marie.klein
31.03.06, 12:05
dzis, jak co piatek, moje dorastajace dziecie (l. 14) spoznilo sie do szkoly,
spoznienia poranne w kazdy czwartek i piatek weszly juz do stalego repertuaru,
brak mi juz pomyslow jak zachecac do puntkualnosci, do wyeliminowania chocby
polowy spoznien;
dodam, ze procz tych dni, spoznia sie i w inne, rano i w ciagu dnia;
przykladem niech beda 2 tygodnie z jego szkolnego zyciorysu, gdzie zalapal 18
spoznien (moim zdaniem sporo za duzo;
wie, ze sprawowanie zostaje obnizone za takie postepowanie doskonale;
lekcja, na ktora sie najczesciej spoznia to angielski, pania najbardziej lubi
ze wszystkich nauczycieli, nie ma problemow z tym przedmiotem, podobnie
zreszta jak i z innymi, odrzucam wiec teorie celowosci spoznien jako unikanie
kontaktu z nauczycielem, wymiganie sie od sprawdzenia pracy domowej,
przepytania itp.
najbardziej mnie meczy nie sam fakt ilosci spoznien, tylko to, ze traktuje to
tak lekko, dla niego nie jest to nic zlego;
nie toleruje notorycznego spoznialstwa, jestem w stanie zrozumiec sytuacje
wyjatkowe, ale moze punktualnosc w dzisiejszych czasch to przezytek?
moze rzeczywiscie powinnam odpuscic?