie ręki na pulsie. Oprócz tego comiesięczne wizyty w szkole.
      Wbrew zdaniu nietórych elastyczny grafik mu się na razie sprawdza, jak odhaczy wszystko, co miał do zrobienia w grafiku (bieżące lekcje), ma wolny czas. Dzieki temu nie ma niespodzianek, typu wstawanie w nocy, bo przypomniało mu się, że np. jutro WOS i trzeba zrobić ,,prasówkę''. czasem oczywiście wypadnie coś nieprzewidzianego, ale jak czas jest lepiej zorganizowany, to się zdąży.
      Przekonuję go do zmiany systemy uczenia ,,od sprawdzianu do sprawdzianu'' (tak się uczył do tej pory) na ,,uczenie na bieżąco'' (nie będzie laczy z kartkówek czy odpytywania, a i na sprawdzian będzie tym sposobem przygotowany).
      Uczenie się tylko do sprwadzianów powodowało obniżenie oceny na semestr o jedno oczko w dół co najmniej, bo czwórki i piątki ze sprawdzianów w połączeniu z jedynkami z odpowiedzi dają wiadomo co.
      Syn ma pasje i zainteresowania, którym poświęca czas (i które sam sobie wybrał).
      Spotkania z dziewczyną trzeba ograniczyć - za dużo i za czesto w stosunku do czasu przeznaczonego na naukę, stąd nie ogarnia bieżącego materiału. Nigdy ich niezabanowałam, co niektórzy mylnie odczytali.
      Syn jest leniwy, choć ma potencjał (oprócz fizyki - akceptuję, że czegoś tak bardzo się nie lubi, że boli brzuch w kontakcie zeszytem od tego przedmiotu smile )
      Twierdzi, że nie umie poradzić sobie z lenistwem, choć wie i rozumie, że musi się nauczyć, spycha wszystko na wieczór albo na za godzinę. Czasem nie chce mu się zabrać też za rzeczy przyjemne dla niego.
      Uważam, podobnie jak zdaje sie aqarianna, że do myślenia przyszłościowego dojrzewa się czasem później niż w wieku 14 (niedługo 15) lat. Choć niektórzy wcześniej, szczególnie dziewczyny, choć ja tak naprawdę dojrzałam w klasie maturalnej. Co bym zrobiła, gdybym się do tego liceum przez lenistwo nie dostała? Na pewno bardzo utrudniłabym sobie życie i później rozpoczęła wymarzoną pracę zawodową lub nigdy bym jej nie wykonywała.
      Mam większe dośw. życiowe niż syn i staram się różne rzeczy mu uzmysłowić, do czegoś czasem namówić, czasem wzmocnić kontrolę. Nie jestem za zostawianiem dziecka samemu sobie z problemami, choćby z problemem lenistwa, licząc na to, że to lepiej nauczy go życia.

      Ktoś tu bardzo mądrze zauważył, że dzieci z rodzin patologicznych dojrzewają najszybciej i są bardziej zaradni życiowo, ale nigdy nie osiągną tego, co mogłyby, gdyby miały zainteresowanie i mądre ,,popychanie w dobrym kierunku'' rodziców. Rzadko do czegoś dochodzą. Liczy się dla nich przetrwanie, żeby miały co jeść i gdzie mieszkać, wszystko inne jest luksusem, bez którego można się obejść. Choć rodzin patologicznych w naszym środowisku jest wiele, znam tylko jednego chłopaka z takiej rodziny, który pojechał do pracy w Anglii i zarobione pieniądze przeznaczył na studia.
      • menodo Re: żeby podsumować... 10.10.12, 12:05
        Po przeczytaniu wielu wpisów, skłaniam się raczej do tego, że nastolatka w tym
        > wieku nie należy zostawić samemu sobie zupełnie bez kontroli nad lekcjami, cele
        > m nauczenia się ,,życia" na własnej skórze"

        Nie, no pięknie to sobie ułożyłaś big_grin
        Obawiam się jednak, że twój syn będzie się jednak musiał nauczyć życia na własnej skórze - podobnie jak wiele dzieci, których rodzice zawsze lepiej od nich wiedzą, co jest dobre dla nich dobre.
        Wbrew temu co piszesz, wcale nie interesujesz się przyszłością swojego dziecka. Interesujesz się jakimiś prasówkami na wos i kartkówkami z fizyki oraz ogólnie rzecz biorąc "średnią".
        Tymczasem twój syn za rok będzie podejmował bardzo trudną decyzję - dotyczącą de facto wyboru przedmiotów maturalnych, a więc - kierunku studiów. Rozmawiasz z nim na ten temat? Wiesz, na czym polega reforma edukacji, która właśnie kroczyła do ogólniaków - i co z niej wynika? ? Nie wiesz. Nie wiesz nawet jak wyglądają zasady rekrutacji do liceów.

        Tak naprawdę zajmujesz się pierdołami, wmawiasz swojemu dziecku że jest leniwe i pozbawiasz je odpowiedzialności za siebie.
        Tyle z mojej strony.

        • aquarianna Re: żeby podsumować... 10.10.12, 12:41
          > Tyle z mojej strony.

          Miejmy nadzieję, że faktycznie to "tyle z twojej strony", bo potrafisz jedynie teoretyzować, w dodatku traktując rozmówców jak półgłówków. Jesteś może nauczycielką? Bo twoje maniery i to jak odnosisz się do innych, wręcz idealnie wpasowują się w profil typowego belfra.
          Jak sądzę odpowiedzi na mój post kierowany specjalnie do ciebie nie mam co oczekiwać?

          • janka345 Re: żeby podsumować... 10.10.12, 15:56
            tak, myslę, że jest nauczycielką licealną smile
            Syn już od dawna ma wybrany kierunek studiów, ma nawet plan B i sam, podkreślam sam o tym zdecydował. Jest to kierunek zupełnie inny niż mój czy ojca i my mu w tym nie pomagamy, bo się nie znamy, interesujemy się tylko, jak opowiada.
            Ten kierunek jest związany z jego zajęciami popołudniowymi.
      • morekac Re: żeby podsumować... 10.10.12, 12:57
        Syn jest leniwy, choć ma potencjał (oprócz fizyki - akceptuję, że czegoś tak ba
        > rdzo się nie lubi, że boli brzuch w kontakcie zeszytem od tego przedmiotu smile )

        załatw mu lepiej dobrego korepetytora z tej fizyki na czas jakiś - może nie tyle syn nie ma zdolności, co nauczyciel jest do kitu. Bywają i tacy.Po co ma go brzuch boleć?
        • jakw Re: żeby podsumować... 10.10.12, 20:35
          Właśnie. Ból brzucha w kontekście szkoły jest często objawem silnego stresu.
      • jakw Re: żeby podsumować... 10.10.12, 20:44
        > Moja kontrola, to nie siedzenie z młodym nad lekcjami, to raczej interesowanie
        > się, przypominanie, rozmowy, przykłady, pytanie, czy z czegoś odpytać itp
        Janka, ale w ten sposób to on jeszcze długo nie weźmie odpowiedzialności za swoje lekcje - skoro nawet inicjatywę ws ewentualnej odpytki przejawiasz ty.
        > Twierdzi, że nie umie poradzić sobie z lenistwem,
        W sumie po co ma sobie radzić z lenistwem . Od tego ma przecież rodzicielkę...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka