6lulu
28.03.15, 17:13
hej chciałabym opowiedzieć swoją historię..chyba trochę ja skrócę bo długo by opowiadac...wiec byłam w związku 18 lat on był moim pierwszym facetem i jedynym nigdy z nikim innym nie uprawiałam seksu. Na początku było fajnie po kilku latach urodziłam córke i potem też było spoko do czasu aż zaczął sobie popijać, stał sie strasznie zazdrosny, robił mi awantury ze jestem łatwa, ze każdy kto by chciał mógłby mnie mieć, że patrze na innych facetów i mam kurwiki w oczach, wyolbrzymiał każdą sytuacje, pił coraz więcej kazde wyjscie na jakąś imprezę kończyło sie awanturą, zaczął mnie okropnie traktować, wyzywać od kurew, szmat ,prostytutek zaczęło dochodzić do rękoczynów, rok temu pobił mnie, podałam sprawe do sądu i zaczeło sie jeszce gorzej byłam jeszcze większą kurwą, oskarżał mni o romanse ze wszystkimi..pluł na mnie,pokazywałmi goły tyłek, godzinami noca wyzywał na całą kamienice, nie dawał spać, kazał mi sie pierdolić z innymi, wyganiał mnie z domu, albo nie wpuszczał do domu, miał pretensje o wszystko, o to ze nigdy go nie kochałam wystarczajaco mocno, ze nigdy nie był zaspokojony ,patrzył na mnie z taka nienawiścią w oczach..Czesto dzwoniłam na policje, ale pomino tego ze mielismy założoąna niebieską karte i ze dziecko na to wszystko patrzy nie pomagali zbyt wiele. Wzruszli ramionami ze nic nie mogą zrobić bo to on jest właścicielem mieszkania.Robił co chciał znęcał sie nade mną fizycznie i psychicznie,gnębił,nie dawał spać po nocach,wyzywał że jestem wstrętna ,gruba i brzydka i używał jeszcze wiele niecenzuralnych słów.Awantury były praktycznie codziennie, powyłamywał wszystkie drzwi w domu , kiedy zamykałam sie w którmyś z pomieszczeń, groził że mnie zabije ..Trwało to moze z 2-3 lata, aż w końcu nie wytrzymałam. Wyjechałm z domu na miesiąc, zeby odpocząć i poznałam faceta..był ode mnie duzo starszy no o 20 lat..ja mam 37. Spotykaliśmy się,chodziliśmy na spacery, rozmawialiśmy, bawiliśmy sie..czułam sie przy nim taka bezpieczna..noi stwierdziłam ze skoro mam takie zycie popieprzone, które i tak chce zakończyć to czemu nie w taki sposób, ze jednak pójdę z kimś innym do łóżka i to będzie pretekstem na koniec mojego chorego zwiazku, z którego za nic nie potrafiłam sie uwolnić.On robił straszne rzeczy, a ja nadal tam tkwiłam i znosiłam to wszystko. Noi wracając do tej mojej zdrady..tak wyladowałam z tym poznanym facetem w łóżku..ale to jednak nie było to..miałam taką swiadomośc tego ze zdradzam , ze nie mogłam tego zrobić, po prostu nie byłam w stanie sie przełamać, to była dla mnie sytuacja bardzo stresująca, nie mogłam tego zrobić ,nie chciałam , nie byłam podniecona.. noi skończyło sie tylko na pieszczotach z jego strony, ja go nawet nie dotknęłam.On zachował sie bardzo przyzwoicie , nie robił nic czego nie chciałam, nie namawiał mnie nie zmuszał do niczego. To wszystko trwało nie wiem moze z 10 minut..ostatecznie powiedziałam ,ze nie mogę tego zrobić i sie skończyło..przytulił mnie i poszliśmy spać.Spałam u jego boku do rana. Na drugi dzien wyjechałam...Wróciłam do domu przyznałam sie mojemu facetowi ( nie pisze mężowi , bo nie mialiśmy slubu) wpadł w furię, oczywiście mnie uderzył, dusił,wyzywał.Uciekłam z domu, przyjechała policja , ale nas nie wpuścił do mieszkania , powiedzieli ze nic nie mogą zrobić i pojechali.Ja nie miałam gdzie sie podziać. Postanowaiłam ze odchodze od niego, spakowałam sie ..i tyle..po raz kolejny zostałam, bo powiedział, ze mnie rozumie dlaczego to zrobiłam, ze był dla mnie niedobry itp., ze teraz juz wszystko będzi inaczej , ze on sie z tym pogodził...ale niestety mylił się..faktycznie mniej pił, ale jednak nie mógł sie z tym pogodzić, nie mogł uwierzy ć w to , że ja to na prawdę zrobiłam.. noi znowu sie zaczeło, bicie , znęcanie i stałam sie jeszcze większą kurwą, najwiekszą na świecie,! Kazał mi wypierdalać, ze nie chce być ze mną , ze go obrzydzam, ze jestem zboczona itp. Koniec historii ..odeszłam miesiąc temu. Oczywiście teraz mnie błaga zebym wróciła, że mnie kocha , ze wszystko już zrozumiał, że bedzie inaczej.. ale ja nie wracam..chyba sie wyleczyłam z tej chorej miłości...