Mam wakacyjny temat

.
Trochę opowiem, żebyście mogli lepiej wczuć się w nastrój:
Byłam na spływie kajakowym 22 czerwca – 1 lipca razem z 5 chłopakami: moim synem i jego 4-a kolegami (wiek 17 – 18 lat). Płynęliśmy piękną, meandrującą rzeką Wdą przez słabo zaludnione tereny Borów Tucholskich. Trasa była z przeszkodami – czasami duże kamienie na dnie, często przewrócone drzewa tarasowały przejazd, śluzy lub elektrownie - od czasu do czasu trzeba było kajaki przenosić lądem, czasami w miejscu starych mostów pod wodą mogły być metalowe pale, łabędzie nie przyzwyczajone do turystów potrafiły z lotu szarżować na kajak.
Płynęliśmy w 3 kajaki: ja z M, para L-D (z moim synem), para K-C.
To był już nasz drugi wspólny spływ. Zawsze było świetnie. Tym razem też. Ale w piątek 26 czerwca zdenerwowałam się na dwie pary kajakowe. Z jedną i drugą parą pogadałam ostro kończąc słowami: „żeby to było ostatni raz”. Co takiego zrobili lub nie zrobili, że zdenerwowałam się? Parze L-D zarzuciłam coś innego niż parze K-C, chociaż to co zrobili/nie zrobili jedni i drudzy było z sobą trochę związane.