Jakie macie wspomnienia z tranzytu Marsa przez jego pozycje urodzeniowa, tzn.
Mars koniunkcja Mars?
Zbliza mi sie taki tranzyt na tle dosc trudnych innych, wiec sprawdzilam
poprzednie przejscie. Nie ukrywam, ze dosc lagodnie poszlo, bo mialam
jednoczesnie trygon Jowisza do urodzinowego Slonca.
To byl lipiec 2005.
Niedawno zaczelam prace w nowej pracy. W atmosferze wielkiej nerwowosci
pilnowalam zakladania internetu, byl halas, wiertary, komplikacje, bo przewody
elektryczne (uklad nerwowy, heh) sa w tym pomieszczeniu wadliwe, trwalo to za
dlugo, ludzi bylo za duzo, wlascicielka firmy wydzwaniala, a ja ofukiwalam, ze
jeszcze zwieksza nerwowosc. Namacilo mi to w zyciu, bo wybieralam sie na
weekend do Pragi i nie mialam jeszcze ani koron, ani odpowiedniej turystycznej
odziezy, a tu siedz kobieto i pilnuj.
Jeden z monetrow urznal sobie palec. Krew na rekach

Lecialam do apteki po
bandaz, zeby go uspokoic, bo regularnie spanikowal.
Ale najlepszy numer trafil mnie, dokladnie w dzien scislosci tranzytu,
chodzilam wtedy na akupunkture, juz bylo ze dwa miesiace, wiec przywyklam,
traktowalam to rutynowo, choc od niedawna Chinczyk celowal dodatkowo w punkt
na glowie, na czubku, mialo to miec uspokajajace, rozweselajace dzialanie,
fakt, mialo! Tym razem wychodzilam juz i katem oka widze w lustrze, ze mam
krew na czole. Przyjrzalam sie dokladniej, a tu regularna struga krwi plynie z
wlosow, jakbym byla ofiara przemocy domowej, albo po walce z dresiarzem.
Dziwne i nietypowe (u mnie, nie mialam problemow z krzepliwoscia).
Przeprosili, zatamowali, ale jeszcze dlugo sie zastanawialam, czy jakbym tego
nie zauwazyla, to jak przez cale centrum miasta w samo poludnie wygladalabym
na miescie? Czad
Wiec bylo typowo: krew, niespodziewane przypadki, ludzie czegos chca, robia
zamieszanie, byl lekki stres i nerwy. Dzialo sie.
A u Was? Ktos ma notatki?